GORĄCE TRENERSKIE STOŁKI
Kto by przypuszczał, że jesteśmy prawie na półmetku sezonu zasadniczego, a to oznacza nie tylko zaostrzenie się walki o miejsce w play offach, ale też walkę niektórych trenerów o utrzymanie posady, co wcale nie jest łatwe. Jak to w każdej rywalizacji bywa – kiedy ktoś wygrywa, to ktoś musi przegrać, a kiedy się przegrywa niełatwo przekonać innych do tego, że będzie się w stanie wygrywać, zwłaszcza kiedy ponosisz porażkę za porażką albo nie jesteś w stanie sprostać oczekiwaniom kibiców i właścicieli. Już przed sezonem można było wytypować parę postaci, które mogły czuć niemałą presję w związku z oczekiwaniami, jednak w trakcie sezonu dużo się zmienia i do stałego grona dochodzi paru nowych kandydatów do zwolnienia. Kto to taki? Czytajcie i oceńcie sami.
***
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
W międzyczasie karuzelę trenerską zdążyło rozkręcić nam już jedno nazwisko i właśnie od niego zaczniemy ten tekst.
JOSH McDANIELS (ex-HC, Las Vegas Raiders)
Drugie podejście McDanielsa do funkcji głównego trenera i zakończone jeszcze gorzej niż kiedy sprawował tą funkcję w Denver Broncos w latach 2009 – 2010. To, że zarówno w Nevadzie, jak i w Colorado nie zabawił dłużej niż półtora roku, tylko świadczy z jakim poziomem mamy do czynienia. Sezon 2009 z Denver McDaniels ukończył z bilansem 8-8, więc całkiem nieźle jak na debiutującego, 33-letniego head coacha, ale rok później tak kolorowo nie było i po porażce z Chiefs McDaniels pożegnał się z pozycją przy bilansie 3-9. Po krótkiej i nieudanej przygodzie w Denver oraz epizodzie w Rams, wrócił na trenerskie łono Billa Belichicka, u którego McDaniels trenersko się wychował. Znów stworzyli dynastię i odnosili sukcesy, więc w 2022 roku Las Vegas Raiders stwierdzili, że czemu by nie dać Joshowi McDanielsowi drugiej szansy? W miarę mocny zespół z realnymi szansami na play offy, który powinien na równi rywalizować w trudnej AFC plus trener wychowany u jednego z największych autorytetów w NFL – co może pójść nie tak? Jak się okazało – wszystko. Sezon 2022 zakończony bilansem 6-11 jest co najmniej powodem do wstydu. Brak awansu do play offów jeszcze można by wybaczyć, ale nie tak słaby bilans, który był idealnym odbiciem gry Raiders. W off seasonie pożegnano się z Derekiem Carrem, który często (niesłusznie) był wymieniany jako jeden z powodów stagnacji Raiders, a przywitano się z Jimmym Garoppolo, który (kto by się spodziewał) gra jak gorsza wersja Carra. W trakcie tego sezonu Raiders całkowicie się posypali – zespół gra chyba jeszcze gorzej niż rok temu, Devante Adams ściągnięty rok temu nie kryje swojej frustracji, Chandler Jones prawdopodobnie zakończył swoją futbolową przygodę przez problemy psychiczne, a przez kontuzje Jimmy’ego Garoppolo Raiders prawie co mecz grają innym rozgrywającym. Jednym słowem – burdel. Czarę goryczy prawdopodobnie przelało fatalne spotkanie z Bears, ale McDaniels posadę stracił tydzień później po porażce z Lions. I nie tylko on – wraz z nim poleciały głowy generalnego menadżera Davida Zieglera oraz OC Micka Lombardiego, więc mamy do czynienia z prawdziwym trzęsieniem ziemi niespotykanym w środku sezonu. I tak mimo wszystko zakończenie współpracy z McDanielsem w tym momencie trochę mnie zaskoczyło – uważałem, że pozwolą mu dograć sezon do końca, a potem nadejdzie “black monday” i wtedy zostałby zwolniony. Ale jak pan Davis mówi, że tak ma być, to tak będzie. Raiders teraz skupią się na znalezieniu nowego head coacha, który spróbuje te zgliszcza uprzątnąć, a dopiero potem coś na nich budować. Josh McDaniels raczej już nie dostanie kolejnej szansy wykazania się jako head coach w NFL (i bardzo dobrze). Zastał Raiders drewnianych, zostawił… spróchniałych.
Raiders relieve HC Josh McDaniels and GM David Ziegler of their duties. pic.twitter.com/oEfMcDmIsO
— NFL (@NFL) November 1, 2023
BRANDON STALEY (HC, Los Angeles Chargers)
Jedno z najczęściej wymienianych nazwisk w kontekście utraty posady. I nie ma się czemu dziwić. Chargers z obecną głębią składu i zapleczem powinni być jedną z najsilniejszych ekip w AFC, a tego najzwyczajniej nie widać. Austin Ekeler, Keenan Allen, Joshua Palmer, Quentin Johnson, Rashawn Slater, Joey Bosa, Khalil Mack, Tuli Tuipulotu no i oczywiście Justin Herbert – z taką ekipą można by spokojnie walczyć o finał konferencji. A jednak w ciągu dwóch lat Brandonowi Staleyowi udało się jedynie awansować do rundy “dzikich kart”, żeby tam przegrać z totalnymi underdogami Jacksonville Jaguars po niesamowitym comebacku Trevora Lawrence’a i spółki. No właśnie – po comebacku. Takie porażki bolą najbardziej, bo niby jesteś pewny wyniku, a tu się okazuje, że przeciwnik którego do tej pory dominowałeś nagle wymierza decydujący cios i to on jest górą. Pomijając sam bilans i grę zespołu, może się wydawać, że Staley nie ma kompletnie pomysłu na rozwiązanie bolączek Chargers, a taką może być obrona,… której Staley jest play callerem. Tak, trener defensywny nie może ogarnąć gry defensywy i nie widać w tej materii żadnych postępów czy też w ogóle pomysłu na rozwiązanie tych problemów i o ile w pass rushu jeszcze sobie radzi, tyle secondary kompletnie leży. Myślę, że jeśli Chargers pod wodzą Brandona Staleya nie dotrą do PRZYNAJMNIEJ Divisional Round, to zakończy on swoją przygodę w Mieście Aniołów, bo na dłuższą metę może to spowodować eksodus graczy, którzy nie chcą grać w teoretycznie silnym zespole, ale nie potrafiącym przeskoczyć pewnego progu. Dla samego Staleya może to być gra o być albo nie być w NFL.
MIKE McCARTHY (HC, Dallas Cowboys)
Kazus podobny do przypadku Chargers, tyle że McCarthy ma do czynienia z dużo większą i bardziej zasłużoną marką w futbolowym światku, liczniejszymi i bardziej fanatycznymi kibicami oraz z jednym z najbardziej ekscentrycznych i niecierpliwych właścicieli. Jerry Jones jest świadom swojego wieku i tego, że żyć wiecznie nie będzie, a z chęcią jeszcze raz zobaczyłby swoich Kowbojów podnoszących puchar Lombardiego. Tymczasem od 1995 r. ani razu nie grali w Super Bowl, mało tego – od tego samego roku ani razu nie rywalizowali w finale konferencji NFC. Mike McCarthy to trener z doświadczeniem i sukcesami w NFL, których nie sposób podważyć, ale wygląda na to, że po poprzednim sezonie utrzymał swoją posadę tylko dzięki swojemu CV i portfolio – bo absolutnie nie można mówić o awansie do Divisional Round i pokonaniu w play offach tylko Tampa Bay Buccaneers, którzy jakoś się trzymali tylko dzięki Tomowi Brady’emu i paru innym nazwiskom, jako o spektakularnym sukcesie. Nie w przypadku tej drużyny. Wybrano kozła ofiarnego w postaci OC Kellena Moore’a i karawana miała jechać dalej. Tyle, że – tak jak w przypadku Staleya – trener specjalizujący się w jednej formacji (w tym przypadku ofensywnej) sobie z nią nie radzi. O ile defensywa pod wodzą DC Dana Quinna jest jedną z najlepszych formacji w lidze, tak w ofensywie z play callem McCarthy’ego widać mocno niewykorzystany potencjał. CeeDee Lamb z Brandinem Cooksem powinni być jednym z najgroźniejszych duo skrzydłowych, Daka Prescotta stać na znacznie więcej, jedyne co naprawdę dobrze w Dallas wygląda to linia ofensywna i gra biegowa. Z takim składem (podobnie jak Chargers) tą ekipę powinno być stać na finał NFC, ba! – w przypadku Cowboys powinien być to plan minimum. Patrząc jednak na ich rywali zarówno w konferencji, jak i w dywizji – szansę na to są niewielkie. Natomiast szanse na zwolnienie McCarthy’ego po sezonie – całkiem duże.
Be careful backing Mike McCarthy and the Cowboys after a blowout win 😲 pic.twitter.com/41y2IGGK2U
— Action Network (@ActionNetworkHQ) November 3, 2023
MATT EBERFLUS (HC, Chicago Bears)
Od Bears w tym sezonie nikt za wiele nie wymagał – z resztą, tak jak i w poprzednich latach. Play offy były poza zasięgiem tej drużyny od samego początku, nawet mimo wszystkich wzmocnień i nowych “broni”, które ściągnięto do Wietrznego Miasta. O mistrzostwie dywizji nawet nie myślano, mimo utraty pozycji hegemona przez Packers i słabszej dyspozycji Vikings. A mimo to przed startem sezonu wśród kibiców Niedźwiadków dało czuć się pewną dozę ekscytacji, czy może ściślej mówiąc – nadziei. Tą nadzieją na lepszą i owocniejszą przyszłość ma być Justin Fields, który udowodnił, że potrafi szybko biegać, ale średnio rzuca. W tym roku miało to wyglądać zdecydowanie lepiej, niektórzy liczyli na duży skok jakościowy z roku na rok, tak jak w przypadku Jalena Hurtsa. A jak to wyglądało na początku sezonu? Każdy widział. Najgorsze w sytuacji Fieldsa prawdopodobnie jest to, że nie było on wyborem obecnego sztabu szkoleniowego i ten nie ma pomysłu jak dalej poprowadzić jego rozwój. Z resztą patrząc na ogólną grę zespołu Matt Eberflus i spółka wydają się nie mieć pomysłu na cokolwiek w Chicago. Defensywa mimo licznych wzmocnień dalej należy do jednej z najsłabszych w lidze, atak mimo ściągnięcia DJ Moore’a zawodzi. Na dodatek miesiąc temu wybuchło spore zamieszanie z ofensywnym koordynatorem Bears, który jak gdyby nigdy nic zniknął z ośrodka treningowego Bears bez słowa, potem pojawiły się plotki, że jego dom przeszukali agenci FBI, a koniec końców sam podał się do dymisji. W 25 dotychczasowych spotkaniach Bears pod wodzą Eberflusa mają bilans 5-20 i o ile można to jeszcze zrozumieć, tak nie do zaakceptowania jest ogólna miernota drużyny. Bears nie mają w tradycji zwalniania trenera w trakcie sezonu i trzymają się tej zasady od czasów początków organizacji. Osobiście uważałem, że Eberflus poleci po ewentualnej porażce z Commanders, bo bilans 0-5 na start to byłaby przesada. Jak na “złość” ten mecz Bears akurat wygrali, a teraz head coach ma “zapasowy spadochron” w postaci wymówki o kontuzjowanym Justinie Fieldsie (bez którego wygrali tyle samo meczów co z nim w tym sezonie). Fani Bears mogą się jednak szykować, że nazwisko Matta Eberflusa, może być jednym z pierwszych, które polecą w czarny poniedziałek.
PETE CARMICHAEL (OC, New Orleans Saints)
W końcu jest rozgrywający, na którym można polegać i tylko czekać na pewne zwycięstwo w najsłabszej dywizji w całej NFL, co nie? Chciałbym żeby tak było, ale ofensywę pełną potencjału ogranicza nie kto inny jak Pete Carmichael. Związany od 2006 roku z Saints trener rozgrywających, a następnie koordynator ofensywy często jest wymieniany jako główny winowajca słabo grającej formacji atakującej i jest to jak najbardziej uzasadnione. Wybierane przez Carmichaela zagrywki wyglądają jak brane z generatora, bo często nie pasują do sytuacji na boisku jak i ustawienia defensywy rywali. Carmichael swoimi zagrywkami tak naprawdę pokazuje kto przez te wszystkie lata odpowiadał za ofensywny play calling w Saints, a on sam niczego się nie nauczył. Coraz częściej widać frustrację nie tylko kibiców, ale i samych zawodników brakiem efektywności gry ofensywy, która coraz częściej musi polegać na obronie. Przed sezonem mówiło się, że to head coach – Dennis Allen jest na gorącym stołku trenerskim, ale wcale się nie zdziwię, gdy w razie zawalenia sezonu (czytaj: brak wejścia do play offów) poleci głowa Carmichaela jako kozła ofiarnego, Allenowi rodzina Bensonów da “jeszcze jedną szansę”. Dennis Allen stara wprowadzić do taktyki pewne swoje niuanse i jako w praktyce koordynator defensywy wychodzi mu to bardzo dobrze. Da się również zauważyć zmianę w jego zachowaniu – nabrał pewności siebie i nie boi się już dyskutować z sędziami przy kontrowersyjnych decyzjach – nie jest już tak bezpłciowy jaki był w zeszłym sezonie, a to odbija się na zaufaniu szatni. W Nowym Orleanie nie lubią trzęsień ziemi, do takiego będzie musiało dojść za rok, kiedy większości kluczowych zawodników kończą się kontrakty, ale zmiana samego koordynatora ofensywy będzie jak najbardziej rozsądnym posunięciem.
Derek Carr and Pete Carmichael having a conversation after the last drive stalled. pic.twitter.com/6vOIyEImgr
— Boot Krewe Media (@BootKreweMedia) October 20, 2023
MATT CANADA (OC, Pittsburgh Steelers)
Akcja na X/Twitterze #FireCanada bynajmniej nie nawołuje do podpalenia Kanady, ale do zwolnienia prawdopodobnie najbardziej znienawidzonego koordynatora ofensywy w całej lidze. Sprawy zaszły tak daleko, że jeden z fanów Steelers opłacił Deana Norrisa – aktora najbardziej znanego z zagrania Hanka Schradera w serialu Breaking Bad – żeby ten nagrał ten oto filmik:
A Steelers fan Paid Hank from Breaking bad to tell Matt Canada to get the hell out of Pittsburgh 😂😂#steelers pic.twitter.com/630cRDhFdj
— Matthew Luciow (@matthewluciow92) September 22, 2023
Bolączki kadencji Matta Canady sprowadzają się do słabego zarządzania playbookiem i nienajlepszym dobieraniem zagrywek. Opinia publiczna zarzuca również słaby rozwój Kenny’ego Picketta i jest w tym dużo racji, jednak należy pamiętać, że Pickett ma swoje ograniczenia. Ale to właśnie rolą ofensywnego koordynatora powinno być jeśli nie wyeliminowanie, to przynajmniej ich zamaskowanie. Ale Canada wydaje się być tam “zapchajdziurą”, bo Mike Tomlin nie potrafił znaleźć nikogo innego. Podejrzane jest natomiast to, że Mike Tomlin z taką gorliwością broni swojego koordynatora, mimo że prawdopodobnie doskonale zdaje sobie sprawę z jego niekompetencji. Niektórzy przypominają, że w 2018 r. na uczelnię Maryland dostał się Dorian Tomlin – syn Marka Tomlina – a wtedy głównym trenerem Maryland był właśnie Matt Canada. Plotki mówią, że to właśnie dzięki protekcji Canady syn szkoleniowca Steelers dostał się na uczelnię, ale plotki to plotki – nie należy im do końca ufać. Nie ma natomiast wątpliwości, że relacja Mike Tomlina z Mattem Canadą jest specyficzna i ich wzajemne koleżeństwo jest jednym z czynników jeszcze trzymającym koordynatora ofensywy na pozycji. Możliwe też, że Tomlin chce przetrzymać Canadę do końca sezonu. Jeśli Steelers uda się zagrać w post seasonie, wtedy Tomlin będzie mógł tryumfalnie powiedzieć “I co teraz hejterzy? Matt dał radę” (od razu zaznaczam, że to scenariusz bardzo mało prawdopodobny). Jeśli natomiast Steelers zakończą swój sezon po 17 spotkaniach, wówczas Canada będzie idealnym materiałem na kozła ofiarnego, a sam Tomlin z całego tego zamieszania wyjdzie albo bez szwanku na wizerunku albo z co najwyżej lekką na nim rysą.
RON RIVERA (HC, Washington Commanders)
Commanders tego lata spotkała największa zmiana od ponad 30 lat. Na fotelu właściciela (w końcu) nie zasiada Dan Snyder, a Josh Harris – nowy współwłaściciel, ale tak naprawdę to on jest tym najważniejszym – będzie szykował Commanders do nie lada rewolucji, co pokazał oddając w wymianach dwóch kluczowych graczy defensywy – Monteza Sweata i Chase’a Younga. Więcej ruchów Harris z pewnością zrobi w off seasonie przed samym draftem i możliwe, że na samych zawodnikach się nie skończy. Harris to człowiek lubiący zaczynać od zera, chcący budować coś “swojego” i nie wykluczone, że w planie budowy Commanders (jeśli dalej będą się tak nazywać) nie zostanie uwzględniony Ron Rivera. Żeby nie było – Ron Rivera to profesjonalista z prawdziwego zdarzenia i w żadnym wypadku nie jest złym trenerem. Według mnie i tak w tej chwili wyciska z tej drużyny ile się da i robi wynik ponad stan. Nawet po ewentualnym zwolnieniu z Commanders bez problemu powinien znaleźć pracę w którejś drużynie. No, ale właśnie – gdyby Harris liczył się ze zdaniem Rivery, wówczas nie wymieniłby Sweata i Younga, bo head coach z pewnością chciałby nimi coś jeszcze ugrać. Po takich ruchach jakość defensywy drużyny ze stolicy niewątpliwie spadnie – a wraz z tym wyniki. Jeśli była to pierwsza kość niezgody między Riverą, a Harrisem to można śmiało założyć, że w przyszłości ta współpraca również nie będzie się malowała w różowych barwach i lepiej dla obu stron byłoby, gdy rozstały się po sezonie. Josh Harris zainstaluje któregoś ze swoich ludzi i będzie próbował wdrażać własną filozofię, a Ron Rivera obejmie inną drużynę, w której miałby więcej do powiedzenia w kwestii budowy składu, może jedną z ekip na Florydzie, która wkrótce wejdzie w przebudowę…?
TODD BOWLES (HC, Tampa Bay Buccaneers)
Nikt w Tampie się nie oszukiwał – po odejściu (w ten czy inny sposób) Toma Brady’ego nie ma co liczyć na wielkie sukcesy, ale można walczyć o najwięcej jak się da obecnym składem. Todd Bowles – podobnie do swojego kolegi po fachu z dywizji – objął funkcję head coacha jako koordynator defensywy, po odejściu z drużyny trenera, który poprowadził Bukanierów do zdobycia Super Bowl. Już rok temu było widać wyraźny zjazd z poziomu drużyny z Tampy, która mimo Toma Brady’ego za kierownicą i wygrania dywizji była skazywana na pożarcie w play offach i tak też się stało. O ile obrona dalej trzyma bardzo wysoki poziom, o tyle cała reszta co najwyżej przeciętnie. W Buccaneers w zasadzie przechodzą przez bardzo specyficzny okres w życiu futbolowej drużyny – z ekipy, która postawiła na wszystko i wygrała Super Bowl, w przeciągu zaledwie trzech lat stała się ligowym średniakiem, który bardziej patrzy w stronę przebudowy. Jak będzie wyglądać przyszłość na Florydzie? Tego nie wie nikt, ale bez satysfakcjonujących wyników tu i teraz (czytaj: awansu do play offów) w Tampie bez żalu pożegnają się z Bowlesem.
BILL BELICHICK (?) (HC, New England Patriots)
Człowiek równie kochany, co i znienawidzony. Czy to przez kibiców innych drużyn, czy przez fanów Patriots. Bill Belichick w NFL jako trener osiągnął wszystko, a jedyne co powstrzymuje go przed zasłużoną emeryturą to rekord zwycięstw należący od 1995 r. do Dona Schuli. 8 mistrzowskich pierścieni (z czego 6 jako główny trener) to najlepszy dowód na to, że to żywa legenda nie tylko Patriots, ale i całej NFL. Swoimi nowatorskimi pomysłami zrewolucjonizował grę w ataku, a jego pomysły były adaptowane przez resztę ligi. Miejsce w Hall of Fame zapewnione już od ładnych parunastu lat. Może się wydawać, że Belichick ma status nietykalnego. Ale czy na pewno? Ostatnich lat w Nowej Anglii na pewno nie można określić mianem tłustych. Dalej wydaje się, że Patriots próbują ocucić się z kaca po odejściu Toma Brady’ego. Próbowali z Camem Newtonem – wyszło bardzo średnio. W końcu wydawało się, że znaleźli idealnego następcę w postaci Maca Jonesa i na razie wychodzi… jeszcze gorzej. Czynników wpływających na ogólną słabość Patriotów jest dużo i zasługuje to na osoby tekst, jednak nie sposób nie wskazać na Billa Belichicka jako jednego z winowajców obecnego stanu rzeczy. Podejmowanie absurdalnych decyzji kadrowych (patrz: Matt Patricia jako koordynator ofensywy), opieranie się na rozwiązaniach, które kiedyś były rewolucyjne, ale teraz są już schematyczne, czy ogólne zarządzanie organizacją, co wygląda jakby Belichick nie miał realnego pomysłu na tą drużynę. I teraz trzeba zadać sobie pytanie – co zrobi Robert Kraft? Uszanuje osiągnięcia i da Billowi szansę na pobicie rekordu Schuli, a potem obaj odjadą w swoje strony niczym w epilogu “Szybkich i wściekłych 7”, czy brutalnie zakończy jedną z najlepszych trenerskich karier w dziejach? Sytuacja Billa Belichicka w Patriots jest bardzo podobna do Arse Wengera, kiedy ten kończył swoją przygodę z Arsenalem. Kibice psioczyli, narzekali i domagali się zwolnienia Arse, a kiedy ten sam odszedł, nie sposób nie było przypomnieć wszystkich trofeów, które Francuz z tą drużyną zdobył. I kiedy Belichick odwiesi trenerskie słuchawki, w Nowej Anglii będzie podobnie.
***
Na koniec zachęcamy do naszego świeżutkiego podcastu:
Przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy