Skip to content

NFL Draft: raport z konferencji prasowych

Rozgrywający się  niecałe 3 miesiące temu Super Bowl wydaje się być absurdalnie odległym wspomnieniem. Po niedługiej przerwie, offseason ruszył z grubej rury i nim się obejrzeliśmy, przyszedł czas na draft. Dawno mnie tu nie było, więc zobaczmy co tam w trawie piszczy i o czym ostatnio szepczą między sobą trenerzy.

Aha, jeszcze jedna uwaga, „idę” przez drużyny kolejnością wyborów w drafcie.

  1. JACKSONVILLE JAGUARS

Nowy trener drużyny Urban Meyer ma dość prostą robotę – wszyscy przecież wiedzą, że z numerem pierwszym wybierze Trevora Lawrence’a. Jags mają jednak aż 10 wyborów w Drafcie. Tutaj pojawia się problem, bo według Meyera od przybytku głowa jednak czasami boli:

Zawsze patrzę na to, jaka jest potrzeba, ale trzeba zachować ostrożność – często zaczynasz bowiem gonić jednego, specyficznego gracza. Dlatego też trzeba wierzyć tablicy, która podpowiada Ci, kto może być substytutem danego zawodnika. Powoli zaczynam to robić, bo nie chcę popaść w paranoje. Prawdę mówiąc przez te ostatnie kilka tygodni naprawdę wiele się nauczyłem i wciąż to robię, dlatego się denerwuję. To chyba po mnie widać i się do tego przyznaje.

  1. NEW YORK JETS

Nowy coach Jets, Robert Saleh jest kolejnym trenerem, który w swoim pierwszym drafcie będzie wybierał wysoko i do tego również rozgrywającego – nie jest tajemnicą, bo Jets wysłali przecież Sama Darnolda do Panthers. Saleh jednak wyzwania się nie boi i jasno twierdzi, że nie ma żadnej presji, czy problemu z tym, by budować drużynę z rookie QB:

Nie sądzę, żeby było w tym jakiekolwiek ryzyko. Nadal musisz skonstruować dobrą drużynę, w której każdy spełnia swoją rolę i robi to w sposób pełen jakości. Widzieliśmy sukcesy Russella (Wilsona) w Seattle, widzieliśmy średnie wyniki Jaguars z (Blake’iem) Bortlesem. Wiem, że ważne jest również to, co prezentują twoi trenerzy – LaFleur ma przykładowo najlepszy ofensywny scheme na całym świecie i raczej nie chce dyskutować na ten temat.

  1. HOUSTON TEXANS (wybierają za nich Niners)

Panie, kto to panu tak… popsuł, mówiąc niezwykle eufemistycznie. Texans mają szczęście, że pozostał u nich Deshaun Watson, bo przynajmniej będą mieli kogoś, kto potrafi rzucać piłką. Na szczęście trener Texans, David Culley ma nieco ułatwioną robotę – nie będzie musiał w pierwszej rundzie wybierać żadnego zawodnika! Dlatego trener mógł jasno i wyraźnie wypowiedzieć się na temat swojego rozgrywającego:

Dashaun jest naszym rozgrywającym, mamy z nim kontrakt i nie chcemy go za nic w świecie tracić. To jest NASZ rozgrywający. Nick (Caserio, GM Texans) i jego ludzie szukają dla niego godnych zastępców, ale to Watson będzie naszym starterem i to on będzie dla nas grał. Na razie nic tego nie zmieni.

  1. ATLANTA FALCONS

Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę zaczynam lubić Arthura Smitha, KOLEJNEGO nowego trenera w NFL. Były koordynator Titans rozpoczął swoją przygodę z Falcons w dość stylowy sposób – często rzucając suchymi żartami, nie zdając sobie tak naprawdę sprawy z tego, jak jest zabawny. Chociaż nie wiemy, czy Atlanta weźmie Kyle’a Pittsa, czy może któregoś z młodych rozgrywających, to na pewno wiemy, że jego ulubionymi zawodnikami są ofensywni liniowi:

Najlepsi są liniowi. Sam nim byłem. Nazywają cię grubasem, debilem, idiotą i głupkiem tyle razy, że potem przestajesz nawet zwracać na to uwagę. To się przydaje w tej robocie. Ci wszyscy rozgrywający są bardzo wrażliwi, wszystko biorą do siebie i na poważnie. Ktoś ich lekko szturchnie w internecie albo powie coś nie tak podczas treningu, to chcą go od razu przerywać, uciec do szatni i pójść popłakać. My może nie jesteśmy najładniejsi, ale na imprezie definitywnie będziesz się z nami bawił najlepiej.

  1. CINCINNATI BENGALS

Nareszcie jakaś znajoma twarz – jakimś cudem Zac Taylor uniknął szafotu po kolejnym średniej jakości roku w Ohio. Dość jasne jest, że Bengals wezmą albo Peneia Sewella, żeby chronić Joe Burrowa, albo któregoś z utalentowanych skrzydłowych, żeby Burrow miał do kogo rzucać. Tak czy siak, Taylor nareszcie zaczął brzmieć nieco rozsądniej:

W poprzednim sezonie cierpieliśmy z powodu urazów na ważnych pozycjach i niewykorzystanych okazji. Jestem dumny z naszej drużyny, która i tak walczyła do samego końca. Patrzymy w przyszłość z dużym spokojem – wiemy, co musimy poprawić, a które aspekty są dobre i mogą być tylko lepsze. Nie jesteśmy zniechęceni naszymi wynikami – wręcz przeciwnie, jesteśmy zmotywowani i gotowi na przyszłość. W tym roku zdobędziemy nasze pasy.

  1. PHILADELPHIA EAGLES (pick mają Dolphins)

Nowy coach, Nick Sirianni to interesująca postać dla Philly. Trener jest eksplozywny, głośny, dużo gada i jest bardzo emocjonalny. Krótko mówiąc jest mocnym przeciwieństwem Douga Petersona, który jeszcze w zeszłym roku zajmował się szefowaniem w Eagles. Coach ma prostą filozofię – ważne są twoje umiejętności, ale jeszcze ważniejsze jest to, co masz tutaj (czyt. w sercu):

Oczywiście, szukamy zawodników z odpowiednim zestawem umiejętności i próbujemy im wytłumaczyć, dlaczego akurat tych właśnie zdolności potrzebujemy. W trakcie wywiadów patrzymy jednak jak na to reagują, jak się zachowują i staramy się zrozumieć, co go napędza, co go motywuje – co ma tutaj (czyt. w sercu). To jest ważne. Bardzo, ale to bardzo ważne. Wiem, że już to mówiłem ze trzy razy, ale powiem jeszcze czwarty raz – to zawodnik, które ma dobre serducho osiągnie szczyt swoich umiejętności i najbardziej się rozwinie.

  1. DETROIT LIONS

Ech, Detroit. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nawiedzone i przeklęte miasto. Ten ktoś prawdopodobnie miałby rację. Na miejscu pojawił się jednak Dan Campbell, który planuje postawić miejsce do góry nogami – z drużyny na własną prośbę odszedł Matt Stafford, którego zastąpiono Jaredem Goffem z Rams, a wysokie miejsce w drafcie sugeruje, że Lions mogą spróbować wyciągnąć pomocną dłoń swojemu nowemu QB. Jedno jest pewne – Lions wybiorą kogoś porządnego:

Już teraz mogę wam zdradzić, że nie wybierzemy z numerem siódmym kopacza albo long snappera. Zarówno DeVonta Smith, jak i Jaylen Waddle oraz Micah Parsons są interesującymi prospektami. Każdy z nich jest wart tej ceny. Tyle wam mogę powiedzieć. Są naprawdę, naprawdę utalentowani i przy okazji zupełnie różni. Powiem wam, że cieszę się, że któryś z nich może do nas trafić i prawdę mówiąc z każdego z nich cieszyłbym się dokładnie tak samo. My bawimy się świetnie.

  1. CAROLINA PANTHERS

Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, Sam Darnold powędrował do Panthers, którzy przyjęli go z otwartymi ramionami. Były 3. wybór w drafcie nie mógł się nacieszyć ze zmiany otoczenia i widocznie cieszy to trenera Matta Rhule’a, który wypowiedział się na temat młodego rozgrywającego na swojej niedawnej konferencji prasowej. Przy okazji zdradził tajniki tego, jak wygrywać w futbolu amerykańskim:

Rozgrywający to niezwykle ważna pozycja, prawdopodobnie najważniejsza w całym futbolu. Ale wierzę, że jeden zawodnik nie jest w stanie wygrać całego meczu. Robimy to, co musimy – budujemy drużynę. Musimy mieć obronę i atak, a nie stawiać wszystko na jedną kartę i ściągać jednego zawodnika za horrendalną sumę. Chociaż wiem, jak ważny jest rozgrywający, to… ja nadal chcę mieć po prostu lepszą obronę i linię ofensywną.

  1. DENVER BRONCOS

Vic Fangio to kolejny trener, który może nas zaskoczyć w tegorocznym drafcie. Czy nareszcie podejmą decyzję w sprawie Drew Locka, który jest tak bardzo nierówny, jak drogi na głębokiej, polskiej wsi? A może postanowią znów odłożyć ją na później i znaleźć dla niego jakąś broń (albo ulepszyć i tak już bardzo dobrą defensywę)? Trudno to stwierdzić – wiemy jednak, że w zespole znowu zagra Von Miller, który ma być według Fangio „jeszcze lepszy, niż zwykle”:

Mieliśmy w zeszłym sezonie sporo paskudnych kontuzji, z czego zdajecie sobie wszyscy sprawę. Jedną z najgorszych i najtrudniejszych do zaakceptowania była ta Millera. Nie tylko dlatego, kim on dla nas jest, ale też dlatego, że gość był w swojej absolutnie szczytowej formie. Widzieli to wszyscy. Wiem, że miał przed sobą naprawdę legendarny sezon – nawet jak na swoje standardy. Wiem, że w tym sezonie będzie dokładnie jak w zeszłym roku. Jeszcze zobaczycie.

  1. DALLAS COWBOYS

How ’bout them Cowboys? „Drużyna Ameryki” po kolejnym rozczarowującym sezonie zamyka nam pierwszą dziesiątkę tegorocznego draftu. Po brutalnej kontuzji Dak Prescott powróci do drużyny z Dallas, tym razem już długoterminowo. W jaki sposób Mike McCarthy będzie mógł wspomóc swojego franchise QB? Trudno powiedzieć. Świeża krew jest potrzebna i w obronie, i w ataku, a znając Jerry’ego Jonesa (właściciela franczyzy) ten będzie chciał wziąć najgłośniejsze dostępne nazwisko. Na szczęście McCarthy wie przynajmniej, kto będzie rzucał piłką w następnym sezonie:

Dak to podstawa naszej drużyny. Jestem podekscytowany, że będzie mógł się rozwinąć w drugim roku nowej ofensywy. Niestety nasz debiutancki rok zakończył się dużo wcześniej, niż planowaliśmy. Wiem też, że Jerry Jones pewnie będzie chciał, żeby Prescott kończył każdy swój bieg opuszczeniem boiska. Nie chcemy ryzykować. Wiem też, że nie mogę powiedzieć zawodnikowi czegoś, co sprawi, że będzie się wahał. W NFL zawahanie się to niemalże wyrok śmierci.

  1. NEW YORK GIANTS

Wiecie, wybieranie zawodników w drafcie to nie jest łatwa sprawa. Zwłaszcza, kiedy zamiast spotkań twarzą w twarz musicie gadać z nimi na Zoomie, zamiast klasycznego combine jest milion trzysta Pro Days, a oprócz tego nie macie jasno określonego celu. W takiej sytuacji są Giants, których coach Joe Judge podchodzi do tego wyzwania z głową podniesioną do góry.

Prawdę mówiąc, to jesteśmy całkiem pewni siebie, bo przeszliśmy przez to w zeszłym roku i to bez Pro Days. Nasze decyzje były podyktowane filmami z uniwersytetów i spotkaniami na Zoomie. I moim zdaniem wykonaliśmy kawał porządnej roboty jako organizacja, bazując na powyższych czynnikach i podejmując decyzje zdalnie, bez spotkań i długich posiedzeń w jednym pomieszczeniu. Jestem zadowolony z naszych wyborów i mam nadzieję, że w tym roku będzie dokładnie tak samo.

  1. SAN FRANCISCO 49ERS (wybierają za nich Eagles)

Kyle Shanahan i jego współpracownicy polecieli. Postanowili bowiem zaryzykować i w ramach wymiany otrzymali pick numer 3 w drafcie. Wszyscy spodziewają się, że wybiorą młodego rozgrywającego. Coach tylko potwierdził te słowa, jednocześnie skazując praktycznie Jimmy’ego G. na banicję z San Francisco:

Mogliśmy siedzieć na tym 12 miejscu i czekać, aż nam ktoś z nieba spadnie. Jeśli w ogóle byłoby to możliwe… Jednak podjęliśmy świadomą decyzję – potrzebujemy rozgrywającego, najlepiej startera. Chcieliśmy mieć jak największe pole do manewru, więc musieliśmy zaryzykować. Naszym zdaniem było to najlepsze, co mogliśmy zrobić w tej sytuacji.

  1. LOS ANGELES CHARGERS

Po Anthonym Lynnie zostały tylko wspomnienia. Teraz na posterunku jest Bradley Staley, którego zadanie jest proste – dodać kilku porządnych zawodników i liczyć na to, że Justin Herbert będzie kontynuował swój niesamowity rozwój w kolejnym sezonie. Przyszłość w LA jest w sumie całkiem słoneczna, więc Staley musi jedynie nie popsuć swojej roboty. Tylko tyle i aż tyle:

Czasami podczas draftu musisz zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jak będzie wyglądała sytuacja nie w sierpniu 2021 roku, ale wiosną 2022 roku. Zwłaszcza z ofensywnymi liniowymi. Takie jest moje zdanie. Nie możesz oczekiwać, że w sierpniu cię totalnie wywalą z kapci – oni są młodzi, musisz im dać trochę czasu na rozwój. Poza tym jestem zwolennikiem wprowadzania ograniczonych konfliktów. Cały personel jest bronią, więc często trzeba rotować zawodników, żeby każdy z nich miał szansę się wykazać i nikt nie czuł się zbyt komfortowo. Każda akcja ma być konfliktem – tego od nich oczekuje.

  1. MINNESOTA VIKINGS

Mike Zimmer nie ma łatwego zadania. Po zameldowaniu się w drugiej rundzie play-offów, poprzedni sezon był całkowicie rozczarowujący dla całej franczyzy – błyszczał jedynie Dalvin Cook, który nawet przez kilka tygodni znajdował się w rozmowie na temat bycia MVP. Zespół nieco odbudował swoje siły podczas wolnej agentury, wzmacniając swoją defensywę i przedłużając kontrakty ważniejszych zawodników. Trener Zimmer poczuł się „odmłodzony” i strzelam, że w drafcie będzie chciał ściągnąć kolejną broń dla Kirka Cousinsa (chyba, że zaryzykuje i wybierze rozgrywającego, co również jest możliwe):

Rob (Brzezinski, wiceprezes ds. football operations) oraz Rick (Spielman, GM) wykonali kawał porządnej roboty. Dzięki ich ruchom, czuję jakbym odmłodniał… Nie tylko nam pomogą, ale też zachęcili innych do zostania w naszej drużynie – Anthony Barr postanowił podpisać zmieniony kontrakt, żeby z nami zostać. To cudowne. Oprócz tego mamy sporo świetnych zawodników – Stephen Watherly, Mackensie Alexander, Patrick Peterson. Oni wszyscy chcą tutaj być i to mnie napędza, to mi daje nadzieję na przyszłość.

  1. NEW ENGLAND PATRIOTS

Pats wybierający w drafcie wcześniej, niż w trzeciej dziesiątce to coś niesłychanego. Bill Belichick jednak pewnie coś knuje. Plotkuje się, że może spróbować coś zrobić ze swoim pickiem w pierwszej rundzie i w sumie by mnie to nie zdziwiło – w końcu to Bill. Próba wyłudzenia od niego jakichkolwiek informacji kończy się natomiast zwykle tym samym, czyli laniem wody i mówieniem niczego. Dlatego ja też nie zamierzam nawet strzelać, co Belichick wymyśli w nadchodzącym drafcie i zamiast tego przytoczę wam ładną wypowiedź na temat Matta Patricii, czyli nowego-starego trenera Pats:

Dobrze jest mieć znowu Matta Patricię w naszej drużynie. Oczywiście wprowadził swoje nowe rzeczy w organizacji, dla której pracował przez ostatnie 3 lata. Ale jest dobrze zaznajomiony z naszym procesem, wie doskonale w jaki sposób pracujemy i czego oczekujemy od trenerów i zawodników. Od zawsze był dla mnie świetnym pomocnikiem i kimś, kto dobrze słucha i notuje wszystko, co do niego mówię. Jego wartość jest dla nas nieoceniona i on wie, przez co przeszliśmy w trakcie ostatnich kilkunastu lat. Wciąż jest dość młody, a już teraz ma tyle doświadczenia, co nie jeden head coach w tej lidze. To wartościowa postać w naszej organizacji.

  1. ARIZONA CARDINALS

Jedno jest pewne – Cardinals z roku na rok chcą być coraz lepsi. W zeszłym roku dołączył do nich Deandre Hopkins, w tym roku J.J. Watt, a Kyler Murray wciąż kontynuuje naukę w systemie ofensywnym Kliffa Kingsbury’ego. Chociaż coach nie chce nawet sugerować, kogo może wybrać w pierwszej rundzie, to potwierdził na pewno, że nie będzie to rozgrywający. Dodał też, że czym więcej zespołów zdecyduje się wzięcie QB w tym drafcie, tym lepiej dla niego:

My mamy w ogóle nadzieję, że pierwsze pięć wyborów w drafcie to będą rozgrywający. Wtedy będzie większa szansa na to, że spadnie do nas zawodnik, którym jesteśmy wielce zainteresowani. Ale ten draft jest wyjątkowo dobry pod względem rozgrywających. Z oczywistych względów nie przyglądałem się im tak bardzo, jak jeszcze kilka lat temu, ale jest mnóstwo głośnych nazwisk i utalentowanych chłopaków, którzy mogą zostać wybrani w top 10-15.

  1. LAS VEGAS RAIDERS

To co panowie, może w końcu play-offy? Rozumiem, że w ich dywizji są diabelnie mocni Chiefs, a załapanie się nawet do rozszerzonego post-season w AFC w zeszłym roku było trudne, ale ile można oscylować w okolicach bilansu 8-8? Jon Gruden ma twardy orzech do zgryzienia – nie dość, że jest oceniany jako jeden z najgorszych „drafterów” w NFL, to jeszcze do tego trudno jest jasno stwierdzić, kto jest Raiders najbardziej potrzebny. Chociażby dlatego, że do składu dołączył utalentowany Karl Joseph, corner, którego Gruden opisał krótko:

Playmaker. Lider. Wszechstronny. Profesjonalny.

Fanom Raiders życzę (pozdro Karol), by dokładnie taki był ich wybór w pierwszej rundzie draftu.

18. MIAMI DOLPHINS (oryginalny pick)

Kolejna znajoma twarz! Brian Flores w zeszłym sezonie doprowadził Dolphins na skraj play-offów. Niestety tym razem ich młody QB Tua nie będzie miał spadochronu w postaci Ryana Fitzpatrcika, który albo wygrywał jako starter, albo przychodził młodzikowi na ratunek, gdy ten nie potrafił sobie poradzić z opozycją. Dla szefa drużyny najważniejsze jest jednak to, by stworzyć jak najlepszą drużynę – niezależnie od nazwisk i sposobu pozyskania zawodnika:

Nie powiedziałbym, że zależy nam na zdobywaniu wyborów w pierwszej rundzie. Naszym zdaniem jest zrobienie najlepszej drużyny z tego, co mamy. Wymiany, wolni agenci, kradzież zawodników rezerwowych od innych drużyn, no i oczywiście draft. No i moim zdaniem wykonujemy bardzo dobrą pracę na każdym z tych pól. Wykorzystaliśmy chyba wszystkie możliwości pozyskiwania zawodników. Wszystko po to by drużyna była dobra, a nie przepełniona zawodnikami z pierwszej rundy.

  1. WASHINGTON FOOTBALL TEAM

Ron Rivera pozbył się Dwayne’a Haskinsa, Alex Smith postanowił odejść na emeryturę, a w składzie Football Team pojawił się prawie 40-letni Ryan Fitzpatrick. Trudno jest powiedzieć, że to długoterminowa opcja na pozycji rozgrywającego, ale lepszy Fitz, niż nic. Przepraszam was za ten paskudny żart, nie mogłem się powstrzymać.

Ron Rivera się jednak za bardzo nie stresuje, bo ma bardzo zdrowe podejście do wyboru w pierwszej rundzie – weźmie po prostu najlepszego dostępnego zawodnika. Oprócz tego coach ma całkiem sprytne podejście do wywiadów z zawodnikami – zresztą przeczytajcie sami:

Mnóstwo pytań ma ich zbić z tropu. Widzę młodziaka i mówię mu: „Wow, świetne buty. Gdzie je kupiłeś?”. Próbuję ich rozluźnić albo sprawić, żeby musieli sami wymyślić odpowiedzi, a nie tylko mówić to, co powiedział im agent. Ja chcę poznać prawdziwego zawodnika. Kiedyś zapytałem jednego dzieciaka, w jaki sposób poradzi sobie z press coverage (to samo sformułowanie jest stosowane w USA do opisu nadmiernego zainteresowania ze strony dziennikarzy oraz defensywnej strategii w futbolu – przyp. red). A ten mi odpowiada, że nie przejmuje się za bardzo tym, co powiedzą o nim media. Czasami ważniejsza jest ich interpretacja, niż to, o co ich pytasz.

  1. CHICAGO BEARS

Kojarzycie pewnie tego mema typu: „Jak oni się tutaj znaleźli?”. Dokładnie to można było powiedzieć o Bears w zeszłym sezonie, kiedy to Chicago zagrało w play-offach (emitowanych na Nickelodeon). Po dziwnym roku z zespołu odszedł Mitch Trubisky (grzeje ławę w Bills), a na jego miejsce ściągnięto Andy’ego Daltona, który w zeszłym sezonie próbował uratować Cowboys, gdy Dak Prescott zakończył sezon na noszach. Trudno jest stwierdzić, co Matt Nagy zrobi w drafcie – chociaż drużyna już potwierdziła, że to „Red Rifle” będzie starterem w przyszłym sezonie, to istnieje możliwość, że organizacja weźmie młodego, rozwojowego QB w pierwszej rundzie. Sam trener stwierdził bowiem, że to bardzo utalentowana klasa:

Jak pewnie wszyscy wiecie, byliśmy na kilku Pro Days z udziałem tych rozgrywających i to definitywnie pomaga w wyborze, ale niestety w tym roku byliśmy ograniczeni w tym, co mogliśmy widzieć i co mogliśmy zrobić. Ryan (Pace, GM) i ja jesteśmy bardzo podekscytowani, że czeka nas jeszcze kilka poważnych decyzji, ale uwielbiamy ten proces. To ogromne wyzwanie, którego chętnie się podejmiemy. Chociażby dlatego, że w tej klasie jest mnóstwo dobrych rozgrywających. 

  1. INDIANAPOLIS COLTS

Colts potrzebują o-linemana, więc większej filozofii tutaj nie ma. Natomiast ciekawszym aspektem tego off-seasonu dla Colts jest fakt, że do ich drużyny dołączył kolejny utalentowany, aczkolwiek często niedoceniany rozgrywający w postaci Carsona Wentza. Philip Rivers zagościł w Colts jedynie przez jeden sezon i postanowił zakończyć karierę. Wentz ma prawie trzydziestkę na karku, ale wciąż może dać z siebie wiele – pod warunkiem, że będzie miał na podorędziu dobrych pomocników. Co ciekawe, Frank Reich wiedział już dawno, że chce mieć u siebie Wentza:

Powiem wam szczerze, że ta myśl pojawiła mi się w głowie jeszcze w 2020 roku. Kiedy zobaczyłem, co zaczęło się dziać w Filadelfii, to pomyślałem sobie, a może? Potem jednak stwierdziłem, że to się nigdy nie wydarzy. Czym dalej jednak w las, tym okazja stawała się coraz większa. Zastanawialiśmy się, jak do tego podejść i ile jesteśmy w stanie zapłacić, by wyciągnąć Carsona z Eagles. Jak bardzo jesteśmy przekonani, ze to dobry ruch dla nas? To był proces pełen wzlotów i upadków, ale w końcu udało nam się dojść do konsensusu, który był akceptowalny dla obydwóch stron. Jestem szczęśliwy z tego powodu.

  1. TENNESSEE TITANS

Mike Vrabel odciąłby sobie genitalia, żeby wygrać Superbowl. Tyle zdążyliśmy się już dowiedzieć. Trener nie wymaga AŻ TAK ogromnego poświęcenia od swoich zawodników, jednak definitywnie oczekuje od nich dużo. Dlatego, gdy ostatnio zapytano go o Derricka Henry’ego, który prawie pobił ilość jardów zdobytych po biegach, coach zapowiedział jasno, że Henry nadal będzie główną bronią Titans. Przynajmniej dopóki inne zespoły nie nauczą się go zatrzymywać:

To żaden sekret, że Derrick to ogromna część naszej ofensywy, a nawet naszej tożsamości jako drużyna futbolowa. Staramy się być sprytni, jeśli chodzi o przygotowanie do nowego sezonu. Jednak nikt nie przestrzega tego rygoru i nie jest tak zaangażowany jak Król Henry. Nie powiem wam, że to najciężej pracujący zawodnik w NFL, bo nie chcę obrażać innych zawodników, którzy dają z siebie wszystko. Ale naprawdę trudno jest mi sobie wyobrazić kogoś, kto nie tylko tak mocno trenuje, ale też daje z siebie wszystko na boisku. Derrick rozumie jednak, że to nie jest łatwa robota i wie, jakie są konsekwencje jego działań.

  1. SEATTLE SEAHAWKS (wybierają za nich Jets)

Seahawks mieli absolutnie pokręcony off-season z prostego powodu – medialny konflikt między Russellem Wilsonem a Pete’em Carrollem. Panowie podobno już się pogodzili (a przynajmniej doszli do konsensusu i już się nie nienawidzą), więc przyszedł czas na ulepszenie zespołu, który w poprzednim sezonie odpadł po zaciętym, ale pełnym błędów pojedynku z ledwo żywymi Rams (kontuzjowany był Jared Goff, a Aaron Donald w pewnym momencie opuścił spotkanie). Problem jest też taki, że Seahawks nie mają zbyt dużo wyborów w drafcie (nie biorą nikogo w pierwszej rundzie). I co ciekawe, jego wypowiedź z zeszłego roku jest idealna również i w tym roku:

To będzie fascynujące doświadczenie. Mamy mnóstwo znajomych twarzy na naszej liście. Przeszliśmy już przez piekło, a w głowie mamy kolejne scenariusze i inne takie. Ogólnie czujemy się dość komfortowo.

  1. PITTSBURGH STEELERS

Browns is the Browns… Z powodu osobistych upodobań, a także dlatego, że po prostu jestem fanem działania Karmy, zakończenie poprzedniego sezonu przez Steelers było dla mnie fantastycznym spektaklem. Dwie przegrane z Browns z rzędu były przepyszną wisienką na torcie, ale teraz czas na przygotowanie się na nowy sezon. Steelers jak zwykle wybierają późno, a Mike Tomlin całkiem sprytnie zwalił odpowiedzialność na właściciela franczyzy, Arta Rooneya:

Pan Rooney jest szefem. Kevin (Colbert, GM) i ja pracujemy ze sobą już tak cholernie długo, że potrafimy się komunikować niewerbalnie w trakcie tak poważnych momentów i decyzji. Ale koniec końców, to Art Rooney jest szefem. Co jest w sumie całkiem oczywiste – to on jest właścicielem i zna ten proces, więc niedziwne, że to on decyduje, kto ma być zatrudniony w jego organizacji. Wiemy, też że nam ufa, dzięki czemu słucha naszych porad.

  1. LOS ANGELES RAMS (wybierają za nich Jags)

Sean McVay w pierwszej rundzie będzie mógł usiąść spokojnie, rozsiąść się na kanapie i na luzie oglądać rozgrywające się wydarzenia. Trener dość ciekawie wypowiedział się na temat zawodników, którzy przystępują do draftu, chociaż nie grali w zeszłym roku ze względu na pandemię (zawodnicy NFL i uniwersytetów mieli opcję rezygnacji z gry na rok). Coach stwierdził, że przecież wszystko, co mają do zaoferowania jest już na taśmach filmowych, więc nie można ich karać za to, iż nie przystąpili do rywalizacji ze względu na zagrożenie życia przez COVID-19:

Taśma nigdy nie kłamie. Więc wracamy po prostu do sezonu 2019/2020 i używamy go jako najważniejszego dowodu na wartość zawodnika. Potem chcemy go poznać i dowiadujemy się, kim jest jako człowiek. Les (Snead, GM) wykonuje kawał dobrej roboty w tym aspekcie – zarówno przy trenerach, jak i zawodnikach. Wszystko jest częścią procesu. Ale najważniejsze i tak są taśmy. Poza tym, patrząc przez pryzmat ostatniego roku nie możemy karać tych zawodników. Był jaki był, ale nie możemy ich przez to karać. Dlatego wracamy do starszych taśm.

 

  1. CLEVELAND BROWNS

Kevin Stefanski jest lokalnym bohaterem w Cleveland. Dlatego niezależnie od tego, kogo wybierze w drafcie i tak fani Browns pewnie będą podekscytowani. To znacznie ułatwia trenerowi działanie – w końcu schodzi z niego trochę presji, którą niewątpliwie czują ze strony wiernych kibiców. Do tego Stefanski został wybrany trenerem roku, więc coach musi być z siebie dumny, prawda?

Nie do końca.

Bycie kochanym przez kibiców i indywidualne nagrody to nic w porównaniu do zwycięstwa w Super Bowl. To jest jedyna rzecz, którą coach Stefanski ma teraz w głowie:

Przegraliśmy nasz ostatni mecz, tak jak pozostałe 14 drużyn w play-offach. Patrzymy na zeszły rok i staramy się zachować perspektywę i kontekst. Musimy zrozumieć, ja muszę zrozumieć, że to dopiero początek i musimy iść do góry… TO będzie inny sezon, będziemy mieli innych zawodników. Pierwsze na naszej głowie jest stanie się lepszą drużyną. Mam wrażenie, że dzięki wolnym agentom staliśmy się lepsi w defensywie. Mamy więcej rywalizacji. Teraz draft, gdzie sprawdzimy kolejnych zawodników do walki o miejsce w składzie.

  1. BALTIMORE RAVENS

John Harbaugh wysłał Chiefs Orlando Browna Jr., co jest dość zaskakującą decyzją, biorąc pod uwagę fakt, że zawodnik jest młody i do tego świetny. Chciał jednak grać na pozycji left tackle’a, czego Ravens zapewnić mu nie mogli. Zyskali dzięki temu kolejny wybór w pierwszej rundzie, więc może i taki ruch im się opłacał – czas pokaże.

Opłacalnym ruchem był niewątpliwie wybór Lamara Jacksona w drafcie w 2018 roku. Dzieciak skończył kolejny sezon, tym razem wygrywając mecz w play-offach (na koncie ma też przecież statuetkę MVP). Dlatego chyba ogromnym zaskoczeniem nie będzie fakt, iż Harbaugh obiecał, że na dniach przedłużą jego kontrakt o kolejny rok (tzw. fifth-year option):

Nie wiem czemu to tak długo zajmuje. Mógłbym pójść do pokoju obok i zapytać się Erica (DeCosta, GM) dlaczego jeszcze to nie było zrobione. Mogę to zagwarantować tu i teraz – zamierzamy się tym zająć. Jego fifth-year option definitywnie zostanie podpisane. Zagwarantuje wam to. Nie wiem, czemu to się nie stało. Tak naprawdę, nie mamy żadnego powodu. Ale on jest naszym gościem. Definitywnie będzie naszym rozgrywającym, nie ma nawet innej opcji. Taki jest plan.

  1. NEW ORLEANS SAINTS

Sean Payton jest świetnym trenerem. Jest też zasadniczo różny od swoich kolegów po fachu – bardzo często szczerze i bez ogródek mówi, co mu na żołądku leży. Tak samo jest i tym razem, kiedy trenera zapytano o to, co jest największą potrzebą Saints w tym off-seasonie. Odpowiedź była prosta i Payton nawet tego nie ukrytwał:

Nie ma co ukrywać, że mamy jeden priorytet. No chyba każdy, kto choć trochę interesuje się futbolem wie, że potrzebujemy cornera. To jest miejsce, którym musimy się zająć. Na szczęście mamy jeszcze czas od teraz do początku sezonu, żeby znaleźć odpowiednich ludzi na odpowiednie miejsce.

  1. GREEN BAY PACKERS

Matt LaFleur i Green Bay Packers powinni popatrzeć w lustro, wziąć głęboki oddech, a potem zamknąć oczy i uderzyć głową w ścianę. Może wtedy wpadnie im do głowy, że mają MVP na pozycji rozgrywającego i warto byłoby sprawić mu chociaż jednego bardzo porządnego skrzydłowego. Wtedy mogliby w końcu wygrać Superbowl, dać Aaronowi Rodgersowi święty spokój i pozwolić mu na emeryturę i prowadzenie „Jeopardy!” (popularny program rozrywkowy, którego Rodgers był gościnnym prowadzącym przez dwa tygodnie w kwietniu – przyp. Red.).

Takie jest przynajmniej moje skromne zdanie na ten temat. LaFleur na razie nie chce zdradzać swoich planów na draft, ale przynajmniej stwierdził jasno, że ich sezon nie skończył się tak, jak powinien i w gruncie rzeczy przeprosił swoją drużynę za decyzję o kopnięciu FG w finale konferencji NFC, zamiast oddaniu piłki w ręce Rodgersa:

Jedna rzecz, której się dowiedziałem i nauczyłem – moja komunikacja z Aaronem powinna być dużo lepsza w tej sytuacji. Powinniśmy rozegrać inną akcję przy trzeciej próbie. On myślał, że mamy tutaj cztery próby. Według niego nie było innej opcji. Niestety nie dogadaliśmy się zbyt dobrze i to moja wina, że nasza komunikacja w tamtej sytuacji zawiodła, muszę być po prostu lepszy. A jeśli zapytałbyś się mnie przed rozpoczęciem roboty, czy chciałbym mieć dwa sezony 13-3 w pierwszych dwóch latach bycia coachem, to brałbym taką ofertę w ciemno. Niestety pod koniec sezonu tylko jedna drużyna się cieszy.

  1. BUFFALO BILLS

Sean McDermott i jego Bills mieli tylko jeden problem w zeszłym sezonie – za mało biegali. Josh Allen groził przez cały sezon Aaronowi Rodgersowi w byciu MVP, Stefon Diggs znęcał się nad obrońcami przeciwników, a jedynym problemem było bieganie.

O dziwo, trener wcale nie jest taki chętny do tego, by szukać kolejnych zawodników do tej roli – wierzy bowiem, że obecny skład jeszcze się rozwinie pod tym względem:

Wiecie, my wierzymy w nasz personel, który jest już na miejscu. Naprawdę możemy dobrze biegać z ludźmi, którzy tu już są. Oczywiście nadal monitorujemy sytuację na rynku, patrząc na draft i wolnych agentów. Ale czy o-line, czy biegacze – czujemy się naprawdę dobrze z naszym składem. Nawet jeśli nikogo do niego nie dodamy, to i tak będzie dobrze.

  1. KANSAS CITY CHIEFS (wybierają za nich Ravens)

Andy Reid musiał tym razem obejść się smakiem. Patrick Mahomes dwoił się i troił, ale wyszedł z pojedynku przeciwko Bucs ledwo żywy. Chiefs poświęcili kapitał draftowy ściągając wspomnianego Orlando Browna Jr., co może im bardzo pomóc i okazać się kluczowe w przyszłości.

A co tam słychać u Big Reda? Na razie pewnie marzy o tym, żeby Mitchell Schwartz i Eric Fisher postanowili jednak wrócić do Chiefs (zostali wycięci ze składu ze względu na restrykcje budżetowe oraz kontuzje). Panowie mogliby wrócić do gry w okolicach końca tego roku i niewątpliwie przydaliby się na play-offy:

Wiecie – nigdy nic nie wiadomo. To jest bardzo mała i określona grupa zawodników, więc trudno jest przewidywać, co się wydarzy w przyszłości. Często to, co wysłałeś w świat, potem do ciebie wraca w najmniej oczekiwanym momencie. Nie mogę wam obiecać, że oni wrócą, ale z drugiej strony nasze drzwi będą dla nich zawsze otwarte. Chłopaki byli kluczowymi postaciami w naszej szatni, nie mam im nic do zarzucenia. To byli zawodnicy, których aż chcesz trenować.

  1. TAMPA BAY BUCCANEERS

Bruce Arians wydaje się być gościem, dla którego granie to sama przyjemność. Niedawno wydziarał sobie nagrodę Lombardiego i logotyp wygranego Superbowl w Tampie, bez problemu pozwolił graczom na to, żeby nie stawiali się na treningach personalnych w budynku („I tak najważniejszą robotę wykonujemy w trakcie sezonu. Co mi po tym, że ktoś w maju będzie miał dobrą formę, jak potem kompletnie padnie?”), a potem dodał jeszcze, że w sumie draftowanie zawodników w takiej sytuacji jak teraz jest dla niego komfortowe, bo i tak wróciła większość składu z zeszłego sezonu.

Żyć nie umierać. Arians zaznaczył jednak, że w sumie nie pogardziłby młodym, rozwojowym rozgrywającym – wiecie, Brady (raczej) nie będzie grał wiecznie, więc warto pomyśleć o kimś, kto mógłby się uczyć od GOAT-a:

Gdyby odpowiedni gość był dostępny w dobrym momencie i wiedzielibyśmy, że on jest do dopracowania i ma lepszy potencjał od tych innych 5 czy 6 zawodników, na których patrzymy, to ja bym nie protestował. Nawet w pierwszej rundzie. Tak samo zresztą byłoby w drugiej i trzeciej – jeśli mamy do wyboru 5 z nich, a jeden jest rozgrywającym, którego trenowanie warte by było zachodu, to czemu by tego nie zrobić.

I tym sposobem doszliśmy do smutnego końca raportu z konferencji przed draftami (to mocno umowny tytuł, bo wiele wypowiedzi pochodziło z innych okresów off-seasonu, ale wiecie – czasami warto nagiąć zasady, żeby dostarczyć ciekawsze cytaty). Ja z tego miejsca życzę wam wielu emocji w ten czwartkowy wieczór. Oby wasze drużyny wybrały najlepszych możliwie zawodników, którzy przez wiele lat będą podstawą składu! Do zobaczenia i dzięki, że dotrwaliście do końca.

 

Autor: Kamil Kacperski

PS. polecamy też nasz draftowy podcast. Wczoraj premierę miał ostatni odcinek, zapraszamy!

Leave a Reply

%d bloggers like this: