Skip to content

NFL Conference Championship – zapowiedź Kansas City Chiefs – Cincinnati Bengals

Pół godziny po północy rozpocznie się drugi finał konferencji. O tytuł AFC zagrają  Kansas City CHiefs i Cincinnati Bengals. Kto uzupełni skład Superbowl? Zapraszamy na zapowiedź wydarzenia, którą przygotowali Maciej Zając i Paweł Sałata.

Na wstępie przypominamy o naszej zapowiedzi weekendu w podcascie NFLplRadio:

A teraz przechodzimy do części właściwej…

Ten sezon w AFC prawdopodobnie każdy widział nieco inaczej. Od samego początku sezonu mówiło się, że potęgą będą Bills, że Bengals dopadnie kac po przegranym Super Bowl, że Chiefs bez Hilla to nie będzie ta sama drużyna, a tuż za nimi wciąż są potwornie mocni Ravens, silniejsze z roku na rok Miami i komisarz sam raczy wiedzieć co jeszcze. A i tak rok później dostajemy dokładne ten sam mecz na dokładnie tym samym stadionie. Można nie lubić Chiefs (nie wiem czemu, ale można), ale jedno trzeba im oddać, od kiedy starterem zaczął być Patrick Mahomes droga do Super Bowl wiedzie (i kto wie czy w kolejnych latach wciąż nie będzie wiodła) przez Arrowhead. Jako, że redakcja szykuje także tekst o Bengals tu skupie się głównie na Chiefs i na powodach czemu wygrają (a raczej czemu nie wygrają z ekipą Joe Burrowa).
Wszyscy choć troszkę bardziej śledzący NFL z pewnością wiedzą, że w rywalizacji Joe z Patrickiem bilans jest bardzo jednostronny, Burrow wygrał każdy z 3 rozgrywanych meczów prowadząc m.in. Bengals do comebacku w AFC Championship Game rok temu. I to wszystko prawda, Mahomes nie pokonał jeszcze Cincy z Burrowem na rozegraniu, ale po pierwsze, na litość boską skończy z porównywaniem QB na podstawie ich bezpośrednich spotkań, oni nie grają przeciwko sobie, a po drugie Jake Plummer nie jest lepszym QB od Toma Brady’ego (ma przeciwko niemu bilans 3-0 w tym 1-0 w playoffach). Obaj są czarodziejami na swojej pozycji i każdy z nich dziś może okazać się gamechangerem. Ale bilans 3-0 jest w pewien sposób przekłamany z jeszcze jednego powodu, ani jeden z ostatnich 3 meczów nie skończył się wygraną wyższą niż 3 punkty, a wszyscy wiemy, że mecze w NFL kończące się jednym posiadaniem to często kwestia jednej fartownej lub pechowej zagrywki. Czy z tego można czerpać jakiś optymizm dla fanów Chiefs? Nie, ale warto powalczyć z wiatrakami medialnego szumu 😉
Więc spróbujmy znaleźć coś co nieco bardziej racjonalnie pozwoli nam spokojniej kibicować ekipie z Kansas City. Po pierwsze będą to luki w linii ofensywnej Cincy, ekipa ta od początku sezonu była daleka od idealnej, ekipa prywatnych ochroniarzy Joe mimo, że wzmocniona nie zyskała gwiazd, a jedynie solidnych rzemieślników. O ile początek sezonu był bardzo słaby w ich wykonaniu, o tyle im dalej w sezon tym było lepiej… do czasu. Plaga kontuzji jaka dopadła ekipę Tygrysków wybiła by z rytmu każdą drużyną (Chiefs doskonale wiedzą co to znaczy wystawiać rezerwową linię ofensywną w ważnym meczu…), mimo to w połowie rezerwowa linia doskonale poradziła sobie z Bills, ale czy stworzona z Chrisa Jonesa, Franka Clarka (Playoff Clark to zupełnie inny człowiek niż ten z sezonu regularnego) i kilku młodych talentów powinna sprawić chłopakom z Cincy nieco więcej kłopotu. Brak Laela Collinsa, Jonaha Williamsa i Alexa Cappy to coś co musi być odczuwalne i nawet błyskawiczne pozbywanie się piłki przez Burrowa (2 miejsce w lidze) może nie wystarczyć.
Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę całą defensywę Chiefs to tu powodów do optymizmu jest nieco mniej, przede wszystkim wciąż dowodzi nią ten sam człowiek któremu udało się m.in. wystawić LB do krycia Ja’Marra Chase’a przy 3&20+, a niedawno w meczu z Jaguars do krycia wystawił rookie DE Karlaftisa – kreatywne, nietuzinkowe, ale również nieskuteczne . Secondary Chiefs to wciąż młoda formacja, Sneed, Thornhill są wciąż na pierwszym kontrakcie, towarzyszą im rookie Williams i McDuffie, tuż przed nimi również młodziutcy LB Gay i Bolton, mnóstwo młodzieży której w kluczowym momencie może zabraknąć zimnej krwi, ale jedno jest pewne, nawet jeśli nie będą dowozić talentem (Do Chase’a, Higginsa i Boyda łatwo nie będzie), o tyle z pewnością będą próbować, szykujmy się więc na sporo DPI i sporo przestrzelonych akcji, jak to u Chiefs bywa. Czy tu jest jakiekolwiek pole do optymizmu? No cóż, jeśli linia wywierać będzie regularnie dużo presji to może powtórzy się takie interception jak to które zanotował Joshua Williams z Jaguars?
To, że ofensywa Cincy jest niesamowita wiemy, trzech niezwykłych WRów, zdolny TE Hurst no i oczywiście Burrow na rozegraniu, ale na szczęście po 2 stronie też mamy mocarnych skill playerów, oczywiście poza Travisem Kelce (tu pojawiły się informacje o drobnej kontuzji pleców, zobaczymy jak odbije się ona na występie najlepszego obecnie TE w lidze) nie ma tu absolutnych gwiazd ligi, ale skład skrzydłowych Hardman, Toney, Smith-Schuster MVS i Skyy Moore… to aż prosi się o niebywałą ilość nieco ciekawszych zagrywek i magicznych ścieżek które jak wiemy Reid lubi i umie tworzyć (pomimo tego fatalnego biego/podania do Hilla w zeszłorocznym AFCCG…). Jaki tu jest problem? Wszyscy wiemy, kostka Patricka Mahomesa w połączeniu z defensywą Lou Anarumo, który jak mało kto umie wywierać presje na PM15. Jeśli pass rusherom Bengals uda się wywierać presję bez blitzów to nawet tacy czarodzieje secondary jak Eli Apple będą sobie radzić. Trudno oczekiwać po Mahomesie zagrania w absolutnie najlepszej formie tak błyskawicznie po kontuzji, ale jeśli ktoś ma zrobić coś znacznie przekraczającego czyjekolwiek oczekiwania, to jest to właśnie Maho.
No, ale nie możemy kłaść całego ciężaru na kostce Mahomesa, nie nazywamy się przecież Arden Key. Jeśli Patrick nie będzie w stanie grać na swoim najlepszym poziomie, a to co będzie mógł nam pokazać nie będzie wystarczało do wygranej? Co jeszcze Chiefs mają w worku? Przede wszystkim duet bardzo ciekawych w tym sezonie RB, temat CEH możemy włożyć już między bajki, nie wypalił i nie wypali w KC, szkoda wybrania RB w pierwszej rundzie tym bardziej, że Jerick McKinnon i wybrany w 7 rundzie Isiah Pacheco robią bardzo dobrą robotę. McKinnon jest idealnym targetem do ukochanych przez Reida RB screenów dodatkowo pełniącym rolę ochroniarza Mahomesa na sytuacje awaryjne, a Pacheco regularnie przebija się po kilka jardów torując drogę do kolejnych pierwszych prób. Ani jeden, ani drugi nie przesądzi zapewne o wyniku meczu, ale trzeba mieć na uwadze, że w odróżnieniu od Bills, Chiefs nie będą opierać się tylko na rzucaniu piłki.
Skoro wypisałem już co może pomóc Chiefs… Czas obstawić wynik. Tu niestety optymizm się kończy, Bengals pokazali z Bills, że luki w linii ofensywnej są w stanie na szybko łatać, a Burrow umie radzić sobie z nieco zagubionymi secondary (TD do Hursta i Chase w 1 kwarcie to była komedia ze strony secondary Bills.) stąd też wynik jaki obstawie to niewielkie zwycięstwo Bengals 27-24, a z czego w tym meczu zapamiętamy Chiefs? Z walki Mahomesa o każdy driver i podania na przyłożenie od Toneya do… niech będzie Jody’ego Fortsona! Go Chiefs!

Autor: Maciej Zając

Bengalskie tygrysy wracają do finału konferencji AFC! Kiedy przed rokiem zespół z Ohio brał szturmem play-offy i meldował się w Superbowl, wszyscy mogliśmy mieć poczucie, że Tygrysy żyją pięknym snem, który może prędko się nie powtórzyć. Zwłaszcza, kiedy Lombardi Trophy ostatecznie pozostało w Los Angeles i kibice w Cincinnati musieli obejść się smakiem. Niejeden zespół w historii NFL cierpiał już z powodu “kaca po Superbowl”. Co więc dopiero mogło czekać zespół taki jak Bengals? Zespół, który nigdy wcześniej po to trofeum nie sięgnął, a w samym meczu finałowym wystąpił pierwszy raz od ponad 30 lat (od 1988 roku). Zespół z najmniejszym budżetem w lidze. Zespół, który na domiar złego gra w konferencji AFC, czyli tej która w ostatnich sezonach jawi się jako ta mocniejsza, z wieloma poważnymi pretendentami do końcowego triumfu. Obaw o postawę Bengals w obecnym sezonie było naprawdę dużo. Offseason przyniósł co prawda spodziewane wzmocnienia na linii ofensywnej, a Joe Burrow szybko uporał się z kontuzją kolana jakiej nabawił się podczas meczu na SoFi Stadium, jednak Tygrysy pozostawały wielką niewiadomą.

Welcome to the jungle
Sezon rozpoczął się dla Cincinnati bardzo niepokojąco. Pierwsze dwie kolejki to porażki Bengals. Później, pomimo tego, że powrócili do wygrywania meczów, to przeplatali je słabszymi występami. Do swojego bye weeku w 10 kolejce uzbierali 5 zwycięstw, oraz 4 porażki. Wzmocniona linia ofensywna wcale nie wyglądała jakby zrobiła krok do przodu, a wręcz pół kroku wstecz. Joe Burrow nie miał komfortu rozgrywania akcji. Bengals przegrali wszystkie mecze wewnątrz dywizji na przestrzeni tych dziewięciu kolejek i o ile porażki ze Steelers i Ravens jeszcze można było nazwać wypadkami przy pracy )odpowiednio 20:23 po dogrywce w pierwszej kolejce i 17:19 w piątej) o tyle mecz z Cleveland Browns to już totalna rozsypka zeszłorocznych uczestników Superbowl i porażka aż 13:32! Na szczęście dla sympatyków Tygrysów, zespół Zacha Taylora wrócił po tygodniu przerwy w dużo lepszej formie, złapał właściwy rytm i z tygodnia na tydzień rozkręcał się coraz bardziej przypominając zeszłorocznego kontendera. Bengals trafili z formą idealnie w drugą część sezonu i nawet kiedy stopniowo wykruszali się podstawowi zawodnicy wspominanej przeze mnie linii ofensywnej, okazywało się że zastępcy również poczynili krok do przodu i dawali więcej spokoju swojemu rozgrywającemu niż się można było po nich spodziewać. Sam Joe Burrow również nie próżnował i pracował nad tym jak ograniczyć potrzebę polegania na liniowych. Od zeszłego sezonu znacznie poprawił swój (nie taki zły już wówczas) wynik w średnim czasie w jakim pozbywał się piłki. W obecnym sezonie Burrow rzuca w czasie nieco tylko dłuższym niż 2,4 sekundy, co daje mu drugi wynik w lidze, tuż za samym Tomem Bradym. Swoją rolę odgrywają w tym oczywiście odbiorcy jego piłek (Chase, Higgins, Boyd, oraz Hurst), a więcej możliwości w ataku zapewnia również wsparcie w backfieldzie w postaci Joe Mixona. To, wraz ze wsparciem bardzo dobrej defensywy pozwoliło Bengals na dokończenie sezonu nie przegrywając ani jednego meczu więcej, oraz po zamieszaniu związanym z ostatecznym odwołaniem meczu przeciwko Bills – na zajęcie trzeciego miejsca w AFC, oraz wygranie własnej dywizji. Również rywal z dywizji – Baltimore Ravens – był przeciwnikiem Tygrysów w pierwszej rundzie tegorocznych play-offów. Mecz rundy dzikich kart przed własną publicznością wygrali Bengals, chociaż nie obyło się bez kłopotów o styl tego zwycięstwa pozostawiał nieco do życzenia. Liczył się jednak wynik, a ten ostatecznie wskazał na zeszłorocznego finalistę. To z kolei oznaczało, że Joe Burrow i spółka pojadą do niezbyt gościnnego Buffalo na starcie z miejscowymi Bills.

Bil(l)ety do finału
Na mecz pomiędzy tymi zespołami czekała cała liga. Tym bardziej, że starcie w sezonie zasadniczym zostało ostatecznie odwołane z powodu wypadku jakiemu uległ safety Bills – Damar Hamlin. Bills byli od samego początku sezonu uważani za być może głównego faworyta do zwycięstwa w AFC i reprezentowania konferencji w tegorocznym Superbowl. Fanatyczni kibice Bizonów byli bardzo pewni siebie zarówno przez cały sezon zasadniczy, jak i przed zeszłotygodniowym starciem (i to pomimo ciężkiego meczu w pierwszej rundzie przeciwko Miami Dolphins). W Buffalo uważano, że mecz rundy dzikich kart był wypadkiem przy pracy i kolejny taki się w tych play offach nie przytrafi. Jeżeli jest jednak ktokolwiek, kto pewnością siebie nie ustępuje nikomu, to jest to Joe Burrow. Pytany w ciągu tygodnia o szanse Bengals, oraz o to jak długo ta drużyna będzie grała na poziomie dającym realne szanse na walkę o mistrzostwo NFL, odpowiedział krótko: “Oknem mistrzowskim dla tej drużyny jest cała moja kariera”

Pewność siebie? Przesada? Bezczelność? Joe Burrow po prostu taki jest. Jest liderem, który w najtrudniejszych wyzwaniach odnajduje dodatkową motywację. emanuje spokojem i sprawia że drużyna mu wierzy i jest w stanie osiągnąć z nim wszystko. Tak było i tym razem. Pomimo tego, że Highmark Stadium wypchany był do ostatniego miejsca, pomimo styczniowych temperatur i padającego śniegu, Bengals wyszli na boisko kompletnie niewzruszeni. MIeli zadanie do wykonania i rozpoczęli jego realizację od pierwszych minut. Już po pierwszej kwarcie prowadzili 14:0 i do samego końca meczu nie odpuścili. Postawili Bills twarde warunki, linia defensywna nękała Josha Allena, nie dając mu ani czasu na rzucanie piłki (25/42 skompletowane podania, 0 przyłożeń i 1 przechwyt), ani na grę biegową, którą często był w stanie nadrabiać problemy ofensywne swojej drużyny (8 prób biegowych na jedynie 26 jardów). W podobny sposób wyłączeni zostali pozostali biegacze Bills – Devin Singletary i James Cook wykonali w sumie 11 prób na tylko 38 jardów(!). Nie poszaleli również skrzydłowi. Stefon Diggs został kompletnie wyłączony z gry (4 złapane piłki z 10 targetów i ledwie 35 jardów). Deklasacja. Po drugiej stronie piłki, Bengals byli bardzo konsekwentni i skuteczni. Szybko narzucili swoje warunki w meczu. Po jednym przyłożeniu w pierwszej kwarcie złapali Ja’Marr Chase, oraz Hayden Hurst. W obu przypadkach obrońcy Buffalo Bills zostali kompletnie zaskoczeni przez zawodników Bengals. W trzeciej kwarcie Joe Mixon dołożył przyłożenie biegowe stawiając kropkę nad “i” swojego fantastycznego i dominującego występu (20 prób biegowych, 105 jardów i przyłożenie). Bengals w pełni zasłużenie wygrali 27:10 będąc w przekroju całego meczu drużyną zdecydowanie lepszą, momentami wręcz dominującą. A taki wynik oznaczał, że kolejny sezon z rzędu zameldują się w meczu finałowym AFC na Arrowhead Stadium.

Joe Burrow – król dżunglii
Arrowhead to kolejna arena na której atmosfera będzie sprzyjała gospodarzom, kolejny mecz przeciwko bardziej faworyzowanej drużynie. W dodatku przeciwnicy z Kansas wygrali w tym sezonie sezon zasadniczy i mieli bye week podczas rundy dzikich kart. Chiefs wydają się zdecydowanym faworytem? Nic bardziej mylnego! Cincinnati Bengals od kiedy prowadzi ich Joe Burrow mają z dzisiejszymi rywalami rekord 3 zwycięstw i ani jednej porażki.

Jak widać, każdy z dotychczasowych meczów pomiędzy tymi zespołami dostarczał mnóstwa emocji i kończył się różnicą zaledwie field goala. Finał konferencji przed rokiem znalazł rozstrzygnięcie dopiero w dogrywce

Jak będzie tym razem? Wobec takich statystyk, oraz gry jaką pokazali tydzień temu Cincinnati Bengals, jednego możemy być absolutnie pewni – ten mecz nie będzie miał faworyta. Oba zespoły w obecnym sezonie dały powody do tego, aby wierzyć w ich zwycięstwo w tym starciu. Co może dać największe nadzieje kibicom Bengals, poza pewną przewagą mentalną wynikającą z dotychczasowego bilansu? Będzie to po raz kolejny osoba Joe Burrowa. Rozgrywający Bengals w swoim trzecim sezonie w lidze NFL poprawił nie tylko swój czas pozbywania się piłki, o czym pisałem już wcześniej, ale także ogólne statystyki. Ustanowił w zakończonym sezonie zasadniczym rekord swojej franczyzy w liczbie prób rzutowych (606), udanych prób rzutowych (414), oraz podań na przyłożenie (35). Zdobył na przestrzeni sezonu 4475 jardów i zaliczyl 12 przechwytów. W tegorocznym meczu przeciwko Chiefs w sezonie zasadniczym popisał się skompletowaniem 25 z 32 prób rzutowych (80,6% skuteczności) na w sumie 286 jardów, oraz 2 przyłożeniami. Burrow wielokrotnie powtarzał (a potem udowadniał na boisku), że wielkie mecze go napędzają i wypada w nich najlepiej. Przed nim kolejne wydarzenie na wielkiej scenie – kolejny finał konferencji. Joe Burrow nie byłby jednak w stanie poprawiać swoich wyników i rekordów bez wsparcia w korpusie skrzydłowych i TE. A ten – w przeciwieństwie do Chiefs – Bengals mają nieco bardziej zrównoważony, a i czystego talentu w nim nie brakuje. W dodatku skrzydłowi Tygrysów grać będą przeciwko korpusowi defensywy złożonej w dużej mierze z rookies i biorąc za przykład ostatnie starcie obu ekip – z grudnia tego roku, to właśnie na tym polu rozegrało się to spotkanie. Ja’Marr Chase był w stanie skompletować w tym meczu 7 odbiorów na 97 jardów, Tyler Boyd złapał 4 piłki na 60 jardów, a Tee Higgins 4 piłki na 35 jardów i przyłożenie. Do tego trzeba dodać TE Haydena Hursta, który w meczu przeciwko Bills wyrósł na jednego z liderów ofensywy (5 złapanych piłek na 65 jardów i przyłożenie). Joe Burrow ma zdecydowanie więcej możliwości w ofensywie niż Patrick Mahomes, który w wielu trudnych momentach liczy głównie na niesamowite możliwości TE Travisa Kelce. Kolejną szansą dla Bengals na przeważenie losów spotkania na swoją stronę może okazać się pass rushing, oraz blokowanie akcji biegowych. Mimo iż jako cały zespół Bengals nie przodują w tych statystykach (podobnie jak Chiefs), to jednak właśnie ten element zadziałał w zeszłotygodniowym starciu z Bills. Jeśli linia Bengals prowadzona przez Treya Hendricksona i Sama Hubbarda da radę powstrzymać w podobny sposób Patricka Mahomesa i Isaiah Pacheco, mogą mieć nieco łatwiejszą drogę do końcowego zwycięstwa. Tutaj sytuacja może być o tyle ułatwiona, że nie wiadomo jaki jest dokładnie status kontuzji Patricka Mahomesa. Z pewnością podstawowy QB Chiefs zagra, jednak jeśli kontuzjowana kostka będzie go ograniczała w mobilności, a linia ofensywna Chiefs nie będzie perfekcyjnie trzymała, to wróży spore kłopoty dla gospodarzy.

Gdzie Tygrysy nie pobrykają?
Problemy dla Bengals natomiast w tym meczu mogą się pojawić właśnie przede wszystkim ze strony linii ofensywnej. Formacja ta nie dość, że na początku sezonu nie wyglądała na wyjątkowo silną, to jak tylko zaczęła poprawiać swoje wyniki, tak szybko posypały się w niej kontuzje wykluczające podstawowych zawodników. W dzisiejszym meczu na pewno nie zagrają OG Alex Cappa, oraz OT Jonah Williams. W starciu z Bills zmiennicy stanęli na wysokości zadania i pozwolili Joe Burrowowi na tyle swobody, by zdążył odnaleźć jednego ze swoich skrzydłowych. Teraz będą musieli wspiąć się ponownie na wyżyny swoich możliwości, ponieważ naprzeciwko będą mieli do czynienia z jednym z najlepszych pass rusherów w lidze – 44 tackle, 15,5 sacka i jeden odzyskany fumble. Czy jednak nawet ktoś taki jest w stanie dopaść Joe Burrowa w mniej niż 2,5 sekundy? Z pewnością będzie to ciekawy pojedynek do obserwacji. Nie mniejsze kłopoty mogą wystąpić przy bronieniu akcji podaniowych. Nie od dziś wiadomo, że Patrick Mahomes, jeśli tylko otrzyma nieco swobody jest wirtuozem gry podaniowej, natomiast trzecia linia Bengals ma kłopoty z bronieniem tego elementu gry. W zakończonym sezonie zasadniczym zezwalali przeciwnikom na zdobywanie średnio ponad 229 jardów na mecz tym sposobem, co plasowało ich w drugiej połowie stawki zespołów. Co jednak ciekawe, nie przekładało się to na liczbę traconych punktów, bowiem tutaj defensywa Tygrysów już stawała na wysokości zadania i traciła zaledwie 20,1 punkta na mecz, co sklasyfikowało całą formację na 6 miejscu w całej NFL. Problemem jest jednak to, że Kansas City Chiefs są najwyżej punktującą drużyną w całej lidze, ze średnią 29,1 punkta na mecz. W dodatku w dużej mierze zdobywanych grą podaniową, w czym wydatny udział ma Travis Kelce. Przed tygodniem w meczu z Jaguars tight enda Chiefs nie było w sranie powstrzymać podwójne krycie założone przez defensywę Jaguars. CIężko sobie wyobrazić, żeby w dniu dzisiejszym miało być inaczej. Na samych skrzydłach również Bengals nie mają najmocniejszych cornerbacków, a jednemu z nich musimy niestety poświęcić osobny akapit.

Zgniłe jabłko
Bengal piszą swoją historię. Przestali być ligowym kopciuszkiem, udowodnili, że sukces sprzed roku nie był przypadkiem. Obronili się przed efektami kaca po imprezie na SoFi Stadium i ruszyli na ponowny podbój AFC. Po drodze zaskarbili sobie sympatię bardzo wielu neutralnych fanów w całej lidze. Jeśli istnieje jednak jakiś powód dla którego postronny kibic nie chciałby kibicować dzisiaj Bengals, to jest nim…Eli Apple. Szara eminencja Cincinnati Bengals, niepokorny cornerback z niewyparzoną buzią. Im więcej sukcesów odnoszą Tygrysy z Ohio, tym głośniejszy na boisku, jak io poza nim. Choć uczciwie trzeba przypomnieć, że nawet w czasach kiedy sam triumfów nie święcił, nie szczędził innym dosadnych komentarzy i niezbyt kulturalnych zaczepek, o czym doskonale pamiętają (i prędko mu tego nie zapomną) m.in mieszkańcy Nowego Orleanu. Niestety w ostatnim tygodniu kolejny raz Apple przypomniał o swoim istnieniu poza boiskiem. Tym razem ciesząc się ze zwycięstwa nad Buffalo Bills zatweetował:

Ten niewinny wydawać by się mogło tweet został jednak bardzo źle odebrany przez środowisko futbolowe. Samo sformułowanie “Cancun on 3” odnosi się do viralowego już powiedzenia, które swój początek wzięło z kręgów NBA. Tam Cancun, oznacza popularną destynację dla posezonowych wakacji dla zawodników. W kręgach samych zawodników stało się hasłem, które rzucali sobie nawzajem, by pośmiać się z tych którzy “juz na wakacjach”, czyli tych którzy odpadli wcześniej z rozgrywek. Apple nawiązał właśnie do tego. Problem w tym że numer 3 w zespole Bills nosi… Damar Hamlin, który pod koniec sezonu zasadniczego doznał na boisku ataku serca. Można by było mieć wątpliwości, czy Eli zrobił to celowo, czy po prostu nie pomyślał o tym co pisze, ale dodatkowo emotikona, którą zamieścił, to gest który sam Hamlin często używał będąc na boisku. Być może intencje Apple’a nie były takie jak odebrała to większość kibiców i innych zawodników, jednak z całą pewnością wpis był co najmniej niefortunny, a długa historia podobnych wyskoków zawodnika nie działa na jego korzyść. Zwłaszcza, kiedy sam zawodnik delikatnie mówiąc nie jest najsilniejszym ogniwem swojego zespołu, a jak zauważa część komentujących – sam Apple nie powinien się wyśmiewać z przegranych, podczas gdy sam jest głównym powodem dla którego jego własny zespół nie ma jeszcze pierścieni mistrzowskich:

Podsumowując, Bengals stają przed olbrzymią szansę powrotu do Superbowl rok po przegranej i ponownej próby zdobycia pierwszego w historii franczyzy Lombardi Trophy. Starcie z Kansas City CHiefs z pewnością nie będzi ełątwe, jednak Bengals nie są bez szans. Co więcej – statystyki stoją po ich stronie, a osoba lidera jaką mają na rozegraniu, już nie raz udowadniała, że kiedy dochodzi do najważniejszych rozstrzygnięć, ona i jego drużyna są zawsze w najwyższej formie. A Bengals mają jeszcze jedną ciekawą motywację. Podobnie jak rok temu, również obecnie podkreślają, że jest z nimi duch goryla Harambe. Tragicznie zastrzelonego podczas wypadku w zoo w Cincinnati w maju 2016 roku. Jeśli Wodzowie z Kansas City powinni się czegoś obawiać to z pewnością duchów dżungli, a tych Tygrysy mają po swojej stronie

Autor: Paweł Sałata

***

Na koniec przypominamy, że mamy swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

 

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej