Skip to content

NFLPolska Draft Report – Day 1

Za nami pierwszy dzień draftu. To tylko 32 spośród 255 wyborów i wiele osób twierdzi, że to późniejsze rozstrzygnięcia mają większe znaczenie dla rozwoju drużyny w kolejnych kilku latach. Z całą pewnością jest to jednak runda najbardziej medialna – z tablic schodzą najgłośniejsze nazwiska, zespoły wybierają „gamechangerów”, którzy w pojedynkę mają decydować o losach meczów. Jak przebieg pierwszej rundy oceniają nasi redaktorzy? Zapraszamy do lektury.

Karol Potaś (@Karol_Potas)

Największymi wygranymi pierwszej rundy draftu wydają się być rozgrywający. Cała wielka czwórca, z czołówką Burrow, Tua i Herbert, została wybrana wysoko. Bez większych spadków. Najniżej został wybrany Love, ale raczej nie powinien narzekać na miejsce do którego trafił, bo po sezonie/dwóch, wychowany przez Aarona Rodgersa może być przyszłością ligi. O sporym szczęściu mogą też mówić fani Cowboys. Draft ułożył im się idealnie. Pozyskali ze swoim oryginalnym pickiem CeeDee Lamba. A ten – po niezłym scouting combine – jeszcze chwilę temu przez wielu uznawany był za najbardziej gotowego skrzydłowego ligi, porównywanego do DeAndre Hopkinsa. W ten sposób Cowboys mają w swoim arsenale – oprócz debiutanta – Amari Coopera, Michaela Gallupa, przy wsparciu biegaczy Ezekiela Elliotta i Tony’ego Pollarda. Czyż nie wygląda to jak jeden z najlepszych zestawów ofensywnych ligi?

Przegrani: zawodnicy safety i Seahawks. Żaden safety, nawet uwielbiany przeze mnie Xavier McKinney z Alabamy, nie znalazł chętnego na zatrudnienie w NFL. Z pewnością spowoduje to, że będzie to jedno z najgorętszych nazwisk startu drugiego dnia. Niestety muszę tutaj też wspomnieć o Seahawks. Wiem, że mają mnóstwo fanów w Polsce, ale wybór LB Jordyna Brooksa jest przynajmniej kontrowersyjny. Wydaje się, że można było – nawet na tego samego zawodnika – poczekać do dnia drugiego, a może i trzeciego. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że tym razem Seahawks odpuścili biegacza w pierwszej rundzie. Ale czy to właśnie z takich powodów powinni cieszyć się ich fani?

———

Jakub Kazula (@KubaKazula)

Wygrani: Minnesota Vikings Vikings, patrząc z perspektywy swoich wyborów, zaliczyli w zasadzie perfekcyjny dzień. Potrzebowali skrzydłowego i cornerbacka i nie dość, że dostali najlepszego skrzydłowego, który mógł spaść w ich ręce bez konieczności trade upu (Justin Jefferson) to jeszcze przy drugim picku zeszli w dół o kilka miejsc w zamian za dodatkowe wybory, a i tak ostatecznie dostali tego cornerbacka, którego pewnie wybraliby z wyborem wyższym (Jeffa Gladneya).

Przegrani: Seattle Seahawks Ostatnie trzy wybory Seahawks w pierwszych rundach: Rashard Penny, L. J. Collier, German Ifedi. Mówiąc w skrócie zawsze wygląda to tak, że Seahawks biorą gracza, którego mało kto spodziewa się tak wysoko, również w kwestiach czystego talentu, a co gorsza okazuje się, że to właśnie wszyscy inni mają rację i każdy z tych picków okazuje się z biegiem czasu nie warty aż tak wysokiego wyboru. W tym roku niestety Seahawks poszli podobnym tropem, bo Jordyn Brooks to linebacker typowany talentem na 3-4 rundę, w dodatku wybrany w momencie, kiedy na tablicy był jeszcze Patrick Queen, według mnie drugi najlepszy po Isaiahu Simmonsie linebacker draftu. Yikes. Może tym razem to Seahawks będą mieli rację, tego jeszcze nie wiemy, ale ostatnie lata pokazują, że krytyka ich pierwszorundowych wyborów okazuje się trafna.

Prognoza na drugi dzień draftu: miejcie oko na Patriots New England Patriots oddali swój pierwszorundowy wybór w zamian za dwa dodatkowe wysokie wybory w drugiej i trzeciej rundzie draftu, dzięki czemu drugiego dnia draftu będą mieli aż pięć wyborów w dwóch rundach. Biorąc pod uwagę jak bardzo Bill Belichick lubi pohandlować swoimi wyborami drugiego i trzeciego dnia, spodziewajcie się transakcji z udziałem ekipy z Nowej Anglii

———

Michał Cichowski (@michal29shs)

Zacznijmy od tego, że nie jestem zwolennikiem draft grades – moim zdaniem za prawdziwą ocenę tego kto przegrał a kto wygrał Draft można się zabierać dopiero po upływie co najmniej jednego a nawet dwóch sezonów. Jeśli zaś bawić się w oceny na gorąco to również wolałbym je wystawiać nie wcześniej niż po drugim dniu, kiedy mamy większe pojęcie o „pomyśle na draft” poszczególnych GMów. Kilka słów na temat pierwszorundowych wyborów mogę jednak powiedzieć.

Zaszokowali Packers, wybierając QB. Aaron Rodgers ma jeszcze kilka lat kontraktu i kilka lat gry na wysokim poziomie. Wiele osób porównuje tą sytuację właśnie do wyboru Rodgersa w 2005, gdy starterem w Green Bay był Brett Favre. Różnica polega na tym, że Aaron był topowym prospektem (typowanym nierzadko do wyboru z #1), zawodnikiem, który niespodziewanie, wręcz sensacyjnie spadł aż do wyboru „serowych” (#24), rozgrywającym który był „skazany na wielkość”. Jordan Love raczej się do takich nie zalicza. Oczywiście, może okazać się, że Love sprawdzi się w NFL i będzie godnym następcą AR na wiele, wiele lat. Jeśli jednak Gutenkunst i LaFleur byli zdecydowani postawić na Love’a to mogli z jego wyborem spokojnie poczekać do swojego oryginalnego picku #30. Jeśli ktoś miałby sprzątnąć im QB sprzed nosa to mogli tego dokonać jedynie Saints, którzy wybrali ofensywnego liniowego i zagrożenie z ich strony już minęło. Packers zaś oddali do Miami wybór w 4. rundzie. Wybór, który można by było wykorzystać np. na skrzydłowego po to by Rodgers (a później Love) nie musiał rzucać do dostawców pizzy.

Trochę ciężej jest mi wskazać głównych wygranych. Gdyby nie wybór Austina Jacksona, o to miano mogliby konkurować Miami Dolphins. Jackson jest trochę nieoszlifowany i zadanie ochrony wchodzącego do ligi Tuy powinno zostać powierzone komuś innemu. Dlatego za zwycięzców dnia pierwszego uznaję Minnesotę Vikings. Z #22 zgodnie z oczekiwaniami sięgnęli po Jeffersona z LSU po czym zamienili #25 na #31 zbierając przy tym picki w 4. i 5. rundzie (które mogą wykorzystać np. by kolejny raz wybierać wcześniej niż pod koniec 2. rundy) a wybrali Jeffa Gladneya, który w niektórych rankingach był uznawany za drugiego najlepszego CB w tegorocznej klasie.

———

Bartek Wieczorek (@B_KnowsSports)

Podoba mi się to jak zostali dopasowani rozgrywający i skrzydłowi do swoich nowych drużyn. Każdy trafił w miejsce, gdzie ma spore szanse by być starterem, oprócz Jordana Love’a, który potrzebuje czasu, aby stać się wartościowym graczem w NFL. Od jednego z najlepszych w tym biznesie, Aarona Rodgersa może nauczyć się sporo i jeśli tylko za wcześnie nie zostanie wepchnięty na głęboką wodę to serial ”Miłość w Green Bay” może na dłuższą metę wypalić. Drużynowo najlepiej spisała się Minnesota Vikings. Justin Jefferson, który spadł do 22. pozycji był lekkim zaskoczeniem. Pod kątem potencjału może okazać się jeszcze lepszym skrzydłowym aniżeli oddany do Buffalo Stefon Diggs. Z 31 po wymianie z 49ers wybrali Jeffa Gladneya z TCU i biorąc pod uwagę, że takie ekipy jak Falcons, Raiders czy Dolphins na wyrost brały niektórych cornerbacków, wybór Gladneya wydaje się majstersztykiem. Szybki i zadziorny corner powinien dobrze wpasować się w system trenera Mike’a Zimmera. Pod względem wartości świetnych wyborów dokonali New Orleans Saints (Cesar Ruiz), Baltimore Ravens (Patrick Queen) czy Tampa Bay Buccaneers (Tristan Wirfs). Na pochwałę zasługują też broniący tytułu mistrzowskiego, Kansas City Chiefs. Kolejnym elementem do ofensywnej układanki Reida i Mahomesa został Clyde Edwards-Helaire, który ze swoją zwinnością, szybkością i umiejętnością do łapania piłki może okazać się kolejnym powodem dla którego Chiefs wciąż będą trudnym zespołem do powstrzymania.

Mam mieszane odczucia co do wyborów Miami Dolphins. Tua Tagovailoa ma zadatki na jednego z lepszych rozgrywających w lidze, o ile dopisze mu zdrowie. Biorąc pod uwagę jego problemy z kontuzjami wypadałoby gdyby dostał do protekcji gotowego od pierwszego dnia offensive tackle’a. Tymczasem Dolphins wybrali jednego z bardziej surowych prospektów w postaci Austina Jacksona, który jest dobrym atletą, ale wciąż ma duże dziury techniczne. Ostatni wybór Dolphins w pierwszej rundzie, Noah Igbinoghene to przyzwoity cornerback, aczkolwiek na tablicy byli wciąż lepsi zawodnicy jak Kristian Fulton, Jeff Gladney czy Jaylon Johnson.

Chciałbym się kiedyś dowiedzieć jaka jest receptura Johna Schneidera na pick w pierwszej rundzie draftu. Co roku Seahawks wybierają zawodnika stanowczo za wysoko. W 2016r. Ifedi, w 2018r. Penny, rok temu Collier. Tym razem padło na Jordyna Brooksa, linebackera z Texas Tech, który kiepsko czyta grę, jest mało instynktowny, a do tego niedoświadczony jeśli chodzi o krycie. Wybór Brooksa zakrawa na absurd, biorąc pod uwagę to, że dostępny był o niebo lepszy w każdym aspekcie gry, Patrick Queen.

———

Dominik Kędzierawski (@dkedzierawski)

Wygrani:

Minnesota Vikings – Rick Spelman wybrał dokładnie tak, jak niemal wszyscy się spodziewali – wybrał skrzydłowego i cornerbacka. I wybrał dwóch bardzo dobrych zawodników, jednocześnie zgarniając dodatkowe picki za trade down. Zarówno Justin Jefferson, jak i Jeff Gladney już od pierwszego dnia wzmacniają Wikingów na kluczowych pozycjach, a dodatkowe wybory są bardzo przydatne dla zespołu, który igra z cap roomem.

Baltimore Ravens – Value, value i jeszcze raz value. Patrick Queen z 28 to prawdopodobnie najlepsza wartość picku w całej pierwszej rundzie i natychmiastowe wzmocnienie na newralgicznej pozycji. Co więcej, Queen nic nie kosztował Ravens, w porównaniu do Chargers i Kennetha Murraya, dzięki czemu Baltimore wciąż ma duże pole manewru ze swoimi pickami.

San Francisco 49ers – Podobnie jak w przypadku Vikings, oba ich wybory to natychmiastowe wzmocnienia na newralgicznych pozycjach. Kinlaw może okazać się zawodnikiem porównywalnym klasowo do DeForesta Bucknera. Brandon Aiyuk z kolei w rękach Kyle’a Shanahana powinien być jeszcze większym zagrożeniem, niż zakładano, wraz z jego szybkością i umiejętnościami po chwycie. Po obu stronach boiska 49ers stali się wszechstronniejsi i groźniejsi.

Przegrani:

Seattle Seahawks i wybory w pierwszej rundzie – czy jest w tym momencie większą nienawiść pomiędzy dwoma podmiotami w NFL? Jordyn Brooks to solidny zawodnik, ale wybór linebackera, który nie potrafi kryć, gdy rok temu zainwestowano już w tę samą pozycję oraz gdy w zespole wciąż jest dwóch czołowych weteranów to po prostu durna decyzja. Brooks nie jest wielkim wzmocnieniem Seattle i może skończyć podobnie jak LJ Collier w pierwszym roku.

Carolina Panthers – Nie za wybór, ale za podejście. Panthers pominęli Isaiah Simmonsa tylko dlatego, iż uznali, że są zbyt słabym zespołem dla niego. Derrick Brown to fenomenalny zawodnik, ale takie podejście na początku pracy Matta Rhule może zwiastować problemy w przyszłości.

Miami Dolphins – Jest Tua, ale co poza tym? Noah Igbinoghene oraz Austin Jackson obaj mają ogromny sufit, ale są znakami zapytania. Jackson nie oferuje natychmiastowego wzmocnienia linii ofensywnej, zaś Igbinoghene wciąż jest zacofany technicznie. Miami miało szanse, by zdominować ten draft, lecz teraz ich rocznik może naprawdę spektakularnie nie wypalić, zwłaszcza jeśli Tua będzie mieć problemy ze zdrowiem.

———

Kuba Machowina (@KubaMachowina)

Co mi się podobało:

Chase Young w Redskins – Mówiło się, że Ron Rivera chętnie odsprzeda numer drugi, ale za garnek złota. Złota nikt nie zaoferował, więc Redskins wzięli Younga. Jeśli ktoś przystawiłby mi lufę do głowy i kazał postawić oszczędności życia na jednego gracza z tegorocznego naboru, który dostanie się do Hall of Fame to wytypowałbym dwóch: Chase’a Younga oraz Isaiah Simmonsa, ze wskazaniem na Chase’a. Young to prawdziwy łowca, Predator, game changer na boisku i ktoś, kto w końcu może nadać twarz organizacji Redskins.

Young to chłopak z Maryland, który wychował się nie tak daleko od obiektów klubu z Waszyngtonu. Jego zdjęcie z dzieciństwa w koszulce Redskins okazało się prorocze, a kiedyś może okazać się wręcz ikoniczne. To zawodnik, który może choć trochę pomóc kibicom klubu z Waszyngtonu zapomnieć o tragicznie zmarłym Seanie Tayorze, sercu i legendzie Redskins.

Więcej o Youngu już jutro w osobnym tekście, a także w premierowym odcinku mojego podcastu, który ukaże się w przyszłym tygodniu.

Isaiah Simmons w Cardinals – Simmons mówił przed Draftem następująco:

„Zespół liczy 53 graczy, ale wybierając mnie, ma 56”.

Trudno się nie zgodzić. Myśląc o Isaiaah przypomina mi się akurat kazus z NBA dotyczący innego Simmonsa, mianowicie Bena. O koszykarzu 76sers mówiło się często, że to prototyp tzw. „positionless” player, czyli zawodnika nieprzypisanego do żadnej pozycji. Z Isaiah jest podobnie – grywał jako inside linebacker, edge rusher, corner, w slocie, jako safety… Uff, dużo tego. Chłopak został ochrzczony „Jednorożcem” i Cardinals będą mieli z niego wielką pociechę. Porównuje się go do Derwina Jamesa i pewnie jako safety będzie nominalnie ustawiany na boisku.

Brak przecieków w Miami – Zasłona dymna zadziałała pięknie. Niektórzy insiderzy wskazywali, że Dolphins wezmą jednak Justina Herberta, inni że Dolphins chętnie pohandlują pickiem, ale nic takiego nie miało miejsca. Sytuacja jak w filmie „Draft Day” – „Tua Tagovailoa no matter what”. Jeśli zdrowie mu dopisze, liga otrzyma nowego Steve’a Younga.

Co mi się nie podobało:

Henry Ruggs w Raiders – Mam takie dziwne wrażenie, iż jeśli Jon Gruden szedłby do lasu i miał przed sobą dwie ścieżki do wyboru – A i B, to na siłę szukałby C i wpier****** się w krzaki. Ruggs ma szybkość, ale moim skromnym zdaniem to jednak Lamb i Jeudy są lepszymi zawodnikami. Dodatkowo nie podobała mi się mowa ciała i zachowanie Ruggsa. Siedział nabzdyczony na kanapie, nad nim wisiał plakat z jego podobizną, a później obwieszony w złoto ubrał się w szlafrok, a ktoś poprawiał mu makijaż. Dodaj do tego Las Vegas i kłopoty murowane. Obym się mylił, ale duch Antonio Browna wiecznie żywy.

Co mi się podobało i nie podobało:

Jordan Love w Packers – Wielu łapało się z głowę, ale to ma sens. Z quarterbackami jest jak ze starością – to, że Brady i Brees grają świetnie po 40-tce nie oznacza, że każdy elitarny QB taki będzie. Popatrzcie na starszych ludzi – niektórzy są sprawni mając 90 lat, inni mają problemy dużo wcześniej. Tak samo rozgrywający, każdy z nich ma własny termin przydatności.

Kiedy Packers wybrali w Drafcie Rodgersa, Brett Favre miał rocznikowo 36 lat. Dziś to Aaron ma rocznikowo 37, a Green Bay wybrali jego potencjalnego następcę. To idealna sytuacja dla Love’a – zostanie czeladnikiem, przyuczy się do zawodu i kiedyś zastąpi Rodgersa. Proste? Niekoniecznie.

Znając Aarona Rodgersa to wcale nie okaże wiele „love” Jordanowi Love i tak łatwo nie odda miejsca w składzie. A co nie podobało mi się w tym picku? To, że Packers zrobili bezsensowny „trade up”, mogli śmiało Love’a zgarnąć z 30. numerem Draftu…

Cee Dee Lamb w Dallas – Tak jak pisałem nieco z przymrużeniem oka na Twitterze, Cowboys poszli w projekt „Zidanes & Pavones” z czasów ery Galacticos w Realu Madryt. Nieważne, ile punktów stracimy, ważne by „strzelić jednego gola więcej niż przeciwnicy”. Dlatego jakoś załatamy dziurę, a stawiamy na atak. Nie podoba mi się ten wybór, ponieważ Dallas ma luki w obronie, a to od obrony zaczyna się budowanie składu na Super Bowl.

Z kolei pick podoba mi się, ponieważ Dallas w ataku wygląda mocarnie. Kiedyś były trojaczki Aikman-Smith-Irvin, dziś rodzina rozrosła się i będą pięcioraczki Dak-Zeke-Amari-Gallup-Lamb. Nie wiem czy Dallas cokolwiek wygra, ale oglądać się to będzie pewnie wybornie.

Noah Igbinoghene w Miami – Wielka niespodzianka, nie widziałem go chyba w żadnym Mock Drafcie w 1. rundzie. Chris Grier powiedział, że wzięli go ponieważ był na 1. miejscu na ich liście życzeń, oczywiście wśród dostępnych zawodników. Noah ma idealne geny, ponieważ oboje rodziców to byli reprezentanci Nigerii w sprincie. Wątpliwości jest jednak kilka.

Po pierwsze Noah, a także wybrany wcześniej przez Miami tackle Austin Jackson mają ledwie po 20 lat i ciężko powiedzieć, czy są już ‚NFL ready”. Igbinoghene zaledwie od dwóch lat gra jako cornerback, wcześniej występował jako wide receiver. No i czy to był wybór niezbędny? Przecież Dolphins mają zakontraktowanego za ciężkie pieniądze Byrona Jonesa, a także byłego pro bowlera Xaviena Howarda. Na miejscu managementu wziął Xaviera McKinneya z Alabamy, zwłaszcza, że Miami oddało w zeszłym sezonie Minkah Fitzpatricka do Steelers.

To dla mnie także niespodzianka, że pominięto w 1. rundzie McKinneya. Wielu insiderów i skautów miało go w czołówce najlepszych graczy przystępujących do Draftu. Mel Kiper przepowiadał, że pójdzie z numerem 17. do Dallas, które postawiło jednak na grę ultra ofensywną.

 

Prognozy na dzień 2:

  1. Czy Bill Belichick wybierze w drugiej rundzie quarterbacka? Moim zdaniem nie, chociaż wszelkie mocki wskazują na Jalena Hurtsa. Według mnie BB weźmie prędzej kogoś z defensywy, być może Epenesę lub Gross-Matosa, jeśli będą dostępni. Brak wyboru Hurtsa nie oznacza jednak wcale, że Patriots nie wezmą QB. Zrobią to jednak ciut później, a wpierw skupią się na załataniu dziur w obronie. No i obstawiam, że starterem na pozycji QB w nowym sezonie będzie Jarret Stidham, ale oczywiście mogę się mylić 🙂
  1. Gdzie pójdzie Xavier McKinney? Obstawiam – jak wielu – Cleveland Browns.
  2. D’Andre Swift niemal na 100 procent pójdzie do Miami, które potrzebuje drugiego running backa.
  3. Po running backa sięgnie także Tampa, ale pytanie którego? Wielu wskazuje na Jonathana Taylora, ale coś mi mówi, że może to być J.K. Dobbins. Dlaczego on? Ponieważ nieco lepiej łapie piłki, a nie od dziś wiadomo, że Tom Brady lubi RB potrafiących łapać krótkie podania.

———

Miłosz Marek (@MiloszMarek)

Wygrani 1. dnia: – Liga. Organizacyjnie – nie można przyczepić się do czegokolwiek. Wszystko się udało, żadna drużyna nie straciła swojego wyboru w pierwszej rundzie. Świetna praca wykonana przez ekipę realizacyjną, która skakała między studiem, domem komisarza, biurami GM-ów, trenerów i wybieranych zawodników. Kolejny pokaz siły ze strony NFL. przegrani 1. dnia: Na etapie wyboru trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wybory były słuszne. Czwórka czołowych OT była tak wyrównana, że każda z ekip – Giants, Browns, Jets, Buccanners – będzie zadowolona. Pierwsze wybory w drafcie 2020 szły niemal dokładnie po myśli wszystkich wypełniających drafty.

Jedna ekipa zaskoczyła bardzo swoją decyzją – Seattle Seahawks zdecydowali się nie trade’ować w dół i wybrali Jordyna Brooksa, po którego mogli spokojnie sięgnąć drugiego, a może nawet trzeciego dnia. Historia pierwszorundowych nieudanych decyzji Seahawks jest długa. W tym przypadku wartość sportowa ciągle jest nieznana i długo nie będzie można wiele o niej powiedzieć, ale organizacyjnie mogło wyglądać to lepiej.

Prognoza 2. dnia: Jestem ciekaw decyzji Colts i Steelers. Czy będą szukać swoich rozgrywających? Pierwsi podpisując roczny kontrakt z Phillipem Riversem pokazali, że nie wierzą już w Jackoby’ego Brissetta. Nowy QB mógłby przez rok uczyć się od byłego rozgrywającego Chargers. Z kolei w Pittsburghu też powinni rozglądać się za następcą Bena Roethlisbergera. Pytanie tylko, czy pośród czających na wybór zawodników są ukryci franchise QB?

Grafika: nfl. com

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: