Skip to content

Pod prąd – witajcie w świecie Richarda Shermana

1988 rok przyniósł wiele ciekawych wydarzeń w USA i na świecie. Rosjanie powoli wychodzili z Afganistanu, George Bush senior został 41. prezydentem USA, a w Polsce zaczynały się strajki. W mikrokosmosie Kalifornii, a dokładniej Compton mieli jednak swoje własne emocje oraz szeroko komentowane wydarzenia. Najniebezpieczniejszy zespół świata, czyli N.W.A., 8. sierpnia 1988 roku wydał swój legendarny album zatytułowany „Straight outta Compton”, a reszta stała się historią muzyki oraz walki o wolność słowa.

N.W.A na zawsze zmieniło postrzeganie rapu w USA oraz na świecie, wypowiadając wojnę establishmentowi oraz amerykańskiej policji, próbującej blokować koncerty kalifornijskiego zespołu. 1988 rok był dla Compton wyjątkowy także z innego powodu. To wtedy narodziła się tam żywa legenda NFL, czyli Richard Sherman.

Compton do dziś nie należy do najspokojniejszych miejsc, ale trzy dekady temu było to prawdziwe epicentrum zła i nieszczęść. Rejonem walki gangów (m. in. niesławne Bloods & Crips), ulubionym miejscem amatorów cracku i innych narkotyków, a także domem dla najpopularniejszych wtedy muzyków z nurtu gangsta rap. To tutaj w 1992 roku doszło do fali zamieszek po tym, jak uniewinniono policjantów, którzy brutalnie pobili Rodneya Kinga (polecam film „LA 92” na Netflix),

Zamieszki trwały sześć dni, palono samochody, rabowano sklepy, ginęli ludzie. Słowem idealne miejsce do wychowywania dziecka. Właśnie w tak szalonym miejscu przyszło dorastać Shermanowi, którego co ciekawe nie interesowały rap i porachunki gangsterskie, a… Animal Planet, Discovery Channel oraz… Muhhamad Ali.

Sherman od zawsze był inny niż rówieśnicy. Zresztą oddajmy mu głos: „Zawsze byłem offowy, byłem nerdem. Inny, dziwny. Taki jestem do dziś (…) Ludzie mówią, że jestem cool, bo gram w futbol. Tylko dlatego…”.

A skąd miłość do Alego? Richard zobaczył go po raz pierwszy gdy miał siedem lub osiem lat: „Był inny niż wszyscy. Słuchałem jego wywiadu. Był inteligentny, wygadany, pięknie artykułował słowa (…) Szedł pod prąd, a trzeba mieć wiele odwagi, by iść pod prąd, by mówić to co naprawdę się chce, a nie to co wypada”.

Richard obrał sobie Alego jako wzór, ciężko pracując od dziecka. Był nie tylko gwiazdą boiska, ale i sali lekcyjnej. Nie bał się mówić co myśli, rozwijał się na wielu polach. To pozwoliło mu dostać się do Stanford, co wspomina w typowy dla siebie sposób, używając bogatego słownictwa: „Jest coś oksymoronicznego w tym, że dziecko z Compton idzie na studia do Stanford, nieprawdaż? Chciałem w ten sposób pokazać reszcie społeczności, że wszystko jest możliwe”.

I pokazał, ponieważ jego średnia na koniec liceum wyniosła 4.1 (drugi najlepszy wynik w całej szkole!). To nie są stopnie przyszłej gwiazdy NFL, a raczej kandydata na kierunki pokroju medycyny, ekonomii lub prawa. Więcej – Sherman jako pierwszy od 20 lat uczeń Dominguez High School otrzymał stypendium. Niezwykłe jaką drogę pokonał od gangsterskiego Compton do elitarnego Stanford. Richard wie, że zawdzięcza to swoim pracowitym i mobilizującym go rodzicom:

„Doszedłem wtedy do poziomu, że gdy dostałem „B” (po naszemu takie „cztery”), to rodzice patrzyli na mnie krzywo na zasadzie: „To niedopuszczalne!”. I to nawet jeśli akurat zajęcia były trudne (…) Ale rodzice dbali także, bym garnął się do sportu, bym był ciągle zajęty. W tak złym środowisku rodzice chcieli, bym zawsze robił coś konstruktywnego”.

Trzeba przyznać, że rodzice Richarda zrobili kawał dobrej roboty, dodatkowo motywując Shermana… pieniędzmi. Za każdą zdobytą w szkolę ocenę „A” (polska „piątka) Richard dostawał pięć dolarów. Chłopak nie tylko zdobywał wiedzę, ale zarabiał. Całkiem dobry biznes, prawda? Pomogło mu to stać z dala od kłopotów, a o to nie było przecież trudno w Compton. Podczas czterech lat szkoły średniej ośmiu kolegów z klasy Shermana zostało… zastrzelonych. Nie, to nie żart. Witamy w Compton.

Dzisiaj Compton powoli stara się ocieplać swój wizerunek, a na pewno przeżywa turystyczny boom. Kiedy do kin wszedł “Straigh outta Compton” (film o historii N.W.A z roku 2015), wielu ludzi chciało obejrzeć miejsca, gdzie kręcono film. Stało się to dochodowym biznesem. Działa m. in. LA Hood Life Tour, które zabierze Cię do miejsc, gdzie kręcono film o N.W.A, czy kultowy “Training Day” z Denzelem Washingtonem. Turyści radośnie cykają fotki, za garść dolarów i Ty możesz przejść się ulicami, gdzie rapował Ice Cube, bito Rodneya Kinga czy urodzili się Richard Sherman lub gwiazda NBA, DeMar DeRozan.

***

Full Package

Dzielę sportowców na trzy grupy. Pierwsza to atletyczne freaki, którzy wybiliby się nawet, jeśli ich przygotowanie mentalne czy taktyczne skille stały na gorszym poziomie. To tzw. „generational talents”, vide Zion Williamson, Saquon Barkley, Shaquille O’Neal czy JJ Watt. Jeśli żylibyśmy pod koniec XIX lub na początku XX wieku, ich siłę czy sprawność oklaskiwałyby tłumy oglądające popisy zapaśników niczym w „Arii dla Atlety” Filipa Bajona.

Druga grupa sportowców to ci mniej hojnie obdarzeni przez naturę (bez skojarzeń proszę), którzy niedoskonałości fizyczne nadrobili inteligencją, treningiem, sprytem oraz umiejętnością odnalezienia się w danym systemie, maskującym minusy, a uwydatniającym zalety.

To na przykład Tom Brady – być może najwybitniejszy gracz NFL w historii. Jeśli rozłożylibyśmy jednak Toma na czynniki pierwsze, to zostaje nam zawodnik, który jest:

– wolny, praktycznie nie biega poza „kieszenią”

– nie rzuca bomb na 50 jardów jak Pat Mahomes

– umiarkowanie umięśniony, by nie rzec zbudowany jak sprzedawca w Walmarcie

Gdybyśmy spotkali Brady’ego na plaży i go nie znali, to ostatnie co można by o nim powiedzieć to to, że może być zawodowym graczem NFL. A jednak Tom jest genialnym zawodnikiem, który rok rocznie udowadnia, że jest najlepszy. Złośliwi zarzucają mu, że to „systemowy” QB, który bez Belichicka zginąłby jak Artur Szpilka wraz z psem na Śnieżce bez GOPR-owców. Tego już nigdy się nie dowiemy, ponieważ Tom nigdy nie zagra dla innego trenera. Brady to jednak modelowy przykład tego, że inteligencja i ciężka praca > naturalne predyspozycje. I to nawet w NFL, najbardziej fizycznej z amerykańskich lig zawodowych. Facet wykorzystał swój potencjał w 600 procentach.

Jest też trzecia grupa zawodników. Nazywam ich „Full Package”. To zawodnicy, którzy łączą doskonałe predyspozycje do uprawiania sportu z wysokim ilorazem inteligencji oraz niebanalną osobowością. Taki właśnie był Michael Jordan – człowiek obdarzony nieprawdopodobnymi warunkami fizycznymi, wysokim IQ, a także instynktem boiskowego zabójcy. Doskonale radził sobie w NBA, a także poza koszykówką, budując na swojej marce imponujące imperium biznesowe..

Do tej grupy należy także bohater tego rozdziału, czyli Richard Sherman. Genialny cornerback, do tego prawdziwie niebanalna osobowość. Lider w szatni, lider na boisku. Ale przede wszystkim ciekawy człowiek, o lata świetlne wymykający się stereotypom futbolowego gracza, rodem z netliksowskiego „Last Chance U”.

***

„Bogaty ojciec, biedny ojciec”

Zanim przejdziemy do czysto boiskowych osiągnięć Shermana można z całą pewnością stwierdzić, że to najbardziej interesująca postać w całej NFL. Spektrum jego zainteresowań jest wyjątkowo szerokie i aż dziw bierze, że nie został analitykiem finansowym lub potentatem z Doliny Krzemowej, a wybitnym graczem NFL. Sherman znany jest z tego, że nie interesują go towary luksusowe – a przynajmniej nie w takim stopniu, jak jego kolegów z szatni. Richard woli inwestować w rynek finansowy, a w ostatnich latach upodobał sobie zwłaszcza kryptowaluty, takie jak litecoin, bitcoin czy ethereum.

Sherman swoją przygodę z inwestowaniem zaczął jednak na długo, zanim został znanym graczem. Jego ojciec wstawał codziennie o 3.45 i pracował jako kierowca (ciekawostka: Sherman senior nadal pracuje jako kierowca i nadal wstaje o 3.45, ponieważ wychodzi z założenia, że nie chce żerować na sławie oraz pieniądzach syna), a matka zajmowała się osobami upośledzonymi oraz niepełnosprawnymi. W domu się nie przelewało, ale Sherman doskonale wiedział, co zrobi kiedyś z zarobionymi pieniędzmi. Jego wyobraźnię napędzała książka Roberta Kiyosakiego „Bogaty ojciec biedny ojciec”.

To historia dwóch ojców, którzy obaj mieli udane kariery, ale jeden z nich oszczędzał całe życie, a drugi używał pieniędzy jako narzędzia do dalszego inwestowania, pomnażając majątek. Wymowa książki jest prosta – pieniądze nie są tylko po to, by je zbierać i oszczędzać, ale po to, by używać ich aktywnie, żeby „pracowały” na nas, pomnażając się.

Oddajmy głos Shermanowi:

„Moja wizja świata, tak byłem wychowany – dolar zarobiony równał się dolarowi wydanemu. Nawet nie wiecie, jak ta książka zmieniła moje życie i perspektywę patrzenia na pieniądze”.

Richard Sherman ma opinię nie tylko pierwszego nerda NFL, ale także gracza o wybitnych zdolnościach mentalnych. Obsesyjnie ogląda taśmy z meczów, zapamiętując skomplikowane schematy gry innych drużyn oraz swoich przeciwników. Sam mówi o sobie, że na swoim iPadzie ma notatki odnośnie… każdego liczącego się zawodnika występującego w lidze.

Ma także pamięć fotograficzną. Chciano kiedyś go sprawdzić, więc kazano mu zapamiętać randomowo wygenerowane hasło do wi-fi. Richard bez problemu zapamiętał je w kilka sekund. Powiecie nic trudnego? A co, jeśli Wam powiem, że hasło miało… 18 znaków, oczywiście nie układających się w żadne sensowne słowa? Spotkałem się nawet kiedyś z określeniem, że fotograficzna pamięć Shermana jest na tym samym poziomie, co u osób z Zespołem Sawanta.

Sherman znany jest także z wybitnej etyki pracy oraz sumienności. Kiedy grał jeszcze w liceum, ówczesny trener USC Pete Carroll próbował go zwerbować do prowadzonego przez siebie zespołu „Trojans”. Carroll musiał na Richarda czekać jednak… 2,5 godziny, ponieważ chłopak odmówił wcześniejszego opuszczenia lekcji. Nauka przede wszystkim, co bardzo zaimponowało zresztą Pete’owi Carrollowi, który powiedział Richardowi m.in. to, że w przyszłości może zostać „lock up cornerbackiem” i osiągnąć bardzo wiele dzięki swojemu podejściu. Sherman tak się tym podniecił, że założył sobie e-mail o nicku… „lockup2006”.

Ostatecznie zamiast do USC Sherman trafił do Stanford, ale Carroll o nim nie zapomniał. Kiedy kilka lat później został trenerem Seattle Seahawks, wybrał w Drafcie właśnie Richarda Shermana. Richard został wybrany dopiero z… 154. numerem, a przed nim wybrano 24 innych cornerbacków. Przypomina się historia Toma Brady’ego, wybranego z numerem 199. Carroll wiedział jednak co robi. Wiedział, że ten chłopak ma przed sobą przyszłość.

***

Trash Talking & „Legion of Boom”

W ostatnim roku gry w szkole średniej Dominguez Sherman zaliczył następujące osiągnięcia:

– złapał 28 piłek na 859 jardów (całościowo 1019 jardów)

– 14 przyłożeń

– średnia ocen 3.9 (a za okres całego liceum aż 4.1)

Do Stanford szedł jako Wide Receiver, chociaż w liceum grywał także w obronie. Mimo, iż w college’u przewodził drużynie w złapanych piłkach (2007 oraz 2008), to poprosił o zmianę pozycji z WR na cornerbacka. Dlaczego? Sam Richard tłumaczy to tak: „Jako WR jesteś ograniczony. Jeśli QB ma zły mecz, to Ty też. A jako CB jestem panem swojego losu. Co by się nie działo, jeśli zawodnik, którego kryję nie lapie piłek, ja zaliczam dobry mecz. Kontroluję swoje przeznaczenie”.

I zawsze tak było. Po Drafcie powiedział: „Wielu gości wybranych przede mną… Śmieszne (…) Jak tylko dostanę się do NFL i dadzą mi szansę, to rozwalę tę ligę”. Dotrzymał słowa, a reszta to historia. W swoim pierwszym sezonie był rezerwowym, wchodząc w ławki w pierwszych siedmiu grach. W końcu w ósmej kolejce dostał szansę, ale szybko… doznał wstrząsu mózgu. Nie przyznał się i do dziś nie żałuje, ponieważ drugiej szansy by mógł już nie dostać:

„Wstrząs mózgu zaburzył moje pole widzenia i ze dwie kwarty grałem z zamglonymi oczami. Kiedy w końcu mi się poprawiło, Andy Dalton (QB Bengals) rzucił długie podanie do A.J. Greena, a ja je przechwyciłem. Tak narodził się „Legion of Boom”!

W Seattle Sherman grał siedem lat, gdzie wygrał Super Bowl (2013), cztery razy był zaliczany do All Pro (3x 1st team, 1x 2nd team) oraz cztery razy zagrał w Pro Bowl. To właśnie pod okiem Pete’a Carrolla wraz z kolegami z obrony stworzył wspomniany już wcześniej, legendarny „Legion of Boom”. Mianem tym z początku nazywano jedynie graczy występujących jako CB oraz safety, a w poczet grupy – oprócz Richarda – wliczali się także Earl Thomas, Kam Chancellor, Brandon Browner, Walter Thurmond, oraz Byron Maxwell.

Z czasem jednak określeniem „Legion of Boom” zaczęto nazywać całą linię obronną Seattle, dlatego nie można nie wspomnieć, że do „LOB” należeli także Bobby Wagner, K. J. Wright, Michael Bennett, Cliff Avril, Malcolm Smith, Brandon Mebane, Frank Clark, Chris Clemons oraz Bruce Irvin. Era „LOB” to pasmo sukcesów:

– sześć z rzędu zwycięskich sezonów („na plus”)

– pięć z rzędu awansów do Playoffs (w każdym sezonie 10+ zwycięstw)

– trzy tytuły dywizji

– dwa tytuły NFC

– dwa występy w Super Bowl (wygrana w 2013 oraz porażka w 2014)

Wszystko co dobre kiedyś się jednak kończy i po sezonie 2017-18 Sherman został zwolniony przez Seahawks i dołączył do 49ers, gdzie gra obecnie. Sezon 2019/20 zaczął zresztą bardzo dobrze – jego ekipa pokonała w meczu otwarcia Buccaneers 31-17, a Richard zaliczył pierwsze interception dla 49ers, a także pierwszy pick-six od roku 2013.

Mimo kapitalnej formy 31-letni Richard jest w wieku, gdzie wielu graczy NFL już dawno zawiesiło buty na kołku, ale sam Sherman zdaje się dopiero rozkręcać. I nadal gada jak najęty, wyprowadzając z równowagi kolejnych rywali.

Do legendy przeszły jego boiskowe „pogaduszki” z Tomem Bradym, prowokowanie przed kamerami Michaela Crabtree czy twitterowe beefy z Darrelle’em Revisem o to, kto jest lepszym Cornerbackiem. Przy Shermanie po prostu nie można się nudzić.

***

Jaki naprawdę jest Richard Sherman?

Jak najlepiej określić inteligentnego, wygadanego oraz zadziornego Richarda? Doskonale zrobił to kolega ze studiów oraz z czasów gry w Seattle, Doug Baldwin: „Nawet jeśli nie ma racji, to ją ma (…) Jeśli go pokonasz to on wraca, bo to tylko doskonała okazja by wrócić i wygrać więcej bitew”.

Richard wydaje się także bardzo świadomy tego jak niebezpieczna jest gra w NFL:

„Kierowca wyścigowy NASCAR zna zagrożenie, podobnie jak bokser wchodzący do ringu. My też wiemy, że futbol to niebezpieczna gra i konsekwencje mogą być widoczne przez resztę życia (…) Czy myślę o tym, czy będę zdrowy za 30 lat? A czy jedzenie które jem dziś nie może potencjalnie spowodować u mnie raka lub zawału? Muszę myśleć optymistycznie, inaczej się nie da. Jak następnym razem dostanę w głowę i nie będę widział dobrze, to i tak wrócę na boisko jeśli tylko zdołam i będę udawał, że nic się nie stało. Może przy okazji przechwycę jeszcze jakąś piłkę…”.

Po prostu cały Sherman – prędzej złamie nogę niż zrezygnuje z walki o piłkę. Na boisku oraz w kwestiach gry to zadziora, w czasach Stanford nieomal nie odszedł z uczelni po tym, jak pokłócił się z trenerem Jimem Harbaugh. Na boisku non stop wrzeszczy na wszystkich, od przeciwników po kolegów z drużyny. Ale to tylko jedna strona medalu, futbolowa strona.

Poza boiskiem to spokojny, wycofany gość. Kocha czytać, interesują go biznes oraz nowe technologie, a nad nowości kinowe preferuje dokumenty na Discovery Channel. Richard angażuje się także w akcje społeczne, odwiedzając dzieci w szpitalach czy wspomagając potrzebujących. Prowadził nawet kampanię nawołującą do tego, by w szkołach nie prześladowano słabszych. Sherman znany jest ze swojej empatii w stosunku do drugiego człowieka, szczególnie tego pokrzywdzonego przez los.

Pewnego dnia, grając jeszcze dla Seahawks, zauważył bezdomnego który koczował pod mostem blisko ośrodka treningowego klubu. Wielu po prostu mijało bezdomnego, ale nie Richard. Ten wziął sprawy w swoje ręce i podjechał do pobliskiego McDonaldsa, gdzie nakupił mu torby pełne jedzenia i zawiózł pod most.

I jeżeli ktoś pomyśli –  też mi coś, że kupił bezdomnemu jedzenie… To teraz odwróćmy sytuację – kiedy ostatnio ten „ktoś” kupił kanapkę i podarował ją potrzebującemu?

Autor: Kuba Machowina

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: