Droga Patriots do Super Bowl LX, cz. I
Do Super Bowl LX pozostał już tylko tydzień. Z tej okazji nasz świeżo upieczony redaktor, a prywatnie wielki fan New England Patriots – Paweł Kląskała – przygotował specjalny cykl materiałów przedstawiających drogę Drake’a Mayego i spółki do wielkiego finału. Nie przedłużając, zapraszamy na część pierwszą „Drogi Patriots do Super Bowl LX”!
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
Nowe wcielenie starego demona. New England Patriots wracają do Super Bowl!
Część I „Odbudowa”
Przez niemal 20 lat drużyny NFL drżały przed mrocznym duetem z zimnej północy. Tom Brady i Bill Belichick zdominowali ligę w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku, osiągając wspólnie 9 Super Bowl, z których 6 zakończyli zwycięstwem. 13 razy zagrali w AFCCG, 17 razy wygrali dywizję AFC East. Słowem – zagarnęli rozgrywki dla siebie, co cieszyło kibiców Patriots i dawało coraz więcej powodów do nienawiści w całej Ameryce. Ale tę historię znają niemal wszyscy i nie ma sensu odświeżać jej po raz kolejny. Jedynym, o czym należy wspomnieć, jest fakt, że po odejściu Brady’ego do Foxboro przybyły wieki ciemne, które spowodowały szorowanie po dnie tabeli i pożegnanie z legendarnym Billem Belichickiem. Jednak czasy takich QB jak Mac Jones czy Bailey Zappe, czasy Matta Patricii jako OC czy Jeroda Mayo jako „następcy” BB przeminęły szybko. A nowy boss ze swoimi wojownikami sprawił, że o tych czasach w Massachusetts nie pamięta już nikt.
Na ratunek stary znajomy
Jerod Mayo został zwolniony po ostatnim ze spotkań sezonu 2024. Powodów było wiele, a najważniejszym był po prostu beznadziejny bilans 4-13 oraz słaba gra w końcówce sezonu. Do tego z szatni dochodziły głosy o braku autorytetu i finalnie były LB Patriots nie dotrwał nawet do czarnego poniedziałku, jak określa się dzień po ostatniej niedzieli sezonu zasadniczego. Jedynym plusem w 2024 była gra rookie QB, wybranego z 3 pickiem rozgrywającego University of North Carolina – Drake’a Mayego.
Kandydatem nr 1 na objęcie stanowiska trenera głównego był wciąż bezrobotny Mike Vrabel, a po dość kurtuazyjnym procesie rekrutacyjnym, został zaprezentowany jako nowy HC już w styczniu 2025. Podczas konferencji prasowej zaznaczył, że jego celem jest najpierw wygrana w dywizji i stworzenie zespołu zdolnego do walki o mistrzostwo. Wszystko ok, nie on pierwszy na rozmowie o pracę palnął coś co przewyższa możliwości, zasoby i potencjał. Niech pierwszy kamieniem rzuci ten, kto nigdy nie posunął się do małego przecenienia swoich kompetencji. Tak te słowa zostały odebrane wtedy, nieco ponad rok temu, przez większość ligi, a nawet kibiców z Nowej Anglii.
Vrabel zaczął od mocnych słów i otoczył się niezłym sztabem. Stary/nowy OC Josh McDaniels, Terrell Williams jako DC czy Thomas Brown jako Passing Game Coordinator. Wyglądało to nieźle.
Szaleństwo na rynku Wolnych Agentów
Do offseasonu Patriots przystępowali z jedną z najwyższych kwot do wydania na nowych zawodników. Potrzeby były niemal wszędzie, no może poza pozycją rozgrywającego (ale o tym później). Doładować należało obronę, stąd podpisy takich zawodników jak: świeżo upieczony mistrz z Eagles, DL Milton Williams, który od razu dostał najwyższy w historii franczyzy kontrakt. ED Harold Landry i LB Robert Spillane (czyli zawodnicy znający się z Vrabelem z czasów Titans), CB Carlton Davis i podpisy jednoroczne: Khyiris Tonga, K’Lavon Chaisson, Jaylinn Hawkins i Jack Gibbens. Nie próżnowano w ofensywie, gdzie pozyskano wiekowego, wracjącego po kontuzji WR-a Stefona Diggsa, jego byłego kolegę z Bills, także skrzydłowego Macka Hollinsa. Do OL podpisani zostali doświadczeni: Tackle Morgan Moses i Center Garrett Bradbury. Wydano ponad 100 mln dolarów. Co istotne, żaden z dotychczasowych filarów zespołu nie opuścił, co mogło powodować umiarkowane zadowolenie z poczynionych inwestycji.
Dobry draft przepisem na sukces
Dzięki słabemu bilansowi, Patriots drugi rok z rzędu byli w czołówce draftu. Z numerem 4 wybrali liniowego Willa Campbella z uczelni LSU, licząc na załatanie jednej z największych dziur na jednej z najważniejszych pozycji – lewego tackle’a. Ewidentnie wzruszony, sympatyczny młody chłopak, z pełną powagą, w pierwszym swoim wywiadzie powiedział, że jest gotowy „walczyć i umierać dla Drake’a Mayego”. Zabrzmiało poważnie… W drugiej rundzie wybrany został obiecujący RB TreVeyon Henderson, w 3 natomiast najpierw sięgnięto po skrzydłowego Kyle’a Williamsa, a pod sam koniec po OL Jareda Wilsona. Wybory z trzeciego dnia także wyglądały nieźle, przynajmniej na papierze. Wiosna przepracowana została dość efektywnie. I tutaj jest dobry moment, aby wspomnieć o człowieku nazwiskiem Eliott Wolf. Pełniący de facto obowiązki Generalnego Menagera, w pierwszych dwóch latach pracach podejmował niezłe decyzje, zarówno w drafcie jak i wolnej agenturze. Tak zbudowany skład, przynajmniej w jego podstawowej wersji wydawał się być przyzwoity, a na pewno lepszy niż roster z 2024.
Kolejne części pojawią się w następnych dniach. Wypatrujcie ich na naszych social mediach 🙂
Autor: Paweł Kląskała
***
Przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
czy tegoroczny final superbowl bedzie w polskiej TV?