Skip to content

Pół królestwa za gladiatora

Jeśli myślisz o standardowej gwieździe NFL, na myśl przychodzą Ci zawsze te same klisze, czyli cztery typy gwiazd:

– ikona mody oraz influencer – jak Odell Beckham Junior

– szalony użytkownik social mediów i aferzysta – jak Antonio Brown

– przekonany o własnej nieomylności Trash Talker – w stylu Jalena Ramseya

– nieokiełznany playboy – w typie Antonio Cromartiego (12 dzieci z dziewięcioma różnymi kobietami)

Gdzie wpasowuje się bohater dzisiejszego tekstu? W żaden z tych schematów.

Oczywiście Quintorris Lopez Jones, znany lepiej jako „Julio”, to gwiazda sportu pełną gębą – efektowny na murawie, lubiący ciekawe fryzury, tatuaże oraz biżuterię poza boiskiem, ale na tym jego ekstrawagancje się kończą. Jones chroni swojego życia prywatnego jak ognia, dostęp do niego ma tylko jego zaufany krąg, na czele z matką, Queen Marvin. To właśnie ona wychowała „Julia” samotnie i to jej chłopak zawdzięcza wszystko.

Od pierwszego dnia na uczelni Alabama Jonesa otaczała aura sukcesu oraz niezwykłości, która doprowadziła go do NFL oraz wywindowała na pozycję jednego z najlepszych wide receiverów w lidze. Dzisiaj skrzydłowy Falcons to człowiek instytucja i grzechem by było, gdybyśmy nie przedstawili jego historii – dziejów (cytując amerykańską prasę) „człowieka, który sprawił, że imię „Julio” znów stało się cool”.

***

„The Silent Assasin”

Właśnie tak nazywany jest Jones, z racji swojego zachowania – bliższego szachistom, aniżeli gwiazdom NFL. Jeśli pomyślę o idealnej „cieszynce” po zdobyciu touchdownu, na myśl przychodzi mi od razu niezapomniany Rod Tidwell z „Jerry’ego Maguire’a”, grany przez kapitalnego Cubę Goodinga Juniora. To czysta ekspresja i Gooding Jr. w swojej grze aktorskiej – mimo, iż oczywiście celowo przekoloryzowanej – dobrze ujął ducha swagu NFL.

Julio jest natomiast inny – nigdy nie celebruje „przyłożeń”, od razu oddaje piłkę sędziemu. Dla wielu ludzi to dziwne, no bo co może być wspanialszego? Cały tydzień ciężkich treningów, presja prasy, kibiców, trenera, a zwieńczenie jest najpiękniejsze z możliwych – touchdown, punkty, ulga, spełnienie. Ale dla Jonesa to dzień jak co dzień. Julio od czasów liceum po prostu zdobywa punkty i oddaje piłkę sędziemu. Po cichu, bez żadnego szpanu czy swagu.

Jak wspominał jeden z jego trenerów z czasów liceum w Foley (gdzie uczęszczał Jones) Todd Watson, to normalka: „Nigdy nie gwiazdorzył i nie aktorzył. Żadne bicie się w pierś czy celowanie do kamer (…) Ok, zdobyłem punkty. Powtórzmy to. Tyle”.

Julio, a raczej Quintorris, wychowywał się bez ojca odkąd skończył pięć lat. Wszystkim zajmowała się jego matka, wspomniana wcześniej Queen Marvin. To ona pracowała całymi dniami w fast foodzie, byle móc nakarmić Julia, a także jego starszego brata, Phillipa. Częstokroć historie sportowców są mocno koloryzowane, ale w przypadku Jonesa można powiedzieć śmiało, że pisana była mu kariera w NFL i od małego wiedział, że futbol to jego przeznaczenie. Wspomina Queen Marvin:

„W dniu, w którym jego ojciec nas zostawił, 5-letni (Julio) powiedział mi, że wszystko się ułoży, że będzie ok. Że zostanie zawodowym graczem i wszystko się ułoży”.

Przepowiednia, przeczucie? Prawie każde dziecko chce zostać sportowcem – mali chłopcy w USA chcą być jak LeBron czy Odell, w Polsce jak Robert Lewandowski. Ale mały Quintorris miał nosa, trzeba przyznać. Sam wspominał po latach, przywołując obrazki z dzieciństwa w Foley, w Alabamie, gdzie się wychował:

„Mama była zasadnicza, ale próbowała nauczyć mnie co jest dobre, a co złe. Tam skąd pochodzę, było wiele przemocy i ludzi handlujących narkotykami. Ona trzymała mnie w ryzach i pilnowała”.

Jones był specyficznym dzieckiem. Cichy, nie sprawiał wielu problemów, za to od małego wiadomo było, że zostanie sportowcem. Jak tylko przyszedł do liceum odnosił sukcesy właściwie w każdym sporcie, był genetycznym fenomenem. Grał w baseball, koszykówkę, biegał na zawodach, grał w futbol. Inny z jego trenerów z liceum, Clark Stewart spotkał go, gdy Jones miał zaledwie 11 lat: „To był jeden z tych chłopaków stworzonych do sportu. Silny, szybki, doskonały balans”.

Sukcesy Jones w szkole średniej w Foley oszałamiały. Zresztą spójrzmy:

– mistrz stanu w skoku w dal

– mistrz stanu w skoku wzwyż

– mistrz stanu w trójskoku

– czołowy sprinter w stanie (drugi wynik w stanie w swojej kategorii wiekowej – 11.13 na 100 m)

– jako 18-latek biegał 4.55 na 40 jardów i skakał 98 cm z miejsca (dosiężny)

– w 2008 roku otwierał listę najlepszych wide receiverów w swoim roczniku w USA

Julio był tak dobry, że gdy ogłosił, że idzie na studia do Alabama Crimson Tide, jego decyzję transmitowano na żywo w całym USA. Ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Queen Marvin.

***

Matka & Jerry

Queen kocha swoich synów nad życie. Każdego dnia pracowała 9 godzin w kuchni w restauracji typu fast food tylko po to, by wrócić do domu i szybko lecieć do… kuchni, by zrobić Julio i Phillpowi kolację. Julio był tak cichym chłopcem, że wielu znajomych rodziny miało go za „innego”, by nie powiedzieć opóźnionego w rozwoju. Jones kochał sport, a poza tym uwielbiał oglądać filmy z mamą i bratem i jeść non stop kurczaka – albo przygotowanego przez matkę, albo z knajpy wzdłuż drogi, gdzie mieszkali. To był jego cały świat i sposób życia, który – w jakimś stopniu – kultywuje do dzisiaj.

Czasem Julio odwiedzał mamę w fast foodzie, a ta zawsze mówiła mu: „Pamiętaj, mierz  wyżej niż TO”, wskazując na swoje miejsce pracy. Jones za każdym razem przyrzekał jej ponownie, że kiedyś kupi jej dom i auto. Z każdym kolejnym rokiem wizja ta stawała się coraz bardziej realna. Julio trenował ciężko, często zostając po treningu. Wszedł mu w nawyk pewien rytuał – nawet jeśli został zablokowany, wstawał i biegł w kierunku „end zone”.

Dlaczego? Bo tak robił zawsze drugi z jego (obok matki) idoli, sam Jerry Rice. Zresztą Julio Jones jest godnym następcą wielkiego Rice’a – wielu dziennikarzy za oceanem twierdzi, że jeśli ktoś ma kiedyś poprawić rekordy Jerry’ego, to zrobi to właśnie gracz Atlanty Falcons. Oczywiście jeśli będzie grał wystarczająco długo i zdrowie mu na to pozwoli.

Wróćmy jednak do charakteru Jonesa. To, co jest zaletą Julia, czyli pewnego rodzaju stonowanie i brak ekspresji, bywało także wadą. Z jednej strony nazywano go „cichym zabójcą”, a nawet „tygrysem szablozębnym” – z racji tego, że nie mówi dużo, ale wyraża siebie swoją grą, atakując na boisku. Ale z drugiej strony jeśli coś nie szło po myśli Jonesa, np. nie podawano mu piłki, nie potrafił się wydrzeć czy zabrać głosu. Wspomina były trener wide receiverów w Alabamie, Curt Cignetti:

„Bardzo subtelny gość. Cichy. Jakby mówił: „jestem gotów”. Nie mówił tego głośno, nawet nie próbował, ale widziałem po jego ruchach i mimice, że pragnie piłki i trzeba mu podawać”.

Każdy z byłych trenerów Jonesa powie to samo – Julio to idealny podopieczny. Nie robi problemów, nie skarży się, nie pyskuje. Pracuje ciężko, jest stonowany. I bardzo, bardzo skryty. Do tego stopnia, że do dziś nie wiadomo nic więcej o jego życiu prywatnym. Social media Jonesa to zdjęcia z meczów, ale niewiele w tym materiałów prywatnych. Nie wiadomo czy ma kogoś, czy ma jakieś dzieci, czy z kimś się spotyka. Widywano go kiedyś z piosenkarką Jasmine Villegas, ale nigdy nie potwierdzono, jakie relacje ich łączą.

Od lat plotkuje się resztą o rzekomym homoseksualizmie Julia, ale sam Jones nic sobie z tego nie robi, strzegąc swojego życia prywatnego jak tylko może. Dostęp do niego mają wyłącznie matka oraz brat Phillip, który często przychodzi na mecze Falcons. Bracia wspierają się nawzajem jak tylko mogą – Phillip doradza Juliowi, kiedy mu nie idzie, a Julio wspiera Phillipa, który stracił rękę na skutek postrzału z broni palnej w 2014 roku.

Trzeba zaznaczyć także, że Julio Jones, dzięki swojemu łagodnemu charakterowi oraz opinii łatwego w prowadzeniu zawodnika jest bardzo lubiany, co zaowocowało wieloma kontraktami reklamowymi, m.in. z Chevroletem. Jest bardzo ceniony także w Falcons, które przed startem obecnego sezonu przedłużyło z nim kontrakt, czyniąc go najlepiej opłacanym wide receiverem w lidze – 3 lata, 66 milionów dolarów (22 rocznie), z czego aż 64 w pełni gwarantowane.

Jones jest bardzo aktywny na rynku biznesowym. Część zarobionych pieniędzy zainwestował w kilka firm, m.in. w rynek nieruchomości. Jest także udziałowcem w firmie deweloperskiej wartej 200 milionów dolarów, zajmującej się budową mieszkań oraz domów poza terenem Atlanty.

***

Hype & Stats

Wróćmy do czasów gry w college’u. Kiedy po trzech latach w Alabamie Julio zgłosił się do Draftu 2011, wybuchła prawdziwa euforia i wrzawa. Na trzecim roku studiów Jones złapał aż 78 piłek w 13 meczach, zaliczając przy tym 1.133 jardy oraz 7 TDs. Atlanta Falcons tak bardzo chcieli go mieć u siebie, że oddali aż 5 (!) picków Cleveland Browns w zamian za szósty numer w Drafcie, który pozwolił im przesunąć się z lokaty 27. właśnie na szóstą.

Nagrodą dla Falcons był Julio Jones, a Browns pozyskali numery 27, 59 i 124 w Drafcie 2011 oraz pierwszą i czwartą rundę rok później. Wielu pisało, że takie zagranie to „histeryczny ruch” i „głupota”, a włodarze Atlanty na czele z General Managerem Thomasem Dimitroffem zwyczajnie oszaleli. Czy się opłaciło? Sami mi powiedzcie.

Zbierając dane do tego tekstu wrzuciłem na Twittera ankietę z pytaniem o najlepszego wide receivera ostatniej dekady i z wynikiem 46 procent wygrał właśnie Julio Jones. Wielu wskazywało także na Calvina Johnsona, ale tutaj to już kwestia sympatii. Można polemizować – Julio czy popularny „Megatron”?

Jedno, co wiemy na pewno to to, że Falcons zagrali va banque i opłaciło im się oddać „pół królestwa” za Jonesa. Julio rozgrywa właśnie swój dziewiąty sezon i dotychczas prawie zawsze zdobywał minimum 1000 jardów w sezonie. Wyjątek stanowią debiutancki sezon (2011) oraz sezon 2013, kiedy rozegrał ledwie 5 meczów. Na dzień dzisiejszy jego statystyki są następujące:

– 117 meczów

– 11.198 receiving yards (35. miejsce w historii)

– 55 TDs

Trzeba jednak przyznać, że obecny sezon Falcons jest fatalny (po 6 tygodniach bilans 1-5) i sam Julio zalicza gorsze statystyki, zdobywając póki co „ledwie” 77.8 rec jardów na mecz. To jego najgorszy wynik od roku 2012, kiedy zaliczał 74.9 jardów na mecz. Nie jest to jednak wina wyłącznie Julia, ponieważ sam Matt Ryan w sześciu grach obecnej kampanii rzucił tyle INT (7), co w… 16 meczach zeszłego sezonu. Dodatkowo Atlanta ma problem z kickerem, ponieważ Matt Bryant jest – delikatnie mówiąc – w dalekiej od ideału formie.

Liczę jednak na przełamanie formy zarówno Jonesa, jak i całej Atlanty. Najlepszy mecz Julia w obecnym sezonie to „ledwie” 128 jardów w trzecim tygodniu rozgrywek przeciwko Indianie. Ktoś powie – 128 jardów to „ledwie”? Tak, ponieważ mówimy o Julio Jonesie – człowieku, który potrafił zdobyć 300 jardów w jednym meczu!

Stało się to w spotkaniu przeciwko Panthers (2016 rok) i był to zaledwie szósty przypadek w historii NFL, kiedy jakiemuś zawodnikowi udało złapać się podania na 300 jardów w jednym meczu. Więcej – od 1989 roku tylko dwóch graczy dokonało takiego wyczynu. Kto? Oczywiście Julio oraz… Calvin Johnson, przeciwnik Jonesa w mojej twitterowej ankiecie. Jones zdobył równe 300 jardów w roku 2016, a „Megatron” aż 329 trzy lata wcześniej, w roku 2013.

***

„Julio” jest cool!

Na koniec najważniejsze – dlaczego Quintorris Jones nazywany jest do cholery „Juliem”?! Tutaj oddajmy głos sprawczyni całego zamieszania, czyli matce Jonesa, pani Queen Marvin:

„Dałam mu na imię Quintorris (co oznacza „Gladiator”), ponieważ powiedziano mi, że urodzi się… dziewczynka. Urodził się jednak chłopiec, a że sama mam na imię Queen, to zostawiłam to imię dla niego”.

Kiedy jednak chłopak miał 12 lat to matka uznała, że to imię mu nie pasuje i zaczęła go nazywać… „Julio”. Trzeba uczciwie przyznać, że Julio to dość nietypowe imię dla Afroamerykanina, ale sam Jones do niego przywykł, tak jak do swojego oryginalnego imienia z chrztu, czyli „Quintorris”. Dla podkreślenia znaczenia swojego oryginalnego imienia ma na plecach imponujący tatuaż właśnie z wizerunkiem gladiatora i numerem 11 – czyli tym, z którym gra w Atlanta Falcons.

Dziennikarz Julio Ricardo Varela, czyli imiennik Jonesa napisał kiedyś felieton dla ESPN w którym podziękował graczowi Falcons za to, że dzięki niemu imię Julio znów stało się modne. Jak wspominał Varela, miał dość faktu, iż przez lata ludzie słysząc jego imię krzyczeli na głos: „Julio Iglesias!”. Teraz Varelę cieszy to, że ludzie słysząc jego imię wołają czasem „Jones”, ponieważ jak twierdzi dziennikarz:

„Julio Jones jest ekscytujący i elektryczny, w przeciwieństwie do piosenek Julio Iglesiasa!”.

Autor: Kuba Machowina

Zdjecie: instagram @ juliojones_11 

%d bloggers like this: