Skip to content

Luke Kuechly: „Papież defensywy” żegna się z zawodowstwem

Wciąż trudno pogodzić się z tym, że jeden z legendarnych zawodników NFL Luke Kuechly nie zagra już w defensywie Caroliny Panthers. Jakie były powody takiej decyzji? Zapraszamy na tekst Kuby Machowiny, który przybliża sylwetkę wielkiej gwiazdy ligi.

Całkiem przypadkiem w tym samym czasie Luke Kuechly postanowił zakończyć karierę i na Netfliksie ukazał się mini serial dokumentalny „Aaron Hernandez: W głowie mordercy”. Co wspólnego mają obaj panowie? Odpowiedź jest prosta: urazy głowy. Złośliwy powie, że dotyczy to większości graczy NFL i nie wypada się nie zgodzić, jednak przyjrzyjmy się kazusom obu zawodników.

Po pierwsze – Hernandez, którego mózg zbadano po tym, jak odebrał sobie życie w 2017 roku. Badania wykazały zaawansowane CTE, które w jakimś stopniu mogło mieć wpływ na jego czyny. Oczywiście idiotyzmem byłoby założenie, że za zbrodnię popełnioną przez Aarona odpowiadały jedynie urazy głowy, wtedy co drugi były gracz NFL byłby potencjalnym mordercą, co oczywiście nie jest prawdą. Nie można jednak odmówić racji teorii, że CTE mogło mieć jakiś wpływ na zachowanie byłego Tight Enda Patriots, a przynajmniej napędzało jego chore reakcje, przemyślenia oraz czyny.

Z kolei Kuechly ze łzami w oczach mówił przed kamerami, że po ośmiu latach spędzonych w lidze zmuszony jest powiedzieć „dość” i zawiesić buty na kołku. Nie z własnej woli, ale w obawie o własne zdrowie, mając na uwadzę kartę przebytych urazów oraz chęć prowadzenia normalnego życia po zakończeniu gry w NFL.

No dobra, ale czym jest owo niesławne już „CTE”?

***

Zabójca futbolistów

Prawie 100 lat temu, bo już w 1928 roku amerykański patolog, Harrison Stanford Martland opisał przypadek boksera, który na skutek dużej liczby odbytych walk cierpiał na poważne zaburzenia poznawcze, które to bliźniaczo przypominały popularne choroby neurodegeneracyjne (np. zwyrodnienie czołowo-skroniowe). Przez kolejne lata przeanalizowano wiele innych przypadków, ale CTE „zyskało” na sławie dopiero dzięki doktorowi Bennetowi Omalu, który badał mózgi byłych, nieżyjących już futbolistów NFL.

Odkrył on, a właściwie udowodnił to, co wszyscy od dawna wiedzieli lub podejrzewali – że futbol amerykański i boks powodują przedwczesną śmierć oraz zmiany w mózgu. Omalu podczas badań zmarłego futbolisty Mike’a Webstera odkrył w jego mózgu kępki białek tau, które wskutek akumulacji pogarszają dzałanie tego organu i doprowadzają do jego wyniszczenia.

Jest to bardzo podobne do tzw. demencji bokserskiej (dementia pugilista). Zjawisko to zostało udokumentowane dekady wcześniej wśród byłych bokserów, jednak nigdy nie było łączone ono z zawodnikami futbolu amerykańskiego. Omalu połączył obie choroby, udowodniając, że ciosy przyjmowane na głowę (futbol amerykański i boks) prowadzą do zniszczeń w mózgu, a także depresji, agresji, demencji i przedwczesnej śmierci.

Wielu byłych futbolistów czy bokserów zmaga/zmagało się po zakończeniu kariery właśnie z depresją, problemami z koncentracją oraz pamięcią, chronicznymi migrenami, napadami agresji (bądź wizjami w których popełniają oni brutalne czyny) czy w końcu z myślami samobójczymi.

Inni z kolei chorowali na Parkinsona i demencję starczą, mimo iż mieli… 45-50 lat. Niech za przestrogę świadczy historia Dave’a Duersona, byłego gracza Chicago Bears (NFL), którego zabiło właśnie CTE. Samą chorobę da się wykryć niestety tylko po śmierci, dlatego możemy tylko przypuszczać, ilu żyjących sportowców na nią cierpi.

Duerson w ciągu 11 lat kariery zaliczył oficjalnie 10 różnych urazów głowy, ale zapewne było ich o wiele więcej. Był łebskim facetem – po zakończeniu kariery prowadził kilka restauracji McDonald’s, potem otworzył nawet własną sieć fastfoodów. Był prężnym biznesmenem, kochającym ojcem rodziny. Do czasu. CTE w końcu dało o sobie znać.

Dave Duerson zakończył swoje życie 17. Lutego 2011 roku, strzelając sobie w pierś z pistoletu. Przed śmiercią wysłał smsa o następującej treści: “„Proszę, zadbajcie o to, by mój mózg trafił do banku NFL”. Chodziło oczywiście o badania nad CTE. Podobnie zginął inny sławny gracz NFL, Junior Seau.

Rok po śmierci Duersona (w 2012) on także strzelił sobie w pierś, zostawiając jedynie notkę, w której znalazły się słowa piosenki, opisującej żal człowieka z powodu tego, jaką osobą się stał. Miało to oczywiście pokazać, jak urazy głowy zmieniły Seau’a jako człowieka. Sekcja zwłok wykazała, że Junior cierpiał na zaawansowane CTE, nazywane często „zabójcą futbolistów”.

Do tego grona trzeba zaliczyć z pewnością Aarona Hernandeza, u którego CTE mogło spotęgować wrodzone problemy natury mentalnej i skłonność do przemocy. Mając na uwadze historie wielu zawodników z przeszłości, o swoje zdrowie postanowił zadbać Luke Kuechly i zakończyć karierę w momencie, kiedy ma jeszcze wybór, a nie kiedy lekarze zabronią mu grać.

Chociaż jak pokazuje historia NFL, z nimi akurat bywa różniej – przecież futbolista to tylko narzędzie do zarabiania pieniędzy i bawienia ludzi oraz właścicieli drużyn, a jego zdrowie to drugorzędna kwestia. Kasa misiu, kasa…

***

Papież defensywy z Bostonu

Wybaczcie ten nieco przydługi wstęp o urazach głowy, ale nie można było zacząć inaczej, skoro wszyscy mówią tylko o zakończeniu kariery przez Kuechly’ego oraz o serialu o Aaronie Hernandezie. Ok, ale skupmy się na Luke’u. Dlaczego był on (dziwnie pisać o nim w kontekście „był”, a nie „jest”) tak wyjątkowym graczem?

Przyznam bez bicia, że odkąd zacząłem interesować się NFL, to właśnie Kuechly był jednym z graczy, których polubiłem najbardziej. Gracie w Madden NFL? Jeśli szukałbym jednego zdania, by określić grę Luke’a to wziąłbym właśnie jego opis z Madden NFL 20, gdzie Kuechly ma oczywiście rangę „superstar”. Autorzy gry w prosty sposób opisali grę Kuechly’ego: „To Quarterback defensywy”. I właśnie w tym zdaniu zawiera się wszystko.

Niemal każdą drużynę, jaką prowadziłem w Madden zaczynałem budować od próby transferu Luke’a Kuechly’ego. Jeśli ktoś zawiódł w pierwszej linii, z tyłu czekał już Luke i wszystko „czyścił”. Oczywiście to tylko gra, ale w tym wypadku kapitalnie odzwierciedlała rzeczywistość – były już Linebacker Carolina Panthers był sercem i mózgiem defensywy. To on ustawiał kolegów, podpowiadał im, naprawiał ich błędy. Do tego imponował fizycznością – 191 cm wzrostu, waga w okolicach 108 kilogramów oraz duża szybkość. Marzenie każdego trenera, chociaż stawiano znaki zapytania (o tym później).

Mam bardzo dobrego kumpla z Bostonu, z którym czasem rozmawiamy o NFL i zaskoczyło mnie, że tak wiele wie akurat o Luke’u. Dlaczego? Mimo, że Kuechly pochodzi z Cincinatti, to studiował przez trzy lata w Boston College, gdzie doczekał się statusu miejscowej legendy oraz niezliczonej ilości nagród (All American, nagrody Lombardiego, Nagurskiego etc.). To właśnie w Bostonie ktoś kiedyś nazwał go – według relacji mojego kumpla – „Papieżem defensywy”.

Statystycznie Luke Kuechly był potworem. W latach 2012-19 zaliczył 1092 tackles, czyli najwięcej w lidze w tym okresie, bez podziału na pozycje. W tym czasie zaliczył także 18 interceptions, tu także był bezkonkurencyjny, ale już tylko wśród Linebackerów. Dodatkowo należy wspomnieć następujące wyróżnienia:

7 x Pro Bowl

5 x Rist-team All-Pro

2 x Second-team All-Pro

NFL Defensive Rookie of the Year (2012)

NFL Defensive Player of the Year (2013)

2 x Tackles Leader (2012, 2014)

Występ w Super Bowl 50 (10 tackles oraz 1 sack w przegranym 10:24 meczu przeciwko Broncos)

Jeśli ktoś rzuci hasło „QB z Nowej Anglii”, od razu ktoś inny krzyknie: „GOAT, Tom Brady!”, ale nie zapominajmy, że Nowa Anglia miała także przez trzy lata innego sławnego Quarterbacka, który grał w… obronie. Jak uświadomił mnie kumpel, Luke Kuechly nadal jest szalenie popularny w Bostonie i w każdym barze zawsze poleją mu darmowe piwo. Taki to pożyje.

***

Rosnąca świadomość własnego ciała

Luke Kuechly dołączył do pokaźnego grona graczy, którzy przedwcześnie skończyli kariery, by wymienić jedynie Andrew Lucka, Calvina Johnsona, Patricka Willisa czy Roba Gronkowskiego. Luke miał przed sobą jeszcze dwa lata kontraktu warte 22 miliony dolarów, ale zdrowie jednak ważniejsze. Ciekawostka – właściciel Colts Jim Irsay wyliczył, że jeśli Andrew Luck nie odszedłby z NFL i grał dość długo (powiedzmy bliżej Brady’ego czy Breesa) zarobiłby jeszcze… 450 milionów dolarów. Mnie akurat cieszy taka postawa zawodników.

Pokazuje ona, że nie są nastawieni na wyciśnięcie ostatniego centa, a mają wizję życia po zakończeniu kariery, a nie podzielenia losów Juniora Seau czy Dave’a Duersona. Zresztą Kuechly z głodu nie umrze – od 2012 roku zarobił prawie 64 miliony dolarów z samych kontraktów z Panthers, a przecież grywał jeszcze w reklamach. No i coś mówi mi, że zobaczymy go niedługo w roli eksperta w studio NFL.

W emocjonalnym wystąpieniu ogłaszającym zakończenie kariery, Luke mówił (w wolnym tłumaczeniu): „Smuci mnie to, ponieważ kocham tę grę. Gram w nią od małego i jest to moja ukochana rzecz na świecie.”

„Dla mnie to odpowiedni czas, by pójść w innym kierunku (…) Jest tylko jeden sposób by grać w futbol i tak grałem od małego – szybko, fizycznie i z całej siły, a w tym momencie już tego nie znam (…) I to jest właśnie najtrudniejsze, ponieważ ja nadal chcę grać, ale wiem, że nie byłaby to właściwa decyzja”.

Nie wiem jak Wy, ale dla mnie to smutna chwila. Odchodzi jeden z moich ulubionych graczy, zarówno na boisku jak i poza nim. Jest mi z tym źle, ponieważ nie zobaczę go już z numerem 59 na koszulce w barwach Panthers, ale z drugiej strony lżej mi na duszy, ponieważ Luke odchodzi w momencie, kiedy nie jest jeszcze warzywem. Dla nas, kibiców, futbol to pasja, rozrywka, zabawa, czasem rekreacyjna gra z kumplami na boisku (nie mówię o zawodowcach).

Dla Andrew Lucka, Gronkowskiego czy Kuechly’ego była to nieustanna walka z kontuzjami, urazami i cierpieniem. Kuechly w ostatnich latach zaliczył kilka urazów głowy, ryzyko dalszych uderzeń mogło doprowadzić do tragedii. A później znany nam doskonale mechanizm, pięknie pokazany w „Any Given Sunday” Oliviera Stone’a: „Panie doktorze, to może jeszcze jedna działka środków przeciwbólowych?”.

Nie spoilerując zbytnio nadmienię, że kwestię szprycowania środkami przeciwbólowymi zawodników porusza także Aaron Hernandez w serialu Netfliksa. Nie mówi jednak nic nowego – zawodnik to jedynie mięso do gry, liczy się przecież biznes i futbol, który w USA jest religią. W 2016 roku w transmitowanym na cały kraj meczu Luke Kuechly doznał wstrząsu mózgu i pokazano go płaczącego, próbującego złapać powietrze. „Sports Illustrated” napisał później, że „Luke to idealny chłopak na plakat na temat NFL i wstrząsów mózgu”.

Zastanawia mnie także coś innego, mianowicie czy jesteśmy świadkami początku fali odchodzenia z NFL przed trzydziestym rokiem życia? Znów walczą we mnie te dwa uczucia – z jednej strony chciałbym oglądać swoich ulubieńców walczących na boisku do czterdziestki, a z drugiej strony nie chciałbym ich później w stanie jakim był ostatnio Muhammad Ali czy strzelających sobie w pierś jak Junior Seau. Futbol to piękny sport, ale czasami wymaga wielkiej ofiary.

***

Cheat Code

Żeby jednak nie iść w skrajnie smutne tony to zakończmy ten tekst radośnie, wspominając Luke’a jak jednego z najlepszych graczy swojego pokolenia i kogoś, kto może służyć jako model idealnego Linebackera. Luke’a określano jako „Cheat Code”, jako gościa z Madden, którego „fizyczność oraz umiejętność czytania gry przeciwnika jest tak chirurgicznie przecyzyjna, że komputer nawet nie zdąży zareagować”.

Co ciekawe, przed Draftem 2012 roku wielu sugerowało, że Luke jest… za mały. Wzrost ok, ale tylko 108 kilo? W lidze, gdzie „każdego roku zawodnicy są więksi i więksi”? Kuechly pokazał światu wtedy coś, co dzisiaj używane jest zbyt często i nieco się zdewaluowało – „Futbolowe IQ”. Jeśli ktoś zasłużył, by w stosunku do niego używano terminu „Futbolowe IQ”, to był to właśnie Kuechly. Eksperci zwracali zawsze uwagę, że niesamowite w jego grze jest to, że nie tylko potrafi wykonywać swoje obowiązki na boisku, ale także nadrabiać braki i błędy partnerów.

Szybko zaczęto pisać o nim „wszędzie i zawsze obecny”, pokochała go cała drużyna i miasto. Kiedy tylko Kuechly zaliczał tackle, wszyscy na stadionie Bank of America Stadium w Charlotte krzyczeli przeciągliwie „LUUUUUUKE”, dając wyraz swojemu uznaniu dla zawodnika. Wiecie skąd się to wzięło? Znalazłem kiedyś info, że fani Panthers wzorowali się na kibicach Chicago Bulls z lat 90-tych, dopingujących w ten sposób swojego australijskiego centra, Luca Longleya.

Luke Kuechly odchodzi z ligi, ale wspomnienia pozostaną. Często gdy jakiś sportowiec odchodzi, idealizujemy go, zapominając o jego grzeszkach. Ale Kuechly był po prostu nie tylko idealnym graczem oraz świetnym kolegą z drużyny, ale i zwyczajnie jest dobrym człowiekiem. Wszyscy wspominają go jako niezwykle pomocnego i oddanego lokalnej społeczności, uczestniczącego w dziesiątkach akcji charytatywnych.

Na boisku Luke szybko stał się liderem drużyny, podobnie w szatni i poza boiskiem. Gdy miał zaledwie 22 lata obwołano go najlepszym obrońcą w całej NFL! Najważniejsze jest jednak to, co stało się poza stadionem, a mam na myśli miłość ludzi oraz kibiców. Kuechly mówi dziś o Carolinie „mój dom”, a żaden mieszkaniec Charlotte nie powie o nim złego słowa. Zresztą skoro kochają go w Carolinie i wspominają z łezką w oku m.in. w Bostonie, to coś musi być na rzeczy. Luke Kuechly to dobry chłopak i kawał gracza, jakiego długo nie zobaczymy w NFL.

Autor: Kuba Machowina

Zdjęcie: panthers. com

2 thoughts on “Luke Kuechly: „Papież defensywy” żegna się z zawodowstwem Leave a comment

  1. Ulubiony gracz mojej ukochanej drużyny odchodzi. Szkoda tej szansy na Super Bowl. Z bardzo słabym Manningiem mieli szanse, tylko ta zabójcza defensywa Broncos…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: