Skip to content

NFLesz #3

Jedni już stracili wiarę na ten sezon i patrzą do Tankathona na miejsce w drafcie, a o to walka jest bardziej zajadła niż o miejsce w play offach. Drudzy liczą na to, że załapią się do post seasonu i wyjdą z cienia, w którym na długi czas się schowali. Zapraszamy na kolejne podsumowanie drużyn.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

Nie taki diabeł straszny

Bilans po week  12: 10-1

W ostatnią niedzielę byliśmy świadkami prawie najśmieszniejszego wydarzenia sezonu. Niestety zabawę znów zepsuł Patrick Mahomes i spółka i Chiefs wyciągnęli zwycięstwo dosłownie w ostatnich sekundach spotkania z Panthers. Cytując klasyka – “oni znowu to zrobili”. Chiefs to prawdopodobnie najsłabsza drużyna w historii z bilansem 10-1 i o ile zaawansowane statystyki pokazują, że atak gra coraz lepiej, to… kiedy patrzy się na grę ofensywną, ciężko się przekonać że rzeczywiście ofensywa jest lepsza niż na początku sezonu. Można to zwalić na przetrzebiony korpus skrzydłowych, jednak nawet przed kończącą sezon kontuzją Rice’a gra podaniowa wyglądała miernie. Coś jednak zaskoczyło po przyjściu do Kansas City DeAndre Hopkinsa, który zaliczył udany występ przeciwko Buccaneers, ale w reszcie spotkań był ledwo widoczny zdobywając maksymalnie 35 jardów przeciwko Panthers. O swoim istnieniu przypomniał Travis Kelce, który pokazał ile jest w stanie wciąż dać tej drużynie, a u jego boku rośnie potencjalny następca w postaci Noah Greya, który w ostatnich dwóch tygodniach uzbierał 4 przyłożenia i wkrótce może zbierać coraz więcej snapów. Nie zmienia to jednak ogólnego obrazu tej drużyny w tym sezonie, który wygląda tak, że elitarna obrona ciągnie atak. Niemal wszystkie wygrane przez Chiefs mecze kończyły się różnicą jednego posiadania (jedynie w spotkaniach z Saints i 49ers udało się wygrać więcej niż jednym posiadaniem). Drugim czynnikiem, który sprawił że zespół Andy’ego Reida ma lepszy bilans to… szczęście. I nie obrażajcie się fani Chiefs, nie od dziś wiadomo, że w sporcie potrzeba zawsze choć krzty szczęścia. Na to szczęście składają się natomiast błędy przeciwników, które Chiefs potrafili wykorzystać. W zasadzie można bardziej powiedzieć, że to bardziej rywale przegrywali, niż Chiefs wygrywali. Niemniej już rok temu pokazali, że w sezonie zasadniczym może zdarzyć im się sporo wpadek, a skończyli ponownie z pierścieniami na palcach, zatem receptą na Chiefs wydaje się to, co było widać u Bills, którzy do tej pory jako jedyni byli w stanie zejść z boiska zwycięzcy w starciu z obecnymi mistrzami – zachowanie spokoju, trzymanie się planu i nie napinanie się tylko po to aby pokonać Chiefs. 

 

Zwycięstwa na styk

Bilans po week 12: 9-2

Podobnie jak u Chiefs, w Minneapolis bilans wygląda ostatnio lepiej niż gra. Defensywy zaczęły chyba rozczytywać system w jaki wprowadził Sama Darnolda Kevin O’Connell bo “Super Sam” zaczyna przypominać Darnolda takiego jak go zapamiętaliśmy z poprzednich sezonów. Chociaż i tak jest to najlepszy sezon w jego karierze, to jednak “hot take” o tym, że w przyszłym sezonie Darnold może gdzieś zagrzać miejsce na dłużej jako QB1 prawdopodobnie się nie sprawdzi. Dla mnie Darnold awansował co najwyżej na tą samą półkę co Gardner Minshew czy Jakobi Brissett, jako solidny “bridge QB”. Vikings przestali być jednak już taką sensacją jak na początku sezonu, a ich obecny bilans to przede wszystkim “kredyt” z początku sezonu oraz gra ze słabszymi drużynami w drugiej jego połowie. Mało uwagi zbiera natomiast defensywa Vikings, która według wskaźnika EPA/akcję jest najlepsza w NFL i taki stan utrzymuje się niemal od week 1! I to właśnie defensywa Briana Floresa w dużej mierze odpowiada za tak dobre wyniki Vikings, którzy aż siedmiokrotnie zatrzymywali rywali w tym sezonie poniżej 20 punktów. Drużyna Kevina O’Connella nie będzie miała zbyt wielkich trudności w awansowaniu do play offów, na rozkładzie jazdy mają kolejno trzy mecze domowe z Cardinals, Falcons i Bears (wszystkie zespoły jak najbardziej do zrobienia, a Bears już raz pokonali), wyjazd do Seattle, mecz z Packers u siebie i po Nowym Roku wyjazd do Detroit. W zasadzie w ciemno można obstawić, że jedynie Lions będą przeszkodą nie do przeskoczenia (chociaż kto wie, mecze w dywizji rządzą się swoimi prawami), dlatego Vikings na 95% zobaczymy w post seasonie, a tam wszystko może się wydarzyć. Nie zdziwiłbym się gdyby przeszli nawet pierwszą rundę, a kto wie czy nie sprawiliby jeszcze jednej niespodzianki.

 

Obudzony kolos

Bilans po week 12: 7-4

Wszyscy, którzy od momentu debiutu Justina Herberta wierzyli w niego, w końcu się doczekali. Chargers w końcu są drużyną, która nie jest pośmiewiskiem. Przyjście Jima Harbaugh było najlepszą rzeczą jaka przytrafiła się tej organizacji od… wybrania Justina Herberta w drafcie. Harbaugh przywrócił wiarę w ten zespół i w końcu chyba nie trzeba będzie mówić “Chargers to Chargers”, co oznaczało w zasadzie wieczne pogrążenie się w przeciętności nawet z dość silnym składem. Jim Harbaugh nie zdecydował się na opcję atomową i nie wywalił pół rosteru co okazało się rozsądnym posunięciem jako że Chargers wygrywają i biją się o udział w play offach. Na początku jednak wyglądali co najwyżej przeciętnie i prezentowali ciężki, toporny futbol, jako że sztab postawił na grę biegową w ataku, ale na szczęście dla Justina Herberta to nastawienie się zmieniło i teraz domeną Błyskawic jest gra podaniowa. Herbertowi pomaga bardzo dobra linia ofensywna, gdzie na obu jej krańcach są Rashawn Slater i świetny rookie Joe Alt. Do tego w grze biegowej całkiem dobrze po poważnej kontuzji radzi sobie JK Dobbins, który nie robi niewiarygodnych liczb, ale spełnia swoją rolę w systemie wypracowanym przez Jima Harbaugh i Grega Romana. Ale przede wszystkim to defensywa spisuje się bardzo dobrze, często nadrabiając błędy ofensywy. Dopiero w starciach z elitarnymi ofensywami Ravens i Bengals, Chargers stracili 27 punktów lub więcej w jednym meczu. Dotychczasowe porażki Chargers kończyły się różnicą 1-1,5 posiadania i wynikały głównie ze złego game planu w początkowej części sezonu. Od Porażki z Cardinals w week 7 Błyskawice mają bilans 5-1 i w każdym z tych spotkań zdobyli więcej niż 20 punktów. Sytuację w walce o play offy skomplikowała porażka w “Harbaugh Bowl”, ale terminarz Chargers do końca sezonu nie jest aż tak trudny. Co prawda na rozkładzie są 3 mecze wewnątrz dywizji, w tym spotkanie na wyjeździe z Chiefs, ale z resztą oponentów Chargers są, jeśli nie faworytem, to przynajmniej zespołem na równym poziomie.

Koniec czarnego konia?

Bilans po week 12: 7-5

Każdy się zastanawiał, czy będzie można wykreślić w NFLowym bingo “ofensywa Klifa Kingsbury’ego sypie się z listopadzie”? Dzisiaj już wiemy, że można to zrobić, bo w tym miesiącu Commanders, sensacja pierwszej części rozgrywek, wygrali tylko jedno z czterech spotkań i to w dodatku po mękach z New York Giants. A tak dostali w łeb od Steelers, Eagles i (o zgrozo) Cowboys. Porażka ze Steelers boli tym bardziej, że ten mecz był do wygrania, a o zwycięstwie ekipy Mike’a Tomlina zdecydował błąd debiutanta Jer’Zhana Newtona. Przegrana z Eagles również była całkiem zrozumiała, tym bardziej, że Commanders nie sprzedali tanio skóry, ale to jednak mecz w dywizji i będzie miał kluczowe znaczenie o rozstawieniu w play offach. Ale przegrana w kiepskim stylu z przetrzebiony kontuzjami Cowboys jest już ciężka do wytłumaczenia. To był prawdopodobnie najgorszy występ podopiecznych Dana Quinna w tym sezonie, a dużą winę ponosi tutaj defensywa, nad którą przecież head coach ma kontrolę. Po tej stronie piłki Commanders są jedną z najgorszych drużyn w tym roku i nie ma wątpliwości, że to atak do tej pory “ciągnął” tą drużynę. Tyle że ofensywa też spuściła z tonu i reszta ekip zaczęła rozczytywać schematy ofensywne Kingsbury’ego. Jayden Daniels dwoi się i troi, ale jego świetna gra okazuje się niewystarczająca żeby w pojedynkę wygrywać mecze. Z tonu spuściła gra biegowa, która w pierwszej części sezonu była w ligowej czołówce. Wpływ na to miała zapewne kontuzja Briana Thomasa Jr., ale nawet po jego powrocie nie wyglądało to lepiej. Te dwie porażki wewnątrz dywizji mogą zdecydować o być albo nie być Commanders w play offach, jednak tego już się nie odkręci i trzeba się skupić na następnych tygodniach, w tym parę spotkań “must win” dla drużyny ze stolicy z Titans, Saints i w ostatniej kolejce z Cowboys.

 

Lamar Jackson i cała reszta

Bilans po week 12: 8-4

Gdyby nie Lamar Jackson, Ravens byliby prawdopodobnie w zupełnie innym miejscu w tym sezonie. Główny kandydat do MVP praktycznie niesie swoją drużynę na plecach, często ratując zespół po błędach i nieefektywności po drugiej stronie piłki. Lamar we wszystkich tych kategoriach jest obecnie liderem lub współdzieli z kimś pierwszą lokatę: jardy podaniowe (3053), podania na TD (27 – remis z Joe Burrowem), jardy biegowe jako QB (599 – więcej niż chociażby Rhamondre Stevenson czy Kenneth Walker). Lamar ma również najlepszy passer rating w całym sezonie na oszałamiającym poziomie 117.9 (!). Dla porównania następni w stawce Jared Goff, Joe Burrow i… Derek Carr mają kolejno 109.9, 106.9 oraz 106.4. Krótko mówiąc, jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, czyli np. drastyczny spadek formy Lamara czy brak awansu do play offów przez Ravens, trzecią w karierzę i drugą z rzędu statuetkę MVP Jackson ma już niemal zapewnioną. Więcej emocji zatem może budzić to, kto powinien dostać nagrodę OPOY, o którą z pewnością będzie bił się Derrick Henry, który, zaraz za Lamarem, jest bezsprzecznie drugą najważniejszą postacią w ataku Kruków. Ravens nie dość, że są najbardziej efektowną drużyną w grze podaniowej (0.319 EPA/akcję, success rate 52.5%), to jeszcze w grze dołem należą do ścisłej czołówki, ustępując jedynie Eagles i duża w tym zasługa właśnie Henry’ego, który nie raz potrafił popisać się spektakularną akcją, która dała Ravens przyłożenie albo bardzo dobrą pozycję na boisku. I mogłoby się wydawać, że drużyna Johna Harbaugh, podobnie jak w zeszłym roku będzie kierowała swój marsz w kierunku Super Bowl, ale jedna rzecz mówi mi wyraźnie, że tak prawdopodobnie nie będzie – mianowicie obrona. Rok temu Ravens posiadali najlepszą defensywę w lidze i wszyscy wiedzieli, że niezwykle ciężko będzie utrzymać ten poziom w następnym sezonie, ale nikt chyba nie spodziewał się, że pod tym względem Ravens nie znajdą się nawet w połowie stawki, a obrócą się wokół dolnego rankingu formacji obronnych. Brak Mike’a Macdonalda jako koordynatora defensywy jest aż nadto widoczna, bo trzeba zaznaczyć, że żadna kluczowa postać z boiska (poza Jadevonem Clowneyem) nie opuściła Baltimore jako wolny agent, czy też w drodze wymiany. Wiadomo, teraz Jackson i Henry robią swoją robotę, ale co będzie, kiedy ich zabraknie albo złapią dołek formy? Wówczas Ravens staną się bezbronni i niezwykle łatwi do pokonania.

 

Powrót na salony

Bilans po week 12: 6-5

Mamy końcówkę listopada, a w NFC West sytuacja układa się bardzo specyficznie i ciekawie. 49ers wcale nie są faworytem do wygrania dywizji, a ich kalendarz wcale nie napawa optymizmem i pod dużym znakiem zapytania należy postawić nawet ich udział w play offach. Tą sytuację wykorzystują z pewnością pozostałe ekipy – wszyscy mają bilans 5-6 albo 6-5 zatem oglądanie NFC West pierwszy raz od paru lat będzie aż tak emocjonujące. W tym gronie najbardziej wyróżniają się Cardinals, którzy po paru latach bycia jedną z cichszych drużyn całej NFL, dzisiaj wracają na ligowe salony i do rywalizacji o grę w post seasonie. W tym sezonie Cardinals zaczynają nabierać kształtów, w jakie zaczęli formować tą drużynę head coach Jonathan Gannon i generalny menadżer Monti Ossenfort. Podczas gdy media spekulowały, czy nie lepiej dla Arizony będzie jeśli oddadzą Kylera Murraya za picki i wybranie nowego rozgrywającego w drafcie, sztab trenerski i GM zrobili mądrą rzecz i po prostu zaufali Kylerowi, a ten za to zaufanie się odpłaca i gra prawdopodobnie najlepszy sezon w swojej karierze. Może nie rzuca zbyt wielu przyłożeń, ale pokazał, że potrafi rozdawać kolegom “ciasteczka”, a przy tym popełnia małą ilość błędów. Jednocześnie cała ofensywa wydaje się działać jak należy, a nawet powyżej pewnych nie wygórowanych oczekiwań, co Cardinals mogą zawdzięczać w dużej mierze OC Drew Petzingowi, który prawdopodobnie już po tym sezonie będzie miał parę rozmów w sprawie pracy jako head coach, ale według mnie zostanie w Glendale przynajmniej na jeszcze jeden sezon. Natomiast wielką słabością pozostaje w dalszym ciągu obrona, w której po prostu brakuje talentu, a w pass rushu nie mają w zasadzie ani jednego solidnego zawodnika. Najlepsi z tego grona to Kyzir White i Zaven Collins, którzy gdzie indziej byliby co najwyżej opcjami do rotacji. W secondary dalej jest Budda Baker, który wciąż trzyma jakiś poziom, ale i jemu wiek daje się we znaki. Niemniej, jeśli Cardinals i Monti Ossenfort dalej będą szli w tym kierunku w jakim idą, można być spokojnym o przyszłość tego projektu.

 

Czy jest o co walczyć?

Bilans po week 12: 5-6*

No Tua, no party. Po powrocie z (kolejnego) wstrząsu mózgu Dolphins odzyskali ten błysk w ataku i znów wygląda to lepiej. Dowód? W Każdym meczu, w którym Tua zagrał pełny wymiar czasowy Dolphins zdobyli minimum 20 punktów, bez niego ani razu nie przekroczyli tej granicy, z Tuą na boisku mają bilans 4-2, bez niego 1-4, z Tuą ofensywne EPA Dolphins wynosi 0.174, bez niego ten wskaźnik wynosił -0.256 i był najgorszy w lidze. Widać statystyki te udowadniają, że Dolphins bez Tuy nie istnieją. Można mówić, że nie jest to elitarny rozgrywający, że ma swoje ograniczenia, że bez Hilla jest wyraźnie gorszy, ale w systemie jaki stworzył Mike McDaniel jest rozgrywającym idealnym, znającym go od podszewki i czujący się w nim jak delfin w oceanie. Atak Miami jest naprawdę dobry, tylko znów nie dojeżdża defensywa. Naprawdę mam wrażenie, że od trzech lat oglądamy tą samą drużynę, która działa tak samo i popełnia te same błędy – świetny korpus WRów, rozgrywający, który jeśli jest zdrowy gra na naprawdę wysokim poziomie, bardzo dobra gra biegowa i na końcu ta obrona dziurawa jak ser szwajcarski. Dolphins przypominają ten obrazek z koniem, który im dalej jest rysowany, tym gorzej wygląda. To naprawdę wygląda tak samo, ta drużyna nie idzie do przodu, a będzie zaliczać regres, bo kluczowi zawodnicy młodsi nie będą, a Dolphins w ostatnich latach nie wykazywali się w draftach i jedynym zawodnikiem, który naprawdę mocno się wyróżnia jest wybrany rok temu Devon Achane. Czas zmienić podejście, być może rozstać się z niektórymi weteranami, którzy lepsi nie będą i zacząć myśleć o dalszej przyszłości. Albo w końcu wzmocnić defensywę. 

 

P. S. Zauważyłem, że w każdym NFLesz pisałem o Dolphins i w każdym przedstawiłem ich w jakimś stopniu w negatywnym świetle. Czy przesadzam?

 

Miało być pięknie, wyszło jak zwykle

Bilans po week 12: 4-7*

W Wietrznym Mieście, po staremu – niemal wszystkie drużyny sportowe w Chicago zawodzą. Bulls jak na złość nie chcą się przebudować, mimo że powinni to zrobić już jakieś 5 lat temu, White Sox zakończyli sezon MLB jako najgorsza drużyna w całej lidze, Chicago Fire podobnie, tyle że w MLS zdobywając zaledwie 30 punktów, Blackhawks w NHL szorują dno tabeli od 3-4 lat. Jedynie Cubs jako tako ratują honor miasta z bilansem 83-79 w MLB, który jednak i tak nie dał im awansu do play offów. A Bears? Lepiej nie pytać. Jeśli urodziłeś się kibicem w największej metropolii stanu Illinois, albo wybrałeś sobie, że będziesz kibicował drużynom z tego miasta, to naprawdę ci współczuję, bo prawdopodobnie w tej ostatniej dekadzie, nie miałeś zbyt wielu powodów do radości. Jednak skupmy się na Niedźwiadkach.

Tak można w dużym skrócie opisać sezon w wykonaniu Bears. Nic nie działa. Może i gra ofensywna po zwolnieniu Shane’a Waldrona tylko nieznacznie się poprawiła, za to defensywa spadła z pewnego, solidnego poziomu. Naprawdę, panie Ryan Poles – nic nie broni Matta Eberflusa. Nic. Ja już się nie łudzę, że zostanie zwolniony w trakcie sezonu, ale na litość boską – jeśli on dostanie “jeszcze jedną szansę” to będzie ten sam case, co Saints z Dennisem Allenem. Będzie to ruch, który w najlepszym wypadku zatrzyma organizację w miejscu, bo bardziej prawdopodobne jest to, że cofnie się w rozwoju. Ten człowiek nie ma pomysłu na grę, nie umie zarządzać zegarem, nie ma zaufania szatni… No po prostu nic. Już zostawiając go na stanowisku po poprzednim sezonie było błędem. I teraz Bears zbierają tego żniwo. Plus tej sytuacji jest taki, że w po sezonie o stołki będzie się biło parę dużych nazwisk, a ekipa Caleba Williamsa będzie najbardziej smakowitym kąskiem dla potencjalnych kandydatów. 

 

Elitarny atak, obrona… lepiej nie mówić

Bilans po week 12: 4-7

Czy Joe Burrow to nowy Philip Rivers (tylko lepszy)? Czy Bengals zamienili się miejscami z Chargers? Ten sezon jest przez Bengals praktycznie spisany na straty. Absolutnie nie widzę tego, aby mieli awansować do play offów patrząc na to, że czekają ich jeszcze trzy mecze dywizyjne, z czego realistycznie można założyć, że wygrają jeden (niekoniecznie). Z Ravens mają dwie porażki co już gra na ich niekorzyść, z Browns jedną czyli jeszcze gorzej. Nie przesadzę jeśli stwierdzę, że Bengals to najsłabsza drużyna w AFC North i to z Joe Burrowem i Ja’Marrem Chasem rozgrywającymi sezon życia. Burrow gdyby nie wyniki drużyny, byłby na poważnie brany pod uwagę w roli kandydata do MVP. Jednak nie ma co już się łudzić – Bengals potrzebują cudu żeby zakwalifikować się do play offów. Główną winę za taki stan rzeczy ponosi niezwykle słaba defensywa. Rok temu Lou Anarumo był bardzo chwalony za pracę z tą formacją, która nie była (i nie jest) zbyt bogata w talent, spekulowano nawet czy nie zostanie head coachem którejś drużyny w tym off seasonie. W tym roku defensywa Bengals to jest porażka w najczystszej postaci. Co Burrow i spółka ugrają, to obrona dwa razy straci. A co ciekawe liderem sacków na chwilę obecną jest Trey Hendrickson. I to chyba jedyny jasny punkt po tej stronie piłki. Bengals marnują prawdopodobnie najlepsze lata swojej drużyny. To prawdopodobnie ostatni sezon, kiedy Burrow będzie miał dostępnych zarówno Chase’a jak i Higginsa, któremu skąpi właściciele niemal na pewno nie zapłacą. Przykro patrzy się na to jak drużyna marnuje prime swoich zawodników i w tak kiepskim stylu kończy pewną erę w Cincinnati. Z franczyzą po sezonie może się również pożegnać Zac Taylor. I to nie dlatego, że jest jest słabym head coachem, a dlatego że po części sam odpowiada za budowę drużyny, która w ofensywie spisuje się wyśmienicie, ale całokształtem zawaliła sprawę. Nie potrafił rozwiązać problemów nie tylko defensywy, ale również linii ofensywnej, która przez niemal całą karierę Burrowa nie istniała. Zac Taylor nie ma już pomysłu na Bengals, osiągnął swój sufit i już nic więcej z nimi nie osiągnie. 

 

Wstęp do zaorania 

Bilans po week 12: 2-9

Koniec ery Daniela Jonesa to coś więcej niż tylko pozbycie się zawodnika, którego Giants najpierw upokorzyli. To jasna deklaracja, że tankują po pierwszy wybór w drafcie i wybranie nowego QB (ktokolwiek nim będzie). Daniel Jones najpierw dostał ogromny kontrakt (wbrew zdrowemu rozsądkowi), następnie został zmieszany z błotem, upokorzony i zwolniony. Nie chcę tutaj bronić Jones’a, bo krytyka jego gry jest jak najbardziej zrozumiała, ale to jak potraktowali swojego rozgrywającego Giants, którego najpierw bronili, to cios poniżej pasa dla zawodnika i nie może dziwić, że drużyna zareagowała negatywnie na tą decyzję, która była podyktowana przede wszystkim pieniędzmi. Dla niektórych jeszcze dziwniejsza była decyzja o tym, kto będzie starterem za Jonesa, czyli Tommy DeVito a nie Drew Lock. Ale czy kiedy jawnie stwierdzasz, że tankujesz to jest aż tak dziwna decyzja? Niekoniecznie. Jednak Tommy DeVito era też nie potrwałą długo, bo już w pierwszym meczu sympatyczny “Włoch” doznał kontuzji i już w Święto Dziękczynienia zobaczymy Locke’a. Czy nowy rozgrywający uratuje pozycję Briana Dabolla. Oczywiście tego nie wiemy, ale jeśli Giants w przyszłym roku nie będą wyglądać minimalnie lepiej od tego co teraz prezentują, to były trener roku będzie musiał szukać innego miejsca zatrudnienia. Z pewnością zasługuje na jeszcze jedną szansę, bo jest dobrym trenerem, ale zaufanie ma swoje granice, szczególnie w Nowym Jorku, gdzie nie znają takiego słowa jak “cierpliwość”. 

 

* – bilans i opinia o drużynach sprzed startu week 13 w Thanksgiving Day

Autor: Igor Białecki

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej