Skip to content

„Juice”, czyli kim był O.J. Simpson zanim wsiadł do Forda Bronco

Dzisiaj na dźwięk nazwiska O.J. Simpson wszyscy krzykną od razu „proces” lub „biały Ford Bronco”. Ale nie zawsze tak było. Zapraszamy na podróż w przeszłość i spędzenie kilku minut z jedną z legend NFL.

O O.J.-u, a właściwie o Orenthalu Jamesie Simpsonie napisano właściwie już wszystko. Jego ucieczkę przed policją w białym Fordzie Bronco, a później proces śledził cały świat, nawet w siermiężnej Polsce połowy lat 90-tych pojawiały się migawki z sądu. Po latach okazało się, że sprawa Simpsona to znakomity materiał na serial dokumentalny, nagrodzony nawet Oscarem. Życie O.J.-a przypomina rollercoaster, ale jego historia to nie tylko oskarżenie o morderstwo w procesie zabójstwa Nicole Brown Simpson oraz Rona Goldmana, ale i sporo innych, ważnych wydarzeń – zarówno z perspektywy sportowej, jak i społecznej.

O.J. jest prawdziwą legendą NFL, do tego człowiekiem, który przełamał wiele stereotypów kulturowych w USA. Jego historia to chichot losu. Dlaczego? Ponieważ całe życie robił wszystko, byle tylko nie uważano go za Afroamerykanina, ale to właśnie kolor skóry uratował mu życie.

***

Złote Dziecko Futbolu

Dzisiaj na dźwięk nazwiska O.J. Simpson wszyscy krzykną od razu „proces” lub „biały Ford Bronco”, ale nie zawsze tak było. Nie zapominajmy, że Simpson byl przede wszystkim genialnym graczem oraz jest członkiem Hall of Fame. Jakim był zawodnikiem? Dzisiaj użylibyśmy popularnego określenia „generational talent”. Grając dla college’u USC przewodził wszystkim zawodnikom w college’u w jardach biegowych, do tego wziął udział w jednym z najwspanialszych spotkań w historii futbolu w XX wieku.

USC pokonał odwiecznego wroga UCLA 21-20, a Simpson zaliczył 65-jardowy bieg zakończony touchdownem, który wyrównał wynik spotkania na 20-20. Kicker zdobył dodatkowy punkt i USC wygrało. Do dzisiaj mecz ten określany jest mianem „klasyka” i przypomina się go przy okazji wielu zestawień na najwspanialsze mecze w historii.

O.J. był nie tylko genialnym graczem, ale po prostu atletą. W barwach USC biegał w uniwersyteckiej sztafecie 4 x 110 m przez płotki, która pewnego razu na mistrzostwach uniwersytetów… pobiła rekord świata. Tak szybko biegał Simpson oraz jego koledzy. O.J.-a wystawiano także w indywidualnych pojedynkach sprinterskich, m.in. w 1967 roku przeciwko ówczesnemu rekordziście Wielkiej Brytanii, sir Menziesowi „Mingowi” Campbellowi, który – ciekawostka – po karierze biegacza został bardzo znanym politykiem. Campbell był m.in. liderem Liberalnych Demokratów czy nawet ministrem spraw zagranicznych. Co ciekawe, biały sprinter pokonał Simpsona w pojedynku biegowym.

O.J. po biegu był wściekły, nienawidził przegrywać. Wiedział już jednak, że bieganie to tylko dodatek, a pisana jest mu kariera w NFL. Na uczelni USC spędził w sumie dwa lata, a jego statystyki wręcz porażały. Suma z dwóch sezonów to: 674 próby biegowe, 3423 jardy biegowe, 36 touchdownów. O.J. przystępował do Draftu roku 1969 jako największy talent od czasów Jima Browna, a może i w ogóle jako największy talent w historii futbolu.

***

Czarny czy biały?

O.J. jako dziecko cierpiał co prawda na krzywicę, ale już jako nastolatek, mając za sobą problemy ze zdrowiem zaczął objawiać prawdziwy talent do biegania, a futbol pochłonął go bez reszty. Sport był także odskocznią od ojca, którego Orenthal bardzo się wstydził. Dlaczego? Ojciec Simpsona był znaną drag queen, dodatkowo zmarł na AIDS w 1985 roku. O.J. odcinał się od „kariery” ojca i poszedł własną drogą, stawiając na sport.

Na uczelni USC doczekał się statusu prawdziwego celebryty oraz rozpoczął coś, co stało się znakiem rozpoznawczym jego późniejszego życia. O czym mowa? Do tego jeszcze wrócimy. O.J. na uczelni był bogiem, każdy chciał go znać i ugryźć kawałek z jego „tortu”, ogrzać się w jego blasku. Simpson był wspaniale zbudowany, przystojny i każdy chciał go dla siebie. Dziewczyny za nim szalały, faceci chcieli być jego kumplami. Typowy obrazek jak z filmu o amerykańskich studentach-atletach. Ale czasy te nie były mimo wszystko łatwe.

Przypomnijmy, że O.J. studiował na USC w latach 1967-69, czyli jeszcze w czasach zawziętych walk o równość rasową. W 1967 roku byliśmy świadkami tzw. „Szczytu Alego”, kiedy gwiazdy sportu publicznie poparły Muhammada Aliego, który odmówił wyjazdu i wzięcia udziału w wojnie w Wietnamie. Alego poparli m.in. legenda NFL Jim Brown, Bill Russell (Boston Celtics, NBA), a także ktoś, kto mieszkał niedaleko Simpsona, mianowicie mierzący 220 cm wzrostu student uczelni UCLA, niejaki Lew Alcindor. Nie wiecie o kim mowa?

Lew przeszedł później na Islam i objawił się światu jako Kareem Abdul-Jabbar, jeden z największych koszykarzy w historii, a także jako zapalony działacz i aktywista, walczący o zniesienie segregacji rasowej. Kareem (wtedy jeszcze Lew) studiował na UCLA cztery lata (1965-69) i co ciekawe, zgłosił się do Draftu NBA w tym samym roku, co O.J. do Draftu NFL. Prasa pisała, że dwa największe talenty w historii dwóch sportów rozpoczną karierę zawodową w tym samym czasie.

Lew zawsze słynął z  filozoficznego stylu bycia, nazywano go wręcz dziwakiem, ale nie można odmówić mu wrażliwości na kwestie społeczne. Alcindor uczestniczył w wiecach na kampusie, chociaż odradzano mu to. Mówiono: „Po co Ci to? Zaraz będziesz grał w NBA, zarobisz furę kasy”. Ale Lew walczył o równe prawa dla Afroamerykanów, taki już był. Alcindor był także skrajnym przeciwieństwem Simpsona.

O.J.-a nie interesowały kwestie rasowe, społeczne. Jego wszyscy kochali, mówiono wręcz: „świat dzieli się na białych, czarnoskórych oraz Simpsona”. O.J. wymykał się wszelkim podziałom rasowym – wszyscy go pragnęli, wszyscy chcieli go znać. Był jednym Afroamerykaninem, który cieszył się miłością oraz przywilejami zarezerwowanymi dotąd jedynie dla białych. I O.J. z ochotą z nich korzystał.

Miał wielu białych przyjaciół, zaczął obracać się w wyższych sferach, gdzie próżno było szukać czarnoskórych. Nie interesowały go kwestie społeczne, dotyczące Afroamerykanów, jak np. Muhhamada Alego. O.J. był sfokusowany na swojej karierze i budowaniu marki. A to był dopiero początek, przecież Simpson nie zagrał jeszcze nawet pojedynczej akcji w NFL, a już był sławny.

Simpson kochał „biały” świat i to właśnie stało się jednym z jego znaków rozpoznawczych. „Braciom” się to nie podobało, ale biała Ameryka pokochała Simpsona. Sam O.J. powiedział w wywiadzie w 1969 roku: „Moim największym osiągnięciem jest to, że ludzie patrzą na mnie jak na człowieka, a nie jak na czarnego człowieka”.

O.J. miał zrobić karierę, o jakiej nikomu się jeszcze nie śniło. Ale wpierw trzeba było podbić NFL. Po Draftach w – odpowiednio – NFL i NBA prasa wieszczyła nadejście nowych królów futbolu oraz koszykówki. Lew Alcindor wszedł do NBA jak gorący nóż w kostkę masła, już w drugim roku gry zostając mistrzem NBA, MVP sezonu regularnego oraz finałów. A Simpson ?

O.J. po wejściu do NFL zderzył się ze ścianą.

***

Być jak Jim Brown

O.J. został wybrany z numerem pierwszym w Drafcie roku 1969 przez Buffalo Bills. Nie jest żadną tajemnicą, że running back USC wcale nie chciał jechać do Buffalo. Simpson przyzwyczajony był do USC, Kalifornii, upału blasku fleszy i dziewczyn w bikini na wrotkach, a tymczasem Draft zesłał go do miasta nad jeziorem Erie, tuż przy granicy z Kanadą. Nie o takiej destynacji marzył nieznoszący zimna Simpson i od początku próbował zrazić do siebie Bills. W wywiadzie dla radia powiedział nawet: „W LA grałbym za darmo”. A w Buffalo?

O.J. postawił weto – albo dostanie 650 tys. dolarów za pięć lat gry, albo rzuca futbol i wraca do Hollywood, by zostać aktorem. Dziś to śmieszne pieniądze, ale wtedy był to najwyższy kontrakt w historii sportu. Dlaczego Simpson tak ryzykował? Ponieważ wiedział, że Hollywood go chce, a na filmach można zarabiać tyle samo, albo i więcej niż na graniu w futbol. Precedens dał zresztą wspomniany wcześniej Jim Brown, który zakończył karierę z powodu sprzeczki z właścicielem Browns, Artem Modellem. O co poszło?

Brown łączył grę w futbol z karierą aktorską i w 1966 roku załapał się do obsady jednego z najbardziej kultowych filmów wojennych, czyli „Parszywej Dwunastki”. Lee Marvin, Charles Bronson, Donald Sutherland, Telly Savalas i… Jim Brown. Taka obsada, cóż za nobilitacja. Zdjęcia przeciągały się jednak niemiłosiernie i Brown spóźnił się na obóz treningowy Browns (swoją drogą to następny chichot losu, że Jim Brown grał w… Browns).

Właściciel zespołu Art Modell wściekł się i postanowił ukarać Jima kwotą 1000 dolarów za każdy opuszczony dzień obozu. Była to wtedy ogromna kwota, a Brown zdenerwował się do tego stopnia, że skończył karierę w NFL i oddał się wyłącznie aktorstwu. Przekalkulował wszystko i obliczył, że na filmach zarobi nawet więcej, a nie będzie musiał się przed nikim tłumaczyć. Sprawa była bardzo głośna. Minęły trzy lata i w 1969 roku O.J. Simpson wiedział, że kazus Browna to dobra karta przetargowa – kino zawsze przygarnie popularnego i przystojnego futbolistę.

Ralph Wilson, założyciel oraz właściciel Bills bardzo chciał jednak mieć Simpsona w drużynie, dlatego w końcu zapłacił mu gigantyczne – jak na tamte czasy – pieniądze. Obie strony negocjowały twardo i ostatecznie spotkały sie w pół drogi, a O.J. podpisał kontrakt wart 350 tysięcy dolarów i tym sposobem trafił do Bills.

Jego pierwsze trzy lata w lidze to jednak katorga, podczas których zaliczał średnio ledwie… 622 jardy na sezon. Zaczęto pisać, że O.J. to największy „bust” („niewypał”) w historii Draftu. Dlaczego tak się działo?

***

„Juice” i jego Elektrownia

W 1969 i 1970 roku trenerem Bills był John Rauch, który zwyczajnie nie chciał oprzeć zespołu na running backu. Kazał Simpsonowi blokować i łapać podania, a do tego O.J. kompletnie się nie nadawał. Tajemnicą poliszynela było to, że Simpson świetnie biegał z piłką, ale… beznadziejnie ją łapał.

W 1971 Raucha zastąpił trener Harvey Johnson, który bardziej stawiał na Simpsona, ale ten nie umiał odpalić pod wodzą Johnsona. Bills znów zmienili trenera, a nowym szkoleniowcem Buffalo został Lou Saban. Ten ustawił cały zespół pod O.J.-a, a reszta jest dziś już historią. Running back wystrzelił w 1972 roku, notując najlepsze w lidze 1251 jardów biegowych. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero rok później – to wtedy Simpson stał się „Juice’em”, a Bills jego „Elektrownią”.

Ofensywę Bills z Simpsonem na czele nazwano „Electric Company”, a samego Orenthala ochrzczono mianem „Juice’a”. Ich popisom towarzyszyła popularna wtedy piosenka „Turn on the Juice”, odwołująca się do popularnej w latach 70-tych kreskówki właśnie o tytule „Electric Company”. W 1973 roku Simpson eksplodował z formą, bijąc rekord Jima Browna (1863 jardy), zaliczając 2003 jardy biegowe w jednym sezonie. Osiągnięcie to jest tym większe, że wtedy sezon NFL liczył ledwie 14 meczów, a nie 16 (wprowadzono w 1978 roku). Za swoje osiągnięcia Simpson otrzymał tytuł MVP, a prasa rozpływała się nad grą Bills.

Pisano, że ofensywa Bills to „Elektrownia, a prądem (czyli „Juice”) jest właśnie O.J. „Turn on the Juice” odnosiło się do uruchamiania w grze Simpsona, wokół którego zogniskowana była cała ofensywa. Jak wspominali inni gracze Bills z tamtego okresu, czasem QB podawał w meczu ledwie 10 razy, a tak po prostu oddawał piłkę Orenthalowi, a ten robił całą robotę.

2003 jardy w 14 meczach dały powalającą średnią 143.1 jardów na mecz, co do dziś pozostaje rekordem NFL. Do dzisiaj siedmiu zawodnikom udało się „wybiegać” 2000 jardów w jednym sezonie, ale wszyscy oprócz Simpsona mieli na to 16 gier. Możemy tylko domyślać się, ile jardów miałby w 1973 roku O.J., mając w zanadrzu dwa dodatkowe mecze.

Futbolowe osiągnięcia Simpsona naprawdę robią wrażenie, przytoczmy zatem kilka z nich:

5× Pro Bowl (1972–1976)

5× First-team All-Pro (1972–1976)

NFL Most Valuable Player (1973)

NFL Offensive Player of the Year (1973)

4× NFL rushing yards leader (1972, 1973, 1975, 1976)

2× NFL rushing touchdowns leader (1973, 1975)

NFL 1970s All-Decade Team

NFL 75th Anniversary All-Time Team

Heisman Trophy (1968)

***

All-American Hero

Simpson nazywany był w amerykańskiej prasie „All American Hero”, a jego kariera wcale nie skończyła się w 1979 roku po tym, jak Orenthal zawiesił buty na kołku. Po prostu zamienił strój futbolisty na garnitur i poświęcił się temu, co obok biegania z piłką kochał najbardziej: hollywoodzkiemu blaskowi.

O.J. pojawił się w ponad 30 produkcjach, grając u boku takich aktorów jak m.in. Lee Marvin, Richard Burton, Steve McQueen, Paul Newman czy Sophia Loren. Grał zarówno w dramatach, jak i w komediach. W Hollywood krążyła nawet opinia, iż jest wyjątkowo utalentowany jeśli chodzi o granie właśnie w komediach.

Wystąpił na przykład w serii „Naga Broń!” (grał detektywa Nordberga), u boku nieżyjącego już  komika Leslie Nielsena. Polskim widzom bardzo dobrze znany jest także z serialu „1st & Ten”, u nas topornie przetłumaczonego po prostu jako „Jeden plus dziesięć”. Simpson grał tam postać T.D. Parkera, a obok niego można było oglądać innych futbolistów z NFL, m.in. Marcusa Allena czy nieżyjąego już Johna Matuszaka, znanego chociażby z kultowej roli „Slotha” w filmie „Goonies”.

Ciekawostka – serial „1st & Ten” pokazywała w Polsce stacja „Polonia 1”, którą wszyscy wychowani w latach 90-tych pamiętają z takich kultowych bajek jak „Tsubasa” czy „Yataman”.

Simpson grywał także w reklamach. Jego popularność po przyjściu do NFL była tak wielka, że firmy takie jak Chevrolet czy Hertz nie wahały się, by powierzyć mu reklamowanie swoich produktów w telewizji. Czarnoskóry reklamujący Chevroleta? O.J. był zdecydowanie pierwszym czarnoskórym atletą, który został zaakceptowany przez białych. Był prawdziwym prekursorem na tym polu i na zawsze zmienił oblicze kultury oraz popkultury w USA.

***

Zemsta za Rodneya Kinga

Wiemy już jakim graczem był Simpson, wiemy też jaki wpływ wywarł na kulturę masową w USA. A jak ocenić wszystko to, co działo się już po zabójstwie Nicole Brown Simpson?

Nie ma sensu przywoływać całego procesu, bo to każdy ma na wyciągnięcie ręki, wystarczy oglądnąć „American Crime story”. Ciekawy za to jest aspekt linii obrony, jaką przyjęli obrońcy Simpsona, nazwani „Dream Teamem”. W jego skład wchodzili: Johnnie Cochran, Robert Shapiro czy Robert Kardashian (tak, z tych Kardashianów). Prawnicy Orenthala wyciągnęli asa z rękawa, grając kartą „rasową” – powołali się oni na rasistowskie „popisy” policji w Los Angeles, słynącej wtedy z brutalności.

Proces odbywał się niedługo po tym, jak w 1992 roku czterech policjantów pobiło Rodneya Kinga, a w mieście wybuchły trwające prawie tydzień zamieszki, będące reakcją na uniewinnienie owych czterech policjantów. Los Angeles ogarnęła prawdziwa wojna domowa, a wydarzenia te możecie obejrzeć w znakomitym dokumencie „LA 92”, produkcji Netflixa.

Opinia publiczna była wyczulona na niesprawiedliwości na tle rasowym i Simpson miał wielkie szczęście, że proces odbył się akurat w tamtym okresie. Jedna z członkiń ławy przysięgłych przyznała nawet po latach, że wyrok uniewinniający dla O.J.-a był dla niej zemstą właśnie za pobicie Rodneya Kinga.

Tak jak napisałem na początku – życie Simpsona to chichot losu. Mówił o sobie „nie jestem czarny, jestem  O.J.”. Odcinał się od swoich korzeni, mimo, że zagrał w serialu… „Korzenie”, traktującym o niewolnictwie. Sam z dumą opowiadał o pewnym zdarzeniu z 1969 roku, kiedy był na weselu kolegi z drużyny. Siedział przy stole, gdzie obok niego zasiadali wyłącznie Afroamerykanie. Kiedy minęła ich pewna biała kobieta, miała krzyknąć do znajomej: „Zobacz, to O.J.! Co on właściwie robi z tymi czarnuchami?”.

Simpson był dumny z faktu, że nie postrzegają go jako czarnoskórego. Całe życie starał się żyć jak biały, a to właśnie Afroamerykanie doprowadzili w dużej mierze do jego uniewinnienia, popierając go i naciskając na opinię publiczną, by uniewinnić czarnoskórego sportowca. Paradoks.

Do legendy przeszedł także fakt, że gdy policja wkroczyła do posiadłości Simpsona, tłumy Afroamerykanów przyszły pod jego wielki dom by wspierać go. Gdy policja wyprowadzała O.J.-a na zewnątrz, ten rzucił na odchodne: „Co te czarnuchy robią w Brentwood?”. Przypomnijmy, że Brentwood było dzielnicą zamieszkiwaną przez białych bogaczy oraz przez… O.J.-a, który najwyraźniej od dawna już nie traktował siebie jako Afroamerykanina.

Za to prawnicy  O.J.-a robili wszystko, by pokazać go jako stuprocentowego czarnoskórego mężczyznę. Doszło nawet do takiego ekstremum, że w czasie procesu z posiadłości Simpsona usunięto jego zdjęcia z białymi znajomymi, zastępując je fotkami… Orenthala w towarzystwie Afroamerykanów. Karta „rasowa” dawała rezultaty, więc grano nią jak tylko się dało. Ktoś z obozu O.J.-a powiedział nawet, że „jeśli byłby Meksykaninem, to powiesiliby wszędzie w jego domu Sombrero na ścianach”.

Kiedy uniewinniono Simpsona, Afroamerykanie cieszyli się, ludzie wiwatowali na ulicy. Ale nie okłamujmy się, nie robili tego wyłącznie z miłości do O.J.-a. Wszyscy w USA wiedzieli, że Orenthal odciął się od swoich korzeni, ale zwycięstwo w procesie było w mniemaniu czarnoskórych mieszkańców USA symbolem walki o równość społeczną.

Ludzie wiwatowali w dużej mierze na część Johnniego Cochrana – czarnoskórego prawnika, który wybronił swojego czarnoskórego klienta. Taka jest prawda. Do historii przeszła także kwestia, którą Cochran wypowiedział przed sądem, kiedy okazało się, że sławna już rękawiczka z miejsca zbrodni jest za mała (chociaż na ten temat także jest wiele teorii), by mógł ją nosić Simpson: „If it don’t fit, you must acquit” („Jak nie pasuje, to trzeba uniewinnić”).

Wielu zarzucało Cochranowi, że jest manipulatorem i podczas procesu starał się przekonywać ławę przysięgłych oraz opinię publiczną, że policja chciała wrobić Simpsona, bo byli rasistami. Jak widać, taka linia obrony doskonale się jednak sprawdziła.

Nie będę oczywiście oceniał, czy Simpson zabił swoją żonę i jej przyjaciela czy nie, to nie moje zadanie. Sami możecie to zrobić, oglądając serial dokumentalny i analizując dowody. Mogę zadać za to pytanie – czy O.J. trafiłby do więzienia, jeśli byłby biedny, miał inny kolor skóry lub gdyby proces odbywał się w innych latach? Dziś możemy już tylko gdybać.

Życie Simpsona to pasmo wzlotów, ale i upadków. Gdyby nie „proces tysiąclecia” i późniejsze problemy z prawem (próba odzyskania pamiątek sportowych, za którą Simpson trafił do więzienia), zapamiętalibyśmy go jako (najprawdopodobniej) najlepszego gracza NFL lat 70-tych oraz człowieka, który wprowadził Afroamerykanów do świata białych.

A tak już na zawsze Orenthal James Simpson będzie kojarzył się przede wszystkim z procesem, a także z najwolniejszym pościgiem w historii policyjnych ucieczek (samochód jechał z prędkością 55 km/h), który z zapartym tchem śledziło na żywo prawie 100 milionów Amerykanów. Co ciekawe, emocjonujące oglądanie  „wyczynów” Simpsona musiało powodować szybkie spalanie kalorii, ponieważ tamtego popołudnia pizzeria Domino’s – której reklamy leciały podczas transmisji pościgu – zanotowała rekordową sprzedaż pizzy…

Swoich pięciu minut doczekał się także kultowy już dziś biały Ford Bronco, który należał do przyjaciela O.J.-a, a w 1995 roku został sprzedany za 200 tysięcy dolarów pewnemu biznesmenowi, którego prasa określa mianem „króla porno”. Do dziś zresztą samochód ma się dobrze, można go jeszcze niedawno było wynająć za sporą sumkę na imprezy okolicznościowe. Chcesz zaszaleć i pojechać na wieczór kawalerski do Las Vegas Fordem O.J.-a, zamiast standardową limuzyną? Nie ma problemu, da się to załatwić. Zresztą jak wszystko w Ameryce.

Autor: Kuba Machowina

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: