Skip to content

Podsumowanie week 6 w ELF

Już oficjalnie można mówić, że jesteśmy na półmetku rywalizacji w sezonie zasadniczym i można się spodziewać, że na najwyższych lokatach nie dojdzie do zbyt wielu zmian. Co ciekawe na tym etapie sezonu mamy aż dwie drużyny, które nie przegrały jeszcze w tym roku i bardzo możliwe, że tak zostanie już do końca sezonu zasadniczego, ponieważ zespoły te nie trafiają na siebie. Niestety w czołówce ze świecą szukać wrocławskich Panter.

W naszych mediach podcastowych jest też cieplutki podcast – zapraszamy do nadrobienia.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

***

Raiders Tirol 32 – 0 Barcelona Dragons

To że Dragons są słabi wiedziano od bardzo dawna, ale na czarnego konia tego sezonu niespodziewanie zaczynają rosnąć Raiders, którzy do tej pory przegrali tylko jedno spotkanie i w obecnej sytuacji łapią na Wild Card Round. Najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem na boisku w tym spotkaniu był zdecydowanie RB Tobias Bonatti, który wybiegał aż 196 jardów i zdobył 3 przyłożenia znacząco przyczyniając się do zwycięstwa. Natomiast zmartwieniem zespołu z Salzburga dalej jest gra podaniowa, a obecny rozgrywający N’Kosi Parry nie wydaje się zbyt pewną opcją, bo przeciwko słabej obronie Dragons zagrał co najwyżej przeciętnie.

Po tym spotkaniu Dragons zwolnili ze swojego składu DB Dominiqua Sheltona i prawdopodobnie bym o tym nie pisał, ponieważ nie byłby to jakiś nadzwyczajny ruch ze strony drużyny z Katalonii, gdyby nie fakt, że Dominique… jest synem head coacha Dragons – Davida Sheltona.

Vienna Vikings 37 – 25 Panthers Wrocław

Wikingowie poza zasięgiem Panthers po raz kolejny. Można by rzec, że oglądaliśmy klasyczny mecz w wykonaniu Panthers, czyli świetny występ formacji defensywnej oraz niewykorzystane sytuacje i niemoc w ofensywie. Zmiana na pozycji rozgrywającego nie zmieniła niczego, jeśli nie była zmianą na gorsze. Pierwsza kwarta zakończyła się bez punktowym remisem, kiedy najpierw podanie QB Vikings – Bena Holmesa przechwycił Krzysztof Wis, a następnie Panthers zablokowali kopnięcie na bramkę. Na początku drugiej kwarty Vikings zdobyli dwa szybkie przyłożenia, ale pięknym za nadobne odwdzięczył się Devin Burrell, który zdobył touchdown po kick offie. Następnie kolejne punkty dla Wrocławian zdobył Gennaidy Adams i wydawało się, że Panthers stać na wyrównaną rywalizację w tym spotkaniu. Jednak od tamtego momentu Vikings zaczęli dominować i jak już odjechali wynikiem, tak tego prowadzenia nie oddali. Pewną nadzieję w kibicom i drużynie dał Adria Botella Moreno, który zdobył dwa przyłożenia, które stopiły przewagę Vikings do jednego posiadania, na tablicy widniał wynik 31-25, a do końca spotkania pozostało niecałe 10 minut. Jeszcze była szansa. Jednak nadzieję Panthers zabrał Karri Pajarinen, który zdobył touchdown i praktycznie zakończył spotkanie. Na półmetku sezonu zasadniczego Panthers mają bilans 2-4 i szanse na play offy są bardzo niewielkie. Vikings natomiast jako jedyni mają na koncie 6 zwycięstw bez ani jednej porażki i pokazują tym samym, że wracają na europejski szczyt. 

Tymczasem we Wrocławiu doszło do kolejnej zmiany na rozegraniu. John Uribe został zwolniony, a zastąpi go znany z poprzedniego sezonu Matthew Vitale, co oznacza, że będzie on już trzecim starterem Panthers w tym roku.

Madrid Bravos 15 – 40 Rhein Fire

Drugi raz nie udało się sprawić niespodzianki, a Fire zdecydowanie odrobili pracę domową. Początek spotkania nie zapowiadał zbyt wielu punktów, bo pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 0-0. Ale w drugiej kwarcie Fire rozpoczęli koncert i wyszli na prowadzenie 20-0. Oczywiście mieli też sporo szczęścia, bo najpierw zawodnik Bravos, który przechwycił podanie Jardiana Clarka, wypuścił piłkę z rąk, a na sam koniec pierwszej połowy fatalne podanie wykonał ex-Panther QB Steven Duncan, który rzucił prosto w ręce defensywnego liniowego Niemców, co dało Fire świetną pozycję na boisku. Defnsywa drużyny ze stolicy Hiszpanii radziła sobie całkiem dobrze, ale kiedy ofensywa pojawiała się na boisku, wówczas Bravos nie byli w stanie przejść własnej połowy. Dość powiedzieć, że pierwsze zdobyte przez Bravos punkty w tym spotkaniu to safety. Kiedy Fire znów zdobyło punkty, tym razem po zablokowanym puncie i wyszli na prowadzenie 34-2 już było wiadomo, że Hiszpanie więcej tego popołudnia nie zrobią. O ile Duncan jest dobrym zastępstwem za Helbiga kiedy przychodzi grać z rywalami ze średniej lub niskiej półki, tak w starciach z silniejszymi to już nie wystarczy. Mimo wszystko była to dopiero pierwsza porażka w historii tej organizacji. Na wyróżnienie zasługują obaj biegacze zespołu z Dusseldorfu – Glen Toonga (184 yds, 3 TD) oraz Sergej Kendus (162 yds).

 

Milano Seamen 19 – 14 Fehervar Enthroners

Chyba pierwsze spotkanie, w którym Enthroners mogli na poważnie myśleć o zwycięstwie, a mimo to i tak się nie udało. Kolejne świetne zawody rozegrał QB Seamen Zach Bronkhorst oraz RB Joques Crawford. Węgrzy tylko raz przez całe spotkanie byli na prowadzeniu, a potem defensywa Seamen przez większość spotkania trzymała ich na dystans, dając dużo okazji ofensywie do popisania się. Seamen raczej już nie mają szans na walkę o play offy, ale każde zwycięstwo tej włoskiej ekipy pokazuje, że w Mediolanie może coś wyrosnąć mimo trudnych początków. 

Paris Musketeers 60 – 25 Cologne Centurions 

W Paryżu oglądaliśmy jak do tej pory najwyżej punktowane spotkanie w tym sezonie – aż 85 punktów! Szkoda jedynie, że przez większość spotkania był to mecz jednej drużyny. Pierwsza połowa zwiastowała jednak bardziej wyrównany pojedynek, bo na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 20-19 dla Paryżan. Natomiast w drugiej połowie Centurions stać było tylko na jedno przyłożenie, podczas gdy Zach Edwards i spółka rozpoczęli ofensywny koncert, a i ofensywa miała duży wkład w ostateczny wynik. Jeśli ktoś jeszcze wątpił w rzeczywistą siłę Musketeers, to to spotkanie powinno rozwiać wątpliwości. 

Stuttgart Surge 50 – 7 Helvetic Mercenaries

W kategoriach cudu należy mówić o tym, że Helwetom udało zdobyć się przyłożenie w tym meczu. Naprawdę. Każdy znał zwycięzcę tego spotkania zanim się na dobre zaczęło. Gdyby Surge mieli taką opcję jak w Maddenie, zapewne skorzystaliby z “sim to play offs” bo w sezonie regularnym nie mają sobie absolutnie równych. Wartym odnotowania jest, że skrzydłowy drużyny ze Stuttgartu – Louis Meyer został samodzielnym liderem klasyfikacji wszech czasów zdobytych przyłożeń przyłożeń w ELF.

Frankfurt Galaxy 24 – 18 Hamburg Sea Devils

Wynik może tego nie oddawać, ale w zasadzie większość spotkania Frankfurt miał pod kontrolą. W czwartej kwarcie prowadzili 24-3, jednak dwa przechwyty defensywy Hamburga zmniejszyły przewagę Galaxy do jednego posiadania. Sea Devils jednak nie udał się onside kick i jedyne co zostało Galaxy to robić “kolanka”. O udanym spotkaniu nie może mówić QB Galaxy Luke Zahradka, który poza wyżej wspomnianymi dwoma przechwytami, również dwa razy wypuścił piłkę z rąk, co kończyło się stratą na rzecz Sea Devils. Galaxy z bilansem 2-2 może myśleć o walce o play offy, ale patrząc na to ilu sytuacji nie wykorzystują i ile potencjału tej drużyny jest marnowane, na tą chwilę nie wyobrażam sobie Frankfurtu w post seasonie.

Prague Lions 7 – 34 Berlin Thunder

Mimo kolejnej wysokiej porażki defensywa Lions pokazał na co ją stać i gdyby tylko ofensywa była bardziej kompetentna, być może Czesi nie byliby aż tak tragiczną drużyną. Po stronie drużyny ze stolicy Niemiec klasycznie świetnie spisywała się formacja obronna oraz QB Jakeb Sullivan oraz WR Aaron Jackson.

W Lions w międzyczasie doszło do zmiany  na pozycji quarterbacka. Z Pragą pożegnał się Kare Lyles, a nowym rozgrywającym czeskiej ekipy został David Perkins, który ostatnio występował w lidze meksykańskiej.

Po week 6 tak wygląda sytuacja w poszczególnych konferencjach oraz potencjalna faza play off:

 

Terminarz week 7:

6 czerwca (sobota):

Barcelona Dragons – Munich Raves (godz. 18:00)

Helvetic Mercenaries – Milano Seamen (godz. 18:00)

Raiders Tirol – Vienna Vikings (godz. 18:00)

Druga w tym sezonie odsłona “bitwy o Austrię”, tym razem z przewagą własnego boiska dla Raiders. Ostatnio Vikings nie pozostawili swoim rywalom złudzeń, wygrywając pewnie 27-6. Od tamtego czasu trochę się zmieniło – Raiders mają już trzeciego startera na rozegraniu, ale wygrywanie stało się dla nich normą, a nie tylko małym świętem. Vikings bez porażki dalej chcą utrzymać swoją passę i w tym spotkaniu ponownie będą minimalnymi faworytami. Czy tym razem dojdzie do niespodzianki? 

 

Madrid Bravos – Frankfurt Galaxy (godz. 19:00)

Na papierze może to być dość wyrównany pojedynek, dwóch zespołów, które muszą wygrać aby liczyć się w rywalizacji o play offy. Bravos w zeszły weekend nie zaprezentowali się najlepiej, ale nie oznacza to, że od razu stali się gorsi. Galaxy natomiast w końcu liczą na uwolnienie potencjału jaki drzemie w tej ekipie. Dużo będzie zależeć od rozgrywających obu ekip – Stevena Duncana oraz Luke’a Zahradki.

 

7 czerwca (niedziela):

Fehervar Enthroners – Berlin Thunder (godz. 13:00)

Paris Musketeers – Hamburg Sea Devils (godz. 13:00)

Panthers Wrocław – Prague Lions (godz. 16:25)

Krótka piłka – Panthers muszą to spotkanie wygrać. Mecz będzie swoistym sprawdzianem dla obu nowych rozgrywających swoich ekip i lepszej okazji na powrót nie mógł sobie wymarzyć Matthew Vitale.

Rhein Fire – Cologne Centurions (godz. 16:25)

Tekst: Igor Białecki

***

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na Facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej