BRAK NIEPOKONANYCH – PODSUMOWANIE DRUŻYN PO WEEK 6
Po świetnej, zeszłorocznej serii Philadelphia Eagles dziewięciu wygranych z rzędu bez porażki na początek sezonu, w tym sezonie obie jedyne niepokonane drużyny przegrały w tej samej kolejce. I obie w sensacyjnych okolicznościach. Mimo to, reszta sezonu zapowiada się w czołówce naprawdę ciekawie i wyrównanie, bo mamy aż 5 drużyn z bilansem 5-1.U jednych po staremu, inni powoli budzą się do żywych, a jeszcze inni odrywają kartki od kalendarza i myślami są już przy drafcie. To już ten moment sezonu, w którym oddziela się ziarna od plew i można określić kto o co walczy. Ale nie zapominajmy, że to NFL – najbardziej nieprzewidywalna (poza polską Ekstraklasą) liga na świecie, więc nigdy nie wiadomo czy ktoś w środku sezonu nie przyjdzie i nie wywróci tego stolika… albo i nie. Tekst Igor Białecki.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
NA CO STAĆ MISTRZÓW? – KANSAS CITY CHIEFS (5-1)
Zestawienie otwieramy obrońcami tytułu mistrzowskiego dowodzonymi przez obecnego MVP i jednego z najlepszych trenerów. Tylko pytanie właśnie – gdzie ta mistrzowska gra? Do tej pory Chiefs mieli mocno z górki, a najpoważniejszym ich rywalem do tej pory byli Lions, z którymi przegrali w pierwszym tygodniu. A tak to mamy zwycięstwo z Jaguars (głównie przez niewykorzystane sytuacje gospodarzy), pogrom na Bears, wymęczone zwycięstwo z Jets po kontrowersyjnych decyzjach sędziów, również wymęczone zwycięstwo z Vikings i również po paru dyskusyjnych decyzjach arbitrów oraz zwycięstwo nad Broncos. Tak naprawdę w żadnym z tych spotkań (poza Bears) Chiefs nie pokazali pełni swoich możliwości, nie byli na tyle dominujący na ile by się od nich oczekiwało w pojedynkach z rywalami tej klasy. Obecnie największą słabością Chiefs pozostaje korpus skrzydłowych, gdzie mają paru zawodników na równym poziomie, ale żaden z nich nie jest nawet na dobrym poziomie. Wygląda to na zbieraninę dla drużyny tankującej a nie obrońców tytułu; Skyy Moore, Justin Watson, Marquez Valdes-Scantling i Rashee Rice. W Chiefs brakuje wyraźnej jedynki na skrzydle, gwiazdy pokroju Davante Adamsa, chociaż podejrzewam, że ktoś pokroju Michaela Thomasa byłby w stanie wnieść w tą formację dużo więcej jakości niż jest obecnie. Dlatego najbardziej sensowną opcją podaniową dalej pozostaje Travis Kelce. Gdyby nie rozgrywający klasy Patricka Mahomesa Chiefs byliby prawdopodobnie jedną ze słabszych formacji ofensywnych w lidze. Nadzwyczaj dobrze spisuje natomiast obrona, do której rok temu było parę zastrzeżeń. Patrząc na kalendarz spotkań jedynymi drużynami, które mogą realnie zagrozić Chiefs są Dolphins, Eagles i Bills, więc droga do play offów nie powinna być zbyt ciężka, szczególnie biorąc pod uwagę grę ich dywizyjnych rywali.
Certified DART. @PatrickMahomes x @TKelce pic.twitter.com/cwE8gMTyNI
— Kansas City Chiefs (@Chiefs) October 16, 2023
ORZEŁ LECI! PYTANIE JAK DALEKO? – PHILADELPHIA EAGLES (5-1)
Jak na razie obaj finaliści tegorocznego Super Bowl wygrywają, ale styl obu pozostawia sporo do życzenia, a i same zwycięstwa stawiają więcej pytań niż odpowiedzi na to na co stać te drużyny w tym sezonie. W przypadku Eagles duże zmiany nastąpiły w sztabie trenerskim, a mimo Nick Sirianni jakoś trzyma to wszystko do kupy. Jednak podobnie jak u Chiefs – ciężary. W tygodniu piątym z dużo niżej notowanymi Commanders męczyli się aż do dogrywki, w której ostatecznie wygrali po kopnięciu z gry (chociaż to chyba tradycja że Commanders co roku sprawiają problemy drużynie z Philly). Natomiast w szóstej kolejce Eagles zaliczyli sporą wtopę, nawet większą niż 49ers z Browns (o obu jeszcze dzisiaj wspomnę). W całej historii rozgrywek Eagles mierzyli się z Jets 12 razy (może to kogoś dziwić tak mała liczba spotkań, ale to normalne między rywalami z dwóch różnych konferencji) i 12 razy wygrywali. Aż w końcu w trzynastym spotkaniu między tymi zespołami Jets pod wodzą Zacha Wilsona wygrywają z jednymi z faworytów do Super Bowl. Sensacja to mało powiedziane. 20 straconych punktów można przeboleć, bo Jets punkty głównie zdobywali przez kopnięcia z pola, a tylko raz wprowadzili piłkę w pole punktowe i dołożyli do tego podwyższenie za dwa. Jak już pisałem trzy tygodnie temu tak napiszę teraz – największą bolączką Eagles jest ofensywa, która po odejściu OC Shane’a Steichena mocno spuściła z akordu i pytanie czy to wystarczy na mocniejszych rywali. A takich w kalendarzu Eagles nie brakuje – tylko przed własnym bye weekiem zmierzą się z Dolphins, ponownie z Commanders oraz Cowboys. A po bye weeku? Jeszcze lepiej – Chiefs, Bills, 49ers i ponownie Cowboys. Chwilę przed końcem sezonu będą mieli łatwy terminarz, chociaż spotkania z Seahawks też nie zaliczyłbym do najłatwiejszych. Jeśli nowy OC nie wymyśli czegoś na ożywienie gry podaniowej, Eagles może być ciężko coś ugrać w tych spotkaniach.
LA ZABAWA – MIAMI DOLPHINS (5-1)
Ofensywie Miami jedyne co można zarzucić to, to że nie daje szans rywalom. System oparty na szybkości pomnożonej przez szybkość do kwadratu jest naprawdę widowiskowy i efektywny. Natomiast zagalopowałem się twierdząc trzy tygodnie temu, że defensywa w końcu nie odstaje poziomem. Jednak sam DC Vic Fangio cudów nie zdziała, jeśli na boisku nie będzie kompetentnych zawodników, a patrząc na ilość błędów indywidualnych w obronie to takowych nie widzę. Pytanie ile Dolphins będą w stanie “jechać” na tym schemacie, aż w końcu ktoś ich nie rozgryzie. Bills udowodnili, że się da. Bill Belichick gdyby miał lepszy skład pewnie też dałby radę zatrzymać rozpędzoną ryb… przepraszam ssaka. Jak mówi stare powiedzenie: atak wygrywa mecze, obrona mistrzostwa. Zobaczymy czy Dolphins wywrócą to twierdzenie do góry nogami.
PURDYMANII CIĄG DALSZY – SAN FRANCISCO 49ERS (5-1)
Machina w końcu zatrzymana. Można się było spodziewać (a przynajmniej sam tak sądziłem), że mocarna obrona Browns zatrzyma ofensywę 49ers w okolicach 20 punktów. Ale chyba nikt nie przypuszczał, że Browns będą w stanie pokonać drużynę z SF, nawet gdyby na rozegraniu były Deshaun Watson, ale Watson miał kontuzję i zastępował go PJ Walker, który i tak zagrał katastrofalnie; 2 przechwyty, ani jednego przyłożenia, 2 sacki i QB rating na poziomie 24.1. I pytanie – jak 49ers przegrali to spotkanie? Połączeniem dużego pecha i słabej dyspozycji Brocka Purdy’ego. Zawód kickera to bardzo niewdzięczna praca. Ma tylko parę sytuacji w trakcie meczu (jeśli w ogóle) żeby się wykazać i każdy od ciebie oczekuje, że będziesz trafiał wszystkie próby, bo przecież masz “tylko” trafić piłką między słupkami. Nic prostszego prawda? Ale kiedy nie trafiasz w kluczowych momentach wszystkie palce skierowane są na ciebie. Boleśnie przekonał się o tym Jake Moody – wydraftowany kicker 49ers – który spudłował dwa field goale, w tym jeden – wydawałoby się z bliskiej odległości – na wagę zwycięstwa. Piłka minęła bramkę o dosłownie pół metra i 49ers wyjechali z Cleveland z kwitkiem. Jednak trzeba powiedzieć, że Brock Purdy zagrał swoje najgorsze zawody w dotychczasowej karierze (złośliwi mówią, że w końcu gra jak QB z siódmej rundy albo że tak wyglądałby Mac Jones gdyby dołączył do 49ers). Czy to “zweryfikowało” faktyczne umiejętności Purdy’ego? Oczywiście, że nie. Bardziej pokazało jego braki i luki w systemie Kyle’a Shanahana. Kibice San Francisco dalej będa uwielbiać Purdy’ego i dopóki ta maszyna działa, nic się w niej nie psuje i wygrywa, 49ers dalej pozostaną najbardziej kompletną drużyną i jednym z faworytów do mistrzostwa.
THE BROWNS WIN ON THE 49ERS MISSED FIELD GOAL. #SFvsCLE pic.twitter.com/QbSddKlcTX
— NFL (@NFL) October 15, 2023
TRZECIA SIŁA NFC? – DETROIT LIONS (5-1)
Na razie przedsezonowy hype train na Lions dowozi i po obu stronach piłki wyglądają na może nie na juggernautów, ale na bardzo solidne formacje. Atak pod wodzą Jareda Goffa i z playcallem Dana Campbella wygląda jak rok temu. Czyli bardzo dobrze, a może nawet i lepiej. Goff pod względem liczb jest wśród piątki najlepszych rozgrywających w tym sezonie. Natomiast największe zaskoczenie sprawia defensywa Lions, która rok temu praktycznie sama przegrywała mecze i była wśród najgorszych w całej lidze. Teraz wygląda nie tylko lepiej, a wręcz bardzo solidnie. Widać wyraźną poprawę w pass rushu, a zdecydowaną gwiazdą tej obrony jest DE Aidan Hutchinson, z predyspozycjami na przyszłość na kandydata do defensywnego zawodnika roku. Jak do tej pory przegrali tylko z Seahawks i to po dogrywce i po kontrowersyjnej decyzji sędziów. Mądre ruchy w off seasonie i trochę zaskakujące, ale udane wybory w drafcie się spłacają. Dan Campbell wprowadził do tej drużyny prawdziwą chemię i charakter, co przekłada się na ogólną motywację do wygrywania. Widać, że w Detroit w końcu dzieje się coś konkretnego i że nie są to”good old Lions”, do jakich przywykliśmy i prawdopodobnie na szczycie NFC North zobaczymy kogoś innego niż Packers czy Vikings, a play offach kto wie co może się zdarzyć. Lions na pewno mogą sporo namieszać.
OSTATNI TANIEC – BUFFALO BILLS (4-2)
Nie ulega wątpliwości, że okienko, w którym Bills mogą walczyć o mistrzostwo jest już prawie zamknięte. Praktycznie każdy wie, że to ostatni sezon na zdobycie Lombardiego – czołowi zawodnicy się starzeją, ich kontrakty się kończą, a mniejsze na pewno nie będą. Mimo porażki w słabym stylu z Jets, Josh Allen i spółka przypomnieli reszcie, że dalej liczą się w walce o Super Bowl. No ale właśnie, czy jest to realne? Bills zaczęły prześladować kontuzje i przez nie stracili dwóch kluczowych zawodników defensywy – LB Matta Milano oraz CB Tre’Daviousa White’a, a już bez tego obrona podań wygląda wątpliwie. Allen ma spotkania w których gra na poziomie MVP… zdarzają się takie, że gra jak rookie QB jeśli nie gorzej. Mecze z Jets i Giants są tego żywym przykładem tyle, że Giants udało się chociaż przepchnąć zwycięstwo. Bills pokazali, że potrafią wygrywać przekonująco z równie silnymi zespołami (np. z Dolphins), ale z drugiej strony wykazują totalną niemoc ze teoretycznie słabszymi. Josh Allen musi udowodnić, że potrafi poprowadzić drużynę w trudnych chwilach, a zadanie to nie będzie łatwe, bo w kalendarzu na Bills czekają m. in. Bengals, Eagles, Chiefs, Cowboys i ponownie Dolphins. Jeśli będą grać tak jak z Giants, samym sukcesem dla ekipy z Buffalo może okazać się wejście do play offów.
CZARNY KOŃ? – CLEVELAND BROWNS (3-2)
O Browns przed sezonem mówiło się głównie w kontekście Deshaun Watsona i tego jak będzie się prezentował po prawie całorocznym zawieszeniu. Dużo znaków zapytania było również w obronie, która wykazywała duży potencjał ograniczany jednak przez kiepski coaching. Watson na początku wyglądał bardziej jak Zach Wilson, a kiedy już pokazał przebłyski dawnego siebie to złapał kontuzję, więc stery najpierw przejął rookie Dorian Thompson-Robinson, którego – delikatnie mówiąc – przerosło granie na takim poziomie. W meczu z 49ers na rozegraniu stanął już PJ Walker i jak wcześniej wspominałem nie zagrał meczu życia, a swoją grą mógł bardzo pomóc przeciwnikom, ale na jego szczęście Browns wygrali czym przykrył swój słaby występ. W Cleveland cierpliwie czekają na powrót Watsona i jeśli będzie choć w połowie przypominał siebie z czasów w Texans to atak może wyglądać naprawdę przyzwoicie. Jeśli chodzi o defensywę to tu muszę pogratulować Jimowi Schwartzowi za to że nie tyle co ogarnął, co wycisnął ile się dało z tej formacji i wprowadził ich na szczyt wszelkich defensywnych rankingów statystycznych. W końcu Miles Garrett w końcu ma partnerów w linii i nie musi robić za trzech, jeśli nie więcej ludzi. Na razie to właśnie obrona ciągnie wyniki Browns i to w dużej mierze dzięki niej wygrali z 49ers skutecznie ograniczając Brocka Purdy’ego. Mimo kontuzji kończącej sezon RB Nicka Chubba w Cleveland się nie załamują i dążą do namieszania w AFC, a kto wie może nawet w play offach będą w stanie utrzeć nosa faworytom.
CZY TO TEN SEZON? – DALLAS COWBOYS (4-2)
Odpowiadając na pytanie powyżej – nie, to znowu nie ten sezon. W spotkaniach ze słabiakami Cowboys pokazują, że potrafią dominować po obu stronach piłki, chociaż każdy wie, że prym w Dallas wiedzie przede wszystkim elitarna obrona z LB Micah Parsonsem na czele. Mecze z Giants, Jets i Patriots pokazały jak mocna jest to ekipa. Mecz z Cardinals można traktować jako wypadek przy pracy – takie rzeczy w NFL zdarzają się praktycznie co tydzień i nie są niczym nowym. Ale co wydarzyło się w San Francisco powinno zostać w San Francisco. 49ers byli minimalnym faworytem i był to mecz, który można było bez wstydu przegrać. Ale nie w takim stylu. Drużyna z Kalifornii obnażyła wszystkie słabości Kowbojów zarówno zarówno w defensywie jak i ofensywie. A może przede wszystkim w ofensywie, ponieważ Cowboys zatrzymali się na 10 punktach. Dak Prescott zagrał bardzo słabo, gorzej nawet niż z Cardinals – bardzo słabo zarządzał ofensywą, rzucił trzy przechwyty, zdobył zaledwie 153 jardy. Oczywiście Prescott nie jest jedynym winowajcą takiego, a nie innego wyniku, ale to on jest “twarzą” tej drużyny w ataku, jak z resztą każdy QB w lidze. Jednak oczy powinny zwrócić się na head coacha Mike’a McCarthy’ego, o którym już przed sezonem się mówiło, że siedzi na gorącym krześle i poważnie powinien obawiać się o swoją posadę, jeśli Jerry Jones (a zapewne i kibice) nie będą usatysfakcjonowani wynikami zespołu. A w przypadku tak silnej drużyny jak Cowboys, nie ważne co by się nie działo powinni dotrzeć chociaż do finału konferencji. A patrząc na obecną grę jest to mało prawdopodobne. Rok temu zrobiono kozła ofiarnego z OC Kellena Moore’a, tym razem ciężko będzie o jakiekolwiek wymówki McCarthy’ego i Jones bez sentymentu się go pozbędzie jeśli będzie trzeba. Cowboys odnieśli przed swoim bye weekiem ważne zwycięstwo na wyjeździe z Chargers (chociaż można odnieść wrażenie, że to drużyna z LA co tydzień gra jako goście), które z pewnością powinno podnieść trochę morale zespołu. Przed Kowbojami słodko-gorzki kalendarz, ponieważ mecze z takimi przeciwnikami jak Giants, Panthers czy Commanders przeplatają się ze spotkaniami z Eagles, Bills, Dolphins i Lions. Seahawks i Rams też mogą spróbować utrzeć nosa Americas Team. Jeśli kolejny raz Cowboys zwiodą Mike McCarthy na pewno pożegna się z Dallas, a przyszłość Presoctta jako franchise QB stanie pod dużym znakiem zapytania.
POWRÓT NA WŁAŚCIWE TORY? – CINCINNATI BENGALS (3-3)
Po katastrofalnym początku w Cincinnati powoli wszystko wraca do normy. Grze całego zespołu daleko jeszcze do perfekcji, ba! daleko nawet do prezentowania bardzo dobrego poziomu jakiego można się było od nich spodziewać. Joe Burrow powoli leczy się z kontuzji łydki i wraca do formy, co na pewno wszystkich fanów Bengals cieszy. Jednak droga do dobrego miejsca w play offach jest długa i wyboista, a jak na razie Bengals z żadnym kontenderem do tytułu mistrzowskiego się nie zmierzyli. A taką okazję będą mieli w ósmej kolejce po swoim bye weeku, gdzie na wyjeździe zmierzą się z 49ers, następnie mecz z Bills, potem możliwy “trap game” z Texans, mecze w niezwykle (na razie) wyrównanej dywizji, spotkanie z Chiefs… Trzeba przyznać, że terminarz nie do pozazdroszczenia, szczególnie, że zespół z Cincy przegrał na samym starcie spotkania, które powinien wygrać. Prawdziwą sensacją była nie tyle wygrana, co totalna dominacja Titans nad Bengals, którzy chyba zostali wtedy w szatni. Taki pokaz niekompetencji nie może się więcej wydarzyć drużynie z wielkimi aspiracjami. Teraz Bengals wchodzą w bye week, czyli będą mieli czas na podleczenie kontuzji i na przeprowadzenie “mobilizacji” przed trudniejszą częścią sezonu. Następne mecze niech będą świadectwem, że Bengals to dalej drużyna mistrzowskiego kalibru i stać ich na jeszcze jedną próbę zdobycia Lombardiego, bo w przyszłości może to być cięższe niż obecnie.
Ja’Marr was one proud teammate after Andrei’s tuddy 👏
Stay tuned for the full video
Mic’d Up | @altafiber pic.twitter.com/DJKzYfk7vC
— Cincinnati Bengals (@Bengals) October 19, 2023
TANKOWAĆ CZY NIE TANKOWAĆ? OTO JEST PYTANIE – NEW YORK GIANTS (1-5)
To że Giants w tym sezonie będą mieli bardziej pod górkę niż rok temu to było do przewidzenia. Cięższy kalendarz i brak wzmocnień na pozycjach, gdzie były wyraźne braki nie napawały zbytnim optymizmem kibiców z niebieskiej części Nowego Jorku, ale wierzono w umiejętności trenerskie trenera roku Briana Dabolla oraz w to, że Daniel Jones będzie kimś więcej niż tylko solidnym game managerem. Nikt się nie oszukuje, że drugim Eli Manningiem to on nie będzie, ale kiedy proponujesz swojemu rozgrywającemu spory kontrakt opiewający na blisko 40 mln rocznie, to pewnego poziomu oczekujesz. Tymczasem Jones nie tyle, co nie pokazuje stopniowego rozwoju, co wręcz można zauważyć pewien regres w stosunku do zeszłego roku i słusznie upatruje się w nim jednego z winowajców tak słabej gry Gigantów. I ok, Jones na pewno nie gra wybitnie, ale ciężko w zasadzie wskazać co się nie “klei” w Giants. Łatwiej będzie wymienić rzeczy, które na boisku dobrze funkcjonują – otóż nic. Gra podaniowa? Nie istnieje. Gra biegowa? Jeśli nie ma Barkleya, to też nie. Obrona biegów i podań? Proszę was… Gdyby nie Panthers Giants można by śmiało nazwać najgorszą drużyną w lidze (a według mnie tacy właśnie są). Myślę, że ze z redaktorek i redaktorów NFL Polska można by uzbierać lepszy korpus wide receiverów, niż ten którym Giants obecnie dysponują. Plus jedynie taki, że klasą ich korpus WRów dorównuje obecnym mistrzom. Jakby tego mało to Daniel Jones złapał kontuzję i nie wiadomo kiedy wróci. Na dobitkę zapodam jeszcze ciekawostkę; pamiętacie przegrany mecz Giants z Cowboys 0-40? Nigdy w historii nie zdarzyło się żeby w jednym sezonie jedna drużyna zaliczyła jednocześnie stracone przyłożenie po zablokowanym field goalu, pick six, przechwyt, fumble, nietrafiony field goal i może coś jeszcze pominąłem. A Giants to wszystko zrobili w jednym meczu. No to w spotkaniu z Bills poszli o krok dalej. Jeszcze NIGDY w historii się nie zdarzyło żeby drużyna przegrała mecz, kiedy ma jednocześnie więcej jardów podaniowych, jardów biegowych, mniej strat i mniej przestrzelonych kopnięć z pola od rywali. No to Giants są pierwszą drużyną w historii, która tego “wyczynu” dokonała (ciekawostka zaczerpnięta z NFL Blog). Po tym (jak przewiduje – fatalnym sezonie) Nowy Jork czeka trzęsienie ziemi i praktycznie nikt poza Brianem Dabollem nie może być pewny swojej przyszłości w drużynie. Jeśli jakimś cudem Giants trafi się pick w top 3 draftu lub jakimś jeszcze większym cudem Caleb Williams albo Drake Maye zsunie się do ich picku, to raczej nie będzie miejsca na sentyment do Daniela Jonesa i bez większego zastanowienia go zastąpią. Tym bardziej, że Jones to nie wybór obecnego sztabu, a podejrzewam, że Daboll chciałby mieć “swojego” wychowanka. Z resztą przyszłoroczna klasa rozgrywających zapowiada się na tyle interesująco, że nie zdziwiłbym się gdyby Jonesa z pozycji startera wygryzł ktoś z dalszych rund. A wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że współpraca na linii Daboll-Jones się nie układa.
Brian Daboll is disgusted with Daniel Jones pic.twitter.com/F7ngrsxLhC
— Bobby Skinner (@BobbySkinner_) October 3, 2023
TANKOWANIE MIMO WOLI – NEW ENGLAND PATRIOTS (1-5)
Czy niemożliwe stanie się możliwe? Czy jeden z najlepszych szkoleniowców w dziejach NFL będzie będzie tankował? Tak, chociaż lepiej pasuje tu określenie “będzie zmuszony do tankowania”, w takiej rozsypce Patriots byli może 30 lat temu, jak nie dawniej. Plaga kontuzji nawiedziła formację defensywną, która praktycznie przestała istnieć. Strata dwóch liderów obrony – Matthew Judona i Christiana Gonzaleza – położyła tą formację na łopatki i ciężko obecnie wskazać kogoś, kto w tej obronie w ogóle gra. W ataku również nie lepiej – sytuacja Maca Jonesa rysuje się obecnie podobnie do Daniela Jonesa; jeśli Patriots trafi się pick w czołówce draftu, Mac będzie na wylocie, bo na razie w żaden sposób nie przekonuje, że zasługuje na jeszcze jedną szansę. Wcześniej jego słabą dyspozycję można było usprawiedliwiać playcallingiem Matta Patrici, ale teraz gdy nowym ofensywnym koordynatorem jest Bill O’Brien wymówki się kończą. To, że jest słabo obudowany, to jeszcze inna kwestia. Linia ofensywna wygląda jak dzieci we mgle przy niemal każdym snapie, recevierzy upuszczają podania albo nie potrafią znaleźć wolnej pozycji i jedynie gra biegowa jeszcze jakoś wygląda. Ukoronowaniem obecnego stanu New England Patriots były spotkania z Dallas Cowboys i New Orleans Saints, gdzie Pats w obu spotkaniach dopuścili do straty łącznie 72 (!) punktów sami zdobywając łącznie trzy oczka. Jednak w Nowej Anglii na nowo budzi się dyskusja o przyszłości Billa Belichicka jako head coacha drużyny. Kiedyś wizjoner, który zrewolucjonizował NFL pod względem taktycznym. Dzisiaj budzący raczej pobłażanie dziadek, który nie poszedł za wiatrem zmian i zatrzymał się w miejscu, a jak mówi stare powiedzenie – jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz. Belichick nie ukrywa, że dla niego osobiście największą w tej chwili ambicją jest pobicie rekordu wygranych spotkań w lidze należącego obecnie do Dona Schuli (328 zwycięstw). BB jest w tej klasyfikacji trzeci za Georgem Halasem (318 zwycięstw), mając na koncie 298 wygranych. Jak widać do Halasa droga daleka, nie mówiąc już o biciu rekordu Schuli. Belichick wie, że zbliża się do siedemdziesiątki i bliżej mu do końca niż początku, dlatego zwycięstw potrzebuje na już. Pytanie czy Robert Kraft pozwoli mu na ukoronowanie trenerskiej kariery (co w obecnym tempie może zająć 15 lat), czy po tym sezonie podziękuje Billowi i grzecznie poprosi żeby sam podał się do dymisji? Jeśli tak się stanie Nową Anglię czeka prawdziwa Rewolucja.
CAROLINA PUNTERS (0-6)
Trzy tygodnie temu zdecydowałem się oszczędzić jeszcze Panthers, ale teraz nie mogę odpuścić, jako że są jedyną ekipą z takim a nie innym bilansem. “Jedynka” tegorocznego draftu nie ma łatwo ze swoją linią ofensywną, która praktycznie nie istnieje. Za wcześnie na wydawanie wyroków na Bryce’a Younga, ale można spokojnie powiedzieć, że z trójki QB wybranych w top 4 to Young jak do tej pory prezentuje się najgorzej. Chciałbym, aby grał lepiej (jako mój ulubiony QB z tego draftu), ale rzeczywistość jest jaka jest. Wiadomo, rozwój najważniejszy, ale na razie nie widać żeby Young robił jakieś postępy. I tak, to jest proces, ale nie widać żeby Panthers mieli jakiś pomysł aby ten proces przebył w miarę spokojnie i gładko. A bilans mówi sam, że tak nie będzie. Panthers starali się obudować Younga skrzydłowymi, którzy może nie są z najwyższej półki, ale wiedzą co i jak. Ale nie oszukujmy się, że ciężko może być nawet z prostymi podaniami, jeśli OL, która ma cię chronić jest dziurawa jak ser szwajcarski. A jak zawodzi linia ofensywna, to tak samo gra biegowa, którą miał rozruszać sprowadzony jako wolny agent Miles Sanders, który miał fantastyczny sezon w Eagles… a tymczasem jawi się jako jedno z największych offseasonowych rozczarowań. Ale szczerze? Czy można się dziwić takiej grze drużynie, która przechodzi przez totalną przebudowę? Nowy sztab, nowy rozgrywający i praktycznie cała nowa formacja ofensywna. Panthers to jest jeden wielki projekt, którego ocenić obiektywnie będziemy mogli za 2-3 lata. Jedynym plusem mogłaby być wysoka pozycja w drafcie i wtedy Pantery mogłyby zgarnąć Marvina Harrisona Jr – według wielu pokoleniowy talent na pozycji skrzydłowego i kolejny produkt “fabryki WRów” z Ohio State. Tyle, że ich pierwszorundowy pick powędrował do Chicago w zamian za prawo wybierania z #1 w tym roku.
Autor: Igor Białecki
*
Na koniec przypominamy o naszym podcaście, gdzie rozmawiamy m.in. o trenerach na gorących krzesłach.
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy