Skip to content

TOP 3 – week 5

Podsumowujemy week 5 naszym TOP 3. Kto zasłużył na wyróżnienie, kto rozczarował, jakie jest nasze zdarzenie tygodnia po pierwszej kolejce sezonu zasadniczego? Zapraszamy!

Na wstępie, zapraszamy na najnowszy odcinek naszego podcastu.

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***

Wyróżnienie tygodnia:

Adrian Glejzer: Ofensywa Commanders
Niesamowicie wygląda ta drużyna po przyjściu Jaydena Danielsa. Wprawdzie zwycięstwo nad Browns nie jest czymś bardzo imponującym, ale dla drużyny z Waszyngtonu to już czwarty triumf z rzędu, i po raz kolejny ofensywa była nie do zatrzymania. Commanders wygrali już tyle spotkań, co w całym zeszłym sezonie, i przewodzą dywizji NFC East. Wprawdzie do wygrania jej daleka droga, ale Commanders dokonują już niesamowitych rzeczy – są jedną z zaledwie czterech drużyn, które mają w tym momencie przynajmniej cztery zwycięstwa. Przed sezonem ciężko byłoby znaleźć osoby wierzące, że tak się potoczy sezon – nawet wśród kibiców ekipy z Waszyngtonu.

Teresa Stróżyńska: Lamar Jackson

To jak Lamar grał w dwóch ostatnich kolejkach to coś pięknego. Dużo mówi się o tym, że swoją grą i bieganiem często sporo ryzykuje, nie tylko w kontekście zdrowia, ale samego posiadania piłki. Przykładem może być strata piłki, która miała miejsce podczas meczu z Bills. Jednak jego zwinność i trzeźwość podczas presji na boisku, jest warta wyróżnienia. Spotkanie z Bengals było jednym z najciekawszych starć tej kolejki. Dywizyjni rywale, obie drużyny po zwycięskim tygodniu, głodne kolejnych wygranych. A na pewno Bengals… Mecz dowiózł emocje bez dwóch zdań. Lamar Jackson jest jednym z nielicznych rozgrywających, którzy tak często potrafią utrzymać zagrania z podaniami przy życiu. Podczas niedzielnego spotkania wykonał sześć celnych podań, gdy miał na to mniej niż 8 sekund. To najwięcej w lidze, odkąd został wybrany w drafcie w 2018 r. Jednym z kluczowych momentów wieczoru była spektakularna akcja Lamara, który najpierw nie złapał dobrze piłki od centra, potem musiał uciekać z kieszeni, aż w końcu kiedy pod presją podał piłkę w pole punktowe do Isaiaha Likely’ego, będąc już niemal za linią boczną. To kolejny świetny mecz na jego koncie. Może w tym roku nie dopadnie go czkawka pt ‘playoff mode’?

***

Rozczarowanie tygodnia:

AG: Sean McDermott/Buffalo Bills
W niedzielę byliśmy świadkami jednej z najbardziej kuriozalnych końcówek spotkań, i jednej z najgorszych strategicznych decyzji ostatnich lat. Buffalo bardzo ciężko pracowało, by odrobić straty w starciu z Texans. Ostatecznie udało im się wyrównać po tym, jak przegrywali 17 punktami na początku trzeciej kwarty, oraz zatrzymać ostatnią (tak myśleli wszyscy) szansę Houston na zwycięstwo w regulaminowym czasie gry. Na zegarze znajdowały się 32 sekundy, a Bills byli 97 jardów od pola punktowego rywali, którzy nadal mieli wszystkie trzy timeouty. W takiej sytuacji Buffalo rozegrało… trzy akcje podaniowe z rzędu! Houston nie straciło żadnego timeoutu, miało świetne miejsce do startu swojego posiadania po ciężkim puncie Bills z własnego pola punktowego, i trafiło field goala na zwycięstwo.
Zagranie kilku akcji biegowych zamiast podaniowych zagwarantowałoby (pod warunkiem braku strat) dogrywkę, a w niej rozpędzone w drugiej połowie Buffalo miałoby dużo większe szanse na zwycięstwo, niż w ostatnich 30 sekundach regulaminowego czasu. A decyzja o graniu podaniami była jeszcze dziwniejsza, jeśli pamięta się, że Josh Allen był w trakcie rozgrywania swojego najgorszego podaniowo spotkania w karierze – w momencie rozpoczęcia tamtego posiadania, miał tylko 9 udanych podań w meczu. Na 27…

TS: Trudne się wylosowało…

Ciężko się było zdecydować na jednego faworyta tej kategorii. Tym bardziej, że piąta kolejka przyniosła zarówno dużo emocji i zaskoczeń, ale i sporo westchnień rozczarowania. Zaczynając od delikatnie mówiąc, średniego meczu Jets w Londynie. Wiem, wiem, rozkręcili się podczas czwartej kwarty. Jednak dużo więcej oczekiwano po tej drużynie pod wodzą Aarona Rodgersa, który tego wieczoru rzucił 3 przechwyty, z czego ostatni kończący mecz. A skoro już o tego typu przechwytach mowa, to warto wspomnieć, że Jets to nie jedyna drużyna tej kolejki, która w ten sposób przegrała mecz. W tej kwestii 49ers mogą sobie z nimi przybić piątkę. Brock Purdy doprowadził w ten sposób do bilansu 2-3. Jak wspominałam w zapowiedzi spotkań, Cardinals nie wydawali się zagrożeniem dla 49ers. Brock Purdy świetnie do tej pory ich ogrywał w poprzednich starciach. Jednak własne błędy zemściły się na nich, a wspomniany INT przypieczętował tylko sytuację. Zostańmy na chwilę przy przechwytach, które mają katastrofalne skutki dla drużyny. Mowa o Joe Burrowie, którego podanie złapane przez defensywę Ravens, doprowadziło do czwartej porażki w tym sezonie. Oczywiście nie było to bezpośrednią konsekwencją przegranej. Nietrafiony FG był dużo bardziej bolesny. Niemniej to przechwyt był momentem, od którego wszystkie kolejne minuty były coraz gorsze dla Bengals. Natomiast sam mecz był jednym z najlepszych tej kolejki i przysporzył dużo dobrego futbolu. Ale dla fanów Bengals, którzy dopiero co zaczęli się cieszyć z pierwszej wygranej w sezonie, był to gorzki mecz do przełknięcia. A skoro już przy gorzkich momentach jesteśmy, warto wspomnieć o meczu Bills – Texans. Efektywność ataku Bills w pierwszej połowie można skrócić do sześciu słów: punt, fg, punt, punt, punt, punt. Tutaj mogą sobie przybić piątkę z Saints, którzy cały mecz rozegrali w ten sposób: int, punt, punt, td, punt, punt, td + nietrafione podwyższenie, nieudana 4. próba, i uwaga, nieudana 4. próba.
Allenowi brakowało dokładności tego wieczoru, być może dlatego, że linia ofensywna postanowiła go nie chronić. Natomiast gra biegowa była dobrze broniona przez defensywę Texans. O ile sama defensywa Bills starała się robić co może, bo całkiem szczelnie kryła na linii wznowienia, tak gdy już przyszło do krycia gry podaniowej, to secondary nie spisało się w tym meczu. Trzeba im jednak oddać dwie dobre akcje, przejęcie i zabezpieczenie fumble. Jednak niewiele to dało, bo ofensywa wykręciła z tego jedynie 3 punkty.

***

Zdarzenie tygodnia:

AG: NFL w Londynie
W tym tygodniu będzie trochę prywaty. Obejrzenia spotkania NFL na żywo życzę każdemu kibicowi tej ligi, jest to niesamowite przeżycie. Dla mnie było to druga wizyta na meczu, ale pod pewnymi względami nawet bardziej wyjątkowa niż pierwsza. Ostatecznie miałem okazję kibicować moim Vikings. Kiedy kupowałem bilet w czerwcu, w życiu bym nie pomyślał, że będę oglądał moją drużynę z bilansem 5-0 (oraz ostatni mecz Roberta Saleha jako trenera Jets). Mecz nie stał może na najwyższym poziomie ofensywnie…

ale i tak było niesamowicie. A uczucia wejścia na trybuny nie da się opisać.

TS: Bengals po najlepszym swoim meczu w tym sezonie schodzą…pokonani

Jak wspomniałam wyżej, mecz między Bengals a Ravens można określić jako jeden z najciekawszych i najbardziej zaciętych spotkań tej kolejki. Obydwaj rozgrywający pokazali się w świetnej formie i zakończyli mecz ze świetnymi statami. Joe Burrow 392 jardy, 5 przyłożeń, 30 kompletnych podań z 39, z kolei Lamar Jackson 348 jardów, 4 przyłożenia i 26 kompletnych podań z 42.
O ile atakowi Bengals można mieć mało do zarzucenia, to defensywie już owszem. W drugiej połowie, kiedy to drużyna niemal cały czas była na prowadzeniu, ich zadaniem było zatrzymanie Ravens. Nie kreowali wystarczającej presji, by ograniczyć ilość zdobywanych przez Ravens punktów. Bengals zacięcie walczyli o utrzymanie wygranej w garści, jednak błąd popełniony przez Joe Burrowa odpalił w Ravens nowe pokłady chęci wygranej.

Z jednej strony rozczarowanie po stronie Bengals, z drugiej brawa dla defensywy Ravens, która wykorzystała każdą możliwą okazję, by Lamar ponownie mógł pojawić się na boisku i poprowadzić drużynę do zwycięstwa. A przynajmniej do miejsca na boisku, w którym Justin Tucker może pokazać swoje umiejętności. Najpierw celnym kopnięciem wyrównując wynik, a potem w dogrywce dając Ravens zwycięstwo.
Wynik na styku, który musiał być rozstrzygnięty w dogrywce. Najpierw Joe Burrow i spółka musieli gonić wynik, a kiedy już wyrównali i wyszli na prowadzenie, role się odwróciły i to Ravens raz za razem deptali im po piętach.
Bengals byli bardzo blisko, by wygrać to spotkanie. Duet Burrow i Chase odzyskali wspólną energię i defensywa Ravens nie potrafiła ściągnąć ich z boiska. Punktowali w każdej z trzech serii ofensywnych. Jednak Ravens zagrali na więcej niż 100% i to oni schodzili dumni z boiska.

Ciekawostka: niedzielny maraton z futbolem trwał 15 godzin i 27 minut. To najdłuższy meczowy dzień przynajmniej od 1970 r

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej