Kuwejt nam niestraszny! Wywiad z Danielem Piechnikiem, trenerem reprezentacji Polski
W ostatni weekend, reprezentacja Polski w futbolu flagowym, przebywała w Kuwejcie. Tam były wspólne z gospodarzami treningi, sparingi, a nawet już plany na przyszłość. O wszystkim, w tym o kulisach zgrupowania, sposobie finansowania wyjazdu, przyszłości kadry, opowiada trener naszej kadry Daniel Piechnik. Z nim rozmowę przeprowadził Karol Potaś. Zapraszamy na wywiad, a w nim też oczywiście pełny skład zawodników uczestniczących w wyjeździe.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
Karol Potaś: Jak wyglądał sposób powoływania zawodników na camp? Czy był on obowiązkowy?
Daniel Piechnik: Jeśli chodzi o listę zawodników, to powołałem przede wszystkim zawodników ze składu, z mistrzostw świata w Lahti oraz z grupy zawodników, których po mistrzostwach dopisaliśmy do szerokiego składu. Mamy wraz ze sztabem trenerskim listę 50-kilku zawodników, których bierzemy pod uwagę na kadrę w 2025 roku.
I z tymi zawodnikami rozmawialiśmy w kolejności ustalonej ze sztabem. Zgłosiło się 11 zawodników, mogło pojechać 12. Te jedno miejsce zostało niewykorzystane, bo nie znaleźliśmy 12 zawodnika w tak krótkim czasie, który minął od zaproszenia, które otrzymałem od szejków, do momentu, w którym musiałem potwierdzić już nasz skład z wizami. Tak żeby oni mogli nam pobyt zorganizować na miejscu.
Skład kadry na camp w Kuwejcie to:
– Mateusz Wiecheć
– Artur Czarnik
– Filip Suwada
– Tomasz Nowak
– Bartosz Morka
– Bartosz Gnoza
– Kacper Jaszewski
– Kacper Rokiciński
– Mateusz Patalas
– Jakub Mazan
– Kosma Pijagin
Jak wyglądał sposób finansowania wyjazdu?
Za wyjazd płaciliśmy wszyscy, od trenerów przez sztab, po zawodników. Nikt nie otrzymał z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. Wyjazd był wyjazdem kadrowym, natomiast w praktyce organizowałem go ja i ja byłem w kontakcie z federacją kuwejską. Związek, dał nam przyzwolenie na to, przesłał mi koszulki i flagi, które spakowałem do swojego bagażu i zabrałem ze sobą oraz opłacił ubezpieczenie
Kiedy Kuwejtczycy się do was odezwali z propozycją wspólnego campu?
Pierwszy kontakt, jeszcze na WhatsAppie, w pierwszej połowie stycznia. Od menadżera drużyny, którego poznałem w Lahti. Wymieniliśmy się wtedy numerami telefonów. I on poprosił o kontakt do związku. Ja natomiast od razu poprosiłem, żeby maile były wysyłane do mojej wiadomości, na moją skrzynkę mailową. I w zasadzie poprowadziłem ten temat, już jak ten mail wpadł z oficjalnym zaproszeniem do związku.
Następnie poprosiłem Damiana Dębińskiego, czy mogę już prowadzić wszystko ze swojego gmail-a. By było sprawniej. Wtedy wiedzieliśmy, że mamy miesiąc czasu, między zaproszeniem a wylotem. Poprosiłem stronę kuwejcką, żeby dała mi tydzień czasu na ustalenie, czy w ogóle znajdę przynajmniej 10 zawodników na wyjazd. Kolejny tydzień minął na tym, że musiałem zrobić ankietę i pytać zawodników, czy mogą i czy są w stanie sobie za to zapłacić.
Więc już mamy trzy tygodnie do wylotu. Kiedy wiedziałem, że mam już dziesiątkę, to wróciłem do szejków z informacją, że lecimy.
Oczywiście wymieniłem z gospodarzami może nie dziesiątki wiadomości, ale maili było dużo. Też odnośnie hoteli, zakwaterowania, przylotów i wylotów, planów treningowych. Wszystko zajęło nam kilka dni i potem kupiliśmy bilety. A był to lot z dwoma przesiadkami.
Jak wyglądała procedura wyjazdowa?
Po zakupionym bilecie musieliśmy przesłać paszporty Kuwejtczykom, żeby oni mogli nas zameldować w hotelu. To znaczy zameldować, zabukować nam pobyt w hotelu, który nam znowu był potrzebny do wizy. Do niej potrzebowaliśmy takie rzeczy oczywiste jak paszport, pobyt na miejscu (czyli potwierdzenie z hotelu, że mamy tam pokoje) i… uwaga, akty urodzenia.
Ja mam 40 lat, całe szczęście, że moja mama jest urzędniczką. Więc jak do niej napisałem, czy ma mój akt urodzenia, to go w pięć minut znalazła gdzieś w domu. Natomiast to zaskoczyło niektórych naszych zawodników i ich rodziców. Niektórzy z nich, musieli iść do urzędu i odpis aktu urodzenia wziąć z urzędu. To nam zajęło kolejne kilka dni, ale otrzymanie wizy kuwejckiej turystycznej nie jest problemem, jeśli jest się obywatelem Polski. Poza tym, Jakub Mazan musiał sobie w kilka dni wyrobić paszport.
Inna ciekawa sprawa, Artur Czarnik i Patrycja, żeby być razem w pokoju hotelowym, musieli przedstawić akt małżeństwa. Patrycja też musiała poruszać się z mężem po Kuwejcie.
A była bardzo ważna, bo zrobiła bardzo dobrą robotę w social mediach i myślę, że dlatego nam wszyscy teraz zazdroszczą tego wyjazdu. Ona na okrągło coś kręciła, a w hotelu, do późnych godzin nocnych, siedziała i montowała rolki. Bardzo dużo pracy włożyła, by wszystko wyglądało idealnie i – co trzeba podkreślić – jakby w ramach wolontariatu. Za to co robiła nie otrzymała żadnego wynagrodzenia i sama sobie zapłaciła za bilet.
Kolejna sprawa, nie mogłem wziąć fizjoterapeutki, która jest kobietą, ponieważ kobiety przed 40 rokiem życia, nie podróżujące wraz z mężem, bratem lub dziećmi, mogą zostać zawrócone z lotniska w Kuwejcie.
A jak wyglądało już to na miejscu? Był czas na zwiedzanie? Słyszałem, że część zawodników miała problem z mocnym słońcem.
Na miejscu rzeczywiście pierwszego dnia było tak gorąco, że wszyscy się spaliliśmy na twarzach, skroniach i czubkach głów. Szczególnie ci, których włosy nie chroniły głowy.
Natomiast to nie miało wpływu na plan treningowy, bo on był od razu ustalony po modlitwie o 12:00. Całe nasze plany treningowe były dopasowane do ich modlitw, czyli trenowaliśmy od 13:00 do 15:00 i od 19:00 do 21:00, ponieważ modlitwy są o 12:00 i o 18:00. Przez co czasu na zwiedzanie było mało.
W zasadzie tylko pomiędzy zakończeniem pierwszego treningu, czyli o tej 15:00, do treningu o 19:00, czyli cztery godziny, wraz z przemieszczaniem się po Kuwejcie, mieliśmy wolne. W zasadzie byliśmy w dużym centrum handlowym. Byliśmy na tym najstarszym targowisku. Natomiast część grupy, na własny koszt, została dzień dłużej i oni rzeczywiście mogli coś pozwiedzać. Ale my też m.in. mogliśmy skosztować przepysznego arabskiego jedzenia, którego było w nadmiarze.
A jak wyglądało to jeśli chodzi o kwestie sportowe? Byliście lepsi?
Wiedzieliśmy, że Kuwejt to jest reprezentacja na poziomie zbliżonym do naszego, ponieważ rozegraliśmy z nimi sparing w Lahti. Oni teoretycznie są na 24 miejscu w rankingu światowym, a my jesteśmy na 27. Wiemy, że te rankingi są tworzone… no w różny sposób.
Tak czy inaczej, my jesteśmy w trzeciej dziesiątce i oni są w trzeciej dziesiątce. I obydwie drużyny bardzo chcą tę trzecią dziesiątkę opuścić. Stać się lepsze. A my z nimi dwa razy wysoko wygraliśmy, w meczach, które rozgrywaliśmy wieczorami. Ponadto zawodnicy podkreślali że super było pograć ze sobą pierwszy raz w tym roku. Budować zgranie.
Dominowaliście?
My byliśmy liderami tych treningów. Ja je prowadziłem, ja je planowałem, My nadawaliśmy jakby ton.
Ciekawostka, to był chyba najtańszy wyjazd na jakimkolwiek będziemy w historii kadry. Bilety kosztowały nas około 1300 – 1400 zł, a na miejscu nie musieliśmy płacić za nic. I podejrzewam, że taka sytuacja może nam się zdarzyć bardzo rzadko. Gościnność, opieka i atmosfera, w jakiej odbyło się to zgrupowanie sprawia, że ja będę odpowiadał na każde zaproszenie z Kuwejtu. Czuliśmy się docenieni, zaopiekowani i byliśmy w stanie zrobić wszystko szkoleniowo, co chcieliśmy zrobić, czyli przeprowadzić cztery łącznie treningi i rozegrać dwa mecze sparingowe.
Ponadto, mam nadzieję, że następnym razem do Kuweitu przyjedzie też razem z nami jakaś mocniejsza reprezentacja, bo rozmawialiśmy o tym z gospodarzami, że fajnie byłoby zaprosić jakąś reprezentację z drugiej dziesiątki rankingu światowego. Żebyśmy i my powalczyli z kimś lepszym od siebie.
Co ciekawe, oni odbudowują swój program futbolu flagowego, który tam jest obecny pewnie ponad 10 lat dłużej niż u nas. Ich reprezentacja już w 2014 roku grała spotkania międzynarodowe, regularnie w mistrzostwach Azji. Jeden z zawodników wspominał, że gra we flagówkę 14 lat.
No ale to my pokazaliśmy dominację, więc mam nadzieję, że to dobrze rokuje dla naszej kadry.
Jak będzie wyglądać przyszłość kadry w najbliższym czasie?
Póki co związek nie złożył wniosku o dofinansowanie do Ministerstwa, więc kolejne wyjazdy czy kolejne eventy również będą finansowane przez trenerów i zawodników. Teraz w marcu przygotowujemy się do drugiego Flag Football Development Camp. czyli takiego eventu, który organizujemy razem ze sztabem trenerskim własnymi siłami organizacyjnymi. Który też finansowany jest przez uczestników i przez trenerów.
Więc ja przyjąłem taką formułę działania, że nie czekam na nikogo, działam i mam nadzieję, że związek jak najszybciej się w to włączy. I będziemy mogli zrobić try-outy, takie prawdziwe do kadry, które chciałbym zrobić gdzieś na wiosnę. A słyszałem też, że kadra kobiet jakieś miała. Co prawda, nie było żadnej informacji gdzieś w mediach. Nie wiem, z jakich pieniędzy one zostały sfinansowane, ale jeśli ze związkowych to oczekuję, że związek sfinansuje również podobne do kadry mężczyzn, w takim samym wymiarze finansowym.
Rozmowę przeprowadził Karol Potaś
***
Na zgrupowaniu, wraz reprezentacją Polski, pojawił się w Kuwejcie sędzia należący do Stowarzyszenia Sędziów Futbolu Amerykańskiego w Polsce – Marcin Szczepański.
*
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories