Skip to content

Najlepsze Super Bowl – według redakcji NFL Polska

Tuż przed najważniejszym meczem tegorocznego sezonu postanowiliśmy spojrzeć wstecz i przypomnieć sobie nasze ulubione edycje meczów finałowych z przeszłości. Oto zbiór najbardziej niezapomnianych edycji Super Bowl według naszych redaktorów. 

Jakub Ciurkot: Denver Broncos 24:10 Carolina Panthers, 7 lutego 2016

Mój wybór jest bardzo prosty i pada na moje pierwsze oglądane Super Bowl. Zapewne nie był to najlepszy finał jaki widziałem, ale na zawsze pozostanie w moim sercu z tej racji, że był tym pierwszym i siadł mi kuponik 😉 Dzięki Broncos!

Faworytem spotkania były Pantery prowadzone przez fantastycznego w tamtym okresie Cama Newtona. Panthers w sezonie zasadniczym przegrali zaledwie jedno spotkanie, a w fazie playoffs eliminowali Seattle Seahawks i Arizona Cardinals. Faworyt był tylko jeden, ale w finale się wykoleił. Panthers w Super Bowl aż czterokrotnie stracili futbolówkę i byli zespołem o wiele słabszym (Cam Newton rzucił INTa i dwa razy zaliczył fumble!). Natomiast Broncos dowodzeni przez legendarnego Paytona Manninga zagrali wyrachowanie i korzystając z błędów rywali zgarnęli trofeum do Denver.

*

Aleksander Łazor: San Francisco 49ers 20:31 Kansas City Chiefs, 2 lutego 2020

W dyskusji o tym, które Super Bowl było najlepsze historii często występują te, które wsławiły się jakimś konkretnym zagraniem albo były niesamowicie nieprawdopodobną historią. Mało kto po latach wspomina mecze takie jak Seahawks-Broncos z 2014, 49ers-Chargers z 1995 czy 49ers-Broncos z 1990, które były starciem bata z gołą dupą.

Zanim przejdę do meritum pora na małe tło – kibicuję drużynom z Bostonu i Seattle. Od dziecka śledzę NBA, pamiętam mistrzostwo Pistons w 2004 roku, a jednym z moich ulubionych koszykarzy z tego okresu był Kevin Garnett. Po jego przejściu do Bostonu zacząłem kibicować Celtom i tak już zostało. W NHL również kibicuję Bostończykom. Wchodząc w świat futbolu amerykańskiego naturalnym wyborem zdawali się Patriots – w końcu drużyna z Bostonu. Nie potrafiłem jednak, pomimo całej sympatii do tego miasta, się przełamać. Moje serce skradła bowiem inna drużyna – Kansas City Chiefs. Mój pierwszy sezon dokładnego śledzenia NFL to pierwszy sezon Mahomesa jako startera, sami zatem rozumiecie.

Moje pierwsze Super Bowl na pewno nie jest moim ulubionym, choć zapamiętam je do końca życia. Nie tylko dlatego, że było pierwsze, ale też dlatego, że było prawdopodobnie najgorsze w historii. To, co zafundowali nam 3 lata temu Patriots i Rams wołało o pomstę do nieba. Najlepszym komentarzem do poziomu tego meczu niech będzie fakt, że krakowski pub, w którym oglądałem to spotkanie oszalał z radości po zdobyciu przez Patriotów pierwszej próby w drugiej połowie. Tak, ten mecz był aż tak słaby.

Rok 2020 wynagrodził nam to z nawiązką. Droga Chiefs do Super Bowl była wyboista – już przed rozpoczęciem playoffów zanosiło się na powtórkę meczu o mistrzostwo dywizji z 2019 roku. Patriots jednak niespodziewanie przegrali z Titans w pierwszym meczu, więc na papierze Chiefs mieli łatwiejsze zadanie. Najpierw jednak trzeba było stawić czoła Houston Texans. To bez wątpienia jeden z najlepszych meczów jakie w życiu widziałem – bez podziału na dyscyplinę. Po pierwszej kwarcie było fatalnie – 21 punktów w plecy i proste błędy w ataku. Kelce, Hill i Robinson upuszczali podanie za podaniem, Wodzom ciężko było zdobyć chociaż pierwszą próbę. W drugiej kwarcie wszystko się odwróciło. 28 punktów zdobytych w 10 minut to niesamowity wyczyn, o którym fani futbolu długo nie zapomną. Ba, 7 przyłożeń i kop na bramkę w ośmiu kolejnych seriach to absolutny rekord ligi. Chiefs pokazali wówczas, że ich machina ofensywna jest nie do zatrzymania jeśli tylko wejdzie na odpowiednie obroty. Myślę, że ten mecz można uznać za początek dynastii.

Super Bowl tylko potwierdziło ofensywną dominację drużyny z Missouri i ich niezwykłą umiejętność wygrzebywania się z tarapatów. Po świetnej trzeciej kwarcie 49ers prowadzili 20-10, a fani Chiefs, w tym ja, tracili nadzieję. W czwartej kwarcie grali jednak tylko Chiefs. Trzy przyłożenia i przechwyt na sam koniec pozwoliły cieszyć się Wodzom z pierwszego od 50 lat triumfu w Super Bowl. Było to tym samym pierwsze mistrzostwo sympatycznego wąsacza Andy’ego Reida. Patrząc obiektywnie – to Super Bowl było dobre, ale raczej nie wybitne. Bywały lepsze comebacki, bardziej pamiętne zagrania i wybitniejsze pokazy indywidualnych umiejętności. To spotkanie udowodniło jednak, że Chiefs potrafią wygrywać i regularnie będą zgłaszać gotowość do walki o najwyższe cele.

Spotkanie to było też punktem zwrotnym dla Chiefs, a raczej dla ich postrzegania przez fanów futbolu. Z drużyny z młodym rozgrywającym i dającym się lubić trenerem, której wszyscy kibicowali, stali się the team to beat. Postronni widzowie i niedzielni kibice odwrócili się w kolejnym sezonie od ekipy Mahomesa zwracając się ku innym drużynom będącym na fali wznoszącej. Moje serce zostało jednak w Missouri, i zapewne zostanie tam do końca moich dni.

*

Grzegorz Kowalski: Moje top 3 SB

Na codzień zajmuje się College Football, ale spotkania NFL także budzą emocje w niedziele 🙂 . Szczególnie że CFB i NFL specjalnie nie kolidują ze sobą w weekend.
Śledząc NFL regularnie od sezonu 2006 i grając w Fantasy Football od 2007 – mam na koncie ponad 15 obejrzanych Super Bowl.

Moje TOP 3 Super Bowl.
Ostatnie lata to sporo dobrych spotkań w finale, wiec należy to tez docenić.

1) SB LII Philadelphia Eagles – NE Patriots 41-33

Jako kibic Philadelphii Eagles nie może być chyba innego wyboru.

Nick Foles nie mógł lepiej zastąpić Carsona Wentza na rozegraniu. Wentz odniósł kontuzje pod koniec sezonu 2017 i Foles musiał wejść w jego buty. Jak widać zadanie spełnił wyśmienicie i doprowadził do pierwszej wygranej w SB przez ekipę ze stanu Pensylwania. Wygrana z Atlantą, dominacja na Minnesotą w NFC Chap Game oraz wymiana ciosów z NE Patriots i pokonanie Toma Brayd’ego.

Mecz grany na świeżo otwartym stadionie w Minnesocie, w finale widzieliśmy Seedy nr 1 wiec obyło się bez dużych niespodzianek, chociaz do AFC Champ Game dotarło Jacksonville w wyjątkowym jak na nich sezonie.
Ale to nie tylko dobry SB dla fanów Eagles. Dla większości fanów z zewnątrz to na pewno był fenomenalny ofensywny mecz.
Wisienką na torcie był słynny Philly Special, czyli odbiór podania na TD przez Nicka Folesa. A celnie podawał tight end Trey Burton
Mecz zapamiętałem za chociażby : Phily Special i TD Nicka Folesa po odbiorze, masę „zgubionych” punktów po drodze przez obie ekipy, nieudany skok nad zawodnikiem Eagles przez skrzydłowego NE B.Cooksa, niecelne podania do Toma Brady’ego (który pełnił role skrzydłowego, odpowiedz na Phily Special), sack kończący mecz na Bradym, mnóstwo jardów górą z obu stron, Tom Brady z 505-jardowym spotkaniem, szał w Philadelphii po zdobyciu pierwszego Lombardi Trohpy

2) SB XLVII Baltimore Ravens – San Francisco 49ers 34-31

Mecz skrajnych emocji dla kibiców obu ekip i mecz prawie udanego pościgu.
Pierwsza połowa to pełna dominacja Ravens, rekordowy 108-jardowy return na przyłożenie na początku 3. kwarty (słabe HT Show w wykonaniu Beyonce ale to moje zdanie, ale zdjęcie Beyonce z tego Show robiło przez pewien czas za mem).
Po czym zgasło światło w 3. kwarcie na stadionie w Nowym Orleanie…I wtedy się zaczęło (i teorie spiskowe też się zaczęły…) – niezwykła pogoń ekipy San Francisco z wyniku 6-28 (prawie prawie, a podobny comeback do 3-28 mielibyśmy parę lat wcześniej)
Super Bowl dwóch połów – Baltimore dominowało w jednej części meczu, 49ers w drugiej.
Na koniec meczu punter Baltimore potańczył z piłką w End Zone co pozwoliło zjeść nieco czasu formacji specjalnej na sam koniec spotkania. Dało to tylko i aż 2 punkty ekipie z Zachodniego Wybrzeża. John Harbaugh (HC Ravens) w swojej przeszłości w NFL i był trenerem special teams, wiec doświadczenie w kruczkach dotyczących zasad znał – wiec to na pewno mu pomogło.
Pokonał wtedy Jima Harbaugha – swojego brata.

Mecz był rozgrywany po raz kolejny w Nowym Orleanie na Superdome.
Baltimore miało niezwykły run – pokonali najpierw seed #5, później #1 Denver po cudzie na wyjeździe, a następnie w finale konferencji pokonali #2 New England na wyjeździe. Jak widać run do SB Baltimore z Joe Flacco był aż z Wild Card Weekend. SF przed meczem było „dwójką”.

Zamiętałem – epic run Flacco po SB, legendarny mecz Ravens z Denver, przerwę w związku z brakiem swiatla (i teorie spiskowe związne z tym jakoby była to „ustawka ligi” głoszone nawet przez zawodników…), return Jacoby’ego Jonesa, powrót SF z dalekiej podroży, taniec puntera Sama Kocha na koniec meczu.
W meczu tym zagrało dużo znanych i doświadczanych gwiazd po stronie Ravens – Anquan Boldin, Haloti Ngata, Ray Lewis, Terrell Suggs i Ed Reed.
Lewis i Reed to zawodnicy należący już do Alej Sław,.
Piłki po stornie SF łapał chociażby Randy Moss, a biegał Frank Gore. W defensywie była słynna na tamten sezon para LB NaVorro Bowman-Patrick Willis.

3) SB XLIII Pittsburgh Steelers – Arizona Cardinals 27-23
 
Mecz grany w Tampie. Cindirella story, dla Arizony były to pierwsze SB od dawnych czasów, robotę zrobił Kurt Warner który znalazł łącznika w postaci Larry’ego Fitzgeralda przez co wyeliminowali oni po drodze kilka lepszych ekip.

Arizona była wtedy czwartym seedem i pokonała po drodze Atante, Caroline i Philadelphie.

Mieli szansę na jeden z bardziej zaskakujących sezonów w historii NFL i na zaskakującą wygraną w finale. Z Pittsburghiem prowadzili jeszcze na kilkadziesiąt sekund przed końcem.

Ale Santonio Holmes złapał podanie na TD od Big Bena. Podanie, które dało Steelers kolejne trofeum. A Big Benowi drugi pierścień.

Mecz zapamiętam za : 100-jardowy Interception return TD Jamesa Harrisona, który złapał INT na granicy End Zone. Na pewno to zmieniło wygląd meczu. Zamiast ewentualnego TD i prowadzenia Cardinals , mieliśmy znaczne prowadzenie Pittsburgha 17-7.. Przechwyt na koniec polowy był historyczny i do momentu catchu Holmesa to prawdopodobnie Harrison zgarnąłby MVP meczu.
Mecz tez zapamiętam za szybkość Fitza przy TD, safety w SB (rzadkość jak na finały),

Dwa z tych meczów były na NBC, w tym sezonie SB jest na NBC – tez zobaczymy emocje i dobry mecz? Oby.

Wyróżnienia

=> New England Patriots – Seattle Seahawks

=> New Orleans Saints – Indianapolis Colts

=> Kansas City Chiefs – San Francisco 49ers
Najlepsze Halftime Show ? Nie jestem fanem występów w przerwie, ale mi podobało się Halftime Show z udziałem Lady Gagiz tych które widziałem.
Ale w tym roku ekipa z Dr Dre i Eminemem ma ogromny potencjał na niezapomniane show.
*

Karol Potaś: Pittsburgh Steelers 27:23 Arizona Cardinals 1 lutego 2009

To będzie mniej opisowe (chociaż mecz i tak był kapitalny), a bardziej osobiste wspomnienie. Od początku mojego zainteresowania NFL, jednym z ulubieńców był Larry Fitzgerald. Skrzydłowy Arizony Cardinals, w duecie z Kurtem Warnerem, robił w sezonie 2008/2009 kapitalne rzeczy. Zakochałem się w nich niemal od pierwszego wejrzenia. A on ze swoją ekipą… oni robili z NFL to co robią teraz Cincinnati Bengals. Wszyscy ich skreślali, a oni nie dość, że awansowali do fazy play-off, to również awansowali do Super Bowl. Tam czekała na nich kapitalna ekipa Pittsburgh Steelers, napakowana gwiazdami i zmierzająca po mistrzowski pierścień.

Nikt nie dawał Cardinals większych szans. To miało być jednostronne spotkanie, a ekipa z Arizony prawie to zrobiła! Otarła się o SB (polecam skrót poniżej – po przejściu na yt)! Warner i spółka prowadziła jeszcze na 38 sekund przed końcem czwartej kwarty, do czasu aż kapitalne podanie  Bena Roethlisbergera złapał Santonio Holmes. Coś pięknego!  Dramat kopciuszka, szczęście wielkich mistrzów!

A najlepsze dla takiego laika jak ja, było też to, że mecz oglądałem w polskiej telewizji i miał on kapitalną oprawę. Transmitowany przez NSport, z polskim komentarzem, z wieloma gośćmi w studio oraz wejściami przed, w trakcie i po meczu. Z mnóstwem powtórek w dniach kolejnych. Po takim sezonie, po takim spotkaniu, NFL już mnie pochłonęła na dobre.

Co ciekawe, to był jednak ostatni, w tak wielkiej oprawie, Super Bowl w polskiej telewizji, aż do czasu zeszłorocznego Super Bowl w TVP Sport.

*

Paweł Sałata: New Orleans Saints 31:17 Indianapolis Colts  7 lutego 2010

Super Bowl XLIV jest dla mnie szczególne pod kilkoma względami, nawet pomimo tego, że w roku 2010 nie śledziłem jeszcze ligi NFL. Pierwszym powodem jest oczywiście fakt, że gdy już zacząłem oglądać futbol amerykański moją ulubioną drużyną stali się New Orleans Saints, a to właśnie oni tego roku triumfowali i zdobyli swoje pierwsze w historii (oraz jak dotąd jedyna) mistrzostwo ligi. Jedyne mistrzostwo dla każdego fana jakiegokolwiek zespołu to byłby już wystarczający powód, żeby właśnie ta edycję darzyć największym sentymentem. Żeby jednak w pełni zrozumieć jak wiele znaczył ten finał dla fanów z samego Nowego Orleanu (oraz tych którzy łączyli się z nimi za sprawą miłości do tego klubu) trzeba cofnąć się o niecałe 5 lat. W 2005 roku Nowym Orleanem wstrząsnął jeden z największych kataklizmów w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki – huragan Katrina. W jego wyniku śmierć poniosło ponad 1800 ludzi, a tysiące rodzin straciło dach nad głową oraz dobytek swojego życia. 80% powierzchni miasta zostało zalane falą powodziową, w niektórych miejscach sięgającą wysokości 6 metrów.

Olbrzymi kataklizm odcisnął piętno na całym kraju, a dla mieszkańców stolicy Luizjany oznaczał walkę o przetrwanie. Podczas powodzi, oraz huraganu ocalał co prawda stadion Superdome, jednak ostatnią rzeczą o jakiej ktokolwiek wówczas myślał w NOLA były rozgrywki sportowe. Zespół Saints i dalsze jego istnienie stanęło niemalże pod znakiem zapytania. Wtedy jednak zatrudniono nową nadzieję – młodego trenera, który jeszcze nigdy wcześniej nie pełnił funkcji trenera głównego – Seana Paytona. Pełen ambicji i charakteru szkoleniowiec postanowił przywrócić miastu nadzieję i tchnąć w nie ducha walki poprzez sport. W pierwszym roku swojego urzędowania podobną rękawicę rzucił powracającemu po kontuzji obiecującemu rozgrywającemu z San Diego Chargers – Drew Breesowi. Obaj wspólnie rozpoczęli budowę zespołu, który bardzo szybko zaczął się liczyć w stawce pretendentów do mistrzostwa, a już 4 lata później zameldował się w finale rozgrywek. 7 lutego 2010 roku na Sun Life Stadium w Miami stanęli naprzeciwko piekielnie mocnych Indianapolis Colts pod wodzą samego Paytona Manninga, by spróbować zapisać się w historii, oraz dać swojemu zniszczonemu miastu chwile upragnionego szczęścia i chwały.

Mecz nie rozpoczął się dla Świętych najlepiej. W pierwszej połowie nie mogli złapać rytmu i w efekcie na przerwę schodzili bez zdobycia choćby jednego przyłożenia.Podczas Half Time Show zaczęły się jednak dziać cuda. Oto na niesamowicie zuchwały plan wpadł trener Payton. Plan polegał na tym, aby drugą odsłonę meczu rozpocząć od kopnięcia onside kicku. Plan ryzykowny bardzo, jako, że do gry zostało jeszcze pół godziny, a już na początku trzeciej kwarty w razie niepowodzenia mogło być po meczu i po nadziejach na zwycięstwo. Największym szaleństwem było jednak to, kto miał być wykonawcą tego elementu. W zespole kick offy w tym sezonie kopał… rookie punter – Thomas Morstead. Ten młokos miał wziąć na swoje barki losy całego finału. Jak się okazało nad Świętymi musiała czuwać opatrzność bogów futbolu, bo zuchwały plan powiódł się! Morstead wykonał swoje zadanie i Saints odzyskali piłkę, a już sześć snapów później cieszyli się z pierwszego przyłożenia w meczu. Lider zespołu Drew Brees rozkręcał się z minuty na minutę. Po kolejny odzyskaniu piłki w kolejny drivie ofensywnym podawał skutecznie do siedmiu różnych odbierających i zakończył go kolejnym przyłożeniem. To jednak nie był koniec niesamowitych wydarzeń tego dnia. Saints prowadzili, jednak ostatnie słowa mogły należeć do Paytona Manninga. Miał mnóstwo czasu na odrobienie strat i granie zegarem tak, by skutecznie ograniczyć szanse rywali na ponowne odwrócenie kart. Nie przewidział jednak jednego. Na jego drodze (dosłownie) stanął pewien obrońca. Był nim CB Tracy Porter, który przez cały mecz nie radził sobie z podaniami Manninga i przegrywał pojedynki ze skrzydłowymi Colts. Aż do czasu. To była trzecia próba i Manning wybrał jedno ze swoich najpewniejszych dotychczas rozwiązań – podanie na lewo do Reggiego Wayne’a. Tym jednak razem zza jego pleców w idealnym momencie wyskoczył Porter, chwycił futbolówkę i popędził ile sił w nogach w kierunku endzone Indianapolis Colts. TOUCHDOWN! Saints wyszli na jeszcze większe prowadzenie za sprawą drugoroczniaka i co dla tej historii najważniejsze – pochodzącego z Luizjany z miasteczka Port Allen. Dzieciak, który kilka lat wcześniej na własne oczy musiał obserwować jak jego przyjaciele i krewni tracą cały dobytek, zdrowie i życie, tym jednym odzyskanym podaniem przywrócił wiarę wszystkim ocalałym z tej koszmarnej tragedii. To przyłożenie i to zwycięstwo było czymś o wiele większym dla każdego mieszkańca Nowego Orleanu, każdego fana Saints, oraz każdego neutralnego świadka tamtego finału. Ja czuję ciarki na ciele za każdym razem jak oglądam ten finał, a pick six Tracy’ego Portera jest dla mnie jednym z najpiękniejszych momentów w historii sportu.

*

Przypominamy też o naszym podcascie NFLplRadio. Skład audycji: Jakub Kazula, Maciej Zając oraz Hubert Gawroński.

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: