Skip to content

WIELCY WYGRANI I JESZCZE WIĘKSI PRZEGRANI PO WEEK 3

Po dwóch tygodniach rozgrywek można mniej więcej wywnioskować w jakim kierunku zmierza dana drużyna. Po trzech można zobaczyć czy ekipa zmierza w danym kierunku, czy totalnie zmieniła tor. Niektórzy cieszą się bilansem 3-0, inni załamują ręce przy 0-3, a jeszcze inni zachowują umiarkowany optymizm albo pesymizm przy bilansach 2-1 albo 1-2. Zobaczmy zatem kto na początku sezonu złapał wiatr w żagle, kto dopiero budzi się z offseasonowego snu, a komu pali się grunt pod nogami. Tekst Igor Białecki.

***

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk -> Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

THE GREATEST SHOW ON TURF 2.0 – MIAMI DOLPHINS (3-0)

Chyba niewiele się pomylę nazywając tak ofensywę dowodzoną przez Mike’a McDaniela. Zabójcze trio Tua – Hill – Waddle dzieli i rządzi w grze podaniowej przyprawiając o ból głowy wszystkie defensywy w lidze. W grze dołem obrońcami kręci Raheem Mostert, a w tym tygodniu zabłysnął rookie Devon Achane. I nareszcie defensywa pod skrzydłami Vica Fangio nie odstaje i atak nie musi dźwigać całego ciężaru meczu na swoich barkach jak to było rok temu. Jednak prawdziwy sprawdzian dla obrony dopiero przed nią, bo w week 4 Dolphins zmierzą się z zawsze groźnymi Bills i Joshem Allenem i myślę, że to przede wszystkim w tym meczu ekipa z Miami odczuję brak Jalena Ramseya i Allen (jeśli nie włączy swojego trybu “cegły”) może to wykorzystać swoimi długimi podaniami. Jednak Dolphins jak do tej pory nie można odmówić w ataku dwóch rzeczy: efektywności i efektowności.  Jest zarówno widowiskowo, jak i przede wszystkim skutecznie co odzwierciedlają wyniki. Tyreek Hill mimo wieku dalej jest jednym z trzech najlepszych skrzydłowych w lidze. Jalen Waddle zostaje trochę w cieniu Hilla, ale nie można mu odmówić wkładu w wyniki zespołu. A Tua, co tu dużo mówić? Pokazuje, że mimo wstrząsów mózgu z poprzedniego sezonu dalej jest jednym z najlepszych rozgrywających w NFL i na razie jednym z głównych kandydatów do MVP. Po trzech spotkaniach przekroczył granicę 1000 jardów w sezonie, a na dodatek w meczu z Broncos zakończonym istnym pogromem na drużynie z Denver (70-20) Tagovaiole zastąpił Mike White. Niech w Miami dopisze wszystkim zdrowie i będziemy przez resztę sezonu oglądali jedną z najbardziej energicznych i widowiskowych drużyn, której ambicje w tym sezonie sięgają naprawdę wysoko.

BILANS LEPSZY NIŻ GRA? – PHILADELPHIA EAGLES (3-0)

Finaliści tegorocznego Super Bowl znów zaczęli z wysokiego “C” i po trzech tygodniach należą do wąskiego grona niepokonanych drużyn. Ale trzeba sobie szczerze powiedzieć, że tak jak rok temu Eagles wyglądali na totalnych dominatorów po obu stronach piłki, tak teraz ciężko powiedzieć, żeby któreś z ich dotychczasowych zwycięstw było przekonujące. O ile obrona dalej stoi na tym samym elitarnym poziomie, tak w ataku widać brak Stecha Steichena, który objął posadę głównego trenera Indianapolis Colts. Nowy koordynator ofensywy w postaci Briana Johnsona wyraźnie stawia na bardziej konserwatywną grę biegową, starając się jednocześnie wykorzystać bardzo dobrą linię ofensywną. Eagles mają najwięcej prób biegowych w całej lidze (113) i drugą największą ilość zdobytych jardów po biegach (557 yds – więcej mają tylko Miami Dolphins). Jednak przy tylu próbach i jardach mają tylko 4 przyłożenia dołem, co oznacza, że w decydujących momentach gra biegowa zawodzi. Jeśli chodzi o grę górą, to tutaj nie wygląda to tak kolorowo jak rok temu. Jalenowi Hurtsowi jak na razie daleko do szczytu swojej formy z poprzedniego sezonu; przy podaniach na 640 jardów rzucił jak do tej pory trzy przyłożenia, ale jednocześnie trzy przechwyty. Od jednego z kandydatów do MVP 2022 jednak powinno oczekiwać się więcej. We wszystkich trzech dotychczasowych spotkaniach Eagles byli zdecydowanymi faworytami nie tylko u bukmacherów, a mimo to dwa z nich wygrali różnicą jednego posiadania. Patrząc na kalendarz drużyny z Philadelphii i na grę dywizyjnych rywali, stać ją na wygranie NFC East. Pytanie czy będzie ich stać na powtórzenie wyniku sprzed roku?

KOLEJNY ROK  W SF – SAN FRANCISCO 49ERS (3-0)

Ostatnia drużyna, która w week 4 wejdzie z bilansem trzech zwycięstw. Jak na razie 49ers zdają się być najbardziej kompletną drużyną w całej NFC, gdzie ciężko w zasadzie wskazać pozycję, na której byłyby widoczne braki – zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Christian McCaffrey znów udowadnia, że jest jednym z najlepszych i najbardziej wszechstronnych RB w lidze. Mają rozgrywającego na rookie kontrakcie z siódmej rundy (czyli pewnie ledwo stać go na wynajęcie mieszkania w SF), któremu w grze podaniowej asystują Brandon Aiyuk, Deebo Samuel oraz George Kittle, czyli ligowa czołówka. Bardzo mocna obrona jest jeszcze mocniejsza po offseasonowych wzmocnieniach. Co tu więcej dodać? W  San Francisco zaczynają kolejny już marsz po pierwsze trofeum Lombardiego od 1995 r. W 2020 r. dotarli do Super Bowl przegrywając 21-31 z Chiefs, w zeszłym sezonie seria kontuzji sprawiła, że w finale konferencji NFC praktycznie nie mieli szans przeciwko Eagles. Jak będzie w tym roku? Wydaje się w walce o Lombardiego jedyne co może przeszkodzić 49ers, to brak głębi składu i potencjalne kontuzje, które prędzej czy później dotykają każdego.

W TYM MIEJSCU MIELI BYĆ COWBOYS – ARIZONA CARDINALS (1-2)

Szanuję, że Cardinals poświęcili jeden mecz tankowania po Caleba Williamsa, po to żeby kibice reszty zespołów znów mogli pośmiać się z Cowboys (przykro mi fani drużyny z Dallas, może za trzy tygodnie napisze o waszej drużynie). I to nie tak, że nie lubię Cowboys, wręcz przeciwnie – życzę im żeby to był w końcu TEN SEZON. Ale wracając do Cardinals. To że tankują wie każdy, ale nie każdy wie, że tankując można przyzwoicie grać. A tak właśnie robią Cardinals, mimo że jest to zbieranina praktycznie samych anonimowych zawodników, a ich rozgrywającym jest gość, dla którego jest szósty klub w jego sześcioletniej karierze. Fakt – przegrywają, ale robią to walcząc. Być może Cardinals chcą pokazać Williamsowi, że organizacja wcale tak źle nie funkcjonuje, a Jonathan Gannon chce udowodnić, że zasłużył sobie na posadę trenera głównego. Prawdopodobnie nie będzie więcej momentów żeby wspominać o drużynie z Phoenix w tym sezonie, dlatego pisze o nich kiedy nadarza się okazja.

MŁODA KREW I ZMIANA WARTY – GREEN BAY PACKERS (2-1)

Nowa epoka w Green Bay zaczęła się bardzo ciekawie. Jordan Love został kolejnym po Brecie Favre’rze i Aaronie Rodgersie “właścicielem” Bears. Następnie minimalna porażka z Falcons, gdzie do ostatnich minut GB walczyło o zwycięstwo, a następnie przegrywając z Saints 17:0 w czwartej kwarcie poprowadził Packers z piekła do nieba i dał im zwycięstwo 18:17 (dalej boli). Każdy zastanawiał się jak będzie wyglądał Love po trzech latach siedzenia na ławce i obserwowania Rodgersa w akcji, ale na razie Love sam rozwiewa te wątpliwości grając jak z nut. Atak mimo straty w offseasonie swojego WR1 w postaci Allena Lazarda, praktycznie nie odczuwa jego nieobecności dzięki trójce młodych skrzydłowych – Jaydena Reeda, Romeo Doubsa oraz Dontayviona Wicksa. Do nich dochodzi jeszcze dobrze zapowiadający się TE Luke Musgrave. Obrona jeszcze nie dorównuje ofensywie, ale zdecydowanie ma potencjał na bycie dobrą defensywą. W Zielonej Zatoce nie zapowiada się na przebudowę, a raczej na remont, gdzie trzeba wymienić parę niedziałających rzeczy i wtedy Packers znów mogą stać się znaczącą siłą NFC. Na razie stać ich na rywalizację z Lions o dywizję.

POWRÓT DO ŻYWYCH? – CLEVELAND BROWNS (2-1)

Być może to jest właśnie ten sezon, kiedy NFL przypomni sobie o istnieniu Browns w innym kontekście niż tylko absurdalnego kontraktu dla napastnika seksual… znaczy się Deshaun Watsona. Watson po 11 meczach zawieszenia w zeszłym roku, ma szansę rozegrać pełny sezon w nowej drużynie i pokazać się z lepszej strony niż w ostatnich  spotkaniach sezonu 2022, kiedy to wyglądał gorzej niż zastępujący go do tej pory Jacoby Brissett. W meczu z Titans Watson natomiast pokazał przebłyski dawnego siebie i walnie przyczynił się do zwycięstwa nad ekipą z Nashville. Pytanie czy był to jednorazowy wystrzał, czy może Watson przypomniał sobie jak gra się futbolówką? Mimo to, dalej nie dowodzi swojej wartości, na jaką wskazuje jego olbrzymi kontrakt. A jak wygląda reszta ekipy z Ohio? Na pewno lepiej niż przed rokiem. Przede wszystkim bardzo solidną obronę przestał ograniczać defensywny koordynator Joe Woods, co widać po wynikach, w które defensywa ma większy wkład niż atak, który na dodatek przez resztę sezonu będzie musiał radzić sobie bez Nicka Chubba. Kto wie? Może w tym roku play offy wrócą do Cleveland?

POKAŻ NA CO CIĘ STAĆ – INDIANAPOLIS COLTS (2-1)

Zadziwiająco dobry początek Źrebaków, którzy na dodatek w week 3 bez swojego nominalnego QB pokonali faworyzowanych Baltimore Ravens. Colts mogą okazać się nie tacy słabi, na jakich zapowiadali się przed sezonem. Pod wodzą nowego HC Stecha Steichena ich ofensywa potrafi ukąsić nawet jeśli na rozegranie musi wejść Gardner Minshew. Obrona podań stoi na przyzwoitym poziomie, jednak gorzej radzi sobie z obroną biegów. Bardzo dobry draft i mądre ruchy w offseasonie sprawiły, że o dziwo jakoś Colts funkcjonują (chyba pierwszy raz od ostatniego meczu Andrew Lucka). Jeśli Richardson będzie zdrowy Źrebaki mogą wyrosnąć w czarnego konia sezonu i urwać parę zwycięstw faworytom.

SYGNAŁY ALARMOWE – JACKSONVILLE JAGUARS (1-2)

Po zaskakująco udanym sezonie 2022, w którym Jaguars pod koniec szturmem wygrali dywizję AFC South i zatrzymali się dopiero w Divisional round na przyszłych mistrzach NFL, oczekiwania na ten rok są jasne. Wejście do play offów przy obecnej “sile” dywizji wydawało się nie tyle co możliwością, a wręcz obowiązkiem. Ale jak pokazały pierwsze trzy mecze ekipy z Duval – może to być trudniejsze niż sądzono. W week 1 Jaguars pokonali na wyjeździe Colts 31:21 i choć wynik jest przekonujący, to jednak sama gra Jaguarów po obu stronach piłki budziła pewne wątpliwości. W week 2 mierzyli się z Chiefs u siebie, tutaj porażka wchodziła w rachubę, ale mimo wszystko przy obecnej grze Chiefs byli oni jak najbardziej do pokonania – Jaguars nie wykorzystali swoich okazji. Natomiast mecz z Texans powinien odejść w zapomnienie. Obrona w ogóle nie dawała sobie rady z długimi podaniami C. J. Strouda, a atak z Trevorem Lawrencem na czele został skutecznie stłumiony. Ukoronowaniem tego spotkania jest akcja po której Texans zdobyli przyłożenie z akcji powrotnej fullbacka. Obrona Jaguars tak jak i rok temu dalej ma więcej znaków zapytania, niż pewniaków na swoich pozycjach, a Trevor Lawrence musi zacząć przypominać Trevora Lawrence’a z końcówki poprzedniego sezonu, a nie z jego początku. Z resztą może obserwujemy powtórkę z sezonu 2022, który Jaguars zaczęli bardzo przeciętnie żeby nie powiedzieć słabo, a potem Pederson i spółka odpalili? Na to może się zanosić patrząc na spotkania z Falcons, Bills czy Colts w następnych trzech tygodniach.

STUDENT NA WYKŁADZIE W PONIEDZIAŁEK O 8 RANO – CINCINNATI BENGALS (1-2)

To już chyba tradycja, że Bengals z Joe Burrowem w sezon wchodzą na potężnym kacu i grają po prostu słabo. W spotkaniu z Browns Burrow świeżo po wyleczeniu kontuzji łydki zagrał swoje prawdopodobnie najgorszy mecz w karierze i Bengals zasłużenie dostali łomot. Ze słabo grającymi Ravens, Burrow zagrał nieco lepiej niż tydzień wcześniej, ale dalej nie były to wybitne zawody (delikatnie mówiąc). W końcu z Rams ruszyła maszyna, która minimalnie pokonała ekipę z Los Angeles, mimo – jakby mogło się wydawać – wyraźnej różnicy klas. Gdyby spotkanie z Rams zakończyło się porażką Bengals, już nie mówilibyśmy o problemach, tylko o poważnym kryzysie, który znacząco utrudniłby awans do play offów drużynie, która od paru lat jest wymieniana w gronie kandydatów do Super Bowl. Co gorsza oba przegrane spotkania ekipy z Cinncy, to mecze wewnątrz dywizji, co może wpłynąć na potencjalne tie breakery. Fani Bengals jednak bardziej niż o awans do play offów powinni martwić się tym żeby Joe Burrow bardziej nie pogłębił kontuzji, która widocznie przeszkadzała mu we wszystkich trzech meczach – wtedy już będzie można mówić o zakończonym sezonie dla całej drużyny.

CZEKAJ, CO? COMMANDERS MAJĄ BILANS 2-1?  

A dobra to tylko zwycięstwa z Broncos i Cardinals, a potem pogrom od Bills, jedziemy dalej.

BACK TO REALITY – NEW YORK JETS (1-2)

Przyjście Aarona Rodgersa skutecznie nakręciło hype train Jets przed sezonem. Każdy wyobrażał sobie jak ofensywa Jets będzie działać z Rodgersem jako głównodowodzącym –  w końcu ich atak nie jest tak słaby jak mogłoby się wydawać. Nadszedł ten dzień – MNF i mecz Bills. Po czym cały hype na Jets wykoleił się po czterech snapach. Aaron Rodgers zerwał Achillesa i zakończył sezon zanim na dobre go rozpoczął. Natomiast kibice Jets przeżywają dejavu, gdyż do gry wrócił potężny Zach Wilson. I co prawda Jets wygrali ten pojedynek z Bills po emocjonującej dogrywce, jednak bardziej do zwycięstwa ekipy z Nowego Jorku przyczynił się Josh Allen, który rzucił trzy przechwyty, niż Zach Wilson, który grał jak… Zach Wilson, a następne dwa przegrane spotkania z Cowboys i Patriots nie wlewają choćby kropli nadziei. Ten sezon na nieszczęście dla Jets prawdopodobnie nie będzie się zbytnio różnił od poprzedniego, czy w ogóle od ostatnich… 10 sezonów?

A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE… – DENVER BRONCOS (0-3) 

Przyjście Seana Paytona miało rozwiązać wszelkie problemy w Denver, które trapiły Broncos praktycznie od przejścia Peytona Manninga na emeryturę. Misją nr 1 byłego head coacha Saints jest jednak “naprawienie” Russella Wilsona, za którego rok temu Broncos oddali diabelski okup do Seahawks. Tymczasem jedyne czym do tej pory zabłysnął Wilson w Denver to swoim słynnym “Broncos country let’s ride!”. Po przyjściu Paytona widoczna jest wyraźna poprawa w grze Russella – fakt nie jest to poziom, który prezentował w swoich najlepszych latach w  Seahawks, ale lepsze to niż nic. Natomiast przyzwoita gra Wilsona nie wystarczy żeby pokonać nawet Raiders czy Commanders, o Dolphins nawet nie wspominając. Występ w Miami chyba do końca kariery Seana Paytona będzie się za nim ciągnął i dobrze pokazuje, że problemy Broncos to coś więcej niż sztab szkoleniowy czy słaba dyspozycja zawodników. Na play offy w tym sezonie raczej nie ma co liczyć patrząc na ogólną siłę AFC, a skoro Broncos nie potrafią wygrać z takimi Commanders to o czym my mówimy? Jednocześnie raczej nie ma co nastawiać na tankowanie, bo jest to za mocny skład na to, a i Sean Payton nie po to wrócił z “emerytury” żeby mieć bilans na dużym minusie i przymierzać się do jak najwyższego picku w drafcie.

KARMA WRACA – MINNESOTA VIKINGS (0-3)

11-0 – taki bilans Vikings mieli w zeszłym sezonie w meczach, które zostały rozstrzygnięte różnicą jednego posiadania i ustanowili w tej kategorii rekord NFL. 0-3 – taki w tej chwili mają bilans Vikings w meczach, które zostały rozstrzygnięte różnicą jednego posiadania. Zaskakująca porażka u siebie z Buccaneers, przegrana z Eagles i w końcu porażka po wyrównanym pojedynku z Chargers, którzy mieli bilans 0-2. I tak – Chargers nie trafili na tą listę tylko dlatego, że wygrali z Vikings. Co jednak dzieje się w Minneapolis, że nagle w wyrównanych pojedynkach Wikingowie przegrywają? Problemu według mnie należy doszukiwać się w dwóch formacjach: w linii ofensywnej oraz obronie. Już rok temu OL Vikings “zabłysnęło” w wielu akcjach, a iście memiczną sytuacją została ta, w której jeden z liniowych przy blokowaniu nadepnął na stopę Kirka Cousinsa, co skończyło się “samobójczym” sackiem. W tym roku lepiej nie jest i należy sobie zadać pytanie czy nie jest przypadkiem gorzej. Zawodzi cała defensywa, która przepuszcza praktycznie każdą akcję rywali. Jedynym, który w tej obronie się wyróżnia jest tegoroczny niewydraftowany wolny agent – Ivan Pace. Zawodzi również gra biegowa, gdzie trzech graczy w trzech meczach zdobyło łącznie 199 jardów i w ten sposób zdobyto zaledwie 9 pierwszych prób i ani jednego przyłożenia. Z Rams ściągnięto Cama Akersa w nadziei na poprawę tego elementu, ale z taką linią ofensywną może być ciężko. Kolejny – trywialny, ale nie mniej ważny – czynnik porażek Wikingów to… wyczerpanie limitu szczęścia. Naprawdę. W sporcie na nic zdadzą się umiejętności i talent, jeśli nie masz choć odrobiny szczęścia. A w zeszłym sezonie Vikings mieli go naprawdę sporo. A teraz? Mnóstwo strat, które ważyły o wyniku spotkania (tylko wspomnieć o fumble na linii pola punktowego w meczu z Chargers). Wkrótce ich bilans pewnie będzie wyglądał lepiej zważając na to, że następny mecz grają z Panthers, a i oni sami powinni już się ograć, a ich terminarz nie wygląda aż tak źle. Pytanie tylko czy tą drużynę znów stać na grę w play offach?

DZIECI WE MGLE – CHICAGO BEARS (0-3)

W Wietrznym Mieście nikt się nie łudził na wygranie dywizji czy nawet na dodatni bilans, jednak każdy oczekiwał więcej od podopiecznych Matta Eberflusa. Patrząc na wybory w drafcie i na to kogo Bears ściągnęli z wolnej agentury, to każdy myślał, że będzie po prostu lepiej. Niekoniecznie będą wygrywać mecze, ale chociaż podejmą walkę. Tymczasem po trzech tygodniach nie widać ani wyników, ani woli walki. Chicago mimo wyraźnych wzmocnień zatrzymało się w tym miejscu, gdzie byli rok temu – nie widać rozwijającej się drużyny. Z samej wolnej agentury ściągnęli LB Tremaine Edmundsa, G Nate’a Davisa, DE DeMarcusa Walkera, LB T.J. Edwardsa, DE Yannick Ngakoue czy RB D’Onta Foremana. Nazwiska może nie gwiazdorskie (poza Edmundsem), ale dalej robiące wrażenie. Mówiło się, że Justin Fields tak mało podaje, bo nie ma do kogo. I fakt – w poprzednim sezonie jedyną sensowną opcją podaniową dla Fieldsa był Chase Claypool, co rywale często wykorzystywali, bo wystarczyło kryć Claypoola i Fields był wręcz zmuszony do biegania. Ewentualnie zostawał jeszcze TE Cole Kmet. Ale teraz nie ma wymówek – w wymianie z Panthers Bears pozyskali DJ Moore’a, w ostatni rok debiutanckiego kontraktu wchodzi Darnell Mooney, który powinien się już rozwinąć w przyzwoitego skrzydłowego. A co robi Justin Fields? Biega. I biega. Biega jeszcze więcej. NIe tak to miało wyglądać. Fields mimo, że zaczyna swój trzeci sezon w NFL dalej ma problemy z podstawami gry na rozegraniu; nie potrafi czytać defensywy, źle pracuje w kieszeni – jak zauważył J.T O’Sullivan Fields za wolno pracuje stopami, przez co dociera za późno na szczyt swojego dropbacku i burzy synchronizację akcji ze skrzydłowymi. Mało tego – Fieldsowi zdarza się biec, mimo tego, że jakimś cudem będzie wiał WR na wolnej pozycji. Kibice Bears będą się musieli przyzwyczaić, że Justin Fields nie jest ich franchise QB. Duży znak zapytania wisi również nad sztabem szkoleniowym, który a) nie dba o prawidłowy rozwój zawodników (patrz: Justin Fields), b) nie ma pomysłu na grę, przez co Bears na boisku wyglądają jak zbieranina losowych osób z ulicy, którym rzucono piłkę i powiedziano “grajcie”, c) jest jednym wielkim burdelem (nie w znaczeniu dosłownym). Nie zdziwię się jeśli za trzy tygodnie po meczu z Commanders będę pisał o Mattcie Eberflusie jako o byłym szkoleniowcu Niedźwiadków. Jeśli śledziliście ligowe newsy to na pewno trafiliście na informację o zamieszaniu wokół rezygnacji DC Bears. Facet najpierw znika bez śladu, potem do mediów docierają informację o nalocie FBI na jego mieszkanie, a potem korespondencyjnie sam rezygnuje z posady z powodów “zdrowotnych i rodzinnych”. Do tego cyrku na kółkach brakowało, żeby ktoś włamał się na Soldier Field i ukradł sprzęt sportowy wart blisko 100 tys. dolarów. Chwila, przecież to też się wydarzyło. Quo Vadis Bears?

Trzy tygodnie, to co prawda za wcześnie żeby kogoś koronować na mistrza, a kogoś innego typować do jedynki draftu (no dobra i tak wiadomo, że będą to Cardinals), ale jest to tydzień w którym można określić w jakim kierunku kto zmierza. Jest to szczególnie ważny tydzień dla drużyn z bilansem 0-3, ponieważ jak pokazuje historia, ciężko wyjść z takiego dołka. Od 1980 r. tylko sześć drużyn w historii z bilansem 0-3 na start awansowało do play offów (1981 – Jets, 1982 – Buccaneers, 1992 – Chargers, 1995 – Lions, 1998 – Bills i 2018 – Texans). Jak widać jest bardziej niż ciężko. Najbliższe tygodnie zweryfikują również formę drużyn niepokonanych, czy po prostu kontenderów do mistrzostwa. Jedno jest pewne – będzie się działo.

Autor: Igor Białecki

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/ 

Polecamy też nasz gorący podcast, z podsumowaniem week 3, zapowiedzią week 4 oraz analizą sytuacji Denver Broncos i Chicago Bears. 

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej