Już dzisiaj o godzinie 12:00 na boisku przy ulicy Oświatowej na warszawskim Bemowie, swój ostatni domowy mecz w sezonie 2022 w lidze czeskiej rozegrają Warsaw Sirens. Ich rywalkami będą Jicin Windstorms, które przed trzema tygodniami pokonały Syreny na własnym boisku 40:14. Tym razem jednak oba zespoły przystępują do tego meczu w zupełnie innej sytuacji. Na zapowiedź meczu, oraz krótki wywiad z safety polskiego zespołu – Justyną Malinowską, zaprasza Paweł Sałata.
Trzy tygodnie temu Syreny wybierały się na mecz do powracających po dwóch latach do rywalizacji Windstorms z nadzieją na pierwsze zwycięstwo w sezonie. Przed tamtym meczem polski zespól nie dość że nie wygrał żadnego spotkania, to jeszcze nie zdobył żadnego punktu od początku sezonu. Sytuacja ta bardzo uwierała nasze dziewczyny więc jechały na swój drugi mecz wyjazdowy w sezonie z wielką chęcią odbicia się i poprawienia swoich wyników. Sytuacja była o tyle obiecująca, że Czeszki zmagały się z bardzo podobnymi problemami. Zdobywały wprawdzie pojedyncze punkty, jednak w rubryce zwycięstw miały taki sam rekord jak Polki. Przebieg meczu i końcowy rezultat okazał się jednak bolesny dla naszych dziewczyn. Czeszkom udało się przejąć inicjatywę i dość wysoko wygrać pierwszy raz po swoim powrocie do ligi. Atmosfera w polskim zespole po powrocie do kraju była nie do pozazdroszczenia. Jak się jednak niedługo miało okazać – dziewczyny zareagowały na tą porażkę bardzo ambitnie i był to początek niesamowitej historii jaka wydarzyła się tydzień później.

Wtedy to do Polski przyjechały zeszłoroczne mistrzynie – drużyna Prague Black Cats. Drużyna pomimo wielu zmian w kadrze i filozofii swojej gry była w dalszym ciągu nie do zatrzymania. Do Warszawy przyjeżdżała z rekordem nieskalanym porażką. Przewodziła w tabeli i pewnie zmierzała po ponowny triumf w rozgrywkach. Tymczasem Sirens z rekordem 0-4 były skazywane Kocicom na pożarcie. Boisko jednak te założenia zweryfikowało. Jeśli Black Cats przyjechały do Polski myśląc że czeka je łatwe zwycięstwo, szybko się przekonały, że Syreny pomimo swojego niekorzystnego bilansu nie zamierzają łatwo oddać wygranej. Już bowiem w pierwszym drivie ofensywnym kibice zgromadzeni na boisku Świtu mogli podziwiać pierwsze zdobyte punkty warszawianek. Ich autorką była Aleksandra Chojnacka. Co więcej, mimo że prażanki kilka chwil później wyrównały wynik rywalizacji, Syreny kolejny raz doszły do głosu i odzyskały prowadzenie. Tym razem na listę punktujących wpisała się Sylwia Kazimierczak. Black Cats kolejny raz odpowiedziały przyłożeniem Karoliny Molnarovej, ale przed końcem pierwszej połowy ostatnie słowo należało ponownie do Sylwii Kazimierczak, która najpierw zdobyła swoje drugie przyłożenie 34 -jardowym biegiem, a następnie ponownie wbiegła w pole punktowe zdobywając podwyższenie za 2 punkty. Tym samym na przerwę Syreny schodziły prowadząc 20:14. Sensacja wisiała w powietrzu, ale pozostało jeszcze pół godziny gry. Na sideline polskiej drużyny czuć było pozytywną atmosferę, ale również skupienie i koncentrację. Trenerzy uczulali na to, że pozostało jeszcze dużo meczu i wszystko się może wydarzyć, ale również motywowali swoje zawodniczki, że prażanki wcale nie grają takiego niedoścignionego futbolu. Po chwili oddechu obie drużyny powróciły na boisko. Niestety w trzeciej kwarcie inicjatywę przejęły Czeszki, głównie za sprawą swojej rozgrywającej – Karoliny Molnarovej, która jako jedyna sprawiała tego dnia olbrzymie trudności defensywie Sirens. Czeska rozgrywająca zdobyła w trzeciej odsłonie gry 2 przyłożenia biegiem i wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Polek to jednak nie załamało. Ich gra była (w przeciwieństwie do Black Cats) wielowymiarowa. Nasza rozgrywająca – Jolanta Samplawska rozdzielała piłki pomiędzy grą biegową, a próbami rzutowymi i właśnie jedno z takich podań wykorzystała Ewa Staniewska, zdobywając kolejne przyłożenie dla naszego zespołu, które zostało podwyższone celnym kopnięciem Agaty Kucińskiej. W tym momencie Syreny odzyskały jednopunktowe prowadzenie, lecz już chwilę później odrobina nieuwagi w defensywie pozwoliła na kolejny śmiały rajd Karoliny Molnarovej – zakończony 70-jardowym przyłożeniem. Kopnięcie było udane i Czeszki prowadziły sześcioma punktami na 9 minut przed końcem meczu. Polki nie załamywały rąk, tylko kolejny raz rozpoczęły budowanie ofensywy i stopniowo i konsekwentnie przesuwały się po boisku w stronę endzone Black Cats. Drive okazał się sukcesem, a na listę punktujących kolejny raz wpisała się Sylwia Kazimierczak. Decyzja trenerów – kopiemy za jeden punkt. Olbrzymia presja ciążyła w tym momencie na naszej kopaczce – Agacie Kucińskiej. Snap, umieszczenie piłki na pozycji, kopnięcie i… sędziowie wznoszą obie ręce w górę sygnalizując powodzenie. Polki wracają na prowadzenie! Do końca meczu pozostało wówczas jeszcze ponad 4 minuty, jednak w tym momencie do gry weszły zawodniczki polskiej defensywy i w pełni zrehabilitowały się za ostatnie przyłożenie Czeszek. W ciągu tych czterech (o wiele za długich z perspektywy fanów na trybunach) minut powstrzymały ofensywę Black Cats dwukrotnie i ostatecznie wytrwały do końcowych gwizdków. Pierwsze zwycięstwo w sezonie stało się faktem! W dodatku odniesione nad zeszłorocznymi mistrzyniami. Jeśli się przełamywać to właśnie w takim stylu. To co w tym meczu najbardziej cieszyło to pomysł z jakim grały nasze zawodniczki. Na tle mistrzyń wyglądały o wiele lepiej po obydwu stronach piłki, grały z pomysłem, wielowymiarowo i wykorzystując większa liczbę zagrań z większa ilością zawodniczek (w tymi rookies). Ponadto, to co było najważniejsze (i na co zwracali uwagę trenerzy po końcowym gwizdku) nasze zawodniczki były kolektywem, grały jedna za drugą. Kiedy ofensywa miała słabszy moment – defensywa trzymała wynik, kiedy słabsze minuty zaliczały zawodniczki formacji obronnej – ofensywa stawała na wysokości zadania i odrabiała straty. Syreny w tym meczu były kompletnym zespołem i trzeba przyznać, że zwycięstwo było nie dość że imponujące, to jeszcze w pełni zasłużone. To może wróżyć bardzo dobrze dla przyszłości polskiego zespołu.


Jicin Windstorms przed pierwszym meczem tego sezonu były pewną zagadką. Czeski powracały do zmagań w lidze pod egidą CAAF po dwuletniej przerwie i perturbacjach związanych z pandemią COVID-19. O samym zespole również niewiele wiadomo. Mimo moich usilnych starań nie udało mi się skontaktować z przedstawicielami klubu. Podobną enigmą wydawał się być styl gry Jicińskich Wichur. Przed pierwszym meczem zawodniczki Sirens przyznawały w rozmowach ze też nie wiedzą zbyt wiele o swoich przeciwniczkach. Jedyne wnioski trenerzy warszawskiego zespołu mogli wysnuć na podstawie trzech pierwszych meczów Windstorms w tym sezonie, do których również dostęp był mocno utrudniony. Ostatecznie w Czechach nie udało się Syrenom odnieść zwycięstwa, ale spotkanie z przeciwniczkami z Jicina na pewno pozwoliło bardzo dobrze poznać styl gry tego zespołu i oszacować ich mocne i słabe strony. To oraz świetne morale w polskim zespole po ostatnim zwycięstwie pozwala spoglądać na dzisiejszy rewanż z nieco innym nastawieniem. Polki będą bardzo zdeterminowane, aby odegrać się na czeskiej drużynie, mają przygotowany plan na ten mecz i mogły odpocząć w ostatnim tygodniu, ponieważ nie grały w ubiegły weekend. Tymczasem WIndstorms poza jednym zwycięstwem jakie odniosły nad Syrenami, w dalszym ciągu nie zachwycają na tle innych czeskich zespołów. W ubiegłej kolejce uległy Brno Amazons 6:38 i zajmują ostatnie miejsce w lidze. O atmosferę w polskiej drużynie po ostatnim zwycięstwie i o przygotowania do meczu z Windstorms zapytałem polską safety – Justynę Malinowską:
Co dla Was znaczyło zwycięstwo nad Black Cats? Czy spodziewaliście się że ten mecz może tak się dla Was potoczyć, czy nawet dla Was było to małe zaskoczenie, że zeszłoroczne mistrzynie są dla Was równorzędnym przeciwnikiem?
Był to nasz pierwszy zwycięski mecz w tym sezonie, a do tego z obecnymi mistrzyniami więc radość z wygranej była wielka. Podchodząc do spotkania nastawiałyśmy się na ciężki mecz i byłyśmy bardzo zmotywowane do pokazania naszych umiejętności. Oczywiście, był dla nas zaskakujący wynik ostateczny o tak niewielkiej różnicy punktów oraz tak niezwykle wyrównany przebieg spotkania.
Z perspektywy czasu jak sądzicie, co było czynnikiem który zmienił oblicze Waszej drużyny między wyjazdem do Jicina, a meczem z Black Cats?
Na pewno największą rolę odegrał tutaj nasz uzupełniony skład. Nasza drużyna, która na wcześniejszym meczu występowała w osłabionym składzie, została w tym meczu wzmocniona o zawodniczki powracające po kontuzjach oraz te, które nie biorą udziału w meczach wyjazdowych. Dało nam to dodatkową motywację do gry i możliwość zrehabilitowania się po poprzednich przegranych.
Jak spędziłyście bye week? Było trochę czasu na odpoczynek, czy jeszcze bardziej intensywna praca na treningach?
Bye week był dla nas czasem odpoczynku i regeneracji po ostatnich 4 meczach, ale nie zabrakło też czasu na intensywne treningi. Przerwa dała nam możliwość przygotowania się na 2 ostatnie mecze tego sezonu oraz na poprawienie błędów popełnionych we wcześniejszych spotkaniach.
Z Windstorms na pierwszy mecz jechałyście z dużym apetytem na zwycięstwo, jednak czeski zespół był trochę zagadką (wracały po przerwie do rozgrywek, mało informacji o zespole) która ostatecznie sprawiła Wam kłopot i nie udało się Wam wygrać. Czego dowiedziałyscie się o przeciwniczkach w tamtym meczu?
Miałyśmy okazję poznać styl gry tej drużyny, który uległ zmianom od czasu naszego poprzedniego spotkania w roku 2020. Na pewno dowiedziałyśmy się, że są zdeterminowaną grupą, której bardzo zależało na wygraniu ich pierwszego meczu w lidze.
Czy Wasz plan na mecz z Windstorms uległ zmianom w porównaniu do starcia wyjazdowego na podstawie tego co zaobserwowałyscie na żywo?
Szczegółów nie zdradzę ; ) ale mogę powiedzieć, że nasz sztab trenerski wniósł wszystkie poprawki niezbędne by powtórzyć sukces z poprzedniego weekendu i zakończyć ten mecz na wygranej. Jesteśmy też bogatsze w znajomość stylu gry tej drużyny oraz ich mocnych i słabych stron.
Jak wygląda Wasza kadra przed meczem z Windstorms? Czy w tym sezonie przydarzyły Wam się jakieś kontuzje, które by osłabiały zespół?
W tym sezonie zawodniczki naszej drużyny doznawały mniej lub bardziej poważnych urazów. Do tych mniej poważnych, które nie spowodowały wykluczenia kontuzjowanych zawodniczek z meczów należą mniejsze złamania i zwichnięcia oraz inne drobne urazy. Niestety, w tym sezonie było też sporo poważnych kontuzji, które spowodowały przedwczesne zakończenie sezonu dla kilku zawodniczek. Poważne urazy spowodowały uszczuplenie naszego zespołu o 3 bardzo istotne zawodniczki. W najbliższym meczu zmiany kadrowe będą wyjątkowo mocno widoczne, oczywiście z powodu braku zawodniczek kontuzjowanych, ale też kilka doświadczonych zawodniczek wesprze nasz zespół po przerwie w graniu .
Start dzisiejszego meczu już o godzinie 12:00. Jeśłi jesteście w Warszawie zapraszamy na obiekt GKS Świt na warszawskim Bemowie:
*
Autor: Paweł Sałata
Autor zdjęć: Slaweg Foto