Skip to content

Oakland Raiders: Sezon Rezerwowych

Istnieje cała masa filmów o futbolu amerykańskim, które trzeba zobaczyć, by wyrobić sobie o nich opinię. Niektóre z nich są pomnikowe i genialne, jak na przykład „Any Given Sunday” w reżyserii Oliviera Stone’a. Inne z kolei są fatalne, jest też cała masa tych przyzwoitych – tzw. lekkich, łatwych i przyjemnych. Jednym z takich filmów jest właśnie „The Replacements” Howarda Deutscha, w polskim tłumaczeniu egzystujący jako „Sezon Rezerwowych”.

Film ten nie jest żadnym dziełem – ba, obraz to przewidywalny od samego początku aż do końca i do dziś dziwię się faktowi, że zdecydowali się zagrać w czymś takim Keanu Reeves oraz Gene Hackman. Dlaczego zatem wspominam ten film? Ponieważ właśnie w nim – paradoksalnie – padł jeden z najsławniejszych cytatów jeśli chodzi o filmy z futbolem amerykańskim w tle. Quarterback Shane Falco, postać grana przez Keanu Reevesa w jednej z kluczowych scen filmu wypowiada słowa, które w wolnym tłumaczeniu brzmią tak:

„Chciałbym powiedzieć coś z klasą lub inspirującego, ale nie byłoby to w naszym stylu. Ból uzdrawia, laski lecą na blizny, chwała trwa wiecznie”.

Nie wiem jak Wam, ale mnie te słowa jak ulał pasują do Oakland Raiders. Nie ma chyba obecnie w lidze drugiej drużyny, która przed sezonem i na jego początku byłaby tak mocno wyeksponowana w mediach, jak właśnie Raiders. Ma to oczywiście związek z „Hard Knocks” oraz sagą z Antonio Brownem, której finał odbił się czkawką całemu Oakland.

AB swoją dziecinadą ośmieszył Jona Grudena oraz całą organizację Raiders, której losami żyli wszyscy fani NFL. Dzisiaj Brown jest w Patriots, a ziemię po sobie zostawił w Oakland doszczętnie spaloną. Na tych zgliszczach pozostali Gruden i jego Raiders, którym nie pozostało nic innego, jak podnieść się i robić swoje.

Najeźdźcy to drużyna złożona z wielu zawodników odtrąconych, skreślonych, okrytych złą sławą czy takich, którzy długo czekali na swoją szansę. Oakland Raiders anno domini 2019 są właśnie jak Shane Falco i jego drużyna – pragną wszystkim udowodnić, że są jednak coś warci i mylili się ci, którzy w nich nie wierzyli. Przyjrzyjmy się zatem tej ciekawej mieszance różnych charakterów oraz poznajmy historie kilku ludzi po przejściach.

***

Dorównać dziadkowi

Wszyscy zajmujący się sportem – zarówno dziennikarze, jak i kibice – kochają historie takie jak ta Darrena Wallera. Waller to żywy przykład tego jak można dostać się na samo dno, po czym odbić się i wrócić na szczyt.

Darren ma podręcznikowe wręcz parametry dla Tight Enda – 198 cm wzrostu, 115 kilo żywej wagi. W sezon 2019/20 wszedł jak w masło, zaliczając w dwóch pierwszych meczach w sumie 133 jardy. Dodatkowo Derek Carr podawał w jego stronę 15 razy, Waller złapał aż 13 piłek. Ale nie zawsze tak było.

Darren dostał się do ligi w 2015 roku (szósta runda Draftu), ale nie pograł zbyt długo. Pierwsze dwa lata to 18 spotkań i ledwie złapane 103 jardy… w sumie. W tym czasie Darren zaliczył co prawda 2 TD, ale statystyki i tak nie powalają nikogo. Dodatkowo Tight End stracił cały sezon 2017 po tym, jak NFL zawiesiła go za niedozwolone substancje. Była to już druga wpadka Wallera.

Ok, myślicie, że Darrena przyłapano na niewinnym paleniu trawki, na której zalegalizowanie w lidze tak bardzo wszyscy naciskają? Skąd. Waller wpadł w prawdziwe bagno, pogrążył się w alkoholu i narkotykach. Zresztą oddajmy mu głos:

„Byłem w Baltimore, byłem jak warzywo (…) Ćpałem każdego dnia, literalnie każdego dnia. Cokolwiek wpadło mi w ręce, brałem. Opiaty, Oksykodon, takie rzeczy. Xanax, kokaina… Nie dbałem o nic, o żadne konsekwencje, dosłownie o nic…”.

Tak, Darren Waller kochał dobrą zabawę, ma ją zresztą we krwi. Jego dziadek, Thomas „Fats” Waller był pianistą, showmanem i kabareciarzem, prawdziwą legendą jazzu. Był postacią na tyle kultową, że irlandzki poeta Michael Longley stworzył nawet na jego cześć wiersz, który nazwał „Elegia dla „Fatsa” Wallera”. Z kolei pianista Jason Moran tak mówił o dziadku Darrena Wallera: Był jednocześnie pianistą i wokalistą. Często jednak zachowywał się jak MC (Master of ceremony) Zawsze zdumiewało mnie jak, grając tak wysublimowaną i złożoną muzykę potrafił jednocześnie śpiewać i komentować to, co wydarzało się wokół niego”.

„Fats” Waller umiał porwać scenę i kochał dobrą zabawę, ale jednak miał inną definicję imprezy niż jego wnuk, Darren. Ten stoczył się na dno, ale po tym jak Raiders dali mu szansę na odkupienie w roku 2018, Tight End wykorzystał ją. Od dwóch lat jest „czysty” i jak sam mówi, jego życie ma dziś wreszcie sens:

„Wielu ludzi sięga do mojej przeszłości, do historii mojego życia. Powoduje to, że dzisiaj czuję, że moje życie ma cel, ma sens (…) Kiedy wychodzę na boisko to czuję, że robię to dla innych ludzi”.

To nie jest też tak, że Waller cudownie wydobył się z tarapatów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nadal chodzi na spotkania AA oraz na inne grupy wsparcia dla uzależnionych, nawet jeśli akurat zespół jest na wyjeździe. W klubie dbają o to, by nie wrócił na złą ścieżkę. O Wallera dba m.in. QB Derek Carr:

„Wszyscy go wspieramy, każdy kibicuje Darrenowi (…) Kiedy w domu w spokoju obejrzałem w końcu ten odcinek „Hard Knocks”, gdzie Darren mówił o sobie to łzy napłynęły mi do oczu”.

Carr dodał także: „Znać jego historię i widzieć później jak wychodzi na boisko i łapie te wszystkie szalone piłki… nie można mu nie kibicować”.

Jeśli tylko Darren Waller nie wróci na złą ścieżkę, czeka go kariera w NFL. Bo to, że ma ogromny talent to wiedzą już wszyscy. I będzie mógł robić to, co tak dobrze robił jego dziadek, „Fats Waller” – dawać radość tłumom.

***

Lokalny Bohater

Trzeba powiedzieć, że system naboru zawodników w amerykańskich sportach jest unikalny i zarazem bardzo uczciwy. Draft premiuje najsłabsze zespoły, zarazem uniemożliwiając tworzenie się monopoli sportowych. NFL nie jest jak piłka nożna w Europie, gdzie Real lub Barcelona może wziąć kogo chce, po prostu płacąc. Osobiście uważam, że zasady w ligach amerykańskich są o wiele lepsze niż w piłce nożnej w Europie, z jednym tylko wyjątkiem – rzadko lokalne talenty w USA zostają w swoich rodzinnych stronach.

Draft powoduje, że tak naprawdę dany zawodnik nie ma wpływu na to, gdzie będzie grał. Bardzo rzadko mamy zatem sytuację, że chłopak wychowany np. w LA będzie grał w Chargers bądź Rams (przynajmniej na początku kariery, później może zostać wymieniony lub stanie się wolnym agentem). Sytuacja jest jednak zgoła inna, jeśli przed Tobą w Drafcie zostanie wybranych 254 graczy, a po Ciebie nikt się nie zgłosi. W takim oto patowym położeniu znajdował się jeszcze niedawno Keelan Doss.

Sytuacja ta była szczęśliwa-nieszczęśliwa. Nieszczęśliwa, bo jednak nikt go nie wybrał, a szczęśliwa, bo mógł trenować i – ewentualnie – podpisać kontrakt z kim zechce. Chwilę po zakończeniu Draftu telefon Dossa był aż czerwony od ilości połączeń. Wspomina Keelan: „Około 20 drużyn dzwoniło do mnie (…) Po głowie chodziła mi myśl, że fajniej by było jakby mnie wybrali wcześniej, a nie dzwonili teraz… Czułbym się o wiele lepiej…”.

Doss miał jednak ten komfort, że jako chłopak urodzony w Alamedzie w Kalifornii, chodzący tam do liceum oraz studiujący w kalifornijskim UC Davis, nie musiał wcale ruszać się z domu. Dlaczego? Oddajmy znów głos Dossowi: „Miałem przeczucie, zadzwonił Jon Gruden (…) Kiedy tylko go usłyszałem, wiedziałem dokładnie gdzie chcę grać”.

Zanim dołączył do Raiders, Keelan na uczelni UC Davis spędził pełne cztery lata, bijąc wszelkie rekordy uczelni: 4218 jardów, 29 TD. Według wielu popełnił jednak błąd, nie odchodząc z uczelni po świetnym trzecim roku, kiedy złapał 115 piłek, zaliczając 1499 jardów oraz fenomenalną średnią 136 jardów na mecz.

Ostatni rok na uczelni także był kapitalny – 118 złapanych piłek, 1334 jardy oraz 9 TD, a także wybór do All American Wide Receiver drugi rok z rzędu. Eksperci mówili jednak, że mógł zgłosić się do Draftu już rok wcześniej, bo prawdopodobnie teraz będzie wybrany niżej. Niektórzy hurra optymiści wróżyli mu nawet trzecią rundę Draftu, ale większość ekspertów wskazywała 5-6 rundę Draftu. Jak finalnie wyszło, wszyscy dziś wiemy.

Pół roku po Drafcie Doss mówi, że „niewybranie go było frustrujące”, ale dało mu pewną motywację. Plus inspirowali go też koledzy z drużyny – wielkie gwiazdy, którym kiedyś… nikt nie dawał szans na wielką karierę, podobnie jak Dossowi. O kim mowa?

Spójrzmy:

– Antonio Brown – 6. Runda Draftu 2010

– Tyrell Williams – niewybrany w Drafcie, pozyskany jako wolny agent przez Chargers w 2015 roku

Doss zaczął karierę podobnie jak jego sławni koledzy, a sam Gruden mówił, że „ma słabość do zawodników, którzy przeszli trudną drogę i pragną coś udowodnić”. Keelan spędził lato w Napa, gdzie trenował wraz z Raiders, starając się dostać do drużyny. W czterech przedsezonowych meczach jego staty to: 17 złapanych piłek (na 25 podań do niego), 162 jardy, 1 TD.

Młody WR szybko wpadł wszystkim w oko, a jego popularność eksplodowała. Stało się tak z dwóch powodów. Pierwszy to oczywiście serial produkcji HBO „Hard Knocks”, który uczynił Dossa jednym z głównych bohaterów, a drugi powód to ten, że Keelan pochodzi z Alamedy w Kalifornii i wszyscy kibice chcieli, by w Raiders zagrał „chłopak stąd”.

Ostatecznie – ku rozpaczy widzów i fanów – Gruden nie wziął Dossa do 53-osobowego składu na sezon 2019, komentując całą sytuację (nie zaoferowania umowy Dossowi) następująco: „To był Wasz scenariusz, nie mój”.

Keelanowi zaoferowano za to dołączenie do practice squad, ale rozgoryczony chłopak odmówił, dołączając do drużyny rezerw Jacksonville Jaguars. Kiedy wydawało się, że to koniec „kariery” Dossa w Oakland, parę dni później wybuchła bomba z Antonio Brownem w roli głównej. Oakland zwolniło Browna, pojawiło się wolne miejsce dla Wide Receivera. Raiders skontaktowali się oczywiście z Keelanem, oferując mu umowę, ale Jags podbili stawkę, proponując chłopakowi 495 tys. dolarów za rok i to pomimo faktu, że jest w rezerwach.

Gruden i spółka zagrali jednak vabanque, oferując Dossowi miejsce w zespole, całkowicie gwarantowane 495 tys dolarów oraz premię za podpisanie kontraktu w wysokości 300 tys dolarów. Takiej oferty Keelan nie mógł już odrzucić i 8. września podpisał umowę, po raz drugi zostając Raiderem, po zaledwie tygodniu spędzonym w Jacksonville na Florydzie.

31. sierpnia, kiedy Jon Gruden zdecydował, że nie zakontraktuje Dossa, mówił: „Keelan miał ciężko. To wszystko fajnie wygląda w telewizji, gdzie jest gwiazdą, ale taśma filmowa to nie jest prawdziwe życie”.

Teraz, gdy finalnie Doss dostał się do Raiders, jego życie znów jest jak bajka. Fani są zadowoleni, lokalni kibice wspierają na każdym kroku. Nie codziennie przecież zdarza się, że w drużynie zagra chłopak, który urodził się dosłownie kilka minut drogi od budynków klubowych Raiders.

Wszyscy go jednak już znają, dlatego Keelan musi teraz udowodnić, że zasługuje by grać w NFL, a nie tylko występować w TV, jako aktor. Czas podnieść poprzeczkę, jak lubi mawiać Jon Gruden. Czy Doss sprawdzi się w NFL? Wątpliwości nie ma jego trener z  college’u, Dan Hawkins. Według niego Keelan idealnie nadaje się na gwiazdę NFL – zarówno pod kątem sportowym, jak i wizerunkowym:

„Ludzie chcą grać zawodowo w futbol, ale czy umiesz być profesjonalistą? Keelan jest. Przychodzi wcześnie, wychodzi późno. Playbook wkuty na pamięć. Można na nim polegać. Umie zająć się swoimi sprawami. To taki chłopak, któremu dałbyś pod opiekę własne dzieci i chciałbyś, by poślubił Twoją córkę”.

***

Czy mogę zachować głowę ojca?

Darren Waller to facet po przejściach narkotykowych, Keelan Doss to chłopak z plakatu, który jeśli nie grałby w futbol to mógłby występować w boysbandzie, ale następny z bohaterów tekstu przebija ich wszystkich. Panie i panowie, Richie Incognito.

Zastanawiając się jak opisać Richiego znów sięgnę do metafory filmowej. Każdy z nas chociaż raz w życiu oglądał film o amerykańskiej szkole średniej, gdzie kujony i nerdzi prześladowani są przez osiłków z drużyny futbolwej, a prym wiedzie ten najgorszy i największy. To właśnie Richie Incognito. A nie zawsze akurat to Incognito był tym złym. Ale po kolei.

W szkole podstawowej Richie był gnębiony przez innych. Nazywano go „grubasem” i „wielorybem”, bito go. Nauczyciele powiedzieli o tym rodzicom Richiego, a jego ojciec powiedział stanowczo: „Nie możesz pozwolić im się tak traktować”. Sam chłopak w końcu nie wytrzymał i postawił się swojemu oprawcy. Więcej – zlał go tak, że oponent miał podbite na czarno oboje oczu.

Richie wspomina to jednak ze smutkiem: „Nie sprawiło mi to żadnej satysfakcji (…) Oboje byliśmy przerażeni. On uciekł w swoją stronę, ja w swoją”. Jeszcze gorzej było, gdy rodzina Incognito przeprowadziła się do Arizony. Nie dość, że Richie był gruby, to jeszcze nikogo nie znał. Bójek było coraz więcej, non stop się bił. W końcu znalazł ujście dla swojej energii i złości – boisko futbolowe.

Jeden z byłych trenerów Richiego wspominał, że uwielbiał patrzeć, jak chłopak mierzy się z tymi, którzy się z niego naśmiewali. Zawodnik wspomina tamte czasy następująco: „Futbol dał mi pewność siebie. Miejsce, gdzie mogę uwolnić swoją energię”.

Doświadczenia z dzieciństwa wywarły na nim jednak ogromne piętno. Incognito miał problem z kontrolowaniem gniewu i szybko z ofiary zamienił się kata. Zdarzało mu się prześladować kolegę z uczelnianej drużyny (Nebraska), fatalnie wypadł także na Draft Combine. Dlaczego? Skauci określali go „najsilniejszym oraz najbardziej eksplozywnym graczem na Combine”, dopisując jednak „nie wybierać ze względu na charakter”. Gołym okiem widać było, że Richie nie radzi sobie z emocjami oraz gniewem. Ostatecznie z 81. Numerem trafił do Rams.

Lista jego grzechów w lidze uniwersyteckiej oraz NFL jest tak długa, że nie ma sensu jej przytaczać, dlatego przejdźmy do roku 2013, kiedy wyrzucono go z Miami Dolphins po tym, jak przewodził maltretowaniukolegi z drużyny, Jonathana Martina. Liniowy Miami miał nazywać Martina m.in. „kupą półczarnego gó***” i grozić, że „nasra mu do buzi”. Takie traktowanie sprawiło, że Martin zgłosił się do szpitala z powodu stresu i urazu psychicznego, a także odszedł z klubu.

Richie został wyrzucony z klubu, do ligi wrócił dopiero po roku przerwy, w 2015. Ilekroć później opisywano go w prasie lub wspominano w nieoficjalnych rozmowach, dominowała narracja w stylu:

– Nienawiść to mocne słowo, ale zawsze nienawidziłem go (…) To taki człowiek, któremu masz ochotę napluć w twarz – mówi  Lawrence Jackson, były DE Seattle i Detroit

– Nic z tego nie dziwi mnie (…) Richie to facet z torturowaną duszą – dodaje Josh Brown, kolega z drużyny podczas gry w Nebrasce

Incognito w swojej karierze grał w Rams, Dolphins, Bills. Po sezonie 2017/18 przeszedł na emeryturę, później wrócił, w końcu zażądał rozwiązania kontraktu z Bills. Ostatecznie zrobił sobie rok przerwy, po czym w 2019 roku podpisał umowę z Raiders, po raz kolejny wskrzeszając swoją kontrowersyjną karierę.Pobyt w Oakland zaczął jednak od… zawieszenia na dwa mecze z powodu naruszenia zasad ligi. O co poszło? Uff, zapnijcie pasy…

W 2018 roku zmarł ojciec zawodnika, Richie Incognito Senior. Incognito Junior tak przejął się przygotowaniami do pogrzebu oraz kremacją ciała ojca, że… zagroził pracownikom domu pogrzebowego, że ich powystrzela, ponieważ nie był zadowolony z ich usług. Następnie zdemolował dom pogrzebowy, a policja skonfiskowała 2 glocki i trzy strzelby. To nie koniec.

Richie chciał… odciąć głowę martwemu ojcu, ponieważ, jak sam stwierdził, potrzebował ją w „celach badawczych”. Czyżby Incognito Jr. chciał sprawdzić, czy problemy natury emocjonalnej, z jakimi boryka się przez całe życie są genetyczne i czy odziedziczył je po ojcu, czy może „zawdzięcza” je futbolowi?

Ojciec Richiego, Incognito senior także nie był święty. Kiedy wybuchła sprawa z dręczeniem w Miami (2013 rok), także w internecie ktoś non stop obrażał Jonathana Martina na forum Dolphins. Był to użytkownik o nicku„idrd1994”, którego najprawdopodobniej używał – jak później odkryli dziennikarze – Richie Incognito Senior. A jak ojciec motywował syna? Przypomnijmy jego słowa z wywiadu sprzed kilku lat:

„Mówiłem mu (synowi): „Nigdy nie dawaj sobie dmuchać w kaszę, bo inaczej będą Cię gnoić całe życie (…) Zemsta w końcu nadejdzie. Kiedy przyjdzie czas na wyrównanie krzywd, otworzysz przed nimi bramy piekieł i będziesz im kazał patrzeć się na diabła”. I kiedy nadszedł w końcu ten dzień, on sprawił, że zobaczyli diabła”.

To, że Richie Incognito ma problemy natury psychicznej nie są żadną tajemnicą, ale ciekawe jest to, jak ewoluował z ofiary w kata. Niektórzy twierdzą, że to m.in. przez futbol. To on dał mu legalną metodę wyzwalania gniewu i gnębienia przeciwników, bez żadnych konsekwencji. Płacono mu – i nadal się płaci – za bycie świrem na boisku. Incognito uwierzył jednak, że może przenosić zachowania z murawy do szatni, do normalnego życia. Przykre.

***

Wszyscy jedziemy na tym samym wózku

Jon Gruden nie ma najwspanialszej drużyny na świecie. To ekipa złożona z wielu niechcianych zawodników, takich właśnie jak opisani tutaj Waller, Doss, Incognito czy nawet naczelny zabijaka ligi, Vontaze Burfict. Sam Gruden opisywany jest też w mediach jako – delikatnie mówiąc – ekscentryczny.

Wielu przewiduje, że projekt „Raiders idą na mistrza” to niewypał i 10-letni, warty 100 milionów dolarów kontrakt Grudena to jawna kpina. Co ciekawe, główny udziałowiec Raiders, Mark Davis namawiał Grudena na powrót do trenerki i objęcia Oakland przez… sześć lat. To pokazuje jak mocną pozycję w drużynie ma Gruden i można wyciągnąć wniosek, że prędzej odejdą wszyscy gracze, niż właśnie Jon, w którego wizję wierzą właściciele Raiders.

Zresztą taki był właśnie początek rządów Jona jako trenera – oddanie Khalila Macka i Amariego Coopera, co akurat uważam za kardynalne błędy (zwłaszcza wypadku Macka). Kim w tej lidze jest Mack wszyscy wiemy, a Cooper ma papiery na wielkiego gracza. W tym sezonie drużyna Raiders oparta jest na wielu średnich zawodnikach plus obiecujących rookies. (Jacobs, Ferrell czy kontuzjowany niestety Abram). Oczy wszystkich zwrócone są jednak na architekta gry Raiders, czyli Dereka Carra.

Jon Gruden objął drużynę 6. stycznia 2018 roku i od tego czasu praktycznie co tydzień można było czytać, że „już zaraz Gruden sprzeda Carra” lub że „Carr to franchise quarterback”. Prawda jest jednak taka, że – przy całej sympatii dla Dereka, bo to wzbudzający pozytywne odczucia człowiek – Carr jest średniej jakości rozgrywającym i niewiele wskazuje na to, że to gość zdolny poprowadzić Raiders do Super Bowl.

Według rankingu Pro Football Focus 2019, Derek został umieszczony na 19. pozycji wśród QB, można także było znaleźć opis w stylu „konserwatywny quarterback, którego efektywność zależy od formacji wspierającej (czytaj linii ofensywnej)”. Trochę słabo jak na zawodnika, który zarobi w tym roku 22,5 mln dolarów i jest w połowie sześcioletniej umowy wartej 125 mln dolarów, nieprawdaż?

Więcej – liczby Carra z roku na rok spadając coraz bardziej, popatrzmy na ilość TD w ciągu czterech ostatnich lat:

2015 – 32

2016 – 28

2017 – 22

2018 – 19

Oczywiście nie wszystko jest winą Dereka, ale jednak fakty są niezaprzeczalne – przez sześć lat w Raiders drużyna prowadzona przez Dereka tylko raz weszła do playoffs (2016 rok – przegrana Wild Card Game z Texans 14-27) i tylko raz zaliczyła dodatni bilans w sezonie (12-4 w 2016 roku).Dla Dereka Carra to sądny rok. Jeśli nie poprawi statystyk i drużyna nie zacznie wygrywać, Jon Gruden sprzeda go bez żadnych sentymentów, to pewne.

Jaka przyszłość czeka zatem Raiders?

Niestety Oakland nie wygląda na zespół, który mógłby w tym sezonie awansować do playoffów. Oczywiście ta zbieranina graczy pragnących dowieść swojej wartości będzie walczyć do upadłego, za każdym razem idąc w bój ze słowami Shane’a Falco na ustach. Wygląda jednak na to, że na ten moment pewny przeprowadzki do Vegas może być tylko sam Jon Gruden, który jest architektem tego projektu i wydaje się być nietykalny.

Cała reszta, na czele z Derekiem Carrem, musi walczyć o życie i ma czas do końca tego sezonu by udowodnić, że potrafią grać bez Antonio Browna i że warto ich ze sobą zabrać do „Miasta Grzechu”. Wszyscy gracze jadą na tym sam wózku, a Jon Gruden jest bezlitosny. Jeśli ktoś mu nie pasuje, to po nim.

Trener Raiders pokazał już, że potrafi być twardy, nie chcąc płacić wysokiego kontraktu jednemu z największych pokoleniowych talentów na swojej pozycji, czyli Khalilowi Mackowi. Jeśli bez sentymentów rok temu oddał do Bears kogoś takiego jak Mack, to znaczy, że nikt nie jest bezpieczny.

 

Autor: Kuba Machowina

Zdjęcie: facebook @ Raiders

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: