Skip to content

Andy Reid: To Ameryka. Drugie miejsce się nie liczy

Andy Reid jest zdecydowanie jedną z barwniejszych postaci w NFL. Ilość anegdotek oraz spektrum określeń dotyczących jego osoby jest szerokie jak uda Saquona Barkleya. Dominują opinie pokroju „Hall of Famer” lub „Geniusz ofensywy”, ale wielu uznaje Andy’ego, jego oryginalność, za inspirację do memów. Dlaczego? Zapraszamy na spotkanie z trenerem Kansas City Chiefs, na które zabiera nas Kuba Machowina.

Trenerska kariera Reida to wędrówka bez końca. Jest on najbardziej zwycięskim trenerem w NFL bez wygranej w Super Bowl (o tym póżniej), dodatkowo nie raz wielu stawiało już na nim krzyżyk. Andy nie dał jednak za wygraną. Odkuł się, a teraz poprowadził do Super Bowl najefektowniej grającą drużynę Ameryki. No i dokonał innej wielkiej rzeczy – usadowił się mocno na firmamencie trenerskich gwiazd.

W ostatnim czasie na kanale NFL zadawano często pytanie: „Czy Andy Reid dostanie się kiedyś do Hall of Fame”? Przeważała odpowiedź „tak”, ale nie brakowało też głosów, iż jeśli Reid chce być kiedyś wymieniany w jednym zdaniu obok największych (jak np. Belichick). A jeśli tak ma się stać, to musi przynajmniej choć raz wygrać Super Bowl. Sam Andy zdaje sobie z tego sprawę, że jutro, to TEN moment. Kiedy jego drużyna awansowała do wielkiego finału, on sam skomentował to następująco:

„To Ameryka. Zamierzam to wygrać. To właśnie robimy”.

Czy może być coś bardziej amerykańskiego niż etos zwycięzcy, nieakceptującego drugiego miejsca? Jeśli dodamy do tego miłość Reida do hamburgerów, jego płowy wąs oraz status niemalże kultowego bohatera, dostaniemy Amerykę oraz mit futbolowego herosa w pigułce.

***

Burgery & Futbol

Wokół Andy’ego Reida narosły legendy i opowieści. Wielu traktuje go jako kultową postać świata NFL. Na pierwszy rzut oka Reid wygląda na prostolinijnego przedstawiciela starej szkoły futbolu, który doskonale odnalazłby się szkoląc dzieci na jakiejś wiosce, w ciszy. Ale to tylko pozory,  Andy jest świetnym trenerem. Posłuchajcie zresztą jak mówi o perfekcyjnym burgerze, którego przygotowanie jest dla niego również doskonałą metaforą futbolu:

„Lubię średnio wysmażony (…) To trudne, ponieważ musisz przygotować go perfekcyjnie, we właściwy sposób. Kiedy go przekroisz, musi być doskonały i soczysty, ale nie surowy. Kładziesz na to cebulkę, trochę majonezu i ketchupu. Odrobinka musztardy, ale bez przesady. Ogórki, sałata, pomidor i jestem gotów! Bułka jest także ważna. Zebrać to wszystko i uczynić doskonałym, to wymaga czasu. Trenujesz to, aż w końcu gryziesz to Skarbie i jesteś w ekstazie! To tak samo jak w futbolu!”

Czy znacie kogoś, kto w bardziej wyrafinowany sposób opisałby trening w futbolu i jednocześnie miłość do burgerów? Kiedy Chiefs pokonali Titans 35-24 w AFC Championship Game i zapewnili sobie pierwszy awans do Super Bowl od 1970 roku, Andy Reid świętował awans w perfekcyjny dla siebie sposób:

„Zjadłem cheeseburgera i położyłem się spać”.

To doskonale pokazuje stosunek Andy’ego do całej otoczki związanej z show zwanym futbolem, a także do misji jaką ma do wykonania. Reid już raz był w Super Bowl, dokładnie 15 lat temu jako trener Philadelphia Eagles. Wtedy przegrał i wie, że na drugą szansę czekał dłuuugie 15 lat. Jego przekaz jest jasny:

Wygraliśmy w finale konferencji? Super. Ale bez pierścienia za wygranie Super Bowl na zawsze będziemy tymi przegranymi. Ten cytat przytoczony na początku tekstu nie jest przypadkowy – „To Ameryka. Zamierzam to wygrać. To właśnie robimy”.

Sport nie toleruje przegranych, wszyscy pamiętają zwycięzców, rzadko pamiętamy kto był drugi czy trzeci w finale olimpijskim na 100 metrów. Zwycięzcy są za to nieśmiertelni. Reid zdaje sobie z tego sprawę. Nie będziemy przytaczać całego życiorysu oraz osiągnięć Reida – to może sobie każdy wygooglować w parę sekund – przypomnimy jednak kilka faktów.

Andy był trenerem Eagles w latach 1999-2012, wprowadzając Philly do Super Bowl w 2005 roku. Jego rekord to 130-93-1 (10-9 w playoffs). Dziewięciokrotnie wprowadzał Eagles do playoffów, pięciokrotnie ta sztuka się nie udała. Pięciokrotnie awansował wraz z zespołem do NFC Championship Game, ale wygrał tylko raz. Stało się to we wspomnianym sezonie 2004/05 roku, kiedy awansował do Super Bowl i musiał uznać wyższość Patriots (21-24).

Po sezonie 2012/13 trenerowi podziękowano. Objął Chiefs. Ostatni sezon w Phily był straszny, zarówno od strony sportowej (bilans 4-12, brak awansu do PO), jak i osobistej. Pod koniec 2012 roku na wskutek przypadkowego przedawkowania heroiny zmarł Garrett Reid, syn trenera Reida. Andy prowadził dalej drużynę, ale jasne było, że pewna formuła się wyczerpała i potrzeba odmiany. Reidowi nie przedłużono umowy i objął jak zespół z Kansas City. Tam odbudował się jako szkoleniowiec, chociaż wielu powątpiewało, czy Reid może jeszcze z sukcesami trenować w NFL.

W KC Andy trafił do drużyny, która pragnęła rozwijać się pod jego okiem. Dodatkowo nastąpiła pewna odmiana – w Philly Reid łączył obowiązki trenera i GM, co wpływało na jego pracę jako trenera. W KC mógł wrócić do tego, co kocha najbardziej i umie najlepiej, czyli do czystej trenerki. Wspomina Tom Melvin, trener TE w Chiefs:

„Tu liczy się tylko futbol i blask Andy’ego wrócił. Nie musi robić nic innego. Jest jak dziecko w sklepie z cukierkami. Ma tylko swoją wielką, białą tablicę zapisaną pomysłami oraz ideami”.

Reid odbudował się, (do tego wrócimy jeszcze pod koniec tekstu)  a drużyna rosła wraz z nim. W końcu, po sześciu długich latach udało się w 2019 roku awansować do finału konferencji, gdzie Chiefs przegrali z Patriots. Rok później Reid i ekipa poszli krok dalej, pokonując Titans w finale konferencji i tym samym meldując się w Super Bowl. Dotychczasowy bilans Reida w KC to 77-35 (4-5 w playoffs).

Losy Chiefs i Reida układają się dość podobnie, spójrzmy:

– tylko Jets czekają dłużej na wygraną w Super Bowl niż Chiefs (Jets sezon 1968/69, KC sezon później)

– jak łatwo policzyć Chiefs po raz ostatni grali w Super Bowl zaledwie pół roku po… lądowaniu załogi Apollo 11 na księżycu… prawie 50 lat temu.

– Andy Reid ma na koncie najwięcej zwycięstw w historii NFL (wliczając playoffy) bez… wygranego pierścienia mistrzowskiego – 221. Drugi w rankingu Marty Schottenheimer ma 205 wygranych.

***

Kopalnia anegdot

Andy Reid to osobowość tej ligi przez wielkie „O”, dlatego przytoczmy kilka ciekawostek oraz historii związanych z jego osobą. Andy, zwany także jako „Big Red”, wygląda jak typowy trener futbolowy z filmów dokumentalnych – gruby, z wąsem, pasujący bardziej do kolejnego sezonu „Last Chance U” lub na ojca Sheldona w serialu „Młody Sheldon”, niż do NFL. Ale to tylko pozory.

Reid pochodzi z liberalnej Kalifornii, jest synem artysty oraz lekarki. Jak podkreślają znajomi trenera, taka mieszanka to recepta na idealnego trenera. Oddajmy głos Rickowi Burkholderowi, jednemu z trenerów Chiefs:

„Matka Andy’ego była lekarką, a ojciec artystą. Jego mama miała niewiarygodny, bardzo analityczny umysł. Ojciec z kolei nauczył go niesztampowego sposobu myślenia, poza utartymi schematami (ang. „outside the box”). Andy to mix nauki ścisłej i sztuki”.

Obecny szkoleniowiec Chiefs sam grał w futbol (jako tackle) na studiach, gdzie dzielił szatnię m.in. z legendarnym quarternackiem Chicago Bears, Jimem McMahonem. Oddajmy głos Jimowi:

„Spotkałem go ostatnio i mówię mu: Stary, żebyś Ty był taki duży jak graliśmy na studiach w BYU! Obrońcom zajmowałoby trochę dłużej, by do mnie dobiec! Andy był świetnym atletą i miał szybkie, dobre stopy. Myślę też, że filozofia gry, jaką wpojono nam w czasach BYU przylgnęła do niego na stałe. Jak ona brzmi? Bardzo prosto: Najszybszym sposobem zdobycia punktów jest rzucenie piłki.

Jeśli ciekawi Was sylwetka Jima i czasy Chicago Bears z roku 1985, zapraszam na mój stary tekst o Bears: https://nfl24.pl/da-bears-1985-czyli-jak-grabowscy-i-ich-wasy-podbili-usa/

Wracając do Reida – jego znajomi podkreślają, że zawsze bardzo analitycznie podchodził do gry i futbolu. Jimmy Evangelatos, przyjaciel Andy’ego i kolega z drużyny z czasów młodości:

„Jego osobowośc? Intelektualista. Nawet jak blokował na boisku, robił to inaczej. Kiedy ktoś kogoś zablokuje, to drze się i lata po boisku, ciesząc się i popisując. Andy robił swoje i szedł po cichu na ławkę. Po prostu”.

Steve Mariucci, były trener QB w Packers (tam Andy zaczynał jako jeden z asystentów, zanim odszedł do Eagles, by zostać głównym trenerem):

„Zaczynaliśmy razem, poznaliśmy się bardzo dobrze. I żarliśmy, naprawdę żarliśmy! Raz poszliśmy do restauracji Prime Quarter i zamówiliśmy te legendarne 40-uncjowe steki. Kelnerka przybiegła po chwili i mówi, że jeśli zjemy je w czasie poniżej godziny, nasze zdjęcia zawisną na ścianie. Ja swojego zmęczyłem w pół, Andy potrzebował… 19 minut. Nasze zdjęcia nadal tam wiszą”.

Dlaczego Andy Reid jest tytanem, jeśli chodzi o warsztat trenerski? Ponieważ obsesyjnie dba o każdy szczegół. Kiedy w 1999 roku zatrudniano go na stanowisko trenera Eagles, nie miał doświadczenia jako koordynator ataku lub obrony, do tego tylko Jon Gruden był młodszym trenerem głównym w NFL. Media krytykowały ten wybór. Ale włodarze Eagles byli zachwyceni umysłem Andy’ego. Dlaczego?

Ponieważ na interview o pracę Andy przyniósł swoje zapiski, a raczej książke mówiącą o tym, jak będą funkcjonowali Eagles pod jego rządami. Książka miała grubość… pięciu cali, czyli ok. 13 centymetrów! Dbałość o detale to znak rozpoznawczy Reida i potwierdza to Vinny Curry, DE Philadelphii:

„Nie ma znaczenia, czy byłeś nowy, on wiedział o Tobie wszystko – imiona Twojej rodziny, skąd pochodzisz etc. Potrafił zaczepić jakiegoś niewybranego w Drafcie zawodnika i spytać: Jak tam Betty? „Big Red” wie wszystko i nadal pyta mnie co u mojej mamy”.

Chris Ballard (GM Colts, dawniej współpracownik Reida w KC): „Kiedy rozmawiamy w jego biurze, nagle uświadamiam sobie, że minęły dwie godziny. Ale takiemu błyskotliwemu umysłowi się nie przeszkadza. Dlatego chciałbym, ale nie robię notatek podczas rozmów z nim. Jak tylko wracam do siebie to biegnę szybko i spisuję jego wizje i pomysły. Nazywam to „KC Notes”.

***

Futbol pisze najlepsze scenariusze

Tak się niestety nie da, ale chciałbym, by Andy Reid wygrał w końcu Super Bowl, a równocześnie 49ers wygrali swoje pierścienie. Taki już jest sport, ktoś musi przegrać, by ktoś mógł wygrać. Nie lubię hipokryzji więc powiem szczerze, że w niedzielę będę kibicował San Francisco. Co nie zmienia faktu, że jeśli komuś należy się pierścień, to właśnie Reidowi.

Kyle Shanahan ma 41 lat i jeszcze wiele sezonów, by wygrać ligę. Andy Reid ma już natomiast prawie 62 lata i czas najwyższy w końcu postawić tę „kropkę nad i”, jeśli chodzi o jego wielką karierę. 221 wygranych bez tytułu mistrzowskiego to zdecydowanie zbyt wiele jak na kogoś takiego jak „Big Red”. Dlatego jeśli 49ers przegrają, przyjmę tę porażkę z uśmiechem na ustach. Andy zasłużył na mistrzostwo jak nikt inny oraz na największego burgera na świecie.

Futbol – czyli po prostu sport – pisze najlepsze historie filmowe. Kiedy siedem lat temu Jeffrey Lurie, właściciel Eagles, zwalniał Reida miał łzy w oczach. Wiedział, że drużyna gra słabo, że potrzeba odmiany, ale wiedział też, że Andy zmaga się z żałobą po śmierci syna. Bliscy Reida oraz jego przyjaciele doradzali Andy’emu, by wziął urlop. Spędził czas z żoną Tammy, z czwórką dzieci, naładował baterie. Ale Andy wiedział, że to nie pomoże.

Wspomina Joe Banner, ex prezydent Eagles:

„Każdy, kogo znam mówił mu to samo – żeby odpoczął. Ale Andy odpowiadał: To właśnie robię, jestem gotów do akcji. Bezczynne siedzenie i rozpamiętywanie będzie dla mnie zabójcze”.

Andy Reid lubi używać sformułowania „this is what i do” lub „this is what we do”. Tak samo mówił w cytacie przywołanym na początku tego tekstu: „This is America. I’m in it to win it. That’s what we do.”

„Big Red” odszedł z Philly z wielką klasą. Bez złej krwi, co potwierda fakt, że polecił później Luriemu na głównego trenera Eagles swojego koordynatora ofensywy w KC, Douga Pedersona.

Futbol pozwolił przetrwać Reidowi zły okres oraz pomógł uporać się ze śmiercią syna. W Kansas trener odnalazł szczęście i nową motywację do pracy, do wygrania w końcu tego cholernego tytułu. Czas biegnie jednak nieubłaganie i Andy jest coraz starszy, ale z drugiej strony, jak relacjonowała Kay Adams podczas jednego z odcinków „Good Morning Football”:

„On ma dopiero 62 lata i mówi, że ma sporo trenowania przed sobą! Ma genialnego quarterbacka i młody zespół. Kto normalny kończyłby karierę trenerską w takim momencie?”.

Trudno się nie zgodzić, dlatego za kilka lat może okazać się, że Andy Reid będzie miał w dorobku nie jeden, a dwa lub trzy pierścienie mistrzowskie. Futbol jest w końcu nieobliczalny i ciężko przewidzieć, co się wydarzy. Możliwe, że dla Andy’ego Reida tegoroczny Super Bowl nie jest żadnym zwieńczeniem bogatej kariery, a dopiero początkiem prawdziwych sukcesów oraz mistrzowskiej dynastii Chiefs.

Autor: Kuba Machowina

Zdjęcie: nfl. com

  1. Ile znaczy Reid dla społeczności KC? Chiefs znani są z wielu sławnych fanów, wymieńmy jedynie Paula Rudda, Jasona Sudeikisa, Roba Riggle, Brada Pitta czy Erica Stonestrreta. Zobaczcie zresztą sami – Andy to naprawdę kultowa postać i fani go kochają:
  1. Ale ani słowa o Mahomesie?! Ani słowa o nim plus o taktyce, ponieważ to wszystko znajdzie się w kolejnym naszym tekście – zapowiedzi Super Bowl.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: