O co chodzi z tą murawą?
Zapraszamy na gościnny felieton lekarza medycyny, na temat sztucznych muraw w NFL i ich oddziaływania na zdrowie zawodników. Tekst Jakub Parada.
Na wstępie, zapraszamy na najnowszy odcinek naszego podcastu.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
Czy pamięta ktoś tydzień kiedy nie było narzekania na murawę na stadionie, bo szczerze powiedziawszy, ja chyba nie. Ileż było takich spotkań jak niedawno odbyty Houston Texans z New York Jets, który zdziesiątkował zawodników, w tym wielu na długie tygodnie? Ale czy na pewno ta sztuczna murawa jest taka zła i czy to jest jedyna droga? Niech szkiełko i oko wskaże nam drogę, a nie tylko głośne nagłówki czytane na większych, bądź mniejszych, portalach sportowych.
Historia:
Zacznijmy od samego początku. Pierwsze pojawienie się zamkniętego stadionu w MLB (Astrodome oficjalnie otwarte w 1965r.) i próba rozegrania sezonu wewnątrz niego na naturalnej trawie skończyło się katastrofą. Z pięknie wyglądającej trawy na start sezonu zostały na koniec pojedyncze źdźbła i głównie sucha ziemia malowana na zielono by udawać, że przecież wszystko jest ok. Na szczęście amerykańscy naukowcy opracowali AstroTurf, który zmienił oblicze sportu. I to dosłownie. Z kartoflisk przeszliśmy na nowocześnie wyglądające i do tego nieniszczące się murawy. Dużo łatwiej było je wymienić z innym podkładem na koncert czy mecz koszykówki. NFL zachwyciła się tym wszystkim i z roku na rok coraz więcej właścicieli decydowało się na to. By dodać trochę szerszy obraz opowiem historię z mojego rodzinnego Szczecina. W ramach budżetu obywatelskiego udało się mieszkańcom mojej dzielnicy zbudować ładne boisko trawiaste dla lokalnej drużyny. Jakież było zdziwienie dzieciaków gdy się okazało, ze mieszkańcy mogą na nim pograć dwa razy w tygodniu po 90 minut. Do tego dwa treningi tyle samo tej drużyny i mecz raz na dwa tygodnie. I jaki był efekt? Niezależnie od tego jak dbano o murawę (codziennie wracając z liceum widziałem ekipę podlewającą, koszącą, dosiewającą etc.) to i tak po dwóch miesiącach pod polem bramkowym i na środku była goła ziemia. I mówimy tu o drużynie dla dzieciaków. Nie o dziesięciu niedźwiedziach (sorki liniowi) walczących ze sobą co akcję. Kiedyś usłyszałem, że po JEDNYM meczu na Wembley cała murawa była do wyrzucenia. A teraz weźmy pod uwagę, że na stadionach nie grają tylko zawodnicy NFL , ale czasem też drużyny akademickie, MLB czy też MLS. To się po prostu nie kalkuluje. Dużo taniej jest raz położyć droższą murawę i nie dbać o nią tak bardzo. Aż dziw bierze, że stosunek jest obecnie 1:1(po 151 ). Do tego duże znaczenie ma klimat. Nie bez kozery większość ekip z północy ma właśnie taką nawierzchnię.
Oko:
Test oka czyli pobieżne niezagłębianie się w dowody naukowe, statystyki czy cokolwiek mądrzejszego niż nasz chłopski rozum. Przecież każdy z nas z powierzchni kanapy jest mądrzejszy niż największe umysły i stratedzy tego świata. Każdy kto chodź trochę interesuje się jest w stanie z pamięci wyrzucić kilka bezkontaktowych urazów kończących sezon. Jeśli zaczniesz śledzić powtórki, to na 90% były właśnie na boiskach sztucznych. Weźmy na tapet OBJ i jego koszmarne zerwanie ACL. Samym mechanizmem zajmiemy się później, lecz wszyscy eksperci powiedzieli jednoznacznie „to wina murawy”. Jednak rok później, także przy okazji najważniejszego meczu sezonu, tym razem na stadionie w Arizonie z naturalną murawą, mieliśmy dużo więcej przerw medycznych. Jednak nie były one tak bardzo znamienne w skutkach, bo wielu z tych zawodników, już po kilku minutach wracało do gry. Już więc, na podstawie tak małej próbki, jesteśmy w stanie zauważyć pewną tendencję.
Szkiełko:
Zacznijmy od tego, że bardzo ciężko wykonać dobre badania. W przypadku medycyny mamy specjalne wytyczne (z resztą jak na wszystko) na temat interpretowania, wiarygodności i skuteczności badań naukowych. W przypadku nawierzchni, jest o tyle ciężko, że to jest technologia, która się ciągle rozwija. Nie jesteśmy w stanie odnieść wyników z lat siedemdziesiątych, do dzisiejszej murawy. Nawet na MetLife stadium. Ale po coś są mądrzejsi ludzie od nas, którzy wymyślili coś takiego jak metaanalizy. W skrócie polega to na tym, że wrzuca się mnóstwo badań (od dziesiątek po tysiące) do jednego gara, odprawia nad nim czary i wychodzą mądre liczby, które mówią czy coś co się dzieje jest zauważalną zmianą, a co nieznacznym odchyleniem od normy. Serio statystycznie możemy wykazać dużo ciekawych rzeczy 2.
W maju tego roku pojawił się przegląd systematyczny 3 bazujący na ok 50 artykułach nawiązujących do debaty i wykazali znaczące różnice w ilości urazów kostek oraz bioder na sztucznej murawie. Dodatkowo, wśród graczy profesjonalnie uprawiających sporty, wzrósł odsetek kontuzji kolan. Ale czym jest to spowodowane? Weźmy na tapet nasze ukochane kolano.
Analiza na podstawie kontuzji kolan

Aparat więzadłowy kolan jest bardzo rozbudowany. Pięć więzadeł zewnętrznych i dwa główne wewnętrzne odpowiadają za stabilizację kolana w każdym momencie ruchu. Tacy cisi bohaterowie, o których słyszymy dopiero w momencie gdy coś jest nie tak. A jak już jest to niestety równa się ze skończeniem sezonu dla zawodnika. A dlaczego są bardziej narażone podczas gry na sztucznej murawie? Sztuczna murawa, niezależnie jakby upodabniała się do naturalnej, nie będzie miała tych samych właściwości. Pierwszą cechą jest to, że jest twardsza, a co za tym idzie w inny sposób rozchodzi się energia generowana z biegu. W naturalnej trawie są duże straty energii pochłaniane przez podłoże. Zupełnie inaczej się ma kwestia ze sztuczną. Tak jak piłka odbita od ściany betonowej leci dużo szybciej, niż od siatki metalowej (za dziecka dużo kopało się po płotach sąsiadów). Dzięki temu zawodnicy są w stanie, w prostym biegu, osiągać większe prędkości. Jednak przekłada się to na dużo wyższe naprężenia przekładane na więzadła. Po jednym, dwóch biegach, nie ma za dużej różnicy, ale wyobraźmy sobie, że mówimy tu o średnio 9 spotkaniach w sezonie, po kilkadziesiąt snapów. To są ogromne liczby. Nie pomaga też fakt, iż dodatkowo większość boisk treningowych, jest sztucznych. Zawodnicy nie są maszynami i po prostu te więzadła prędzej czy później muszą się zniszczyć. Czasem jest to widowiskowe zerwanie w jednej akcji, a czasem mikrouszkodzenia, które objawiają się bólami po sezonie lub na sportowej emeryturze.
Kolejną kwestią są właściwości wynikające z sił tarcia. Zupełnie inaczej wygląda bieganie na sztucznej murawie, a na trawie. Bez odpowiednich butów, prędzej zawodnik zrobi szpagat niż wykręci w miejscu jak najlepsi odbierający. Popularne korki, pozwalają na trawie w dużym stopniu opanować poprawną technikę „zmyłek”. W naturalnych warunkach, źle wykonana technicznie skończy się najczęściej odjazdem nogi i poślizgnięciem się, skutkując obiciem i maksymalnie kilkoma godzinami bólu. Gorzej się ma kwestia sztucznej murawy. Zbyt dynamiczne wykonanie zwodu może spowodować, że stopa nawet nie zdąży zareagować, bo zbyt silnie jest przywiązana do podłoża i w zależności od tego gdzie rozmieszcza zawodnik punkt ciężkości, może powodować to różne uszkodzenia stawów w tym zerwanie ACL. Obecnie stosuje się specjalne obuwie, znane nam przede wszystkim z gry na orlikach, ale część zawodników nie lubi w nich po prostu grać. Dodatkowo różnią się te dwa typy w niewielkim stopniu oddziaływaniem na podeszwę stóp. Ale to temat już na inny artykuł.
Podsumowanie
Obecnie związek zawodników NFLPA coraz mocniej naciska komisarza ligi i właścicieli klubów o zmiany. Coraz większe szanse upatruje się, w hybrydowych boiskach, które obecnie są wykorzystywane np. na Lambeau Field. Są to syntetyczne nitki powplatane w naturalną trawę. Dzięki temu trawa ma właściwości fizyczne naturalnej, a jednocześnie wytrzymałość na warunki i uszkodzenia sztucznej. Dodatkowym faktem pomagającym są niedługie mistrzostwa świata w piłce nożnej. Obecnie, na ponad połowie obiektów, znajduje się sztuczna trawa, a wszyscy wiemy jak nieprzychylnie FIFA patrzy na takie warunki. Nie pomaga również opinia publiczna, która po każdym meczu w Nowym Jorku wylewa falę pomyj. Co ciekawe, zmieniano przed tym sezonem murawę na MetLife, a mimo wszystko to nic nie dało. Na koniec nie pozostaje nam nic innego jak tylko głęboko wierzyć, że zatwardziałość i skąpość właścicieli nie zwycięży nad zdrowiem zawodników. Może kolejna kontuzja zawodnika z dużym kontaktem gwarantowanym, która wydarzyła się bez kontaktu z innymi, zaboli portfel i choć przez chwilę skłoni do myślenia. A jak wiemy czasem jedna sytuacja potrafi wpłynąć tak, że Twitter zapłonie i na szybko będą podejmowane decyzje o zmianie przepisów. (Tak Bills na was patrzę).
Autor: Jakub Parada
***
Przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories