Skip to content

Najciekawsze wypowiedzi trenerów NFL po Week 15

Największy comeback w historii NFL, najgorsza akcja sezonu, a także dużo zmian w play-offowych scenariuszach – ostatni weekend zapewnił nam mnóstwo zabawy. A co sądzili o nim trenerzy? Zestawienie najciekawszych przygotował Kamil Kacperski. 

Na wstępie przypominamy o naszym nagraniu live na youtube:

*

A teraz zapraszamy na raport:

Don’t call it a comeback

Brawo Vikings – zrobiliście to, co powinniście zrobić, czyli wygraliście z Colts! I do tego w jakim stylu. Największy comeback w historii NFL. Teraz nawet po odpadnięciu z play-offów w pierwszej rundzie będziecie mogli się poszczycić pewnym rekordem.

Pięć touchdownów – o tyle tylko poprosił weteran defensywy Vikings Patrick Peterson. Trener Minnesoty Kevin O’Connell opowiedział po meczu, że nigdy tego nie zapomni:

Patrick Peterson. Nigdy tego nie zapomnę. Wszedłem do szatni, żeby zwrócić się do naszej drużyny i nagle usłyszałem jak mówi do naszej ofensywy: “My parę razy ich zatrzymamy, a wy potrzebujecie 5 przyłożeń. To jak nic”. To było coś pięknego i od razu podłapałem, co Peterson ma na myśli.

O “przemowie” Petersona wspomniał też Kirk Cousins:

Mieliśmy sporo wiary. Patrick Peterson powiedział, że potrzebujemy tylko pięciu przyłożeń. Początkowo myślałem, że sobie żartuje. Oczywiście nie obyło się bez krzyków i bez frustracji, ale zaczęło się od wiary. Powiem tak – zwykli ludzie nigdy nie zrobią tego, co dokonaliśmy my.

W tym wszystkim szkoda tylko Matta Ryana. Rozgrywający, który był w lidze przez kilkanaście lat, ma parę Pro Bowli i statuetkę MVP, a teraz także i dwa rekordy – przegrał mecze z największym comebackiem w Super Bowl i największym comebackiem w sezonie regularnym. Współczuję, bo to porządny zawodnik. Sam skomentował wynik słowami:

Coś takiego jest trudne do przełknięcia. O ile w ogóle to możliwe.

Zimowe szaleństwo w Buffalo

Bills na pierwszy rzut oka mają jedną z najlepszych zalet na swoim domowym stadionie – nie tylko genialną i głośną publiczność, która rzuca śnieżkami w sędziów i zawodników przeciwnej drużyny, ale również pogodę. Wspomniany przeze mnie śnieg miał być jednym z głównych bohaterów sobotniego wieczoru. Długo zwlekał, ale w końcu na przełomie 3. i 4. kwarty się pojawił i chyba trochę namieszał.

Miami miało sporo okazji na to, by go wygrać. Tak się jednak nie stało, a Bills w perfekcyjny niemal sposób zmarnowało 6 minut ostatniej kwarty i zdobyło field goal dający im zwycięstwo.

To pozostawiło niezbyt przyjemny posmak w ustach Dolphins – a tak przynajmniej wyjaśnił Mike McDaniel, który był zawiedziony ostatnimi tygodniami i trzema porażkami z rzędu:

Wiemy doskonale, co udało nam się zrobić w tych ostatnich trzech meczach. To nie był wynik, którego chcieliśmy. Wiedzieliśmy, że te mecze będą dla nas trudne, bo to są dobre drużyny. Powiem nawet więcej – to było wyzwanie i byliśmy całkiem podekscytowani, żeby sprawdzić, czy mu sprostamy.

Skończyło się jak skończyło i Dolphins teraz jeszcze pazurami trzymają się finałowego miejsca w play-offach w AFC, ale walka będzie do samego końca – zwłaszcza, że czeka na nich dość poważny test w postaci Packers w Miami. Ci również będą chcieli za wszelką cenę wygrać, by dać sobie jakiekolwiek szanse na play-offy.

 Jakie podejście do tego ma McDaniel?

Uwielbiamy nasz stadion, ale nie mamy teraz poczucia typu: “Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Tu raczej chodzi o to, że naprawdę potrzebujemy kolejnej szansy na zagranie w futbol i chcemy jak najszybciej pozbyć się tego niedobrego posmaku rozczarowania, które mamy teraz w ustach. 

Big Brain Time

Mecz między Patriots i Raiders był jedną wielką enigmą. Z jednej strony był dla postronnego widza w gruncie rzeczy słaby, ale z drugiej druga połowa czwartej kwarty to jeden z największych absurdów ostatnich lat. Było wszystko – świetne zagrania, comeback, absolutnie kontrowersyjne decyzje sędziów oraz totalny moment głupoty, który zostanie zapamiętany przez całe pokolenia fanów sportu.

Mowa oczywiście o finałowej akcji, w której New England Patriots mieli dużo opcji – mogli po prostu zwyczajnie sobie odpuścić, klęknąć i przejść do dogrywki. Mogli też pobiec. Nawet podanie mogłoby mieć jakiś sens, niewielki, ale przynajmniej byłoby zrozumiałe. Pats postanowili jednak zrobić prawie że wszystko na raz.

Piszę “Pats”, bo nie chce specjalnie zrzucać winy tylko na jednego zawodnika – Mac Jones mógł po prostu nie oddawać piłki biegaczowi, biegacz mógł nie podawać do Jakobiego Meyersa, a Meyers mógł nie podać potem do grającego dla Raiders Chandlera Jonesa. Sędziowie mogli natomiast nie przyznawać punktów Raiders za touchdown sprzed kilkudziesięciu sekund, więc palcami można wskazywać dużo osób.

Do tej pory odpowiedzialność za wynik wzięły dwie osoby – wspomniany Mac Jones oraz Meyers. Ten drugi powiedział:

Myślałem, że widzę niekrytego Maca. Nie zauważyłem kompletnie Chandlera Jonesa. Naprawdę myślałem, że Mac jest niekryty, chciałem mu oddać piłkę, żeby spróbować do kogoś rzucić, czy pobiec samemu, ale powinienem po prostu się położyć. Był remis, powinienem zagrać o dogrywkę.

Jones natomiast wziął odpowiedzialność za to, że nie zdołał obalić na ziemię sporo większego od niego defensora:

Muszę obalić tego zawodnika. To jest moja wina, ja powinienem być nieco sprawniejszy w takiej sytuacji. Mógłbym temu zapobiec, jeśli tylko bym go obalił…

A co na to wszystko Bill Belichick, którego mantrą jest “Do Your Job” i “Don’t Make Mistakes”?

Nie możemy popełniać błędów. Często rozmawiamy o sytuacyjnym futbolu. Właściwie co tydzień. Musimy znacznie lepiej grać w takich sytuacjach i nie popełniać kardynalnych błędów.

Co za niesamowity gość. Ja na jego miejscu najprawdopodobniej zesłałbym Meyersa na Sybir, a ten tylko “nie możemy popełniać błędów”. GOAT.

Nikło zielona-żółta nadzieja

Po ostatnich latach aż trudno sobie wyobrazić play-offy bez Green Bay Packers – w końcu Aaron Rodgers w dwóch poprzednich sezonach był MVP sezonu zasadniczego, a Packers byli potencjalnymi kandydatami do mistrzostwa. A tu nagle przyszedł nowy sezon i przez jakiś czas chłopcy z Wisconsin walczyli raczej o wyższy pick w drafcie, a nie złoto.

NFC jest jednak pokręconą konferencją, a i sam sezon obfitował w sporo niespodzianek. Czym bliżej końca, tym więcej “dobrych” drużyn zaczyna jednak grać swój najlepszy futbol – na razie Packers pasują do tego opisu. W awans do play-offów wierzy również ich główny bohater, rozgrywający Aaron Rodgers:

Ja wierzę. Oczywiście teraz będziemy musieli zagrać z trzema lepszymi drużynami, niż przez ostatnie tygodnie, ale oczywiście wierzę w nas.

Ci wygrali mecze z Bears i Rams, co było dość spodziewane. Teraz jednak Pack będą mieli spore wyzwania, a konkretnie Dolphins, Minnesotę i Detroit. Będzie więc trudno, ale Rodgers podtrzymuje wysokie morale:

Moim zdaniem wygrywanie jest świetnym lekiem na morale. W szatni są dobre wibracje, trenowaliśmy nieco lepiej, a przy okazji energia jest trochę wyższa. Trudno jest powiedzieć jasno, co się zmieniło, ale jest lepiej. Wygraliśmy mecze, które mieliśmy wygrać. Ale mam teraz poczucie, że możemy wygrać z każdym. Z każdym możemy też przegrać. Wiemy, że gramy teraz z trzema lepszymi drużynami, ale czuję, że możemy pojechać do Miami i wygrać.

I w ten sposób dochodzimy do końca tego zestawienia. Końcówka sezonu jak zwykle przysparza nam mnóstwo emocji i nie wiem jak wy, ale już się nie mogę doczekać finałowych kolejek. Dzięki bardzo, że wytrwaliście do końca i jak zwykle widzimy się w przyszłym tygodniu. Do zobaczenia!

Tekst i tłumaczenia opracował Kamil Kacperski

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej