Skip to content

Skazani na Breesa

Zegar zagłady Świętych jest coraz bliżej północy. Z każdym kolejnym sezonem wskazówka zbliża się o kilka minut do dwunastki, symbolizującej ewentualny koniec złotej ery zespołu. Z każdym kolejnym rokiem, Drew Breesowi dochodzi kolejny rok w rubryce wieku, przypominając fanom Saints o jednym –  nie będzie on grać wiecznie. Niechybnie czeka ich doświadczenie końca kariery zawodnika, który wręcz pozostawił zespół w Nowym Orleanie. I pozostaje już tylko jedno pytanie – co dalej?

Przez lata Saints kierowali się filozofią, iż liczy się tylko tu i teraz. W obawie przed wielkimi zmianami, Sean Payton kurczowo trzymał się mistrzowskiego sztabu, nawet pomimo jasnych sygnałów, iż jego defensywna część nie nadąża za resztą ligi. Więc zmuszeni stałą walką o najwyższe cele Saints raz po raz starali się załatać wszystko w biegu. A to im nieszczególnie wychodziło. Dziurawe secondary widziało porażki takie jak Brandon Browner czy Jairus Byrd, dzisiaj zaliczane jako jedne z największych transferowych wtop w historii NFL. Dziurawa druga linia z kolei od czasów Jonathana Vilmy nie miała nikogo, kto byłby jej pewnym punktem, pomimo inwestycji w Curtisa Loftona w wolnej agenturze, czy Stephone Anthony’ego w drafcie. A pass rush? Nie istniał.

Saints raz po raz popełniali podstawowe błędy, aż do momentu, gdy Sean Payton oraz Mickey Loomis postanowili całkowicie odmienić twarz zespołu. Skauting został oddany w ręce Jeffa Irelanda, a z kolei cały sztab defensywny został wymieniony i stworzony od podstaw dla Dennisa Allena. Po raz pierwszy od dekady w Nowym Orleanie postanowiono zbudować defensywę od podstaw, ignorując ogromne transfery i skupiając się na mentalności. W niespełna dwa i pół roku całej tej zgrai udało się dokonać całkowitej przemiany formacji defensywnej Świętych, która stała się mocnym punktem zespołu.

Takie samo traktowanie otrzymały również formacje specjalne – niekończące się doskonalenie i brak litości dla podstawowych błędów. Władze Saints wysłały jasny sygnał dla reszty świata – Święci mają być drużyną kompletną.

Gdyż w momencie zawieszenia butów na kołku przez Drew Breesa, jedna rzecz nie ulegnie zmianie – Saints mają być na topie.

Jakie życie czeka Świętych po decyzji Drew? Przede wszystkim, wciąż będą zespołem bliskim kompletności.

Ofensywa Seana Paytona jest złożona z młodych zawodników i za wyjątkiem #9, powyżej trzydziestki są tylko Ted Ginn oraz Jared Cook. Michael Thomas jest świeżo po podpisaniu kontraktu wartego 100 milionów dolarów, zostawiając go w Nowym Orleanie na kolejne pięć lat. Następny w kolejce czeka Alvin Kamara, którego prawdopodobnie również czeka sowita podwyżka. Nowa filozofia Saints jasno daje do zrozumienia zawodnikom, iż jeśli ci będą prezentować wymagany poziom, o swój status finansowy nie muszą się martwić. Na miejscu również będzie czołowa linia ofensywna, w której właśnie wymieniono najstarszego zawodnika na topowy draft pick. Obecni w niej weterani również mają kilka lat dobrej gry przed sobą, jeśli tylko dopisze im zdrowie. Jedynym warunkiem będzie tylko uzupełnienie tych gwiazd wystarczającą ilością talentu, by to działało jak zawsze. Lecz nad tym wszystkim wciąż będą panować Sean Payton, Pete Carmichael oraz Dan Roushar, a wtedy nie należy się o nic martwić.

Jeszcze lepsze perspektywy Święci roztaczają jednak swoją defensywą. Cameron Jordan właśnie podpisał przedłużenie kontraktu, a obok niego wszystkie istotne osoby wciąż dopiero wejdą w swój prime. Zdrowie Sheldona Rankinsa stoi pod znakiem zapytania, acz jego towarzysz z klasy 2016 – David Onyemata prezentuje stały i duży progres z każdym kolejnym sezonem. Wieloletni kontrakt podpisał także Malcom Brown, który pomimo rozegrania całego kontraktu w Patriots dopiero wchodzi w swój najlepszy wiek. Całości linii defensywnej dopełniają z kolei Marcus Davenport i jego ogromny sufit oraz Trey Hendrickson, którym daleko do regularności, lecz oferują olbrzymi potencjał. Drugą linią dzieli i rządzi duet weteran/wschodząca gwiazda w osobie Demario Davisa oraz Alexa Anzalone, lecz do regularnej gry już się rwie debiutant Kaden Elliss, prezentujący talent wyraźnie przewyższający siódmą rundę w której został wybrany. I na deser zostaje secondary, w której Saints pierwszy raz w swojej historii mogą cieszyć swoje oczy prawdziwie elitarnym talentem Marshona Lattimore’a. Safety Vonn Bell również puka do bram czołówki na swojej pozycji i choć Marcus Williams wciąż walczy z demonami Minneapolis Miracle, tak na jakiekolwiek błędy już czyhają debiutanci Chauncey Gardner-Johnson oraz Saquan Hampton. Na błędy musi też uważać nickel corner PJ Williams, który w nadchodzącym sezonie może zasłużyć na pokaźny kontrakt. Nad pokładami tego talentu panuje również kompetentny sztab, zyskujący coraz większą renomę w lidze, co ukazują kolejne propozycje awansu na koordynatora defensywy.

Wiele wciąż może ulec zmianie, zwłaszcza gdy przyjdzie do zapłaty każdemu z utalentowanych zawodników. I Saints wolnej agentury nie otworzą z wielkimi funduszami do zaoferowania, nawet bez Drew Breesa. Ale jednego można być pewnym – elitarny talent pozostanie w Nowym Orleanie.

I tylko jedna rzecz jest oraz będzie niewiadomą – następca Drew. Nie będzie nim Taysom Hill, nie na więcej niż dwa podania na mecz. Teddy Bridgewater, choć pokładane są w nim ogromne nadzieje, wciąż jest na rocznym kontrakcie i nie dostał poważnej szansy z gry z pierwszym zespołem. Mecze przedsezonowe nie wybiorą następcy Breesa, tak samo jak same treningi nie będą wymierną wartością. Jeśli następcą Drew Breesa zostanie Bridgewater, bądź inny weteran, będzie się to wiązać z dużą inwestycją finansową, gdy dla Saints liczyć będzie się każdy dolar na nadchodzące przedłużenia.

Szczęśliwym zrządzeniem losu dla Saints mogą okazać się wielce uzdolnione roczniki draftowe na pozycji rozgrywającego, acz należy jednak mieć na uwadze, iż pozyskanie młodego QB z topu draftu może się wiązać z dużym kosztem draftowym, zwłaszcza wobec potencjalnie niskich picków Świętych. Oczywiście, Saints posiadają jednym z najbardziej agresywnych sztabów w XXI wieku, wciąż jednak taki scenariusz zakłada dużą wywarcie dużej presji na osobie debiutanta. Z kolei Teddy Bridgewater, bądź inny weteran, mógłby odebrać taki ruch jako cios w policzek i brak wiary w jego osobę, negatywnie wpływając na tak pielęgnowaną atmosferę w szatni. Inwestycja w debiutanta pozwoliłaby jednak Saints zaoszczędzić ogromne pieniądze na okres czterech/pięciu lat, zwiększając ich możliwości na pozostawienie jak największej ilości talentu, bądź pozyskanie dodatkowego.

Podsumowując to wszystko, Saints są w dychotomicznej sytuacji. Są niczym orkiestra idealna, lecz bez dyrygenta na przyszłe koncerty. Wiedzą, co ich czeka, lecz nie są w stanie idealnie się na to przygotować.

Lecz w tym wszystkim może być jeden, skromny pozytyw – najlepsi dyrygenci sami mogą być zainteresowani przewodzeniem tej orkiestrze.

A wtedy Święci rozpoczną kolejną erę.

Nic jednak nie będzie takie samo, bez Drew.

Pora się więc cieszyć jego ostatnimi podaniami. A najlepiej, to zwieńczyć jego karierę pierścieniem.

Autor: Dominik Kędzierawski

%d bloggers like this: