NFLesz #4
To już ten czas w roku – resztki świątecznego jedzenia znikają z lodówki, bliscy rozjeżdżają się domów. Jedni zaczynają szykować się na Sylwestra, a drudzy próbują coś ogarnąć na ostatnią chwilę. W NFL oznacza to zaciętą walkę do końca o prowadzenie w dywizji, o miejsce w rundzie dzikich kart…, a nie, czekajcie, nie w tym roku. Sezon 2024 jest wyjątkowo mało emocjonujący pod względem walki o play offy, bo dopiero co zaczął się week 17, a już tak naprawdę znamy wszystkie drużyny, które zagrają w post seasonie w AFC. W NFC ta walka zapowiada się na bardziej zaciętą, ale i tutaj powinno obejść się bez niespodzianek, a najbardziej emocjonująca będzie walka o pierwszy seed między Lions a Vikings. Nie ma co ukrywać – klasa średnia w NFL przeżywa kryzys. Ciężko wskazać drużyny, które byłyby po prostu przeciętne, o czym świadczy nie tylko zerojedynkowość w czołówkach konferencji, ale też obecna kolejność w drafcie – obecnie mamy aż 5 drużyn z bilansem 3-12, co sprawia, że czołówka draftu jest naprawdę bardzo słaba.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

Undisputed
Bilans po week 17: 15-1
Nie ważne w jakim stylu, ważne, że wygrywają. W tym sezonie tylko trzy drużyny nie przekroczyły granicy 30 punktów zdobytych w jednym meczu – są to Las Vegas Raiders, New York Giants i właśnie Kansas City Chiefs. Nawet w spotkaniach z Browns i Steelers, gdzie bardzo wyraźnie dominowali nie udało im się przebić 30 punktów w regulaminowym czasie gry. Więc jakim cudem przegrali tylko raz i przed końcem sezonu zaklepali sobie bye week w play offach? Na to pytanie chyba tylko sami Chiefs znają odpowiedź, bo naprawdę ciężko wytłumaczyć niektóre rzeczy, które w tym sezonie spotkały tę drużynę. Patrick Mahomes gra prawdopodobnie najgorszy sezon swojej kariery i jeśli nie zagra w week 18, co po zaklepaniu jedynki w AFC jest niemal pewne, pierwszy raz w karierze jako starter nie przekroczy 4000 jardów w sezonie. Statystycznie ten sezon ma bardzo podobny do poprzedniego, jednak mam wrażenie, że w 2023 to Mahomes ciągnął Chiefs za uszy, mimo tego, kim był otoczony, był liderem i udowodnił, że jest najlepszym QB obecnej dekady. Natomiast w tym roku Chiefs zwycięstwa zawdzięczają przede wszystkim postawie całej drużyny, a nie Mahomsowi, który momentami wydawało się, że bardziej utrudnia niż pomaga. Kolejny raz Steve Spagnuolo udowadnia, że jest prawdziwym defensywnym mastermindem, bo obrona nie raz ratowała im cztery litery przed niechybną porażką. Przed Chiefs już tak naprawdę tylko dwa mecze o stawkę przed Super Bowl i w dodatku oba u siebie (zakładając, że awansują). Chyba jeszcze nigdy w historii nikt nie był tak pewny zrobienia three peatu, co właśnie tegoroczni Kansas City Chiefs.

Poobijani, ale waleczni
Bilans po week 16: 13-2
Nikt w lidze nie ma tylu zawodników na liście kontuzjowanych co właśnie Lions. Lions w ciągu sezonu stracili między innymi Aidana Hutchinsona, Davida Montgomery’ego, Alima McNeila, Alexa Anzalone, Carltona Davisa, Derricka Barnsa czy Ennisa Rakestrawa. A to i tak nie wszyscy. Wobec tego, gdy spojrzy się na depth chart drużyny z Detroit zobaczy się ludzi, którzy normalnie w rotacji byliby dopiero trzecią, a nawet i czwartą opcją! Mając tak przetrzebioną kontuzjami defensywę, niemalże pewne było, że po tej stronie piłki Lions będą wyraźnie gorsi. Ale czy tak w istocie się stało? Czy defensywa gra gorzej? Tak, ale nie na tyle gorzej by psuć szyki całej drużyny i marnować przewagę, którą wypracował atak. A skoro już mowa o ofensywie, ta (jeszcze) nie została dotknięta kontuzjami w takim stopniu jak defensywa. Owszem, strata Montgomery’ego dla ofensywy nastawionej na biegi boli, jednak mając Jahmyra Gibbsa, nie powinno to się odbić w tak znaczącym stopniu, jak można przypuszczać, szczególnie, że kontuzja starszego biegacza okazała się mniej poważna niż początkowo sądzono i możliwe, że Montgomery wróci na play offy. Na przekór przeciwnościom losu, Lions idą przed siebie, dalej pokonując groźnych rywali i dalej mają szansę na pierwszy seed w NFC. Naprawdę świetną w tej sytuacji robotę robi cały sztab trenerski, który nie buduje narracji i nie szuka wymówek kontuzjami, a po prostu patrzy na to co będzie i gdzie ta drużyna zamierza dotrzeć, czyli do Nowego Orleanu w lutym. Kluczowe starcie – mecz z Vikings u siebie w week 18, absolutny must watch.

Fałszywi kontenderzy
Bilans po week 17: 10-6
Bilans fajny, defensywa fajna, ofensywa nawet znośna, to w czym problem? Ciężko mi oprzeć się wrażeniu, że mimo to Steelers znów nie są drużyną, która awansować do play offów awansuje, ale czy coś w nich namiesza? Gdyby sezon regularny kończył się dzisiaj Stalowi mierzyliby się w rundzie dzikich kart z Texans. I szczerze? Mogą ich przejść, ale absolutnie bym się nie zdziwił gdyby to podopieczni DeMeco Ryansa sprawili małą niespodziankę i wyeliminowali Russella Wilsona i spółkę. Ale nawet jeśliby przeszli Texans, to absolutnie nie widzę żeby w Divisional Round pokonali Bills, Ravens czy nawet Chargers. Steelers znów opierają się przede wszystkim na mocarnej defensywie, która wiele razy pomogła im wygrać mecze w tym roku. Natomiast w ofensywie różnie bywa. Stary Russell Wilson z Seahawks już raczej nie wróci, ale w jakimś stopniu uratował swoją karierę po pobycie w Denver i na pewno jest sporym upgradem w stosunku do Kenny’ego Picketta, ale ostatnie trzy mecze pokazały, że kluczowych momentach, gdy trzeba wziąć wynik na swoje barki, po prostu nie dojeżdża. Owszem, zdarzały się spektakularne występy Wilsona, jednak takie można policzyć na palcach jednej ręki i w dodatku nie były to spotkania ze szczególnie mocnymi formacjami defensywnymi (patrz: Giants, Jets, Bengals). TD-INT ratio Wilsona również nie przemawia na jego korzyść bo na trzy przyłożenia przypada jeden przechwyt. Steelers dalej cierpią na brak talentu w ofensywie, przede wszystkim na skrzydłach, gdzie ciężko wskazać zawodnika, który byłby niekwestionowaną jedynką, za to jest 3-4 zawodników, którzy grają bardzo nierówno. Steelers mogli mieć Brandona Aiyuka albo Devante Adamsa gdyby byli bardziej agresywni w rozmowach o wymianę, a parafrazując mema: “Best I can do is Mike Williams”. Russell Wilson na chwilę obecną jest dobrą opcją na rozegraniu, tym bardziej że przy rozmowach o potencjalnym przedłużeniu umowy może zgodzić się na tańszy kontrakt, jako że nie należy do ścisłej czołówki a i sam najmłodszy już nie jest, ale pytanie ile jeszcze będzie grać na takim poziomie? To już dywagacje na off season, a teraz muszą skupić się na tym żeby pokazać na co ich stać w play offach.

Światełko w tunelu
Bilans po week 16: 4-11
Bilans 4-11 w innej drużynie byłby odebrany jako totalna porażka, a head coach musiałby drżeć o to, czy z końcem sezonu nie będzie musiał szukać nowej pracy. Ale w Charlotte taki wynik może być powodem do… umiarkowanego optymizmu. Tak, bilans jest kiepski, ale jeśli choć trochę obserwowało się grę Panthers w tym sezonie, to w stosunku do poprzedniego sezonu, poprawiła się ona. Kiedy Bryce Young został posadzony na ławkę na rzecz Andy’ego Daltona, zapewne mocno przesadziłem, że Young musi opuścić Panthers aby odbudować swoją karierę, jednak Dave Canales najwyraźniej wiedział co robi, bo od kiedy Young wrócił do roli startera, kompletnie nie przypomina tego zawodnika, którego oglądaliśmy w 2023 i na początku bieżącego sezonu. W końcu wygląda, tak jak zapowiadało się przed draftem, przede wszystkim nie popełnia tylu głupich strat i lepiej znajduje kolegów do podań. Zdecydowanie lepiej wyglądają jego dalekie podania, z którymi miał wyraźny problem. Jeśli Panthers ogarną mu lepszą linię ofensywną, Young może grać jeszcze lepiej. W końcu również widać, że ktoś ma pomysł na tą drużynę i widać, że Dave Canales wie co robi – poukładał ofensywę i z pewnością sam przyczynił się do poprawy gry Younga, co pokazuje, jak duże znacznie w karierze młodego rozgrywającego ma wkład sztabu. Poza tym w składzie Panter znalazło się parę młodych zawodników, którzy wykazują potencjał na zostanie pewnymi starterami w niedalekiej przyszłości jak Xavier Laggette czy Jalen Coker. Defensywa natomiast należy do jednej z najgorszych w lidze – w statystyce efektywności Panthers są drudzy od końca, ustępując jedynie Jaguars. Ale ciężko było mieć jakiekolwiek oczekiwania po tej stronie piłki, kiedy w jeden off season odchodzą Jeremy Chinn i Brian Burns, a po pierwszej kolejce na cały sezon wypadł z gry Derrick Brown. Nawet David Tepper, właściciel drużyny, osunął się w cień i nie daje mediom pożywki do ogólnej krytyki całej organizacji, a walkę o miano najgorszego właściciela franczyzy w NFL odpuścił na rzecz Woody’ego Johnsona i Jerry’ego Jonesa. Cel na ten sezon został osiągnięty: Bryce Young nie jest bustem, ekipa ma kompetentnego head coacha, są zawodnicy z potencjałem na przyszłość i jeśli ten off season zostanie mądrze wykorzystany, nad U. S. Bank Stadium może w końcu rozejdą się chmury.

You had one job…
Bilans po week 16: 3-12
Pora na krótki segment poświęcony drużynom, które “walczą” o jak najwyższy pick w drafcie, bo konkurencja na tym polu jest bardziej zażarta, niż o play offy. Raiders już od mniej więcej szóstego tygodnia zaczęli być brani pod uwagę jako poważny kandydat do jedynki w drafcie. Dwie wygrane na początku sezonu mogły sprawić wrażenie, że być może sezon będzie przynajmniej średni, ale od wygranej z Browns w czwartej kolejce, Raiders przegrali 10 spotkań z rzędu i nikt już się nie łudził, że celem powinien być jak najwyższy wybór w drafcie, szczególnie, że Raiders to jedna z drużyn desperacko potrzebujących rozgrywającego. Starterem miał być Gardner Minshew, ale Antonio Pierce po kolejnym słabszym występie posadził go na ławkę na rzecz Aidena O’Connella, który być może mógłby walczyć o miano startera na stałe, ale jak już grał nie pokazywał nic nadzwyczajnego albo był kontuzjowany. Do tej karuzeli rozgrywających dołączył w środku sezonu Desmond Ridder i wybieranie rozgrywającego na następny mecz zaczęło przypominać losowanie, kto wyciągnie najkrótszą słomkę. Ale wracając do tematu tankowania – jak już wcześniej wspomniałem, NFL w tym sezonie cierpi na brak klasy średniej, wobec czego mnóstwo drużyn (a przynajmniej więcej niż zwykle) liczy się w walce o topowe wybory. Fani Raiders mogli już powoli analizować czy woleliby Cama Warda czy Shedura Sandersa, ale te rozważania postanowiła przerwać im… ich własna drużyna. Raiders “przegrali” Tank Bowl z Jaguars, którzy po tym meczu również mają bilans 3-12. Czyli tak – Raiders nie dość, że wygrali mecz, który kompletnie nic im nie daje, to jeszcze pomogli bezpośredniemu przeciwnikowi w walce o wyższy pick. Jak bardzo dotkliwe jest to zwycięstwo? Raiders przed spotkaniem z Jags byli na drugiej pozycji w drafcie. Po wygranej z ekipą Douga Pedersona, spadli na szósty pick. Obecnie szansę na wrócenie na drugi pick są bardzo iluzoryczne (jedynkę niemal na pewno będą okupować Giants), bo Raiders nie tylko muszą przegrać z Saints i Chargers, ale i liczyć na zwycięstwa Browns (grają z Dolphins i Ravens), Titans i Jaguars (grają bezpośredni mecz ze sobą) oraz Patriots (Chargers i Bills). Raiders zostaje albo zrobienie kosztownego trade upu, albo liczenie na to, że za rok lepiej pójdzie im tankowanie (nie pocieszające jest to, że przyszłoroczna klasa wcale nie zapowiada się na lepszą od tegorocznej, której jakość i tak już budzi powszechne kontrowersje i skrajne opinie). Zawsze zostanie również sięgnięcie po któregoś z wolnych agentów, zwłaszcza że po zaledwie roku w Atlancie może być dostępny Kirk Cousins. Raiders mogą nie mieć co prawda nowego rozgrywającego, ale mogą mieć nowego head coacha. Antonio Pierce sprawdził się jako tymczasowy trener, który miał poparcie szatni i wprowadził do niej na początku trochę pozytywnego animuszu. Ale wraz z gorszymi wynikami w tym sezonie wróciła gorsza atmosfera, a Pierce może już nie mieć takiego poparcia wśród zawodników, jako że dwóch z trzech jego największych popleczników (Josha Jacobsa i Devante Adamsa) nie ma już w Las Vegas. Trzeci, Maxx Crosby też nie wydaje się skłonny do twardego bronienia head coacha, jak robił to na początku, a jego wypowiedzi na temat sytuacji w drużynie mają zgorzkniały charakter. Sam Mark Davis zapytany o pozycję Antonio Pierce’a, powiedział, że oczywiście nie jest zadowolony z wyników zespołu, ale wszystko zależy od postawy w dalszej części sezonu (wypowiedź kiedy Raiders mieli jeszcze bilans 2-11). Jak wiemy, wyniki lepsze nie są, więc rezultatu każdy może się domyślić. Pierce zaliczył spektakularny awans z trenera linebackerów na head coacha, ale jego kadencja może zakończyć się równie szybko, jak się zaczęła.

“Dead man walking”
Bilans po week 16: 2-13
Pierce to nie jedyny trener, który może spodziewać się wypowiedzenia na biurku w “black monday”, bo według anonimowego insidera, który na X posługuje się pseudonimem Pretty Ricky, Brian Daboll jest już “chodzącym trupem” i na stanowisku head coacha ma już w zasadzie wegetować. Chociaż trafność informacji Ricky’ego waha się w okolicach 85%, to jest również cień szansy na to, że Daboll zachowa posadę, a z Giants pożegnają się obaj koordynatorzy. Ale z drugiej strony, absolutnie bym się nie zdziwił, gdyby to się sprawdziło. Dlaczego? Po pierwsze – Giants na 99% będą mieli pierwszy wybór w drafcie, co oznacza zapewne wybranie rozgrywającego, co zawsze jest pewnym kamieniem milowym dla organizacji, a trener i GM mają szansę wybrać tego QB, który najbardziej im pasuje. Daboll sam znalazł się w takiej sytuacji, w której przyszedł do ekipy z Wielkiego Jabłka i zastał wybranego rok wcześniej Daniela Jonesa i wszyscy wiedzą jak się ta przygoda skończyła. To może warto by dać szansę Dabollowi z “jego” rozgrywającym? – zapytacie. A co jeśli Daboll nawet ze “swoim” rozgrywającym będzie robił mierne wyniki? Wtedy na jego miejsce wejdzie kolejny, który będzie mógł się tłumaczyć, że to QB wybrany przez poprzednika i on nic nie zrobi, dopóki nie wybierze “swojego” rozgrywającego. Lepiej zwolnić miesiąc za wcześnie, niż dzień za późno. Tym bardziej, że po drugie – Daboll miał wystarczająco dużo czasu aby coś z tej drużyny ulepić, tak żeby nawet z Danielem Jonesem robić lepsze wyniki. Ostatnie drafty Giants to natomiast pojedyncze udane wybory i dużo zawodników wybranych wyżej niż powinni (patrz Wan’Dale Robinson, Deonte Banks). Paradoksalnie, to w tym roku Giants zaliczyli na tą chwilę najlepszą klasę draftową za kadencji Dabolla, mimo że mieli najmniej picków (Malik Nabers, Tyler Nubin, Andru Philips, Tyrone Tracy). I po trzecie – Daboll prawdopodobnie stracił szatnię po tym jak organizacja potraktowała Daniela Jonesa, a head coach, praktycznie umył ręce nie wypowiadając się szerzej na ten temat. Giants po prostu upokorzyli Jonesa najpierw sadzając go na ławce, by następnie kazać mu trenować nie z pierwszą drużyną, a z gośćmi z practice squadu i to nie jako QB, a jako safety (!), by ostatecznie bezceremonialnie go zwolnić, gdzie organizacja nie kryła się z tym, że chodzi o sprawy finansowe związane z kontraktem Jonesa. I nawet jeśli Daboll nie przyłożył do tej decyzji ręki (w co nie chce mi się wierzyć), to jego bierna i obojętna postawa wobec jednego z (jakby nie było) ważniejszych zawodników zespołu nie wpłynęła dobrze na atmosferę w szatni i poparcie dla trenera. Z resztą nie przypominam sobie przypadku, w którym drużyna mająca najgorszy bilans w sezonie i grająca prawdopodobnie najbrzydszy futbol w całej lidze, nie zwolniła head coacha. A tak właśnie jest w przypadku Briana Dabolla. Więcej okoliczności przemawia za zwolnieniem Dabolla, niż za jego zatrzymaniem i w tym wypadku rozejście się stron wydaje się dla drużyny zwyczajnie bezpieczniejszą opcją. Z resztą nie tylko head coach może stracić swoją posadę, co również i generalny menadżer Joe Schoen. Niektóre fragmenty off seasonowej wersji “Hard Knocks” naprawdę źle się zestarzały i są teraz masowo wyciągane na twitterze. Co oznacza zapewne, że były to pierwsze i ostatnie “Hard Knocksy” pokazujące tak dogłębie pracę GM-a. A Joe Schoen będzie prawdopodobnie ich pierwszą i jedyną ofiarą.
W tym tygodniu nieco krótsza wersja ze względu na okres świąteczno-noworoczny, a z życzeniami świątecznymi już nie zdążyłem, ale w Nowym Roku chciałbym życzyć wszystkim naszym czytelnikom, aby dalej cieszyli się futbolem jak w tym roku, aby ich drużyny poradziłby sobie w play offach, a jeśli nie grają w play offach, to udanego off seasonu i dobrego draftu waszych ekip. A przede wszystkim dużo zdrowia i szczęścia w 2025 roku.
Autor: Igor Białecki
***
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
Jako kibic LA Rams nie czuję żeby układ był już jasny:) w tym momencie, w NFC są obecnie trzy dywizje, gdzie drużyna na pierwszym i drugim miejscu ma dokładnie tyle samo wygranych więc nastawiam się na emocje do samego końca. Pozdrawiam!