Skip to content

Podsumowanie week 3 ELF

Ten tydzień nie zapowiadał się na najciekawszy weekend ligowy, gdyż teoretycznie tylko dwa mecze miały zwrócić na siebie uwagę. Jednak wyszło tak, że cały świat ELF żyje niekoniecznie tymi spotkaniami, a jedną sensacją, która może w tym sezonie jeszcze dużo namieszać.

W naszych mediach podcastowych jest też podcast – wywiad, z prezesem Panthers Wrocław Michałem Latosiem. Zapraszamy do nadrobienia.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

***

Rhein Fire 10 – 22 Madrid Bravos

W końcu pokonani! Madrid Bravos przerwali zwycięską serię obecnych mistrzów Europy i sprawili niemałą niespodziankę. Tym samym Fire zatrzymało się na 16 meczach wygranych z rzędu, czym wyrównali rekord Vienna Vikings i pozostał im tylko smak rekordu, którego byli tak blisko. Ale jak doszło do tego, że – wydawać by się mogło – drużyna nie do pokonania, w końcu przegrała z ekipą, która debiutuje w tym sezonie? Przede wszystkim mecz ten nie obala faktu, że Fire to dalej mocna drużyna, z którą trzeba się liczyć. Zawiodła przede wszystkim ofensywa, z QB Jardianem Clarkiem na czele, którzy do trzeciej kwarty nie potrafili praktycznie wejść na połowę Bravos. Na pewno odczuwano brak gwiazdy Niemców – WR Kelvina McKnighta, który w zeszłym tygodniu wylądował na liście kontuzjowanych. To właśnie w trzeciej kwarcie zapowiadało się na to, że wszystko wróci do normy, kiedy kontuzji doznał QB Bravos – Chris Helbig, a jako rozgrywający musiał grać… WR Willie Patterson (witamy w ELF), który swoją drogą grał bardzo dobre spotkanie przeciwko swojej byłej drużynie. Fire zaczęli gonić wynik i w pewnym momencie prowadzenie Bravos “stopniało” z 15-0 do 15-10. Ale wtedy właśnie “beast mode” włączył RB D’Wayne Obi, który praktycznie w pojedynkę prowadził ofensywę Hiszpanów po kontuzji Helbiga i zdobył kluczowe przyłożenie na 5 minut przed końcem spotkania.  Fire mieli swoje szanse żeby odwrócić losy tego spotkania, ale najpierw returner stracił piłkę, a następnie Jardian Clark rzucił drugi przechwyt tego popołudnia i co ciekawe, oba autorstwa jednego zawodnika – Ja’Lena Embry’ego. To, że Fire nie wykazali się w sobotę w ofensywie to zasługa świetnej defensywy Bravos, która wzięła odpowiedzialność za mecz po kontuzji rozgrywającego i nie przeraziła się faworytów. Mądre ruchy w off seasonie sprawiły, że Bravos, mimo debiutu w lidze, już liczą się w walce o play offy oraz udowodnili reszcie ligi, że jak najbardziej się da. MVP kolejki został jak najbardziej zasłużenie Willie Patterson.

Barcelona Dragons 7 – 63 Raiders Tirol

W drugiej hiszpańskiej drużynie w ELF humory zdecydowanie nie dopisują. Po wygranej nad Mercenaries, Dragons dwa razy dostali potężnie w czapę, najpierw od swoich rywali z Madrytu, a teraz od Raiders, gdzie był to pierwszy mecz dla ich nowego QB. Przypomnijmy, że we wtorek, po porażce z Vienna Vikings drużyna z Innsbrucku zwolniła swojego rozgrywającego, z którym związała się przed sezonem – D’Angelo Fulforda, co wzbudziło powszechne zdziwienie. Na jego miejsce ściągnęli Kasona Martina, który grał również dla Raiders Tirol, tyle że w Austrian Football League (franczyzy z Austrii mają de facto dwie drużyny – jedna gra w ELF druga w AFL). Patrząc na wynik, Martin może być zadowolony z debiutu na poziomie europejskim, nawet jeśli grali przeciwko defensywie Dragons, która równie dobrze mogła na tym meczu się nie pojawić. Większej różnicy by nie było. Dla Raiders całe spotkanie wyglądało jak wewnętrzna gierka, gdzie obrońcy starają się unikać kontaktu z rozgrywającym. Jedynym dobrym momentem dla gospodarzy w tym spotkaniu było dalekie podanie Leviego Lewisa, które zakończyło się przyłożeniem dla Dragons. O tym jak ekscytujące i interesujące było to spotkanie świadczy zresztą głos komentatora tego spotkania:

Zdecydowanie ciekawsze jest to działo się już po meczu. ELF wszczęło wobec Barcelona Dragons śledztwo, gdyż pojawiły się wątpliwości co do legalności gry w tym spotkaniu jednego z zawodników. Nie wiadomo jakie możliwe konsekwencje wyciągnie liga wobec drużyny z Barcelony i nieznane są jeszcze wyniki śledztwa.

Seamen Milano 14 – 7 Helvetic Mercenaries

Pojedynek dwóch drużyn, które czekały na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Mercenaries z pewnością podchodzili do tego spotkania z większym optymizmem niż gospodarze, którzy w dwóch pierwszych kolejkach zostali rozgromieni na własnym stadionie. Tym razem jednak widzowie w Mediolanie byli świadkami przede wszystkim defensywnego pojedynku. Mercenaries szybko otworzyli wynik po świetnych podaniach Carltona Aikena. Jednak to było tyle, jeśli chodzi o ofensywne popisy byłego QB Silesia Rebels, bo silna obrona Seamen w połączeniu z nieistniejącą linią ofensywną Szwajcarów sprawiła, że nie było drive’u, w którym Aiken nie byłby sackowany, mimo, że ten starał się uciekać presjom i miał jeszcze parę obiecujących rzutów, które Mercenaries jednak nie wykorzystali. Aiken rzucił również dwa przechwyty, które jednak trzeba zapisać na jego konto. Tymczasem po drugiej stronie QB Zach Bronkhorst w końcu zaliczył dobre spotkanie i długimi podaniami do skrzydłowych ograł obronę Helwetów.

Panthers Wrocław 13 – 16 Vienna Vikings

Prawdziwy hit kolejki, który długoterminowo wpłynie na kształt Konferencji Wschodniej. Na początku można było czuć pewną obawę przed meczem – w końcu to Vikings, drużyna z 40-sto letnią tradycją, mistrz sprzed zaledwie dwóch lat z topową defensywą w lidze i wcale nie gorszą ofensywą. Jednak zaledwie dzień przed spotkaniem doszło w składzie Wiednia do ważnej roszady – podstawowy QB Ben Holmes został umieszczony na liście kontuzjowanych i Wikingowie na cito podpisali Christopha Grossa. Wydawało się, że Vikings osłabieni na tak ważnej pozycji będą łatwiejsi do pokonania. Nic bardziej mylnego. Panthers zaczęli bardzo dobrze, kiedy QB Steven Duncan podał na przyłożenie do WR Kacpra Jaszewskiego. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 10-0 dla Panthers, ale w drugiej Vikings powoli wracali na właściwe tory w ofensywie, która do tej pory nie potrafiła przejść na połowę Wrocławian. Jednak to właśnie drużyna z Wiednia zdobyła przyłożenie, które zaczęło zwiastować problemy Panthers. Po przerwie mogliśmy obserwować bardzo defensywny mecz, gdzie żadna z drużyn nie dawała dużego pola do popisu swoim oponentom w ataku. Jednak, kiedy Panthers mieli obiecujący drive, gdzie pachniało zdobyczą punktową, wówczas Steven Duncan rzucił przechwyt. Długo nad tą stratą nie trzeba było rozpaczać, bo zaledwie chwilę później fiński biegacz Vikings – Karri Pajarinen stracił wypuścił piłkę z rąk po powaleniu przez Adama Lary’ego, a odzyskał ją Szymon Romanowski. Błąd Fina udało zamienić się na punkty, ale tylko na field goala. Przy prowadzeniu w czwartej kwarcie 13-7 dla Panthers, rozgrywający Vikings rzucił piłkę prosto w ręce Macieja Jabłońskiego i wydawało się, że wystarczy nie popełniać błędów i mecz zakończy się na korzyść Panthers. No właśnie – tylko i aż nie popełniać błędów, bo od tego momentu zaczął się ich festiwal w wykonaniu Stevena Duncana. Najpierw quarterback Wrocławian stracił piłkę we własnym polu punktowym, co wykorzystali Austriacy zdobywając przyłożenie. Ta akcja w zasadzie dobrze podsumowała występ Duncana, który cały mecz miał problem z uciekaniem spod presji, a w tej konkretnej sytuacji można mieć do niego o tyle pretensje, że zamiast uciekać z podbramkowej sytuacji, gdzie miał mnóstwo wolnego miejsca do biegu, ten szukał na siłę podania. Następnie Duncan znów rzucił przechwyt, jednak w tej konkretnej sytuacji niewykluczone, że miała na to wpływ poprzednia akcja (która nie została pokazana w powtórkach), gdzie obrońca Vikings z premedytacją uderzył w swoim kaskiem w kask rozgrywającego, kiedy ten już leżał na murawie, co mogło skutkować wstrząsem mózgu u QB. Na koniec jeszcze Duncan został zsackowany w endzone co poskutkowało safety i zwycięstwem Vikings. Wiedeńczykom należą się gratulację za to, że bez swojego QB1 podjęli wyrównaną walkę i oczywiście za to, że w takich okolicznościach jeszcze wygrali. W Panthers natomiast doszło do DUŻYCH zmian w składzie. Pierwsze plotki o możliwym odejściu Stevena Duncana pojawiły się już w poniedziałek, a we wtorek stały się faktem. Możliwe, że wpływ na takich ruch miał ojciec rozgrywającego, który wdał się w zażartą dyskusję z innymi użytkownikami na oficjalnej stronie na Facebooku Panthers. Jednak Duncan nie został bezrobotny na długo, gdyż jeszcze tego samego dnia podpisał umowę do końca sezonu z Madrid Bravos, którzy szukali zastępstwa dla Chrisa Helbiga, którego kontuzja okazała się czymś poważniejszym i może opuścić znaczną część sezonu.

Nowym-starym podstawowym rozgrywającym wrocławskiej drużyny został John Uribe, który grał dla Panthers w końcówce sezonu 2022. Roszady zaszły nie tylko na rozegraniu – Panthers pożegnali się również z włoskim defensive backiem Martinem Marcaccim, na listę kontuzjowanych trafił Daniel Bender, a do składu po urazach wrócili WR Matt Cole, który nie miał okazji jeszcze zagrać w ELF oraz DB William James.

Berlin Thunder 43 – 3 Fehervar Enthroners

Enthroners przed weekendem umieścili swojego QB1 Johna Mangela na liście kontuzjowanych i należało spodziewać się, że może być tylko gorzej. I tak też było. Berlin bawił się na murawie z defensywą Enthroners jak chciał. Spośród wielu efektownych akcji Thunder najbardziej wyróżnia się ta Aarona Jacksona, który zdobył przyłożenie po kick offie i po “tańcu” między obrońcami Węgrów. Enthroners są trzecią najgorszą drużyną w ELF pod względem traconych punktów (121), gorsi są tylko Barcelona Dragons (124) i Prague Lions (130). Jeśli chodzi o ofensywę, to Węgrzy również są trzeci od końca (31 punktów), gorsi są tylko Mercenaries (26) i Seamen (21), z czego ci pierwsi zagrali na razie tylko dwa spotkania. Wobec tego nie można dziwić się plotkom mówiącym o tym, że w przyszłym sezonie Enthroners mogą opuścić szeregi European League of Football na rzecz Austrian Football League.

Paris Musketeers 25 – 22 Frankfurt Galaxy

Mecz o wielkiej wadze dla Konferencji Zachodniej, z której zrobiła nam się prawdziwa grupa śmierci. Przynajmniej 4 zespoły stamtąd pod względem siły składów mogą myśleć na poważnie o grze w play offach, ale wiadomo, że nie każdy w nich zagra. Z tej czwórki dwa zespoły zmierzyły się ze sobą w niedzielę w Paryżu. Musketeers rozpoczęli sezon z wysokiego C, gromiąc na wyjeździe Hamburg Sea Devils. Galaxy, podobnie jak Paryżanie sezon rozpoczęli od tygodnia drugiego, tyle że nie udało pokonać się im na własnym terenie obecnych mistrzów. Musketeers chcący potwierdzić swą siłę oraz Galaxy próbujący udowodnić, że zasługują na łatkę kontendera. Ciekawiej być nie mogło. Spotkanie nie zaczęło się najlepiej dla gospodarzy, którzy na samym początku pierwszej kwarty stracili dwie piłki, a defensywne przyłożenie zdobył zawodnik Galaxy Daniel Josiah. Jednak nieskuteczność ofensywna Galaxy i bardzo dobra obrona Paryżan sprawiły, że Niemcy nie byli w stanie zdobyć więcej punktów. Tymczasem Zach Edwards i spółka zaczęli gotować od początku drugiej kwarty i zdobyli przyłożenie wychodząc na prowadzenie 10-7. Galaxy próbowali odpowiedzieć, ale QB Luke Zahradka rzucił przechwyt prosto w ręce corner backa Musketeers Chandlera Jones’a. Sytuację wykorzystała ofensywa i ładnym podaniem Edwardsa do TE Kevina Mwamby (byłego zawodnika Galaxy) zdobyli kolejne przyłożenie. Przy obu sytuacjach, kiedy Paryżanie zdobyli przyłożenie zdecydowanie nie popisało się secondary, które zostawiło zdecydowanie zbyt dużo miejsca Muszkieterom. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy Galaxy zdążyli jeszcze zdobyć przyłożenie do Markela Castle’a, a Musketeers próbowali jeszcze odpowiedzieć, jednak ponownie Daniel Josiah wymusił fumble na Zachu Edwardsie i Francuzi musieli obejść się smakiem. Do przerwy 15-14 dla Musketeers. W drugiej połowie dalej można było zobaczyć ofensywną nieskuteczność Galaxy, podczas gdy Paryżanie zdobyli field goala, a przyłożenie dołożył RB Jason Aguemon. Dla Galaxy punkty zdobył jeszcze WR Kevin Kaya i zdecydowali podwyższyć za dwa punkty, co im się udało. Dzięki temu Galaxy zmniejszyli przewagę Paryżan do tylko trzech punktów. Ale wówczas zaczęła się desperacka walka o punkty. A nie doszłoby do tego gdyby kicker Niemców trafił kopnięcie za 3 punkty (z resztą nie było to jego pierwsze pudło, łącznie nie trafił 4 razy). W ostatniej minucie podania od Zahradki nie złapał Kaya, piłka drugi raz trafiła w ręce Chandlera Jonesa co de facto zakończyło spotkanie. Musketeers potwierdzili, że należy się z nimi liczyć, a Galaxy w ten weekend zawalczy z Panthers o to, aby na start nie zacząć z bilansem 0-3.

Munich Ravens 51 – 7 Prague Lions

 Nie wiem co w zasadzie napisać o tym meczu, bo wynik mówi sam za siebie – Kruki rozszarpały Lwy bez krzty litości. Ravens po rozczarowującym ofensywnie spotkaniu ze Stuttgart Surge, gdzie zdobyli tylko 5 punktów, więc wyżyli się na dużo słabszych ekipach Seamen Milano, którym wbili 47 punktów, a teraz Lions 51. Drużyna ze stolicy Czech natomiast z meczu na mecz sprawia coraz gorsze wrażenie – kiedy z Sea Devils zaprezentowali się całkiem przyzwoicie, tak z Thunder i Ravens wrócili “starzy, dobrzy Lions”.

Tak wygląda sytuacja w tabeli w poszczególnych konferencjach po week 3:

Terminarz week 4:

15 czerwca (sobota):

Rhein Fire – Paris Musketeers (godz. 16:00)

Po trzeciej kolejce niemalże każdy mecz w ramach Konferencji Zachodniej będzie ciekawy. Fire będą chcieli zmyć złe wrażenie z meczu z Bravos, a Musketeers są w gazie, a motywacji mogą im dodać nie tylko własne wyniki, ale również to, że drużyna z Madrytu pokazała, że Fire da się pokonać. W trzecim tygodniu Zach Edwards mierzył się Luke’em Zahradką i wyszedł z tego pojedynku zwycięsko, Amerykanin nie zaliczył jeszcze w tym sezonie przechwytu i z pewnością będzie chciał podtrzymać tą passę, czy uda mu się to uda przeciwko silnej obronie Fire?

Madrid Bravos – Cologne Centurions (17:00)

Zdecydowanym faworytem będą oczywiście Bravos. Jednak dużym znakiem zapytania będzie nowy rozgrywający, czyli Steven Duncan, który ostatnich dwóch spotkań w Panthers nie mógł zaliczyć do szczególnie udanych. Czy Amerykanin utrze nosa Wrocławianom i pokaże na co go stać w debiucie w Madrycie? Z pewnością to zadanie będzie ułatwione patrząc na poziom defensywy Centurions (a raczej jego brak).

Berlin Thunder – Vienna Vikings (godz. 18:00)

Zapowiada się kolejny ciekawy pojedynek w Konferencji Wschodniej. Vikings dalej muszą sobie radzić bez Bena Holmesa, co nie znaczy, że nie będą faworytami. Już z Panthers pokazali, że i bez niego sobie radzą. O Thunder ciężko cokolwiek jeszcze powiedzieć – na start sezonu przegrali po wyrównanym spotkaniu z Panthers Wrocław, a w następnych dwóch tygodniach przejechali się kolejno po Lions i Enthroners, czyli najsłabszych ekipach w całej ELF. Z pewnością zwycięstwo na własnym terenie mocno ułatwiłoby Berlińczykom walkę o fazę play offs z Panthers i Vikings.

Helvetic Mercenaries – Barcelona Dragons (godz. 18:00)

 

16 czerwca (niedziela):

Frankfurt Galaxy – Panthers Wrocław (godz. 13:00)

Pierwszy wyjazd ekipy z Wrocławia i kolejny trudny przeciwnik na drodze. Pierwsze tygodnie zdecydowanie nie rozpieszczają Wrocławian, a zadanie będzie o tyle trudniejsze, że Galaxy na start mają dwie porażki i z pewnością nie chcą zacząć sezonu od bilansu 0-3. Taki wynik oznaczałby nieuchronne zmiany w sztabie. Panthers dopiero co przeszli przemeblowanie w składzie i zobaczymy jak z powrotem będzie prezentował się John Uribe. Żadna z ekip nie jest usatysfakcjonowana swoim bilansem po górnolotnych deklaracjach sprzed startu sezonu i obie chcą uniknąć “trójki” z tyłu.

Stuttgart Surge – Seamen Milano (godz. 13:00) 

Raiders Tirol – Munich Ravens (16:25)

 Hamburg Sea Devils – Prague Lions (godz. 16:25)

Tekst: Igor Białecki

***

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na Facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej