Top 3 – week 15
Podsumowujemy week 15 naszym TOP 3. Kto zasłużył na wyróżnienie, kto rozczarował, jakie jest nasze zdarzenie tygodnia po pierwszej kolejce sezonu zasadniczego? Zapraszamy!
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
Wyróżnienie tygodnia:
Adrian Glejzer: Tampa Bay Buccaneers
Efektowne wyjazdowe zwycięstwo nad Chargers w ostatnią niedzielę może się okazać kluczowe w zapewnieniu Buccaneers wygrania dywizji. Spotkanie nie zaczęło się najlepiej, bo ofensywa popełniła dwie straty w drugiej kwarcie, i zespół przegrywał 13 do 17 w przerwie. W drugiej połowie na boisku wszystko układało się po myśli zespołu z Tampy. Te 30 minut drużyna wygrała 27 do 0. Wielki mecz rozegrał Mike Evans, zdobywca 159 jardów i dwóch przyłożeń. 117 jardów dołem dołożył Bucky Irving, a kolejne przyłożenie – debiutant Jalen McMillan.
Przed Buccaneers starcia z Cowboys, Panthers i Saints. We wszystkich Tampa będzie faworytem, ale tylko wygranie wszystkich daje im gwarancję wygrania dywizji. Aktualnie zagrażają im tylko Falcons, którzy postanowili dokonać zmiany rozgrywającego, z Kirka Cousinsa na Michaela Penixa, i którzy mają terminarz o podobnej trudności – Giants, Commanders, Panthers.
Teresa Stróżyńska: Starcie dwóch najlepszych ofensyw
Zdecydowanym hitem kolejki było starcie pomiędzy Buffalo Bills a Detroit Lions. Mimo, że Bills przegrali poprzedni mecz przeciwko Los Angeles Rams, zrobili to w świetnym stylu. Josh Allen rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze, z meczu na mecz grając na jeszcze wyższym poziomie. Zeszłotygodniowa porażka absolutnie nie obniżyła morale drużyny. Wręcz przeciwnie. Wyciągnęli wnioski i na boisku Lions stanęli jeszcze silniejsi. Gospodarze mieli nieco problemów, żeby złapać rytm na boisku. Czego absolutnie nie można powiedzieć o Bills. Przegrali do tej pory z zaledwie trzema drużynami: Ravens, Texans i tydzień temu z Rams. Jedynie przeciwko Baltimore wypadli słabo, jednak od tego meczu minęło sporo czasu, a drużyna zrobiła w tym czasie ogromny progres. Jako jedyni, póki co, pokonali w tym sezonie Kansas City Chiefs, z którymi walczą o zajęcie pierwszego miejsca w konferencji. Grają solidny i bardzo skuteczny futbol. W ostatnich trzech meczach zdobyli 121 punktów (średnio 40 na mecz), zaliczyli siedemnaście przyłożeń, nie zanotowali żadnej straty, a dodatkowo nie dopuścili do nawet jednego powalenia rozgrywającego. Sam Allen ma w tym ogromny udział, dzięki umiejętnemu poruszaniu się po boisku, mimo załamującej się kieszeni. Był to również ich ósmy mecz, w którym zdobyli przynajmniej 30 punktów. Dołączyli tym samym do drużyn z najdłuższą taką serią w pojedynczym sezonie. Rams dokonali tego w 2000 r., Patriots w 2007/2010 oraz Broncos w 2013 r.
W niedzielę wbili ekipie z Detroit drugą przegraną w tym sezonie, kończąc tym samym serię 11 zwycięstw. Gospodarze weszli słabiej w mecz niż w Bills i bardzo szybko wpadli w rolę nadrabiania strat i gonienia wyniku. Nie mogli znaleźć sposobu, by zatrzymać Allena. Już po pierwszej kwarcie przegrywali 0:14. Bills punktowali w każdej ze swoich pierwszych trzech serii ofensywnych. Choć od drugiej kwarty Lions zaczęli zdobywać punkty, nie udało im się wyrównać wyniku, ani wyjść na prowadzenie. Nie udała im się również próba odzyskania futbolówki po zdobytym przyłożeniu w czwartej kwarcie. Onside kick zakończył się złapaniem piłki przez Bills i dostarczeniem jej na linię 5. jarda przed polem punktowym. Potem wystarczyło krótkie podanie Allena, by umocnić przewagę. Może to był kluczowy moment, który ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa na stronę Bills. W ostatniej kwarcie Detroit zdobyli 21 punktów, ale to nie wystarczyło, by wygrać ten mecz. Bills wykorzystali każdą możliwą okazję, by wygrać to spotkanie. Lions nie mają powodu do paniki, choć ich dywizja jest mocna. Po piętach depczą im Minnesota Vikings, a dwa kroki dalej są Packers. Mimo porażki, Lions nadal utrzymują się na szczycie konferencji NFC.
***
Rozczarowanie tygodnia:
AG: Zawodnicy upuszczający piłkę przed zdobyciem przyłożenia
Zdobycie przyłożenia w NFL nie jest proste – jedenastu wysportowanych przeciwników stara się Cię powstrzymać na każdym kroku. Wbiegnięcie z piłką w pole punktowe z pewnością daje wielką radość, a czasami też wielką ulgę. Tym bardziej szokująca jest tegoroczna plaga – już trzy razy zawodnicy upuszczali piłkę na ziemię w najgorszym możliwym momencie. Dwa z nich miały miejsce w ostatnią niedzielę. Najpierw Jordan Battle miał szansę na 61-jardowe przyłożenie po przejęciu fumble rywali, ale próbował przełożyć sobie piłkę z ręki do ręki. Na jego szczęście, Cincinnati nadal wygrało spotkanie, a tłumaczy go też bycie obrońcą – ma piłkę w rękach rzadziej. Za to nic nie tłumaczy Jonathana Taylora, który upuścił piłkę centymetry przed linią pola punktowego, przez co jego zespół nie wyszedł na 12-punktowe prowadzenie. Zdarzenie miało najpewniej wpływ na morale zespołu, który resztę spotkania przeciwko Broncos przegrał 0 do 24.
Minęło 16 lat, odkąd DeSean Jackson zrobił to samo w spotkaniu Eagles-Cowboys, i to jak wielu kibiców nadal to pamięta, i od razu skojarzyło jego akcję z ostatnimi, powinno być wystarczającym odstraszaczem przed takim zachowaniem. Do dziś zachowanie Jacksona jest postrzegane jako idiotyczne, ale w jego przypadku było to dopiero drugie spotkanie w karierze, a zespół utrzymał posiadanie piłki i zdobył przyłożenie w następnej akcji. Taylor jest w lidze od pięciu lat, a jego zespół nie zdobył już ani punktu w swoim spotkaniu.
Jako fan NFL od dekady, nie przypominam sobie przypadku, w którym zawodnik upuścił piłkę zaraz po zdobyciu przyłożenia, a ja pomyślałem “ale on jest fajny”. A zachowanie Taylora wielu kibiców (wliczając mnie) będzie pamiętać jeszcze długo po tym, jak biegacz zakończy karierę.
TS: De’Vondre Campbell
Podczas czwartkowego starcia pomiędzy San Francisco 49ers a Los Angeles Rams, które swoją drogą nie należało do najbardziej emocjonujących spotkań. A przynajmniej pod kątem futbolowym. Bo emocje jako takie się pojawiły. Przynajmniej wśród zespołu trenerów. Podczas trzeciej kwarty, kiedy na tablicy widniał szalony wynik 6:3 LB 49ers De’Vondre Campbell odmówił wejścia na boisko. Miał zastąpić Dre Greenlawa, u którego pojawiły się problemy z kolanem. Greenlaw powrócił na boisko, po długiej rekonwalescencji po zerwanym Achillesie, którego nabawił się podczas Super Bowl. Campbell przez cały sezon zastępował kolegę. Może jego powrót odebrał mu motywację do dalszej współpracy z drużyną. Podobno był już proszony o wejście na boisko już podczas drugiej kwarty, kiedy Dee Winters miał problemy z szyją. Wtedy również odmówił i do gry wszedł Demetrius Flannigan-Fowles. Podczas ostatniej kwarty Campbell udał się do szatni i nie wrócił już na boisko. De’Vondre podpisał w marcu z 49ers jednoroczny kontrakt na 5 mln dolarów. Obecnie został zawieszony na trzy ostatnie spotkania, za które nie otrzyma wynagrodzenia. Można się spodziewać, że w marcu wróci na rynek wolnych agentów.
Zdarzenie tygodnia:
AG: Spotkanie Bills – Lions
Zapowiadane od kilku tygodni jako jedno z najciekawszych spotkań sezonu regularnego, starcie między Buffalo i Detroit przerosło nawet wygórowane oczekiwania, przede wszystkim pod kątem ofensywnego futbolu. Ciężko jest wskazać jednego bohatera tego spotkania. Po stronie zwycięzców Josh Allen zdobył ogółem cztery przyłożenia i nie popełnił straty, ponad 100 jardów i dwa przyłożenia dołożył James Cook, a niespodziewanie liderem jardów zdobytych górą dla Bills był biegacz Ty Johnson. Po stronie przegranych pięć przyłożeń (do pięciu różnych zawodników) i prawie 500 jardów górą zdobył Jared Goff, a 193 z tych jardów to zasługa Amon-Ry St. Browna. Pomimo 17-punktowego prowadzenia w trzeciej kwarcie, Buffalo dopiero 12 sekund przed końcem zagwarantowało sobie zwycięstwo. A Josh Allen przypieczętował swoją kampanię po statuetkę MVP kolejnym bezbłędnym występem przeciwko silnemu rywalowi. W ciągu miesiąca jego Bills pokonali niezwyciężonych do tamtego momentu Chiefs, a teraz mających serię jedenastu wygranych z rzędu Lions.
TS: Lamar Jackson
Jackson i spółka rozegrali w niedzielę kolejne świetne spotkanie. Z Giants nietrudno o dobry wynik, jednak Ravens nie spoczywają na laurach. A na pewno nie Lamar. Podczas meczu wykonał 21/25 kompletnych podań (84% skuteczności), zdobył 290 jardów i nie zaliczył żadnej straty. To jego szósty mecz w karierze, w którym ma na koncie przynajmniej pięć przyłożeń i zero przechwytów. Podobnymi osiągnięciami mogą pochwalić się tylko Tom Brady i Drew Brees, którzy mają po osiem takich spotkań w swoich karierach. Co ciekawe, Brady miał 40 lat kiedy dorobił się sześciu takich meczów, a Brees 34. Lamar ma ‘dopiero’ 27. Ale to nie wszystko, QB Ravens wybiegał w niedziele również 65 jardów. Dzięki temu przekroczył 6000 wybieganych jardów w karierze (ma ich dokładnie 6001). Dołączył tym samym do Michalea Vicka, którzy jako jedyni rozgrywający w historii NFL wybiegali ponad 6 tys. jardów.
*
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories