Skip to content

Podsumowanie sezonu – część 7 NFC SOUTH

To już przedostatnia część podsumowania Igora Białeckiego. Tym razem przyszedł czas na NFC SOUTH. Jaki to był czas dla Tampa Bay Buccaneers, New Orleans Saints (tu też wypowiedź oddanego drużynie Pawła Sałaty), Atlanta Falcons  i Caroliny Panthers? Zapraszamy!

*****

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk -> Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

**

Zachęcamy też do najnowszego odcinka podcastu historycznego, który poświęcony jest NFL Scouting Combine.

*****

NFC SOUTH

TAMPA BAY BUCCANEERS (9-8)

Cele na sezon 2023: walka o wygranie dywizji

Wynik: niespodziewany awans do Divisional Round

Skazywani na totalną porażkę w NFC South Buccaneers trzeci raz z rzędu rządzą na południu. Po przejściu na emeryturę Toma Brady’ego każdy obstawiał spadek Bukanierów z piedestału, jednak takie wnioski były całkowicie bezpodstawne. Oczywiście można było było spodziewać się spadku z pewnego poziomu jaki Buccaneers w ostatnich latach pokazywali, ale nie do tego stopnia żeby robić z nich najsłabszą drużynę najsłabszej dywizji. Przede wszystkim zapomniano, że w Tampie praktycznie utrzymano trzon niesamowicie silnej defensywy z sezonu mistrzowskiego, a do tego doszli dobrze prezentujący się debiutanci. Jednak najbardziej zlekceważono nowego rozgrywającego Bukanierów – Bakera Mayfielda. Przed sezonem naprawdę niewielu wierzyło w to, że Baker może udźwignąć tą drużynę na swoich barkach. Tymczasem w Tampie otwarto piekarnie, a sam piekarz dostał zasłużoną nominację do Comeback Player of The Year. Historia Mayfielda na pewno należy do jednej z najbardziej inspirujących w tym sezonie. Zarówno on jak i sama organizacja zostali skreśleni przez wszystkich zanim jeszcze cokolwiek pokazali, a Baker odwdzięczył się za daną szansę i naprawdę pokazał, że dalej może być solidnym starterem w NFL. Ale sam Baker w ofensywie to nie wszystko, bo otoczenie wokół niego również odegrało kluczową rolę. Przede wszystkim świetną robotę wykonał koordynator ofensywy Dave Canales, który już poszedł “na swoje” do Panthers. Jak zwykle spisywał się Mike Evans, dla którego był to 10 sezon z rzędu z przekroczeniem granicy 1000 jardów. Poza Evansem do podań Mayfield miał również innego weterana Chrisa Godwina oraz debiutanta, którego trochę się pominęło w tym roku – Treya Palmera. Nie można zapomnieć o solidnej linii ofensywnej, która radziła sobie mimo braku centra Ryana Jensena, który niestety ogłosił zakończenie kariery z powodu nawiedzających go licznych kontuzji.  Ale mimo to Bucs nie prezentowali jakiegoś wybitnego grania, na pewno pomógł im fakt gry w najsłabszej dywizji w całej NFL i wygranie bezpośrednich spotkań z rywalami z niej mocno im pomógł w awansie. Do pewnego momentu awans do play offów nie był jednak oczywisty, bo po 10 pierwszych spotkaniach Bucs mieli bilans 4-6, ale też trzeba zwrócić uwagę na to, że pierwsza połowa sezonu była jednak trudniejsza niż jej końcówka. Ostatecznie kolejne mistrzostwo dywizji przypieczętowali po słabym spotkaniu z Panthers. I co prawda jako mistrzowie dywizji mieli przywilej grania u siebie, ale jako że trafili na Eagles, miały być szybkie wakacje. Ale Orły praktycznie poddały to spotkanie bez walki, a Baker i spółka mieli naprawdę dużo czasu i miejsca na wymanewrowanie obrony Eagles. Na Lions jednak to nie wystarczyło i mimo zaciętej walki Bukanierzy musieli uznać wyższość w Detroit. Sezon zdecydowanie powyżej oczekiwań w wykonaniu drużyny z Tampy, ale pora wrócić na ziemię i pogodzić się z tym, że był to ostatni taki sezon w wykonaniu Buccaneers. Przy 48 mln capie i tyloma wolnymi agentami utrzymanie takiej siły drużyny wydaje się po prostu niewykonalne. Można być pewnym, że zostanie Baker Mayfield tyle że z większym kontraktem niż 4 mln za rok gry, ale i tak bardzo prawdopodobne jest to, że rozgrywający zgodzi się na “zniżkę” za danie mu kredytu zaufania i odbudowanie jego kariery. Według medialnych doniesień franchise taga dostanie czołowy safety NFL Antoine Winfield. Według mnie w Buccaneers zostanie również linebacker Lavonte David, pewnie też nie na dużym kontrakcie, po prostu ciężko mi sobie wyobrazić 34-latka w innej koszulce niż zespołu z Tampy, którego to stał się właściwie legendą. Natomiast niemal na pewno porozumienia klub nie osiągnie z największą gwiazdą i kluczowym zawodnikiem mistrzowskiej drużyny – Mike’em Evansem. Evans mimo już 30 lat na karku dalej potrafi dominować i w prawie każdej drużynie z miejsca byłby podstawowym skrzydłowym i nic nie wskazuje na to, żeby miał w ciągu roku spuścić z tonu. Dla Bucs jest to podwójnie zła opcja, bo nie dość, że Evans odejdzie to jeszcze za darmo. A za takiego zawodnika można by zgarnąć jeśli nie pierwszą rundę, to chociaż solidną paczkę picków. Atak na pewno straci na jakości po odejściu Evansa i Canalesa, choć tutaj zależy też to od tego jak będzie sprawować się nowym OC – Liam Coen, dla którego będzie to pierwsza trenerska praca na poziomie zawodowym. Teoretycznie na jakości nie powinna stracić defensywa zakładając, że na kolejne lata zostaje jej główny rdzeń, tyle że ten rdzeń ma już swoje lata, skład Buccaneers należy do najstarszych w lidze. Chociaż debiutanci pokroju Calijaha Kanceya i SirVocea Dennisa wykazują potencjał aby w przyszłości godnie zastąpić swoich starszych kolegów. W tym roku rywalizacja w NFC South była na swój dziwny sposób bardzo zażarta i ekscytująca. Jednak w następnym sezonie Buccaneers może nie być tak łatwo obronić tytuł mistrza dywizji, biorąc pod uwagę ewentualne wzmocnienia Falcons i wieczne gonienie marchewki na końcu kija w Nowym Orleanie. Znowu prawdopodobnie zobaczymy jedną drużynę z NFC South w play offach, bo w końcu ktoś musi ją wygrać, a Buccaneers nie powinni być już tak lekceważeni w boju o dywizję jak miało to miejsce w tamtym off seasonie.

NEW ORLEANS SAINTS (9-8)

Cele na sezon 2023: wygranie dywizji

Wynik: najbardziej średni sezon jaki można było zagrać i brak awansu do play offów

 

Powiem tak – obejrzałem prawie wszystkie mecze Saints w tym sezonie, przeczytałem mnóstwo opinii o tej drużynie, jeszcze więcej analiz co nie działa, a co jest w porządku i… mam totalną pustkę, kiedy w końcu przyszło mi napisać o Świętych. Mimo, że jestem kibicem, to ani razu nie wspomniałem o Saints w podsumowaniach drużyn w środku sezonu (chyba), bo zwyczajnie nie miałem co pisać. Jeśli szukać w obecnej NFL definicji drużyny średniej, która stoi w rozkroku między walką o play offy, a przebudową, to Saints wręcz idealnie się w to wpisują, a ten sezon – mimo drugiego najłatwiejszego terminarza w lidze – tylko dostarczał amunicji ludziom, którzy uważali, że po przejściu Drew Breesa na emeryturę i po odejściu Seana Paytona trzeba było rozpocząć przebudowę. Saints poszli jednak w kierunku takim jakim podążali dotychczas zadłużając salary cap do niebotycznej kwoty. Jeśli szukacie porządnych księgowych dzwońcie do Nowego Orleanu. Przed sezonem dało czuć się lekką ekscytację spowodowaną głównie ściągnięciem – wydawać by się mogło – rozgrywającego, który będzie prezentował jakiś poziom. Derek Carr dostał największy kontrakt spośród wszystkich zeszłorocznych agentów – 150 mln dolarów za 4 lata gry. No to już musi wypalić, co nie? Ehhh… Były momenty, w których Carr wyglądał nie lepiej od Andy’ego Daltona, a czasami miał takie zagrywki, że człowiek łapał się za głowę z zachwytu. Końcówka sezonu trochę zmyła złe wrażenie, jakie sprawił Carr w pierwszej części sezonu i wyglądał naprawdę solidnie. Jednak słaba dyspozycja ofensywy Saints to nie tylko wina Carra, a wpływ na to ma parę czynników. Przede wszystkim linia ofensywna, której jedynym pewnym punktem jest RT Ryan Ramczyk, a tak to grają tam takie rodzynki jak Trevor Penning i Andrus Peat – obaj wybrani w pierwszych rundach draftu (sic!). Wobec tego Carr dość często był pod presją i gdyby nie jego mobilność były częściej sackowany. Jeśli linia ofensywna nie dojeżdża, to z reguły gra biegowa też leży. W Saints może nie było aż tak źle, patrząc na to ile talentu było na pozycji biegaczy, ale nie było tak efektownie, jak można by tego normalnie oczekiwać od Alvina Kamary. Carr miał również wyraźny problem w złapaniu chemii ze skrzydłowymi, wobec czego Chris Olave nie zaliczył tak dobrego sezonu jak można by od niego oczekiwać, ale niespodziewanie ulubionym celem podań został… Rashid Shaheed, który rok temu dołączył do Saints jako niewydraftowany wolny agent i można go spokojnie nazwać największym pozytywnym zaskoczeniem tego sezonu w Nowym Orleanie. No i nie można zapomnieć o QB/TE/RB/FB/WR Taysomie Hillu, którego gdzie się nie dało, to prezentował się bardzo dobrze. Zmieniając stronę piłki, defensywa zgodnie z oczekiwaniami trzymała poziom i należy do ligowej czołówki (tutaj pominę segment, w którym wymieniam rozgrywających przeciwko którym defensywa Saints grała). Karierę niedługo kończyć będzie Cam Jordan, ale w pass rushu ma godnych następców w postaci Bryana Breese czy Carla Grandersona. W secondary dzielił i rządził klasycznie Demario Davis, pół sezonu z powodu kontuzji opuścił natomiast Marshon Lattimore, ale godnie zastępował go Paulson Adebo i to po Shaheedzie drugie pozytywne zaskoczenie. No dobrze, skoro Saints mieli taki porządny skład, to co nie wyszło? Można zwalić winę w znaczącym stopniu na sztab z Dennisem Allenem na czele. Ale nie można zapominać o koordynatorze ofensywy, który moim zdaniem był gorszy nawet od Matta Canady. Na szczęście Pete’a Carmichaela już nie ma, a zastąpić go koordynator gry podaniowej 49ers Klay Kubiak. Jednak duża krytyka wylała się na decyzję o pozostawieniu na stanowisku head coacha Dennisa Allena i nie ma co się temu dziwić. Owszem Allen broni się sezonem na “plusie”, no ale proszę, czy sezon 9-8 z jednym z najsłabszych terminarzy można uznać za sukces? Dodatkowo Allen praktycznie rzucił swoich zawodników pod pociąg po ostatnim meczu sezonu z Falcons, kiedy to drużyna z Nowego Orleanu w kontrowersyjnych okolicznościach zdobyła ostatnie przyłożenie, którego to powtórkę mogliście obejrzeć w segmencie poświęconym Falcons. Allen… umył ręce, tłumacząc się, że zawodnicy go zignorowali i sami zdecydowali o zdobyciu przyłożenia, a zawodnicy… otwarcie przyznali, że Allena zignorowali. I kto na tym zamieszaniu wyszedł wyżej? Trenerowi nie pomógł też generalny menadżer Saints Mickey Loomis porównując Allena do… Toma Landy’ego czy Billa Belichicka wskazując, że ci wielcy trenerzy również mieli ujemne pierwsze sezony ze swoimi drużynami, ale chyba zapomniał, że Allen już był head coachem Raiders przez nieco ponad dwa sezony i ani nie miał bilansu powyżej .500, więc sezon 2023 dla Allena jest pierwszym takim. Jeśli chodzi o ruchy Saints w off seasonie, to tu na ewentualne wzmocnienia trzeba czekać do draftu. Na wolnych agentów nie ma co liczyć, bo Saints nie są obecnie jakimś super miejscem do grania, a i limit płacowy na największym w lidze minusie nie pomaga. W Nowym Orleanie skupić się muszą na zatrzymaniu Rashida Shaheeda i na pożegnaniu się z zawodnikami, którzy muszą zwolnić miejsce dla młodych. Michaela Thomasa nie sposób nie doceniać, ale skrzydłowy ma już ponad 30 lat na karku, a jego kontrakt i pozaboiskowe wybryki nie zachęcają żeby wiązać się z nim na dłużej. Z resztą na boisku też nie jest już tym samym zawodnikiem co jeszcze 2 lata temu, a jego miejsce gotowi są gotowi zająć Sheheed oraz dobrze zapowiadający się A. T. Perry. Następny sezon już na pewno będzie ostatnim z takim składem Saints, który może być jakkolwiek kompetytywny, a potem trzeba będzie wejść w przebudowę – jedni powiedzą “nareszcie”, inni że “niestety”. Ale to po prostu jest potrzebne, bycie przeciętniakiem w ligach amerykańskich jest gorsze od bycia jednym z najsłabszych. A Saints pogrążyli się w przeciętności – przeciętna gra, przeciętne drafty, przeciętny skład, przeciętny sztab, przeciętny pick w drafcie. Czy da się bardziej przeciętnie?

Będąc sympatykiem Saints ciężko napisać coś o ubiegłym sezonie bez używania słów powszechnie uznawanych za nieparlamentarne. Przed sezonowe wzmocnienie najważniejszej pozycji na boisku dawało nadzieje. Zbyt duże niepotrzebne nadzieje. O Dereku Carrze można było w ubiegłych latach mówić różnie, ale pewien poziom gry w Las Vegas Raiders utrzymywał przez lata. W kompetentnym środowisku trenerskim i z dobrą drużyną powinien być na tyle dużym wzmocnieniem, że wygranie tak słabej dywizji jak NFC South nie powinno być żadnym wyzwaniem. Przecież ten zespół to wciąż była topowa defensywa w skali ligi, dodatkowo na nowego QB czekał całkiem ekscytujący zestaw skrzydłowych z Chrisem Olave na czele, oraz z eksplozywnym Rashidem Shaheedem, oraz że zmotywowanym i w końcu zdrowym Michaelem Thomasem. Trudno o lepsze środowisko by coś udowodnić po nie do końca miłym zakończeniu współpracy z Raiders. Niestety pobożne życzenia „kompetentnego środowiska trenerskiego” wzięły w łeb, a sam Carr również nie dowiózł oczekiwań zarówno jako rozgrywający, jak i lider szatni. Kompromitujące wpadki na boisku i jeszcze gorsze wypowiedzi pomeczowe nowego rozgrywającego, oraz trenera głównego Świętych to jedyne wspomnienie jakie pozostanie fanom po sezonie 2023. Co gorsza, przed następną kampanią nie zapowiada się na większą poprawę. Jedynym światełkiem w tunelu jest zatrudnienie nowego koordynatora ofensywy w osobie Klinta Kubiaka. Jeśli nowy sternik ataku dostanie wystarczająco dużo władzy w budowaniu, oraz będzie potrafił wykrzesać ostatnie iskry talentu z Dereka Carra, może być nieco lepiej. Dywizja nadal nie odjechała,. Może być lepiej niż rok temu, ale będąc nauczonymi po ostatnich miesiącach, po co kolejny raz robić sobie nadzieję?Paweł Sałata

ATLANTA FALCONS (7-10)

Cele na sezon 2023: walka o play offy

Wynik: brak awansu

W przeciwieństwie do Tennessee, w Atlancie nie będą tęsknić za swoim head coachem, który kiedy miał okazję, kłócił się ze wszystkimi o wszystko. Arthur Smith został zwolniony nie tylko za to, że trzeci sezon z rzędu drużyna kończy z bilansem 7-10 (grunt to stabilność, co nie?), ale za swój arogancko-narcystyczny styl bycia. Żeby jego usposobienie można było bronić wynikami, no ale… Do tego wszystkiego należy dorzucić marnowanie potencjału młodych zawodników wybranych wysoko w drafcie, przez to, że rzadko kiedy dawał im szansę do wykazania się, mimo że jak już dostawali taką szansę, to było widać na co tych chłopaków stać, patrz: Kyle Pitts (najwyżej wybrany TE w drafcie w historii) czy RB Bijan Robinson. Problem Falcons tkwi przede wszystkim na pozycji QB, bo po odejściu Matta Ryana w 2021 mieli trzech starterów i każdy prezentował dość przeciętny, jeśli nie słaby poziom. Desmond Ridder stał się niejako symbolem upartości i zuchwalstwa Arthura Smitha, który, mimo tego, że każdy widział co prezentuje Ridder, dalej szedł w zaparte, że Desmond to ich niekwestionowany QB1 i że nikt poza nim nie widzi potencjału, jaki w tym zawodniku drzemie (po czym sadzał go na ławce chyba trzy razy w ciągu sezonu). Chyba jednak nikt, łącznie z Arthurem Blankiem – właścicielem Falcons – nie podzielał tego zdania, bo Smith został zwolniony… minutę po północy w tzw. “black Monday”, a idealnym podsumowaniem jego kadencji jest ta scenka z ostatniego meczu sezonu 2023 przeciwko New Orleans Saints.

Do tej sytuacji jeszcze wrócimy przy okazji Saints, ale wracając do Falcons… Zastąpienie Smitha raczej nie powinno być ciężkim wyzwaniem, a to przypadło Raheemowi Morrisowi, który od 2021 roku pełnił rolę koordynatora defensywy w Los Angeles Rams. Morris z resztą już pracował w Falcons, a nawet był ich head coachem, co prawda tymczasowym, ale był. Wybór Morrisa był trochę zaskakujący dla mediów i kibiców, gdyż Falcons jako jedyni w całej lidze prowadzili zaawansowane rozmowy z Billem Belichckiem i wiele wskazywało, że gość, który zrobił na nich największy comeback w historii Super Bowl zadomowi się w Atlancie. Teraz niejako się “zemścili” zabierając mu nadzieję na pobicie rekordu Dona Shuli (przynajmniej na razie). Morris nie był co prawda jednym z gorętszych nazwisk wśród koordynatorów starających się o posadę head coacha, ale przemawiają za nim solidne argumenty. Nie chce się za bardzo rozpisywać o obronie Rams, jako że na nich nadejdzie jeszcze pora, ale wspomnę krótko, że Morris wycisnął z tej formacji ile się dało i wyglądało to naprawdę przyzwoicie, bo brakowało tam wielkich nazwisk (poza Aaronem Donaldem oczywiście). No i co być może nawet ważniejsze od bycia dobrym trenerem, Morris ma podejście do zawodników, a ci to doceniają.

Na korzyść Atlanty prezentuje się również sytuacja kadrowa i płacowa. Ofensywa złożona w większości z młodych graczy z zadatkami na supergwiazdy, takich jak Bijan Robinson, Kyle Pitts, Drake London czy Matthew Bergeron. W defensywie brakuje wielkich nazwisk, ale cała formacja jako całość jest dosyć dobra aby można było ją nazwać solidną. W dodatku ze świecą szukać w Atlancie zawodników z przepłaconymi kontraktami (najwięcej inkasuje LT Jake Matthews, który w 2024 zarobi 15,5 mln dolarów)  i dzięki temu mają ponad 68 mln wolnych dolarów w capie, które mogą przeznaczyć na załatanie dziur oraz na zatrzymanie paru ważniejszych wolnych agentów takich jak Jeff Okudah, Calais Campbell czy Kentavius Street. Jednak największym priorytetem zespołu z Georgii powinno być ściągnięcie nie tyle co elitarnego, co dobrego QB. Niestety dla Sokołów w tym roku rynek wolnych agentów rozgrywających nie jest aż tak obfity w nazwiska warte uwagi. Wolnym agentem teoretycznie może zostać Kirk Cousins, ale raczej nie zanosi się na to żeby miał opuszczać Minneapolis. Jakobi Brissett większość sezonu przesiedział na ławce w Commanders, ale w tych meczach, w których zagrał pokazał się z bardzo dobrej strony. No i od marca dostępny będzie jeszcze Russell Wilson, który w tym sezonie przypomniał o sobie, a przede wszystkim przypomniał sobie jak grać na dobrym poziomie. Można też liczyć na to, że uda się kogoś wybrać w drafcie, z tym że do top 10 draftu typowanych jest trzech QB (Caleb Williams, Drake Maye i Jayden Daniels), a tak się składa, że wszystkie trzy drużyny na początku tablicy mają chrapkę na rozgrywającego. Zawsze można starać się wybrać kogoś w dalszych rundach, bo takich tam na pewno nie zabraknie, ale nie są to takie pewniaki jak wymieniona wyżej trójka. Falcons mają takie szczęście, że ich front office do głupich nie należy i każdy off seasonowy ruch będzie starannie przemyślany i wykalkulowany.

CAROLINA PANTHERS (2-15)

Cele na sezon 2023: rozwój Bryce’a Younga, wygranie tylu spotkań ile się da

Wynik: katastrofa

Naprawdę dziwiło mnie to, że niektórzy eksperci i “eksperci” typowali Panthers do wygrania dywizji NFC South. Ok, każdy widział i wiedział jak słaba jest to dywizja, prawdopodobnie najsłabsza w całej NFL, ale bez przesady żeby miał ją od razu wygrać zespół, który przechodzi swoistą przebudowę i u którego było widać parę wyraźnych “czerwonych flag”, szczególnie w formacji ofensywnej i to pomimo wyboru rozgrywającego z #1 w drafcie i ściągnięcia doświadczonego trenera, który miał ogarnąć ten niezbyt dobrze prezentujący się atak. Sam dawałem im przed sezonem 5-6 zwycięstw, bo mimo wszystko widziałem jakiś potencjał. Ale takiej katastrofy nie spodziewał się chyba nikt. Na temat tego co działo się w zeszłym roku w Charlotte można by nakręcić film dokumentalny. Okazało się, że wewnątrz organizacji panuje dość toksyczna atmosfera, wynikająca między innymi ze sposobu bycia właściciela drużny – Davida Teppera. Mimo, że Panthers są jego własnością od zaledwie (albo i aż) 6 lat, Tepper zdążył zwolnić już trzech szkoleniowców, wszystkich w trakcie sezonu. W tym zwolnił Franka Reicha, którego zatrudnił jeszcze w tym samym roku, ale bilans 1-10 wyczerpał ograniczone pokłady cierpliwości właściciela Panthers. W dodatku z ligowych kuluarów zaczęły docierać plotki, które później okazały się prawdziwe, o częstych kłótniach i nieporozumieniach między członkami sztabu trenerskiego, więc Reich również nie pozostaje bez winy. Na domiar złego zaczęły przebijać się również informacje, o tym, że Frank Reich… nie chciał wybrać w drafcie Bryce’a Younga, a C. J. Strouda, a wyboru za niego dokonał Tepper. Skupiając się jednak na samej grze Panthers – totalnie zawiodła ofensywa. Pod względem EPA są czwartą drużyną od końca ze wskaźnikiem -0.160, EPA w grze podaniowej wynosi -0.163 (trzeci najgorszy wynik w lidze), nieco lepiej jest w grze biegowej, ale 24. miejsce w lidze pod tym względem dalej ciężko uznać za sukces. Przede wszystkim w oczy kłuje to jak słabo organizacja obudowała na boisku swojego rookie QB. Linia ofensywna? – nie istnieje, dopuściła do 62 sacków na Youngu (drugi najgorszy wynik sezonu). Korpus recevierów? – najlepszym jest 33 letni Adam Thielen, który przekroczył granicę 1000 jardów w sezonie, a reszta? D. J. Chark totalnie zawiódł zdobywając nieco ponad 500 jardów, a za największe rozczarowanie mogę chyba uznać rookie WR, wybranego w drugiej rundzie – Jonathana Mingo, którego wymieniano jako najlepszego receviera do wzięcia po pierwszej rundzie, a tymczasem zdobył niewiele ponad 400 jardów i 0 TD. Pamiętacie Milesa Sandersa? Biegacza, który w zeszłym roku w Eagles wykręcał bardzo dobre liczby? W Panthers jest drugim RB za Chubbą Hubbardem i delikatnie mówiąc raczej nie daje swojej drużynie takiej wartości, jaka ta oczekiwała po biegaczu za ponad 6 mln rocznie. Jedynie obrona pod wodzą DC Ejiro Evero mimo braku wielkich nazwisk trzymała przyzwoity poziom i nie należy się dziwić, że Evero prowadził wywiady z innymi drużynami w sprawie objęcia posady head coacha. Co prawda Panthers pod względem defensywnego EPA znajdują się dopiero na 26. miejscu, to statystyki mogą mylić i nie wygląda to tak źle, jak mogłoby się wydawać. Pass rush nie wygląda jednak jakoś niesamowicie, natomiast obrona gry górą wygląda obiecująco, jedyne co w tej chwili ogranicza formację defensywną Panthers jest słabość tego rosteru i brak choćby jednej gwiazdy z prawdziwego zdarzenia. Wakat na pozycji head coacha dość niespodziewanie uzupełnił były wieloletni trener rozgrywających w Seattle Seahawks i koordynator ofensywy Tampa Bay Buccaneers – Dave Canales. Jednak gdy przyjrzeć się bliżej karierze Canalesa, nie dziwi fakt zatrudnienia właśnie jego. Najpierw współpracował z Russellem Wilsonem w Seahawks, następnie również w Seattle naprowadził na właściwe tory Geno Smitha, a w tym roku stał za “redemption season” Bakera Mayfielda. Widzicie podobieństwo? Canales ma na przyszły sezon  jedno jasne zadanie – naprawić Bryce Younga, tak samo jak zrobił to ze Smithem i Mayfieldem. Natomiast w Panthers jest więcej do naprawy niż tylko ofensywa i Young. Zespół z Charlotte ma w tym roku dość ubogi kapitał draftowy (tylko 6 picków, z czego trzy własne w 2., 3., i 4. rundzie), a w salary cap będą mieli około 47 mln do wydania – niby dużo, ale jednak mało żeby zrobić sensowne uzupełnienia na rynku wolnych agentów. Jedyna nadzieja w lepszym draftowaniu, ale jak na razie żaden wybór Panter z zeszłego roku nie pokazał się z dobrej strony. Kibice muszą również dalej wierzyć, że ich QB1 nie okaże się bustem, żeby w następnych latach nie mówiło się o nim jako o “gościu wybranym przed C. J. Stroudem”. Perspektywy? W Charlotte potrzebują solidnej terapii aby “coś” się zmieniło, a najlepiej byłoby gdyby David Tepper odsunął się od zarządzania franczyzą i powierzył to komuś bardziej kompetentnemu. Niestety Tepper traktuje Panthers jak drogą zabawkę i dopóki się to nie zmieni, tak szykują się dla nich chude lata.

Autor: Igor Białecki

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej