Skip to content

Draftowe oceny #1. Najlepsza dywizja w lidze?

Maj i czerwiec to prawdopodobnie najspokojniejszy okres w kalendarzu NFL. Dzieje się bardzo niewiele, a fani i eksperci zajmują się raczej spekulacjami i przewidywaniami, co może wydarzyć się w startującym we wrześniu sezonie. Wielu wciąż żyje draftem, a dokładniej jego ocenami i podsumowaniami. My też to zrobimy, dzięki czemu będziecie mogli dowiedzieć się, co wasze ulubione (i nie tylko) drużyny zrobiły w drafcie, a przy okazji poznać nazwiska zawodników, którzy już niedługo będą pojawiać się na ekranach w trakcie meczów. 

Jeśli chcielibyście dołączyć do #TeamNFLPolska i nas wesprzeć na serwisie Patronite, szczegóły znajdziecie na https://patronite.pl/nflpolska.com

Z góry bardzo serdecznie dziękujemy! Dzięki temu wsparciu możemy funkcjonować i się rozwijać.

***

Zaczniemy jednak od kilku kwestii, które trzeba wyjaśnić już na starcie

  • Jeśli uważacie, że nie ma co szastać ocenami, bo wszystko i tak wyjaśni się za 2-3 sezony to… macie rację. Nawet najpewniejszy i najbardziej obiecujący gracz może z różnych powodów nie wypalić, dlatego oceny są tylko i aż informacyjne – jak dany gracz wyglądał na uczelni, jak ocenia się jego potencjał i jak na ten moment ocenia go liga NFL. Dodatkowo co dana drużyna „myślała”, biorąc akurat to nazwisko. W wielu przypadkach oceny są ostatecznie trafne, ale na ten moment trudno z pewnością stwierdzić, które akurat okażą się przestrzelone, więc potraktujcie to jako zabawę z dużą dozą researchu i informacji;
  • Wspomniana zabawa jest subiektywną (bo w sumie jaką inną) oceną autora, który przesiedział masę godzin przy drafcie – czy to oglądając zawodników, czy czytając tonę raportów i informacji o poszczególnych nazwiskach (tak, Kuba jest świrem na tym punkcie, nie pytajcie), więc te oceny mogą się różnić w porównaniu chociażby do innych tego typu artykułów amerykańskich dziennikarzy czy ekspertów. Jeśli wasza drużyna jest oceniona nieco słabiej, to nie znaczy oczywiście, że ten draft okaże się dla niej słaby;
  • Oceniamy przede wszystkim wybranych przez drużynę zawodników – wymiany, które mają wpływ np. na kolejne lata, zostaną wspomniane i mogą mieć wpływ, ale ocena jest generalnie za klasę futbolistów, która w tym roku dołączy do danego zespołu;
  • Jeśli chcecie wiedzieć więcej lub po prostu czegoś nie rozumiecie, pytajcie Kubę lub piszcie w komentarzach – od tego jesteśmy, żeby w tym pomagać, a draft dla początkujących wcale nie jest łatwy do zrozumienia;

*****

Skoro koniecznie rzeczy mamy już za sobą, to przejdźmy do samych ocen. Będzie to ośmioodcinkowa seria – każdy odcinek oznacza jedną dywizję. Zaczniemy od AFC East, która już w ubiegłym sezonie mogła ubiegać się o miano najlepszej w lidze, a teraz zdaje się, że stała się jeszcze mocniejsza. Buffalo Bills powinni grać na podobnym poziomie, co w ostatnich latach, a Miami Dolphins, New York Jest i New England Patriots mają na koncie wzmocnienia, które świadczyłyby, że zagrają lepiej, niż przed rokiem. Jak im poszło w drafcie?

Buffalo Bills

Wybory:

1 (runda, wybór 25). TE Dalton Kincaid

2 (59). OL O’Cyrus Torrence

3 (91). LB Dorian Williams

5 (150). WR Justin Shorter

7 (230). OL Nick Broeker

7 (252). CB Alex Austin

Kluczowi UDFA (gracze niewydraftowani, którzy podpisali kontrakt z klubem po drafcie): DT D.J. Dale, OL Richard Gouraige

Bills, jak każda inna czołowa drużyna konferencji AFC, potrzebują mocnych draftów, żeby utrzymać się na szczycie. Co więcej, w tym offseasonie budują się tak, jak często robią to inne drużyny próbujące utrzymać się na szczycie – bez gwałtownych ruchów w wolnej agenturze i próbując załatać potrzeby tam, gdzie jeszcze są. Widać to w trzech pierwszych wyborach. Bills potrzebowali linebackera po odejściu Tremaine’a Edmundsa, wzmocnienia linii ofensywnej, bo w ubiegłym sezonie brakowało głębi oraz kolejnej broni do ataku, w którym w tamtym roku brakowało czasami kogoś, kto mógłby wspomóc Stefona Diggsa. To wszystko udało im się zrobić, a i potencjał wybranych zawodników jest co najmniej obiecujący.

Dalton Kincaid był przez wielu oceniany jako najlepszy tight end w drafcie i tak też został wybrany, choć tu trzeba pamiętać, że różnorodność w stylu gry na tej pozycji jest bardzo duża i wszystko zależy od tego, czego potrzebuje dany zespół. Bills zdawali się być zaskoczeni, że zawodnik z takim talentem spadł w drafcie tak nisko i postanowili zrobić trade up (przesunięcie w górę draftu w zamian za dodatkowe wybory dla innej drużyny, w tym wypadku z wyboru #27 na #25), by mieć pewność, że nie wezmą go potrzebujący tight enda Dallas Cowboys. Kincaid nie jest typowym tight endem, który solidnie blokuje i czasem coś złapie – blokuje przeciętnie, ale jako broń do gry podaniowej jest znakomity. Niektórzy analitycy twierdzą nawet, że był to największy łapiący talent w drafcie – licząc również skrzydłowych. Atletyczny, z pewnymi rękoma, świetnie znajdujący sobie miejsce pomiędzy obrońcami.

Dla Bills to dodatkowa wartość – jego obecność będzie mieszała w głowach defensywnych koordynatorów i obrońców, a na tym też zależało sztabowi Bills, ponieważ ich atak w ubiegłych latach stawał się nieco powtarzalny pod względem stylu i schematów gry. Co z innym tight endem, Dawsonem Knoxem, któremu Bills dali niedawno całkiem pokaźny kontrakt? Otóż… nic, będą grali jednocześnie i na tym polega siła Kincaida – drużyny przeciwne będą zmuszone wystawiać formacje do obrony dwóch tight endów (więcej silniejszych i wolniejszych zawodników zamiast np. dodatkowego defensive backa), podczas gdy Kincaid będzie w zasadzie dodatkowym skrzydłowym, zdolnym wykorzystać tę korzystną sytuację swoim atletyzmem.

Na pewno pomoże w tym też O’Cyrus Torrence. Mimo wyboru w drugiej rundzie, to jeden z bardziej obiecujących talentów wśród graczy grających w środku linii ofensywnej. Wszystko w zasadzie rozbiło się o jego pozycję, ponieważ centrzy i guardzi nie są w drafcie aż tak cenieni, jak teoretycznie ważniejsze pozycje. Torrence ma wystarczający talent, by wejść do pierwszego składu Bills już od pierwszego dnia i nie tylko nie odstawać, ale też podnieść poziom całej linii, która w tamtym roku miała momentami swoje problemy. Nie jest to wybór widoczny dla przeciętnego fana, bo o ile zewnętrznych liniowych widzimy w pojedynkach z najlepszymi edge rusherami, o tyle ci środkowi często wykonują czarną, niezauważoną robotę, np. w grze biegowej. Fani Bills na pewno jednak zauważą, że Josh Allen i jego koledzy mają więcej czasu i spokoju na rozegranie akcji. Oczywiście jeśli Torrence będzie w NFL taki, na jakiego wygląda aktualnie.

Nie jestem pewien, jak do ligi wprowadzi się Dorian Williams, który w wielu kwestiach zdaje się być bardzo podobnym wyborem do innego gracza Bills, Terrela Bernarda. Obaj linebackerzy, obaj wybrani w zasadzie w tym samym miejscu (Bernard to wybór #89 rok temu, Williams #91 w tym roku), obaj prawie identyczni pod względem warunków fizycznych i testów atletycznych.

Dobra wiadomość dla fanów Bills jest taka, że Williams zdaje się być chyba nieco lepszym prospektem. W jego przypadku gorsze warunki fizyczne nie rzucają się aż tak bardzo w oczy na boisku, jednak to nadal gracz, który potrzebuje dobrych okoliczności, żeby „wypalić”. Czemu Bills wydraftowali drugiego, w zasadzie takiego samego zawodnika? Prawdopodobnie chcą w swojej drużynie mniejszego i szybszego linebackera, a Bernard na razie nie spełnia oczekiwań. Posiadanie takich dwóch zwiększa szansę na to, że jeden zostanie pełnoprawnym członkiem obrony.

Wśród pozostałych graczy widzę przede wszystkim pomoc do formacji specjalnych, bo raczej tym na początku będą Shorter i Austin, choć – mimo że fanem Shortera nie jestem – jego ponad 190 centymetrów wzrostu może w pewnym momencie przydać się Joshowi Allenowi. Zwracam za to uwagę na Broekera – nie zdziwię się, jak szybko znajdzie rolę w osłabionej linii Bills. Nawet jeśli tylko jako wartościowy rezerwowy. Jeśli ktoś ma z kolei trafić do ostatecznego składu jako niewydraftowany, to stawiam na DJa Dale’a, choć podpisanie grającego na jego pozycji Poony Forda zmniejszyło trochę szanse na taki obrót spraw.

Ogólnie nie jest to draft porównywalny z najlepszymi (o których będzie w kolejnych odcinkach serii), ale Bills – przy ograniczonych środkach i wybieraniu na końcu rund – zaliczyli naprawdę solidne trzy dni z potencjałem na jeszcze lepszą ocenę, jeśli rozwiną Kincaida w koszmar defensywnych koordynatorów, na co potencjału mu nie brakuje. Większość tej dobrej oceny to Kincaid i O’Torrence, czyli dwa talenty, które teoretycznie nie powinny być dla nich dostępne w tym miejscu draftu. Topowe drużyny potrafią jednak takie okazje wykorzystywać.

Ocena (skala 1-10): 7/10

*****

Miami Dolphins

Wybory:

2 (51). CB Cam Smith

3 (84). RB Devon Achane

6 (197). WR/TE Elijah Higgins

7 (238). OT Ryan Hayes

Ważniejsi UDFA: P Michael Turk, RB Chris Brooks

Dolphins mają zdecydowanie najmniejszą klasę w drafcie i nie bez powodu – ekipa z Miami weszła w tryb „all-in” i postanowiła budować się na różne sposoby. Również takie, które wymagają wydania draftowych wyborów na doświadczonych zawodników. Dzięki nim do drużyny trafiły m.in. duże nazwiska w postaci Bradleya Chubba (1 runda),  Jalena Ramseya (3 runda) czy Tyreeka Hilla (4 i 6 runda w tym roku, dołączone do 1, 2 i 4 w ubiegłym). Dodatkowo jedna z pierwszych rund (mieli dwie, jedną od San Francisco 49ers za wymianę w drafcie 2021) została im odebrana za tampering, czyli nielegalne rozmowy z Tomem Bradym i Seanem Paytonem przed sezonem 2022.

To wszystko sprawiło, że Dolphins mieli w drafcie bardzo ograniczone możliwości, jednak to nie znaczy, że sobie nim wcale nie pomogli. Cam Smith był lekkim zaskoczeniem, ponieważ po wymianie Ramseya wydawało się, że Dolphins wykorzystają swój pierwszy wybór na bardziej potrzebne pozycje. Jednak ten wybór jest całkowicie zrozumiały dla osób wyznających taktykę BPA (Best Player Avalaible = Najlepszy Dostępny Gracz), czyli brania najwyżej ocenianego przez nas zawodnika, niezależnie od pozycji i tego, czego potrzeba drużynie. Smith to cornerback z ciekawym potencjałem, który przy nieco słabszym sezonie Xaviena Howarda rok temu może się przydać szybciej, niż myślimy. Nowy, znakomity koordynator obrony Vic Fangio już na pewno znajdzie dla niego miejsce.

Podobnym wyborem jest też Devon Achane. Teoretycznie, przy systemie ofensywnym Dolphins, wywodzącym się z drzewka trenerskiego Kyle’a Shanahana, klasa biegaczy nie jest aż tak istotna, bowiem Shanahan, a także trener główny Mike McDaniel w Dolphins, potrafili z dość średnich graczy tworzyć znaczący punkt ataku. Jednak McDanielowi na widok Achane musiały zaświecić się oczy – może i nie ma najlepszych warunków fizycznych (jest dość niski i lekki), ale za to jest demonem szybkości, a jeśli jest coś, czego potrzebuje biegacz w systemie Shanahana/McDaniela, to właśnie szybkość.

Nie wiemy, na jakim poziomie będzie grał atak Dolphins w sezonie 2023, ale jedno wiemy na pewno – będzie niezwykle efektowny i diabelnie szybki, a Achane, w połączeniu z Tyreekiem Hillem i Jaylenem Waddlem, to być może najszybsze ofensywne trio w całej lidze.

Dwa ostatnie wybory Dolphins to długofalowe projekty – Higgins będzie zmieniał pozycję ze skrzydłowego na tight enda, a to chwilę zajmie i nigdy nie wiadomo, na ile wyjdzie. Z kolei Hayes to liniowy, który ma potencjał na więcej, niż tylko bycie rezerwowym, ale prawdopodobnie zajmie to trochę czasu.

Jeśli ktoś poza Smithem i Achane ma w sezonie 2023 mieć duży wpływ na grę Dolphins, to będzie to… niewydraftowany punter Michael Turk. Aktualnie w składzie z Miami jest jedynie Jake Bailey, który ma za sobą bardzo słaby sezon i zwolnienie z New England Patriots. Droga do składu jest więc otwarta, a Turk to kopacz z całkiem mocną nogą, która może się sprawdzić w NFL. Warto też zwrócić uwagę, że ze względu na małą liczbę wyborów w drafcie, Dolphins mają aż kilkunastu graczy niewydraftowanych. Niewykluczone, że i poza Turkiem ktoś dostanie się do ostatecznego rosteru.

Największy minus tego draftu i być może ogólnie offseasonu Dolphins, to słabe zaadresowanie linii ofensywnej – rok temu było tam sporo problemów z kontuzjami i regularnością w grze, co przyczyniło się między innymi do historii z kontuzjami rozgrywającego Tuy Tagovailoy. Teraz, przed kolejnym sezonem, skład wcale nie wygląda na mocniejszy, a najlepsi zawodnicy – jak Terron Armstead – są coraz starsi i od dawna nie zagrali w pełni zdrowego sezonu. Regularność w poziomie linii jest w zasadzie jedynym słabszym punktem całego składu Dolphins. Szkoda, że generalny menedżer Chris Grier nie spróbował wybrać liniowego w pierwszych trzech rundach draftu – drużynie w trybie „all-in” bardzo by się taki przydał.

Oceniając sam draft pod względem siły, talentu i pomocy, jaką dał on drużynie w jej aktualnym położeniu, ocena musi być przeciętna, bo mimo potencjału Smith i Achane na początku będą pewnie głównie graczami rotacyjnymi i obaj mają swoje ograniczenia (chociażby fizyczne), a brak wybranej wyżej linii ofensywnej rzuca się w oczy. Jednak Dolphins są tutaj usprawiedliwieni – ich największe wzmocnienia w tym roku zostały dokonane w innych częściach offseasonu.

Ocena: 5/10

*****

New England Patriots

Wybory:

1 (17). CB Christian Gonzalez

2 (46). EDGE Keion White

3. (76). LB/S Marte Mapu

4 (107). OL Jake Andrews

4 (112). K Chad Ryland

4 (117). OL Sidy Sow

5 (144). OL Atonio Mafi

6 (187). WR Kayshon Boutte

6 (192). P Bryce Baringer

6 (210). WR Demario Douglas

6 (214). CB Ameer Speed

7 (245). CB Isaiah Bolden

Ważniejsi UDFA: QB Malik Cunningham

Większość z was już zapewne wie, że jestem fanem Patriots i to raczej z gatunku tych, który prędzej pomarudzi na własną drużynę, niż ją pochwali. Ale ten draft naprawdę mi się podoba (dużo bardziej szczegółowo piszę o nim tutaj). Klasa jest zdecydowanie największa z całej dywizji i pasuje to do aktualnej sytuacji drużyn – Bills i Dolphins chcą walczyć o mistrzostwo, więc budują się na weteranach, Jets po pozyskaniu Aarona Rodgersa myślą podobnie, a Patriots po prostu potrzebują młodego talentu.

Christian Gonzalez był być może moim ulubionym zawodnikiem w całym drafcie. Nie przewidywałem, że spadnie do #14, podczas gdy Patriots zrobili trade down i wybrali go jeszcze dalej, z siedemnastym wyborem. Oglądając go przed draftem trudno było mi znaleźć jakąkolwiek wadę – świetne warunki fizyczne, atletyzm i instynkty godne topowych cornerbacków. Dodatkowo trafia pod opiekę Billa Belichicka, który w ostatnich latach błędów popełnił sporo, ale w kwestii rozwoju cornerbacków jest znakomity. Wypełnia też lukę w kwestii nieco wyższych cornerów, ponieważ w Nowej Anglii brakowało w ubiegłym sezonie wzrostu w secondary. Jako fan drużyny boję się to napisać, bo to proszenie się o niewypał, ale z perspektywy Patriots na ten moment wygląda to jak idealny i całkiem bezpieczny wybór nowego lidera defensywy.

Zobaczymy, jaką rolę w obronie odegrają Keion White i Marte Mapu – ich tak pewnym jak Gonzaleza być nie można, ale obaj mają potencjał, który pasuje do tego, co lubi robić Bill Belichick. White to hybryda edge rushera, który może atakować z kilku miejsc w linii defensywnej, a Mapu to szybki i silnie uderzający gracz, którego ustawiać można w zasadzie wszędzie w obronie. Jeśli Belichick ma jakieś ulubione cechy u zawodników, to jedną z nich jest zawsze wszechstronność. W obronie Patriots urosło to do tego stopnia, że w zasadzie tylko defensywni liniowi nie zmieniają pozycji w trakcie gry (a i tak wymieniają się pozycjami między sobą). Kolejne trzy nazwiska do i tak mocnej w ubiegłym roku obrony to potencjał na czołową defensywę ligi. Trzy wybory w pierwszych dwóch dniach – sama jakość, dużo potencjału i zero dziwnych znaków zapytania. Po wyczynach Belichicka w ostatnich latach, szczególnie 2017-19, jest to na pewno miła odmiana dla fanów Patriots.

Dziwactwa Belichicka zaczęły się dopiero w trzecim dniu, bo Jake Andrews i kopacz Chad Ryland na samym początku czwartej rundy zdziwili chyba wszystkich – poza samym Belichickiem. Tutaj jednak można mieć do Belichicka pewne zaufanie  – o ile w pierwszych rundach w ostatniej dekadzie często pudłował, o tyle wybieranie mniej znanych graczy trzeciego dnia często wychodziło mu znacznie, znacznie lepiej. Przed rokiem kimś takim był chociażby Jack Jones – dla wielu nawet niewarty wyboru w drafcie, a teraz kandydat do gry z Gonzalezem jako dwóch podstawowych cornerbacków.

W tym roku draft Belichicka jest mniej krytykowany niż zazwyczaj, ale jeśli jest, to najczęstszym zarzutem jest bardzo późne zaadresowanie potrzeb w ataku. O ile obrona zapowiada się znakomicie, o tyle atak Patriots jest pełen znaków zapytania, które nie zostały rozwikłane w drafcie. Sow i Mafi to gracze, których potencjał bardzo lubię, a Patriots potrzebowali głębii w środku linii ofensywnej, jednak brak wyboru zewnętrznych liniowych na pewno jest warty obniżenia oceny, podobnie jak u Dolphins.

Bardzo lubię za to podwójny wybór skrzydłowych w szóstej rundzie, choć brak jednego wcześniej także jest małym minusem. Boutte jest tutaj absolutnym czarnym koniem – jeszcze rok temu prognozowany do wyboru w pierwszej rundzie, posypał się zdrowotnie i pod względem problemów pozaboiskowych. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy jeszcze cokolwiek z niego będzie, ale w szóstej rundzie warto podejmować takie ryzyko – może wypaść z drużyny po kilku miesiącach albo stać się ważnym zawodnikiem na lata. W tym miejscu draftu zdecydowanie trzeba próbować. Douglas jest z kolei ciekawym zawodnikiem, któremu brakuje warunków fizycznych – wydaje się, że wybierając obu Patriots po prostu zwiększyli sobie szanse na to, że jeden wypali.

Jestem też jednym z nielicznych, którym nie przeszkadza wybór kopacza i puntera w jednym drafcie. Patriots bardzo mocno potrzebowali obu i jeśli jakichś lubili, to musieli ich sobie zapewnić jak najszybciej. Ryland może się okazać wybrany zdecydowanie za wysoko, ale jeśli staną się z Baringerem podstawowymi graczami, to szybko o tym zapomnimy. Formacje specjalne Patriots były w ubiegłym roku dramatycznie słabe i trzeba było je zaadresować jak najszybciej – to tyczy się także Speeda i Boldena, którzy w obronie raczej nie pograją, ale w formacjach specjalnych to już inna sprawa.

Jest szansa, że jako fan przeceniam ten draft Patriots ze względu na to, że jest to pierwszy od dawna, w którym nie bardzo mam na co marudzić, a w dodatku Belichick „ustawił” mnie pozytywnie od samego początku wyborem ulubionego zawodnika. Faktycznie jednak o ile można mieć wątpliwości co do pozycji (brak ofensywnego tackle’a czy tight enda w bardzo mocnej klasie, za wysoki wybór kopacza), o tyle co do potencjału samych zawodników i miejsca wyboru większości z nich już nie, a to w Patriots rzadkość. Dokładając do tego aktualną sytuację Patriots, czyli budowę zespołu i nieustanną potrzebę talentu, tak liczna klasa z dużym potencjałem musi być po prostu dobrze oceniona.

Na koniec ciekawostka z polskim akcentem – ostatnia drużyna z kopaczem i punterem w jednym drafcie to Oakland Raiders w roku 2000. Sebastian Janikowski i Shane Lechler stali się czołowymi graczami ligi, więc tego Raiders na pewno nie żałują.

Ocena: 8/10

*****

New York Jets

Wybory:

1 (15). EDGE Will McDonald IV

2 (43). OL Joe Tippmann

4 (120). OL Carter Warren

5 (143). RB Israel Abanikanda

6 (184). LB Zaire Barnes

6 (204). CB Jarrick Bernard-Converse

7 (220). TE Zack Kuntz

Ważniejsi UDFA: RB Travis Dye, DB Trey Dean III

W przypadku Jets ocena w dużej mierze będzie się rozbijać o ten pierwszy wybór, przy którym było trochę zamieszania. Draft to często gra między generalnymi menedżerami i wydaje się, że taka właśnie rozegrała się w tym roku między Patriots, Jets i Pittsburgh Steelers. Wszystkie kolejne informacje pochodzą z dziennikarskich raportów, a to, czy faktycznie tak było, pewnie się już nie dowiemy. Przyznaję jednak, że wierzę w tę teorię lub chcę wierzyć, bo bardzo lubię takie smaczki.

Patriots wybierali z numerem 14, Jets z 15, a Steelers z 17. Kiedy doszło do wyboru w Nowej Anglii, Jets byli przygotowani na to, że wezmą zawodnika, którego bardzo chcieli – ofensywnego liniowego Brodericka Jonesa, ostatniego czołowego ofensywnego tackle’a w tym drafcie. Generalni menedżerowie, dzięki swoim kontaktom, często wiedzą, kto celuje w jaką pozycję, co zresztą widać w wypuszczanych po wszystkim wideach. Jets wiedzieli więc, że Patriots ofensywnego liniowego nie biorą i Jones idzie prosto w ich ręce. Co więcej, dostępny był Christian Gonzalez, którego Patriots chcieli.

Nie przewidzieli jednak agresywnego zagrania z tyłu. Steelers wiedzieli, że Jets chcą Jonesa i sami też mocno na niego liczyli, dlatego postanowili zadzwonić do Patriots. Sztab Patriots faktycznie chciał Gonzaleza i możliwe, że miał też na oku jeszcze kogoś, kto pasowałby im w tym miejscu (wspominany był chociażby Keion White, którego ostatecznie wzięli w drugiej rundzie) i Bill Belichick postanowił zaryzykować. Wiedział, że ani Steelers, ani Jets nie wezmą cornerbacka, a Matt Groh (członek sztabu Patriots) powiedział później, że otrzymali informację, że Washington Commanders (numer 16) Gonzaleza również nie wezmą. Dostali więc dodatkowy wybór w czwartej rundzie za zejście w dół o trzy pozycje, a Gonzaleza i tak wybrali. Steelers dostali wyczekiwanego Jonesa, a Jets zostali na lodzie.

O tym, jak bardzo cała sytuacja namieszała w planach Jets, może świadczyć fakt, że ekipa z Nowego Jorku wykorzystała prawie cały swój czas na wybór – kartka z nazwiskiem Willa McDonalda została oddana do ligi na kilkanaście sekund przed upływem regulaminowych 10 minut. To dość rzadka sytuacja, która najczęściej oznacza, że w danej drużynie było małe zamieszanie, w tym wypadku prawdopodobnie związane z podebraniem Jonesa przez Steelers. Jets wiedzieli, że kolejny chciany przez nich zawodnik, McDonald, nie jest przewidywany na tak wysoki wybór i próbowali w tym czasie zrobić trade down, czyli dokładnie to, co Patriots. Niestety nie udało im się to, przez co byli zmuszeni dość wcześnie wybrać McDonalda i stało się to wyborem, którego draftowi eksperci za bardzo nie lubią.

Jestem w stanie się z nimi zgodzić. McDonald nie jest wcale złym prospektem, jednak możliwe, że jest tam za mało potencjału na wybór w top 15. Gdybym miał teraz spróbować przewidzieć jego przyszłość, to stwierdziłbym, że będzie solidnym, rotacyjnym pass rusherem na kilka sacków w sezonie, co samo w sobie nie jest złe, ale mimo wszystko w top 15 szuka się raczej przyszłych topowych graczy na swoich pozycjach. Możliwe, że Jets wiedzą więcej niż eksperci i inne drużyny i McDonald stanie się gwiazdą ligi – wtedy zapomnimy o sprawie z Jonesem, a Joe Douglas (GM Jets) wyjdzie na geniusza (warto mu zresztą zaufać, rok temu miał naprawdę dobry draft). Na teraz wydaje się, że byli trochę nieprzygotowani na całą sytuację. A czemu edge rusher? Obrona Jets jest bardzo mocna, również w linii defensywnej, jednak jej główną gwiazdą jest defensive tackle Quinnen Williams, który tworzy absolutny chaos na samym środku linii. Nieco gorzej jest na bokach, gdzie wybrany rok temu w pierwszej rundzie Jermaine Johnson na razie nie do końca się sprawdza, a Carl Lawson i John Franklin-Myers są tylko i aż solidną pomocą. Ewentualna gwiazda mogłaby stworzyć z Williamsem niepowstrzymany duet, dlatego też drugi z rzędu wybór pierwszorundowy idzie na tę pozycję. A czy ten wyjdzie nieco lepiej, to się dopiero okaże.

Znacznie bardziej lubię wybór Tippmanna. Jeśli po wymianie po Aarona Rodgersa mają jeszcze jakieś dziury, to jest to linia ofensywna. I to w zasadzie na każdej pozycji. Jedynie guard Alijah Vera-Tucker jest na pewnym, wysokim poziomie, reszta stoi pod znakiem zapytania. Dlatego Tippmann, jeden z najlepszych centrów w drafcie, może się okazać stabilizatorem w środku linii – oby tylko szybko pojawiła się chemia z Rodgersem.

Po akcji z Broderickiem Jonesem Jets muszą liczyć na to, że w solidnego tackle’a zmieni się Carter Warren, jednak o ile jest bycie na bycie przyszłym podstawowym zawodnikiem, o tyle nie bez powodu został wybrany w czwartej rundzie. Gdyby udało się to już w pierwszym roku, to byłaby to spora niespodzianka, a przecież Jets, od momentu przyjścia Rodgersa, robią teraz wszystko „na już”. Mają z nim pewnie maksymalnie dwa lata na osiągnięcie sukcesu, więc potrzebują jak najszybszej produkcji od swoich wyborów.

Niewykluczone, że moje dwa ulubione wybory Jets pojawiły się w rundach piątej i siódmej. O ile Barnesa i Bernarda-Converse’a nie powinniśmy się za bardzo spodziewać w innym miejscu niż special teamach, tak Abanikanda i Kuntz to na swój sposób specjalne talenty (jak na ten moment draftu). Abanikanda jest bardzo eksplozywnym zawodnikiem, który jednak miewa pewny problemy z czytaniem gry (stąd pewnie 5 runda). Jeśli jednak znajdzie lukę w obronie i się rozpędzi, to mało która obrona jest go w stanie złapać. Biorąc pod uwagę, że kimś takim w Jets jest także Breece Hall (ale z lepszym czytaniem gry i jeszcze większą eksplozywnością, drugorundowy wybór sprzed roku), to ten duet, a w zasadzie Hall wspomagany Abanikandą, może się okazać naprawdę groźny dla kogokolwiek po drugiej stronie.

Kuntz to z kolei wyjątkowy zawodnik – według tzw. RASu (Relative Athletic Score), czyli połączenia wszystkich wartości atletycznych i warunków fizycznych, Kuntz to najbardziej atletyczny tight end… w historii. Bardzo wysoki, a jednocześnie bardzo szybki i do tego równie zwinny, co wydaje się prawie niemożliwe przy około 2 metrach (!) wzrostu. Dlaczego został wybrany dopiero w 7 rundzie? Pewnie się już domyślacie – samego talentu futbolowego jak na razie jest w nim niewiele. Jest bardzo „surowym” zawodnikiem, który dotychczas łapał bardzo niewiele, a blokując nie pokazywał się aż tak dominująco, ale przy takich warunkach jego wybór w 7 rundzie wydaje się być idealnym strzałem bez ryzyka – w czasach, gdzie NFL szuka świetnych atletów o warunkach, których nie da się nauczyć, Kuntz jest idealnym tego przykładem. Jeśli ofensywni trenerzy Jets będą w stanie go rozwijać, to ekipa z Nowego Jorku może mieć w swoich rękach nieoszlifowany diament – przed nim jednak długa droga.

Ogólnie w drafcie Jets nie było niczego specjalnego, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę przyjście Aarona Rodgersa. Swojemu nowemu rozgrywającemu na najbliższy rok Jets pomogli w zasadzie tylko Tippmannem, a sama klasa, plus sytuacja z Jonesem, sprawia, że trudno na ten moment lubić proces, w jakim funkcjonowali New York Jets w trakcie tego draftu.

Ocena: 5/10

*****

Gdybyście powiedzieli przed tym draftem, że najlepiej w AFC East będę oceniał draft Patriots, to popukałbym się w głowę, jednak ostatecznie właśnie do tego doszło. Możliwe, że podświadomie go przeceniam, jednak najlepsza ocena dla ekipy Belichicka wynika między innymi z tego, że sztab Patriots był w najlepszej sytuacji  – najwięcej wyborów, możliwość budowania przyszłościowego i wybierania talentu w zasadzie z każdej pozycji bez większego uzasadnienia – byle tylko był talent i potencjał, bo o Super Bowl Patriots i tak jeszcze w tym sezonie walczyć nie będą. Byle nie popsuć, co w przypadku Patriots w ostatnich latach nie było to wcale takie oczywiste, ale w tym roku nie miało miejsca i wygląda to naprawdę dobrze.

Bills, Dolphins, a już w szczególności Jets z Rodgersem, z którym mogą mieć tylko rok czy dwa, nastawiają się na jak najszybszy pierścień mistrzowski i mają na sobie większą presję – również w trakcie draftu. Dodatkowo budują swoją drużynę w agresywny sposób, wydając wiele wyborów na co innego, jak Dolphins, przez co przy małych i późno wybranych klasach trudno o wiele dużych talentów. A do tego wszystkiego dochodzą jeszcze nie najlepsze wybory Jets.

Mimo to AFC East wydaje się na ten moment najlepszą dywizją w lidze – Bills nadal są mocni, Dolphins wzmocnili się świetnym koordynatorem obrony Vickiem Fangio i obrońcami pokroju Ramseya, Jets ściągnęli jednego z najlepszych rozgrywających XXI wieku, a Patriots mają solidny draft i zatrudnili ofensywnego koordynatora (Billa O’Briena) z prawdziwego zdarzenia po roku z beznadziejnym Mattem Patricią, który o ataku nie miał pojęcia. Wygląda więc na to, że walka o tę dywizję będzie jedną z najciekawszych w całej lidze.

Autor: Jakub Kazula

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

*

Na koniec zapraszamy o naszym podcaście, gdzie podsumowujemy draft i zapowiadamy harmonogram ligi NFL, w składzie Maciej Zając, Hubert Gawroński i Karol Potaś.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z NFLPolska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej