Skip to content

Klątwa three-peatu – Czy w końcu się uda?

Kansas City Chiefs stworzyli nową dynastię – to nie ulega wątpliwości. W ciągu pięciu lat, 4 razy doszli do Super Bowl i 3 razy udało im się założyć pierścienie na palce. Jednak Chiefs stoją przed historyczną szansą na odróżnienie się od reszty dynastii, jakich na przełomie lat w NFL trochę było. Mają szansę na three-peat, czyli zdobycie mistrzostwa trzeci raz z rzędu. Obrona tytułu mistrzowskiego też zasługuje na uznanie, ale wygranie trzy razy z rzędu? To już naprawdę nie lada osiągnięcie. Zwłaszcza, że w erze Super Bowl jeszcze nikomu się to nie udało. Nie znaczy to, że nikt nie próbował.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

***

Three-peat w każdym sporcie jest dużym wyczynem. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie we wszystkich głównych ligach (w większym lub mniejszym stopniu) obowiązują mechanizmy mające wyrównywać szanse między gorszymi i lepszymi zespołami, jakimi są draft i salary cap (jedynym wyjątkiem jest MLB, gdzie nie ma limitu płacowego). Mimo to zdarzały się dłuższe passe mistrzowskie, w zamierzchłych czasach, kiedy drafty dopiero raczkowały, a o limicie płacowym mało kto myślał. 

Three lub więcej-peaty w historii amerykańskich sportów:

MLB:

  • New York Yankees 1936 – 1939 (4-peat)
  • New York Yankees 1949 – 1953 (5-peat)
  • Oakland Athletics 1972 – 1974
  • New York Yankees 1998 – 2000

 

NBA:

  • Minneapolis Lakers 1952 – 1954
  • Boston Celtics 1957 – 1966 (11-peat)
  • Chicago Bulls 1991 – 1993 i 1996 – 1998
  • Los Angeles Lakers 2000 – 2002

 

NHL:

  • Toronto Maple Leafs 1947 – 1949
  • Montreal Canadiens 1956 – 1960 (5-peat)
  • Toronto Maple Leafs 1962 – 1964
  • Montreal Canadiens 1976 – 1979 (4-peat)
  • New York Islanders 1980 – 1983 (4-peat)

 

NFL (przed erą Super Bowl):

  • Green Bay Packers 1929 – 1931 i 1965 – 1967

Może się wydawać, że trochę tego było. Ale patrząc na to jak stare są wszystkie ligi i w jak dużych odstępach czasowych wydarzyły się następne passe, to jest to naprawdę duże osiągnięcie, żeby choćby te trzy razy z rzędu zdobyć mistrzostwo, nie wspominając o 4-, 5- czy 11-peatach. Jedynie w NHL co dekadę praktycznie pojawiała się drużyna, która zdobywała przynajmniej 3-peat, ale od czasu wprowadzenia salary capu (sezon 2005/06) nie było już ani jednego takiego przypadku. 

Jednak jak można zauważyć, 3-peaty w tym stuleciu są nie tyle co rzadkością, co ewenementem. W XXI wieku udało się to tylko Los Angeles Lakers, a całkiem blisko tego osiągnięcia była dynastia Golden State Warriors. 

Jak ma się to do NFL? Jedyną drużyną, która trzy razy z rzędu wygrała mistrzostwo są Green Bay Packers, którzy dokonali tego dwukrotnie. Jednak ani razu nie udało im się to w erze Super Bowl. Fakt – wygrali Super Bowl I i II (znane wówczas jeszcze jako NFL-AFL Championship Game) w 1966 i 1967 roku, ale wcześniej zdobyte mistrzostwo NFL  z 1965 r.  nie zalicza się do ery Super Bowl. Dlatego właśnie potencjalny three-peat Kansas City Chiefs może być przełomowy. A jak to wyglądało w przeszłości? Były zespoły, które miały potencjał aby tego dokonać, ale za każdym razem zabrakło… czegoś. 

 

GREEN BAY PACKERS – 1968

To byli dominatorzy. Green Bay Packers z lat sześćdziesiątych XX wieku są wymieniani wśród najlepszych drużyn w historii tego sportu. Duża w tym zasługa legendarnego trenera Vince’a Lombardiego, na cześć którego później zostało nazwane trofeum za wygranie Super Bowl. Packers wygrywali mistrzostwo NFL w latach 1965, 1966 i 1967, w dwóch ostatnich przypadkach były to pierwsze edycje Super Bowl. Drużyna z mroźnego Wisconsin oczywiście miała ambicje na zaatakowanie czwartego mistrzostwa z rzędu i trzeciego z rzędu zwycięstwa w Super Bowl, ale pojawił się jeden problem. A w zasadzie to zabrakło jednego kluczowego elementu – Vince’a Lombardiego. Zrezygnował on z funkcji głównego trenera na rzecz stanowiska generalnego menadżera, a swoim następcą mianował swoją prawą rękę i asystenta Phila Bengtsona. Niełatwo jest wejść w buty kogoś, kto dla klubu wygrał łącznie 5 tytułów mistrzowskich w ciągu 7 lat. A jakby Bengtsonowi było mało presji, tak drużynę naładowaną gwiazdami i przyszłymi członkami Galerii Sław, zaczęły nękać kontuzję m. in. QB Barta Starra. W dodatku przez większość sezonu Packers grali bez kickera, który również był kontuzjowany i na przestrzeni całego sezonu zawodnicy z różnych pozycji na zmianę kopali piłkę. Packers w kluczowych momentach spotkań wręcz nie istnieli – 5 z 7 ich porażek w tamtym sezonie zakończyła się różnicą jednego posiadania. Packers zakończyli rozgrywki z bilansem 6-7-1 (pierwszym od 10 lat bilansem na minusie) i brakiem awansu do play offów. Był to początek lat posuchy w tej utytułowanej organizacji – od 1968 do 1992 roku Packers tylko dwa razy zagrali w play offach. 

 

MIAMI DOLPHINS – 1974

Kolejna drużyna, kolejny wielki trener. W 1970 roku doszło do zaplanowanej już od paru lat fuzji NFL z AFL i wtedy właśnie powstała liga, którą znamy dzisiaj jako… NFL. Oznaczało to, że drużyny z tych dwóch, wcześniej konkurencyjnych lig, w końcu mogły rywalizować między sobą w sezonie regularnym, a nie tylko w jednym meczu w play offach, czyli w Super Bowl. Wtedy też Miami Dolphins zatrudnili odnoszącego sukcesy w drużynie Baltimore Colts trenera Dona Schulę. Dolphins byli wówczas jedną z najgorszych ekip w AFL, a Schuli zajęło zaledwie dwa lata zrobienie z nich kontendera. Już w sezonie 1971 udało się im wejść do Super Bowl VI, gdzie musieli jednak uznać wyższość Dallas Cowboys. Następne lata to już jednak całkowita dominacja Dolphins Dona Schuli – dwa z rzędu wygrane Super Bowl, w tym jedno w sezonie 1972, kiedy jako jedyni w historii zrobili “perfect season” (inna sprawa, że Dolphins mieli wówczas jeden z łatwiejszych kalendarzy w 14-sto tygodniowym sezonie i od tamtej pory NFL zmieniło zasady ustalania terminarzy spotkań, ale dalej nie ujmuje to i tak dużego osiągnięcia). W sezonie 1974 oczywiście również przymierzano się do Super Bowl. I choć nie udało się powtórzyć “perfect season” (co w zasadzie było do przewidzenia), tak Dolphins dalej zakończyli rozgrywki z bardzo dobrym bilansem 11-3, wygrali swoją dywizję, a zarówno ich ofensywa, jak i defensywa była w ligowym top 10. W Divisional Round Miami trafiło na drużynę, którą rok wcześniej odprawiła w AFC Championship Game, prowadzonych przez Johna Maddena Oakland Raiders. Według wielu to jeden z najlepszych meczów play offowych w historii, to spotkanie miało po prostu wszystko, w tym dramatyczną końcówkę. Przy prowadzeniu 26-21 dla Dolphins w końcówce meczu, QB Raiders Ken Stabler rzuca piłkę w endzone samemu będąc powalanym, do Clarence’a Davisa, wokół którego jest trzech graczy Dolphins i Raiders zdobywają przyłożenie, które dało im zwycięstwo, a akcja przeszła do historii jako “Sea of Hands”.

I tak jak w przypadku Green Bay, tak i tu po nieudanej próbie zrobienia three-peatu, Dolphins popadli w kryzys – przez następne trzy lata nie mogli wejść do play offów i do tej pory nawet nie otarli się o grę w Super Bowl. Jednak na gruzach niedoszłej dynastii, wyrosła inna, która stanęła przed szansą na three-peat aż dwukrotnie,

 

PITTSBURGH STEELERS – 1976 i 1980

Terry Bradshaw, Mel Blount, Joe Greene, Jack Ham, Franco Harris, Jack Lambert, Donnie Shell, John Stallworth, Lynn Swann, Mike Webster i do tego wszystkiego head coach Chuck Noll. Wszystkie te postaci tworzyły dynastię Steelers lat 70. XX wieku i wszyscy wyżej wymienieni są dzisiaj członkami Hall of Fame i zdecydowana większość została wybrana przez Steelers w drafcie. W tym samym sezonie, w którym Dolphins odpadli po meczu z Raiders i “Sea of Hands”, Steelers tych samych Raiders pokonali w AFC Championship Game, a następnie sięgnęli po pierwsze w historii organizacji trofeum Lombardiego. Rok później udało się powtórzyć ten wyczyn i wszystko wskazywało na to, że w następnym sezonie też będą murowanym faworytem, ponieważ to nadal była dość młoda drużyna i większość zawodników była lub wchodziła w swój “prime”. Jednak początek sezonu 1976 okazał się zaskakująco bardzo zły – pierwsze pięć spotkań i bilans 1-4, w tym przegrana z Raiders, kiedy w czwartej kwarcie Stalowi prowadzili z nimi różnicą 14 punktów. Jednak te cztery porażki na początek sezonu, to jedyne jakie Steelers wtedy odnieśli, bo cały sezon zakończyli z bilansem 10-4 i wygraniem dywizji AFC Central. A trzeba podkreślić, że przez pół sezonu grali bez Terry’ego Bradshawa, który leczył kontuzję, a to dzięki słynnej formacji defensywnej, zwanej “Steel Curtain” (w nawiązaniu do “żelaznej kurtyny”), która w ostatnich 9 spotkaniach średnio dopuszczała do straty zaledwie 3.1 punktu na mecz (!). Swoje dorzucili też dwaj świetni biegacze – Franco Harris i Rocky Bleier. Obaj przekroczyli granicę 1000 wybieganych jardów. W pierwszej rundzie play offów rozgromili Baltimore Colts 40-14 i wydawało się, że naprawdę nikt nie jest w stanie im zagrozić. Jednak spotkanie z Colts Steelers okupili stratą obu running backów i do meczu o mistrzostwo AFC przystępowali poważnie osłabieni. Oakland Raiders zrewanżowali się za poprzedni rok i to drużyna Johna Maddena okazała się lepsza nie tylko w tym meczu, ale i w całym sezonie, co potwierdzili wygrywając Super Bowl. W następnym sezonie Steelers również weszli do play offów, ale byli zdecydowanie najsłabszą drużyną spośród tych, które w post seasonie zagrały, awansując z bilansem 9-5, w czym pomogła im głównie gra w najsłabszej wówczas dywizji. Skończyło się szybkim odpadnięciem w pierwszej rundzie z Denver Broncos. Po dwóch latach Steelers wrócili do Super Bowl, i ponownie wygrali je dwa lata z rzędu ugruntowując dynastię lat siedemdziesiątych. Jednak ukoronowaniem tej dynastii miał być oczywiście three-peat. Drugi atak na to osiągnięcie został przypuszczony w sezonie 1980, jednak to był zdecydowanie najgorszy sezon w wykonaniu tamtej drużyny, której trzon przestali tworzyć młodzi zawodnicy, a składała się już głównie z grupy weteranów. Zespół zaczęły trapić liczne kontuzje, z gry na większość sezonu wypadł WR John Stallworth, który złamał nogę, “Steel Curtain” z topowej defensywy ligi stała się przeciętną, a Terry Bradshaw rzucił aż 22 przechwyty. Co prawda udało im zakończyć się sezon z bilansem 9-7, ale to i tak było za mało żeby zakwalifikować się do gry w post seasonie (a warto podkreślić, że zaczęli bardzo dobrze od czterech wygranych w pierwszych pięciu spotkaniach). Z drużyny zaczęli odchodzić co bardziej zasłużeni zawodnicy, czy to na emeryturę, czy też do innych zespołów, a na następny triumf w Super Bowl fani Stalowych musieli czekać do nowego milenium. 

 

SAN FRANCISCO 49ERS – 1990

Lata 80. były dość zróżnicowane pod względem zwycięzców Super Bowl – w tamtej dekadzie z końcowego sukcesu mogło się się cieszyć aż 6 różnych drużyn, a tylko dwie wygrały więcej więcej niż raz – Washington Redskins i San Francisco 49ers. Bill Walsh zrewolucjonizował futbol dzięki “West Coast offense”, która jako pierwsza  w historii, kładła tak duży nacisk na grę podaniową. Ten styl idealnie wręcz został dopasowany pod umiejętności pierwszego “nowoczesnego” QB w historii – Joe Montany. Montana w sezonie 1988 poprowadził 49ers do pierwszego w historii tej drużyny wygranego Super Bowl, gdzie poprowadził kluczowy drive na zwycięstwo 20-16 z Cincinnati Bengals, a sam zgarnął za ten sezon nagrodę MVP. Rok później 49ers byli prawdziwymi dominatorami – sezon zakończyli z najlepszym bilansem w NFL 14-2, Montana znów zgarnał statuetkę MVP, Super Bowl MVP, a także OPOY, a w play offach podopieczni następcy Billa Walsha – George’a Seiferta – dali pokaz siły. Najpierw w Divisional Round bez większych przeszkód odprawili Minnesota Vikings wynikiem 41-13, następnie w finale NFC rozgromili 30-3 Los Angeles Rams, a w Super Bowl XXIV dokonali rzezi niewiniątek na Denver Broncos – 55-10, co do dzisiaj pozostaje największym blow outem w Super Bowl w historii. Oczywiście Montana nie grał sam, do pomocy miał m. in. WR Jerry’ego Rice’a, który przekroczył barierę 1500 jardów w sezonie, a za najlepszą wówczas defensywę w lidze odpowiadał Bill McPherson. Cała drużyna otwarcie mówiła, że cel na przyszły sezon jest jeden – three-peat. I wydawało się, że 49ers rzeczywiście się to uda. Podobnie jak rok wcześniej zakończyli sezon regularny bilansem 14-2, w pierwszej rundzie bez problemów rozprawili się z Redskins, ale w finale konferencji trafili jednak na skałę – New York Giants. 49ers i Giants w tamtej dekadzie mierzyli się aż cztery raz w play offach i obie ekipy wygrywały po dwa razy, jednak nigdy do tej pory w meczu o taką stawkę. Mecz dzięki tej rywalizacji obu ekip w play offach nabrał dodatkowej otoczki. Mimo, że Giants zakończyli sezon regularny z tylko nieco gorszym bilansem niż Niners (13-3), a w rundzie dywizyjnej równie gładko poradzili sobie z Chicago Bears, to Joe Montana i spółka byli według bukmacherów zdecydowanym, aż ośmiopunktowym faworytem. Całe spotkanie było bardzo zacięte i było wiadomo, że każde zagranie, każdy najmniejszy błąd może zadecydować o wyniku końcowym. I właśnie w tym meczu wydarzyły się dwie rzeczy, które zaważyły na losach całej organizacji z San Francisco (a może nawet i całej ligi). 

Leonard Marshall swoim powaleniem wykluczył Joe Montanę z meczu, a jak się później okazało, również z 49ers. Jego miejsce zajął Steve Young, który w późniejszych latach również poprowadził Niners do triumfów w Super Bowl, ale nie w tym meczu. Obrona Giants okazała się przeszkodą nie do przejścia, a losy spotkania rozstrzygnęły się w samej końcówce. Niners prowadzili 13-12 i jedyne co musieli zrobić, aby wygrać to zdobyć pierwszą próbę i spalić zegar. Young oddał piłkę biegaczowi Rogerowi Craigowi, który… wypuścił piłkę z rąk, a tą odzyskali Giants, którzy musieli “jedynie” poprowadzić drive w zasięg kopnięcia z pola i trafić. I to właśnie się stało – Matt Bahr celnym kopnięciem zakończył marzenia 49ers o three-peacie.  Co warto podkreślić – Giants w tym meczu nie zdobyli ani jednego przyłożenia, wszystkie punkty dla Nowojorczyków zdobył kicker. Giants w Super Bowl, po równie dramatycznym spotkaniu, pokonali Buffalo Bills. Tymczasem w Kaliforni szykowały się wielkie zmiany. Montana z powodu kontuzji nie grał cały sezon 1991 i większość sezonu 1992, jednak kiedy już wrócił na boisko, pokazał że dalej jest bardzo dobrym rozgrywającym i potrafi wygrywać, ale przez cały czas kiedy Montana leczył kontuzję, Steve Young pokazał, że wcale nie jest gorszy i Niners już przyzwyczaili się do braku Montany w składzie. A nie wiadomo było czy kontuzja może się na nowo odnowić. Pewne było tylko to, że w Santa Monica może zostać tylko jeden nich. Padło na Younga, a Montana została oddany w ramach wymiany do Kansas City Chiefs, ale to już historia na inną opowieść.

 

DALLAS COWBOYS – 1994 

“How bout them Cowboys!” – te słynne słowa, które do dzisiaj są jednym ze znaków rozpoznawczych Americas Team, padły z ust Jimmy’ego Johnsona, head coacha Cowboys, wieńcząc prawdopodobnie jedną z najlepszych mów pomeczowych, po zwycięstwie nad San Francisco 49ers w NFC Championship Game w 1993 roku, by w Super Bowl XXVII druzgocąco pokonać Buffalo Bills. Ale jak to się zaczęło? Sezon 1989 był ostatnim w karierze legendarnego trenera Kowbojów – Toma Landry’ego, który tę funkcję w Dallas objął jeszcze w latach 60. To jemu Cowboys zawdzięczają dwa zdobyte mistrzostwa, a łącznie Lanrdy i Cowboys meldowali się w Super Bowl aż pięciokrotnie. Jednak ostatnie lata Landy’ego w Teksasie nie były najlepsze. Zwieńczeniem jego bogatej i zasłużonej kariery okazał się koszmarny sezon 1989, który to Cowboys zakończyli z bilansem 1-15 i “jedynką” w drafcie, której i tak nie mogli wykorzystać, jako że rok wcześniej w drafcie uzupełniającym wybrali QB Steve’a Walsha. I w takiej sytuacji zespół zastał Jimmy Johnson, pierwszy trener zatrudniony przez nowego właściciela Cowboys – Jerry’ego Jonesa. Johnson w ciągu trzech lat zbudował drużynę na miarę Super Bowl, które drużyna z Arlington wygrała w kampaniach 1992 i 1993. Troy Aikman, Emmitt Smith, Michael Irvin, Tony Tolbert to tylko niektórzy zawodnicy, którzy współtworzyli dynastię Cowboys. Oczekiwania przed sezonem 1994 wobec Kowbojów były naprawdę duże i każdy ich kibiców liczył, że to właśnie ich drużyna zostanie tą pierwszą w historii, która wywalczy three-peat. Czyż nie byłoby to idealne ukoronowanie drużyny, która zasłużyła sobie na przydomek “90’s team”?. Pojawił się jeden, naprawdę duży problem. Jimmy Johnson przed startem sezonu 1994 ogłosił, że doszedł z Jerrym Jonesem do “obopólnego” porozumienia, na mocy którego odchodzi  z drużyny. Powód? Poszło o władzę. Jones i Johnson do tej pory współdzielili funkcję generalnego menadżera. Jednak po triumfie w 1993 roku Jones chciał większej władzy i planował zostać wyłącznym GM-em, natomiast Johnson nie chciał rezygnować ze swoich uprawnień do wpływania na organizację poza boiskiem. W grudniu 1993 roku Johnson zasugerował, że byłby chętny do objęcia funkcji head coacha nowej drużyny ekspansywnej, Jacksonville Jaguars. Jones skomentował, że sam będzie decydował o trenerskiej przyszłości Johnsona. Gwoździem do trumny relacji obu panów była wypowiedź Jerry’ego Jonesa z marca 1994, w której stwierdził, że “każdy trener byłby w stanie wygrać z Cowboys Super Bowl”. Jones żeby udowodnić swoją tezę, ściągnął do Teksasu legendę futbolu akademickiego Barry’ego Switzera, człowieka, który jako trener uniwersytetu Oklahomy trzykrotnie sięgał po akademickie mistrzostwo kraju. W pierwszym sezonie ze Switzerem u sterów, Cowboys spisali się bardzo dobrze, kończąc sezon regularny z bilansem 12-4 i drugim miejscem w konferencji NFC, a każda z tych czterech porażek kończyła się różnicą jednego posiadania. W Divisional Round bez problemów pokonali Green Bay Packers, ale w finale konferencji napotkali na żądnych zemsty 49ers. Dla obu ekip było to trzecie z rzędu spotkanie w NFC Championship Game i do tej pory to ekipa z Teksasu triumfowała. Tym razem było inaczej. Steve Young chciał zerwać z łatką tego, który nie dojeżdża w kluczowych spotkaniach, podczas gdy Aikman do tego podchodził z  bilansem 7-0 w meczach play offowych. Mimo, że Cowboys mieli ponad 450 jardów w ofensywie, w porównaniu do 294 Niners, to właśnie drużyna z Kaliforni zameldowała się ponowinie w Super Bowl, gdzie odnieśli ostateczny triumf nad San Diego Chargers. Kluczowe znaczenie w tym spotkaniu miały straty. Cowboys łącznie 5 razy oddawali piłkę w ręce rywali i już po pierwszej kwarcie przegrywali 21-7. Oczywiście zaraz po porażce zaczęto wyciągać słynną wypowiedź Jones’a z marca. Switzer natomiast zamknął krytykom usta zaledwie rok później, wygrywając w Super Bowl XXX i cementując dynastię Cowboys lat 90. 

 

DENVER BRONCOS – 1999

John Elway i Terrell Davis to prawdopodobnie najlepsi zawodnicy w historii drużyny z Kolorado. I jakież mieli szczęście fani Broncos, że przyszło im grać dla tej organizacji w tym samym momencie. Do tej pory ekipa z Denver mając Johna Elwaya trzy razu grała w Super Bowl i trzy razy przegrała: z New York Giants w 1987 (20-39), z Washington Redskins w 1988 (10-42) i z San Francisco 49ers w 1990 (10-55). Terry Bradshaw o Elwayu przed draftem mówił, że nie jest to rozgrywający, z którym będzie się walczyć o mistrzostwo i każda kolejna klęska Broncos w Super Bowl, utwierdzała krytyków Elwaya w tym przekonaniu. I to mimo statuetki MVP za sezon 1987. Wszystko zmieniło się w 1995 roku, kiedy funkcję head coacha w Denver objął Mike Shanahan, a w drafcie w szóstej rundzie został wybrany wyżej wspomniany Davis. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W sezonie 1996 Broncos awansowali do play offów z bilansem 13-3, ale w Divisional Round dość zaskakująco przegrali z Jacksonville Jaguars. Ale już w sezonie 1997 sięgnęli po pierwsze w historii organizacji trofeum Lombardiego, pokonując w Super Bowl XXXII broniących tytułu mistrzowskiego Green Bay Packers. Rok później Broncos byli jeszcze lepsi, wchodząc do play offów z bilansem 14-2, przez obie rundy przeszli jak burza, a w wielkim finale nie pozostawili złudzeń Atlanta Falcons. Terrell Davis został czwartym zawodnikiem w historii, który przekroczył granicę 2000 jardów biegowych w sezonie, dzięki czemu zasłużył sobie na nagrodę MVP. Wszyscy w Kolorado patrzyli na przyszłość w różowych okularach, ale nie przewidzieli jednego. John Elway w wieku 38 lat ogłosił przejście na emeryturę. Przed Mikem Shanahanem stanęło zadanie znalezienia zastępstwa dla rozgrywającego, który był liderem drużyny przez 16 lat i żywą legendą organizacji. Wybór padł na dotychczasowego back-upa Elwaya – Briana Griese’ego, który został wybrany rok wcześniej w drafcie. Zamysł był taki, że Griese miał “nie przeszkadzać”, podczas gdy Terrell Davis miał być główną postacią ofensywy Broncos. Jednak Griese bardzo przeszkadzał drużynie i głównie dzięki jego fatalnej grze zaczęli sezon od czterech porażek. Na domiar złego w czwartym tygodniu, podczas spotkania z New York Jets Davis zerwał ścięgno Achillesa, co definitywnie pozbawiło fanów Broncos jakichkolwiek, złudnych nadziei na three-peat. Griese pozostał starterem aż do bye weeku, ale po nim został posadzony na ławkę. Sezon 1999 Broncos zakończyli bilansem 6-10, co było najgorszym wynikiem drużyny broniącej tytułu mistrzowskiego w historii aż do sezonu 2022 i przetrzebionych kontuzjami Los Angeles Rams. Mike Shanahan zachował posadę w Denver do 2008 roku, jednak już bez większych sukcesów, zaledwie dwa razy awansując do play offów. Na następne triumfy fani z Kolorado musieli czekać do 2015 roku.

 

NEW ENGLAND PATRIOTS – 2005

Przechodzimy do czasów bardziej współczesnych i pierwszej dynastii XXI wieku. Bill Belichick, Tom Brady, czyli New England Patriots. Prawie każdy zna tą historię, więc nie będę przybliżał tego jak to wszystko się zaczęło, a skupimy się na samym sezonie 2005, w którym Patriots mogli walczyć o three-peat. I byłaby na to realna szansa, gdyby nie fala kontuzji, która przetoczyła się po całej drużynie, ale w szczególności dotknęła formację defensywną. Już w off seasonie Patriots stracili na początek następnego sezonu linebackera Tedy’ego Bruschiego, który w lutym przeżył zawał serca, który niemal zakończył jego karierę. Bruschi zaskakująco wrócił jednak do gry w październiku. Dodatkowo safety Rodney Harrison wypadł z gry do końca roku po kontuzji w week 3 . Jako wolni agenci z drużyny odeszli Ty Law, który podpisał kontrakt z New York Jets oraz Joe Andruzzi do Clevland Browns. W sezonie 2005 Patriots mieli łącznie 45 starterów na różnych pozycjach, a mimo to i tak udało im się wygrać AFC East z bilansem 10-6. W rundzie dzikich kart Patriots zdominowali Jaguars wygrywając wysoko 28-3, jednak już w Divisional Round to oni zostali zdominowani przez Denver Broncos przegrywając 13-27. Była to jednocześnie pierwsza play offowa porażka Toma Brady’ego oraz Billa Belichicka jako head coacha Patriots. Do tej pory był to ostatni sezon, w którym któraś drużyna miał szansę na trzecie mistrzostwo z rzędu. 

 

KANSAS CITY CHIEFS – 2024

Witamy w teraźniejszości. Już w tą niedzielę możemy być świadkami historii i zobaczyć jak Kansas City Chiefs zostają pierwszą drużyną, która trzy lata z rzędu podnosi trofeum Lombardiego. Cały sezon w wykonaniu Chiefs nie był specjalnie wybitny. Można nawet powiedzieć, że styl gry obecnych mistrzów był jednym z najmniej atrakcyjnych dla oka i postronnego widza. Ale trzeba przyznać, że był to futbol cholernie skuteczny. Wyniki były jakie były, ale były. Patrick Mahomes zagrał najgorszy sezon w swojej karierze, a mimo to dotarł do Super Bowl. W sezonie regularnym ofensywa Chiefs w większym stopniu niż zwykle opierała się o grę biegową i dużo tutaj można zawdzięczać Kareemowi Huntowi, który jako wolny agent dołączył do zespołu w środku sezonu, za kontuzjowanego Isaiah Pacheco i naprawdę potrafił udźwignąć ofensywę na swoich plecach. Bardzo wysoki poziom defensywy udało się utrzymać Stevowi Spagnuolo i nie jeden raz ta formacja ratowała Chiefs wynik spotkania, kiedy ofensywa nie dojeżdżała. Chiefs już są dynastią, to nie ulega żadnej wątpliwości. Od 2019 roku zawsze grali przynajmniej w finale konferencji i w tym czasie czterokrotnie grali w Super Bowl, trzy razy odnosząc końcowy triumf. Three-peat będzie nie tyle ukoronowaniem, co potwierdzeniem hegemonii jednej drużyny w NFL oraz tego, że w sporcie zawsze trzeba mieć trochę więcej szczęścia niż rywale. Czy jeśli Chiefs wygrają w niedzielę, to czy zasłużyli? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam wam. 

 

Autor: Igor Białecki

***

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej