Skip to content

Buffalo Bill(an)s #1

Był Maciek Michalec i „jego” Los Angeles Rams, dołączył Kuba Kazula i „jego” New England Patriots, przyszedł czas na mnie  i „moich” Buffalo Bills.  Czas rozpocząć romantyczną serię raportów skupiających się w głównej mierze na zespole z mroźnego miasta na północy.

Na początek nietypowo, bowiem kilka słów o mnie, a dokładniej o moim zamiłowaniu do futbolu amerykańskiego i Buffalo Bills. W najlepszej futbolowej lidze świata jestem zakochany od siedmiu lat. Dla starych wyjadaczy jestem świeżakiem, ale spokojnie (jak mawia klasyk) – coś niecoś potrafię 😉 Od pierwszego kickoffu urzekł mnie zespół z Buffalo i tak pozostało do dnia dzisiejszego. Gdy rozpoczynałem przygodę z NFL Bills nie byli piękni, nie wygrywali, w powietrzu czuć było smak zawodu, goryczy porażki i zaniepokojenia wizją przyszłości. Niechlubna seria sezonów bez playoffów wciąż się przedłużała (zakończyła się dopiero w 2017 roku, Bills awansowali do fazy PO po raz pierwszy, po  17 latach posuchy). Nic nie wskazywało, aby lepsze jutro miało nadejść. Jednak czas, a przede wszystkim ludzie z organizacji zrobili swoje. Dzisiaj mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że Buffalo ma drużynę z prawdziwego zdarzenia. Buffalo ma drużynę kalibru mistrzowskiego. Każdy w organizacji ma jeden cel-MISTRZOSTWO!

„Zagrał Allen, czy nie?” ,”Czy ktoś z Bills Mafii podpalił się łamiąc stół?”, „Jak wypadli młodzi zawodnicy?” „Czy Von Miller zadebiutował?”

Tak, tak – już przechodzę do sedna sprawy 😃 Pierwszy mecz przedsezonowy za nami! Buffalo Bills pokonali przed własną publicznością Indianapolis Colts 27:24. Jak dobrze wiecie, wynik w  spotkaniach przedsezonowych to sprawa drugorzędna, lecz dla każdej drużyny ważna, gdyż każdy chce po prostu wygrywać. Mecze przedsezonowe rządzą się swoimi prawami. Być może to tylko wyświechtana gadka, lecz boisko najlepiej pokazuje że tak właśnie jest. W sobotę nie ujrzeliśmy pierwszego garnituru Bills z klarownego dla wszystkich powodu – głównymi założeniami pierwszego trenera – Seana McDermotta – było sprawdzenie młodych zawodników oraz graczy z głębi składu.

Wnioski:

-ciężko wyciągać daleko idące wnioski, ponieważ oglądaliśmy w głównej mierze zawodników rezerwowych,

-zwycięstwo jak najbardziej cieszy, choć nie jest podstawą do oceny w meczu sparingowym,

-na początku meczu bardzo dobrze radziła sobie linia ofensywna grając na obronę Colts, w której występowało wielu starterów,

-nie ważne kto zagra w obronie, defensywa to oczko w głowie Seana McDermotta i perła w koronie Buffalo Bills. Od samego początku obrona wyglądała solidnie, sprawnie zatrzymując ataki Colts. Warto dodać, że w ofensywie drużyny z Indianapolis na początku starcia występowało wielu starterów, a nawet tacy gracze jak QB Matt Ryan, czy WR Michael Pittman Jr.,

-rywalizacja wśród skrzydłowych będzie niebywale ciekawa w tym sezonie. Na chwilę obecną w pierwszej „linii ognia” mamy Stefona Diggsa, Gabriela Davisa i Isaiaha McKenziego. Następnie w obwodzie jest nowo pozyskany Jamison Crowder, który 1 do 1 ma zastąpić Cole’a Beasley’ego. Czyli mamy już czterech na prawdę dobrych receiverów. Nie jedna drużyna dałaby dużo za choćby jednego z tego grona. My mamy czterech, a to nie koniec. Podczas campów przedsezonowych, jak i sobotniego meczu, świetnie wyglądała dwójka Khalil Shakir (rookie) i Isaiah Hodgins (prawdopodobnie gdyby nie kontuzje, już jakiś czas temu dałby o sobie znać na boiskach NFL w bardziej okazały sposób). Aż tak duża rywalizacja może tylko i wyłącznie cieszyć. Głębia składu jest duża, a sztab szkoleniowy będzie miał nie lada ból głowy kogo i w jakim wymiarze desygnować do gry,

LB Matt Milano i jego kolega po fachu Tremaine Edmunds są ważnymi punktami całej układanki Seana McDermotta. Wspomniani gracze z wiadomych przyczyn w sobotę nie zagrali, dlatego też swoje „pięć minut” miała kolejna dwójka linebackerów. Terrel Bernard, a  w szczególności Baylon Spector stanęli na wysokości zadania i w moim odczuciu odegrają ważną rolę w zbliżającym się sezonie. Głębią składu i obroną zdobywa się mistrzostwa!

Na plus:

– tak naprawdę jedynym zawodnikiem z tzw. podstawy był kicer Tyler Bass. 25-letni kopacz raz celnie podwyższył za jeden punkt oraz dwukrotnie celnie umieścił piłkę pomiędzy słupami trafiając dwa field goale  (z czego jeden na wagę zwycięstwa). Solidna firma Tyle w temacie,

-rookie punter Matt Araiza. Trzeba przyznać, że ma chłopak potężne „kopyto”. Przed draftem media społecznościowe obiegały nagrania z nieludzkimi wyczynami tego gracza. Potrzebował zaledwie jednego występu w barwach Bills, aby kolejny taki filmik krążył po sieci. Tym razem zaprezentował piorunujące, 82-jardowe odkopnięcie futbolówki. Chłopak robi wrażenie, jeśli do zasięgu dorzuci jeszcze precyzję, będziemy mieli z niego mnóstwo pożytku,

-cały korpus skrzydłowych wyglądał naprawdę solidnie. Jednak moją uwagę przykuły dwa nazwiska: rookie Khalil Shakir (5 złapanych piłek na 92 jardy) i Isaiah Hodgins (9 złapanych piłek na 77 jardów),

RB Zack Moss pokazał się z dobrej strony. W trzech próbach wybiegał 37 jardów. Jego kolega po fachu Raheem Blackshear złapał cztery piłki na 60 jardów, jednak w grze biegowej nie wyglądał już tak imponująco (sześć biegów na 11 jardów),

-udany debiut zaliczył pierwszorundowy pick tegorocznego draftu CB Kair Ellam. Rookie cornerback od samego początku grał twardo i bardzo pewnie. W pierwszej kwarcie popisał się efektownym, a zarazem skutecznym zbiciem piłki. Niestety, ale w drugiej kwarcie opuścił boisko z powodu urazu głowy. Na boisko już nie powrócił, jednak pomimo tego udowodnił, że ma duży potencjał do gry na najwyższym poziomie,

-z dobrej strony pokazał się również rookie LB Terrel Bernard. Udany występ okrasił 69-jardowym przyłożeniem po fumble returnie,

Na minus:

QB Case Keenum (11/18, 86 jardów, 2 INTy) kolokwialnie mówiąc, nie dźwignął tego meczu. Zarówno fani jak i sztab szkoleniowy Bills zastanawiali się, czy Case pociągnie wózek przy ewentualnej (odpukać) kontuzji Josha Allena. Odpowiedź jest taka, że nie pociągnie bowiem zagrał słabo, a na domiar złego, dla niego samego, lepiej zagrał trzeci QB Matt Barkley (18/24, 224 jardy, 1INT),

-gra biegowa, od jakiegoś czasu, łagodnie mówiąc, nie funkcjonuje najlepiej w Buffalo. W tym spotkaniu, prócz pojedynczych zrywów Mossa, nic się nie działo. Biegacze bezskutecznie bili głową w mur,

Reasumując „pierwsze koty za płoty”, Bills wygrali, dużo materiału do analizy dla sztabu szkoleniowego. Ogólnie mecz na duży plus.

Autor: Jakub Ciurkot

*

Na koniec przypominamy, że mamy swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: