Skip to content

Podsumowanie zatrudnień trenerów 2025

W zeszłym tygodniu oficjalnie zamknięto ostatni wakat na pozycji head coacha w NFL. Był to niezwykle ciekawy cykl rozmów i zatrudnień. Jednym wyszło to lepiej, innym… nieco gorzej. Pora podsumować i ocenić jak poszczególne drużyny, które szukały nowych/starych twarzy do prowadzenia ich  ekipy, w nadziei na lepszą przyszłość. Kolejność według chronologii zatrudnień. Oceny w skali szkolnej.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

MIKE VRABEL – NEW ENGLAND PATRIOTS 

Poprzednik: Jerod Mayo 

13 stycznia 2025 roku, na konferencji prasowej na Gillette Stadium Robert Kraft oficjalnie przedstawił Mike’a Vrabela jako nowego head coacha New England Patriots. Oficjalnie, bo niemal od momentu zwolnienia Jeroda Mayo, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to właśnie były zawodnik Patriots i członek Galerii Sław tejże drużyny, zostanie ich nowym trenerem głównym. Cały proces zmierzający do zatrudnienia nowego HC był tak naprawdę jedną wielką fikcją, która miała być zasłoną dymną dla wielkiego powrotu Vrabela na Foxborough. No bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Patriots rozmawiali z… Byronem Leftwichem. Pamiętacie go jeszcze? Jeśli nie, to wspomnę, że ostatnio pracował jako koordynator ofensywy w Tampa Bay Buccaneers za czasów Bruce’a Ariansa, kiedy grał tam jeszcze Tom Brady. Nic innego nie uzasadniało tej rozmowy, poza spełnieniem warunków “Rooney rule”. Co prawda Patriots rozmawiali jeszcze z Benem Johnsonem, ale dopóki Vrabel był dostępny, był on kandydatem nr 1 dla Roberta Krafta. Mike Vrabel po niespodziewanym zwolnieniu przez Tennessee Titans, dołączył do sztabu Cleveland Browns w roli konsultanta, jednak było wiadome, że na brak zainteresowania w tym roku narzekać nie będzie. Czy gdyby Vrabel nie był dostępny, to Jerod Mayo utrzymałby pozycję? Można odnieść wrażenie, że młody szkoleniowiec został niejako kozłem ofiarnym za bardzo słaby sezon zakończony bilansem 4-13, gdzie tak naprawdę należy winić brak talentu na większości pozycji. Jednak z tekstu opublikowanego na The Athletic dowiadujemy się, że Mayo sam nie pozostawał bez winy. W czasie powrotu samolotem po przegranym spotkaniu, podczas gdy inni członkowie sztabu analizowali “taśmy” z meczu, Mayo z paroma innymi trenerami… grał w karty. Oczywiście nikt nikogo nie zwolni za granie w karty, ale to tylko kropla w morzu braku kompetencji Jeroda Mayo na stanowisku head coacha. Mayo, mimo że sam ponosi winę za tak zły sezon, został jednak ofiarą wcześniejszego niż się spodziewano odejścia Billa Belichicka. W końcu to sam Robert Kraft namaścił Mayo jako jego następcę i ten sam Kraft niecały rok później zwolnił Mayo po wygranym meczu. Sam właściciel Patriots przyznał potem, że dla młodego trenera było jeszcze za wcześnie. Po czym z zadowoleniem uściskał rękę Mike’a Vrabela. Mimo całej otoczki zatrudnienie Vrabela należy rozpatrywać bardzo pozytywnie. To trener, który ma przywrócić zasłużonej organizacji mityczną “kulturę wygrywania”. A Vrabela zdecydowanie na to stać. Jeśli ktoś liczył na pozostanie na stanowisku koordynatora ofensywy Alexa Van Pelta, to musiał się rozczarować, kiedy usłyszał  wieści, że po raz trzeci OC Patriots zostanie Josh McDaniels. Ten sam, który jeszcze nie tak dawno skompromitowany opuszczał Las Vegas. McDaniels dwukrotnie pokazał, że do roli head coacha się nie nadaje, ale w roli playcallera może jeszcze raz udowodnić swoją wartość. McDanielsa wspomoże Thomas Brown, który w tym sezonie w Chicago Bears, najpierw awansował na tymczasowego OC, a następnie tymczasowego HC. Po drugiej stronie piłki wygląda to nieco ciekawiej, gdyż DC został pracujący dotychczas pod Aaronem Glennem w Lions Terrell Williams. Mike Vrabel z pewnością wniesie drużynę na wyższy poziom, nawet przy tak sporych brakach na niemal każdej pozycji. Teraz przed nowym sztabem nie tylko free agency, ale również draft, przy których Vrabel z pewnością będzie miał sporo do powiedzenia. Jeśli dodatkowo Drake Maye będzie rozwijał się tak szybko i wyrośnie na bardzo dobrego rozgrywającego, fani Patriots mogą patrzeć z większym przekonaniem na obecną drużynę i sztab, niż na to co było jeszcze rok temu.

Ocena: 5

 

BEN JOHNSON – CHICAGO BEARS 

Poprzednicy: Matt Eberflus, Thomas Brown (tymczasowy HC)

W przypadku drużyny z Wietrznego Miasta sytuacja nie była tak jasna. Oczywiście, Johnson był prawdopodobnie na szczycie listy życzeń Ryana Polesa (jak w prawie każdej drużynie szukającej trenera), ale Bears w przeciwieństwie do Patriots przeprowadzili rzetelny proces, bo poza Johnsonem rozmawiali m. in. z Mikem Vrablem, Thomasem Brownem, Mikem Kafką, Aaronem Glennem, Mike’em McCarthym czy Drew Petzingiem. Johnson już od trzech lat był postrzegany jako kandydat na head coacha, i tak jak rok temu odmówił rozmów żeby spróbować z Lions zaatakować Super Bowl, tak w tym roku było niemal oczywiste, że opuści Detroit. Wobec tego można się było spodziewać, że będzie wybredny co do tego z kim będzie prowadził rozmowy, wobec czego niektórym odmówił (jak Saints i Jets). Główną przesłanką, którą Johnson się kierował była klarowna sytuacja na pozycji rozgrywającego. A tak było w zasadzie tylko w trzech drużynach szukających nowego HC – Patriots, Jaguars i Bears właśnie (oczywiście jeszcze Cowboys, ale sytuacja kontraktowa Mike’a McCarthy’ego mocno skomplikowała ich położenie, a sama drużyna z Arlington nie była specjalnie kuszącym wakatem, o czym za chwilę). Bears poza tym, że mają Caleba Williamsa, są również dobrze zbudowaną drużyną, z której poprzedni sztab nie potrafił wyciągnąć wydaje się nawet połowy potencjału, w szczególności z młodego rozgrywającego, którego już zaczęto nazywać niesłusznie bustem. Johnson przez cały swój pobyt w Lions pokazywał ile potrafi wyciągnąć z Jareda Goffa i całego ataku. Jego kreatywny playbook i playcalling zbudowały najbardziej efektowną, ale i efektywną ofensywę ligi. Z pewnością Johnson ma potencjał na zostanie drugim Seanem McVayem, który od nowego head coacha Bears jest starszy zaledwie o… niecałe 4 miesiące. Johnson nie tyle co przychodzi żeby “ratować” karierę Caleba (bo przed nim jeszcze długie lata gry), ale żeby wydobyć z niego ten potencjał, który wskazywał, że będzie bezapelacyjną “jedynką” draftu. Bena Johnsona wspomoże Dennis Allen – do niedawna head coach New Orleans Saints, który (podobnie jak Josh McDaniels) nie sprawdził drugi raz jako główny trener, ale jako playcaller dalej trzyma poziom i na pewno zdziała z tą nie tak słabą defensywą więcej niż Matt Eberflus. 

Ocena: 6

 

AARON GLENN – NEW YORK JETS

Poprzednicy: Robert Saleh, Jeff Ulbrich (tymczasowy HC)

Czy jest bardziej chaotycznie zarządzana organizacja niż Jets? Właściciel wtryniający nosa we wszystkie sprawy klubowe. Synowie tegoż właściciela, którzy mają na niego znaczący wpływ. Aaron Rodgers przynoszący ze sobą swoich kolegów i trenerów, którzy nie wnieśli absolutnie nic. Podejmowanie decyzji kadrowych na podstawie… ratingów z Maddena. I w to szambo zdecydował się wejść Aaron Glenn, dotychczasowy koordynator defensywy Detroit Lions. Można powiedzieć, że trafiło się ślepej kurze jajo, ponieważ Glenn uchodzi za jednego z najlepszych trenerów/playcallerów defensywnych. Można się więc zastanawiać czemu ktoś taki nie wybrał lepszej oferty w  środowisku, gdzie jest mniejsza presja kibiców i mediów, a organizacja nie cofnęła się właśnie o 5 lat wstecz przez podpisanie dwa lata temu Aarona Rodgersa? Może dlatego, że… lepszej oferty po prostu nie było. Jets mimo wszystko dalej są mocni w obronie, co na pewno miało wpływ na trenera o defensywnym usposobieniu. Glenn to również były zawodnik Jets, wybrany przez nich w 1994 roku, więc pewne czynniki sentymentalne miały jakiś wpływ. I z jednej strony Jets są prawdopodobnie w jeszcze gorszej sytuacji niż za czasów Zacha Wilsona, tak Glenn powinien mieć przynajmniej 2 lata spokoju w kwestii budowania na nowo ofensywy. Wiadomo już, że Aaron Rodgers nie będzie ich rozgrywającym w 2025. Nowy Jork opuszczą również prawdopodobnie Devante Adams i Randall Cobb, a także Nathaniel Hackett. Niepewny pozostaje los Allana Lazarda, chociaż on również prawdopodobnie dla Jets już nie zagra. Ofensywa w takiej sytuacji jest w powijakach i tego stanu rzeczy nie da się naprawić w jeden offseason, zwłaszcza, że Jets mają skromną ilość wolnego salary capu, a miejsce w drafcie nie pozwoli wybrać wysoko rozgrywającego. Wobec tego przed Glennem niełatwe zadanie budowania ofensywy od nowa (do czego w Nowym Jorku zdążyli przywyknąć), ale równie trudnym zadaniem dla nowego head coacha Jets będzie przekonanie obecnie grających tam zawodników żeby zostali. Nie ma co ukrywać, że zielona część Wielkiego Jabłka od dłuższego czasu roztacza wokół siebie złą aurę i nie tyle, co żaden wolny agent nie chciał tam przychodzić (no chyba że był kolegą A-Roda), co obecni zawodnicy Jets nie chcą tam grać. D. J. Reed przyznał, że nie może się doczekać momentu, kiedy zostanie wolnym agentem. Za rok kontrakty kończą się m. in. C. J. Moselyowi, Johnowi Simpsonowi czy Quincy’emu Williamsowi. Również za rok, jeśli nawet nie już trzeba będzie myśleć o nowym kontrakcie dla Garretta Wilsona.  Jeśli Aaron Glenn przyswoił cechy przywódcze od Dana Campbella, ma dużą szansę zmienić atmosferę w klubie, nawet jeśli wyniki przez biedę w ataku nie będą dopisywały. Zobaczymy czy Glenn odmieni Jets niczym Dan Quinn Commanders, czy skończy jak Robert Saleh, który również jest przecież jednym z najlepszych defensywnych playcallerów. Glenna wspomogą dwaj uzdolnieni koordynatorzy – odpowiadający za ofensywę, mający zadatki na head coacha w przyszłości Tanner Engstrand oraz niezwykle doświadczony DC Steve Wilks. 

Ocena: 5-

 

LIAM COEN – JACKSONVILLE JAGUARS

Poprzednik: Doug Pederson

Saga z zatrudnieniem Liama Coena była równie śmieszna i chaotyczna, jak saga z odejściem Paulo Sousy z reprezentacji Polski. Było wiadome, że Coen wzbudzi zainteresowanie jako kandydat na head coacha, po tym jak wyglądała w tym roku ofensywa Buccaneers, ale nikt nie stawiał go w pierwszym szeregu jako “pewniaka” do tej roboty. Nie ma co ukrywać, że nr 1 na liście Jaguars był zapewne Ben Johnson. Były OC Lions również wykazywał zainteresowanie, ale na przeszkodzie temu związkowi stanął nie kto inny jak Trent Baalke, uważany za prawdopodobnie najgorszego GM-a w lidze. Johnson delikatnie sugerował, że nie przyjmie tej roboty, jeżeli w samej organizacji nie dojdzie do zmian (czytaj: zwolnienia Baalkego). Johnson ostatecznie wylądował w Chicago, a Jaguars zostało dwóch najpoważniejszych kandydatów: Robert Saleh i Liam Coen. Bardziej zależało im na Coenie, jako że liczyli na dobrego ofensywnego trenera dla Trevora Lawrence’a. Jednak Coen również odmówił, z tego samego powodu co Johnson i wrócił do Tampy, gdzie zaoferowano mu największy kontrakt dla koordynatora w lidze. I kiedy wydawało się, że HC Jags zostanie Robert Saleh… ci zwolnili Trenta Baalkego. Jeszcze tego samego dnia zadzwonili ponownie do Liama Coena, który miał podpisywać nowy kontrakt z Bucs, a ten wrócił do Jacksonville i został ich nowych head coachem. W międzyczasie Buccaneers twierdzili, że nie mieli kontaktu z Coenem, który nie odbierał telefonów, podczas gdy ten bronił się, że nie dawał znaków życia, bo jego syn wylądował w szpitalu. Jaguars nie byliby sobą, gdyby coś miało pójść spokojnie i bez nerwów. Tymczasem Coen już zdążył “zabłysnąć” w mediach. 

O ile charyzmą nie imponuje, a jego wszelkie interakcje z otoczeniem wydają się lekko na siłę i przyprawiające nieprzyjemny dreszcz na plecach, o tyle  pod względem sportowym może rzeczywiście wnieść Jaguars na wyższy poziom niż za kadencji Douga Pedersona. Jednak tutaj zapala się czerwona lampka przy wyborze Coena. Bo co prawda ma on spore doświadczenie, ale na poziomie NFL playcallerem był tylko jeden sezon. Dlatego nie dziwią głosy wątpiące w wybór właśnie niego na head coacha. Z drugiej strony nie trzeba być dobrym playcallerem, żeby być dobrym head coachem, a dużo zależy od umiejętności zarządzania nie tylko wydarzeniami na boisku. A jak na razie Coen zgromadził wokół siebie ciekawy sztab z Grantem Udinskim jako OC (dotychczasowa prawa ręka Kevina O’Connella w Vikings), a także Anthonym Campanile jako DC. Trevor Lawrence dotychczas nie miał szczęścia do trenerów – albo był to tyran Urban Meyer, który próbował przenieść metody szkoleniowe z NCAA do NFL, albo Doug Pederson, który nie był chętny do zmian w sztabie i koncepcji budowy drużyny. No i przede wszystkim był Trent Baalke, który zawiódł na całej linii w kwestii budowania drużyny wokół rozgrywającego, mimo iż miał na to całkiem sporo czasu. Trzeba liczyć, że tym razem Jaguars trafili z wyborem head coacha, który w końcu okaże się prawdziwym mentorem dla wciąż przecież młodego rozgrywającego, który niedługo powinien wchodzić w swój “prime”. 

Ocena: 4-

 

BRIAN SCHOTTENHEIMER – DALLAS COWBOYS 

Poprzednik: Mike McCarthy

Bez wątpienia nagroda za najgorzej przeprowadzony proces spośród wszystkich drużyn w tym sezonie. A w zasadzie nawet nie przeprowadzono tego procesu. Po prostu – skończył się kontrakt Mike’a McCarthy’ego i na pozycję head coacha awansował dotychczasowy OC – Brian Schottenheimer. Cowboys nie rozmawiali w zasadzie z żadnym innym kandydatem. Były pogłoski o Kellenie Moore, ale Jerry Jones najwyraźniej nie chciał czekać aż Eagles skończą play offy i zdecydował się działać natychmiast. Najpierw nieudolnie prowadzili negocjacje z McCarthym w kwestii przedłużenia kontraktu, by w końcu jego umowa dobiegła końca i obie strony rozeszły się. Minął niecały tydzień i nowym HC został właśnie Brian Schottenheimer, syn byłego wieloletniego trenera m in. Kansas City Chiefs czy San Diego Chargers – Marty’ego Schottenheimera. Jerry Jones wybór właśnie niego uzasadniał głównie przez pryzmat kariery ojca, która była według niego “wybitna”. I fakt – Marty potrafił robić dobre wyniki z drużynami w sezonach regularnych (w całej karierze ma bilans 200-126-1), gorzej było jednak w play offach, gdzie drużyny przez niego prowadzone mają bilans 5-13. Ale przecież nie skupiamy się na sylwetce ojca, tylko jego syna, który właśnie dostał robotę. Jak przebiegała kariera Schottenheimera juniora? Myślę, że to będzie idealne podsumowanie jego dotychczasowych “osiągnięć”:

Więc dlaczego Jerry Jones zdecydował się na kogoś takiego, podczasy gdy dalej twierdzi, że drużyna ma walczyć o Super Bowl? Ciężko powiedzieć. Być może wiedział, że nie znajdzie się inny chętny. A dlaczego? Cowboys jacy są – każdy widzi. Mają gwiazdy, które są w stanie pociągnąć tę drużynę, reszta składu nie jest może wybitna, ale z pewnością trzyma pewien poziom pozwalający grać w NFL. Chodzi o całą otoczkę wokół klubu z Arlington – ciągłe parcie na sukces, mimo stania w miejscu, zawodnicy publicznie wyrażający swoje niezadowolenie z sytuacji w klubie, a do tego oczywiście sam Jerry Jones, który klub traktuje jak prywatny folwark i chce kontrolować wszystko wewnątrz, jak i wokół organizacji. I jako właściciel ma do tego pełne prawo, jednak na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, kiedy takie wpływanie właściciela na drużynę, było dla niej pozytywne. Dlatego najprostszym rozwiązaniem było wzięcie kogoś z wewnątrz, kto zna tę organizację, a przy okazji kogo można w miarę łatwo owinąć wokół palca. Niewykluczone, że Jones chce mieć również wpływ na sprawy boiskowe, do czego drogę mogło mu otworzyć właśnie zatrudnienie Schottenheimera. Nie mówię, że Jones ma wywoływać zagrywki czy zarządzać zegarem, ale może wpływać na trenera w kwestii doboru zawodników np. gdyby ktoś nie chciał podpisać nowego kontraktu albo popadłby z właścieciel w inny konflikt. Niewykluczone, że Schottenheimer junior to zwykły figurant, który ma być potakiwaczem najważniejszej osoby w klubie, który nie będzie narzekał na brak wzmocnień i który będzie godził się na każde, nawet najbardziej kuriozalne decyzje ekscentrycznego właściciela Cowboys. 

Ocena: 1

 

PETE CARROLL – LAS VEGAS RAIDERS

Poprzednik: Antonio Pierce

Pete Carroll rok temu przeszedł na nieoficjalną trenerską emeryturę rezygnując z posady head coacha w Seattle Seahawks. Wiemy już, że długo na niej nie wytrzymał, bo nieco zaskakująco został nowym HC Raiders. O ile na początku można było sobie zadać pytanie “Po co Raiders biorą emeryta?”, tak z czasem to zatrudnienie zaczęło nabierać sensu. Ekipa z Nevady nie była na najlepszej pozycji negocjacyjnej głównie ze względu na brak nominalnego rozgrywającego i ogólny brak talentu na niemal każdej pozycji. Dość powiedzieć, że ich najlepszym zawodnikiem w sezonie 2024 był rookie TE – Brock Bowers. Raiders w zasadzie wchodzą w przebudowę, co może oznaczać pożegnanie się z paroma kluczowymi zawodnikami. Atmosfera w drużynie w trakcie sezonu była naprawdę gęsta i przytłaczająca, co oczywiście rzutowało również na wyniki i dlatego Antonio Pierce stracił pracę. 73-letni Pete Carroll ma za zadanie uporządkować bałagan jaki panuje w tej drużynie, odbudować kulturę wygrywania i wskazać Raiders kierunek w jakim mają podążać w przyszłości. Nikt raczej się nie nastawia, że Carroll to rozwiązanie długoterminowe i nie spędzi w Las Vegas więcej niż 2-3 lata. Jednak doświadczenie i energia jaką wniesie zdobywca trofeum Lombardiego , mogą okazać się bardzo owocne na przyszłość. Kto wie, może za kadencji Carrolla Raiders znajdą swojego franchise QB, na którego czekają od dziesięcioleci? Z pewnością było zatrudnienie, którego nikt się nie spodziewał, ale nie był to ślepy strzał ze strony Marka Davisa (i zapewne Toma Brady’ego). Carroll ma odbudować, czy też stworzyć nową kulturę w Raiders. Jest to rozwiązanie tymczasowe, ale nie bezsensowne.

Ocena: 4

 

KELLEN MOORE – NEW ORLEANS SAINTS

Poprzednicy: Dennis Allen, Darren Rizzi (tymczasowy HC)

Wakat w Saints był niczym gorący ziemniak, którego nikt nie chciał tknąć. Ale czy można się dziwić? Najwięcej pieniędzy na minusie w salary capie, najstarszy roster w lidze, brak rozgrywającego… A to tylko niektóre, najbardziej widoczne problemy drużyny z Luizjany. Rozmów odmówił Ben Johnson, Aaron Glenn grzecznie podziękował za zainteresowanie, Joe Brady zdecydował się zostać w Bills, Mike McCarthy odpuścił sobie ten cykl zatrudnień. Z każdym tygodniem pula dostępnych kandydatów zmniejszała się, aż w końcu Saints zostali ostatnią drużyną, która nie miała zatrudnionego head coacha. Ostatecznie trwało to tak długo ze względu na wygranie przez Eagles Super Bowl, bo “prime targetem” okazał się na końcu Kellen Moore, który po triumfie z Eagles, nie opuścił już Nowego Orleanu. Jego dotychczasowa kariera była dość wyboista; od 2019 do 2022 roku był OC Cowboys (kolejno: 3., 25., 7. i 10. ofensywa ligi), w sezonie 2023 został OC Los Angeles Chargers pod Brandonem Staleyem (24. ofensywa) i po katastrofalnym dla tej drużyny sezonie został zwolniony. Po jego usługi zgłosili się Eagles, dla których sezon 2023 okazał się sporym rozczarowaniem i szukali kogoś, kto poprawi grę w ataku. Jak to się skończyło każdy widział – triumfem w Super Bowl LIX. Trzeba powiedzieć, że Moore wyniósł ofensywę Eagles na znacznie wyższy poziom w porównaniu do tego co było rok wcześniej. Przede wszystkim pomógł Jalenowi Hurtsowi, który poprawił swoją grę podaniową i wyglądał niemal jak przed dwoma laty pod pieczą Shane’a Steichena. Saints potrzebowali w końcu pójść za ligowymi trendami, czyli zatrudnić młodego, ofensywnego head coacha, zwłaszcza kiedy sztab opuścił Klint Kubiak. W Nowym Orleanie raczej nikt nie nastawia się na natychmiastowy efekt zmiany head coacha, nie z tym co obecnie jest w tej drużynie. Moore będzie potrzebował minimum 2 lat, aby rozkręcić ten projekt, bo problemów jest tak dużo, że w zasadzie nie wiadomo, od którego zacząć. Saints pokazali, że mieli cierpliwość do tragicznego Dennisa Allena, więc i w tym wypadku powinni dać wystarczająco dużo czasu Moore’owi aby przynajmniej niektóre rzeczy zaczęły “klikać”. Moore’a jako koordynator ofensywy wspomoże dotychczasowy QB coach Eagles – Doug Nussmeier. Dalej pozostaje nierozstrzygnięta kwestia tego kto będzie DC, ale faworytem wydaje się być były przełożony Moore’a – Brandon Staley (co akurat średnio mi się podoba). Osobiście mam wielką nadzieję, że nowy head coach oznacza wejście w nową erę, która stety/niestety musi zacząć się od przebudowy. To czego potrzebuje teraz Kellen Moore, to czasu.

Ocena: 4

To tyle jeśli chodzi o nowych head coachów w NFL. Powyższe oceny i opinie mają charakter czysto subiektywny i nie znaczy to, że z góry ktoś okaże się lepszy lub gorszy, bo to zweryfikuje boisko i to nie od razu, a często za 2-3 lata dopiero się przekonamy jak radzą sobie nowi/starzy trenerzy w swoich drużynach.

Autor: Igor Białecki

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej