Skip to content

Zapowiedź sezonu 2025 ELF

Już tylko dni dzielą nas od startu sezonu 2025 European League of Football, a w nim ponownie czeka nas walka o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu, która w tym roku może być bardziej wyrównana. W sezonie 2025 drugi rok z rzędu liga przywita nową drużynę, która na rynek wolnych zawodników weszła drzwiami i oknami, a z drugiej strony, pożegnała (przynajmniej na tę chwilę) dwie organizacje, które wyraźnie nie domagały i nie nadążały za konkurencją. Doszło do paru rewolucji kadrowych, a we Wrocławiu zdają się wracać na właściwe tory po zeszłorocznym rollercoasterze i wyrastają na czarnego konia (czy raczej panterę) sezonu. Zapraszam na zapowiedź sezonu 2025 ELF!

****
Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com
lub klikając przycisk ->

Wspieraj Autora na Patronite

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.
*****
SPODZIEWANI NIEOBECNI
Wraz z przyjściem nowej franczyzy w październiku zeszłego roku – Nordic Storm – European League of Football rozrosło się do 18 drużyn, ale w powietrzu wisiało coś, co zapowiadało, że taki stan nie utrzyma się długo. I jak można się było spodziewać, 4 grudnia 2024 r. Milano Seamen i Barcelona Dragons ogłosiły, że nie będą częścią sezonu 2025 ELF. Seamen robią “roczną przerwę” i docelowo mają wrócić w 2026 roku. Jak wyjaśnił prezes włoskiego klubu Paolo Mutti:

“Wierzymy w sukces w ELF i wrócimy w 2026 roku, z nową grupą właścicielską, która poprawi zarówno kondycję ekonomiczną jak i infrastrukturalną, aby zbudować silniejszą i bardziej konkurencyjną drużynę z Włoch”

Dużo poważniej sytuacja wygląda z Barcelona Dragons, którzy ogłosili, że DEFINITYWNIE opuszczają ELF. Mimo, że Dragons w ostatnich latach nie byli żadną potęgą, a w tamtym sezonie zasłużyli na miano ligowego mema, jest to duża strata wizerunkowa dla ELF, która traci jedną z najbardziej rozpoznawalnych franczyz w Europie i której korzenie sięgają NFL Europe.

Absencja obu zespołów nie jest specjalnym zaskoczeniem. Plotki o potencjalnym odejściu Seamen pojawiały się już od połowy sezonu zasadniczego ELF 2024. W przypadku Dragons wszystko co działo się w trakcie sezonu przemawiało za tym, że nie zagrają w 2025 – przerwanie meczu z Ravens w połowie 3. kwarty przy stanie 51-0 dla zespołu z Monachium, wymiana 80% drużyny w trakcie sezonu… Przynajmniej udało im się dograć sezon do końca, co samo w sobie było pewnego rodzaju sukcesem. Nie wiadomo co z przyszłością drużyny z Barcelony, ale liczę, że albo wstaną z kolan, albo jako zupełnie nowy twór wrócą do ELF.

“Chociaż istnieją spekulacje na temat dobrowolnego odejścia franczyzy, pozostajemy niezłomni w naszym zaangażowaniu w prowadzeniu drużyny Barcelona Dragons przez sezon 2025 i dalej. (…) Obecnie pracujemy z interesariuszami, w celu opracowania zrównoważonej ścieżki rozwoju, która przyniesie korzyści obu stronom.” – czytamy w oświadczeniu klubu.

Ostatecznie w sezonie 2025 zagra nie 18, a 16 ekip:

PRZETASOWANIE DYWIZJI
Jako, że ELF w końcu ma parzystą liczbę drużyn, można było zorganizować dywizje z równą ilością drużyn. I chociaż poziom się wyrównał (przynajmniej w teorii), to zostaliśmy pozbawieni paru ciekawych rywalizacji, które wykształciły się w ostatnich latach (Panthers mogą się cieszyć, że nie będą już rozgrywać dwóch meczy na sezon z Berlin Thunder). Tak (po drobnych zmianach w zeszłym miesiącu) przedstawiają się dywizje w sezonie 2025 ELF:

Dywizja Wschodnia:

  • Panthers Wrocław
  • Vienna Vikings (Austria)
  • Prague Lions (Czechy)
  • Fehervar Enthroners (Węgry)

Dywizja Północna:

  • Berlin Thunder (Niemcy)
  • Hamburg Sea Devils (Niemcy)
  • Rhein Fire (Niemcy)
  • Nordic Storm (Dania/Szwecja)

Dywizja Zachodnia:

  • Frankfurt Galaxy (Niemcy)
  • Cologne Centurions (Niemcy)
  • Stuttgart Surge (Niemcy)
  • Paris Musketeers (Francja)

Dywizja Południowa:

  • Raiders Tirol (Austria)
  • Munich Ravens (Niemcy)
  • Madrid Bravos (Hiszpania)
  • Helvetic Mercenaries (Szwajcaria)

Mimo tak znaczącej zmiany w formacie rozgrywek, nie zmienia się format play offów, gdzie dwie najlepsze drużyny z power rankingu na koniec sezonu mają bye week, a pozostałe 4 drużyny (dwaj zwycięzcy dywizji i dwie drużyny najlepsze drużyny, które nie wygrały swoich dywizji) grają między sobą w rundzie Wild Card.

Z ELF DO NFL
Co roku paru zawodników z przeszłością na boiskach ELF, trafia na radary zespołów zza oceanu i zdarza się, że podpisują umowy z klubami z NFL. Co prawda jedynym dotąd przypadkiem, że zawodnik grający w ELF załapał się do 53-osobowego rosteru drużyny NFL jest oczywiście Kavonte Turpin, ale warto czekać na kolejny taki przypadek, bo pokazuje to, że w Europie można wyłapać naprawdę fajne talenty. W tym roku są to następujący zawodnicy:

  • Leander Wiegand, OL (Munich Ravens, Rhein Fire) – New York Jets
  • Lenny Krieg, K (Stuttgart Surge) – Atlanta Falcons
  • Jeremiah Webb, WR (Berlin Thunder) – New England Patriots
  • Maceo Beard, DB (Paris Musketeers) – San Francisco 49ers

BUDOWA NORDYCKIEGO PROJEKTU
Jak już było wspomniane, w sezonie 2025 European League of Football przywita nową drużynę z nowych krajów. Tak, piszę w liczbie mnogiej, gdyż Nordic Storm będą drużyną duńsko-szwedzką, ale swoje spotkania będą rozgrywać tylko w Kopenhadze, na mieszczącym 13.000 widzów stadionie Gladsaxe. Jednak właściciele nie wykluczają w przyszłości organizowania meczów domowych na zmianę w Kopenhadze i Malmö. Jednak zespołem szwedzkim Storm nie są tylko na papierze, jako że zawodnicy z tego państwa nie będą objęci limitem obcokrajowców.
Filmowy właściciel Cleveland Browns z “Draft day” – Anthony Molina – mawiał “Sometimes, you have to make a splash”. I właśnie taki “splash” zrobili Nordic Storm, tegoroczni debiutanci. Za jednym zamachem dokonali dwóch wielkich ruchów – do zespołu z Danii i Szwecji dołączyli były MVP ELF rozgrywający Jardian Clark i obecny MVP ELF biegacz Glenn Toonga, którym skończyły się kontrakty z Rhein Fire.

Nie był to koniec podpisywania zawodników od obecnych mistrzów – do skandynawskiej drużyny dołączył również jeden z najlepszych liniowych w ELF – Joachima Christensena, który tym samym wrócił z krótkiej emerytury, którą ogłosił po zakończeniu sezonu 2024.

Storm wzmocnili również defensywę dzięki ściągnięciu DB Chada Walronda, który w tym roku w Stuttgart Surge zagrał na wysokim poziomie zbierając 48 tackli, 3 przechwyty i 1 sacka, a także DE Maxa Parkinsona, który rok temu reprezentował barwy (a jakżeby inaczej) Rhein Fire.

Ofensywę poza Clarkiem i Toongą wesprze również jeden z najlepszych tight endów w Europie Adria Botella Moreno, w poprzednim sezonie grający dla Panthers Wrocław.

Nordic Storm tymi ruchami na rynku potwierdzili, że nie chcą być kolejnym chłopcem do bicia i dali reszcie stawki sygnał, że będą podążać drogą Madrid Bravos i od razu będą mierzyć w wysokie cele. Zobaczymy jak Jardian Clark poradzi sobie w nowym środowisku, kiedy nie jest otoczony gwiazdami na niemal każdej pozycji. Na pewno Storm będą jeszcze aktywni w off seasonie, szczególnie w kwestii sprowadzania nowych importów z Ameryki.

Co ciekawe jednym ze współwłaścicieli i ambasadorów duńsko-szwedzkiej drużyny został Hjalte Froholdt, ofensywny liniowy Arizona Cardinals.

KARUZELA ROZGRYWAJĄCYCH
Wiadomo, że z różnych powodów rotacja na pozycji rozgrywającego w ELF jest całkiem duża, nie tylko między sezonami, ale i w trakcie ich trwania. Na razie tak oto przedstawia się lista QB, którzy mają być nominalnymi starterami w swoich drużynach (zawodnicy pogrubieni oznaczają nowych rozgrywających lub rozgrywających, którzy zmienili drużynę):

  • Chad Jeffries – Rhein Fire (poprzednio: Munich Ravens)
    • Matthew McKay – Frankfurt Galaxy
  • Jaylon Henderson – Paris Musketeers (poprzednio: Potsdam Royals (GFL))
  • Jeremy Moussa – Cologne Centurions (poprzednio: Florida A&M)
  • Micah Leon – Hamburg Sea Devils (poprzednio: Florida Gators)
  • Reid Sinnett – Madrid Bravos (poprzednio: Houston Roughnecks)
  • Russell Tabor – Munich Ravens (poprzednio: Carolina Tar Heels)
  • Reilly Hennessey – Stuttgart Surge
  • Demarcus “DJ” Irons – Panthers Wrocław (poprzednio: Akron)
  • Conor Miller – Raiders Tirol (poprzednio: Schwabisch Hall Unicorns)
  • Isaiah Weed – Helvetic Mercenaries (poprzednio: Cologne Centurions)
  • Jadrian Clark – Nordic Storm (poprzednio: Rhein Fire)
  • Jakeb Sullivan – Berlin Thunder
  • Ben Holmes – Vienna Vikings
  • Javarian Smith – Prague Lions
  • Brock Domann – Fehervar Enthroners (poprzednio: Louisville)

Fanów oczywiście elektryzują nowe nazwiska, a najwięcej emocji budzą dwa z nich: Reid Sinnett oraz Jaylon Henderson. Sinnett to pierwszy w historii ELF rozgrywający z przeszłością w NFL. Zwiedził Tampa Bay Buccaneers, Miami Dolphins, Philadelphia Eagles oraz Cincinnati Bengals. Oczywiście był głównie członkiem practice squadów, tylko dwa razy będąc w aktywnym rosterze. Jedni zastanawiają się jak zły może być rozgrywający, który odbił się od UFL, niemniej w warunkach europejskich, każdy rozgrywający z minimalnym doświadczeniem za oceanem, szczególnie w NFL, może zjeść konkurencję i taki podpis stawia Bravos z miejsca w roli kontendera do walki o mistrzostwo. Henderson natomiast, to nazwisko, które już od dłuższego czasu było przymierzane do gry w ELF. Sytuacja skłoniła Musketeers to szukania nowego rozgrywającego i trzeba przyznać, że trafili w “10”. Henderson miał szansę walczyć o dostanie się do NFL, jednak przez koronawirusa, wszelkie aktywności skautingowe zostały mocno ograniczone i Henderson przeszedł pod radarem. W sezonie 2024 poprowadził Potsdam Royals do drugiego z rzędu mistrzostwa Niemiec, rzucając ponad 5200 jardów i, uwaga trzymajcie się mocno, aż 91 (!) przyłożeń w zaledwie 15 meczach, rzucając tylko 5 przechwytów w całym sezonie.

NIESPODZIEWANE ZMIANY W PARYŻU
Już rok temu Paryżanie pokazywali, że należy ich poważnie brać pod uwagę pod kątem gry o mistrzostwo i wszystko wskazywało, że jeśli Musketeers utrzymają obecną kadrę, będą w ścisłej topce ELF. Jednak tuż po zakończeniu sezonu 2024 zaczęły pojawiać się plotki jakoby Zach Edwards, rozgrywający, który zgarnął tytuł ofensywnego zawodnika roku, może nie wrócić na przyszłą wiosnę do Paryża. Plotki okazały się rzeczywistością. “Magic Zach” ogłosił, że ze względów pozasportowych musi odpocząć od futbolu i nie wróci na sezon 2025 do Musketeers.

Z jeszcze większym zaskoczeniem przyjęto wiadomość o rezygnacji Marca Mattioli z funkcji head coacha drużyny. Jednak nie chodziło o żadne kwasy w drużynie czy konflikt z zarządem. Mattiola otrzymał ofertę pracy z Kennesaw University w USA jako defensywny koordynator tamtejszej drużyny uniwersyteckiej. Propozycja z kategorii tych nie do odrzucenia. Wydawało się, że Muszkieterzy zostali z dwoma wielkimi dziurami do załatania, na miejsca osób nie do zastąpienia. Jednak na obie te bolączki Paryżanie odpowiedzieli szybko i z wielką pompą. O Jaylonie Hendersonie już wspomniałem wyżej. Natomiast informacja o nowym szkoleniowcu była tak wielka i zaskakująca, że podał ją sam Adam Schefter – insider NFL. Jack Del Rio to trener, który nie odniósł w NFL większych sukcesów, ale nie ulega wątpliwości, że ma olbrzymie doświadczenie. Jako trener asystent oraz trener pozycyjny pracował m. in w Miami Dolphins, New Orleans Saints, Carolina Panthers i Denver Broncos. W latach 2015-2017 był również head coachem Oakland Raiders.

Jak pokazał to Jim Tomsula, nawet trener z niewielkim doświadczeniem w NFL potrafi dużo wnieść do drużyny i jej kultury, a co dopiero taki weteran jak Del Rio.
Dodatkowo Musketeers nawiązali partnerstwo strategiczne z New Orleans Saints polegające na współpracy medialnej, organizowaniu wspólnych eventów, a także na rozwijaniu coraz bardziej popularnego futbolu flagowego.
Kolejną dużą stratą dla Musketeers, której jednak nie da się tak łatwo załatać, jest zmiana stadionu. Zamiast grać na dużym, ładnym Stade Bauer w centrum Paryża, Musketeers swoje domowe spotkania będą rozgrywać na Stade Robert Bobin… 25 kilometrów od stolicy Francji.
Na papierze wygląda to tak jakby, mimo dwóch poważnych ubytków, Musketeers przeszli przez off season suchą stopą, można nawet posunąć się do stwierdzenia, że wzmocnieni. Jeśli wszystko będzie wyglądało tak, jak na to się zapowiada, a Henderson wejdzie w wielkie buty po Zachu Edwardsie, Paryżanie na poważnie mogą patrzeć w stronę finału w Stuttgarcie.

SŁODKO GORZKA SZWAJCARIA
Off season Mercenaries należy do kategorii tych ciekawych. Z pewnością na pochwałę zasługują ruchy w ofensywie, przede wszystkim podpisanie QB Isaiah Weed’a – jednego z najbardziej efektownych rozgrywających ELF i jedynego powodu, dla którego Centurions nie byli w zeszłym sezonie najgorszą drużyną. Na skrzydle rok temu błyszczał Milan Spiller, który został doceniony nagrodą dla debiutanta roku, a teraz wesprze go Keelan Cole. Jeśli mówi wam coś to nazwisko, to tak – jest to były zawodnik NFL, podpisany jako niewydraftowany wolny agent przez Jacksonville Jaguars w 2017 roku, grając dla nich przez następne 3 lata. Później Cole zahaczył o New York Jets oraz w Las Vegas, gdzie spędził sezon 2023. W czasie swojego pobytu w NFL Cole zdobył 2832 jardy po podaniach oraz 15 przyłożeń, w tym jedno po powrocie z piłką. Cole nie tak dawno zakończył swoją karierę w NFL, a już zagra dla drużyny, która zaliczała się do tych słabszych w poprzednim sezonie ELF, więc działacze ze Szwajcarii przeprowadzili prawdziwy blockbusterowy podpis.

Do tego linia ofensywna została wzmocniona byłym zawodnikiem Panthers Wrocław – Otavio Amorimem. Skład Helwetów mógł dodatkowo uzupełnić skrzydłowy Aaron Jackson, którego sytuacja kontraktowa okazała się jednak bardziej skomplikowana. Zawodnik był już praktycznie dogadany z Mercenaries, jednak jego kontrakt z Berlin Thunder dalej obowiązywał. Niemcy zaproponowali wykupienie kontraktu Jacksona, na co Szwajcarzy nie chcieli przystać i ostatecznie Jackson został w Berlinie, ale nie w Thunder. Od nowego sezonu gwiazda Błyskawic będzie występować w GFL w zespole Berlin Rebels.
Jednak rysą na tym off seasonie odbija się brak poważnych wzmocnień w defensywie, która była główną bolączką tej drużyny w 2024 roku. Na dodatek Mercenaries w nieprzyjemnej atmosferze rozstali się z (jeśli mogę tak to nazwać) dyrektorem sportowym Chrisem Rummelem, który odpowiadał za zimowo-wiosenne wzmocnienia drużyny.
W Mercenaries, kiedy już wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku i rzeczywiście zmierzają do stania się silniejszą ekipą, przychodzą takie właśnie momenty, które wskazują na brak stabilizacji i jednomyślnej wizji drużyny, którą buduje się “na obecną chwilę”, gdzie jednak wciąż istnieją braki, szczególnie w defensywie. Na pewno Szwajcarzy będą jedną z najciekawszych ekip do oglądania w ofensywie, ale czy stać ich dzięki temu na walkę o dzikie karty?

CZY TO KONIEC CHŁOPCA DO BICIA Z PRAGI?
Co roku, któraś słabsza drużyna, która co tydzień dostaje lanie i liczy tylko na zwycięstwa z podobnymi sobie, przeprowadza ofensywę transferową, aby zerwać z łatką drużyny na darmowe zwycięstwa. W tym roku tą ekipą są Prague Lions. 24 spotkania i tylko 2 zwycięstwa, to zawstydzający wynik i Czesi w końcu stwierdzili, że pora ten bilans poprawić.
Do stolicy Czech przeniosło się dużo znajomych twarzy z Madrid Bravos. Nowym head coachem Lions został dotychczasowy koordynator ofensywy Byków, Dave Warner, który zabrał ze sobą paru innych trenerów. Ofensywa Bravos była w zeszłym sezonie piąta w zdobytych punktach i szósta w jardach, więc nie dziwi takie zatrudnienie ze strony Lions. Za Warnerem poszedł jeden z najważniejszych elementów madryckiej układanki, czyli wszechstronny skrzydłowy Willie Patterson. Z Madrytu do Pragi trafił również Jalen Embry, defensive back, który do momentu kontuzji był jednym z najlepszych na swojej pozycji w ELF. Poważnym osłabieniem na boisku będzie na pewno brak DL Jamesa Brooksa, który jednak zostaje w Pradze w roli koordynatora defensywy. Wobec tego rosną oczekiwania wobec Jakuba Smutnego, który już rok temu pokazał, że jest utalentowanym pass rusherem i świetnie broni biegi.
Lions idą w zdecydowanie innym kierunku niż dotychczas i do tej pory każdy ruch wygląda przynajmniej dobrze. Czy Panthers wyrósł nowy poważny rywal w dywizji? Z pewnością spotkania z zespołem z Pragi nie będą już tak łatwe i przyjemne jak dotychczas.

HAMBURSKI KRYZYS
Ostatnie dwa sezony w wykonaniu Hamburg Sea Devils można śmiało określić jednym słowem – rozczarowanie. 2023 – bilans 4-8. 2024 – bilans 2-10. W dodatku rok temu Sea Devils zbierali takie cięgi od największych rywali, że absolutnie nie wyglądali jak drużyna o takich możliwościach. Wiadomo było, że tutaj potrzeba zmian i tak jesienią sprowadzono do Hamburga defensywnego zawodnika roku 2024 Kyle’a Kitchensa. Dołączył również skrzydłowy weteran ELF Terryon Robinson… i to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o większe wzmocnienia Sea Devils. Poza tym z Hamburga dobiegają poważne oznaki kryzysu. W ten wtorek zwolniony został head coach Shuan Fatah. Tym samym Fatah dokonał czegoś niesamowitego – był head coachem dwóch drużyn w ELF i ani razu nie prowadził drużyny w żadnym spotkaniu (polecam sprawdzić historię German Knights 1367 Niedersachsen). Do tej pory, tuż przed startem sezonu, odeszło również dwóch zawodników z linii ofensywnej a głosy z wewnątrz organizacji mówią, że paru innych graczy szuka nowej drużyny. Jakby było mało powodów do zmartwień, Sea Devils coraz słabiej radzą sobie marketingowo sprzedając coraz mniej wejściówek na swoje domowe mecze. Na spotkanie z Surge na stadionie w Bremie sprzedano dotychczas mniej niż 2500 biletów, a mecz ma odbyć się 31 maja. Przy takiej tendencji, szacuje się, że zostanie sprzedanych 5000 wejściówek, co jak na niemieckie warunki jest dość słabym wynikiem. W dodatku Sea Devils mają również zaplanowane spotkanie w lipcu na Volksparkstadion, gdzie również sprzedaż idzie jak po żwirze. Jeśli w obu spotkaniach Sea Devils zaliczą słabą frekwencję, mogą nie zwrócić im się koszty najmu obu obiektów, a co za tym idzie – popadnięcie w jeszcze większe tarapaty finansowe. Sytuacja Sea Devils wygląda naprawdę nieciekawie. Wątpię, żeby mieli nie rozegrać wszystkich 12 spotkań, nawet Barcelona Dragons, która była w dramatycznym położeniu rok temu dograła sezon do końca. Pytanie co stanie się z drużyną, której inwestorem jest m. in. komisarz ELF po sezonie?

WALKA O THREE PEAT
W 2024 roku Rhein Fire jako pierwsza ekipa w historii ELF wygrała mistrzostwo dwa lata z rzędu. Naturalnie wtedy rodzą się pytania o trzecie mistrzostwo z rzędu. Na pewno nie będzie to łatwe zadanie, szczególnie kiedy inne drużyny urosły w siłę oraz ze względu na brak dwóch kluczowych elementów ofensywy Jima Tomsuli – Jadriana Clarka i Glenna Toongi, którzy odeszli do dywizyjnego rywala Fire – Nordic Storm. Na miejsce tego pierwszego Fire ściągnęli być może najlepszą dostępną opcję – Chada Jeffriesa, który w poprzednim sezonie występował dla Munich Ravens. Czy to jednak wystarczy aby walczyć o three peat? Poza Clarkiem i Toongą odszedł również trzon niezwykle silnej linii ofensywnej, przez co jej poziom w tym roku może być gorszy. Jednak poza tymi ubytkami Fire nie stracili nikogo innego ważnego ze swojego składu. W Dusseldorfie z pewnością marzą o kolejnym mistrzostwie, ale nie będzie to takie łatwe i oczywiste, jak w poprzednich latach.

NOWE, STARE PORZĄDKI WE WROCŁAWIU
Sezon 2024 dla Panthers Wrocław zakończył się, co by nie mówić, rozczarowaniem. Huczne zapowiedzi walki o finał skończyły się już po 3. kolejce spotkań, po porażce z Vienna Vikings i rozstaniu się (w niezbyt przyjaznej atmosferze) z rozgrywającym Stevenem Duncanem. Panthers zajęli miejsce w środku stawki, ale brak awansu do play offów można rozpatrywać w kategoriach porażki. W środku sezonu rozstano się również z dotychczasowym head coachem Davem Christensenem, a jego miejsce zajął koordynator defensywy Craig Kuligowski, który, jak się okazało, został nowym głównym trenerem na pełen etat. Z roli prezesa odszedł Michał Latoś, związany z futbolem amerykańskim we Wrocławiu jeszcze przed erą Panthers. Zmiany zaszły nie tylko w sztabie i gabinetach, na boisku również doszło do przetasowań. Do Warsaw Eagles w roli grającego trenera odszedł m.in. Kamil Ruta, jedna z najważniejszych person nie tylko Panthers, ale i całego futbolu amerykańskiego w Polsce. Poza nim, kask na kołek odwiesili Jakub Mazan oraz Bartosz Dziedzic. Jednak Panthers ponownie przeprowadzili intensywną rekrutację i zadbali o uzupełnienie braków na poszczególnych pozycjach. Dość szybko załatwiono sprawę z obsadzeniem rozgrywającego, którym został Demarcus “DJ” Irons, absolwent uczelni Akron i zawodnik, który potrafi zarówno rzucić daleką bombę do skrzydłowego, jak i samemu zdobyć jardy biegami. W korpusie skrzydłowych w sezonie 2025 zabraknie Matta Cole’a, który we Wrocławiu pokazał zaledwie część swoich umiejętności przez liczne kontuzje. Na jego miejsce sprowadzono weterana i jednego z najbardziej uzdolnionych WRów ELF Darrella Stewarda Jr., który dwa poprzednie sezony spędził w Stuttgart Surge. Rok temu jego dorobek został mocno ograniczony przez kontuzję i wystąpił tylko w 6 spotkaniach, jednak jeżeli pozostanie zdrowy Wrocławianie będą mieli bardzo skutecznego i efektywnego skrzydłowego. Duże zmiany zaszły w linii ofensywnej, którą uzupełnili Lukas Majer (poprzednio w Cologne Centurions) oraz Ezzat Elnagmi. Formację ofensywną uzupełni dość ciekawy zawodnik, estoński skrzydłowy o dużym potencjale Ott Eric Ottender. Wzmocnień nie zabrakło również po drugiej stronie piłki. Secondary zyskało tureckiego DB Atillę Isika, który w sezonie 2021 w barwach nieistniejących już Istanbul Rams zdobył nagrodę dla defensywnego debiutanta roku oraz Milosa Ilicia. Linia defensywna zyskała solidne filary w postaci Karlisa Braunsa (wracający do Panthers, grający ostatnio dla Frankfurt Galaxy), Laurynasa Orloviciusa oraz Jordana Scalana. Najważniejsze informacje dla Panthers są jednak takie, że w zespole zostają trzony tej drużyny, czyli niezawodni i niezastąpieni Dawid Brzozowski, Maciej Jabłoński oraz A. J. Wentland.

Na co mogą liczyć Panthers w tym sezonie? Oczekiwania na pewno nie są tak wygórowane jak rok temu, co powinno dać tej drużynie pewien komfort, mimo to jednak awans do play offów powinien być pewnym wyznacznikiem i celem dla Wrocławian, który jak najbardziej jest w ich zasięgu. Patrząc na to co działo się rok temu, kluczem jest stabilizacja, szczególnie na pozycji rozgrywającego. Jeśli uda się uniknąć perturbacji w rosterze, Panthers mogą być całkiem nieprzyjemną ekipą dla reszty stawki. Jak wygląda terminarz Panthers w tym sezonie? Słodko-gorzko. Poza spotkaniami z rywalami pokroju Centurions czy Enthroners, czekają ich spotkania z odmionionymi Lions, którzy już w zeszłym roku zmusili Pantery do wysiłku, enigmatycznymi w tym roku Munich Ravens i oczywiście dwie ciężkie batalie przeciwko Nordic Storm oraz swoim nemezis w postaci Vienna Vikings. Nie jest to najcięższy terminarz w lidze, ale do przyjemnych również nie należy. Jedno jest pewne, emocji na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu nie zabraknie! Pierwsze spotkanie Panthers już w tą sobotę o 18:00 przeciwko Fehervar Enthroners. A warto podkreślić, że Panthers w czterech meczach otwierających sezon mają cztery zwycięstwa. Czy będzie piąte?

Panthers Wrocław – Fehervar Enthroners (17.05 godz. 18:00)

Panthers Wrocław – Nordic Storm (25.05 godz. 13:00)

Panthers Wrocław – Prague Lions (8.06 godz. 13:00)

Cologne Centurions – Panthers Wrocław (14.06 godz. 18:00)

Nordic Storm – Panthers Wrocław (21.06 godz. 18:00)

Fehervar Enthroners – Panthers Wrocław (28.06 godz. 15:00)

Panthers Wrocław – Cologne Centurions (6.07 godz. 13:00)

Prague Lions – Panthers Wrocław (13.07 godz. 16:25)

Panthers Wrocław – Vienna Vikings (19.07 godz. 18:00)

Munich Ravens – Panthers Wrocław (27.07 godz. 13:00)

Vienna Vikings – Panthers Wrocław (9.08 godz. 18:00)

Panthers Wrocław – Munich Ravens (16.08 godz. 18:00)

*
Autor: Igor Białecki
***
Na koniec przypominamy, że mamy swoją dedykowaną grupę na facebooku. Jeśli tam jeszcze nie jesteście, zapraszamy do dołączenia.
https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej