Skip to content

Na własnych zasadach – Eli Manning

Tydzień temu pisałem tekst o emeryturze Luke’a Kuechly, teraz żegnamy kolejną sztandarową postać tej ligi Eliego Manninga. Sezon 2019/20 przyniósł nam zatem zakończenie kariery przez czterech ważnych zawodników, jeśli dodamy do tego szacownego grona jeszcze Andrew Lucka i – zapewne – Antonio Browna. Manninga od pozostałej trójki różnią jednak okoliczności zawieszenia butów na kołku – Andrew i Luke zakończyli kariery przez kłopoty zdrowotne, Brown dyscyplinarnie (na swoje wyraźne życzenie), za to Eli odchodzi z nieprzymuszonej woli, na własnych zasadach.

Eli Odchodzi z klasą, do czego przyzwyczaił nas przez te wszystkie lata. Zresztą nie może być inaczej, skoro nazywasz się Manning i nosisz na swoich barkach pewne brzemię, będąc synem wielkiego Archiego oraz bratem jeszcze większego Peytona. Manningowie w świecie futbolu to niemalże Windsorowie świata królewskich monarchii. Jeden z najpopularniejszych klanów w lidze oraz żyła złota dla całej NFL.

Ojciec Archie był bardzo dobrym quarterbackiem, brata – Peytona nie trzeba przedstawiać, a trzeci z braci – Cooper świetnie odnalazł się w świecie telewizji po tym, jak musiał zakończyć granie w futbol z powodu poważnych problemów z kręgosłupem. A jak w tym futbolowym imperium odnalazł się Eli?

***

Hall of Famer?

3,2,1…. Start! Właśnie zaczęła się wielka, 5-letnia dyskusja i nawet pani Marysia z warzywniaka za rogiem zdążyła już napisać na Twitterze czy jej zdaniem Eli Manning powinien przywdziać złotą marynarkę w Canton. Problemem z Manningiem polega na tym, że nie był on genialnym quarterbackiem. Miał wiele wad, a mimo to wygrał dwukrotnie Super Bowl i ma przy tym dwa tytuły Super Bowl MVP. Do tego ma bardzo dobre statystyki ogólne, nieco zaciemniające jego obraz jako rozgrywającego (w nawiasie miejsce z w rankingu wszech czasów):

Zwycięstwa                                   117 (ex aequo 11)

Jardy podaniowe                         57,023 (7)

Podania na touchdown               366 (7)

Starty z rzędu                               210 (3)

Ilość Super Bowl                         2 (ex aequo 5)

Tytuły Super Bowl MVP            2 (ex aequo 3)

4 x Pro Bowl

Całkiem nieźle jak na gościa, na temat którego dyskutuje się, czy powinien zostać przyjęty do Hall of Fame, nieprawdaż? Dodajmy jeszcze jedną ciekawą statystykę: do Eliego należy rekord jardów podaniowych w pojedynczych Playoffs – 1219 w Playoffach sezonu 2011/12. Niech jednak powyższe osiągnięcia nie zmylą Was, bo z Manningiem sprawa nie jest taka prosta, jak sugerowałyby jego osiągnięcia oraz statystyki.

Przez ostatnich kilka lat wielu ekspertów dyskutowało na temat tego, czy Eli powinien dostać się do Galerii Sław. Przytoczmy kilka ciekawych wypowiedzi:

„Każdy głosujący w wyborach do HoF ma swoje własne kryteria (…) Eli zawsze stawał na wysokości zadania w ważnych chwilach i już na zawsze będzie zapamiętany ze swoich dwóch akcji, które pomogły Giants wygrać dwa mistrzostwa. Pierwsza to oczywiście podanie na „helmet catch” do Davida Tyree w Super Bowl XLII (sezon 2007/08), a druga to podanie przy linii bocznej Mario Mannighama w SB XLVI (sezon 2011/12). Te dwa momenty chwały wystarczą, by Eli trafił do Hall od Fame” – Terrell Davis

„Szczerze to już sam nie wiem, co znaczy być członkiem Hall od Fame. Nieśmiertelność w futbolu zarezerwowana była dotychczas dla tych, którzy redefiniowali grę na swojej pozycji, mieli wielki wpływ na futbol lub dominowali na boisku przez długi okres czasu. Eli nie spełnia żadnego z tych trzech kryteriówów, ale dostanie się do HoF, ponieważ wygrał dwa mistrzostwa i takie są obecnie trendy, jeśli chodzi o kryteria przyjęć. Mówię jak jest, po prostu” – Deion Sanders

„Eli Manning dostanie się do Hall of Fame. Dostanie się tam, ponieważ wygrał dwa razy Super Bowl i grał w wielkim, uznanym zespole, w wielkim mieście, zamiast grać w Jacksonville czy Buffalo… Znajdzie się w HoF, ponieważ kochamy „bohaterów ostatniej akcji”, a Eli ma na koncie aż dwie takie, które doprowadziły do zdobycia dwóch mistrzostw i to w obydwu przypadkach przeciwko najbardziej znienawidzonej drużynie w NFL ostatnich lat, czyli Patriots. I tak jak ludzie lubią narzekać na temat wad i błędów Eliego – że nigdy nie był elitą na swojej pozycji, że tracił za dużo piłek, że przecież Giants nie dostali się do Playoffs w dziewięciu z ostatnich 11 sezonów kiedy Eli zaczynał jako podstawowy QB – Manning i tak dostanie się do Galerii Sław z jeszcze jednego, bardzo ważnego powodu: swojego nazwiska” – Jeffri Chadia – analityk NFL.com

Zwłaszcza ostatnia wypowiedź wydaje się doskonale podsumowywać to, co fani oraz środowisko futbolowe myślą na temat Eliego Manninga. Młodszy brat Peytona był dobrym quarterbackiem, ale czy to materiał na Hall of Famera? I tak, i nie.

Tak, ponieważ jego osiągnięcia, tytuły mistrzowskie oraz pamiętne akcje mówią same za siebie, tak jak miejsce w rankingach wszech czasów, jeśli chodzi o statystyki.

Nie, ponieważ idąc za Deionem Sandersem oraz Jeffrim Chadią – Manning nie był elitą na swojej pozycji, rzucał za dużo Interceptions, a jego szczęście polegało na tym, że gdy trafił na duży rynek (Giants), umiał zachować zimną krew w najważniejszych meczach oraz był z Manningów.

Nie okłamujmy się – nazwisko Manning pomogło Eliemu w karierze, otworzyło wiele drzwi. Kiedy Eli zaczynał grę w college’u Ole Miss, Peyton grał już w NFL, a ojciec Archie był bardzo znanym, emerytowanym quarterbackiem. Kiedy Eli przychodził do NFL w 2004 roku, jego brat Peyton był już gwiazdą pierwszej wielkości. A skoro ojciec był niezły i Payton był wielki, to dlaczego drugi z braci miałby nie być?

Nie dziwimy się takiemu myśleniu. Z kolei niewielu mówi to głośno, ale można spotkać głosy, że gdyby Eli nie nazywał się Manning, a powiedzmy Jackson, jego kariera mogłaby wyglądać nieco inaczej. Ciekawie o Manningu pisał kiedyś Witek Cebulewski (przez wiele lat komentator NFL w polskiej telewizji) na łamach NFLPolska jeszcze rok temu, występując nieco w roli adwokata Eliego. Oto wybrane momenty, które go charakteryzują:

„Nie chodzi tylko o dwa tytuły mistrzowskie, ale o to jak zostały zdobyte i przy jakim jego udziale. Wielokrotnie mówiłem i pisałem o mojej niezgodzie na nazywanie NFL ligą quarterbacków. Jednak to Eli i jego gra w playoffs w sezonach 2007 i 2011 takie poczucie wzmocniła. Najlepszym przykładem były mecze decydujące o mistrzowskich tytułach. W obu starciach z Patriots ekipa z Nowego Jorku wchodziła w czwartą kwartę przegrywając. W pierwszym przypadku (sezon 2007) Eli w decydującej kwarcie miał 64-procentową skuteczność podań (9/14), 2 TD i dodatkowo jeden bieg na 5 jardów. W Super Bowl kończącym rozgrywki 2011 było podobnie – 10/15 (66,6 proc.), ale tym razem bez podania na TD. Wskaźniki bardzo dobre, uzyskane pod największą możliwą presją”.

„Miałem zaszczyt komentować słynną 83-jardową serię zakończoną podaniem do Plaxico Burressa i okraszoną słynnym ‚Helmet Catch’ Davida Tyree. Wielokrotnie powtarzałem na antenie słowa „nie wierzę”. Nigdy pózniej mi się to nie zdarzyło. Ktoś powie – to historia, a przecież Eli Manning wciąż jest wyjściowym rozgrywającym w NFL. To prawda i tylko raz – w sezonie 2013 – można przypisać mu odpowiedzialność za słaby wynik drużyny. W ostatnich czterech sezonach najniższa skuteczność podań to 61,6 proc., a najsłabszy wynik jeśli chodzi o jardy na jedno podanie – 6,1. Czy to statystyki wykluczające sukces drużyny? Moim zdaniem nie. I tu wracamy do pytania – jaki jest wpływ rozgrywajacego na wyniki zespołu? To temat na inny tekst”.

„Jestem przeciwnikiem oceniania talentu graczy poprzez liczbę mistrzowskich tytułów lub w ogóle ich występowanie. Nie chcę zagłębiać się zbyt głęboko w historię, ale Dan Marino, Boomer Esiason, Warren Moon, Randall Cunningham czy Marc Bulger są wyżej na mojej liście niż niektórzy zwycięzcy Super Bowl”.

„Miało być jednak o Elim. Ma wzorową mechanikę rzutu – coś co obaj bracia odziedziczyli po ojcu Archie’m, idealny wzrost, trzyma piłkę wysoko i ma tzw. quick release. Siła ramienia też pozostała całkiem pokaźna – w sezonie 2016 kiedy OL spisywała się przyzwoicie, 22 podania pokonały w powietrzu 20 lub więcej jardów. Cierpliwość w kieszeni i dobre widzenie boiska też są jego mocną stroną. Minusem są zagrania poza kieszenią, no i mobilność – też chyba odziedziczona (…) Oczywiście Eli nie jest w stanie nadrobić zbyt wielu braków w drużynie. Peyton potrafił, Tom Brady potrafi, Aaron Rodgers potrafi, Drew Brees potrafi, Russell Wilson też”.

Eli Manning na pewno dostanie się do Hall of Fame, czy na to zasługuje, czy nie. NFL kocha bohaterów, a Eli jest właśnie takim herosem. Za 30 lat nikt nie będzie pamiętał jego ostatnich słabych sezonów, wielu wad oraz beznadziejnej mobilności, pozostaną jedynie wspomnienia oraz highlights z udziałem Eliego Maninga, dokumentujące zwycięstwa w Super Bowl.

Prawda jest taka, że nie ma nowożytnej historii NFL bez wyczynów Eliego Manninga. A że było wielu więcej lepszych od niego, którzy nie dostąpili zaszczytu włączenia do Hall of Fame? Cóż, taki jest życie.

***

Nowy Jork to stan umysłu

Karierę w świecie zawodowego sportu w USA trzeba podzielić na dwa rodzaje – karierę w sporcie oraz karierę w Nowym Jorku. „Big Apple” to bardzo specyficzne miejsce, wielokulturowy tygiel, miasto wielu artystów, myślicieli oraz kolorowych ptaktów. Mamy Broadway, Woody’ego Allena i Spike’a Lee. Kibice w NY są wyjątkowo wymagający, kapryśni oraz bardzo specyficzni. Tutaj trzeba zawsze grać na najwyższych obrotach, wielu kibiców traktuje areny sportowe jak miejsca kultury – płacą duże sumy za bilety i spodziewają się najwyższej jakości. Ktoś kiedyś powiedział, że „Nowy Jork to stan umysłu – ludzie tutaj mają się za lepszych, mają bardziej wysublimowane gusta i wymagają więcej”.

Oczywiście wszędzie kibice chcą, by ich drużyna wygrywała, ale NY jest bardzo specyficzny. Jeden z graczy – akurat z NBA – wspominał kiedyś -„nigdzie nie gra się tak jak w NY, jak w Madison Square Garden. Kibice idą jak do teatru, chcą najwyższej jakości. To nie jest jak mecz gdzieś w jakiejś dziurze, gdzie ludzie cieszą się, że w ogóle mogą obejrzeć jakiś mecz”.

Gdy rozeszła się wieść, że Eli Manning kończy karierę, dziennikarka NFL.com Judy Battista pięknie ujęła karierę Eliego, w wolnym tłumaczeniu brzmiało to mniej więcej tak:

„To piękne zakończenie kariery. Miał okazję pożegnać się z własną publicznością (wygrana z Miami 36-20, 15.12.2019 r.). Miał świetną karierę. Nie tylko sportową, ale też karierę w Nowym Jorku. To ironiczne, że Eli odchodzi w tym samym tygodniu, w którym do Hall of Fame MLB przyjmowany jest Derek Jeter (legenda NY Yankees). Ich kariery były bardzo równoległe. Co prawda Manning nie był takim gwiazdorem-magnesem jak Jeter, ale obaj udźwignęli swoje kariery. W podobny sposób radzili sobie zarówno z Nowym Jorkiem, jak i z prasą. Eli zawsze zachowywał się z klasą”.

Tak, trzeba przyznać pani Battiście rację, do tego trzeba dodać jedną rzecz, o której Judy Battista i kilku innych ekspertów także wspomniało przy okazji emerytury Eliego. Manning nie był wielką gwiazdą ligi, nie był jej najlepszym quarterbackiem, ale był zdecydowanie najodpowiedniejszym QB dla Giants. Dlaczego?

Ponieważ miał to, czego wymaga gra w tak wielkim, wymagającym mieście, gdzie presja jest ogromna – Eli po prostu nie pękał. W decydujących momentach potrafił wygrywać, wziąć na siebie odpowiedzialność. Wielu młodych ludzi przyjeżdżając do Nowego Jorku mogłoby zachłysnąć się urokami miasta, ale nie Eli. Pochodził z bogatej i sławnej rodziny, przyzwyczajony był od dziecka do blasku fleszy, kamer oraz zainteresowania mediów.

Najpierw Archie, później starszy brat Peyton, do tego drugi brat Cooper robiący karierę w mediach – sława to nie była żadna nowość dla Eliego. Dlatego NY nie zrobił na nim wrażenia. Nie było tam nic, czego by już wcześniej nie poznał. I dlatego pasował tam jak ulał, ze swoimi rodzinnymi korzeniami i sławą, nieco nie pasującymi do jego skromnego stylu bycia i spokojnego zachowania. O Elim i jego opanowaniu powiedziano nawet kiedyś: „chłodny i spokojny jak stal”. Do tego był twardzielem – nie opuszczał meczów i zawsze był gotów do walki, mimo kontuzji.

Możemy dyskutować na temat sportowej klasy Eliego Manninga, ale jeśli dyskusja schodzi na poziom jako człowieka, tutaj chyba wszyscy będą zgodni – nikt nie powie o Elim złego słowa. Ciekawie pisał o nim naczelny Insider NFL, Ian Rapoport:

„Miałem 25 lat i pracowałem w Missisipi. Poleciałem do Nowego Jorku, by napisać o Elim, jako o byłym graczu Ole Miss. Poprosiłem o wywiad 1 na 1. Nie oczekiwałem niczego, byłem wtedy nikim. Eli spotkał się ze mną, wywiad trwał 15 minut. Wielka klasa, opanowanie, wdzięczność”.

Tak jak napisałem wyżej – Manning był zawsze skromny, nie obnosił się ze swoją pozycją czy sławą, nie sprawiał problemów. A mógł, przecież pochodzi z TYCH Manningów. Właściwie nie musiał zostać nawet futbolistą, mógł jechać najpierw na sławie ojca, a później ogrzewać się w blasku brata. Niejeden by tak zrobił.

Przez następne lata będzie trwała zażarta dyskusja czy Eli zasługuje na miejsce w Hall of Fame, ale założę się o grubą kasę, że były już QB Giants jest ostanim, komu ta kwestia zaprząta myśli. To pożywka i rozrywka dla nas, kibiców i dziennikarzy, a Manninga obchodzi to pewnie jak zeszłoroczny śnieg. Zresztą i tak go przyjmą, tak jak pisałem w poprzednim akapicie.

Eli nie był tak dobry jak Peyton Manning, ale wycisnął ze swojej kariery absolutnego maksa i odchodzi w odpowiednim momencie, do tego na swoich zasadach. Spełniony i względnie zdrowy. W przeciwieństwie do Lucka czy Kuechly’ego. Popatrzcie także jak kończy swoją przygodę z ligą Manning, a jak wspomniany Antonio Brown. Eli będzie żył w dostatku i spokoju, a Brownowi – niestety – coraz bliżej do uciekania przed policją białym Fordem Bronco. Klasy nie kupisz.

https://nflpolska.com/juice-czyli-kim-byl-o-j-simpson-zanim-wsiadl-do-forda-bronco/

Wracając do Manninga – Hall of Famer czy nie, to sukcesów Eliemu już nikt nie odbierze, to my możemy sobie godzinami perorować w sieci, czy były QB Giants zasługuje na złotą marynarkę w Canton, czy nie. Eli zrobił swoje i odszedł z ligi tak jak chciał, bez żadnego cyrku, show i fajerwerków. Nieprzypadkowo wybrał ten okres – został ponad tydzień do Super Bowl. Manning wiedział, że dziennikarze skupią się bardziej na finale ligi, a nie na jego emeryturze. Chciał odejść w spokoju, cały Eli. A przecież wcale nie musiał przecież odchodzić.

W Nowym Jorku co prawda postawiono na młodego Daniela Jonesa, ale na upartego Eli znalazłby drużynę, gdzie byłby mentorem młodych rozgrywających, a w wyjątkowych okolicznościach starterem. Więcej – 61-letni Manning byłby zapewne lepszym QB w Bears niż Mitch Trubisky… Eli mógłby jeszcze grać, ale wolał odejść z klasą. Całe życie grał w Giants i nie chciał grać w innym miejscu, zrobił swoje i po prostu odszedł.

To doskonale pokazuje klasę Manninga jako człowieka, ale tego przecież mogliśmy się spodziewać po kimś, kto nosi szlacheckie nazwisko Manning. Jak mawia stare, dobre porzekadło – „Noblesse oblige”, czyli „szlachectwo obowiązuje”.

***

Na koniec kilka ciekawostek.

Po pierwsze Eli prowadzi w tańcu zdecydowanie lepiej niż sam Patrick Swayze! Jeśli jakimś cudem nie widzieliście najlepszej reklamy w historii, to łapcie:

Myślicie, że wraz z odejściem Eliego kończy się klan Manningów w futbolu? Nic bardziej mylnego – w kolejce stoi już wnuczek Archiego, oczywiście quarterback. Chłopak nazywa się Arch Manning i jak twierdzi senior rodu, „chłopak jest dużo dalej niż Peyton i Eli w jego wieku”.

https://www.cbssports.com/nfl/news/archie-manning-says-grandson-arch-manning-is-already-ahead-of-where-peyton-and-eli-were-in-high-school/

Swoimi spostrzeżeniami na temat Eliego podzielił się ze mną także Chris Reiko (analityk sportów amerykańskich – rozmowę z Chrisem, dotyczącą kariery Sebastiana Janikowskiego możecie przeczytać tutaj), który miał przyjemność poznać go osobiście.

Kuba Machowina: Poznałeś Eliego Manninga osobiście – jakim jest człowiekiem?

Chris Reiko: Eliego Manninga osobiscie poznałem 10 lat temu, w 2010 roku, tuż przed Super Bowl w Miami. Uwagę większości mediów skupiał wtedy jego brat Peyton, który doprowadził wówczas Indianapolis Colts do Super Bowl. Eli miał jednak kontrakt z firmą Reebok, która właśnie wypuszczała na rynek nowe buty. W ramach promocji Rebook zaprosił wybranych przestawicieli mediów na rejs piękną luksusową łodzią wokół Miami.

Na tej łodzi poznałem Eliego Manninga, ucieliśmy sobie krótką pogawędke. Okazał sie bardzo skromnym gościem, wyluzowanym, ostrożnie odpowiadającym na pytania. W niczym nie przypominał bohatera Super Bowl sprzed kilku lat. Sprawiał nawet wrażenie dużo bardziej nieśmiałego niż jego starszy brat Peyton. Zrozumiałem wtedy, że Eli nigdy nie będzie medialną gwiazdą, jednak miał wiele innych zalet, które zrobiły z niego mistrza. Spokój i skupienie w kluczowych momentach meczów sprawiały, że wielu fachowców, komplementowało go mówiąc, że w ostatniej minucie, kiedy trzeba pokonać podaniami 80-90 jardów, wybraliby jego niż wówczas bardziej doświadczonego Peytona.

KM: Czy znasz kogoś innego z klanu Manningów?

CR: Na tej łodzi był też z nami ojciec obu quarterbacków, czyli legendarny Archie Manning, który rozbawiał towarzystwo. Archie sam grał w NFL przez 14 lat. Jest powszechnie szanowaną legendą, świetnym kompanem imprezowym, ale najbardziej przeklinają go studenci Uniwersytetu z Mississippi, gdzie Archie grał z numerem 18. To właśnie na jego cześć w tym miasteczku uniwersyteckim obowiązuje limit prędkości 18 mil na godzine. Płacący mandaty studenci klną, że Archie mógł grać chociaż z numerem 30. 🙂

KM: Czy klan Manningów to najważniejsza rodzina w świecie NFL?

CR: Rodzina Manningów to może nie najważniejszy klan, ale na pewno jedna z popularniejszych rodzin w NFL. Wszyscy – Archie, Peyton czy Eli zrobili sporo dla rozwoju ligi. Archie jako rozgrywający Saints, Oilers i Vikings nie zdobył wprawdzie żadnego trofeum, ale w środowisku żartuje się, że za spłodzenie i wychowanie dwójki czołowych quaerterbacków w historii NFL, też mu się należy mistrzowski pierścień. 🙂

Eli Manning zakończył swoją bogatą karierę, nam natomiast zostają już tylko wspomnienia wielkich meczów Eliego, a mi piłka z autografem Manninga.

84169759_533386400616283_2933142649449742336_n

Autor: Kuba Machowina

Źródło zdjęcia: giants.com

One thought on “Na własnych zasadach – Eli Manning Leave a comment

Leave a Reply

%d bloggers like this: