Najlepszy w historii. Smutne rozstanie z Billem Belichickiem
Przychodzą takie momenty w życiu każdego kibica sportowego, że czas się na chwilę zatrzymuje. Czasem są to momenty szczęśliwe, zwycięstwa i ważne chwile, jednak innym razem bywa mniej przyjemnie. Koniec kariery ulubionego sportowca czy odejście z drużyny kluczowego zawodnika to niektóre z takich chwil. Fani New England Patriots mieli już w ostatnich latach taki przypadek – kiedy odchodził Tom Brady. Odejście Billa Belichicka jest jednak jeszcze mocniejsze – chyba głównie dlatego, że przez długi czas wydawało się to znacznie bardziej nieprawdopodobne. Jest to wydarzenie po prostu bardzo smutne, nawet jeśli długoterminowo wydaje się na ten moment właściwe.
Na wstępie, zapraszamy na najnowszy odcinek naszego podcastu.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
24 lata w jednej drużynie, 6 pierścieni mistrzowskich, 9 finałów, ponad 1000 zawodników, którzy pojawili się w Patriots na jego treningach. Bill Belichick to już teraz absolutna historia futbolu – co jest o tyle ciekawe, że przecież sam uwielbia o niej mówić. Zapytajcie go na konferencji o najbliższy mecz, to jest spora szansa, że skończy się na jednym zdaniu, ale na pytanie o tym czym się różni lewonożny punter od prawonożnego dostaniecie 15 minut wykładu o historii formacji specjalnych, łącznie z ewolucją pozycji long snappera. A jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, to obejrzyjcie sobie program NFL Top 100, gdzie był ekspertem (w sumie nie tylko ze względu na niego, świetna to była seria) – wtedy okaże się, że tego mruka w kwestiach futbolowych słucha się wręcz idealnie. To tak tytułem wstępu, gdyby gdzieś po karierze zdążył jeszcze zostać telewizyjnym ekspertem. Wtedy go polubicie, gwarantuję.
Bill Belichick brought out the helmet: 😂
“Go Navy, beat Army”
— NFL Retweet (@NFLRT) December 9, 2023
Belichick był dla Patriots zbawcą. Jego mentor, Bill Parcells, do spółki z nowym właścicielem Robertem Kraftem przywrócili Patriots na mapę NFL w latach 90. I to w sumie dosłownie, bo przed przyjściem Krafta New England Patriots mogli się stać Patriotami z całkowicie innego miasta, a relokacja była wielce prawdopodobna. Kraft i Parcells po latach absolutnej beznadziei pokazali, że Patriots mogą się liczyć w grze o najwyższe cele (m.in. byli w Super Bowl, które przegrali). Potrzeba było jednak kogoś, kto popchnie to dalej. W ten sposób do drużyny w roku 2000 trafił właśnie Belichick.
Jeszcze chwilę wcześniej Bill był trenerem Jets, gdzie automatycznie stał się zastępcą… Parcellsa. Ten trenował tam w latach 1997-99 i miał Belichicka za swojego następcę. Po odejściu Parcells załatwił z władzami Jets, by jego asystent automatycznie go zastąpił. Problem w tym, że… Belichick tego nie chciał, więc zrezygnował pisząc to na serwetce chwilę przed konferencją, na której miał być zaprezentowany. To pierwsze z wielu nieporozumień pomiędzy Belichickiem a Jets, co zresztą doprowadziło do zaciętej rywalizacji i faktu, że komu jak komu, ale Jets Belichick nie odpuszczał nigdy. Kraft, który cenił Belichicka znacznie bardziej niż reszta ligi, wkroczył i nie miał problemów z pozbyciem się pierwszorundowego picku, by pozyskać trenera. W ten sam sposób zresztą stracił Parcellsa na rzecz Jets w 1997 roku. Jeśli się zastanawiacie, czemu w AFC East to właśnie te dwie drużyny nie znoszą się najbardziej, szukajcie w Belichicku i latach 90.
To Belichick doprowadził Patriots do sześciu tytułów mistrzowskich, wynosząc drużynę ponad wszystkich w AFC East i wszystkich w lidze poza Pittsburgh Steelers, którzy również mają sześć pierścieni. Oczywiście nie zrobił tego sam, a duży udział miał w tym wspominany Tom Brady, jednak ktoś tego Brady’ego musiał przecież wydraftować i ukształtować. Brady nie trafiłby do Patriots, gdyby nie Belichick, i – według słów samego rozgrywającego – nie byłby bez niego takim zawodnikiem, jakim był. Wielu powie, że to czysta kurtuazja, a przecież bez Brady’ego Patriots Belichicka weszli do play-offów tylko raz. Nie do końca. Na pewno racją jest, że wiele rzeczy, które robił Belichick w latach 2020-23 nie miały prawa działać bez najlepszego rozgrywającego w historii, a inne były po prostu błędami, których i Brady by nie przykrył, ale jego wielokrotnie potwierdzanego w czasie dynastii geniuszu nie da się tak po prostu wyrzucić do śmieci i stwierdzić, że nie miał znaczenia.
Cornerstones of the greatest dynasty ever ❤️️
There might never be another duo like Brady and Belichick pic.twitter.com/6LIogWyr0k
— NFL Films (@NFLFilms) January 11, 2024
Miał, ogromne. Dopełniali się z Bradym idealnie. Były sezony, w których to obrona Belichicka ciągnęła Patriots do góry, były takie, które ciągnął atak z Bradym na czele, a w tych, w których jeden i drugi wznosili się na szczyt swoich możliwości (sezony 2004, 2014 i 2016 to chyba najlepszy przykład), liga mogła się po prostu bać. O cotygodniowych spotkaniach Brady’ego z Belichickiem, które mocno ukształtowały tego pierwszego w kwestii czytania gry rywali, też nie należy zapominać.
Przekleństwem Belichicka stało się to, co kiedyś było największą zaletą – chodzenie własnymi ścieżkami. Wiele rzeczy w lidze robił jako pierwszy, decydował się na inne decyzje niż cała liga, żeby w jakikolwiek sposób znaleźć przewagę nad resztą. Wyciągał skreślonych zawodników, by pokazać, że w Patriots będą grali znakomicie. Nie słuchał innych, bo miał wielokrotne potwierdzenie, że robi dobrze. I próbował tego też w ostatnich latach, kiedy w kwestii budowy sztabu i drużyny liga po prostu trochę mu odjechała. Miał ostatnie słowo i wiele z decyzji wypaliło drużynie prosto w twarz, bo NFL trochę się zmieniła.
Belichick przez lata dostosowywał się do warunków idealnie – dynastię można podzielić na kilka okresów i w każdym Patriots grali inaczej, w każdym nacisk położony był na coś innego. Jego obrony do dziś grają jak kameleon – trudno określić ich styl, Belichick po prostu znajdzie twoją słabą stronę i będzie to wykorzystywał. Paradoksalnie Belichick „zastał się” w innych kwestiach – budowy ataku i sztabu szkoleniowego. W ataku zbyt duży nacisk kładł np. na umiejętności mentalne rozgrywającego – pozostałość po Bradym, który był w tym względzie najlepszy w historii. Miał też problem z wyszukiwaniem talentów, przede wszystkim na pozycję skrzydłowego. W sztabie z kolei zatrudniał głównie znajomych i byłych współpracowników, co z jednej strony jest zrozumiałe w wieku ponad 70 lat, a z drugiej nie mogło zadziałać, szczególnie z Mattem Patricią i Joe Judge’em na czele formacji ofensywnej.
Belichick – jakkolwiek przykro to nie brzmi – po prostu się zestarzał. Starzeją się zawodnicy, trafia się to też trenerom. W przypadku futbolistów nie oznacza to przecież, że kiedyś nie byli genialni. To samo tyczy się Belichicka. Zresztą trenerem nadal jest znakomitym, co widać po defensywie Patriots, ale kwestia budowy zespołu przestała już dawno być jego mocną stroną. Dlatego rozstanie zdaje się być najlepsze dla obu stron. Belichickowi zostało pewnie 2-3 lata trenowania – w tym czasie w Patriots raczej nie zdąży zebrać bardzo mocnego składu, ale może np. iść do drużyny, która już teraz ma skład od Patriots lepszy (za co trzymam kciuki). Tymczasem Patriots mogą się skupić na przebudowie w innym zestawieniu.
*****
Rozstanie, nawet jeśli wydaje się odpowiednie dla przyszłości drużyny, jest niestety bardzo bolesne. Po tylu latach i sukcesach inaczej być zresztą nie może. Od czwartku wśród fanów Patriots panuje przekonanie, że przecież spodziewali się tego prawie wszyscy, a mimo to i tak wszystko spadło nagle jak grom z jasnego nieba. Kibice zapamiętają ten moment doskonale. Do dziś pamiętam gdzie byłem i co robiłem, jak przeczytałem informację o odejściu Brady’ego – z Belichickiem nie będzie inaczej.
Tak samo pamiętam całą masę momentów, które już zawsze ze mną zostaną – budzący wszystkich domowników krzyk po przechwycie Malcolma Butlera w Super Bowl 49, coraz szerzej otwierające się oczy z każdą kolejną akcją czwartej kwarty Super Bowl 51 przeciwko Falcons, finał konferencji AFC z sezonu 2018 przeciwko Chiefs, czyli być może najbardziej emocjonujący mecz, jaki widziałem, a także Super Bowl 53 przeciwko Rams – większość kibiców usypiała z nudów, a ja w każdej serii defensywnej denerwowałem się, czy Rams w końcu zdobędą punkty, bo przecież nie ma opcji, żeby Belichick w Super Bowl powstrzymał ich od jakiegokolwiek przyłożenia.
Powstrzymał.
This is the clip you didn’t realize you needed.
Randy Moss convinces Bill Belichick to come to a Halloween party at a roller rink and even gets him to attend in a costume. pic.twitter.com/khmXNousdL
— Ben Koo (@bkoo) January 11, 2024
Nawet w gorszych czasach były takie momenty jak słynny już mecz z Buffalo Bills w sezonie 2021, gdzie ze względu na pogodę Belichick pozwolił swojemu rozgrywającemu rzucić piłkę tylko 3 razy i wygrał mecz. A przecież to tylko druga część dynastii!
Nie pamiętam perfekcyjnego sezonu regularnego, pierwsze trzy pierścienie znam z odtworzenia (ale dość dokładnie, to trzeba przyznać), a przecież i tam była cała masa momentów pokroju słynnych kopnięć Adama Vinatieriego w pełnym śniegu przeciwko Oakland Raiders czy słynne serie ofensywne kończące Super Bowl z Rams i Eagles oraz absolutna punktowa strzelanina w drugiej połowie Super Bowl przeciwko Panthers.
W przypadku wielu fanów to Belichick jest tym, który ukształtował ich postrzeganie futbolu. Sam łapię się na tym, że w niektórych aspektach mam opinię x, bo przecież Bill miałby podobną. Można wymieniać tego więcej i więcej i więcej i jeśli kliknęliście w ten tekst nie będąc fanami Patriots to pewnie zdążyliście się już znudzić. W skrócie – trudno to nawet do czegokolwiek porównać. I to przecież w sytuacji, w której z decyzją Roberta Krafta można się zgodzić i zmierzało do tego od dłuższego czasu. Tego samego Krafta, który w ostatniej chwili zgarnął Belichicka z Jets. Tych Jets, z którymi Bill wygrywał od zawsze. Tych Jets, z którymi mimo wszystko przegrał swój ostatni mecz w Nowej Anglii podsumowując idealnie całkowicie nieudany rok.
Do rekordu Dona Shuli (347) brakuje Belichickowi 15 zwycięstw. Były czasy, kiedy jego drużyna klepnęłaby to w rok. W aktualnej sytuacji, jeśli otrzyma dobry skład, dwa lata powinny wystarczyć. I będę trzymał kciuki, żeby zrobił to jak najszybciej. Szkoda, że nie w Patriots, ale na te chwilę stanę się wielkim fanem również tej drugiej drużyny, do której pójdzie. Nawet jeśli będą to Jets, chociaż Bill chyba prędzej skończyłby karierę. Ale to za chwilę, jestem przekonany, że w sezonie 2024 znów zobaczymy go gdzieś przy linii.
A na teraz po prostu dziękuję.
What a ride.
Thank you, Coach Belichick. pic.twitter.com/aQ5SWiVwmE
— New England Patriots (@Patriots) January 11, 2024
Autor: Jakub Kazula
*
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy