Okiem kickera #33 – jak to jest z tą pogodą?
W ostatnich dniach wiele mówiło się o pogodzie w futbolu amerykańskim. Swoje trzy grosze, w specjalnym felietonie, dodał przy tej okazji również nasz futbolista redakcyjny, Dawid Pańczyszyn. Zapraszamy!
Na wstępie, zapraszamy na najnowszy odcinek naszego podcastu.
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
Playoffs w 2024 roku stoją pod znakiem pogody i blowoutów (mniejszych lub większych), z małymi wyjątkami. Tam gdzie, zawodników chroniła lokalizacja albo zamknięty dach stadionu, można było się skupić się na tym czy Flacco jest za stary, Stroud za młody, Dak zawodny, czy Goff jest bustem, a Mayfield zrobi z Bucs, to czego nie udało mu się z Browns. Z kolei w kontekście Bills, Chiefs, Steelers i Bills, zamiast analizować statystyki i szukać odpowiedzi, który defense będzie w stanie postawić się któremu offensowi, eksperci patrzyli na prognozy pogody i szukali odpowiedzi w ruchach zimnych frontów i zamieci śnieżnych.
Pogoda w przypadku futbolu odgrywa na tyle kluczową rolę, że decyduje o sposobie gry i taktyce na dane spotkanie. Ze względu na swoisty dualizm w wyborze podejścia, nawet drużyny, które opierają się na grze podaniowej, muszą być gotowe na grę biegową, kiedy z nieba spada deszcz, bądź śnieg. Nawet wiatr potrafi zmusić ofensywy do trzymania piłki w dłoniach, nie pozwalając jej dotrzeć tam gdzie zamierzał posłać ją rozgrywający. Trudno o inny sport, w którym pogoda ma aż taki wpływ na jej przebieg. Oczywiście, każdy sport rozgrywany na świeżym powietrzu musi mierzy się z pewnymi ograniczeniami w momencie, kiedy żywioły dają o sobie znać. Piłkarze nie będą namiętnie dryblować na grząskiej murawie, ale jednak będą nadal tą samą drużyną, której charakterystykę widać w każdym spotkaniu.
To co powoduje, że w futbolu znaczenie warunków atmosferycznych wzrasta, są trzy fazy gry, w których ma na decydujące znaczenie na sposób ich prowadzenia. W przypadku special teams: wiatr może nie pozwolić na kierunkowe punty, posyłane daleko pod endzone przeciwnika. Kicker, który normalnie może posłać piłkę między słupki nawet z 60 jardów, w określonych warunkach może zostać na sideline, nawet w przypadku czwartej próby już na połowie przeciwnika. Kiedy jest mokro, kickoffy można też rozmyślnie pozostawiać piłkę na ziemi, licząc na niezdarność podczas returnu i jej odzyskanie.
W defensywie, leżący na boisku śnieg, może oznaczać mniej blitzowania, a więcej oczekiwania na ruch przeciwnika, gdyż zapędzenie się w kierunku line of scrimmage, może oznaczać minięcie się z przeciwnikiem, bez możliwości nadrobienia dystansu. W ofensywie, wydaje się to mieć największy wpływ. Kiedy piłka jest mokra, skrzydłowi zdejmują rękawiczki, które zazwyczaj pozwalają im na złapanie piłki w nawet najbardziej ekwilibristyczny sposób. Kiedy wiatr nieznośnie podmuchuje, może zmusić ofensywy do oparcia się na grze biegowej, albo co najwyżej krótkich ścieżek, nawet te najbardziej oparte na posłaniu jej w powietrzu. Tak samo śnieg, który nie pozwala skrzydłowym na wystarczająco sprawne wybieganie ścieżek, sprawia że futbol przypomina mokry sen Billa Belichicka, a weterani pamiętający kryzys kubański ronią łezkę oglądając bieg za biegiem.
Nawet lokalizacje Superbowl pokazują, że NFL, zdając sobie sprawę z ryzyka, nie obdarowuje finałem miast z otwartym stadionem na północy. Wystarczy napomknąć, że jedyne SB rozegrane na otwartym powietrzu, w klimacie gdzie występuje śnieg, to rok 2014 i Superbowl XLVIII na MetLife Stadium. Choć w ostateczności śnieg nie spadł, to do samego końca media wałkowały temat choćby najmniejszego ryzyka białego puchu. Odwieczne pytanie brzmi też: czy to fair, umiejscawiać najważniejszy mecz sezonu w miejscu, gdzie na końcowy wynik wpływ może mieć cokolwiek innego niż umiejętności zawodników i trenerów?
W przypadku spotkania Chiefs z Dolphins, pojawiły się wątpliwości, czy rozegranie tego spotkania w warunkach jakie zaoferowało Kansas City w sobotni wieczór rundy dzikich kart, jest w ogóle bezpieczne? W końcu boisko z naturalna murawą mogła przypominać tę z “wuefów”, na betonowych szkolnych boiskach. Z drugiej strony, mecze na stadionie Dolphins, zwłaszcza dla drużyn gości, które stojąc w nasłonecznionym sideline NFL, muszą mierzyć się z temperaturami sięgającymi ponad 40 stopni, też nie są najzdrowszym środowiskiem.
Ile osób tyle zdań. Od staromodnego podejścia sugerującego, że gra w niesprzyjających to jakiś wymiar męskości, po jakąś wyimaginowaną potrzebę sterylności, by umożliwić zawodnikom prezentację swoich umiejętności, bez jakichkolwiek przeszkód. I tak jak prawda wcale nie leży pośrodku, tak zdrowy rozsądek każe nam szukać jakiegoś kompromisu. Ekstremalny chłód nie sprzyja tak samo jak ekstremalne gorąco, ale na wyjątkach nie buduje się reguł. I choć każdy chciałby, żeby warunki były jak najbardziej zbalansowane, to życie, zwłaszcza w playoffach, często nie wybacza. Jeśli warunki rzeczywiście nie pozwalają na rozegranie meczu, to tak jak w przypadku Bills i Steelers, się on nie odbędzie. Natomiast jeśli kibice, media i obie drużyny mogą się pojawić na stadionie, to czas założyć ciepłe ubranie i czekać na pierwszy gwizdek, a pogodę potraktować jak kolejna zmienna, których w futbolu nie brakuje.
Tekst: Dawid Pańczyszyn
***
Przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy