Skip to content

Ostatni mecz sezonu 2022: Prague Harpies vs Warsaw Sirens

Już za niecałe dwie godziny, na boisko w Pradze wybiegną zawodniczki Warsaw Sirens, aby zmierzyć się z miejscowymi Prague Harpies w ostatnim meczu sezonu 2022. Pierwszy mecz między tymi zespołami zakończył się wysokim zwycięstwem prażanek, ale ostatnie mecze warszawskiego zespołu zwiastują, że rewanż będzie zupełnie innym spotkaniem. Zapraszamy na zapowiedź meczu i wywiad z bohaterkami ostatniego zwycięstwa Syren: Magdaleną Lonc i Sylwią Kazimierczak. Tekst autorstwa Pawła Sałaty.

Zapowiedź dzisiejszego starcia nie byłaby pełna, gdybyśmy najpierw nie przypomnieli wydarzeń z ubiegłego weekendu. Wtedy to do Warszawy na swój rewanżowy mecz przeciwko Syrenom, przyjechały zawodniczki Jicin WIndstorms. Pierwsze starcie – w Czechach – wygrały gospodynie, lecz jadąc do polskiej stolicy nie mogły być zbyt pewne swego. A to wszystko za sprawą niespodzianki jaką zgotowały Sirens dwa tygodnie wcześniej zeszłorocznym mistrzyniom – ekipie Prague Black Cats – wygrywając na własnym boisku. Jicińskie Wichury musiały liczyć się zatem z tym, że Syreny nie były już tym samym zespołem, który odwiedził je na czeskiej ziemi. W dodatku Polki przystępowały do tego meczu po tygodniu przerwy, podczas którego mogły zebrać siły i należycie przygotować się do rewanżu. Dla Windstorms miał to być ostatni mecz w całym sezonie i chciały zakończyć go z kolejnym zwycięstwem, ale tym razem mogły się naprawdę obawiać tego co wydarzy się na polskim boisku. Po stronie Sirens jednak nie wszystko napawało optymizmem. W wyniku kontuzji, oraz pozaboiskowych zobowiązań, ze składu wypadło kilka doświadczonych zawodniczek i szczególnymi obawami napawała defensywa. Syreny miały jednak dla Czeszek w zanadrzu kilka niespodzianek po drugiej stronie piłki. Do gry po ciężkiej kontuzji niespodziewanie wróciła WR Magdalena Lonc. Trenerzy odrobili pracę domową i nanieśli odpowiednie poprawki na plan gry. Przed pierwszym spotkaniem z Windstorms ciężko było o odpowiednie rozpoznanie rywalek, ze względu na bardzo mało wiadomości o tym zespole i fakt, że w tym sezonie dopiero powracały do rywalizacji po dwóch latach przerwy. Pierwszy mecz był jednak doskonałą okazją do przyjrzenia się temu co prezentują Czeszki i przygotowania się do rewanżu. Windstorms nie mogły się też spodziewać tego co zgotuje im nasza biegaczka – Sylwia Kazimierczak. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

Mecz rozpoczął się od szybkiego objęcia prowadzenia przez polski zespół. Juz po trzech minutach gry, w endzone rywalek zameldowała się po raz pierwszy Sylwia Kazimierczak. Podwyższenie za jeden punkt się nie udało. Następnie do gry weszły czeszki. Długi drive ofensywny Windstorms zakończył się powodzeniem i pierwszymi punktami Kateriny Karlovej. W tym przypadku czeski zespół zdecydował się zagrać za dwa punkty, lecz ten element również się nie powiódł. Na tablicy wyników widniał więc remis 6:6. Niestety po niepowodzeniu w ataku SIrens, znowu inicjatywę przejęły gościnie i kolejny raz do pola punktowego wbiegła Katerina Karlova. Co gorsza, tym razem podwyższenie za dwa punkty się powiodło i czeszki odjechały Syrenom na 8 punktów przed końcem pierwszej kwarty. To czego jednak można było być pewnym, to że polski zespół takimi stratami się nie przejmuje. Po zmianie stron natychmiastowo odpowiedziały polki. Drugie przyłożenie Sylwii Kazimierczak i udane kopnięcie Agaty Kucińskiej pozwoliło zbliżyć się do rywalek. Windstorms udało się zdobyć kolejne przyłożenie za sprawą Ireny Kosarovej (kolejne podwyższenie za dwa nieudane), ale ostatnie słowo przed końcem pierwszej połowy ponownie należało do Syren i Sylwii Kazimierczak. Po nieudanym kopnięciu na podwyższenie wynik wskazywał 19:20. Jednopunktowe prowadzenie przyjezdnych. Wynik był sprawą całkowicie otwartą.

Początek drugiej połowy nie okazał się jednak szczęśliwy dla naszych zawodniczek. W trzeciej odsłonie Pierwsze punkty zdobyła zawodniczka Wichur – Martina Machova (podwyższenie za dwa nieudane). W tym momencie jednak do gry weszła tajna broń polskiego zespołu – Magdalena Lonc, która po świetnym podaniu od naszej QB Jolanty Samplawskiej zdobył pierwsze w tym meczu przyłożenie zdobyte górą. Próba podwyższenia za dwa jednak tym razem się nie powiodła. Na domiar złego chwilę później czeszki ponownie podwyższyły prowadzenie za sprawą Zuzany Vavrovej. W tym przypadku bardzo wyraźnie widać było braki w drugiej linii obronnej polskiego zespołu, bowiem punkty zostały zdobyte po podaniu i zdobyciu w sumie 54 jardów przez czeski zespół. Były to ostatnie punkty w trzeciej kwarcie. Przed ostatnią zmianą stron w meczu, na tablicy wyników widniało 32:25 dla Windstorms. Jak jednak moglismy się już w tym sezonie przekonać, to co jest znakiem rozpoznawczym Syren to charakter i walka do samego końca. Juz w meczu przeciwko Prague Black Cats mogliśmy obserwować jakim monolitem jest polski zespół i jak formacja defensywna i ofensywna się uzupełnia i walczy za siebie nawzajem naprawiając swoje błędy. Nie inaczej było i w tym spotkaniu. W czwartej kwarcie prawdziwy show zgotowały zawodniczki ofensywy. Ich gra była bardzo różnorodna, a czeszki miały olbrzymie problemy, żeby zatrzymać rozpędzone i walczące Syreny. Świetnie funkcjonowała polska linia ofensywna, rozgrywająca rozdzielała piłki, konsekwentnie zdobywając teren. Na murawie wciąż królowała Sylwia Kazimierczak. Czeska defensywa nie miała żadnej recepty na polską biegaczkę i to właśnie ona rozpoczeła punktowanie w czwartej kwarcie. W dodatku również za sprawą Sylwii udało się podwyższyć za dwa punkty i Syreny wyszły na prowadzenie. To dało impuls do działania również defensywie, która powstrzymała następny drive czeskiej drużyny i dała szansę Syrenom na podwyższenie prowadzenia, które w bezbłędny sposób wykorzystała po raz drugi Magdalena Lonc, łapiąc piłkę w polu punktowym po podaniu Jolanty Samplawskiej. Tym razem również polkom udało się podwyższyć za dwa punkty. Kolejny raz piłkę złapała Magdalena Lonc. Wynik 41:32 bardzo skomplikował sytuację czeszek, jednak i one nie załamywały rąk. Kolejny drive ofensywny w ich wykonaniu zakończył się sukcesem za sprawą niesamowitego 80cio jardowego biegu Andrei Simackovej, która wykorzystała chwilę nieuwagi po stronie polskiej obrony. Co więcej, za sprawą Zuzany Vavrovej czeszkom udało się nawet podwyższyć wynik o dwa punkty. To jednak nie wystarczyło do objęcia prowadzenia. Czeszki zagrały więc próbę na odzyskanie piłki. W rozgrywkach ligi NFL, podczas tzw. kick offu drużyna odkopująca piłkę może spróbować ją odzyskać kopiąc krótkie kopnięcie i próbując odzyskać piłkę za sprawą swoich zawodników formacji specjalnej. W czeskiej lidze kobiet jednak nie sa wykonywane kick offy. Zamiast tego więc zasady umożliwiają rozegranie jednej akcji z własnego 40ego jarda. Jesli drużyna atakująca zdoła tą akcją zdobyć 15 jardów – odzyskuje piłkę i może ponownie atakować. Jeśli nie – traci ją i w dodatku zespół przeciwniczek może zaczać swoją grę z miejsca odzyskania piłki, a nie z własnego 20ego jarda jak przy normalnym oddaniu piłki. Windstorms musiały spróbować ponieść to ryzyko, gdyż gdyby oddały piłkę Syrenom, te z dużym prawdopodobieństwem mogłyby pozostać przy piłce już do zakończenia spotkania. Próba czeszek jednak się nie powiodła i piłka wróciła w posiadanie Sirens. Juzżwtedy było wiadomo, że polki mają duże szanse na zwycięstwo. Kropkę nad „i” postanowiła postawić jednak Sylwia Kazimierczak i raz jeszcze wbiegła z piłka w pole punktowe, ustalając wynik spotkania na 47:40. Było to piąte przyłożenie Polki w tym meczu. W dodatku ten wynik pozwolił jej stać się najskuteczniejsza zawodniczką w 10cio letniej historii polskiego zespołu. A sam zespół mógł świętować drugie zwycięstwo w sezonie.

Fantastyczny rezultat ze spotkania z Windstorms pozwolił Syrenom zapewnić sobie co najmniej czwarte miejsce w tegorocznym sezonie, jednak przy dobrym ułożeniu innych wyników i dzisiejszym zwycięstwie na Prague Harpies, Syreny mogą liczyć nawet na zakończenie sezonu na podium. Do Pragi zespół udał się już wczoraj. Do defensywy wróciły ważne nazwiska, lecz jak to w przypadku meczów wyjazdowych, skład w dalszym ciągu nie będzie optymalny. O sytuację w drużynie, nastawienie do meczu z Harpies, oraz  kilka innych spraw zapytałem bohaterki meczu z Windstorms: Magdalenę Lonc, oraz Sylwię Kazimierczak:

Kolejny tydzień – kolejne zwycięstwo. Zaczynamy się przyzwyczajać . Była chwila na świętowanie, czy od razu skupiłyście się na ostatnim meczu wyjazdowym?

Magdalena Lonc: Zawsze fajnie jest zwyciężać. Była radość po meczu, kilka pamiątkowych fotek, małe bezalkoholowe, odpoczynek, wyspanie się i powrót do ciężkiej pracy. Sezon się jeszcze dla nas nie skończył i wciąż walczymy o jak najlepszy wynik.

Sylwia Kazimierczak: Tak, oczywiście! Przez weekend cieszymy się sukcesem, ale za poleceniem trenerów – od poniedziałku mindset programujemy na nadchodzące starcie.

W Pradze zmierzycie się z Harpies z którymi na początku sezonu już się spotkałyście. W Warszawie mecz zakończył się bardzo niekorzystnym wynikiem. Byłyście jednak zupełnie inną drużyną niż obecnie. Czeszki też na pewno widziały Wasze poczynania z Windstorms i Black Cats. Czego spodziewacie się po rewanżu?

ML: Z pierwszego meczu wyciągnęłyśmy już wnioski i chcemy o nim zapomnieć. Znamy się z Harpiami od wielu lat. Zawsze są bardzo trudnym przeciwnikiem. Grają mocny, fizyczny futbol, zarówno w ataku, jak i obronie. Mecze z nimi są ciężkie zarówno pod względem fizycznym, jak i mentalnym. Na pewno wnikliwie przeanalizowały video i szykują dla nas coś specjalnego. Ale! My też nie próżnowałyśmy przez ten czas i wiemy, co mamy robić, aby pokąsać przeciwnika. Dla Harpii stawką jest udział w finale, co oznacza, że będą podwójnie zmotywowane. Dla nas – na horyzoncie pojawia się możliwość osiągnięcia trzeciego zwycięstwa w jednym sezonie, co byłoby naszym najlepszym wynikiem od początku udziału w lidze czeskiej. Na pewno zostawimy zdrowie i serce na boisku, aby osiągnąć jak najlepszy wynik. Ten mecz to będzie prawdziwa wojna – sportowa i emocjonalna. Wszystko się może wydarzyć.

SK: To prawda, aktualna sytuacja jest zupełnie inna. Dwa ostatnie mecze to dwa zwycięstwa, co przywróciło nam morale i wiarę w siebie. Sport jest nieprzewidywalny! Dlatego podczas drugiego spotkania z Harpies może wydarzyć się dosłownie wszystko. Czeszki, co można było przeczytać na ich SM, na pewno podejdą do nas jak do godnego przeciwnika. Nie opuszczą gardy, ale my także nie zamierzamy. Damy z siebie wszystko.

W jakim składzie jedziecie na ten ostatni mecz. Wiemy, że na mecze wyjazdowe często brakuje części zawodniczek. Jak duży będzie to problem w najbliższą niedzielę?

ML: Nie oszukujmy się, na poziomie amatorskim problemy kadrowe to „never ending story”. Roster na ten mecz będzie uszczuplony, z bardzo różnych powodów. Ale zapewniam – wszystkie zawodniczki, które wsiądą do autokaru do Pragi, wiedzą po co tam jadą i jaką robotę mają do wykonania. Tanio skóry nie sprzedamy.

SK: Niestety, mecze wyjazdowe zawsze wiążą się z pewnym poświęceniem, na które nie każdy może sobie pozwolić. Z tego względu niektóre Syrenki będą nam kibicować z domu i ten wkład także jest bardzo cenny. Z kolei jadą kobietki, które dołączą do nas po chwilowej absencji. Ale nie ma co się oszukiwać, skład będzie uszczuplony. Rozwiązanie jest proste- te, które jedziemy po prostu będziemy musiały dać z siebie 200%!

Z brakami kadrowymi zmagałyście się też w ostatnim meczu domowym. Szczególnie widoczne to było w obronie. Czy w tej formacji sytuacja na mecz wyjazdowy się poprawiła?

ML: Niestety, nie mogę tego zdradzić, ale na pewno szykuje się coś zaskakującego i postawimy przeciwnikowi bardzo trudne warunki.

SK: Zaszło parę modyfikacji w obu formacjach. W tej kwestii ufam, że trenerzy wprowadzili takie ulepszenia, dzięki którym obrona skutecznie stawi opór przeciwniczkom.

Pomimo problemów w obronie, ostatni mecz zakończył się sukcesem dzięki popisowi gry ofensywnej. Windstorms ciężko było znaleźć jakąkolwiek receptę na Wasz atak. Na początku sezonu w rozmowie z nami, RB Katarzyna Malarek mówiła o wdrażaniu nowego playbooka i problemach jakie wtedy on przysparzał. Czy ostatnie efekty ofensywne są efektem tej zmiany?

ML: Efekty są wynikiem ciężkiej pracy, czasu i ogrania na treningach oraz meczach. Cały czas szlifujemy zagrywki i zgrywamy się między sobą, aby wszystko co robimy miało odpowiednie tempo, wyczucie i moc. Zawsze są jakieś elementy do poprawy, aby całokształt wyglądał jeszcze lepiej i był jeszcze bardziej efektywny. Nie myli się ten, kto nic nie robi. Ale jeśli wejdziemy mocno skupione w mecz i wystrzeżemy się prostych błędów – jesteśmy w stanie swoim atakiem wbić punkty każdej drużynie.

SK: Ciężko odnieść mi się do początku sezonu, w którym nie brałam czynnego udziału. Myślę, że zawsze wdrażanie nowej taktyki jest dużym wyzwaniem i z początku sprawia wiele kłopotów. Zwłaszcza testowana w meczowych warunkach, gdzie dochodzi stres i nieznana siła przeciwnika. Po każdym meczu wyciągamy wnioski i weryfikujemy, co się sprawdza a co niekoniecznie. Trenerzy podejmują decyzje, wprowadzają zmiany. Uważam, że ostatnia efektywność ofensywy wynika między innymi z tego elastycznego podejścia, a także z ogrania i większej pewności siebie.

W początkowych meczach sezonu brakowało Wam w składzie również doświadczonych zawodniczek. (Między innymi Was). Jak przez ten czas oceniacie postawę Waszych rookies? Zdają egzamin z futbolu?

ML: Nasze rookies spisują się na medal! Jestem pełna podziwu, że w stosunkowo krótkim czasie udało im się w tak znacznym stopniu wdrożyć w football, który (przyznajmy sobie szczerze) nie jest sportem najłatwiejszym do zrozumienia. Czapki z głów za zaangażowanie, ciężką pracę na treningach i ciągłe rozwijanie swoich umiejętności. Potencjał, którym obecnie dysponujemy jest przeogromny. Jestem pewna, że w najbliższych latach dziewczyny będą stanowić fundament naszej drużyny. A treningi, ogranie meczowe i doświadczenie, którego nabiorą w miarę upływu czasu sprawią, że będą filarami zespołu i na pewno zafundują nam wiele pięknych i pozytywnych emocji futbolowych.

SK: Ja podziwiam każdą dziewczynę, która zakłada strój, wchodzi na boisko i stacza bój. Z przeciwniczkami, ale także ze sobą samą. Pamiętam, ile nerwów i stresu kosztowały mnie moje pierwsze mecze. Pierwsze zderzenie, błąd, upadek, kontuzja, konfrontacja ze swoimi słabościami… Niesamowita siła drzemie w kimś, kto nie poddaje się i powraca. Próbuje dalej. Pokornie, nawet pomimo przegranego meczu. Także ja jestem mega dumna z Warsaw Sirens, zwłaszcza rookies, i tym bardziej cieszę się, że mogły także posmakować zwycięstwa. Zasługują na to.

Pytanie do Magdy: Twój powrót na boisko okazał się pewnym zaskoczeniem nie tylko dla nas, ale mam wrażenie że również dla Czeszek. Nie były przygotowane na to co miałaś do zaoferowania. Szczególnie w redzone. Czy Twój powrót na Windstorms był planowany, czy wynikał z nagłej potrzeby kadrowej zespołu? Jak wyglądają Twoje plany na dalsze występy?

ML: Mój powrót na boisko był zaskoczeniem nawet dla mnie samej! 😀

Do ostatniej chwili występ w meczu z Windstorms stawał pod znakiem zapytania i wahałam się z podjęciem decyzji. Wracam po ciężkiej kontuzji i dwóch operacjach. Chciałam przeznaczyć ten rok na pełną rekonwalescencję, aby powrócić do 100% zdrowia i sił. Proces rehabilitacji jeszcze się nie skończył, a i forma jest daleka od optymalnej.

Czynnikiem decydującym okazały się kontuzje koleżanek z drużyny i chęć pomocy w tym ciężkim momencie. To zwyciężyło we mnie wewnętrznie. Serce zwyciężyło z rozumem. Fakt powrotu na boisko wiązał się z ogromnymi emocjami i szczęściem, że znów dostałam szansę robić to, co kocham. Największą radość przyniosła jednak wygrana całej drużyny i poczucie, że mogłam dołożyć swoją cegiełkę w tym ważnym wydarzeniu.

Mecz z Windstorms był dla mnie niejako sprawdzianem obecnego stanu zdrowia. Mecz z Harpiami na pewno będzie jeszcze większym wyzwaniem, ale na pewno podejmę rękawice i wykrzesam z siebie maksimum obecnych możliwości. Dla mnie to podwójna motywacja – grać dla siebie i całej drużyny o zwycięstwo oraz udowodnić, że to jeszcze nie koniec mojej futbolowej przygody.

Pytanie do Sylwii: Jak zdobywa się 5 przyłożeń w jednym meczu? 🙂 Twój sobotni wyczyn pozwolił Ci stać się najskuteczniejszą zawodniczka w historii Warsaw Sirens. Co to dla Ciebie znaczy? I co szykujesz dla Harpii w najbliższą niedzielę? Spodziewasz się podwojania obrony przeciwko Twoim akcjom?

SK: Kurde, sama byłam pod wrażeniem, kiedy doliczyłam się po meczu tych 5-ciu przyłożeń! Cała ta liga jest dla mnie tak niesamowita i przewrotna, że to wszystko jeszcze do mnie nie dociera. Póki co staram się być skupiona i nie osiadam na laurach. Jest jeszcze robota do zrobienia! Jeśli chodzi o niedzielę, to zamierzam podejść do spotkania z otwartą głową, dokładnie tak jak do poprzednich. Możliwe, że będę podwójnie kryta. Nic to nie zmienia, dalej będę robić swoje. Zaś jeśli nie uda mi się wyjść z opresji przeciwnika to wierzę, że to inne zawodniczki zdobędą dla nas cenne punkty.

*

Jak więc widać ostatni mecz w sezonie dla polskiego zespołu to nie tylko szansa na znaczne poprawienie wyniku sportowego i miejsca w końcowej tabeli. Będzie to też doskonała okazja na zrewanżowanie się praskim Harpiom, oraz udowodnienie czeskim drużynom, że w Warszawie buduje się naprawdę mocna i kompetetywną drużyna, która w przyszłym sezonie może realnie zagrozić czeskim rywalkom w walce o tytuł mistrzowski. Zwycięstwa przeciwko Black Cats i Windstorms nie były przydpadkowe. Harpies powinny bardzo poważnie podejść do dzisiejszego meczu. Emocji z całą pewnością nie zabraknie. Bądźcie z naszymi dziewczynami i trzymajcie mocno kciuki. Czekamy na dobre wieści z Pragi!

Autor: Paweł Sałata

Autorka zdjęć: Magdalena Jaworska

https://www.facebook.com/MagdalenaJaworskaPhotography

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

 

Leave a Reply

%d bloggers like this: