Podsumowanie półfinałów ELF i zapowiedź finału
Wiemy już kto zagra w niedzielę na Velstins Arena w Gelsenkirchen w wielkim finale ELF i zostanie klubowym mistrzem Europy w futbolu amerykańskim. Jak wyglądały półfinały i jak szykuje się finał? Zapraszamy na przedostanie już podsumowanie ELF w sezonie 2024 oraz ważne newsy z Panthers Wrocław.
*****
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
*****
Vienna Vikings 47 – 31 Paris Musketeers
Tydzień wcześniej Musketeers nieznacznie pokonali Ravens, i głównym zmartwieniem Paryżan w tamtym spotkaniu była defensywa, która w sezonie regularnym często ratowała zespół w podbramkowych sytuacjach, a w spotkaniu w play offach trochę zawiodła. W spotkaniu z Vikings w zasadzie było podobnie – znowu to atak musiał ciągnąć grę Muszkieterów, ale to nie wystarczyło żeby zatrzymać potężnych Vikings. W pierwszej połowie Musketeers zdobyli tylko 6 punktów po efektownym podaniu Zacha Edwardsa do Hugo Tekedama, jednak to Vikings do przerwy prowadzili 21-7, a prawdziwe show zrobił TE Florian Bierbaumer. W drugiej połowie Edwards dwoił się i troił w ataku, ale równie dobrze grał QB Vikings Ben Holmes, któremu jednak obrona podań Musketeers znacznie pomogła (przyłożenie na 41-31 to istny kryminał w wykonaniu defensywy). Florian Bierbaumer zdobył w całym meczu łącznie 4 TD, co czyni go praktycznie MVP tego spotkania. Vikings zmierzają na wielki finał, a Musketeers wracają do domu aby się przegrupować i zebrać siły na następny sezon, w którym będą na pewno brani pod uwagę jako jedni z kandydatów do walki o mistrzostwo, grunt to utrzymać trzon zespołu, co może wcale nie być takie łatwe.
Stuttgart Surge 23 – 29 Rhein Fire (po dogrywce)
Drugi półfinał zapowiadał się na bardziej zacięty i na taki, w którym ciężej było wytypować jednoznacznego faworyta. Pierwsza połowa mogła wskazywać, że to Surge są lepszą ekipą – szybko zdobyli dwa przyłożenia i skutecznie powstrzymywali rywali przed wejściem w pole punktowe. Jadrian Clark pokazał co prawda moc w swoim ramieniu, ale to był jedyny dobry moment tej ofensywy w pierwszej połowie. Następnie zaczął się festiwal strat – najpierw podczas biegu piłkę wypuścił Glen Toonga. Następnie chwilę później Reiley Hennessey rzucił przechwyt, by następnie to Jadrian Clark rzucił pick six i Surge wyszli na prowadzenie 20-13. Jednak powoli szczęście Surge zaczęło się wyczerpywać. Deszczowa pogoda sprawiła, że zawodnicy często ślizgali się na murawie, aż w końcu biegacz Surge wypuściał piłkę z rąk, która przekozłowała aż do endzonu i skończyło się touchbackiem na korzyść Fire. Następnie broniący tytułu mistrzowie po kickoffie zaliczyli świetny powrót z piłką i po chwili znowu zdobyli przyłożenie. W końcówce meczu Hennessey znowu pomógł rywalom rzucając przechwyt i dzięki temu Fire mogli strzelić field goala, który dał dogrywkę. Jednak jeszcze przed nią Surge mieli ostatnią szansę na wygranie tego, ale zadziwiająco, zdecydowali się nie kopać na zwycięstwo, tylko rozegrać akcję. Skończyło się to spektakularną katastrofą – Hennessey rzucił trzeci przechwyt. W dogrywce Fire postawili kropkę nad “i” i pokazali, że w kluczowych momentach nie pękają. To jakie załamanie spotkało drużynę ze Stuttgartu jest wręcz nieprawdopodobne.
ELF CHAMPIONSHIP GAME 2024
Vienna Vikings – Rhein Fire
Vikings po raz drugi, czy Fire drugi raz z rzędu? Któryś z tych zespołów ponownie zasiądzie na europejskim tronie i potwierdzi swoją dominację na Starym Kontynencie. Jeśli wygra drużyna z Wiednia, napisze historię, gdyż pierwszą drużyną w historii, która nie przegrała żadnego meczu w całym sezonie – zarówno w regularnym, jak i play offach. Jeśli wygrają Fire, zostaną pierwszą drużyną w młodej historii ELF, która obroniła tytuł mistrzowski. Na Veltins Arena w Gelsenkirchen – największym do tej pory stadionie, na jakim odbędzie się finał ELF – z pewnością zobaczymy futbol w najlepszym europejskim wydaniu i naprawdę ciężko wskazać faworyta. Zapowiada się, że wygra ten kto będzie miał lepszy dzień i więcej szczęścia od rywali. W dodatku wszystko wskazuje na to, że pojawi się komplet 40 000 widzów na stadionie, więc zapowiada się prawdziwe futbolowe święto w Europie.
Po jednej stronie Ben Holmes, który w meczu z Musketeers zdobył 6 przyłożeń oraz elitarna defensywa w całej ELF, a po drugiej MVP poprzedniego sezonu w postaci Jadriana Clarka oraz kandydata do MVP w tym roku, czyli Glena Toongi. Zapowiada się, że wygra ten kto będzie miał lepszy dzień i więcej szczęścia od rywali.
WIEŚCI Z OBOZU PANTHERS WROCŁAW
Finał finałem, ale Panthers Wrocław poczynili ważne ruchu na własnym podwórku.
Craig Kuligowski, który został nowym head coachem Panter po zwolnieniu w środku sezonu Dave’a Christensena, zdecydował się kontynuować swoją przygodę z organizacją, którą zaczął jako koordynator defensywy przed sezonem 2024. Amerykanin o polskich korzeniach zbuduje teraz wokół siebie nowy sztab.
– Trener Kuligowski wywarł duże wrażenie na całej naszej organizacji.
Posiada ogromną wiedzę, wykazuje się doskonałą etyką pracy i ma w
bagażu kilka dekad futbolowego doświadczenia. Wspólnie z naszym
właścicielem doszliśmy do wniosku, że przedłużenie tej współpracy to
najlepsza możliwa decyzja. Chcemy wspólnie budować silną i stabilną
organizację oraz razem dążyć do sukcesów – przekonuje Michał Latoś,
prezes Panthers Wrocław.
– Niezwykle cieszy mnie fakt, że poproszono mnie o przejęcie funkcji
trenera głównego Panthers Wrocław. Chciałbym, aby nasz sztab
szkoleniowy stanowił jedność i inspirował naszych zawodników. Zarząd
klubu, na czele z właścicielem, ma doskonały plan na budowę zespołu.
Chcemy skupić grupę najbardziej utalentowanych polskich graczy, którzy
będą stanowić trzon drużyny. Do nich dołożymy znakomitych i
zmotywowanych zawodników zza granicy, którzy pomogą nam wznieść
się na najwyższy poziom. Chcemy zbudować drużynę, którą cała Polska
będzie mogła oglądać z dumą. Doceniam i jestem wdzięczny Bogu za
całe wsparcie, z którym spotkałem się we Wrocławiu – komentuje sam
Craig Kuligowski.
Craig Kuligowski posiada bogate CV z czasów pracy w najwyższej dywizji NCAA, gdzie pracował jako koordynator defensywy albo jako trener linii defensywnej na takich prestiżowych uczelniach jak Alabama, Miami, Toledo czy Missouri. Wciągu swojej ponad 30-sto letniej kariery trenerskiej zdobył aż 13 mistrzostw konferencji SEC, BIG 12, ACC oraz MAC.
Drugą ważną informacją jest to, że lider defensywy Panthers na boisku, również zostaje na dłużej w stolicy Dolnego Śląska. A. J. Wentland przedłużył umowę z wrocławską drużyną o kolejne dwa lata. Amerykanin w tym roku pobił rekord ELF w liczbie tackli – 164 w całym sezonie. Poprzedni rekord również należał do niego. Dzięki temu osiągnięciu Wentland pretenduje do nagrody defensywnego gracza roku w ELF.
– A.J. to bez wątpienia najlepszy zawodnik na swojej pozycji w Europie. Od
początku zupełnie jasne było dla nas, że chcielibyśmy, aby grał we
Wrocławiu jak najdłużej, dlatego cieszymy się, że zostanie z nami na
sezony 2025 i 2026. Chcemy budować silną i stabilną organizację w
oparciu o nazwiska, którym możemy w pełni zaufać i dzięki którym także
polscy gracze mogą stawać się coraz lepsi – przekonuje Michał Latoś,
prezes Panthers Wrocław.
– Jestem bardzo podekscytowany z faktu, że zostanę we Wrocławiu na
dłużej. Cieszę się ze współpracy z całym naszym zespołem, wliczając w to
kolegów z boiska, sztab trenerski oraz zarząd i personel klubu.
Zbudowaliśmy zgraną i silną defensywę, nie mogę się doczekać, aby dalej
ją rozwijać. Świetnie pracuje mi się z trenerem Kuligowskim, który zawsze
doskonale przygotowuje nas do gry. Uwielbiam naszą drużynę, miasto
Wrocław oraz naszych kibiców. Go Panthers! – komentuje sam A.J.
Wentland.
Autor: Igor Białecki
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories