Skip to content

NFLPolska EKSTRA – Jan Szwej w Kraków Kings

Jeden z z najlepszych zawodników, grających na polskich boiskach Jan Szwej, dołączył do Kraków Kings. Z tej okazji, postanowiliśmy krótko porozmawiać z reprezentantem Polski, zapytać m.in. o powody odejścia z ekipy Tychy Falcons, o to z kim Kraków Kings (z Polskiej Futbol Ligi) rywalizowali o biegacza, czy o ocenę pobytu w Panthers Wrocław. Wywiad przeprowadził Karol Potaś, zapraszamy!

Karol Potaś: Kilka dni temu gruchnęła informacja o tym, że dołączasz do Kraków Kings. Skąd decyzja o opuszczeniu ekipy Tychy Falcons?

Jan Szwej: Po trzech latach, może nie tyle niespełnionych oczekiwań, ale po trzech latach walki o upragniony tytuł mistrza Polski, nie udało się wygrać i uznałem, że jest to najlepszy moment, by spróbować czegoś nowego. Czegoś świeżego. Szczególnie, że Kraków ma bardzo mocny zespół. Wywrócił się w finale na chwilę przed metą, ale jednak wcześniej udowodnił, że jest w bardzo dobrej formie. Kings są przede wszystkim głodni zwycięstwa. Stąd też ta decyzja.

Jak długo trwały negocjacje z Kraków Kings? To była jedyna oferta, którą otrzymałeś?

To nie była jedyna oferta i to nie była pierwsza rozmowa z Kraków Kings, jaką przeprowadziłem. Rozmawialiśmy m.in. po przegranym finale z Bydgoszcz Archers. Wtedy uznałem jednak, że spróbuję jeszcze pozostać rok w Falcons, że jeszcze jest tutaj coś do załatwienia i chciałem sobie z nimi dać ostatnią szansę. Nie ukrywam, marzył mi się pierścień z Sokołem na froncie. Ale później sytuacja wyglądała tak, a nie inaczej, i teraz udało się kontrakt z Kings sfinalizować.

Kto złożył drugą ofertę? Czy była to oferta z Polski, czy może od klubu zza granicy?

Były rozmowy z klubami zza granicy, ale chciałem zostać w Polsce. Niestety, bądź stety, uznałem, że mam tutaj do zamknięcia swoje sprawy. Został ten niedosyt braku mistrzostwa. Drugi klub z którym rozmawiałem, to drugi finalista, mistrz Polski, Lowlanders Białystok. To były kluby i oferty nad którymi się zastanawiałem. Były też mniej konkretne rozmowy z Silesią Rebels Katowice, ale to też nie będzie dla nikogo zaskoczenie, szczególnie że trenerem głównym jest tam Michał Kołek i on też m.in. rekrutuje zawodników z którymi współpracował.

W Krakowie jest spora grupa utalentowanych biegaczy. W 2022 roku byli to  m. in. Witold Szpotański. Jest Bartosz Gnoza, który doskonale zna się z nowym trenerem głównym Danielem Piechnikiem. Czy nie boisz się tej tak dużej konkurencji? I niemal komitetu, coś jak w NFL, w przypadku 49ers?

Bardziej jest to dla mnie wyzwanie. To mnie napędza. Im lepiej będzie mi się z nimi trenować, tym ja będę sobie coraz wyżej podnosić poprzeczkę. Co było też widać już w Falcons, jak grałem z Bartkiem Wochem trzy lata. Razem się motywowaliśmy. I to mimo tego, że na stopie koleżeńskiej się lubiliśmy, to była zdrowa rywalizacja, przez co stawaliśmy się lepszymi. Tak więc podsumowując, duża rywalizacja to nie problem. Ona pozwala mi się rozwijać, uczyć na swoich błędach i ona pomaga mi w zdobywaniu celów.

Po sezonie z Falcons, byłeś przez moment w Panthers Wrocław. Jak mógłbyś ocenić ten krótki pobyt w ekipie ELF?

Było to coś jak sprawdzenie formy, weryfikacja. I było to zderzenie z rzeczywistością. Wejście do drużyny, na takim etapie sezonu, też nie jest łatwe. To proces, który najczęściej chwilę trwa, szczególnie wśród zawodników z Polski. To m.in. nauka playbooka, walka o zdobycie zaufania trenerów pozycyjnych i trenera głównego. Więc wyniosłem oczywiście z tego lekcje, poznałem jak wygląda przygotowanie organizacyjne w przypadku spotkań w ELF, jak duża jest to różnica. Podobnie jeśli chodzi o tą w poziomie gry między ligami w których występowałem. Jaka jest dynamika na boisku. Widziałem to doskonale zza linii bocznej. Miałem też szansę, by w jednym ze spotkań, wejść na boisko i zdobyć na nim swoje jardy. A tam zderzyłem się m.in. z Davidem Izinyonem, byłym obrońcą Falcons, z którym miałem okazję grać w Polsce.

Z czym miałeś największy problem?

Brakuje mi trochę tej pierwszej świeżości. Nie mam już 20 lat. Czuję, że obecny szczyt formy, może nie trwać już tak długo, porównując to do momentu gdy przychodziłem do Falcons. Ale nie wykluczam, że jak będę miał dobrą dyspozycję i odpowiednie wyniki w Kings, dokończę sprawy mistrzowskie, to może jeszcze kiedyś, jak będzie zainteresowanie jakiegoś klubu ELF, wrócę do tej ligi. Nie zamykam tego etapu, jestem otwarty na rozmowę. Teraz jednak o tym zupełnie nie myślę.

Wchodząc do ELF, do Panthers, czułeś że ta liga obecnie to dla ciebie zbyt wysoki poziom?

Może nie tyle, że czułem ten zbyt wysoki poziom, ale nie ukrywam, chciałem poczuć tę ligę. Jak się w niej gra. Jak zderza. To zupełnie inne doświadczenie walczyć o skład, być przebranym i stać przy linii bocznej, od tego, gdy oglądamy mecze ELF w telewizji. I teraz mogę powiedzieć, że – chociaż nie ogromna – to przepaść jest widoczna. Ale warte podkreślenia jest to, że mimo tego poziomu, nasz klub z Polski nie odstaje od nikogo, na każdej płaszczyźnie. Ma swoje gwiazdy. Wśród biegaczy jest to m.in. Dawid Brzozowski. Jest młody, czuję że świetlana przyszłość przed nim. I mam czasami wrażenie, ze bardziej jest nawet doceniany w Europie, niż w Polsce. Może przez to, że jednak ELF, to europejskie podwórko.

Jesteś doświadczonym, ale wciąż młodym, 28-letnim zawodnikiem. Za tobą już całkiem sporo lat przy futbolu. Wszystko zaczęło się od rekrutacji do Wolverines Opole, następnie dołączyłeś do Towers Opole. Później kolejno Tychy Falcons, Panthers Wrocław, teraz Kraków Kings. Co podczas tej kariery było momentem, który sprawił ci największą radość?

Największą frajdą zawsze był cały proces, gdzie się rozwijałem, zmieniałem, podwyższałem sobie poprzeczkę, wraz z kolejnym przejściem do nowego klubu. Do tego dochodzi możliwość współpracy z coraz lepszymi zawodnikami, trenerami, to sprawia mi największą radość i jest wyróżnieniem. Umówmy się, zdobywanie przyłożeń „w dziewiątkach”, czy w drugiej lidze, nie jest tak soczyste i wartościowe, jak zrobienie tego w finale mistrzostw Polski. Wtedy czuję największą radość, grając z coraz trudniejszymi rywalami. Może to też moja natura, że zawsze lubię stawiać sobie najtrudniejsze wyzwania. Udowadniać, że potrafię więcej.

A co zostawiło największy niedosyt?

Myślę, że tutaj nikogo nie zdziwię, była to przegrana w finale mistrzostw Polski z Bydgoszcz Archers. To moment, który zostawił gorzkie wspomnienie. Dlatego zrobię wszystko, by w 2023 roku nie doprowadzić do podobnej sytuacji.

Jak wygląda twój plan na offseason? Czy cokolwiek zmieniło się po tym jak dołączyłeś do Kings, jeśli mógłbyś porównać to do ostatnich lat w polskim FA?

Generalnie sprawa z Kings jest bardzo świeża. Zarówno dla mnie, jak i dla was. To też nie była łatwa decyzja, którą ofertę wybrać, z czym też następnie będą się wiązać moje plany życiowe związane m.in. z przeprowadzką i pracą. Ale jak teraz już wiem, że będę w Kings, to też wiem, że nastąpi u mnie przeorganizowanie pod względem treningów indywidualnych, m.in. ze względu na konkurencję w zespole, którą chwilę temu widziałem na zgrupowaniu reprezentacji Polski. W jakim stylu oni biegają. Z czym ja mogę mieć problem i co muszę poprawić, by nie odstawać od nich jakościowo. To wszystko oczywiście połączone z treningami na siłowni i na boisku, by pracować nad dynamiką. Na szczęście zdrowie dopisuje. Generalnie uważam się za sporego farciarza. Nie miałem nigdy większej kontuzji, która wyłączyłaby mnie na więcej niż dwie gry. W Towers Opole najczęściej sam się kontuzjowałem. W Falcons były jakieś drobne problemy, ale też obyło się bez gipsu. Mały strach był na inaugurację sezonu w 2022 roku, ale też na szczęście, nic poważnego się nie stało. Więc trochę jestem z gumy, nic nie trzeba odpoczywać. Od razu można się skupiać na treningu przed sezonem w Kings, z czego się cieszę i co też mnie bardzo nakręca.

Autor: Karol Potaś

Na koniec przypominamy o naszym podcaście, z podsumowaniem week 11 i zapowiedzią kolejnego tygodnia w NFL.

***

Zachęcamy też do naszej dedykowanej grupy fanów na facebooku. Link do dołączenia poniżej.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/ 

Leave a Reply

%d bloggers like this: