Podsumowanie sezonu – część 8 NFC WEST
To już ostatnia część podsumowania Igora Białeckiego. Kończy je dywizja NFC West. Jaki był to sezon dla San Francisco 49ers, Los Angeles Rams, Seattle Seahawks i Arizona Cardinals? Zapraszamy!
*****
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
**
Zachęcamy też do najnowszego odcinka podcastu, który poświęcony jest ostatnim dniom w NFL
*****
NFC WEST

SAN FRANCISCO 49ERS (12-5)
Cele na sezon 2023: walka o pierścień
Wynik: przegrana w Super Bowl
49ers mieli wszystko, aby zostać mistrzami. Gwiazdy po obu stronach piłki. Jeden najlepszych head coachów w lidze. Rozgrywający za psie pieniądze, na którym można polegać i który ma prawdopodobnie najlepsze możliwe otoczenie wokół siebie. A wszystko to przestało się liczyć, kiedy zawodnicy… nie znali zasad w najważniejszym meczu sezonu. Ale po kolei. Sezon regularny w wykonaniu Niners to rzeź niewiniątek. Po rywalach dosłownie się przejeżdżali jak walec. Bardzo pewnie pokonali Cowboys, Eagles czy Jaguars, natomiast trzeba zauważyć, że kalendarz Niners nie był specjalnie trudny. Nie obyło się jednak bez potknięć; przegrali trzy spotkania z rzędu, w tym dwa, w których byli wyraźnymi faworytami z Browns i Vikings, a trzecie spotkanie z Bengals jeszcze z Joe Burrowem jako starterem. Po tak ciężkim okresie przeszedł bye week, który pozwolił na zebranie sił i przegrupowanie się i wyszło im to na dobre, bo po wolnym Niners wygrali następne 6 spotkań, aż do meczu z Ravens, którzy ich totalnie zdominowali. Ale nie przeszkodziło to Niners – po wygranej tydzień później z Commanders – w zostaniu “jedynką” NFC. Jednak po sezonie regularnym mogła nasunąć się jedna myśl – 49ers to świetnie naoliwiona maszyna do wygrywania, ale wystarczy wyjąć jeden trybik z tej maszyny, żeby cała przestała działać. W sezonie regularnym kontuzji doznał czołowy skrzydłowy Brandon Aiyuk i wyraźnie było widać, że ofensywa nie funkcjonowała tak dobrze podczas jego nieobecności. Tak samo, kiedy urazu w trakcie spotkania z Ravens doznał Trent Williams i linia ofensywna całkowicie się załamywała. No właśnie – linia ofensywna. Z całej tej gwiazdorskiej obsady była to jedyna formacja, którą można by wskazać jako najsłabszy punkt całej drużyny. Jest oczywiście wspomniany Williams, ale reszta są to goście, którzy w innych drużynach nie byli nawet starterami. A w Niners nimi byli. Przechodząc do play offów – w Divisional Round spotkali się z Packers, którzy sensacyjnie pokonali Cowboys na ich terenie. Jordan Love i spółka w Santa Clara również byli blisko sensacji, ale o losie spotkania przesądził praktycznie nietrafiony field goal, który mógłby dać dogrywkę. Losy spotkania z Lions opisałem wcześniej, więc napomknę tylko, że Niners znów mieli ciężary, ale z dodatkiem większego i mniejszego szczęścia udało im się dotrzeć tam, gdzie zamierzali. Super Bowl było jak najbardziej do wygrania. Tyle, że tym razem szczęście stało po drugiej stronie boiska. Na samym początku spotkania, podczas wbiegania na boisko kontuzji doznał Dre Greenlaw, ważny element defensywy i widać było, że krycie środkowej strefy boiska nie szło już tak dobrze. Do tego jeszcze punt, który pechowo trafił w stopę zawodnika Niners, dzięki czemu Chiefs zebrali piłkę i od razu po tym zdobyli przyłożenie wyrównujące stan na tablicy wyników. A jakby tego było mało, to doszedł jeszcze zablokowany przez Chiefs extra point, który jeśli by wszedł, wówczas Niners w końcówce prowadziliby czterema punktami, a nie trzema i zmusiłoby Chiefs do zdobycia przyłożenia, a nie tylko field goala. A dogrywka to jedno wielkie nieporozumienie, ponieważ jak się okazało… zawodnicy z Kaliforni nie znali przepisów nowej dogrywki. Javon Hargrave sam przyznał, że o nowych zasadach dowiedział się z telebimu na stadionie, a Kyle Juszczyk na konferencji powiedział, że w ogóle nie widział o nowych przepisach. Można sobie zadać pytanie, jak zawodnicy zarabiający w ciągu roku więcej niż przeciętny człowiek zarobi w całym swoim życiu, nie mogą znać przepisów ligi, w której grają? Owszem, w futbolu amerykańskim jest dużo szczegółowych przepisów, których nawet sami zawodnicy nie znają (co nieszczególnie dziwi), ale nie przygotować się na scenariusz z dogrywką na najważniejszy mecz sezonu? I tutaj naprawdę dużą winą trzeba obarczyć sztab trenerski na czele Kylem Shanahanem. Bo to zadaniem sztabu powinno być przygotowanie zawodników na każdy możliwy scenariusz. A ci popełnili błąd, biorąc na początek dogrywki piłkę, podczas gdy w obecnej formule lepiej na początku bronić. A Shanahanowi już trzeci raz uciekła szansa na pierwszy pierścień. Tuż po Super Bowl znalazł się pierwszy kozioł ofiarny w postaci koordynatora defensywy Steve’a Wilksa, ale ciężko wskazać właśnie jego jako głównego winowajcę tego co wydarzyło się w Vegas. Owszem w końcówce i w dogrywce obrona nie zatrzymała Chiefs, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że atak też mógł zrobić więcej. Teraz celem Niners powinno być nie popadnięcie w “Super Bowl hangover”, na które cierpi dużo drużyn (jak np. Eagles w tym roku). Na szczęście dla drużyny z Santa Clara, powinno udać się utrzymać w znaczącej części rdzeń tego zespołu. Sytuacja z salary cap nie jest dramatyczna, a po pożegnaniu się paroma zawodnikami, powinien wyjść nawet na plus. kontrakty kończą się dwóm ważnym zawodnikom defensywy – Chase’owi Youngowi oraz Javonowi Kinlaw. Przedłużenie Kinlawa powinno być oczywistością, ale inaczej sytuacja może wyglądać w przypadku Younga, który jednak nie wyglądał aż tak dobrze po przyjściu z Commanders. To dalej zawodnik z pierwszej rundy, więc jego talentu nie należy kwestionować, ale pytanie czy 49ers będą gotowi dać mu tak duże pieniądze. Za rok San Francisco 49ers znów będą wymieniani w wąskim gronie faworytów do wygrania Lombardiego, pytanie czy nie będzie to już absolutnie ostatnia szansa na pierścień?

LOS ANGELES RAMS (10-7)
Cele na sezon 2023: okres przejściowy
Wynik: awans do Wild Card Round i zostanie jednym z czarnych koni
Ze świecą można szukać osób, które przed sezonem stawiały na awans Rams do play offów. A jednak ta trzecia najmłodsza drużyna w NFL dała popis i wcale nie wyglądała jak banda niedoświadczonych młokosów, dla której to pierwszy kontakt z profesjonalnym futbolem. Do połowy sezonu zasadniczego nic jednak nie zapowiadało sensacji, bo pierwsze 10 spotkań to zaledwie 4 zwycięstwa, ale trzeba przyznać, że początek z 49ers, Bengals i Eagles nie należał do najprzyjemniejszych. Jednak od drugiego meczu z Seahawks wygranego 17-16 Rams zaczęli serię zwycięstw do końca sezonu, którą przerwała tylko porażka z Ravens po dogrywce. Rams ulegli po wyrównanym spotkaniu z Detroit Lions 23-24 i tutaj można mieć pretensje do Seana McVaya, że nie zdecydował się grać chociaż jednej czwartej próby blisko pola punktowego, których jego drużyna miała aż 3. Zakładając, że chociaż jedna by się udała i Rams zdobyliby przyłożenie z extra pointem, wówczas doprowadzili by do remisu. Ale nie ma co rozpamiętywać tych błędów, tym bardziej, że sama gra w play offach była sukcesem dla drużyny, która rok temu zaliczyła bilans 5-12 i wydawało się, że będzie szykować się do przebudowy. Ale skąd w ogóle taki niespodziewany wystrzał drużyny z Miasta Aniołów? Rams po zdobyciu mistrzostwa w 2022 roku musieli odświeżyć dość stary skład i tak zrobili w tym sezonie, gdzie średnia wieku zawodników to 26 lat. Zabrzmi to trywialnie, ale ogólna gra zespołu po obu stronach piłki wyglądała po prostu lepiej w porównaniu do poprzedniego sezonu i było to idealne połączenie doświadczenia weteranów takich jak Matthew Stafford, Aaron Donald, Cooper Kupp oraz Tyler Higbee z młodością i energią licznych debiutantów. Nie sposób tutaj nie wspomnieć o Puce Nacui, wybranym w piątej rundzie skrzydłowym, który pobił nieruszony od 1960 roku (!) rekord jardów po złapanych podniach. Gdyby nie CJ Stroud mówilibyśmy o murowanym OROY, ale i tak jest to bardzo prognostyk na dalszą karierę i tylko życzyć powodzenia na dalszej drodze w NFL.
— Puka Nacua (@AsapPuka) February 9, 2024
Na wyróżnienie zasługują również dwaj rookies z defensywy – Kobie Turney, Byron Young oraz trochę pomijany Desjuan Johnson, którzy będą stanowić o sile pass rushu Rams na najbliższe lata, kiedy Donald odwiesi kask na kołku. W tym sezonie swoiste przełamanie zaliczył również zeszłoroczny debiutant RB Kyren Williams, który przebił granicę 1000 jardów po biegach i nie byłoby kontrowersją, gdyby ktoś nazwał go drugim po CMC najlepszym biegaczem w NFL tym sezonie.
Admin forgot Kyren Williams' 28 yard touchdown run 😭😭😭 https://t.co/AZcAdRlClO pic.twitter.com/d0XHVTjYxO
— Blaine Grisak 💭 (@bgrisakTST) January 19, 2024
Linia ofensywna, jak na brak wielkich nazwisk spisywała się całkiem przyzwoicie, chociaż ciężko nazwać to również dobrym chronieniem rozgrywającego, kiedy dopuszcza się do 34 sacków w sezonie. W secondary również przydadzą się uzupełnienia, ale mimo to całkiem dobrze w głębi pola radzili sobie Jordan Fuller, Tre Tomlinson (kolejny rookie) oraz (o dziwo) Ahkello Witherspoon. No i oczywiście sam Matt Stafford dalej udowadnia, że nie można go pomijać w dyskusji o top 10 QB, bo w tym roku prezentował poziom, przy którym powinien być również nominowany do MVP. Czy powinien dostać statuetkę? Niekoniecznie, ale tak można powiedzieć chyba o każdym rozgrywającym w tym sezonie. Niemniej był kluczowym zawodnikiem do sukcesu Rams i czołowym rozgrywającym całej NFC. Jeśli Rams utrzymają obecny kurs, zrobią parę mądrych ruchów na rynku wolnych agentów i przynajmniej połowa nowych debiutantów okaże się tak dobra, jak ci z tego sezonu wówczas o Rams znów trzeba będzie mówić jako o drużynie z większymi ambicjami niż tylko awans do pierwszej rundy, a McVay przed ogłoszeniem przerwy od futbolu, o której jeszcze niedawno mówił z pewnością chciałby włożyć na palec jeszcze jeden pierścień.

SEATTLE SEAHAWKS (9-8)
Cele na sezon 2023: walka o play offy
Wynik: brak awansu do play offów i przebudowa w sztabie trenerskim
Podobnie jak w Nowej Anglii, w Seattle zakończyli pewien rozdział w historii, odsuwając Pete’a Carrolla od roli head coacha. Formalnie Carroll nie został zwolniony, bo w Seahawks będzie pracował na stanowisku doradczym, ale każdy wiedział, że to bardziej grzecznościowe pożegnanie się z trenerem, który dał zespołowi pierścień i stworzył jedną z najlepszych defensyw w historii. Jednocześnie widać było, że – podobnie jak Belichickowi – liga zaczęła Carrollowi odjeżdżać i zmiany były konieczne, jeśli Seahawks nie chcieli popaść w marazm. Ta nowa krew przybyła do Seattle prosto z Baltimore w postaci Mike’a Macdonalda, który w wieku 36 lat został również najmłodszym head coachem w lidze. Macdonald był odpowiedzialny przez ostatnie dwa lata za defensywę Ravens i mimo, że ta nie miała wielkich nazwisk, to należała do ścisłej czołówki ligi. Macdonald z pewnością jest jednym z najlepszych podpisów trenerskich w tym roku – jest młody, naprawdę mądrze zarządza defensywą, zobaczy się jak w kwestii budowania drużyny i dobrania reszty sztabu. Bo jeśli chodzi o sam roster, to Macdonald nie musi martwić się budowaniem wszystkiego od zera. Gorsza niż można było się spodziewać dyspozycja Seahawks w tym sezonie wynikała bardziej ze sztabu, którym otoczył się Pete Carroll, niż z tego że byli słabi. No i dywizyjny rywal zaliczył zmartwychwstanie, ale o tym później. Szczególnie defensywa powinna odżyć pod pieczą Macdonalda. O sile pass rushu powinni stanowić Myles Adams, Leonard Williams oraz dobrze zapowiadający się rookie Cameron Young. Natomiast w secondary do wyboru do koloru, bo to chyba najsilniejsza formacja Seahawks. Devon Witherspoon, Julian Love, Tre Brown, Coby Bryant to postacie, które w systemie Macdonalda mogą być postrachem każdego rozgrywającego i recevierów w lidze, a Riq Woolen dostanie szansę na poprawienie formy, którą w tym roku nie imponował. Z resztą w tym sezonie już pokazali na co ich stać m. in. w świetnym meczu z Cowboys. Do tego dochodzą linebackerzy Jordyn Brooks, Devin Bush oraz Boye Mafe, który zaliczył fantastyczny sezon. Oczywiście jest jeszcze Bobby Wagner, ale legendzie Seahawks i dwukrotnym zdobywcy pierścienia wiek zaczyna dawać się we znaki i nie jest już takim game changerem, jakim potrafił być jeszcze parę lat temu. Krótko mówiąc – są nie tyle co solidne podstawy, co wręcz gotowiec, który wystarczy odpowiednio nastroić. Inaczej sprawa wygląda z ofensywą. Owszem – nie brakuje takich nazwisk jak DK Metcalf, Tyler Lockett czy Kenneth Walker III. W przyszłym roku pod lupę warto wziąć dwóch rookies – Jaxona Smitha-Njigbę oraz Zacha Charbonneta. Pierwszy z nich, wybrany w pierwszej rundzie nie zaliczył rewelacyjnego sezonu, ale na początku doskwierały mu kontuzje a potem miał problem żeby wbić się do składu. Z resztą konkurowanie na skrzydłach z Metcalfem i Lockettem nie jest łatwe. Charbonnet natomiast nie grał zbyt wiele, jako że RB1 jest Kenneth Walker, ale w tych parunastu zagrywkach pokazał jak wielki drzemie w nim potencjał. Jake Bobo natomiast pokazał, że może być przyzwoitą opcją do głębi składu. Tak jak skrzydła pękają w szwach od talentu, tak problemem jest linia ofensywna, która miewa swoje słabsze momenty. Nie ma co się dziwić, że tyle drużyn ma problemy z tą pozycją, bo aktualnie bardzo ciężko o to aby w każdym miejscu OL znalazł chociaż jeden dobry zawodnik. Problem z tym mają nawet topowe zespoły o czym przekonacie się dalej. I na koniec pozostaje kwestia Geno Smitha. Historia z sezonu 2022 dalej pozostaje żywa w głowach kibiców i obserwatorów, ale w tym roku Smith nie wyglądał już aż tak dobrze. Dalej pozostaje przyzwoitym rozgrywającym, którego warto mieć w składzie, ale zaczynają się pojawiać pytania na ile można na nim polegać. Smith może wciągnąć drużynę do play offów, co już zresztą zrobił, ale żeby coś więcej w nich zrobić raczej nie ma szans. Ma on swój sufit, którego po prostu nie przeskoczy i trzeba się z tym liczyć. W następnym sezonie Smith niemal na pewno będzie jeszcze starterem, ale pytanie czy Seahawks nie sięgnął po jakiegoś rozgrywającego w drafcie, który na dłuższą metę będzie z nim rywalizować o bycie QB1? Nie jest to scenariusz nieprawdopodobny, tym bardziej jeśli Seattle myśli o czymś więcej niż tylko pierwsza runda i do widzenia.

ARIZONA CARDINALS (4-13)
Cele na sezon 2023: #1 w drafcie
Wynik: wybór w top 5 draftu
Cardinals to drużyna, o której postronny kibic może niewiele powiedzieć i nie ma co się dziwić. Przed sezonem typowano ich od #1 w drafcie, a zapewne jedynymi zawodnikami, których kojarzył ktoś inny niż kibic Cardinals, to Kyler Murray, który większość sezonu spędził przed konso… znaczy się był kontuzjowany oraz TE Zach Ertz, który został zwolniony pod koniec listopada. Mimo wszystko można uznać za mały sukces to, że anonimowa banda z młodym head coachem w postaci Jonathana Gannona zdołała wyciągnąć tylko i aż cztery zwycięstwa, nie raz sprawiając niespodziankę wygrywając ze Steelers, Cowboys i Eagles. Co prawda z #4 w drafcie nie wybiorą już topowego rozgrywającego, ale nie powinno być z tym większych problemów, jako że jest już Murray. Z resztą sam Gannon po sezonie uciął wszelkie spekulacje o ewentualnej wymianie po wyższy pick, mówiąc, że Kyler będzie ich QB1 w następnym sezonie. Jedno zmartwienie z głowy, pozostał jeszcze jakiś tuzin innych. Po odejściu Hopkinsa w drużynie nie ma wyraźnego WR1, mimo że z ciekawej strony pokazał się rookie Michael Wilson, to jednak potrzeba więcej talentu na tej pozycji. W linii ofensywnej jest OT Paris Johnson wybrany rok temu w pierwszej rundzie, wygląda naprawdę solidnie, ale sam całej linii nie udźwignie. W defensywie jest ściernisko, ale w jeden offseason nie będzie z tego San Francisco. Kluczowym aspektem będzie też to czy Murray okaże się w końcu tym, kim miał już od dawna być, czyli franchise QB, który ma stanowić o sile drużyny na lata. Szczególnie po tylu przerwach w grze spowodowanych urazami. W ostatnich meczach w tym sezonie, w których zagrał pokazał się z całkiem przyzwoitej strony jak na zawodnika, który pauzował niemalże rok po zerwanym więzadle w kolanie i udowdnił, że dalej została mu jego piekielna szybkość biegania. Powrót Murraya jako pełnoprawnego startera we wrześniu będzie na pewno jednym z ciekawszych wątków sezonu 2024. Mimo niemalże anonimowego rosteru Cardinals są dopiero 10. drużyną z największym cap space w 2024 roku – 42,1 mln dolarów. Niby dużo, a jednak ciężko będzie coś z taką sensownego zrobić. Nie od razu Rzym zbudowano – wszystkich bolączek Cardinals na pewno nie zaspokoją w ciągu zaledwie roku, więc kibicom pozostaje uzbroić się w cierpliwość i… czekać. Chociaż Texans udowodnili, że z młodym HC i dobrym draftem w ciągu roku można wiele osiągnąć. Chociaż drużyna z Houston miała o tyle łatwiej, że grała w nie szczególnie wymagającej dywizji.
Sezon obfitował w niespodzianki, wiele skrajnych emocji, od złości po euforię przez załamania nerwowe. Ale czy nie za to kochamy ten sport? Teraz tylko 7 miesięcy czekania by znów móc oglądać futbol w najlepszym wydaniu. Do zobaczenia… wkrótce.
Life without my favorite football team being able to ruin my Sunday for the next six months pic.twitter.com/CJzalzxCmC
— NFL Memes (@NFL_Memes) February 18, 2024
Autor: Igor Białecki
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories
AKTUALNOŚCI, NFL, NFL, Wpisy