Wszyscy ludzie Shanahana. Czy wygra w końcu swój wymarzony pierścień?
Czy można być uznawanym za ofensywnego guru i jednego z najlepszych trenerów w lidze, a jednocześnie tego, który nie potrafi dokończyć dzieła i osiągnąć najważniejszego sukcesu w futbolu? Czy można odmienić swoim stylem całą ligę i wypuścić spod swojej ręki tonę zdolnych trenerów tylko po to, by niektórzy z nich zdążyli już osiągnąć więcej? Można, jeśli mówimy o trenerze San Francisco 49ers, Kyle’u Shanahanie. Jego talent odmienił NFL na kilka sposób, ale nie dał mu jeszcze mistrzowskiego pierścienia. Czy to się w końcu zmieni?
*****
Na wstępie, zapraszamy na najnowszy odcinek naszego podcastu. Gdzie również jest zapowiedź meczu Super Bowl!
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
*****
Shanahan żył futbolem od małego i ktoś mógłby rzec, że nic w tym zaskakującego – robią tak miliony Amerykanów, a przecież nie każdy z tego powodu zostaje futbolistą czy trenerem. Jednak w tym wypadku była to inna sytuacja – w końcu jego ojcem był Mike Shanahan, legendarny trener, który spędził w NFL prawie 25 lat, był head coachem trzech różnych drużyn, w tym Denver Broncos, z którymi dwukrotnie wygrywał Super Bowl, kiedy Kyle był w liceum. Taki autorytet sprawił, że młody Shanahan od początku wiedział znacznie więcej o „X’s and Os” (sprawach taktycznych), niż ktokolwiek mógłby się spodziewać po nastolatku. Co ciekawe, kiedy w końcu zdecydował się zacząć trenować (to w zasadzie było nieuniknione), wcale nie trafił do sztabu swojego ojca. Zaczynał u Jona Grudena w Tampa Bay Buccaneers (2004-05) i dopiero potem doszedł do miana ofensywnego koordynatora (2008-09) w Houston Texans, pod wodzą Gary’ego Kubiaka, czyli byłego asystenta starszego z Shanahanów. Jeśli zastanawiacie się, jakim cudem Kyle jest na takim poziomie tyle lat, a wciąż zdaje się być całkiem młodym trenerem, to odpowiedź jest prosta – jego ofensywny umysł pozwolił mu na zostanie koordynatorem jeszcze przed trzydziestką.
Do sztabu ojca trafił dopiero w 2010 roku, kiedy ten objął Washington Commanders, znanych wówczas jako Redskins. Jeśli śledzicie NFL w mediach społecznościowych, to pewnie natknęliście się wielokrotnie na skład trenerski ekipy ze stolicy USA w tamtych czasach (2010-2013).
The 2013 Washington coaching staff graphic will never escape. pic.twitter.com/kzLk16GTCK
— Ari Meirov (@MySportsUpdate) January 7, 2024
W NFL często mówi się o „drzewkach trenerskich” danych head coachów, którzy poprzez swoich asystentów mają wpływ na ligę na wiele różnych sposobów. Starszy z Shanahanów ma i będzie miał go jeszcze bardzo długo – w końcu do jego drzewka należą jego syn czy Gary Kubiak, od których odchodzą kolejne „gałęzie”. Podobnie jest w kwestii Kyle’a. Część trenerów odeszła na swoje bezpośrednio ze sztabu drużyny z Waszyngtonu (np. Sean McVay), więc w teorii nie należą do drzewka Kyle’a, a jego ojca i innych, jednak wiadomym jest, że każde z tych niezwykle istotnych w NFL nazwisk (McVay – HC Los Angeles Rams, Matt LaFleur – HC Green Bay Packers, Mike McDaniel – HC Miami Dolphins, Bobby Slowik – ofensywny koordynator Houston Texans, kandydat na HC, wcześniej u Shanahana w 49ers) pracowało w ofensywie należącej do Kyle’a jako jego asystenci i to od niego nauczyli się wielu z tych rzeczy, które wprowadzali później w swoich zespołach. McVaya wielu stawia już na równi z Shanahanem, niektórzy nawet wyżej ze względu na zdobyte z Rams mistrzostwo. McVay ma już zresztą swoje drzewko (jako jego asystenci pracę w roli HC dostali Zac Taylor w Cincinnati Bengals i Kevin O’Connell w Minnesota Vikings), a jego ofensywa nie jest dokładnie tą Shanahana i lekko ją zmodyfikował, jednak ich wspólnej przyszłości rozdzielić się nie da.
Fakt, że McVay został najmłodszym head coachem w historii ligi, doszedł do Super Bowl już dwa razy i ma pierścień mistrzowski, a jednocześnie jest stawiany na równi lub powyżej Shanahana, musi trenera San Francisco 49ers nieco uwierać, nawet mimo ich dobrej znajomości. Shanahan regularnie wygrywa z McVayem w meczach dywizyjnych, ale pierścień ma ten drugi.
Co może jeszcze uwierać to fakt, że przylgnęła do niego łatka nieumiejącego dokończyć dzieła – w Super Bowl Shanahan był już bowiem dwukrotnie. Raz jako ofensywny koordynator Atlanta Falcons w sezonie 2016 – tak, to ten słynny mecz, w którym Falcons przegrali z New England Patriots, mimo że prowadzili już 28-3 pod koniec trzeciej kwarty. Co więcej, największą winą obarczono właśnie Shanahana – gdyby Falcons częściej używali gry biegowej, szczególnie w kluczowym momencie w czwartej kwarcie przy stanie 28-20, Falcons mogliby zabrać Patriots czas potrzebny na powrót, a nawet kopnąć za trzy punkty i zamknąć spotkanie. Mimo tego Shanahan został trenerem głównym San Francisco 49ers zaledwie dzień po tym meczu.
W 49ers także doszedł już do Super Bowl – w sezonie 2019 prowadził z Kansas City Chiefs 20-10 na początku czwartej kwarty. Nie była to taka przewaga jak ta w Falcons, ale kolejna stracona szansa została zapisana na jego konto.
Ofensywa Shanahana od lat jest uznawana za najbardziej kreatywną w lidze. Kyle nie do końca stworzył ją od zera – to zmodernizowany atak jego ojca. Bieganie w stylu „outside zone”, poleganie na połączeniu gry biegowej z grą podaniową, play-action (w dużym uproszczeniu – zmyłki biegowo-podaniowe) i stworzenie systemu niezwykle korzystnego dla rozgrywającego, który musi tylko i aż podejmować dobre decyzje, bo resztę ma za zadanie załatwić talent i system dookoła niego. Dlatego też ludzie z drzewka Shanahana stali się w lidze tak pożądani – znaleźć elitarnego rozgrywającego nie jest łatwo, więc lepiej zbudować atak, do którego go nie potrzeba.
Jednak czy na pewno? System nie zawsze działa tak, jak trzeba. Przez lata w San Francisco najlepszym rozgrywającym, jakiego miał do dyspozycji Shanahan, był Jimmy Garoppolo, który bez Kyle’a spisywał się co najwyżej przeciętnie. To zabolało w Super Bowl, kiedy na pogoń Chiefs zabrakło odpowiedzi i bolało za każdym razem, jak cokolwiek wymykało się spod kontroli. Dopiero z Detroit Lions przed dwoma tygodniami Shanahan przeprowadził pierwszą tak skuteczną pogoń za wynikiem. Wcześniej był znany z tego, że jest perfekcyjny jak drużyna prowadzi, gorzej jak trzeba gonić. A może nie o jego perfekcję chodzi, a o brak rozgrywającego, który potrafi tego dokonać?
Garoppolo był najlepszym rozgrywającym Shanahana w 49ers do czasów fantastycznej i niespodziewanej historii Brocka Purdy’ego. Zawodnik wybrany z ostatnim wyborem draftu 2022 aktualnie dzieli fanów futbolu – jedni uważali go w trakcie sezonu regularnego za wartego nawet MVP, inni traktują jako kolejny wytwór systemu Shanahana. Prawda leży pewnie gdzieś po środku – faktycznie, przyjazny rozgrywającym system Shanahana nadal działa, a ofensywny talent wokół Purdy’ego, na czele z biegaczem Christianem McCaffreyem, tight endem George’em Kittlem i skrzydłowymi Deebo Samuelem i Brandonem Aiyukiem, jest jedną z najlepszych grup w lidze. Z drugiej strony Purdy gra w tym sezonie bardzo dobrze i nawet jeśli nie szło mu najlepiej w obu play-offowych meczach, to koniec końców potrafił zagrać jedną czy dwie serie, które zadecydowały o zwycięstwie drużyny – czego nie można powiedzieć o żadnym rozgrywającym Shanahana w 49ers. Pomogła bardzo mocna drużyna – gdyby nie ona, to Purdy nie miałby już okazji na wykończenie obydwu spotkań, ale bez niego skończyłoby się to pewnie odpadnięciem w którymś z meczów. Rozgrywający nie tylko siedzi na tylnim siedzeniu i nie robi błędów, ale potrafi też dodać coś od siebie.
Czy w takim razie drugie Super Bowl w roli head coacha będzie w końcu tym wymarzonym? 49ers znowu grają z Chiefs, więc jest szansa na rewanż. Aktualni 49ers mogą być najmocniejszą drużyną, jaką kiedykolwiek stworzył Shanahan, jednak po drugiej stronie są Andy Reid i Patrick Mahomes – czwarte Super Bowl w ciągu ostatnich pięciu lat, dwa wygrane, ogromne doświadczenie na tym etapie rozgrywek. Kansas City Chiefs nie pomogą w wygraniu tego meczu – można ich pokonać, ale trzeba to zrobić samemu, bo błędy z drugiej strony mogą nie przyjść nawet przez cały mecz.
W roku 2024 asystenci Shanahana dalej są pożądani. Obok tych ofensywnych – McVaya, LaFleura, McDaniela, Slowika – są jeszcze defensywni jak Robert Saleh (HC New York Jets) czy Demeco Ryans, który w swoim pierwszym sezonie jako HC Texans zajął drugie miejsce w głosowaniu na trenera roku. Kolejni są zatrudniani – dosłownie przed kilkoma dniami Klint Kubiak (syn Gary’ego – te rodziny mocno się przeplatają) został ofensywnym koordynatorem New Orleans Saints przechodząc prosto ze sztabu 49ers. System Shanahana nie jest już tym samym systemem – Kyle zaczął go modyfikować, kiedy obrony innych drużyn się do niego przyzwyczaiły (to samo zrobił np. McVay), co też świadczy o jego umiejętnościach. Jednak nadal jest być może najpopularniejszym systemem ofensywnym w lidze – każdy chce go mieć, ale nie każdy potrafi wprowadzić.
Mimo to „oryginalny Shanahan” pierścienia jeszcze nie ma. Ma jednak na to kolejną szansę – zwycięstwo nad Chiefs zrzuciłoby z jego serca nie kamień, ale sporej wielkości głaz. I zadało kłam wielu teoriom na jego temat. Czy drużyna Shanahana dokończy dzieła?
Autor: Jakub Kazula
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy