NFLesz #1 – podsumowanie drużyn
Witam w pierwszej części starego-nowego cyklu, który możecie znać z poprzedniego roku jako po prostu “Podsumowanie drużyn po week X”. W tym sezonie pod zmienioną nazwą kontynuujemy omawianie, najciekawszych zdaniem autora, drużyn po paru pierwszych tygodniach sezonu 2024. Będę przyglądał się zarówno tym ekipom, które radzą sobie bardzo dobrze, jak i tym, które już po pierwszych tygodniach patrzą na resztę sezonu przez ciemne okulary.
Na wstępie, zapraszamy na najnowszy odcinek naszego podcastu.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

Era Sama Darnolda
Bilans po week 4: 4-0
Nie było chyba drużyny bardziej skrzywdzonej w tym off seasonie niż właśnie Vikings – po drafcie dało się czuć pewną dozę entuzjazmu w Twin Cities, jako że udało się wybrać w pierwszej rundzie młodego QB, który może zostać przyszłością drużyny i ogólnie draft dla Vikings był dość udany. Kiedy zdawało się, że w końcu większość zmierza ku lepszemu, gruchnęła wiadomość o tym, że w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę, zginął dobrze zapowiadający się rookie CB Khyree Jackson. Tuż przed startem sezonu poważnej kontuzji doznał J. J. McCarthy, który miał być właśnie tą młodą przyszłością Vikings, więc drużyna z Minneapolis została skazana na Sama Darnolda. No właśnie, skazana? Raczej właśnie zbawiona. Ten rozgrywający, którego już praktycznie skreślono i przyklejono łatkę busta, nieco podreperował swój wizerunek u Kyle’a Shanahana w 49ers, a teraz przeżywa w zasadzie nie tyle co drugą młodość, a tak naprawdę nową karierę. Darnold naprawdę wygląda jak jeden z najlepszych QB w lidze… i tak w istocie jest. Wszelkie statystyki efektywności, wskaźniki i suche liczby wskazują, że Darnold jest w top 3 rozgrywających w lidze! Jest również jedynym na tą chwilę QB, który rzucił więcej niż 10 podań na przyłożenie.

źródło: rbsdm.com
Rok temu podobną historię widzieliśmy z Bakerem Mayfieldem, który skreślony i wyśmiewany, przyszedł do Tampa Bay Buccaneers na roczną umowę za “psie” pieniądze i pokazał jak bardzo mylono się w jego kwestii. MIędzy Darnoldem a Mayfieldem z resztą jest więcej punktów wspólnych – obaj poszli w tym samym drafcie do drużyn, które nie słyną z bycia przyjemnymi dla rozgrywających, zostali skreśleni i skazani na bycie objazdowymi QB, którzy w najlepszym wypadku będą starterem w drużynie, która celuje w najwyższy wybór w drafcie. Mayfield trafił pod opiekę Dave’a Canalesa w Bucs, a Darnold Kevina O’Connella w Vikings. Obie drużyny mają również dobry, jeśli nie bardzo dobry korpus skrzydłowych, który z pewnością ułatwia pracę. Te precedensy wyraźnie pokazują, że to jak będzie sobie radził młody rozgrywający, w dużej mierze zależy nie tylko od niego samego, ale i od środowiska w jakim się znalazł (na was patrzę Matt Eberflus i Shane Waldron). Wracając jeszcze do samych Vikings – Kevin O’Connell przez cały swój pobyt w Minneapolis wykonuje kawał porządnej roboty i nic dziwnego, że stał się faworytem bukmacherów w wyścigu po nagrodę trenera roku. O nagrodę koordynatora roku może natomiast walczyć Brian Flores, który mimo braku wielkich gwiazd w drużynie, zrobił z defensywy jedną z najlepszych formacji w lidze. W statystyce efektywności defensywa Vikings zabiera średnio rywalom -0.189 EPA/akcję, a success rate defensywy wynosi średnio 38.1%. Na typowanie Vikings do Super Bowl jeszcze za wcześnie, ale nie zmienia to faktu, że zostali jedną z dwóch niepokonanych drużyn.

Wykastrowani mistrzowie
Bilans po week 4: 4-0
W tym roku Chiefs bezapelacyjnie stali się dynastią. Obroniony tytuł mistrzowski i trzecie trofeum Lombardiego w ciągu 5 lat to wielkie osiągnięcie, ale jak to często bywa – apetyt rośnie w miarę jedzenia, szczególnie w drużynie, która kipi ego i ambicją. Celem jest oczywiście ponowna obrona tytułu i pierwszy w historii threepeat. Na początku sezonu wszystko wskazywało, że Chiefs są wręcz murowanym faworytem do tego, teraz jednak entuzjazm trochę opadł. Chiefs mimo czterech zwycięstw w czterech pierwszych spotkaniach, grają… niemrawo. Widać to szczególnie po grze ofensywy z Patrickiem Mahomesem na czele, który rzucił już 5 przechwytów w tym sezonie, co jest jego niechlubnym rekordem na tak wczesnym etapie sezonu, a przynajmniej trzech z tych przechwytów, mógłby wstydzić się niejeden debiutant. Więcej przechwytów na razie rzucił tylko Anthony Richardson.
ROQUAN SMITH INTERCEPTION 😤
📺: #Kickoff2024 on NBC/Peacock
📱: Stream on #NFLPlus pic.twitter.com/cZaaCPD5lh— NFL (@NFL) September 6, 2024
Oczywiście, to dalej Mahomes i nie należy go lekceważyć, ale jak do tej pory zobaczyliśmy na razie przebłyski tego, do czego Mahomes zdążył przyzwyczaić ligę. Zagłębiając się w zaawansowane statystki, zagrania Patricka Mahomesa przynoszą Chiefs tylko 0.067 EPA/akcję, natomiast procent kompletnych podań powyżej oczekiwanych (CPOE), wychodzi nieznacznie na plus (0.7%). Nie zmienia to faktu, że Mahomes dalej pozostaje bardzo dokładnym QB, bo procent podań, które trafiają do receiverów, dalej pozostaje na wysokim poziomie (72.8%). W przypadku Mahomesa, możemy mieć do czynienia ze śpiącą bestią, która prawdopodobnie obudzi się w którymś momencie w sezonie, ale w przypadku innej gwiazdy z Kansas City słaba gra może mieć już więcej wspólnego z nieubłaganie goniącym czasem. Travis Kelce jest coraz starszy i nic tego nie zmieni, TE w każdym dotychczasowym meczu był praktycznie niewidoczny. Dopiero w ostatnim spotkaniu z Chargers dał przebłyski starego siebie, 7 razy łapiąc piłkę i zdobywając 89 jardów, co jest w zasadzie połową jego statystyk z czterech pierwszych kolejek. Słabsza forma Kelce’ego być może nie budziłaby tyle pytań, gdyby nie sytuacja w korpusie skrzydłowych. Przed sezonem na papierze wyglądał on bardzo obiecująco – Rashee Rice, Hollywood Brown i wybrany w pierwszej rundzie Xavier Worthy, to spory upgrade w porównaniu do tej samej formacji, która rok temu była jedną z najgorszych w lidze. Wszyscy zastanawiali się jak to będzie wyglądać, kiedy Mahomes dostanie trzech szybkich skrzydłowych. Nie minęła 1/3 sezonu i z tej trójki został jeden. Brown przed kontuzją, która prawdopodobnie wykluczyła go z gry do końca sezonu, zdążył zagrać… 1 snap w preseasonie. W spotkaniu z Chargers kontuzji kolana doznał Rice i też prawdopodobnie wypada na resztę sezonu.
#Chiefs WR Rashee Rice had to be helped off the field after Patrick Mahomes hit him trying to make a tackle. Appears to be a knee injury for Rice. pic.twitter.com/ejlTNSs8Dg
— Ari Meirov (@MySportsUpdate) September 29, 2024
Na tą chwilę WR1 zdaje się być Worthy, ale czy jest już gotowy na na taką rolę? Pokazał (wiem, że się powtarzam) przebłyski, ale to za mało żeby zosta niekwestionowanym numerem 1 wśród skrzydłowych. W takiej sytuacji pojawiają się sugestie, że Chiefs mogą być jedną z drużyn, która będzie celowała w sprowadzenie nowego WR-a przed trade deadline. Nie można zapomnieć, że Chiefs osłabili się również w grze dołem, bo kontuzji doznał Isaiah Pacheco i przez pewien czas będą musieli się ratować Carsonem Steele i Kareemem Huntem. Mimo, że niemrawe, mimo że głównie z winy swoich przeciwników, 4-0 to 4-0 i nie można Chiefs tego odebrać. Dopóki gra Patrick Mahomes, a za sterami siedzi Andy Reid, Chiefs są i będą kontenderami.

Coś więcej niż średniak?
Bilans po week 4: 3-1
Przed startem sezonu stosunkowo mało mówiło się o Seahawks i ciężko się temu dziwić. Nie było niczego, czym by ta drużyna przyciągnęła uwagę zwykłego fana – żadnego dużego trade’a czy szokującego posunięcia w drafcie. Jedyne co, to zmienili head coacha, a poza tym cisza w mainstreamie. Ot, drużyna, która wykręci 7-9 zwycięstw i być może otrze się o play offy – czytaj: klasyczny średniak. Tymczasem pierwsze 4 spotkania pokazały, że drużyna Mike’a Macdonalda może wybić się z przeciętności i wyrosnąć na tegoroczną niespodziankę. Macdonald jako koordynator defensywy Ravens, zrobił z nich jedną z najlepszych formacji w lidze, a o tym jak duży był jego wpływ, świadczy, to że obecnie Kruki dużo gorzej radzą sobie w obronie, znajdując się w dolnej połowie rankingu defensywnego. Efekty są również widoczne w Seahawks gołym okiem. W sezonie 2023 Seahawks pod względem efektywności byli trzecią najgorszą formacją defensywną w lidze (średnio 0.066 EPA/akcję, gorsi byli tylko Commanders i Cardinals). Efekt Macdonalda jest widoczny gołym okiem, bo skład nie zmienił się na tyle znacząco, żeby od razu stała się to duża lepsza formacja, natomiast nowy head coach wydobył z obrony potencjał, który było w niej już wcześniej widać i teraz Seahawks znajdują się w pierwszej dziesiątce najlepszych formacji defensywnych. Teraz co prawda będzie im trudniej utrzymać taki poziom ze względu na liczne kontuzje – questionable do gry w week 5 pozostają m. in. Byron Murphy, Leonard Williams, Uchenna Nwosu, Boye Mafe i Julian Love i wszyscy wymienieni nie grali w ostatnim meczu z Lions.
Entering Monday Night Football, the Seahawks defense is responsible for the highest tackle efficiency league-wide this season (91.7%).
The Seahawks have allowed only 40 yards on missed tackles, fewest in the NFL.#SEAvsDET | @Seahawks pic.twitter.com/TM0kAtweIQ
— Next Gen Stats (@NextGenStats) September 30, 2024
Jednak nie samą defensywą człowiek żyje, to co wszystkich emocjonuje najbardziej to ofensywa, a ta prezentuje się całkiem dobrze. Co prawda pierwszy mecz z Broncos nie napawał optymizmem i nie ma co ukrywać, że nie był to najlepszy mecz, ale później wyglądało to zdecydowanie lepiej. Geno Smith dalej udowadnia, że zasługuje na miano QB1 (w statystyce efektywności 8. najlepszy QB z EPA/akcję na poziomie 0.124), w korpusie skrzydłowych nie zawodzi DK Metcalf, a po sezonie pełnym kontuzji na dobrego WR-a wyrasta Jaxson Smith-Njigba. Tylko ta linia ofensywna, która wygląda jak zbieranina ludzi z ulicy. Macdonald dostał solidne fundamenty na których można budować drużynę, która już w tym sezonie może sprawić parę niespodzianek i utrzeć nosa faworytom. Jak do tej pory Seahawks wygrywali mecze, które powinni wygrać. Porażka z Lions była “wliczona w koszty”, a następny sprawdzian za tydzień z osłabionymi urazami, ale wciąż groźnymi 49ers.
źródło: NFL Next Gen Stats

Plecy ze stali Josha Allena
Bilans po week 4: 3-1
Mam dwie teorie – Josh Allen albo ma plecy ze stali, albo bardzo go te plecy bolą od noszenia Bills na swoich plecach. Nie ma co ukrywać, że trzy dotychczasowe zwycięstwa Bills były efektem świetnej gry ich rozgrywającego i gdyby nie Allen Bills prawdopodobnie byliby w dużo gorszej sytuacji z bilansem 2-2 lub nawet 1-3. Już w pierwszej kolejce musiał wziąć grę ofensywy na swoje barki i poprowadził ich do zwycięstwa z Cardinals. W następnych meczach nie musiał się już aż tak wysilać ze względu na indolencję rywali, ale w dalszym stopniu imponował swoją grą. Dopiero Ravens ograniczyli Bills do zaledwie 10 punktów.
JOSH ALLEN MAGIC.
📺: @SNFonNBC pic.twitter.com/iPg4JHp2RI
— Buffalo Bills (@BuffaloBills) September 30, 2024
Przez Buffalo w off seasonie przeszła istna wichura, tym razem nie śnieżna, do jakiej ten region jest przyzwyczajony, ale wichura w składzie Bills. Odeszło wielu graczy, którzy przez ostatnie parę lat stanowili trzon tej drużyny i w tym sezonie już nie mówi się o Bills jako o pretendencie do mistrzostwa, a jako o drużynie walczącej o play offy. Bo mimo Josha Allena, cała reszta nie wygląda już tak dobrze i niezałapanie się do play offów w tym sezonie wcale nie brzmi tak nierealnie. Jak na razie taki bilans wygląda nieźle, ale właśnie zaczyna się ta trudniejsza część kalendarza, gdzie Bills mierzą się kolejno z Texans, Jets, Titans (wiem że Titans nie będą faworytem, ale to obecnie jedna z najlepszych defensyw w lidze) i Seahawks. Przed Joshem Allenem i spółką sprawdzian umiejętności oraz test tego, o co tak naprawdę Bills będą walczyć.

Powtórka z zeszłorocznych Houston Texans?
Bilans po week 4: 3-1
Drużyna w przebudowie, wybrany rozgrywający z drugim numerem w drafcie, nowy head coach i efektowny koordynator ofensywy oraz zaskakujący bilans na początku sezonu. Coś wam to przypomina? Dokładnie – Houston Texans z poprzedniego roku. Commanders w ostatnich latach należeli do prawdopodobnie “najcichszych” drużyn w NFL, w których nie działo się zbyt wiele, a jak już się działo, to głównie chodziło o właściciela, Dana Snydera i jego niechlubne wybryki. Era Snydera to już przeszłość, teraz czas na erę Jaydena Danielsa. Chyba pierwszy raz od czasu RGIII fani Commanders mogą mieć przeczucie, że w końcu mają rozgrywającego, który jest przyszłością tej drużyny. Nie będę za bardzo pochylał się nad samym Danielsem w tym tekście, bo tym zajmuje się w osobnej serii Rookie Watch, ale z dziennikarskiego obowiązku trzeba powiedzieć, że Daniels już teraz wygląda jak top 10 rozgrywających i naprawdę dobrze się zapowiada. Według statystyki efektywności Daniels jest NAJLEPSZYM QB w pierwszych czterech tygodniach dając swojej drużynie średnio 0.398 EPA/akcję (patrz tabelka przy fragmencie o Vikings). Co bardziej imponujące (a może i pokręcone) – Commanders mają więcej posiadań zakończonych zdobyczą punktową, niż Jayden Daniels ma niekompletnych podań! I to we wszystkich czterech meczach. Na dodatek w spotkaniu z Bengals pobił rekord wśród debiutantów w procencie celnych podań w jednym meczu (92%). Z takiego stanu rzeczy na pewno zadowolony jest Terry McLaurin, który nie miał łatwego życia w Waszyngtonie, grając na przestrzeni 5 lat z 11 różnymi rozgrywającymi. Na początku McLaurin był rzadko targetowany, ale widać, że chemia między nim i Danielsem powoli zaczyna się lepiej układać i można się spodziewać, że liczby obu panów będą tylko rosnąć (z czego zadowoleni będą ich posiadacze w fantasy). Z pewnością Danielsowi pomagają jego linia ofensywna, która na papierze nie wyglądała tak dobrze, a tymczasem okazuje się trzymać całkiem przyzwoity poziom oraz koordynator ofensywy, Klif Kingsbury, który wie jak pracować z młodymi rozgrywającymi, a jego gameplan potrafi być bardzo efektowny (przynajmniej przez pierwszą część sezonu). Jedyne do czego na razie można się przyczepić u Commanders, to (nieco zaskakująco) defensywa, za którą stoi wracający na funkcję head coacha Dan Quinn. Defensywa leży zarówno w bronieniu biegów, jak i podań. Nie jest to prawda do końca wina Quinna, bo Commanders zwyczajnie brakuje talentu po tej stronie piłki, ale paru defensywnych trenerów już pokazało w tej lidze, że z niczego potrafią wyciągnąć przynajmniej przeciętną obronę. Zobaczymy jak dalej potoczą się losy potencjalnego czarnego konia tego sezonu w następnych meczach.

Nowy sezon, starzy Steelers?
Bilans po week 4: 3-1
To był bardzo osobliwy off season w Pittsburghu. Pożegnano się definitywnie z Kennym Pickettem, którego już chyba śmiało można nazwać bustem. Na jego miejsce ściągnięto wygnanego z Denver Russella Wilsona oraz wygnanego z Chicago Russella Wilsona Juniora. Znaczy się Justina Fieldsa. Obaj ściągnięci za bezcen – Wilson gra na minimalnej umowie, z racji tego, że jego gigantyczną umowę dalej spłacają Broncos, a Fields został ściągnięty na “promocji” za picki z dalszych rund draftu. W zasadzie do samego początku sezonu nie wiadomo było kto będzie starterem, bo na papierze są to rozgrywający nie dość, że o podobnym profilu, to prezentujących w zasadzie równy poziom. Ostatecznie w tej rywalizacji lepszy okazał się Wilson i to on miał być QB1, ale pech chciał, że tuż przed week 1 doznał kontuzji łydki, więc na jego miejsce automatycznie wskoczył Fields. I co? Wygląda na to, że Fields przeżywa swoisty renesans w Steelers. Fakt, dwa pierwsze spotkania nie należały do wybitnych, ale z Chargers i Colts Fields wyglądał na prawdziwego startera. Dalej popełnia głupie błędy, jak ten z meczu Colts, kiedy próbował uciec dwóm obrońcom, a skończyło się powaleniem na ziemię i fumblem, ale poza tym wygląda co najmniej dobrze. Do tej pory rzucił tylko jeden przechwyt i to taki z kategorii tych pechowych, gdzie ciężko przypisać mu winę. A co z Wilsonem? Wilson dziwnym trafem dalej pozostaje kontuzjowany i niewykluczone, że nawet jeśli wróci do pełni zdrowia, to może się okazać, że stracił pozycję startera zanim zdążył zagrać choćby jednego snapa w sezonie regularnym. Oczywiście jeśli Steelers dalej będą wygrywać, a Justin Fields będzie trzymał taką formę. Poza tym ciekawym wątkiem rozgrywających w Pittsburghu po staremu – mecze Steelers są z reguły ciężkie do oglądania i jak zwykle to defensywa w dużym stopniu odpowiada za dobre wyniki zespołu. Na drastyczną zmianę w wizerunku drużyny Mike’a Tomlina nie ma raczej co liczyć, ale zanosi się na to, że Stalowi znów będą w stanie wyciągnąć sezonie na dodatnim bilansie.
I genuinely don't believe there are real people who want someone other than Justin Fields as the Steelers' QB1 right now.
Might be a rollercoaster ride at times, but the ability to create is a better peak than anything the team has had in years at the position. pic.twitter.com/6sYyKfEuhN
— Daniel Valente (@StatsGuyDaniel) October 2, 2024

Najlepsza ofensywa ligi… przez dwa tygodnie
Bilans po week 4: 2-2
Pierwsze dwa tygodnie fani Saints z pewnością będą wspominać, jako moment pewnej nadziei na to, że ta drużyna może być czymś więcej niż tylko przeciętniakiem i że walka o play offy jest jak najbardziej realna. Ale po spotkaniu z Eagles, wylał się kubeł lodowatej wody i gorzki powrót do rzeczywistości. Po meczu z Panthers można było jeszcze powiedzieć “No dobra, ta ofensywa wyglądała bardzo fajnie, ale to tylko Panthers”, ale po zwycięstwie w Dallas można już było wyciągać wnioski, że coś jest na rzeczy. Po czym dwie porażki z rzędu i już nie tak efektowna ofensywa sprowadziły oczekiwania na ziemię. Za rozruszaniem ataku, który w zeszłym sezonie był totalnie skostniały i męczył oczy, stoi nowy koordynator ofensywy – Klint Kubiak. Widać było w końcu jakikolwiek pomysł na grę, na wykorzystanie szybkości Chrisa Olave i Rashida Shaheeda. Wyraźnie też poprawiła się gra biegowa i Alvin Kamara wrócił do swoich długich biegów. Jednak przez ofensywę przetoczyły się kontuzje i to m. in. one wpłynęły na gorszą grę w ostatnich dwóch meczach. Linia ofensywna bez Erica McCoya i Cesara Ruiza wyraźnie osłabła. Możliwe też, że ofensywa Kubiaka przestała być już taka… innowacyjna? Być może koordynatorzy już zdążyli ją rozczytać i rozłożyć na czynniki pierwsze? A może zwyczajnie brakuje tego “czegoś” co by sprawiło, że miałoby to ręce i nogi. Czasami najzwyczajniej brakuje szczęścia i pojawia się pech, który często decyduje o zwycięstwie albo porażce. Poza tym w Nowym Orleanie, trochę jak w Pittsburgu, drużyna polega na (starzejącej się) obronie i widać, że taki stan rzeczy nie może długo trwać i być może już po tym sezonie – jeśli Derek Carr dalej będzie zawodzić, a Dennis Allen totalnie zawali sezon – będzie szykowany grunt pod przebudowę, która była odkładana w czasie przez ostatnie lata, ale kiedyś w końcu musi nadejść.

Wieczny sen o wielkości
Bilans po week 4: 1-3
Bengals od kiedy mają Joe Burrowa od zawsze mierzyli wysoko, ale za każdym razem brakowało bardzo niewiele, aby sięgnąć po te najwyższe cele. Dlatego “wielkość” dalej pozostaje dla Bengals w sferze marzeń. Teraz z tego snu zostali brutalnie wybudzeni zaczynając sezon bilansem 0-3. Porażka z Chiefs była wkalkulowana “w koszta”, ale z przegrane z Patriots i Commanders w ogóle nie wchodziły w rachubę. Taki a nie inny stan rzeczy na początku sezonu wynika z paru rzeczy, nie tylko boiskowych. W off seasonie głośno było o sporach kontraktowych największych gwiazd Cincinnati, przede wszystkim dwójki skrzydłowych – Ja’Marra Chase’a i Tee Higginsa. W przypadku tego pierwszego chodziło o brak rozmów o nowym kontrakcie, bo po 2025 roku Chase stanie się wolnym agentem i z tego powodu Chase zdecydował się nie uczestniczyć w przygotowaniach przedsezonowych, mając nadzieje, że coś to zmieni. Najwyraźniej nie docenił cierpliwości właściciela Mike’a Browna, bo rozmów o nowym kontrakcie jak nie było, tak nie ma. W przypadku Higginsa sytuacja wygląda zgoła inaczej, bo jego umowa wygasła po poprzednim sezonie i już grałby w innej drużynie, ale Bengals zdecydowali się użyć “fantastycznej” opcji dania zawodnikowi franchise taga, który miał być opcją tymczasową, miał kupić czas w negocjacjach nad nowym kontraktem, a okazało się, że Higgins do końca sezonu 2024 zagra na tagu, co nie dodaje optymizmu żadnej ze stron w kwestii przyszłych negocjacji. W efekcie tej napiętej sytuacji ofensywa Bengals, zarówno podaniowa, jak i biegowa, dała z siebie najwyżej 20% tego, do czego nas przyzwyczaiła. Na dodatek na początku września, tuż przed week 1, Higgins doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry w dwóch pierwszych kolejkach, co też niewątpliwie wpłynęło na słabszą dyspozycję ataku. Mecze z Commanders i Panthers to już zdecydowanie lepsza ofensywa, która w obu zdobyła ponad 30 punktów, ale we wszystkich czterech spotkaniach mogliśmy obserwować fatalną defensywę, która przyzwoity mecz zagrała (jak na ironię) tylko z Chiefs. Obrona oddała już 1307 jardów, z czego aż 582 dołem. Jakby tego było mało, rok gry z głowy ma podstawowy OT Trent Brown, którego miejsce zajmie rookie, który wciąż pozostaje zagadką Amarius Mims. Bengals, mimo iż dalej są uważani za kontenderów do walki o Super Bowl, głównie przez swoją ofensywę, tak zrobili wyraźny krok w tył w porównaniu z poprzednimi dwoma sezonami i wcale nie są silniejsi. W erze Super Bowl tylko pięciu drużynom, które zaczęły od bilansu 0-3, udało się później zagrać w play offach (nie liczymy Tampa Bay Buccaneers z 1982, kiedy to awansowali z bilansem 5-4 w skróconym przez strajk sezonie). Ostatni tej sztuki dokonali Houston Texans w 2018 roku. Jeśli któraś z drużyn, które zaczęły sezon od trzech porażek w tym roku ma szansę na grę w post seasonie, to są to właśnie Bengals, ale muszą przypomnieć sobie, jak grali Bengals w poprzednich latach.

Umarł starter, niech żyje starter
Bilans po week 4: 1-3
Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że w linijce z bilansem będę musiał wpisać 0-4 i że będę dywagował, czy Panthers będą pierwszą drużyną w historii z bilansem 0-17. Wiem – overreaction. Ale chyba nie ja jeden w ten sposób by myślałem, bo dopiero pewien rudzielec pokazał, że się da. W tym roku cel Panthers był jeden – ratować karierę Bryce’a Younga i sprawić żeby trade z Bears nie zapisał się na annałach ligi jako jeden z najgorszych w historii. Po dwóch tygodniach wiedzieliśmy, że nie wyszło. Young zagrał dwa katastrofalne mecze, w których rzucił łącznie na 245 jardów, 0 przyłożeń i 3 przechwyty. Tego było za wiele i Dave Canales (albo właściciel David Tepper) zdecydował, że Young na czas nieokreślony usiądzie na ławce, a starterem będzie Andy Dalton. Ta zmiana boli tym bardziej, że Dalton pokazał, że atak może funkcjonować, a nawet, że da się coś wygrać. W obu spotkaniach Dalton rzucił łącznie na 539 jardów, 5 przyłożeń i 1 przechwyt. I tutaj można sobie zadać pytanie: skoro Dalton może, to dlaczego Young nie daje rady? Można bronić Younga, że grał przeciwko silniejszym defensywom, ale i tak nie usprawiedliwia to aż takiej padaki w jego wykonaniu. Tak szybka decyzja o zmianie startera na rozegraniu wyszła Panthers na dobre, ale nie oznacza to, że była to samodzielna decyzja Dave’a Canalesa. Nie od dziś wiadomo, że David Tepper jest zaangażowany w codzienne funkcjonowanie drużyny bardziej niż powinien i nie byłoby dużym zaskoczeniem, gdyby wyszło na jaw, że to on wymusił tę zmianę. Tepper nie słynie z chłodnego podejścia i często podejmuje pochopne decyzje, stąd może wynikać zmiana na tak wczesnym etapie sezonu. Sam Canales nie zamyka furtki dla Younga, bo powiedział na konferencji, że planuje jeszcze w tym sezonie grać Youngiem, ale nie sprecyzował kiedy – w domyśle do momentu, kiedy Dalton złapie dołek formy. Canales uciął również dość szybko plotki o tym, że Panthers mogliby oddać rozgrywającego do innej drużyny, ale nigdy nie wiadomo z jaką myślą wstanie pewnego dnia David Tepper. Według mnie Young jest już w Panthers spalony – w pierwszym sezonie pokazywał przebłyski tego talentu, jakiego od niego oczekiwano, mimo, że drużyna wokół niego była złożona na trytytki i taśmę klejącą, a teraz kiedy linia ofensywna w końcu nie załamuje się przy każdym snapie i ma w końcu sensownego WR1, pokazał jak bardzo został zniszczony w pierwszym sezonie, gdzie trafił również w środek konfliktu trenerów. W ciągu 1,5 roku wylało się na niego dużo krytyki, tej zasłużonej i tej mniej. W Charlotte nikt już nie będzie w stanie go naprawić, dlatego jedynym wyjściem według mnie jest zaczęcie od zera gdzie indziej, w nowym środowisku. Ale to już nie do końca jest zależne od samego Younga.
Hold the single high defender during drop and release on hitch. 5 makes a nice move on the off-ball defender to create separation.
Wonderful ball by Andy Dalton. pic.twitter.com/HsBaem3QFO
— Jared Feinberg (@JRodNFLDraft) October 2, 2024

Zawsze coś nie tak…
Bilans po week 4: 0-4
Chyba nikt nie przypuszczał, że po czterech pierwszych kolejkach, jedyną drużyną, która nie może sobie wpisać jedynki z przodu będą Jacksonville Jaguars. Od pierwszego (i na razie jedynego) występu Jags w play offach, gdzie udało wygrać się jeden mecz, wydawało się, że w końcu w Jacksonville wszystko zmierza w dobrym kierunku, że Doug Pederson to właściwy człowiek na właściwym miejscu, a Trevor Lawrence na stałe zamelduje się w gronie top 10 QB. Ale wyszło bardzo średnio. Żeby nie powiedzieć po prostu źle. W międzyczasie na drodze Jags wyrośli dwaj dywizyjni rywale, którzy się odbbudowali albo są już na “wykończeniówce”, a i Sami Jags rzucają sobie kłody pod nogi stylem zarządzania drużyną. W tym off seasonie próbowali się wycwanić i poczekać z podpisaniem Calvina Ridleya (gdyby przedłużyli z nim kontrakt przed tym jak zostałby wolnym agentem,wówczas oddaliby Falcons drugą, a nie trzecią rundę). Sytuację wykorzystali Titans i zwinęli im Ridleya sprzed nosa. W ten sposób Trevor Lawrence nie miał w zasadzie żadnego sensownego skrzydłowego. A przepraszam, ściągnięto mu… Gabe’a Davisa, który podpisał 3-letnią umowę, na 39 milionów! Nie oszukujmy się – Davis mimo, że miał całkiem dobry sezon w Bills, to nie zawodnik, który jest wart takich pieniędzy. Całe szczęście udało im się wybrać w drafcie Briana Thomasa Jr., który w tych paru spotkaniach pokazał duży potencjał, ale po czterech meczach ciężko wyrokować co z niego wyrośnie. Nad defensywą nie będę się nawet znęcał, bo tam po wypadnięciu z gry na jakiś czas Tysona Campbella i z ograniczonym Joshem-Hinsem Allenem nie ma nic. Natomiast osobne wzmianki należą się Trevorowi i Dougowi Pedersenowi. Co do Trevora – no ciężko mu odmówić talentu, niektóre jego rzuty wręcz powodują, że w myślach mówi się “wow”. Ale obraz Trevora Lawrence’a w tym roku jest taki, że jest jednym z najmniej dokładnych QB w tym sezonie. Dowody? Średnia 57% celnych podań, gorszy jest tylko Anthony Richardson ze średnią 54.2%. Nie takiego poziomu można oczekiwać od zawodnika, który miał być generacyjnym talentem. Jasne, jakaś część z tych podań była upuszczana przez recevierów, ale można też było zauważyć, że Trevor wiele razy przerzucał swoje podania i piłki przelatywały nad głowami wszystkich zawodników przed zderzeniem z ziemią. Może to wynikać z tego, że linia ofensywna Jaguars jest co najwyżej średnia, ale zdecydowanie bliżej jej do bycia po prostu kiepską i dlatego Trevor szybko pozbywa się piłek aby uniknąć sacka (co też nie nie do końca dobre, bo w ten sposób łatwo rzucić przechwyt). No i w końcu Doug Pederson i jego pupilek – koordynator ofensywy Press Taylor, którego head coach Jags broni jak konstytucji. Doszło nawet do tego, że winę za porażkę z Texans Pederson na konferencji prasowej zwalił w całości na zawodników, w odpowiedzi na krytykę play callingu jego i Taylora. Pederson już raz wyleciał z roboty przez to, że nie pozwalał na zwolnienie swojego koordynatora i będąc już przed sezonem na gorącym stołku, z każdym tygodniem i każdą wypowiedzią zdaje się dokładać oliwy do ognia i nie będzie dużym zdziwieniem jeśli to właśnie 56-cio latek zostanie pierwszym w tym sezonie zwolnionym head coachem. Jeśli rzeczywiście tak by się stało, Jaguars z pewnością byliby bardzo pożądanym kierunkiem dla potencjalnego młodego trenera, który zechciałby posprzątać po Pedersonie, tak jak i on posprzątał po Urbanie Meyerze. A ciekawych nazwisk na rynku trenerskim nie zabraknie, bo wydaje się, że Detroit w końcu opuści Ben Johnson, chcąc iść na swoje, a i Bobby’ego Slowika z Texans ktoś będzie mógł namówić, jeśli będzie wystarczająco atrakcyjnym kierunkiem.
Autor: Igor Białecki
***
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na Facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy