Skip to content

Top 3 – week 10

Podsumowujemy week 10 naszym TOP 3. Kto zasłużył na wyróżnienie, kto rozczarował, jakie jest nasze zdarzenie tygodnia po pierwszej kolejce sezonu zasadniczego? Zapraszamy!

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

Wyróżnienie tygodnia:

Adrian Glejzer: Russell Wilson

Czy Russell Wilson został za szybko skreślony jako elitarny rozgrywający? Jego notowania spadły drastycznie przez dwa lata gry w Broncos, gdzie wyglądał jak cień samego siebie z czasów gry dla Seahawks. Różnica była tak duża, że zaczęto nawet kwestionować jego osiągnięcia w Seattle, które radziło sobie dobrze po jego odejściu. Tego lata wylądował w Pittsburghu, gdzie musiał walczyć o pozycję startera z Justinem Fieldsem – parę lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Rywalizacja została wygrana, i Wilson został starterem od razu po wyleczeniu kontuzji łydki, której nabawił się w okresie treningowym. Decyzja była kontrowersyjna, bo Steelers z dobrze grającym Fieldsem mieli bilans 4-2. Trzy mecze później wiemy już, że w Pittsburghu mieli rację. Ofensywa z Wilsonem u steru gra lepiej, George Pickens wygląda jak jeden z najlepszych skrzydłowych ligi, a Steelers z bilansem 7-2 przewodzą dywizji. Niedzielne zwycięstwo nad grającymi świetnie Commanders pozwoliło Steelers na utrzymanie prowadzenia w dywizji przed bezpośrednim starciem o nie z Baltimore w tym tygodniu. Wilson znowu zagrał bardzo dobrze, przede wszystkim przewodząc zwycięskiemu drive’owi w ostatnich minutach.

Teresa Stróżyńska: Detroit Lions

To drugi sezon z rzędu, kiedy drużyna z Detroit idzie przez pierwszą połowę sezonu jak burza. W ubiegłym roku, w 10. kolejce ich bilans wynosił 7-2, a Lions zdobywali średnio 24 punkty na mecz. Teraz nie tylko powtórzyli ten wyczyn, ale co najważniejsze, poprawili go. Obecnie mają tylko jedną porażkę na koncie, a średnia punktów na mecz wynosi 27. Są liderem konferencji NFC i dywizji NFC North. Choć dla samego Jareda Goffa był to słabszy mecz, w którym rzucił aż pięć przechwytów (nie rzucił żadnego od trzeciej kolejki). Drużyna otrząsnęła się po pierwszej połowie i odrobiła straty, zdobywając 19 punktów w dwóch ostatnich kwartach – w tym zwycięski FG. Defensywa wróciła z nowym zapasem energii i zamknęła Texans, nie pozwalając im zdobyć ani jednego punktu więcej niż to, co mieli w pierwszej połowie. Goff jest trzecim rozgrywającym w ostatnich 30 latach, który wygrał mecz, w którym rzucił pięć przechwytów. A w szeregach Lions podobna sytuacja miała miejsce w 1944 roku, kiedy Frankie Sinkwich rzucił ich aż 6 w meczu przeciwko istniejącej wtedy drużynie Cleveland Rams, z którą wygrał 26-14. W niedzielnym spotkaniu rozgrywający Lions pokazał, że błędy i cień przegranej nie są w stanie go wybić z rytmu. Był to jeden z najciekawszych meczów 10. kolejki.

***

Rozczarowanie tygodnia:

AG: Chicago Bears

Porażka z Commanders po Hail Mary Jaydena Danielsa z pewnością była bolesna, ale gra Chicago od tego czasu wygląda tragicznie. Byli bezsilni przeciwko rozpędzającym się Cardinals, a w niedzielę zostali rozbici przez szorujących po ligowym dnie Patriots. Ofensywa była w stanie wygenerować trzy punkty i zaledwie 142 jardy. Czara goryczy się przelała, i poleciały głowy – ofensywny koordynator Shane Waldron stracił posadę. Jego następca, Thomas Brown, nie ma imponującego CV – w poprzednim sezonie był koordynatorem będących 2-15 Panthers. Nie brzmi to jak ktoś, kto uzdrowi grę Caleba Williama, który według niektórych statystyk rozgrywa najgorszy sezon w wydaniu rozgrywającego w ostatnich czterech latach.

TS: Rewanż Bengals – Ravens

Cincinnati Bengals mieli okazję na rewanż z Baltimore Ravens. Mecze tych dwóch drużyn są zawsze ciekawe do oglądania, zwłaszcza przy obecnym poziomie Ravens. Burrow i spółka dobrze weszli mecz, grali skutecznie i na początku trzeciej kwarty prowadzili z Krukami 21-7. Lamar nie potrzebował dużo czasu, żeby zacząć odrabiać straty. Już w przedostatniej kwarcie zmniejszył przewagę Bengals do jednego posiadania. A w samej czwartej kwarcie Ravens zdobyli 21 punktów. Mecz na styku. Niestety jak to bywa w futbolu, niewykorzystane okazje na zdobycie punktów lubią mścić się w ostatnich minutach meczu. Uważam, że tak było w sytuacji Bengals. Drużyna pod wodzą Zaca Taylora miała dwie okazje na kopnięcie na bramkę: w pierwszej i czwartej kwarcie, co łącznie dałoby im 6 punktów. Oczywiście jest to sfera “a co by było gdyby…”. Mogli tych FG nie trafić, mogły być zablokowane, oczywiście jest dużo zmiennych. Jednak decyzja trenera, by grać obie czwarte próby, które nie przekształciły się w kolejne serie ofensywne, skutkowały pojawieniem się ofensywy przeciwnika, która takie okazje potrafi wykorzystywać. Bengals przegrali mecz 1 punktem, po nieudanej próbie dwupunktowego podwyższenia. W tym wypadku nadgorliwość się nie opłaciła. Jasne, możemy mówić jeszcze o tym, że defensywie Bengals w ostatniej kwarcie zabrakło tlenu itd., ale kto wie, może te kilka punktów, szczególnie w tej sytuacji na wagę złota, zmieniłoby wynik na ich korzyść. Tym bardziej, patrząc na całokształt obu drużyn i tego jak wyrównany był to mecz. 

***

Zdarzenie tygodnia:

AG: Ja’Marr Chase dominujący Ravens

W sezonie, w którym CeeDee Lamb i Tyreek Hill obniżyli loty, a Justin Jefferson nie wygląda imponująco z Samem Darnoldem jako rozgrywającym, nie ma lepszego (przynajmniej statystycznie) skrzydłowego w lidze. Chase w czwartkowym meczu niemalże pokonał w pojedynkę silny zespół Ravens, zdobywając 264 jardy i trzy przyłożenia. Ostatecznie do zwycięstwa zabrakło niewiele – udanej akcji za dwa punkty – ale nic to nie ujmuje osiągnięciu Chase’a, dla którego było to już drugie świetne spotkanie przeciwko Baltimore w tym sezonie, ale też drugie przegrane. Miesiąc wcześniej zdobył 193 jardy i dwa przyłożenia w przegranym trzema punktami spotkaniu. 457 jardów i piec przyłożeń – żadnemu zawodnikowi w przeszłości nie udało się tak bardzo zdominować defensywy jednego rywala w sezonie.

TS: Field Goale na wagę zwycięstwa

Do tej pory najwięcej meczów zakończyło się wynikiem z granicą 1-3 punktów.  W 10. kolejce rozgrywek było ich aż 7. Ostatnią kolejką, kiedy ta liczba przekroczyła 2-5 spotkań, była 5. kolejka. Tam 6 meczów zakończyło się z podobną różnicą punktów. Można więc powiedzieć, że była to jedna z najbardziej wyrównanych kolejek. Spotkały się równie mocne drużyny,  jak i równie słabe.
Wiemy,  że formacje specjalne są nieodzownym elementem całego zespołu. Niejednokrotnie dokładają najważniejszą, a w niektórych przypadkach nawet i jedyną cegiełkę, która składa się na wygraną drużyny. W sytuacji, kiedy nie udaję się zdobyć na tyle dużej przewagi nad przeciwnikiem, by nie czuć jego oddechu na karku, lub defensywa nie pozwala na wbicie sześciu oczek na tablicy, cenny  jest każdy punkt. Szala zwycięstwa leży wtedy w ich rękach…i nogach. Nie bez powodu wyliczam tu spotkania, które zakończyły się wynikiem na pograniczu trzech punktów. W trzech meczach to udane kopnięcie na bramkę pozwoliło drużynom dołożyć wygraną do bilansu. 49ers dzięki temu pokonali Bucs po bardzo wyrównanym meczu. Lions po odrobieniu strat i zablokowaniu Texans w całej drugiej połowie, w ostatnich kilku sekundach dołożyli kopnięciem 3 oczka do swojego wyniku. Co ciekawe, gdyby kopacz Fairbairn trafił w poprzedniej serii swoje kopnięcie, Detroit walczyliby o dogrywkę. W takiej sytuacji była Atlanta Falcons, która biorąc pod uwagę to, że Saints w drugiej połowie zdobyli zaledwie 3 punkty, z czego w czwartej kwarcie żadnego, mogła doprowadzić udanym kopnięciem do dogrywki. Czy wygraliby to spotkanie? I gues we’ll never know. Carolina Panthers, rozgrywając mecz w Niemczech przeciwko NY Giants dopisała trzecie zwycięstwo w doliczonym czasie gry właśnie dzięki skutecznemu FG. Nie zapominajmy o Minnesocie Vikings, gdzie kicker zdobył dla drużyny wszystkie 12 punktów. New England Patriots naliczyli w meczu z Chicago Bears 19 punktów, z czego wykopano 13 z nich, 4 x FG + 1 x XP. O niewykorzystanym potencjale field goala w przypadku Cincinnati Bengals pisałam w sekcji rozczarowania, więc nie będę tu tego drugi raz powtarzać, jednak uważam, że w ich przypadku to też mogły być punkty na wagę zwycięstwa.
Ta kolejka bardziej niż poprzednie pokazała,  że niepozorne 3 punktu zmieniają oblicze gry.

P.S. Widzieliście jak Chiefs zablokowali kopnięcie w ostatniej sekundzie meczu, mimo że Broncos mieli w posiadaniu piłkę przez prawie 6 minut? Dzięki temu wciąż są jedyną niepokonaną drużyną. Na pewno to widzieliście. Ale jakby JAKIMŚ CUDEM Wam to umknęło, to łapcie. Przecież nie mogło ich zabraknąć w tej rubryce 😉

Leo Chenal został zawodnikiem tygodnia drużyn specjalnych AFC!

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Categories

Wpisy

One thought on “Top 3 – week 10 Leave a comment

  1. Czy tylko ja tak mam, czy ten sezon faktycznie jest najnudniejszy od jakis 10 lat, czyli mniej wiecej od czasu, kiedy zainteresowalem sie futbolem?

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej