TOP 3 – week 5
Podsumowujemy piąty tydzień rozgrywek NFL w naszym TOP 3. Kto zasłużył na wyróżnienie, kto rozczarował, jakie jest nasze zdarzenie tygodnia po pierwszej kolejce sezonu zasadniczego? Zapraszamy!
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->
Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
***
Wyróżnienie tygodnia:
Adrian Glejzer: Rico Dowdle
Niewybrany w drafcie biegacz latami pracował na swoją pozycję w Dallas, najpierw jako członek special teamów, potem jako zmiennik, a wreszcie w 2024 – jako starter Cowboys. Pomimo bardzo solidnego poprzedniego sezonu, Jerry Jones nie był zainteresowany podpisywaniem nowego kontraktu z wieloletnim członkiem drużyny, stawiając zamiast niego na Javonte Williamsa (co swoją drogą wydaje się dziś dobrą decyzją). Dowdle nie spotkał się z dużym zainteresowaniem wśród innych zespołów NFL, i ostatecznie podpisał roczny kontrakt z Panthers, by być zmiennikiem Chuby Hubbarda. W niedzielę został awansowany na startera pod nieobecność kontuzjowanego kolegi, i rozegrał mecz życia. Jego 206 jardów zdobytych akcjami dołem to zdecydowanie najlepszy wynik w sezonie, który przyczynił się do wielkiego powrotu Panthers w meczu z Dolphins, i ich ostatecznej wygranej. I rzucił światła reflektorów na nieco zapomnianego przez NFL zawodnika, który na swoją pozycję w lidze pracował ciężko latami.
Teresa Stróżyńska: Pats jako pierwsi pokonują Bills
Tego nie było w NFLowym bingo na niedzielę. To miała być raczej formalność. Bills, jedna z dwóch niepokonanych drużyn, mierzyli się z Pats, którzy nie ukrywajmy, raczej nie powinni stanowić dla nich zagrożenia. No właśnie. Raczej. Ekipa z Buffalo wyglądała na rozluźnioną drużynę, która bez nadmiernego gimnastykowania, zrobi swoje na boisku.. To rozprężenie kosztowało ich pierwszą porażkę w sezonie. W pierwszej kwarcie zaliczyli dwa fumble, z czego jeden Pats przekuli na field goala. Łącznie trzy razy stracili piłkę (przez ostatnie 4 kolejki wydarzyło im się to tylko raz), z czego dwa z nich przez Allena. Swoje pierwsze punkty na tablicy Buffalo zdobyli dopiero w drugiej kwarcie i też kopnięciem na bramkę. Trzeba jednak oddać defensywie Bills, że skutecznie bronili red zone, przez co Patriots nie byli w stanie zdobyć więcej niż 3 punktów w swojej serii ofensywnej. Druga połowa spotkania zaczęła wyglądać dla Bills lepiej, widać było, że weszli w nią z nową energią. Ale Patriots przerwa też dobrze zrobiła. Rozprężenie w drużynie Josha Allena przyniosło też ogromną ilość flag podczas całego spotkania. Bills zaliczyli ich aż 11 na łączną stratę 90 jardów. Niektóre z nich kosztowały ich klucze miejsce na boisku (w trzeciej kwarcie cofnięto ich spod pola punktowego Pats, a cała seria ofensywa zakończyła się przejęciem piłki). Czwarta kwarta była najbardziej obfita w emocje. Patriots udało się powiększyć przewagę do 10 punktów, jednak Bills szybko odpowiedzieli i zmniejszyli różnicę do 3 punktów. Wyglądało, jakby wrzucili odpowiedni bieg i mieli rozstrzygnąć wynik tego spotkania. Defensywa skutecznie zatrzymała Pats, nie dając im szans na ponowne odskoczenie wynikiem. Do tego w swojej serii ofensywnej udało im się zdobyć field goala i tym samym wyrównać punkty. Tutaj brawa dla defensywy Patriots, która wykrzesała z siebie jeszcze więcej i robiła co mogła, by zatrzymać Allena i spółkę. Ostatnie, decydujące dwie minuty meczu: Drake Maye skutecznie szedł do przodu i finalnie dał szansę kopaczowi na zdobycie zwycięskich 3 punktów. Bills zdążyli złapać jeszcze jedną flagę podczas ostatnich 15s spotkania. Bez wątpienia wygrana Pats z takim przeciwnikiem była sporym zaskoczeniem. To pierwszy mecz Bills w tym sezonie, w którym zdobyli mniej niż 30 punktów i pierwszy domowy zakończony porażką w ciągu ostatnich 14 spotkań.
***
Rozczarowanie tygodnia:
AG: New York Jets
Jets są ostatnią drużyną bez zwycięstwa w tym sezonie, a dokonali tego w imponującym stylu. Nie byli wprawdzie faworytami w rozgrywanym u siebie spotkaniu z Dallas, ale za rywala mieli zespół z jedną z najgorszych defensyw tego sezonu. Mimo to, w siedmiu pierwszych posiadaniach piłki udało im się zdobyć zaledwie trzy punkty. Końcowy wynik (22 do 37) nie wygląda strasznie, ale w rzeczywistości mecz skończył się w trzeciej kwarcie. Gra Justina Fieldsa wyglądała bardzo źle, a defensywa zagrała swój najgorszy mecz w sezonie. Pierwszy sezon Aarona Glenna jako głównego trenera będzie jego jedynym w tej roli, jeśli poprawa nie nastąpi szybko.
TS: Falcons vibe, czyli Arizona Cardinals
Ktoś wie, gdzie Cardinals spędzili drugą połowę meczu? Bo na pewno nie na boisku. Pomijając, że trzecia kwarta mogłaby być mailem… Ofensywa swoje ostatnie punkty zdobyła w drugiej kwarcie i więcej nie zameldowali się już w polu punktowym Titans. Choć od samego początku to Cardinals weszli lepiej w mecz i dominowali na boisku. Po pierwszej połowie prowadzili z Titans 21:6. Defensywa pilnowała, by ani skrzydłowi, ani biegacze przeciwnej drużyny nie rozkręcili się za bardzo. Jedyne punkty, jakie udało im się zdobyć podczas pierwszej połowy to dwa kopnięcia na bramkę. Trzecia kwarta nie przyniosła żadnych zmian po obu stronach. Na początku ostatniej kwarty Cardinals przez chwilę wyglądali, jakby jednak wyszli z szatni po przerwie. Do momentu aż Emari Demarcado nie wypuścił piłki, zanim dokładnie wprowadził ją w pole punktowe… Zwiększenie przewagi prawdopodobnie zapewniłoby im zwycięstwo. Wtedy Titans znaleźli swoje momentum i rozpoczęli odrabianie strat. Zaliczyli przyłożenie, defensywa zrobiła to, co w takich momentach jest najbardziej potrzebne, czyli zatrzymała ofensywę Cardinals na 3&out i pozwoliła Camowi Wardowi poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Trzeba też przyznać, że Titans mieli po swojej stronie trochę szczęścia. Game changerem był moment, w którym przejęcie zamieniło się w fumble i zostało zabezpieczone przez Titans… w polu punktowym. Tym samym zmniejszyli przewagę do zaledwie dwóch punktów. Ponownie defensywa zrobiła swoje i mecz zakończył się zwycięskim kopnięciem na bramkę. Co ciekawe, Cardinals przegrywają trzeci mecz z rzędu, w którym przeciwnicy wykonują kopnięcie na bramkę w ostatnich sekundach (jako pierwsza drużyna od 1970 r.). Prawdopodobieństwo wygranej przez Titans wynosiło zaledwie 1,8%, co jest drugim nieprawdopodobnym powrotem sezonu. Brawo Cardinals.
***
Zdarzenie tygodnia:
AG: Kolejka pełna niespodzianek
Przetrwanie tej kolejki w trybie survival nie należało do łatwych. NFL sypała niespodziankami przez cały tydzień. Najpierw zdziesiątkowani przez kontuzje 49ers wywieźli zwycięstwo z Los Angeles. Następnie pierwsze porażki w sezonie zanotowali Eagles i Bills – jedni i drudzy grając u siebie, jedni i drudzy będąc zdecydowanymi faworytami. Na koniec Jaguars wrócili z czternastopunktowego deficytu, i po zaciętej końcówce pokonali Chiefs. A w mniej medialnym pojedynku Cardinals po serii niefortunnych zdarzeń oddali zwycięstwo w ręce Titans i Cama Warda, dla którego był to pierwszy triumf w NFL. Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że w tej lidze nie ma nic pewnego, i każde spotkanie ma potencjał na dostarczenie niezapomnianych emocji i wspomnień. I właśnie za to uwielbiamy NFL!
TS: Stefon Diggs
To był wieczór Stefona Diggsa. Mimo, że to nie on zdobył dwa przyłożenia dla Pats. Jednak zgranie z rozgrywającym Drakem Mayem było wyraźnie widoczne tego wieczoru. Granie przeciwko swojej byłej drużynie zawsze rodzi jakieś emocje, a jak jeszcze wbija jej się pierwszą porażkę… Na pewno było co świętować. Skrzydłowy Pats złapał piłkę 10 razy, na łącznie 146 jardów, z czego 119 tylko w drugiej połowie. Na swoim koncie ma kilka kluczowych akcji, bez których Pats nie byliby w stanie osiągnąć wygranej.
No i wciąż aktualne 😀
*
Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.
Categories