Wywiad NFLPolska – Karolina Janas
Po raz 10. Panthers Wrocław zmierzą się z Vienną Vikings w międzynarodowej rywalizacji. Tym razem stawką jest Gold Bowl! O kulisach spotkania, na chwilę przed pierwszymi gwizdkami sędziów, opowiedziała Karolowi Potaś wiceprezes Panthers Karolina Janas. I już na wstępie przyznała, że to najważniejszy dzień i mecz w historii klubu. Zapraszamy! Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać. ***
Niedziela i 10. w historii mecz z Vienną Vikings jest najważniejszym dniem w historii Panthers?
Zdecydowanie. O ile jeszcze tydzień temu, podczas półfinału, mówiłam, że jest to jedno z najważniejszych spotkań w historii naszego klubu, o tyle teraz mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że w niedzielę czeka nas najważniejszy mecz w dziejach Panthers Wrocław.
Czy ono będzie niosło za sobą konsekwencje organizacyjnie?
Zawsze może to nieść konsekwencje. Również, jeśli wygramy. Tak naprawdę czeka nas całosezonowa ewaluacja, zdecydujemy co zmieniamy, co zostawiamy. Nigdy nie ma tak, by nie było przestrzeni do bycia jeszcze lepszymi. Także organizacyjnie, wraz z nabytym doświadczeniem.
W jaki sposób zespół przygotowywał się do finału?
W dokładnie taki sposób jak przygotowywaliśmy się do tej pory na każdy weekend. Jeżeli nasze metody przynosiły określone efekty, a chyba można powiedzieć po tych dwóch wielkich wygranych w tym miesiącu, że przynosiło to skutki, to nie wprowadzaliśmy jakichś drastycznych zmian. Jedyną rzeczą, która tak naprawdę odróżniała nasze tradycyjne przygotowania, było dołożenie jeszcze jednego lekkiego treningu, we wtorek, bo zazwyczaj trenujemy w środy i czwartki.
Ale z tego co wiem, na spotkanie lecicie samolotem, co też nie jest codziennością. Więc trochę jednak inaczej wyglądają te przygotowania.
I tak i nie, bo już lecieliśmy w tym roku samolotem trzy razy, więc paradoksalnie najtrudniejszym elementem tej układanki było znalezienie połączenia w przyzwoitych cenach, w tak krótkim czasie. A to nie są rzeczy, które się robi z dnia na dzień. W naszym przypadku tak niestety musiało być.
Jestem przesądna. Mam za sobą bardzo wiele finałów w historii naszego klubu, zarówno tych wygranych, jak i tych przegranych. Więc kompletnie nie zastanawialiśmy się wewnętrznie nad tym, co będziemy robić po wygranej z Rhein Fire, bo chcieliśmy skoncentrować się wyłącznie na meczu w minioną niedzielę.
I dlatego też, kiedy usłyszeliśmy ostatni gwizdek, od tego momentu zaczęliśmy na poważnie przygotowania do finału.
Lecicie jednak na dwie noce.
W sobotę. Niezależnie od wyniku, ten niedzielny wieczór, tę noc, drużyna spędzi razem. Jest jedna rzecz, o której warto wspomnieć, w kontekście tego co odróżniało nasze dotychczasowe przygotowania. Ale w zasadzie jest to coś, co wprowadziliśmy już przed półfinałem – treningi przy hałasie. To nie jest nawet wyłącznie muzyka, to jest po prostu hałas. To są też odgłosy kibiców, jak klaskanie.
I jeżeli przyniosło to pozytywne skutki podczas spotkania półfinałowego, to wierzymy, że i podczas finału nasi zawodnicy będą lepiej przygotowani do gry przy wrzawie kibiców.
I jest to hałas podczas treningów na stadionie Olimpijskim?
Dokładnie tak. Wyciągamy głośniki, podłączamy telefon i chłopaki trenują przy hałasie.
Z takich smaczków mogę zdradzić, że szczególnie duże „utrudnienia” były na kopnięciach w wykonaniu Kuby Ciurkota. Jak nam pokazał tegoroczny sezon, od tego jaką on ma skuteczność, zależy wynik naszego meczu. Więc w momencie, kiedy Kuba trenował field gole, ten hałas był jeszcze większy. Cała linia boczna, wszyscy zawodnicy, nawet ja, bo jestem na wszystkich treningach, byliśmy zaangażowani w to, żeby Kubie przeszkadzać, aby był jak najlepiej przygotowany do warunków meczowych.
Co jest waszą największą siłą?
Nasza największa siła nie drzemie w możliwościach sportowych. Nasza największa siła tkwi w tym, jak rozwinęła się i jak zżyła się drużyna ze sobą. Jeżeli zapytasz któregokolwiek zawodnika z Panthers, czy tego, który gra z nami od dwóch lat, od pół roku czy takiego, który jest z nami od samego początku klubu, każdy z nich powie ci, że pomimo tak dużej liczby zawodników zagranicznych, nie zdarzyło im się jeszcze grać w tak jednolitej drużynie. I w atmosferze braterstwa.
Osobiście jestem z tego bardzo dumna. Bo to dzięki temu z ekipy, która w trudnych momentach radziła sobie z podnoszeniem wyniku bardzo różnie – a często słabo – zmieniliśmy się w drużynę potrafiącą obracać sytuację na boisku na swoją korzyść. Mimo tego, że nie wszystko idzie w trakcie spotkania po naszej myśli. To jest siłą tego zespołu. To, że chcemy bardziej niż nasi przeciwnicy.
To, że kochamy ze sobą grać i że jesteśmy po prostu sobie wszyscy bliscy.
Właśnie o to też chciałem zapytać. Mieliście w tym sezonie w składzie ponad 20 obcokrajowców. Jak wygląda koordynacja pracy takiej drużyny, szczególnie przed finałem?
Generalnie wszyscy zawodnicy zagraniczni podpisani jako imporci są zawodnikami tak zwanymi full-time, czyli futbol jest ich jedyną pracą. Oczywiście, że niektórzy z nich mają też jakieś inne zajęcia. Na przykład nasz hiszpański linebacker Jorge Hernández Jimenez jest jednocześnie nauczycielem matematyki i uczy zdalnie. Inny przykład, przez ostatni miesiąc w treningach uczestniczył tylko częściowo ofensywny liniowy Malte Hrabak, ponieważ rozpoczął już nową pracę w Brunszwiku. Musiał wyjechać i dojeżdżał na spotkania z drużyną.
Więc z założenia oni wszyscy powinni być pełnoetatowymi zawodnikami, ale każdego z nich sytuacja jest inna, różna. Dlatego bardzo doceniam to, jak potrafią się skupić na przygotowaniach do meczu.
Jeszcze bardziej doceniam polskich zawodników, naszych rodzimych homegrownów, którzy przez cały sezon łączyli granie w futbol z tym, że mają rodziny, czy bardzo angażującą pracę. Są tutaj ludzie z różnych miast, mają różne zajęcia.
Dlatego zawsze podkreślam jak bardzo ich wszystkich podziwiam. To, jak bardzo im się chce i jak potrafią połączyć wszystko w taki sposób, żeby przygotować się jak najlepiej. I dzięki temu mamy efekty.
Ponadto muszę podkreślić, że w tym roku mieliśmy bardzo wysoką frekwencję na treningach. Praktycznie co trening było to niemalże 100% składu. Wiadomo, że każdemu może zdarzyć się coś, co spowoduje, że nie może na trening dojechać. Czasem są to rzeczy planowane, ktoś po prostu musi wziąć zmianę w pracy. Czasem mniej planowane, bo komuś na przykład zachoruje dziecko.
Nasze planowanie zaczyna się jeszcze w marcu, w momencie, kiedy dostajemy pełny grafik sezonu. Możliwie jak najwcześniej dajemy znać zawodnikom, kiedy będziemy trenować, jak będziemy trenować i oni sami od siebie wymagają wiele. A podstawą tego jest motywacja, by osiągać jak najwyższe cele.
Czego się obawiacie w kontekście meczu finałowego?
Osobiście obawiam się, że nie dopięłam jakichś detali całego wyjazdu, a było tego naprawdę ogrom. Jak wspominałam na początku, było to o tyle trudne, że nie myśleliśmy zupełnie o finale. Całkowicie skupialiśmy się na meczu przeciwko z Rhein Fire.
Oczywiście, już w zeszłym tygodniu dostałam informację na temat tego w jakich strojach będzie ewentualnie grała drużyna Vikings. Ale my się nad tym nie zastanawialiśmy. Więc cały czas mam jakiś wewnętrzny niepokój, że czegoś chłopakom nie powiedziałam, że nie wysłałam jakiegoś maila, że nie wykonałam jakiegoś telefonu. W kontekście drużyny myślę, że nie obawiamy się niczego. Możemy wygrać wszystko, a nie mamy nic do stracenia.
Jedziemy do Duisburga jako underdog i mamy zamiar pokazać całej Europie, że Polacy potrafią grać w futbol amerykański.
Jak będą wyglądać ostatnie godziny przed meczem?
Będziemy trzymać się naszego regularnego grafiku. Przyjeżdżamy na stadion trzy godziny przed spotkaniem. Chłopaki spotykają się w szatni i przygotowujemy się do tego meczu dokładnie tak samo jak do każdego innego. Jeżeli do tej pory przynosiło to dobre efekty, to mamy nadzieję, że i tym razem będzie podobnie.
Myślę, że taką jedyną drobną różnicą jest to, że w sobotę poprzedzającą finał, kiedy będziemy już w hotelu w Essen, daliśmy naszym zawodnikom trochę więcej czasu wolnego. Natomiast przygotowujemy ich też na to, że jeżeli chcieliby ten czas wolny spędzić ze sobą w hotelu, to jak najbardziej mają taką możliwość.
Przed tym meczem, w sobotę, ma się odbyć też specjalna gala honorująca sezon. Czy zespół jest zobligowany, by tam się pojawić, przynajmniej najważniejsi zawodnicy?
Na galę zaproszeni są management, sztab trenerski oraz zawodnicy, którzy dostali nominację do nagród. Czyli w naszym przypadku będzie to Jameson Wang i Bartosz Woch. I tak, oni się tam z pojawią.
Czy zespół narzeka na jakieś większe urazy?
Niestety mamy jedną kontuzję po meczu półfinałowym. Na boisku nie będzie mógł zagrać Patryk Guk. Ma naderwanego Achillesa. Będzie z nami na sideline. Będzie nas wspierał, ponieważ cały czas jest bardzo istotną częścią drużyny. Natomiast nie będzie mógł wyjść na boisko, czego oczywiście bardzo żałujemy.
Z tego miejsca też bardzo chciałabym podziękować jego partnerce. Maja jest fantastyczną dziewczyną i to jest też kolejny wątek, o którym chciałabym wspomnieć. Żony, dziewczyny, rodziny naszych zawodników to jest prawdziwe błogosławieństwo. Maja jest jednym z najjaśniejszych przykładów tego, jak dużo może dawać odpowiednie wsparcie.
Zapytam też jeszcze o jedno nazwisko, odmieniane przez wszystkie przypadki, jeśli chodzi o fanów w Polsce – Dawid Brzozowski. Wiemy, że już zagrał, ale jak jest z jego zdrowiem? Czy tu trzeba się czegoś obawiać?
Dawid borykał się z kontuzją przez większość sezonu i przesuwaliśmy decyzję o włączeniu go do gry do samego końca. Ostatnio miał mały problem z kostką, natomiast obecnie jest wszystko w porządku i liczymy na to, że będzie miał tak fantastyczne spotkanie, jak to Dawid potrafi mieć.
4 września 2022 roku, niemal równo cztery lata temu, pierwszy raz pokonaliście Vikings. Po czym nastąpiły pewne zmiany w organizacji, też między innymi kadrowe. W tym sezonie również ich pokonaliście. Czy w związku z tym można uznać Vikings trochę jako taki wasz weryfikator, w jakim jest miejscu klub i jaka może być jego przyszłość?
Powiem szczerze, że nie patrzę na to w ten sposób. Dla nas każde spotkanie jest tym najważniejszym. Być może są jakieś powiązania pomiędzy tym, co się działo w klubie cztery lata temu, a teraz, natomiast ja nie mam na to takiej perspektywy. Traktujemy to po prostu jako kolejny mecz, który musimy wygrać w drodze do celu, jakim jest mistrzostwo Europy, ligi AFLE.
Ale musisz przyznać, że w tym sezonie wygrana z Vikings pozwoliła drużynie uwierzyć w siłę.
Zdecydowanie był to moment zwrotny. Udowodniliśmy wszystkim dookoła, udowodniliśmy też sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Nie dość, że pokonaliśmy Vikings, drużynę, której oprócz nas nikt nie pokonał w tym roku, to jeszcze zrobiliśmy to przed ich własną publicznością.
Ogłaszaliście w swoich mediach społecznościowych, że organizujecie specjalny wyjazd fanów. Jak ostatecznie udało się to zorganizować i ilu takich fanów z wami wybiera się na finał?
Kibiców, którzy jadą autokarem fanowskim, jest prawie sześćdziesiąt. Natomiast tym, podobnie jak innymi tematami związanymi z finałem, zajęliśmy się dopiero w poniedziałek. Być może gdybyśmy zaczęli się organizować wcześniej, to znaleźlibyśmy też i kolejny autokar, bo chętnych było zdecydowanie więcej niż nasze możliwości.
Ale to nie wszystko, jednym z elementów naszej pracy w tym tygodniu było ściągnięcie na stadion jak największej liczby kibiców, którzy dopiero nas poznają. Jako management Panthers zajęliśmy się między innymi tym, żeby odszukać wszystkie grupy informacyjno-kontaktowe Polaków w rejonie Zagłębia Ruhry. Zapraszaliśmy m.in. pielęgniarki z Essen. Zachęcaliśmy do tego, żeby przyjechali w niedzielę do Duisburga i wspierali nas z trybun. Jesteśmy w kontakcie z fanklubem Stuttgart Surge. To bardzo prężnie działająca ekipa pomimo faktu, że sami w tym momencie nie mają swojej drużyny na miejscu. Przyjeździe około 20-osobowa ekipa, która będzie dopingować nas i swoich lokalnych stuttgarckich zawodników, czyli Bena Wenzlera, Marko Vidackovica, jak również Michaela Harley’a Jr, który w zeszłym roku grał dla nich i wygrywał z nimi mistrzostwo.
Do tego mamy specjalny kod zniżkowy dla kibiców na miejscu. Ma być on też zachętą, przede wszystkim dla tych, dla których futbol amerykański jest nieco egzotycznym sportem. Ale oczywiście w pierwszej kolejności podkreślamy to, że chcemy im przynieść, na niemieckiej ziemi, prawdziwą polską dumę. I mamy nadzieję, że to ich zachęci wystarczająco do tego, żeby przyjechać i nas wspierać w Duisburgu.
Czego wam życzyć przed niedzielnym spotkaniem?
Osiągnięcia celu. Głęboko wierzymy w to, że jedziemy tam wygrać, że jesteśmy kompletną drużyną, jesteśmy przygotowani na to sportowo i mentalnie. Jedziemy walczyć o swoje.
Rozmowę przeprowadził Karol Potaś
Autor zdjęcia w grafice: Łukasz Skwiot
***
Z tego miejsca zapraszamy też na naszego TikToka.
***
Przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/
Categories
AFLE, AKTUALNOŚCI, NFL, Wpisy