Skip to content

Patriotyczny Niezbędnik #5

Mecz z Philadelphia Eagles już za moment, więc to spotkanie będzie tematem serii już w przyszłym tygodniu. Natomiast dzisiaj zapraszamy na Patriotyczny Niezbędnik nieco inny niż pozostałe, w którym na swój sposób podsumujemy to, co dotychczas wydarzyło się w sezonie New England Patriots.

Po 9 spotkaniach Patriots mają bilans 8-1 i do spółki z San Francisco 49ers jest to najlepszy bilans w całej lidze. Atak ma swoje problemy, ale się poprawia, obrona jest świetna, ale nie dała rady w starciu z Baltimore Ravens. Niektórzy twierdzą, że wciąż nie wiemy, jaka naprawdę jest drużyna Patriots, skoro wygrywa głównie z outsiderami, a na pierwszej porządnej drużynie się potknęła. Ja twierdzę, że faktycznie możemy nie wiedzieć dokładnie, jak to z tymi Patriots jest, jednak wiemy, że jest to drużyna dużo lepsza od tej, którą mieliśmy w tym samym momencie (w trakcie bye weeku) rok temu. Tamta drużyna miała bilans 7-3, a na koncie absolutnie beznadziejne mecze z Tennessee Titans i Detroit Lions oraz niewiele lepszy z Jacksonville Jaguars. Aktualna drużyna ma porażkę z Baltimore Ravens, w której Lamar Jackson i spółka byli wyraźnie lepsi, jednak i tak był to dużo lepszy mecz ekipy z Nowej Anglii niż którakolwiek z wymienionych wyżej porażek. A dobrze wiemy do czego doszła ta ubiegłoroczna, dużo gorsza drużyna. Nie twierdzę oczywiście, że to oznacza kolejne mistrzostwo już w lutym. Jedynie to, że nie ma na razie powodów do paniki. Wręcz przeciwnie.

Tyle tytułem wstępu. Nie będę jednak podsumowywał każdej formacji z osobna, bo to robię na bieżąco przy okazji podsumowań meczów, a myślę, że i każdy szanujący się fan Patriots wie, że linia ofensywna ma problemy, na skrzydłach rotacja jak w znanym gifie z Simpsonów, a secondary to ligowy top. Zrobię to w nieco inny sposób – przyznając nagrody za pierwszą część sezonu. Po sezonie zapewne do tego wrócimy i sprawdzimy, kto utrzymał poziom, kto nieco spuścił z tonu, a kto przestał zawodzić i stał się ważnym ogniwem drużyny:

MVP – CB Stephon Gilmore

Jak wspomniałem – secondary Patriots to ścisły ligowy top. Wielu powiedziałoby, że jest to najlepsza linia defensive backów w lidze. A w dużej mierze jest to zasługa tego pana. Najlepszy cornerback ligi tamtego sezonu nie spuścił z tonu nawet na moment. Już w trakcie obozu przygotowawczego dziennikarze zajmujący się Patriots rozpływali się nad tym, w jaki sposób „zamyka” wszystkich skrzydłowych. Co raczej jest rzadkością, bo z reguły trudno zachwycać się czymkolwiek ze zwykłych treningów. A potem przeniosło się to na sezon. To prawda – nie miał zbyt wielu bardzo trudnych matchupów, ale jeśli miał (JuJu Smith-Schuster, Odell Beckham Jr.) to je po prostu wygrywał. Wciąż nie oddał ani jednego przyłożenia, a i jardowo wygląda to świetnie. Zdecydowanie najlepszy zawodnik Patriots, a jednocześnie jeden z najważniejszych.

Najlepszy gracz ataku – WR Julian Edelman

Atak ma swoje problemy, linia ofensywna nie pracuje jak powinna, a na skrzydłach występuje ciągła rotacja, czy to przez niespotykane historie (Antonio Brown), czy kontuzje (N’Keal Harry, ale też sam Edelman czy Phillip Dorsett), czy dziwne cięcia (Josh Gordon). Edelman przez większość sezonu grał z kontuzją mocno obitych żeber, której doznał w jednym z pierwszych spotkań, a w dodatku mierzy się z najlepszym, często podwójnym kryciem po tym, jak karierę skończył Rob Gronkowski, a i James White rzadziej pojawia się na boisku. I co? I w tych warunkach 33-letni już Edelman ma tempo na wszystkie swoje rekordy sezonu regularnego. Jeśli je utrzyma, zakończy sezon regularny ze 118 odbiorami na 1196 jardów i 9 przyłożeń. Każda z tych statystyk byłaby jego „życiówką”. Jedyny zawodnik ataku, do którego nie można mieć w zasadzie żadnych zastrzeżeń. No, może poza tym fumblem z Ravens, ale to zdarza się najlepszym.

Najlepszy gracz obrony –  EDGE Jamie Collins

Pójdźmy tropem wszelkich amerykańskich nagród i uznajmy, że skoro Gilmore dostał MVP to nie liczy się w kategoriach zawodnika defensywnego. Wtedy ta nagroda przypadnie zawodnikowi, w którego niewielu już wierzyło. Tymczasem po powrocie z Cleveland Collins wygląda nawet lepiej niż w trakcie swojego pierwszego pobytu w Foxborough. Do tego stopnia, że pojawiały się nawet głosy w sprawie jego wstępnej kandydatury na najlepszego obrońcę ligi. Po słabym (jak niemal całej obrony) meczu z Ravens te głosy nieco ucichły, co nie zmienia faktu, że Collins jest w tym sezonie absolutną bestią, która potrafi powalić rozgrywającego, przeczytać akcję i powalić biegacza przed linią wznowienia, powodować fumble i je przechwytywać, kryć biegaczy i czasem skrzydłowych oraz łapać podania rozgrywających przeciwnika, a nawet zabierać je na przyłożenie. Człowiek orkiestra w tegorocznej obronie, który w dodatku swoją grą pozwolił Billowi Belichickowi i jego defensywnej ekipie na wiele swobody w kwestiach planowania gry i użycia pozostałych gwiazd obrony, jak Kyle Van Noy czy Dont’a Hightower. Gdybym miał wybrać kogoś w kategorii „transfer roku”, Collins wygrałby ją w przedbiegach.

Najlepszy zawodnik formacji specjalnych – Matthew Slater

Jeśli kiedykolwiek do Hall of Fame trafi zawodnik, który całą karierę spędził w special teamach – to pewnie będzie to Slater. Zdecydowana gwiazda niezwykle niszowej pozycji, o której fani niewiele wiedzą. Podpowiem – jeśli Patriots puntują piłkę, przeciwnik ją łapie i w zasadzie od razu jest powalony na ziemię – bardzo często jest to Slater. Jeśli przeciwnik ją puszcza i trzeba ją łapać zanim wpadnie w endzone – również zapewne będzie to Slater (patrz – dwa znakomite punty w Super Bowl LIII, po których Rams zaczynali w zasadzie z własnego pola punktowego). Często widzimy go też w trakcie kickoffów, powalającego returnera. A, jeszcze jedno. Slater w końcu, w swoim dwunastym sezonie, doczekał się pierwszego przyłożenia! W meczu z Buffalo Bills przechwycił zablokowanego punta i wbiegł z piłką w endzone. Trudno o kogoś, kto zasłużyłby na to bardziej.

Najlepszy Rookie – EDGE Chase Winovich

Nazywany pieszczotliwie „Baby Thorem” ulubieniec fanów nie miał w tej kategorii zbyt wielkiej konkurencji (o czym trochę niżej), ale nie zmienia to faktu, że swoje ograniczone szanse wykorzystuje znakomicie. Wchodzi zazwyczaj w sytuacjach podaniowych i jego blond fryzura bardzo często szybko wędruje w okolice rozgrywającego. Zaledwie w dwóch z dziewięciu meczów przekroczył 40 procent możliwych snapów, a mimo to zdołał zaliczyć 4.5 sacka, 6 dodatkowych uderzeń w rozgrywającego i 3 tackle na ujemne jardy. W dodatku jest bardzo przydatny w formacjach specjalnych. Od samego początku gra w nich bardzo dużo, co zwieńczył nawet przyłożeniem po kolejnym zablokowanym puncie. Miał być ulubieńcem kibiców – i jest, a w dodatku bardzo pomaga drużynie w niewielkiej liczbie snapów, co pozwala wierzyć, że jego przyszłość w Patriots jest jeszcze lepsza.

Najbardziej niedoceniony – CB J.C. Jackson

Lawrence Guy jako ogromna siła w środku linii defensywnej już został przez fanów zauważony, podobnie jak Joe Thuney jako filar linii ofensywnej. Tytuł niedocenianego przypada więc komuś, kto dzięki swoim bardzo dobrym kolegom nieco przepada w różnych dyskusjach na temat ważnych zawodników. Dlaczego? Bo przez siłę secondary nie jest nawet starterem. Jest Stephon Gilmore, doświadczony Jason McCourty i świetny jako slot Jonathan Jones. Jackson zazwyczaj wchodzi za tego drugiego i nie licząc kilku stykowych kar –  gra znakomicie. Jackson pozwolił na złapanie zaledwie 8 z 23 rzuconych w jego stronę piłek, przechwycił dwie i kilka istotnych wybił z rąk skrzydłowych. Jest też najlepszy w lidze, jeśli chodzi o passer rating, jaki mają rozgrywający rzucający w jego stronę. W skrócie – lepiej nie rzucać tam, gdzie jest Jackson, ale…z drugiej strony jest Gilmore. To może do środka? Jones. Dalszy środek? Devin McCourty i jego 5 przechwytów. Hm…mówiłem coś o topowym secondary w lidze?

Największy rozwój – DT Adam Butler

Butler może być idealnym przykładem dla Winovicha. Zaczynał dokładnie tak samo jak on (choć z gorszej pozycji, bo Butler był UDFA). Od sporadycznych snapów w sytuacjach podaniowych. Radził sobie nieźle, więc w drugim sezonie tych podaniowych snapów było więcej. A teraz, w trzecim? Wchodzi nawet na pierwsze i drugie próby, znacznie poprawił się w bronieniu biegów, a w dodatku, jak mówi o nim sztab szkoleniowy, jest definicją zawodnika poświęcającego się dla kolegów i gdyby były asysty przy sackach (czyli zbieranie na siebie bloków, by koledzy mieli wolną drogę do rozgrywającego) to Butler mógłby w takiej kategorii liderować. I z tych wszystkich powodów to Butler wygrywa na razie tę kategorię. Tacy zawodnicy jak wspomniani Jonathan Jones czy J.C. Jackson również poczynili znaczące postępy, ale w ich przypadku można się było tego spodziewać. A kto spodziewał się, że Adam Butler zostanie zawodnikiem środka linii defensywnej na wszystkie trzy próby?


Tyle z nagród. Wspominałem, że wrócę jeszcze do naszych świeżaków. Ta klasa draftowa wydawała się wręcz świetna, sam oceniałem ją bardzo wysoko. Tymczasem poza Winovichem, punterem Baileyem i dwoma niewydraftowanymi skrzydłowymi – rookies niemal wcale nie są częścią gry. Czy to oznacza, że oceny były pochopne i tak naprawdę ta klasa jest beznadziejna i z większości już nic nie będzie? Nie, wręcz przeciwnie. Na ten moment nie widać większych przejawów tego, żeby z któregokolwiek z zawodników miało wyrosnąć rozczarowanie. Każdy ma, jak na razie, swoje „wymówki” co do tego, jak gra lub nie gra. Prześledźmy to po kolei:

Runda 1.WR N’Keal Harry – duże nadzieje, niezły camp, dwa świetne chwyty w trzech snapach preseasonu, a potem kontuzja i lista kontuzjowanych, która sprawiła, że wraca dopiero teraz. Z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że zadebiutuje w meczu z Eagles, więc wszystko jeszcze przed nim. Nadzieje nie zmalały, choć trzeba się liczyć z tym, że będzie raczej powoli wchodził do drużyny.

Runda 2.CB Joejuan Williams – pick, do którego sam początkowo (chwilę po wyborze) miałem zastrzeżenia, ale teraz z kolei nie rozumiem krytyki. Williams jest zawodnikiem grającym na najgłębiej zbudowanej pozycji w drużynie (w lidze?), czyli chwalonym przeze mnie ze wszystkich stron secondary. Patriots mają czterech znakomitych cornerbacków (Gilmore, McCourty, Jackson, Jones) na 3 (zazwyczaj) pozycje, w dodatku drugiego z braci McCourtych, Patricka Chunga, Durona Harmona i dobrze grającego Terrence’a Brooksa na 2 (maks. 3) pozycje safety. Brak gry Williamsa na ten moment nie wynika z jego słabości, a z głębi, wielkiej głębi na tej pozycji. Zresztą jak już Williams pojawia się w meczowym rosterze i dostaje szansę gry, np. w końcówkach rozstrzygniętych meczów, to gra naprawdę nieźle (choć to mała próbka). Williams to pick na przyszłość. I tak to na razie należy odbierać.

Runda 3. EDGE Chase Winovich – tu w zasadzie wszystko pojawia się w jego opisie przy kategorii najlepszego pierwszoroczniaka. Ma już swoją rolą i wywiązuje się z niej znakomicie. Krytyki tego picku na razie nie widać, bo i byłaby po prostu absurdalna.

RB Damien Harris – to jest pick, do którego faktycznie można mieć małe zastrzeżenia. Zawodnik, który spokojnie mógłby mieć już swoją rolę w zespole prawdopodobnie przesiedzi cały rok na ławce lub liście nieaktywnych (był aktywny bodajże raz), a w depth charcie jest chociażby za Brandonem Boldenem (wyjątkowy skutecznym w tym sezonie swoją drogą). Czy należy się martwić? I tak, i nie. Faktycznie, mogłoby być lepiej i Harris mógłby dostać szansę gry chociażby pod nieobecność często kontuzjowanego Rexa Burkheada. Z drugiej strony – Patriots mają historię wybierania biegaczy w drafcie, którzy potem w pierwszym roku nie grają prawie wcale. Dwa najciekawsze przypadki? James White i Shane Vereen. Przyznacie, gdyby Harris poszedł w ich ślady to chyba nie byłoby tak źle, prawda? A przecież Harris według raportów został wybrany, bo Patriots „nie mogli uwierzyć, że spadł aż tak daleko”, a na campie prezentował się naprawdę dobrze. Nie ma żadnych przesłanek, żeby twierdzić, że Harris nagle zapomniał, jak się gra w futbol. Po prostu musimy chyba poczekać, aż w końcu dostanie swoją szansę.

OT Yodny Cajuste – w momencie wyboru Cajuste był świeżo po operacji (dlatego też spadł do końca trzeciej rundy, wcześniej według prognoz mógł być wybrany nawet w początkach drugiej), która zabrała mu cały obóz przygotowawczy, preseason i część sezonu. Czy mógłby wrócić w trakcie? Pewnie tak, ale przez to wszystko nie jest na to gotowy. Trener ofensywnych liniowych Dante Scarnecchia powiedział wprost – na Cajuste liczymy w 2020, teraz po prostu przesiedzi sezon ucząc się drużyny. I tak trzeba było ten pick traktować od początku.

Runda 4. – QB Jarrett Stidham – Stidham zrobił więcej niż od niego oczekiwano – wygrał walkę o bycie numerem dwa na pozycji z Brianem Hoyerem. To już jego duży sukces i prognoza, że pick był jak najbardziej trafiony. A nie gra raczej ze względów oczywistych. Bo rozgrywający na boisku jest jeden, a imię jego czterdzieści i cztery Tom Brady.

OG Hjalte Froholdt – duńska maszyna do blokowania miała być zmiennikiem w swoim pierwszym sezonie, ale niestety ostatecznie Froholdt stracił cały sezon przez kontuzję z preseasonu. Kolejny pick na 2020 rok. A w tym wypadku może nawet dalej.

Runda 5. – DT Byron Cowart – Cowart pozytywnie zaskoczył w preseasonie, w którym śmiało poczynał sobie jak na pick z piątej rundy. Zaczynał przygotowania od „będzie mu trudno wywalczyć sobie miejsce w rosterze”, a skończył na „powinien dostawać snapy w trakcie sezonu”. To drugie nie do końca się spełniło, bo Cowart w aktywnym rosterze pojawia się sporadycznie, jednak do głównego rosteru trafił, w ograniczonych snapach wciąż pokazuje potencjał z preseasonu i powinien być bardzo dobrym pickiem w przyszłości.

P Jake Bailey – punter wygryzający świetnego w Super Bowl Ryana Allena w rookie sezonie musi być dobry. I tak też jest. Wciąż widać u niego pewną nieregularność, jednak siła w nodze i wysokość kopania to już czołówka ligowa. Warto czasem wybrać specjalistę od kopania w drafcie.

Runda 7. – CB Ken Webster – pick od początku skazany na niepowodzenie ze względu na głębię secondary i obecność zawodnika o takim samym typie w rosterze (jeszcze wtedy Keion Crossen) – ostatecznie zwolniony podczas dnia cięć, trafił do Miami Dolphins. Może i nieco szkoda, że nie został, skoro Crossen w ostatniej chwili odszedł do Houston Texans, ale nie bardzo byłoby go gdzie umieścić w tej 53-osobowej kadrze.

UDFA – Jakobi Meyers i Gunner Olszewski trafili do rosteru – pierwszy jest obiecującym skrzydłowym, który ma za sobą pierwsze niezłe akcje w lidze, drugi jest głównym punt returnerem drużyny – trudno narzekać na taką klasę UDFA, szczególnie jak dodamy jeszcze Tylera Gauthiera czy Tereza Halla w practice squadzie.

Klasę draftu oceniajmy więc najlepiej za jakieś 2 sezony. Z perspektywy czasu wygląda, że większość picków to po prostu picki na lata 2020 i dalej, co w przypadku drużyny jak Patriots, trudnej dla młodych i przepakowanej (w tym sezonie) talentem na niektórych pozycjach, jest całkiem normalne. Nie ma po co krzyczeć o niespełnionych nadziejach jeszcze w żadnym przypadku. O spełnionych też nie, żeby nie było.

To tyle na dziś. Już niedługo widzimy (czytamy?) się w podsumowaniu po meczu z Eagles, a teraz piszcie do nas – czy zgadzacie się z naszymi nagrodami? Może macie własnych kandydatów? Albo własne kategorie?

Autor: Jakub Kazula

Grafika: instagram @ patriots

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: