Skip to content

Brady/Belichick: Koniec pewnej epoki

Joe Montana stwierdził, że „nie wie co tam się dzieje w środku, ale ktoś popełnił błąd”, dając odejść Tomowi z New England Patriots. Z kolei jeden z dziennikarzy napisał: „Gdyby Belichick nie był tak okrutny i zimny, Tom nadal grałby w Patriots”. Zapraszamy na felieton o jednej z największych relacji zawodnik-trener w zawodowym sporcie, który przygotował Kuba Machowina.

Parafrazując pewne znane powiedzenie można śmiało rzec, że „dotychczas w życiu były pewne trzy rzeczy: śmierć, podatki oraz to, że Tom Brady zawsze będzie nosił koszulkę Patriots”. No bo czemu miałoby być inaczej? Brady rozegrał w barwach drużyny z Nowej Anglii aż 20 sezonów, a ostatnim razem, kiedy nie był Patriotą, świat wyglądał całkiem inaczej. Przykłady?

W 2000 roku prezydentem USA był Bill Clinton, a w Polsce Aleksander Kwaśniewski. Na liście Billboard przebojem numer jeden była „Maria Maria” Carlosa Santany, a z Oscara cieszył się Kevin Spacey za rolę w „American Beauty”. Nikt nie słyszał o smartfonach, Facebooku czy  social mediach, a MVP ligi Lamar Jackson miał trzy lata. Takich przykładów można mnożyć wiele, co pokazuje nam jak bardzo Brady w barwach Patriots wrósł w krajobraz NFL. Oglądanie Toma w trykocie Tampa Bay będzie doświadczeniem mocno surrealnym, tak jak oglądanie Joe Montany w koszulce Chiefs, Joe Namatha w Rams czy nawet Michaela Jordana w barwach Wizards.

Odejście Brady’ego z Patriots postawiło przed nami także sporo pytań:

– Dlaczego TB odszedł z Nowej Anglii?

– Czy Tom da radę w nowym klubie, czy dobrze zrobił odchodząc?

– Co z Patriots? Jak Belichick ułoży teraz drużynę?

***

Historia pewnego „małżeństwa”

Na pierwszy rzut oka fakt, iż Brady odszedł z Patriots jest wielką niespodzianką, ale jeśli zaczniemy analizować sprawę dokładniej, to dojdziemy do wniosku, że zanosiło się na to już od jakiegoś czasu. Oczywiście, po odejściu Toma, Bill Belichick w samych superlatywach wypowiadał się o być może największym graczu w historii NFL, a sam Brady jeszcze nie raz powie o Belichicku, że zawdzięcza mu wszystko i ten jest największym trenerem w dziejach, etc. etc. To oczywiście szacunek, ale też kurtuazja plus przykład na to, jak załatwiają pewne sprawy dżentelmeni z klasą. Czyli po cichu, bez prania brudów publicznie.

Całej prawdy o rozstaniu obu panów pewnie nigdy się nie dowiemy, ale było to „małżeństwo” niełatwe. Bill Belichick słynie przede wszystkim z tego, że najważniejsze dla niego jest dobro drużyny. Nie nazwisko z tyłu na plecach, tylko logo zespołu z przodu. Nie ma miejsca na sentymenty. Po odejściu Toma w mediach pojawiło się wiele ciekawych stwierdzeń.

Joe Montana stwierdził, że „nie wie co tam się dzieje w środku, ale ktoś popełnił błąd”, dając odejść Tomowi. Z kolei jeden z dziennikarzy napisał: „Gdyby Belichick nie był tak okrutny i zimny, Tom nadal grałby w Patriots”. Czy to prawda? Cofnijmy się kilka lat wstecz.

Kiedy Pats wybrali w 2014 roku w Drafcie Jimmy’ego Garoppolo, Tom Brady był akurat po jednym z najgorszych sezonów w karierze, kiedy zaliczył 25 TD, 11 INT oraz miał skuteczność podań na poziomie 60 procent. W momencie Draftu Brady wiedział, że wybór Jimmy’ego G to przygotowywanie gruntu pod zmianę warty. Patriots ostatnie mistrzostwo zdobyli dziewięć lat wcześniej, w sezonie 2004/2005, to prawie cała dekada. I wtedy nastąpiła sytuacja jak z filmu.

37-letni Brady postanowił nagle oszukać czas, zaliczając w latach 2014-2018 najlepsze pięć lat swojej kariery. W tym okresie TB12 zaliczył 26120 jardów podaniowych, a także 188 TDs przy 49 INT. Nie te statystyki były jednak najważniejsze – przede wszystkim Tom wygrał w tym okresie 71 spotkań oraz trzy razy wygrał Super Bowl. W sezonie 2019/20 jego statystyki poszybowały znowu w dół, przypominając mocno te z 2013 roku: 24 TD, 8 INT, skuteczność podań 60.8 procent. Wielu dziennikarzy sugerowało, że dopięła się pewna klamra i to najlepszy moment, by odejść i zacząć coś nowego. Ale to nadal nie takie proste, czynników jest więcej.

Robert Kraft, właściciel Patriots:

„Nikt nie mógł nawet przypuszczać, że taka bajkowa historia będzie miała miejsce, że ktoś ją napisze: te wszystkie pobite rekordy, ta radość jaką Brady przynosił całemu regionowi”.

Kraft traktuje Brady’ego jak syna, co sam stwierdził po odejściu Toma. Ale czy tak traktował go Bill Belichick?

Do sezonu 2017/18 Patriots przystępowali po najwspanialszym comebacku w historii Super Bowl i wygranej 34-28 z Falcons. I to pomimo faktu, że przegrywali 3-28 po pierwszej połowie (wczoraj był 28.03, więc mieliśmy „święto” tamtego zdarzenia :). Roster Pats wyglądał imponująco, a armii quarterbacków zazdrościła im cała liga. Oprócz Brady’ego byli to wspomniany wcześniej Jimmy Garoppolo oraz Jacoby Brissett. Wspomina jeden z działaczy klubu NFL, anonimowo:

„Dzwoniliśmy do Belichicka średnio raz w tygodniu, czy któryś z tej trójki jest dostępny (…) I nie byliśmy sami”.

Ostatecznie Brissett trafił do Colts, a Garoppolo do 49ers. W lidze jednak huczało od plotek, a cała sytuacja sprzedaży Garoppolo miała wyglądać następująco: 49ers zadzwonili do Patriots by wziąć Jimmy’ego, ale w zamian usłyszeli od Belichicka, że… mogą dostać Brady’ego. Kiedy dowiedział się o tym Robert Kraft, od razu uciął sprawie głowę. Ale mleko się rozlało.

Ostatecznie Jimmy G trafił do 49ers, a stosunki Brady’ego i Belichicka już nigdy nie były takie same. W następnym sezonie (2017/18) Patriots przegrali Super Bowl przeciwko Eagles, a Brady podpisał nową umowę tak, by móc zostać wolnym agentem po sezonie 2019/20. Zanim się to jednak stało, przed sezonem 2019/20 Brady kolejny raz zrestrukturyzował swoją umowę. Tym razem tak, by Patriots zaoszczędzili osiem milionów dolarów w salary cap i przeznaczyli je na wzmocnienia. Było wiele spekulacji:

– że Tom pozmieniał te kontrakty tak, by Patriots nie mogli na niego nałożyć Franchise Tagu

– że planował odejście już od jakiegoś już czasu

Oczywiście nie wiadomo do końca, co jest prawdą, a co nie. Jeśli chodzi natomiast o ostatnie zdarzenia, to według wielu źródeł po sezonie 2019/20 nikt z obozu Toma nie kontaktował się z Patriots w sprawie nowej umowy, czekając na ruchy klubów i jak najlepszą ofertę. I właśnie tak Tom trafił do Tampy. Mówiło się też, że to Brady decydował czego chce i to był jego wybór by opuścić Nową Anglię, dlatego Patriots nie złożyli mu żadnej oficjalnej oferty. Ale jak było naprawdę, możemy tylko gdybać, posiłkując się przeciekami od insiderów NFL.

Finał jest jednak taki, że pewna formuła się wyczerpała, a Brady i Belichick rozstali się po 20 latach współpracy. Z przekazu jaki dostajemy wynika, że w pewnym sensie to Belichick zapoczątkował proces odejście Toma, a ten w końcu nie wytrzymał i powiedział dość. Najwspanialsza Dynastia w historii NFL przestała nagle istnieć.

***

„Weapons”

Jednym z czynników, z powodu których Brady odszedł miał być fakt, iż Patriots nie potrafili wzmocnić swojej ofensywy i dostarczyć mu „broni”, czyli osławionych już „weapons”, o które miał tak zabiegać. Oczywiście trudno jest zastąpić Gronkowskiego, ale w jego miejsce klub nie sprowadził nikogo sensownego. Przyszedł Sanu, ale czy jego można nazwać „game changerem”? Mówimy o skrzydłowym, który nigdy nie zbliżył się nawet do 900 jardów w całym sezonie.

Patriots wygrywali taśmowo w zeszłym sezonie kolektywnym wysiłkiem, przede wszystkim genialną defensywą. W ataku Brady rozdzielał po równo piłki w swoim stylu, a prym wiódł jak zwykle wiekowy Edelman. Możliwe, że gdyby stosunki Belichicka i Toma były lepsze, ten drugi nadal grałby w Patriots. Czy w obecnym składzie, zakładając, że TB by został, zespół z Nowej Anglii miałby szansę na kolejny tytuł? Ciężko powiedzieć.

Przecież nie tylko Brady odszedł, obrona także się przerzedziła, nowy dom znaleźli Van Noy czy Collins. W ataku nie doszło póki co do żadnych znaczących wzmocnień, nawet z Bradym ten zespół byłby dużo słabszy niż w zeszłym roku, raczej bez szans na tytuł. A Tampa Bay?

Na papierze wygląda to świetnie – wide receivers Chris Godwin i Mike Evans to duet, z jakim Brady nie pracował od lat. Przypominają się lata 2007-2009, kiedy w Patriots grali Wes Welker i Randy Moss. W 2007 roku Brady rzucił 4806 jardów podaniowych i podał 50 razy na touchdown. Statystyki skrzydłowych wyglądały wtedy obłędnie:

Moss – 1493 y / 25 TDs

Welker – 1178 y / 8 TDs

Para Godwin i Evans przypomina nieco obu panów. Evans jest wysoki jak Moss (196 do 193 cm wzrostu) i będzie wygrywał dużo pojedynków powietrznych, a Godwin świetnie gra jako slot receiver. Co prawda jest nieco wyższy (185) niż poprzedni slot receiverzy Brady’ego: Welker, Edelman czy Amendola (odpowiednio 175, 178 oraz 180 cm wzrostu), ale znakomicie powinien sprawdzić się jako „nowy Edelman”. W zeszłym sezonie Godwin zagrał 63 procent wszystkich swoich snapów w slocie, a dokładniej było to 378 snapów. W rękach Toma może zostać główną bronią Tampy.

Dodatkowe narzędzie walki powinien także Brady znaleźć w tight endzie O.J. Howardzie. Ten zdolny zawodnik w pierwszych dwóch latach kariery zaliczył w sumie 11 TDs, ale w ostatnim sezonie ledwie jeden. Po przyjściu trenera Ariansa do Tampy zmalał usage rate slot snaps tight endów (z 31 procent do 26), ale przyjście Brady’ego powinno to zmienić. Co prawda po odejściu Gronkowskiego TE usage rate w slot snaps malał także i w Patriots (19 procent w sezonie 2019/20), ale wynikało to raczej z braku narzędzi niż stylu gry.

W 2017 roku, gdy Brady miał do dyspozycji Gronka i Bennetta, ten sam usage rate wynosił aż 38 procent. Howard i drugi TE Bucs, Cameron Brate, powinni zostać jednymi z głównych beneficjentów przyjścia Toma do Tampy. Więcej – Brate był tak podniecony tą wizją, że zgodził się nawet na obniżkę płac, byle zostać i grać z TB12.

***

Czy to wypali?

Przywołałem lata 2007-2009, ale trzeba jednak wziąć poprawkę, że chociaż Toma Brady’ego nijak nie potrafi ruszyć Ojciec Czas, to jednak Tom miał wtedy 13 lat mniej. W sierpniu Brady skończy 43 lata i naprawdę trudno stwierdzić, czy to wypali. Co prawda były już QB Patriots nigdy nie bazował na szybkości czy nie wiadomo jak wielkiej sile, więc czas tak bardzo nie ograniczył jego gry. Zawsze jest jednak ryzyko, że Brady posypie się fizycznie.

Zakładając, że TB pozostanie zdrowy, to na pewno jego zatrudnienie spowoduje, że gra Tampy będzie wyglądała spokojniej. Bez szalonych rzutów i strat Winstona, raczej w stylu Patriots – spokojnie, krótko, skutecznie. „Inch by inch”, jak mawiał trener D’Amato w „Any given Sunday”.

Jeśli tylko Tom nie zestarzeje się nagle, Buccaneers powinni zaliczyć progres. Obstawiam, że oczywiście Tom nie wykręci jardowych liczb Winstona, ale nie o to tutaj chodzi. TB12 wprowadzi spokój, mniej strat, pewnie więcej zwycięstw. Ale i tak ryzyko jest spore.

W Nowej Anglii Brady z zawodnika wziętego na szarym końcu Draftu stał się GOAT-em – najwybitniejszym graczem w historii. Złośliwi zawsze twierdzili, że „Tom to systemowy quarterback”, że poza Patriots i taktyką Belichicka niewiele by zdziałał. Teraz Brady, na koniec kariery, będzie miał w końcu szansę udowodnić, że jego krytycy się mylili. Jeśli jednak zawiedzie, da pożywkę swoim hejterom. Oczywiście należy pamiętać o jego wieku, ale wielu będzie mówiło: „No tak, w systemie Billa Belichicka to grał, a jak odszedł to nie był już taki dobry i bez Belichicka niczego nie wygrał”.

Ryzyko jest, ale gra jest warta świeczki i jak to mówią: „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. Wielu pytało – czemu Tom to robi, mógłby sobie przecież dać spokój i skończyć grę. Ja zapytam inaczej – a czemu miałby to robić? Osiągnął w tym sporcie wszystko i jeśli czuje się dobrze i ma ochotę grać dalej, niech nadal to robi. Choćby do 50-tki, jeśli mu zdrowie pozwoli. Tom już nic nie musi, a może wszystko.

Dodatkowo – jeśli nawet „Projekt TB w TB” nie wypali, to klub z Tampy marketingowo i tak wzniósł się poziom wyżej, wskakując do pierwszej ligi. To efekt podobny do bandwagoningu Lakers po tym, jak dołączył do nich LeBron James – wszyscy nagle zechcieli grać znów w LA. Podobnie jest w Tampie – podobno gracze i ich agenci sami dzwonią, oferując swoje usługi. No bo któż nie chciałby załapać się do tego pociągu? Jeśli projekt wypali to sława i sukces, a jeśli nie, to przynajmniej będzie można opowiadać wnukom, że grało się z Bradym.

***

Co z Patriots?

Wszyscy skupili się na Tomie Bradym, ale przecież jest jeszcze Bill Belichick i Patriots. Wygląda na to, że drużynę może czekać przebudowa, a pierwszym quarterbackiem w nadchodzącym sezonie ma szansę zostać drugoroczniak Jarrett Stidham. Czy jednak tak będzie, musimy poczekać pewnie aż do lata. Z Nowej Anglii odeszło kilku ważnych zawodników, ale nikt nie wie, co knuje Bill Belichick.

Przebudowa? Kto wie. A może „Zakapturzony” znów nas oszuka i Patriots ze Stidhamem zaczną sezon na przykład od bilansu 7-0? Tego też nie można wykluczyć. Z tajemniczym oraz lakonicznym Belichickiem jest jak z powiedzeniem Sokratesa – możemy mnożyć teorie, ale na koniec i tak zostaje sławne „wiem, że nic nie wiem”.

Wiemy za to na pewno jedno. Tom Brady w Tampie to projekt, który może wypalić, ale wcale nie musi. Na papierze wygląda to wszystko pięknie, ale to tylko papier. A Belichick w Patriots to człowiek instytucja i śmiało możemy założyć, że BB i tak znajdzie sposób, by awansować do playoffs. Jeśli miałbym postawić pieniądze kto prędzej odniesie sukces w przyszłym sezonie – Brady bez Belichicka czy Belichick bez Brady’ego, to bez wahania postawiłbym na Billa Belichicka.

Kiedyś pewne były trzy rzeczy: „śmierć, podatki oraz Tom Brady w barwach Patriots”. Dziś trzeba zmienić to powiedzenie, pewne w życiu są trzy rzeczy: „śmierć, podatki oraz Patriots w playoffs”.

Autor: Kuba Machowina

Zdjęcie: patriots .com

Przy pisaniu tekstu autor korzystał z tekstów Matta Millera (Bleacher Report) oraz Grega Aumana i Kima Kawakami (The Athletic)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: