Skip to content

Tony Romo: Amerykański Sen

Nie ma statusu jakiejś legendy NFL, ale przecież jest więcej rzeczy, które definiują człowieka. On całe życie pokonywał przeciwności losu i wyważał kolejne, zamknięte dla niego drzwi. To przemawia do mnie, utożsamiam się z tym – mówi Chris Hanna, autor dokumentu „Now or never: A Tony Romo Story”. Zapraszamy na dłuższe spotkanie z obecnie świetnym komentatorem, zawodnikiem, a przede wszystkim człowiekiem Tonym Romo.

Jeśli chodzi o popularny w kulturze i popkulturze motyw tzw. „underdoga” – czyli kogoś na kogo nikt absolutnie nie stawia, a jemu na przekór wszystkim udaje się osiągnąć sukces – nie można wyobrazić sobie nikogo lepszego niż Tom Brady. Wybrany z 199 numerem Draftu, bez koszulki przypominający bardziej montera kablówki niż gladiatora boisk NFL, przyszedł do ligi jako postać anonimowa, odpad w Drafcie. 20 lat później Brady’ego określamy mianem G.O.A.T-a („greatest of all time”) i jest on najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii ligi. Jeśli NFL będzie chciało kiedyś zmienić logo i wstawić tam – wzorem np. NBA – jakąś sylwetkę, będzie to z pewnością Tom.

Gdzieś w cieniu wielkiego Brady’ego mamy sporo innych historii, gdzie ktoś wybrany z dalekim numerem Draftu lub w ogóle pominięty w naborze robi furorę, uosabiając wspomniany mit „underdoga”. Do tego grona z pewnością należy bohater tego tekstu, Tony Romo. Kariera byłego QB Dallas Cowboys, a obecnie eksperta w telewizji CBS to przy osiągnięciach Brady’ego jedynie mgiełka, ale jeśli przyjrzymy się losom Tony’ego to zrozumiemy, dlaczego możemy go śmiało nazywać mianem „Czempiona z Ludu”, uosobieniem „Amerykańskiego Snu”.

***

Show me the money!

Dzisiaj Tony Romo jest ekspertem w CBS, a raczej wróżbitą jak twierdzą niektórzy, ponieważ były gracz Cowboys potrafi przewidzieć zagrywki na boisku, a nawet wskazać który z graczy zaraz zostanie ukarany za przewinienie. Romo odkąd zamienił korki na mikrofon i robi furorę, co znalazło odbicie w jego zarobkach. Po tegorocznym Super Bowl dużo mówiło się o o tym, że konkurencyjna telewizja ESPN podkupi Tony’ego, ale ten został w CBS.

Oczywiście nie za darmo – używając popularnej w sporcie terminologii Romo „zresetował” rynek komentatorów sportowych, a jego nowa gaża wynosi… bagatela 17 milionów dolarów rocznie. To więcej niż zarabiali inni topowi komentatorzy jak legendarny John Madden czy ostatnio Jon Gruden. Ba! To więcej niż Tony zarobił kiedykolwiek rocznie rzucając piłkę na boiskach NFL!

Dotychczasowa umowa Romo kończyła się w marcu, a ESPN miało rzekomo oferować nawet 20 milionów rocznie. Romo wolał jednak zostać w CBS, gdzie komentuje mecze m.in. z Jimem Nantzem, tworząc świetny duet. Byli sportowcy nie zawsze zostają świetnymi trenerami czy komentatorami, do tego trzeba mieć smykałkę. Fatalnie w roli broadcastera spisywał się np. Jason Witten, inna legenda Dallas Cowboys (od niedawna nowy zawodnik Las Vegas Raiders). Tony Romo ma jednak dryg do mikrofonu, ludzie lubią jego styl, do tego były QB jak ulał pasuje do telewizji.

Ok, ale przecież Romo to nie tylko – już można śmiało go tak nazwać – osobowość telewizyjna, prawda? Ten chłopak znikąd zrobił przecież całkiem udaną karierę jak na gościa, którego nikt nie chciał w Drafcie.

***

Złamane serce

„Now or never: A Tony Romo Story” to film dokumentalny nakręcony przez Chrisa Hannę z El Paso w Teksasie, wielkiego fana Cowboys oraz twórcę filmów dokumentalnych. Hanna nie miał dużego budżetu, ale podobnie jak Romo postanowił gonić za swoimi marzeniami i zrobić film o swoim idolu. Trzy lata mrówczej pracy opłaciły się, Hanna z filmem jeździł nawet po festiwalach w USA. Ok, ale dlaczego Romo? Oddajmy głos reżyserowi pochodzącemu z Teksasu, gdzie futbol jest niemalże religią:

„Mój quarterback to Tony Romo. Nie ma statusu jakiejś legendy NFL, ale przecież jest więcej rzeczy, które definiują człowieka. On całe życie pokonywał przeciwności losu i wyważał kolejne, zamknięte dla niego drzwi. To przemawia do mnie, utożsamiam się z tym”.

Tony Romo, a właściwie Antonio Ramiro Romo to syn Ramiro Romo Juniora oraz Joan Jakubowski. Dziadek Tony’ego, Ramiro Senior wyemigrował z Meksyku do San Antonio w Teksasie, stąd latynoskie korzenie rodziny Romo. Tony urodził się w San Diego, gdzie stacjonował jego ojciec, ale niedługo później rodzina przeniosła się do Wisconsin, gdzie z kolei mieszkała babcia, Helen M. Jakubowski. To nazwisko to nie jest przypadek – matka Tony’ego ma polskie oraz niemieckie korzenie.

Kiedy pytałem znajomych z USA o Romo, odpowiedzi były przeważnie te same. Jeśli ktoś nie lubi Dallas, czyli „America’s Team”, padało przeważnie: „Tony Romo? Raczej „Tony Homo”, nienawidzę Dallas!”. Ci bardziej obiektywni mówili z kolei: „Świetny gracz, niestety pechowy i niespełniony”. Fani Dallas mieli z kolei taką samą odpowiedź jak Chriss Hanna, reżyser filmu o Romo:

„Nie Troy Aikman, nie Dak Prescott, ale Tony Romo to nasz quarterback.”

Ciekawa opinia, nieprawdaż? Pomijamy Prescotta, ponieważ jego karierę rozliczymy pewnie za więcej niż dekadę, ale Troy Aikman? To przecież trzykrotny zwycięzca Super Bowl z wielkich czasów Smitha, Irvina czy Sandersa, ostatni QB który doprowadził Cowboys do wygranej w lidze! A Romo? Ten pechowiec?! Co czyni Tony’ego tak lubianym i szanowanym, że wielu woli go od Aikmana?

To, że Tony Romo przy całym swoim hollywoodzkim wizerunku był po prostu uosobieniem człowieka z ludu, „everymanem”, nawiązując do określenia bohatera średniowiecznych moralitetów, postaci o uniwersalnych cechach, na którego miejscu mógł się postawić każdy widz. Romo doszedł do wszystkiego sam, cierpliwie. Pokonał wiele przeciwności losu, a do tego widniało nad nim pewne fatum. Wygrywał razem z kibicami, cierpiał wraz z nimi, doznając kolejnych urazów i zaliczając pechowe mecze.

Pięknie napisał o nim kiedyś dziennikarz z Teksasu, Michael J. Mooney:

„Tony Romo złamie Ci serce. Zrobi wszystko tak jak trzeba, w odpowiednim porządku, by zmaksymalizować cierpienie. On znajdzie sposób, byś mu kibicował: chłopakowi z Wisconsin, niewybranemu w Drafcie, grzejącemu ławę prawie trzy lata, aż dostał swoją szansę. Weteranowi, który nigdy nie przejmował się opinią tego, który przegrywa ważne mecze. On da Ci nadzieję wtedy, kiedy spodziewasz się jej nie mieć, by później zaliczyć spektakularną klęskę. Stratę lub złe podanie w końcówce meczu. Złapie kontuzję wtedy, kiedy drużyna jest na zwycięskiej ścieżce. To narracja potwierdzona dziesiątkami przykładów, fani Cowboys to rozumieją, to po prostu niezmienne prawo natury i wszechświata – Tony Romo zawsze zrobi coś, do czego przyzwyczaił ludzi Tony Romo”.

Jak podsumować karierę Romo jednym meczem? Popatrzmy.

6 października 2013 roku, Dallas podejmuje Denver. Cowboys obejmują prowadzenie        14-0, właściciel drużyny Jerry Jones cmoka z zadowolenia powtarzając pod nosem raz za razem „Baby!”. Tony Romo gra przeciwko Peytonowi Manningowi, panowie wymieniają cios za cios. Tony Romo zalicza w tym meczu 500 jardów i 5 touchdownów (!).

Na dwie minuty przed końcem Dallas ma piłkę, starczy kilka first downów i spokojny field goal na koniec meczu. I wtedy dzieje się to, co Mooney określił mianem „niezmiennego prawa natury”. Przez cały mecz Tony gra jak geniusz, by w ostatnim drivie zostać zsackowanym, a następnie zaliczyć stratę. Jedyną w tym meczu, 20-kilka jardów od własnego pola punktowego.

Czas ucieka, Broncos spokojnie kopią piłkę i wygrywają 51-48. Tony Romo zakrywa twarz, Jerry Jones zostaje uchwycony przez kamerę, jak wściekły patrzy z niedowierzaniem na boisko. Kibice są wściekli.

Tony Romo ustanawia rekord jardów podaniowych Cowboys w jednym meczu, zaliczając dodatkowo aż 5 touchdownów. I mimo to przegrywa przez głupią końcówkę. Cały Romo.

***

Z Wisconsin do wielkiego świata

Gdy Tony był mały, jego rodzice przeprowadzili się do Wisconsin, gdzie Tony dorastał i próbował sił w sporcie. Bardzo ciekawie o jego korzeniach oraz uosobieniu „amerykańskiego snu” mówił w wywiadzie Chris Hanna:

„To, że Tony jest pochodzenia meksykańsko-amerykańskiego, a także to, że jego dziadek pracował na ranczach i przekroczył granicę po to, by dać rodzinie lepsze życie, bardzo wiele znaczy dla społeczności meksykańsko-amerykańskiej w El Paso (…) Jego dziadek i ojciec akcentują swoje pochodzenie, to inspiruje ludzi tutaj. Świadomość, że ktoś o statusie gwiazdy oraz celebryty pochodzi z rodziny, która musiała ciężko walczyć o lepsze życie oraz poświęcać się inspiruje nas. To pokazuje, że nieważne skąd pochodzisz – sukces może odnieść każdy”.

Mały Romo od dziecka miał smykałkę do sportu. Grał w kosza, w tenisa, w piłkę nożną, a nawet w golfa, do którego miłość została mu do dzisiaj. Tony właściwie grał we wszystko w co się dało. Kochał rywalizację. Kiedyś nawet wyzwał najlepszego w szkole tenisistę i wygrał ten mecz, rzucając się po korcie. I to pomimo faktu, że nie grał aż tak dobrze. Po prostu zawsze bardziej chciał zwyciężać od innych.

Steve Tenhagen, kolega z drużyny ze szkoły średniej wspomina, że owszem, Tony był utalentowany, ale nikt nie spodziewał się, że chłopak z dziury w Wisconsin zostanie twarzą najpopularniejszej drużyny w Ameryce. Coś w nim jednak było, oddajmy głos Tenhagenowi:

„Chciałeś być w jego drużynie (…) To zaczęło się odkąd mieliśmy po sześć czy osiem lat. W co nie graliśmy, drużyna Romo zawsze wygrywała”.

Tony miał obsesję wygrywania. Jego trenerzy koszykówki wspominali, że „zawsze coś musiał robić” i „nie wychodził z sali gimnastycznej”.

W futbol zaczął grać z marszu w 1996 roku, nigdy wcześniej nie trenując, ponieważ jego pierwszą miłością była właśnie koszykówka. Miał jednak dar do czytania obrony i ramię jak armata, dlatego szybko został quarterbackiem numer jeden w swojej szkole średniej w Burlington, w stanie Wisconsin. Z początku miał być Safety lub „QB trzeciego wyboru” ale gdy pierwsi dwaj rozgrywający zaliczyli w jednym z meczów w sumie… 12 jardów, do składu wskoczył Tony. Rezultat?

Zaliczył 308 jardów, najwięcej od… 1984 roku. Był to jego pierwszy oficjalny mecz w życiu. Był talentem czystej wody. Grał cudownie, ale zawsze był tym samym Romo, którego póżniej poznali kibice Dallas. Potrafił rzucić 400 jardów i cztery TDs, ale przegrać. W ćwierćfinale rozgrywek stanowych potrafił rzucić Interception w końcówce czwartej kwarty i przegrać o punkt. Znacie to skądś?

Zdobywał indywidualne nagrody, ale oferty z topowych uczelni nie przyszły, więc skończył w Dywizji II na uczelni Eastern Illinois. Zaliczał tam rekordy, zdobywał kolejne nagrody, ale nie wygrał tam nigdy meczu w Playoffs. Nikt nie zaprosił go na NFL Combine jako gracza, pojawił się tam jedynie jako… dodatkowy QB, rzucający piłkę dla obserwowanych TE oraz WRów. W Drafcie także nie znaleźli się chętni na Romo, ale kilku ludzi miało na niego oko. Tony w końcu podpisał umowę z Dallas w 2003 roku.

Po 2,5 roku siedzenia na ławce w końcu wskoczył do składu i… Dallas zwariowało. Nagle mieli swojego quarterbacka, następcę Aikmana. Romo miał czarujący uśmiech, był głęboko wierzący w Boga, a dodatkowo potrafił „sprzedać się” mediom w Dallas, opisującym „ukochany zespół Ameryki”. Dekadę wcześniej Cowboys mieli swoje „Trojaczki”, czyli Troya Aikmana, Emmitta Smitha oraz Michaela Irvina.

Teraz mieli Romo – bogobojnego przystojniaka ze słabością do blondwłosych piosenkarek. W weekend Tony czarował na boisku, w tygodniu umawiał się z Jessicą Simpson (pop gwiazdka poprzedniej dekady) i siedział w pierwszym rzędzie kibicując grającym w NBA Mavericks. Przełamywał także stereotypy, zresztą robił to od dziecka. Był potomkiem meksykańskich, (a także polskich oraz niemieckich) imigrantów i pokazywał, że Latynosi mogą odnosić sukcesy, a nie tylko być ogrodnikami, bo często taki krzywdzący stereotyp panował w USA.

Samo miasto Dallas także pragnęło futbolowego sukcesu, czekając na wygraną w Super Bowl od 1995 roku. „America’s Team”, termin ukuty w roku 1978 nie wziął się przecież z niczego – po prostu Cowboys mają fanów w całej Ameryce, a także na całym świecie. Cytując przytaczanego wcześniej Mooneya:

„Nawet jeśli nie wygrywają to wciąż wielka, uznana marka, organizacja mistrzów. Jak Yankees, jak Lakers, jak Manchester United”.

Romo pojawił się znikąd i skradł serca fanów. Jawił się jako skromny chłopak z talentem do sportu, który z czasem pokochał kamery i kamery pokochały jego. Tony rozwinął się w Cowboys nie tylko jako gracz, ale także jako człowiek. Z niewinnego chłopaka z Wisconsin wyrósł na gwiazdę NFL, a także na błyskotliwego komentatora. Na boisku nigdy jednak niczego nie wygrał, chociaż wielu mówiło: „To mój quarterback”.

Tony zwyczajnie nie miał szczęścia. Wspaniałe sezony marnował głupimi zagraniami, czasem plany niweczyły kontuzje, innym razem decyzje sędziowskie. Tak jak w pamiętnym sezonie 2014, kiedy w końcówce meczu przeciwko Packers sędziowie uznali, że Dez Bryant nie złapał piłki. Zagrywka ta przeszła do historii jako „The Catch that wasn’t a Catch”. Ten jeden raz Tony dopiął swego, ale sędziowie uznali inaczej, ku zdziwieniu wielu. Tak jakby cały wszechświat uwziął się na tego potomka imigrantów.

***

Niech Moc będzie z Tobą!

Paul Bondar, były defensive end i gwiazda Burlington wspomina, że w Romo zawsze coś było, nawet jak siedział w piwnicy i grał w gry video, swoista „Moc” jak w „Gwiezdnych Wojnach”:

„To jakby pole mocy, które go otaczało (…) On panował nad sytuacją. Wiesz o co mi chodzi? Można to było wyczuć.”

Nie wiem, czy Tony Romo miał zadatki na rycerza Jedi, ale z całą pewnością był utalentowanym sportowcem od wczesnych lat. W szkole średniej mówił o swojej grze, że „widzi wszystko w zwolnionym tempie, po prostu to widzi. Dobrze widzi całą grę”. Fascynował go fikcyjny baseballista Roy Hobbs, bohater filmu „The Natural”, opowiadającego o baseballu. To na cześć Hobbsa (granego przez Roberta Redforda) Romo grał z numerem „9”, tak jak jego ulubieniec w „The Natural”.

Kariera Tony’ego Romo to swoisty paradoks. Dla Cowboys zagrał o dziewięć meczów mniej niż Aikman (156 do 165), za to zaliczył… 83 więcej touchdownów (248 do 165)! Romo jest także rekordzistą klubu, jeśli chodzi o jardy podaniowe (34183), a także zaliczył 24 mniej INT niż Aikman (117 do 141).

Wszystko to jednak nic nie warte – Troy Aikman na zawsze pozostanie zapamiętany jako zwycięzca, a Tony Romo jako pechowy przegrany. Jeśli chodzi jednak o miłość tłumów, to wielu woli Romo od Aikmana. Tony zdobył serca fanów. Swoim oddaniem, walką ze stereotypami, efektowną grą, a nawet swoim pechem. I to pomimo, że pozostaje rekordzistą klubu z Dallas, a nigdy nie wygrał mistrzostwa.

Poza boiskiem Romo wygrał jednak wszystko, a jego historia to uosobienie mitu o underdogu i amerykańskiego snu. Oddajmy na koniec głos ojcu Tony’ego, panu Ramiro Romo Juniorowi. Spytany kiedyś o karierę syna, odparł:

„Zawsze mówiłem, że USA to kraj możliwości. Jeśli nie masz pracy lub wykształcenia, to nie dlatego, że nie możesz. Po prostu tego nie chcesz”.

***

Autor: Kuba Machowina

Źródło zdjęcia: instagram @ tony.romo

Przy pisaniu autor tekstu korzystał z:

„Now or never: A Tony Romo story” – Chris Hanna

„The Last Best Hope of Tony Romo” – Michael J. Mooney

„A Football Life: Tony Romo” – NFL Films

„Tony Romo: the Natural” – Peter Simek

Leave a Reply

%d bloggers like this: