Skip to content

Rookie Watch 2024 #2

Jeszcze niedawno dopiero zaczynaliśmy sezon, a to już jesteśmy po 1/3 rozgrywek w sezonie 2024. Tak jak po dwóch tygodniach ciężko było jeszcze oceniać debiutantów ze względu na dość małą próbkę tego co zaprezentowali, tak 5-6 spotkań mówi nam już nieco więcej, o tym, w którą stronę zmierzają. Wybaczcie, że w tym odcinku skupię się przede wszystkim na zawodnikach z ofensywy (a w szczególności na rozgrywających), ale takie mamy realia, że to do nich przywiązuje się większą uwagę. Zatem zapraszamy na podsumowanie występów debiutantów po week 6.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

***

KTO ZACHWYCA?

 

JAYDEN DANIELS (QB, Washington Commanders) – (pick) #2, 1. runda

1404 jardów; 125/166 (75.3% skuteczności podań); 8.5 YPA; 6 pass TD; 2 rush TD; 2 INT; 73.5 QBR

W dwóch pierwszych tygodniach Daniels wyglądał naprawdę przyzwoicie, bo zakładano, że będzie głównie biegał, a tymczasem okazało się, że podaje może nawet lepiej niż biega. Wygrany mecz z Bengals to istny majstersztyk w jego wykonaniu – skuteczność podań na poziomie ponad 91% i dwa przyłożenia zapewniły mu tytuł ofensywnego gracza tygodnia NFC. Ale nie tylko w tym meczu wykazał się skutecznością, bo niemal w każdym meczu kręci się w okolicy 70% celnych podań (jedynie w meczu z Browns zszedł poniżej 60%). Daniels jak miał być gotowym produktem, nad którym nie trzeba pracować, tak w zasadzie wygląda. W ostatni weekend zmierzył się z (można tak powiedzieć) swoim wzorem, na którym ewidentnie się wzoruje – Lamarem Jacksonem. Spotkanie z Ravens, to był swoisty sprawdzian dla Danielsa, bo była to pierwsza lepsza obrona na takim poziomie, która mogła być dla niego wyzwaniem (poza spotkaniem w week 1 z Bucs). Ale nawet tutaj wychowanek LSU poradził sobie całkiem dobrze – skuteczność na poziomie 68.8%, 2 przyłożenia i 0 strat. Widać również, że jak w pierwszych trzech kolejkach Daniels miał problemy z targetowaniem Terry’ego McLaurina, tak teraz jest to jego ulubiony receiver i widać, że ta współpraca będzie iść w dobrym kierunku.

A już za tydzień będziemy świadkami pojedynku #1 i #2 tegorocznego draftu – Commanders zmierzą się z Bears.

 

CALEB WILLIAMS (QB, Chicago Bears) – #1, 1. runda 

1317 jardów; 130/199 (65.3% skuteczności podań); 6.6 YPA; 9 pass TD; 5 INT; 45.4 QBR

Po pierwszych słabych występach pierwszego wyboru tegorocznego draftu powoli już znika ślad i zaczyna się wyłaniać Caleb Williams, jakiego wszyscy chyba oczekiwali. W znacznej mierze lepiej zaczęła już grać linia defensywna Bears, która na początku sezonu bardziej przeszkadzała niż pomagała młodemu rozgrywającemu. Co prawda dalej nie jest to ten poziom jakiego można się było po niej spodziewać, ale i tyle dobrze. Daniels ma ten komfort, że jego linia całkiem nieźle pracuje, natomiast Caleb dalej często musi się ratować ucieczkami z kieszeni. Ostatnie 4 mecze Bears to nie tylko 3 zwycięstwa, ale właśnie również dowód na to, że Caleb do tej ligi dojrzewa. Dwa razy przekroczył już granice 300 jardów górą, co jak na debiutanta jest nie lada osiągnięciem. Widać, że nie boi się rzucać daleko, szuka skrzydłowych, którzy mogą pojawić się na otwartej pozycji, jednak czasami trwa to zbyt długo przez co zalicza sacki. Caleb wyraźnie poprawił celność swoich podań – pierwszy mecz 48% skuteczności podań; kolejne mecze to 62.2%, 63.5%, 73.9%, 69% i 79.3%. Widać postęp w tym aspekcie, i bardzo dobrze. Rzeczą która natomiast kłuje w oczy jest to, że Caleb zalicza dość dużą liczbę przechwytów i to w takich sytuacjach, w których można się było zachować lepiej. Wynika to z tego, że Williams nie boi się rzucać daleko i w takich sytuacjach przechwyt nie jest niczym nadzwyczajnym, ale i tak jest skutkiem kiepskiego procesu decyzyjnego czy też zbyt dużej pewności siebie. Chociaż w spotkaniu w Londynie z Jaguars widać było, że zagrał bardziej zachowawczo, nie rzucając dalej niż na 20 jardów (a jedno, jedyne dalekie podanie skończyło się przechwytem) i to był do tej pory jeden z jego najlepszych meczów. Jednak Williams pokazuje, że uczy się na błędach, ma wykształconą inteligencję boiskową więc można się spodziewać, że będzie jeszcze lepiej, a i widać, że łapie coraz lepszą chemię z kolegami z drużyny i lepiej się z nimi rozumie, niż na początku rozgrywek.

 

BUCKY IRVING (RB, Tampa Bay Buccaneers) – #125, 4. runda 

58 biegów; 328 jardów; 5.7 YPA; 2 TD

Rok temu mówiło się, że funkcję RB1 przejmie całkowicie Rachaad White, jednak ten wybrany w 2022 roku biegacz miał dość słabe wejście w sezon, a teraz w ogóle nie gra przez kontuzje. Jego miejsce automatycznie zajął wybrany w czwartej rundzie Bucky Irving, który z meczu na mecz dostawał więcej szans na pokazanie się i to wykorzystuje. Irving to bardziej typ szybkościowca niż biegacza siłowego, widać to głównie przez to jak radzi sobie w dwóch typach biegów – w outside run radzi sobie bardzo dobrze bez większych problemów mijając kolejnych defensorów, przy czym wykorzystuje również swój atletyzm i zwinność. Natomiast w sytuacjach inside run nie idzie mu już tak dobrze i zwykle zdobywa mniej niż 5 jardów. W Tampie wykształcił się całkiem ciekawy korpus biegaczy, gdzie każdy po trochu się uzupełnia, ale któremu już prawdopodobnie do końca sezonu będzie przewodził Irving, pokazał bowiem, że jest wartościowym zawodnikiem i zasługuje na miano RB1 w Bucs.

 

MALIK NABERS (WR, New York Giants) – #6, 1. runda

35 receptions; 386 jardów; 11 YPA; 3 TD

Giants grają tak jak w zasadzie się można było spodziewać. Czyli nie najlepiej. Ale za to Malik Nabers również gra tak jak można się było po nim spodziewać, co jest już lepszą wiadomością dla kibiców w niebieskiej części Nowego Jorku. Może nie jest to jeszcze taki “highlight machine” jak Justin Jefferson, czy inni topowi WR-y w NFL, ale zdecydowanie pokazuje, że jego sufit sięga właśnie tego poziomu. Nabers łączy zarówno szybkość, jak i technikę, która pozwala mu wygrywać pojedynki z obrońcami, a po złapaniu piłki jest prawdopodobnie jeszcze groźniejszy niż bez niej, ponieważ z dużą lekkością mija defensorów i znajduje wolną przestrzeń. Nie tylko biega po prostych ścieżkach, ale też potrafi improwizować i szukać alternatywnych dróg. Wiele osób obawiało się jak może wyglądać jego rookie sezon z Danielem Jonesem na QB, jednak jak się okazuje nie jest to wielka przeszkoda dla Nabersa żeby robić ładne liczby. A warto podkreślić, że podane wyżej statystyki to tylko liczby z pierwszych czterech tygodni, ponieważ w tej chwili Malik leczy kontuzje. 

 

DRAKE MAYE (QB, New England Patriots) – #3, 1. runda

265 jardów; 24/41 (58.5% skuteczności podań); 6.5 YPA; 3 pass TD; 2 INT; 1 fumble; 29.6 QBR

W Nowej Anglii nastąpiła wyczekiwana zmiana na rozegraniu – weterana Jakoby’ego Brissetta na rozegraniu zastąpił wybrany z trzecim numerem Drake Maye. Co prawda Maye zadebiutował już w meczu z Jets, jednak było to wejście na parę snapów, kiedy losy spotkania były już dawno przesądzone. Teraz przyszedł czas na debiut jako starter. Była to całkowicie zrozumiała decyzja ze strony Patriots – z Brissettem wyniki prawdopodobnie by się nie poprawiły, a z Mayem jako starterem wyniki mogą się poprawić (chociaż nie jest to warunek konieczny), a przy okazji młody nabierze trochę doświadczenia. I jakie są wnioski po pierwszym meczu? Całkiem optymistyczne. Maye już na uczelni musiał radzić sobie ze swoją kiepską linią ofensywną i to doświadczenie z pewnością przydaje mu się dzisiaj w NFL, gdzie linia Patriots należy do jednej z najsłabszych w lidze, a mimo to Maye całkiem swobodnie poruszał się w kieszeni i zachowywał względy spokój, starając się unikać błędów. Te oczywiście się zdarzały, jak dość łatwo oddany pierwszy przechwyt czy fumble, ale te rzeczy raczej nikną na tle ogólnie udanego debiutu Maye’a. Miał okazję wykazać się swoim atletyzmem, zręcznie uciekając obrońcom z kieszeni i zdobywając jardy również biegami. Natomiast głównym jego atutem są dalekie podania. Jednak musi popracować nad ich celnością, bo nieco ponad 58% skuteczności nie powala na kolana. Dobrze również widzieć, że Maye jest w miarę zgrany z kolegami na boisku i nie widać aby trzeba było pracować nad tym aspektem, na co wpływ może mieć to, że korpus skrzydłowych Patriots jest dość młody. Patriots nie zaczną pewnie seryjnie wygrywać, ale widać światełko w tunelu, że może być lepiej jeśli Maye nie tylko utrzyma taki poziom, co pokaże, że również się rozwija.

 

SPENCER RATTLER (QB, New Orleans Saints) – #150, 5. runda

243 jardy; 22/40 (55% skuteczności podań); 6.1 YPA; 1 pass TD; 2 INT; 27.9 QBR

Zmiany z weterana na debiutanta można się było również spodziewać w Nowym Orleanie. Przed sezonem zakładano, że Derek Carr nie będzie zwyczajnie dawał rady i na jego miejsce, prędzej czy później wskoczy właśnie Spencer Rattler, była gwiazda serialu “QB1”, którego losy po tym programie potoczyły się dość burzliwie. Kiedyś typowany jako pewniak do pierwszej rundy, a finalnie skończył jako wybrany dopiero w piątej, więc ma i chce dużo udowodnić. Zmiana rozgrywającego nastąpiła jednak nie z powodów sportowych, a ze zdrowotnych. Carr wypada na parę tygodni (w domyśle cztery) i to właśnie Rattler, a nie wybrany rok wcześniej w trzeciej rundzie Jake Heaner go zastępuje. A debiut z pewnością nie należał do najłatwiejszych, bo nie dość, że Saints po obu stronach piłki dopadły kontuzje kluczowych graczy, to jeszcze grali z Buccaneers, którzy słynął z mocnej defensywy. A już na początku meczu stracił swojego WR1, bo Chris Olave zszedł do szatni ze wstrząsem mózgu. Jednak Rattler pokazał, że nie zjadła go presja i zagrał naprawdę przyzwoite spotkanie. Jego rzuty były szybkie z reguły celne (część niekompletnych podań została upuszczona przez recevierów) oraz pokazał, że ma dobry przegląd boiska i potrafi szybko znaleźć zawodnika na otwartej pozycji. Jednocześnie również potrafi uciec z kieszeni, kiedy jest taka potrzeba. Dwa przechwyty natomiast to przejaw zbytniej pewności siebie i chęci nadrobienia wyniku, można powiedzieć, że akty desperacji aniżeli błędy wynikające z umiejętności. Pierwsze koty za płoty, teraz przed Rattlerem spotkanie z równie mocną defensywą Broncos, następnie Panthers i Chargers, więc poza ekipą z Charlotte debiutant nie będzie miał łatwo, ale jeśli pokaże się z dobrej strony i nie będzie grał gorzej niż Derek Carr, weteran może już nie powąchać murawy w tym sezonie, na rzecz Rattlera, który może się jeszcze rozwinąć. 

 

CALEN BULLOCK (S, Houston Texans) – #78, 3. runda

12 tackles; 2 INT; 4 passes deflected

KAMARI LASSITER (CB, Houston Texans) – #42, 2. runda

15 tackles; 1 INT; 3 passes deflected

Rok temu defensywa Texans została wzmocniona w drafcie przez Willa Andersona i Henry’ego To’oTo’o. Sprawa pass rushu wydawała się załatwiona, wystarczyło wzmocnić secondary, które było zdecydowanie największą piętą achillesową zeszłorocznych Texans. Teraz jednak wygląda to dużo lepiej za sprawą wyżej wymienionej dwójki. Bullock ma już dwa przechwyty na koncie, co jak na debiutanta na tej pozycji jest bardzo dobrym wynikiem. Co prawda nie podobał mi się wybór Kamariego Lassitera, ale jak widać skauci znają się lepiej i dobrze dla nich. Obaj od praktycznie pierwszego tygodnia stali się częścią defensywy zespołu z Houston i wydaje się załatali niemal wszystkie dziury jakie mieli w składzie.

 

KOGO OBSERWOWAĆ?

 

BO NIX (QB, Denver Broncos) – #12, 1. runda

1082 jardy; 121/198 (61.1% skuteczności podań); 5.5 YPA; 5 pass TD; 3 rush TD; 5 INT; 44 QBR

Bo Nixem zakończymy w tym przeglądzie ocenianie rozgrywających. Nix nie miał łatwego początku sezonu – w debiucie od razu rzucił dwa przechwyty, które zaważyły o porażce z Seahawks, tydzień później powtórzył ten “wyczyn”, przy czym dalej nie miał na koncie przyłożenia po podaniu. W spotkaniu z Tampa Bay Buccaneers widać już było znaczną poprawę, bo celność podań miał na poziomie 69.4%, rzucił na 216 jardów ale dalej bez przyłożenia górą. Przełamał się dopiero w spotkaniu z Jets, gdzie rzucił… 12 celnych podań na 25 prób i 60 jardów. Do przerwy miał nawet jardy podaniowe na minusie, a mimo Broncos i tak wygrali! Ostatnie spotkania Nixa to przede wszystkim widoczny postęp. Od 2 week Nix rzucił tylko jeden przechwyt i to taki, gdzie w mniejszym stopniu można przypisać mu winę, w każdym meczu od week 1 (nie licząc spotkania z Jets) rzucił na ponad 200 jardów. I w końcu zaczął znajdować receiverów do podań na przyłożenie. Widać, że uczy się na błędach i stara się takowych unikać. Nie jest to Zach Wilson, który za każdym razem popełnia te same gafy. W dodatku Nix bardzo dobrze porusza się w kieszeni i potrafi również zdobyć dużo jardów biegami. Nix ma co prawda przed sobą niezłą linię ofensywną, ale reszta supporting castu w Broncos nie powala i porażki tej drużyny wynikają przede wszystkim z ogólnej słabości zespołu. Jeśli poprawi do tego grę podaniową, w Denver być może w końcu skończy się niemal 10-cio letnia saga z poszukiwaniem następcy Peytona Manninga, a pod skrzydłami Seana Paytona, Nix może wyrosnąć na naprawdę dobry produkt. 

 

TROY FRANKLIN (WR, Denver Broncos) – #102, 4. runda

7 receptions; 60 jardów; 8.6 YPA; 1 TD

Troy Franklin określany był jako jeden z lepszych wyborów w czwartej rundzie, nie tylko dlatego, że jest kolegą z uczelni Bo Nixa, ale też ze względu na swoje umiejętności i na potencjał do rozwoju. Na razie nie mógł liczyć na zbyt dużo szans na pokazanie się, jako że w hierarchii był dopiero 3-4 skrzydłowym. Jednak w najbliższych tygodniach warto mieć na niego oko, jako że na listę kontuzjowanych trafił domyślnie WR2 Broncos – Josh Reynolds. To może być szansa dla Franklina aby pokazać się, szerszej publiczności, kiedy będzie miał więcej okazji do łapania piłek. Jeśli będzie oczywiście targetowany przez Nixa. 

 

TYRONE TRACY JR. (RB, New York Giants) – #166, 5. runda

47 biegów; 208 jardów; 5.1 YPA; 1 TD

Kontuzje starterów w zespole to świetna okazja dla debiutantów, aby się pokazać. W Nowym Jorku Devina Singletary’ego zastępuje Tyrone Tracy Jr. i momentami wygląda wcale nie gorzej od swojego starszego kolegi. Tracy w spotkaniu z Seahawks samodzielnie w 18 biegach zdobył 129 jardów. Nie wiadomo jak długo jeszcze Singletary pozostanie nieaktywny, ale Giants być może już znaleźli zastępstwo dla Saquona Barkleya, za którym kibice tak bardzo tęsknią.

 

ROME ODUNZE (WR, Chicago Bears) – #9, 1. runda 

17 receptions; 246 jardów; 14.5 YPA; 1 TD

Rome Odunze nie ma w Bears na razie łatwego życia. Do tej pory jego liczby nie powalają, a został wybrany przecież w top 10 draftu. Jednak rzeczywistość trochę rozminęła się z moimi oczekiwaniami, według których Odunze miał stać się ulubionym celem podań Caleba Williamsa, bo okazał się, że Rome może na razie liczyć jedynie na rolę WR3, w korpusie, gdzie są dwaj weterani w postaci DJ Moore’a i Keenana Allena. Jedynie w przegranym meczu z Colts Odunze zdobył 112 jardów i przyłożenie, ale tak w reszcie spotkań nie przekroczył granicy 40 jardów. Rome będzie musiał czekać nie tyle co na breakout game, co na breakout okres w sezonie, w którym będzie częściej targetowany i podskoczy w hierarchii  skrzydłowych. Potencjał zdecydowanie jest aby tak się stało, pytanie czy to wydarzy się w tym sezonie, czy dopiero w przyszłym?

 

JORDAN WHITTINGTON (WR, Los Angeles Rams) – #213, 6. runda

18 receptions; 201 jardów; 11.2 YPA

Już na samym początku kontuzje przetrzebiły korpus skrzydłowych Rams (gdzie ja to już widziałem?) i podobnie jak rok temu Puka Nacua, tak w tym sezonie zaczyna się pojawiać coraz częściej Jordan Whittington. Co prawda to nie ta sama skala jak Nacua, bo Samoańczyk pobił rekord jardów zdobytych przez rookie skrzydłowego, a w przypadku Whittingtona na to się nie zanosi, ale nawet jeśli WR z Texasu nie jest aż takim talentem, a dobrą trzecią opcją obok Nacui i Kuppa, to świadczy dobrze zarówno o dziale skautingu, jak i o rękach Seana McVaya do skrzydłowych. Whittington prawdopodobnie jeszcze będzie miał okazję się nie raz pokazać, kiedy Puka Nacua jest jeszcze na liście kontuzjowanych.

 

BUB MEANS (WR, New Orleans Sainst) – #170, 5. runda 

5 receptions; 45 jardów; 9 YPA; 1 TD

Saints są przetrzebieni kontuzjami po obu stronach piłki, jednak najbardziej widoczne jest to w korpusie skrzydłowych. W spotkaniu z Broncos nie zagrają zarówno Chris Olave jak i Rashid Shaheed, z czego ten drugi może wypaść na dłużej, bo przejdzie operację. Automatycznie w hierarchii podskoczyli Mason Tipton i właśnie Bub Means. Ciężko określić, który z nich będzie miał miano WR1 i ciężko wskazać, kogo częściej będzie targetował Spencer Rattler. Już w pierwszym meczu, w którym zagrał dużą część, Means pokazał się z całkiem przyzwoitej strony łapiąc nie łatwe piłki, a to jak złapał podanie na przyłożenie – palce lizać. Teraz wskakuje na głęboką wodę, stając się WR1/2, ale na takie okazje czekają debiutanci prawda?

 

TANOR BARTOLINI (C, Indianapolis Colts) – #117, 4. runda

Podstawowy center Colts leczy kontuzje, więc na jego miejsce wskoczył rookie, który na dodatek radzi sobie całkiem nieźle. Przeciwko Jaguars nie dopuścił do żadnej presji. Jeśli Ryan Kelly opuści jeszcze parę spotkań w Indianapolis mogą być spokojni o tą pozycję.

 

KTO ZAWODZI?

 

ADONAI MITCHELL (WR, Indianapolis Colts) – #52, 2. runda

8 receptions; 79 jardów; 9.9 YPA; 0 TD

Jeśli ktoś wątpił w AD Mitchella, to miał do tego pełne prawo. Mitchell zapowiadał, że ma wiele do udowodnienia, wybrał numer 10 na koszulkę jako symbol liczby skrzydłowych wybranych przed nim w drafcie i muszę powiedzieć, że trzymałem i dalej trzymam za niego kciuki żeby jego kariera poszła w dobrym kierunku, ale na razie jest jeden wielki klops. Na razie może to wynikać z tego, że Anthony Richardson nie za bardzo lubi podawać, a jak już to nie do Mitchella, ale nawet kiedy Colts grali z Joe Flacco na rozegraniu, to jego liczby nie wcale nie zmieniły. Nie wiem czy wina głównie zawodnika, czy czynników zewnętrznych (np. świetnego jak do tej pory sezonu Aleca Pierce’a). Niemniej na razie Mitchell notuje liczby zdecydowanie poniżej oczekiwań i trzeba liczyć, że poprawi się w ciągu sezonu lub też (podobnie jak Quentin Johnson w tym roku) trzeba będzie poczekać do następnego żeby odpalił. 

 

TERRION ARNOLD (CB, Detroit Lions) – #24, 1. runda

17 tackles; 4 passes deflected

Podobnie jak u Texans, tak i u Lions secondary wydawało się najsłabszą formacją w drużynie, gdzie wyróżniał się tylko Brian Branch. Problemy mieli rozwiązać wybrani kolejno w pierwszej i drugiej rundzie Terrion Arnold i Ennis Rakestraw. O ile o Rakestrawie nie można jeszcze za wiele powiedzieć, bo zagrał dopiero w trzech meczach, tak pierwszorundowy wybór na razie ma ciężkie wejście do ligi. Największymi zaletami, jak i wadami jednocześnie są bliskie pilnowanie receiverów oraz jego agresja w atakowaniu piłki. Z jednej strony nie odpuszcza skrzydłowych na krok, ale prowadzi to do tego, że często pospieszy się z interwencją chcąc zbić piłkę albo ją zbić, a kończy się to flagami za DPI. Widać w dodatku, że Arnold często ma o to nieuzasadnione pretensje do sędziów i nie radzi sobie z emocjami na boisku, często daje się ponieść. Czy Arnold jest w stanie pomóc Lions w obronie podań? Zdecydowanie tak, ale jest dużo rzeczy do poprawy, które można by wybaczyć debiutantowi z 3-4 rundy. Nie stawia go to w dobrym świetle, ale nie zmienia to faktu, że jak najbardziej drzemie w nim potencjał na czołowego cornera.

 

RUKE ORHOROHO (DT, Atlanta Falcons) – #35, 2. runda 

3 tackles

Atlanta Falcons wybrali zawodnika, który według ich generalnego menadżera był opisywany jako “duży i atletyczny” uzasadniając wybranie właśnie Orhoroho wyżej od Jer’Zhana Newtona, T’Vondre Sweata i Bralena Trice’a, którzy wszędzie byli typowani wyżej niż absolwent uniwersytetu Clemson. A Falcons zrobili po niego jeszcze trade up w drugiej rundzie. I to wszystko dla 3 tackli w sześciu meczach. Na pewno można by się spodziewać więcej po zawodniku na tej pozycji wybranym w drugiej rundzie. Sprawę pogarsza się gdy spojrzymy na wyżej wymienioną trójkę, która spisuje się lepiej od Orhoroho. Być może słaba forma Ruke’a wynika z ogólnie słabszej formy defensywy, która wydawało się, że się wzmocniła. Trzeba obserwować jego sytuację.

 

TYLER GUYTON (OT, Dallas Cowboys) – #29, 1. runda

OT Cowboys również ma dość ciężkie wejście do ligi. Przede wszystkim generuje masę kar dla drużyny za holding i ma z tym wyraźny problem. W dodatku chroni on blind side Daka Prescotta, więc ma bardzo odpowiedzialną rolę (a jeszcze musi wejść w buty Tyrone’a Smitha), ale zdążył już dopuścić do paru sacków, co plasuje go na ligowym dnie w tej kategorii. Jednak nie musi to być specjalnym zaskoczeniem – Guyton na uczelni grał na prawej stronie linii, podczas gdy w Arlington zdecydowano się przerzucić go na lewą stronę, na której radzi sobie słabo. To już drugi rok z rzędu, kiedy Cowboys próbują “zmienić” coś w wyborze z pierwszej rundy, który zapowiadał się dobrze, a może się okazać, że próba “naprawy” była całkowicie niepotrzebna (Mazi Smith, pamiętamy).

 

KINGSLEY SUAMATAIA (OT, Kansas City Chiefs) – #63, 2. rudna

Pierwsze spotkania tego liniowego w Chiefs zapowiadały się co najmniej intrygująco. Co prawda dopuszczał się typowych dla debiutanta błędów i było wiadomo, że trzeba nad nim popracować. Jednak kiedy sztab trenerski uznał, że Suamataia zbyt często dopuszcza się takich błędów i nie widać progresu, więc postanowili posadzić go na ławce na rzecz Wanya Morrisa. Jak to powiedział Andy Reid “trzeba zrobić krok w tył, żeby zrobić krok w przód, i był to właściwy moment na taki krok”. Trzeba pamiętać, że Suamataia ma zaledwie 21 lat, więc zapewne dostanie jeszcze szansę w tym sezonie, kiedy się poprawi. 

Autor: Igor Białecki

***

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na Facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej