Skip to content

Na kłopoty LaFleur

Rewolucja do jakiej doszło w Green Bay w 2018  roku, wydawała się czymś, co w organizacji, która zawsze stawiała na stabilizację, szybko się nie powtórzy. Nowy GM, nowy koordynator ofensywy i defensywy, prezydent zespołu z nowymi obowiązkami, zmian było aż nadto. Jednak kolejny przegrany sezon, w którym atak nigdy nie potrafił złapać odpowiedniego rytmu, a drużyna prawie co mecz strzelała sobie w stopę – raz w obronie, innym razem w special teams – zebrał żniwa. Z pracą w Packers pożegnał się główny trener Mike McCarthy, który zajmował to stanowisko od  2006 roku. Co więcej, Mark Murphy zwolnił go w trakcie trwania sezonu regularnego, po kompromitującej porażce z pewnie zmierzającą po pierwszy pick w drafcie Arizoną Cardinals. Tymczasowy trener Joe Philbin (wcześniej OC u McCarthy’ego) poprowadził drużynę w czterech ostatnich meczach, a Murphy i GM Brian Gutekunst ruszyli w trasę po USA, żeby jak najszybciej znaleźć nowego HC. Lista kandydatów była dosyć długa (Josh McDaniels, Brian Flores, Dan Campbell, Pete Carmichael, Todd Monken, Adam Gase, Jim Caldwell, Chuck Pagano), ale najbardziej przekonał ich do siebie młody ofensywny koordynator Tennessee Titans, Matt LaFleur i to właśnie jemu zaproponowano przejęcie sterów nad zespołem.

Na pierwszy rzut oka decyzja ta mogła się wydawać niejasna. LaFleur miał oczywiście na koncie sukcesy —  jako OC Rams pomógł Seanowi McVay’owi zbudować ofensywę, która wzięła ligę szturmem, a wielu fachowców chwaliło również jego pracę z Mattem Ryanem, kiedy był trenerem quarterbacków w Atlancie Falcons. Pierwsza próba pracy na własne konto (w Rams za playcalling odpowiada McVay) nie wypadła już tak różowo – Titans zajęli 25. miejsce w lidze pod względem zdobywanych jardów na mecz i 27. w zdobywanych punktach. Dopiero zagłębienie się w zaawansowane statystki i całościowe spojrzenie na model ofensywy, jaką próbuje zbudować LaFleur, sprawia, że decyzja front office’u Packers staje się bardziej klarowna.

System nowego trenera Green Bay wywodzi się z konceptów Mike’a Shanahana, a w obecnej NFL najbliżej mu do ofensywy San Francisco 49ers, sterowanej przez Shanahana juniora (który ze świetnym efektem wprowadził ją wcześniej w Atlancie Falcons). Kluczowe jest w nim jak największe ułatwienie gry quarterbackowi. Osiąga się to przez coś, co LaFluer nazywa ‚iluzją skomplikowania’ – wiele modeli zarówno podaniowych, jak i biegowych ma przed snapem wyglądać identycznie, co znacznie utrudnia skuteczną diagnozę obronie. Dodatkowo system ten stawia duży nacisk na grę biegową, próbując stworzyć balans między tym elementem, a podaniami, co pomaga utrzymać ofensywną płynność. Wreszcie nie opiera się on jedynie na indywidualnych możliwościach zawodników, ale stara się wykorzystać ruchy przed snapem, różne grupowania i formacje czy sprzyjające matchupy, aby sprawić, że skrzydłowi i biegacze będą niekryci od początku akcji. Wszystko to ściąga presję z rozgrywającego i pomaga mu podejmować opłacalne dla zespołu decyzje. Świetne potwierdzenie tego, że system stosowany przez LaFleura jest przyjazny dla quarterbacka stanowi statystyka expected completion percentage, która bierze pod uwagę to, ile z podań powinno się zakończyć sukcesem (czyli złapaniem piłki), dzięki separacji receivera od kryjących go zawodników, odległości od LOS itd. W sezonie 2018 najlepszy wynik w tej kategorii (68,2%) zaliczył Marcus Mariota z Tennessee Titans, a zaraz za nim znalazł się C.J. Beathard z prowadzonych przez Kyle’a Shanahana 49ers. Co więcej, nie były to celne rzuty dla celnych rzutów, ponieważ Mariota znalazł się również w górnej połówce rozgrywających pod względem średniej jardów na podanie (7,64) na równi z takim graczami jak Tom Brady czy Ben Roethlisberger, a wyżej niż Aaron Rodgers (7,44). Wydaje się więc, że słabe wyniki punktowe, jakie notowali Titans, nie wynikały ze schematów ich koordynatora, ale złożyło się na nie więcej czynników, z których najważniejszym był natłok kontuzji na kluczowych pozycjach w ataku.

Po przeanalizowaniu wspomnianych statystyk od razu nasuwają się dwa wnioski. Po pierwsze widać, że system Shanahanów, który przejął LaFleur ewidentnie pomaga quarterbackom skoro gracze jak Mariota, czy Beathard (a w dalszej części sezonu Nick Mullens) – mający przebłyski, ale na pewno nie tacy, których zaliczylibyśmy do czołówki NFL – wyglądają w nim na ponadprzeciętnych starterów. Po drugie jasne staje się, że ofensywa Mike’a McCarthy’ego nie nadążyła za ligowymi trendami i w pewnym momencie nie pomógł tego maskować nawet Aaron Rodgers. Dlaczego tak się stało? W końcu na początku pracy trener z Pittsburgha stworzył w Green Bay maszynkę do zdobywania punktów, której w pewnym momencie nikt nie potrafił zatrzymać. System McCarthy’ego w dużej mierze opierał się na ustawianiu skrzydłowych w pojedynkach jeden na jednego, więc ich umiejętność wygrywania takich rywalizacji decydowała o tym, czy ofensywa funkcjonowała na odpowiednim poziomie. Dopóki na grupę receiverów Packers składali się tacy gracze jak Greg Jennings, Jordy Nelson, James Jones czy Randall Cobb, nie stanowiło to żadnego problemu. Jednak po czasie kontuzje, wiek i straty zawodników w FA zaczęły wpływać na jakość ofensywną zespołu. Nie pomogły również słabsze drafty, w których ówczesny GM Ted Thompson skupiał się zresztą bardziej na łataniu dziurawej obrony, uznając, że w ataku wystarczy sam Aaron Rodgers. I dwukrotny ligowy MVP próbował to robić. Zaczął zmieniać coraz więcej zagrywek dyktowanych przez McCarthy’ego, przetrzymywał piłkę wykorzystując swój instynkt i talent do improwizacji, dając tym samym więcej czasu receiverom na zgubienie krycia, dokonywał cudów takich jak trzy celne Hail Mary w jednym sezonie. Jednak mimo tego, że Rodgers wielokrotnie ratował zespół swoimi umiejętnościami, lata grania zbawiciela Packers nie zostały bez śladu. Złe nawyki zaczęły się nawarstwiać, doszły do nich kontuzje (ta barku praktycznie skończyła jego sezon w 2017, uraz kolana znacznie utrudnił mu grę rok później), a wszystko to w połączeniu z niedostosowanym do personelu systemem McCarthy’ego przełożyło się na katastrofę, jaką był sezon 2018.

Zatrudnienie LaFleura wydaje się więc idealną receptą na sporą część kłopotów w zespole. Gra biegowa, szybsze rzuty, mniej odpowiedzialności za kreowanie całej ofensywy – dokładnie to powinno pomóc zbliżającemu się do czterdziestki Rodgersowi. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że wpasowanie takiego gracza jak Aaron w kompletnie inne koncepty, niż te, do których był przyzwyczajony przez lata gry, może napotkać pewne trudności. Chociażby swoboda w zmienianiu akcji na LOS, jaką miał u McCarth’ego nie istnieje w takim stopniu w założeniach systemu LaFleura, więc proces docierania się w celu stworzenia spójnej wizji może zająć dłuższy czas. Pierwsze sygnały z campu Packers są pozytywne, obaj panowie wydają się dobrze dogadywać, a jeżeli uda się im szybko skierować ofensywę zespołu na dobre tory, to może to być wybuchowa mieszanka.

Po drugiej stronie piłki działo się niewiele mniej, a głównym sprawcą zamieszania był w tutaj Brian Gutekunst. GM Packers zadbał najpierw o to, żeby po zwolnieniu McCarthy’ego z zespołem pozostał DC Mike Pettine. Mimo niedostatków personalnych i plagi kontuzji w trakcie sezonu były trener Browns pomógł poprawić grę defensywy, dobijając do średniej po tym, jak rok wcześniej statystycznie znalazła się ona na ligowym dnie.

Następnym punktem na liście Gutekunsta było Free Agency, czyli okres, w którym fani zespołu z Green Bay mogli zwykle udać się na wczasy. Za czasów Teda Thompsona podpisywanie wolnych agentów stanowiło rzadkość, a nawet kiedy się zdarzało, to do zespołu trafiali zwykle gracze obcięci z innych drużyn. Nowy GM podszedł jednak do sprawy zupełnie inaczej i już drugiego dnia od otwarcia rynku podpisał na wysokie kontrakty, aż czterech graczy (w tym trzech do obrony). Za’Darius i Preston Smith mają wzmocnić słabiutki przez ostatnie lata pass rush i zastąpić pożegnanych bez żalu Nicka Perry’ego i Clay’a Matthewsa, a Adrian Amos załatać dziurę na safety, po tym jak nie potrafił sobie z tym poradzić Ha Ha Clinton-Dix. Na papierze trzeba te ruchy ocenić pozytywnie — wystarczy powiedzieć, że panowie Smith zanotowali w poprzednim sezonie 113 presji w 869 snapach, podczas gdy wszyscy pass rusherzy Packers mieli ich zaledwie 88 w 984, a Adrian Amos był jednym z najwyżej ocenianych safety wg PFF i w przeciwieństwie do swojego poprzednika jest pewnym tacklerem, który zawsze znajduje się tam gdzie powinien. Jak spiszą się w Green Bay pokaże czas, ale inwestycje w obronę trzeba zapisać Gutekunstowi na plus.

GM Packers nie skończył tylko na Free Agency, mocno stawiając na obronę również w drafcie. Wybrany z numerem 12  Rashan Gary jest ciągle surowy technicznie, ale jego możliwości atletyczne (RAS 9.95), połączone z zapałem do pracy dają nadzieję, że w przyszłości może stanowić silny punkt defensywy jako pass rusher. Równie duże nadzieje wiąże się w Green Bay z wybranym pod koniec 1 rundy Darnellem Savagem, safety z uniwersytetu Maryland. Szybki jak błyskawica (przebiegł 40-yard dash w czasie 4.36 na combine), pewnie tacklujący, z nosem do picków, Savage wygląda jak idealny partner dla Amosa i można liczyć na to, że razem poprawią dziurawe secondary zespołu.

Początek roku 2019 był jednak nie tylko czasem przywitań z nowymi graczami, ale też czasem na pożegnanie kilku zasłużonych dla organizacji zawodników. Wspomniany już wcześniej Clay Matthews przeniósł się do Rams, a receiver Randall Cobb zamienił Green Bay na Dallas. Dodatkowo w trakcie trwania campu Gutekunst obciął z kontraktu Mike’a Danielsa, a ten szybko dołączył do dywizyjnego rywala z Detroit. Wszyscy trzej przez kilka ostatnich sezonów zaliczyli mniejszy bądź większy regres, ale to niewątpliwie zawodnicy, którzy zapisali się w historii Packers złotymi zgłoskami, a ich rolę liderów szatni, będą musieli przejąć młodsi gracze.

Fanów drużyny z Green Bay czeka niezwykle ciekawy sezon 2019, ale trudno dzisiaj przewidzieć jak się on potoczy. NFC North to bardzo wyrównana dywizja, nowa ofensywa będzie potrzebowała czasu na zgranie, a obrony nie można jeszcze nazwać elitarną. Mimo tego zespół prowadzony przez LaFleura na pewno ma szansę na awans do play-offów, a każdy fan NFL wie, że kiedy Aaron Rodgers wybiega na boisko w styczniu, wszystko staje się możliwe.

%d bloggers like this: