Skip to content

Meldunek z Syreniego Grodu #1: Warsaw Sirens – Prague Harpies

Po ubiegłorocznym przerwaniu sezonu zasadniczego z powodów pandemii koronawirusa, zawodniczki jedynego aktywnego polskiego żeńskiego zespołu futbolowego musiały czekać pełny rok na powrót na boisko. Start sezonu 2021 Żeńskiej Czeskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego (CAAF) – bo w takich rozgrywkach, z powodu braku rywalek na krajowym podwórku występują nasze dziewczyny – wyznaczono na 5 września i właśnie wtedy do Warszawy przyjechał zespół Prague Harpies, by na warszawskim Bemowie stawić czoło Warsaw Sirens. Zawitaliśmy na boisko przy ul. Oświatowej, aby na własne oczy zobaczyć starcie żeńskich zespołów, zapraszamy na relację ze spotkania.

Przed rokiem, pomimo niedokończenia sezonu, obu ekipom udało się rozegrać między sobą jeden mecz, który miał bardzo emocjonujący przebieg i do ostatnich minut trwała w nim walka o zwycięstwo. Ostatecznie górą okazały się Harpie, które zwyciężyły 41:38. Syreny były zmotywowane więc, aby wziąć rewanż i przy okazji dobrze rozpocząć nowy sezon ligowy. Tym bardziej, że ich bilans w poprzedniej kampanii nie wyglądał najlepiej przed anulowaniem rozgrywek. Odniosły tylko jedno zwycięstwo w pięciu meczach. Do tego sezonu przystępowały jednak z czystym kontem i z nowymi nadziejami. Zarówno w głowach, jak i w rosterze, gdyż przez czas kiedy nie rozgrywały spotkań kilkukrotnie ogłaszano nowe nabory do drużyny, więc przy linii bocznej w niedzielnym meczu pojawiło się kilka nowych twarzy. Można zatem było powiedzieć, że Sirens czekało nowe rozdanie.

Nowe rozdanie jednak nie zaczęło się najlepiej. Mimo, że pierwszy drive w meczu prowadziły Sirens, to Harpie szybko wyszły na prowadzenie. W pierwszych snapach widać było lekką niepewność i kilka pechowych zagrań, które doprowadziły do przejęcia piłki przez Czeszki i w efekcie stratę pierwszych punktów w sezonie. TD zdobyła Thuy Dung Ta, po dziewiętnastojardowym biegu. Szybka strata punktów jeszcze bardziej zdeprymowała warszawianki wpływając na ich poczynania, gdyż chwilę później, podczas rozegrania przydarzył się fumble. Na tyle nieszczęśliwy, że to znowu prażanki weszły w posiadanie piłki:

Kolejny drive Harpi, rozpoczęty bardzo blisko pola punktowego gospodyń szybko został zamieniony na kolejne przyłożenie. Tym razem na listę wpisała się Tereza Jedlićkova, która najpierw czternastojardowym biegiem zdobyła TD, a chwilę później ponownie wbiegła w pole punktowe notując dwupunktowe podwyższenie. Niestety od samego początku meczu widać było, że elementem z którym obrona warszawskiej drużyny sobie nie radzi najlepiej była gra biegowa i trenerzy przeciwniczek doskonale to rozczytali. Pozwoliło to przyjezdnym już przed zmianą stron cieszyć się czternastopunktowym prowadzeniem.

Syrenom najwięcej pozytywnych efektów przynosiła gra górą. Choć nie zawsze podania do skrzydłowych lądowały tam gdzie powinny, to właśnie jedno z dalekich podań otworzyło drogę do pierwszych punktów w sezonie. Dzięki dalekiemu podaniu na początku drugiej kwarty Sirens przeniosły się na pierwszy jard od pola punktowego Czeszek i już w następnym snapie mogły cieszyć się z przyłożenia. Jego autorką okazała się Sylwia Kazimierczak:

Polki próbowały pójść za ciosem i zdobyć kolejne punkty próbą dwupunktowego podwyższenia, jednak tym razem defensywa sąsiadek z południa dobrze się spisała i powstrzymała kolejną próbę biegową. Od tego momentu inicjatywę w drugiej kwarcie przejęły już Czeszki i najpierw po długim drivie zakończonym siedmiojardowym biegiem  punkty ponownie zdobyła Thuy Dung Ta, a następnie po wysokim podaniu od Hany Malickiej, dwupunktowe podwyższenie zapisała do protokołu Katerina Nekorancova.

Syreny ruszyły z kolejnym atakiem, by odpowiedzieć jeszcze przed przerwą, jednak po przechwycie w środku boiska, na 18 sekund przed końcem połowy, przyłożenie po returnie i przebiegnięciu 52 jardów jeszcze raz punktację dla Harpi podwyższyła Thuy Dung Ta:

Do przerwy wynik brzmiał więc 6:28. Widać było, że mecz nieco wymknął się spod kontroli Polkom, jednak trener Phillip Dillon miał też inne założenia do wykonania podczas tego spotkania. W przerwie zakomunikował zawodniczkom, że da zagrać każdej z nich w drugiej połowie. Mecz może nie układał się po myśli warszawianek, ale zawsze można było wyciągnąć z niego cenne doświadczenie, co postanowiono wykorzystać.

Zmienniczki, podczas drugiej połowy, dawały z siebie wszystko, jednak Czeszki rozkręcały się z minuty na minutę. Trzecia kwarta przyniosła kolejne zdobycze punktowe dla Harpi. A na murawie najbardziej brylowała Tereza Jedlićkova. Drobna 26-cio latka zafundowała zgromadzonym na obiekcie Świtu istne show, najpierw zaliczając 26-jardowy bieg zakończony przyłożeniem (podwyższony za 2 punkty przez Monikę Klemenovą), następnie łapiąc w polu punktowym 20-to jardowe podanie od Hany Malickiej, po czym osobiście podwyższając kopnięciem za 1 punkt. Na koniec trzeciej kwarty Harpie zdołały jeszcze przechwycić piłkę i zdobyć kolejne punkty 40-jardowym returnem Kristyny Drahoradowej. Podwyższonym (a jakże) przez kopnięcie Terezy Jedlićkovej. Syreny podczas tej kwarty próbowały innych rozwiązań i ustawień. Między innymi z Aleksandrą Walczyńską w miejsce Jolanty Samplawskiej na rozegraniu. Niestety niedoświadczenie części zawodniczek, nerwy i świetna forma rywalek sprawiały, że wiele zagrań kończyło się brakiem odbioru podania lub szybkim powaleniem przez Czeskie obrończynie.

Ostatnia kwarta meczu miała nieco spokojniejsze tempo. Doczekaliśmy się jedynie jednego przyłożenia. Niestety, dla licznie zgromadzonych kibiców, jego zdobywczynią okazała się rozgrywająca Harpies Hana Malicka, która zdecydowała się na osobiste wbiegnięcie do endzone Sirens. Kolejna próba kopnięcia na podwyższenie spotkała się już jednak z bardzo dobrym blokiem ze strony rookie Anny Jędrasik:

Pod sam koniec spotkania, jedna z czeskich zawodniczek, podczas starcia w środku pola upadła i doznała urazu. Na boisku musieli pojawić się sanitariusze. Po krótkiej przerwie zawodniczka została zniesiona przez jednego z trenerów, wśród owacji obu drużyn oraz wszystkich kibiców zebranych na trybunach. Jak udało nam się dowiedzieć, kontuzja okazała się niegroźna. Prawdopodobnie chodzi o skręconą kostkę, jednak dla pewności zawodniczkę czekają jeszcze dokładne badania w Pradze. Mecz zakończył się po wykorzystaniu kneel-rule przez rozgrywającą drużyny Harpi, tuż przed polem punktowym Sirens. Być może była to chęć uniknięcia następnej kontuzji na samym początku sezonu, a być może pewnego rodzaju gest fair play w stosunku do gospodyń. Tak czy inaczej, mecz zakończył się w bardzo przyjaznej atmosferze, zawodniczki podziękowały sobie za grę, zrobiły wspólne pamiątkowe  zdjęcie i podziękowały licznie zebranym w Warszawie kibicom:

Wynik osiągnięty przez warszawianki nie może zadowalać sportowej ambicji dziewczyn, jednak trzeba im oddać, że zostawiły na placu gry całe swoje serca i starały się walczyć do samego końcowego gwizdka. Kibice, którzy pojawili się na meczu, wspierali swoje zawodniczki niezależnie od tego jaki wynik widniał na tablicy, a całe to wydarzenie było kolejną cegiełką do rozwoju futbolu amerykańskiego w Polsce oraz do rozwoju futbolu amerykańskiego kobiet w Polsce i Europie. Natomiast, co do rozwoju sportowego zespołu Sirens, najlepszym komentarzem niech będzie zasłyszana przeze mnie rozmowa bardzo młodego kibica ze swoją mamą, gdy opuszczali trybuny po meczu. Młody człowiek był wyraźnie zasmucony rezultatem spotkania, jednak mama odpowiedziała mu bardzo mądrymi słowami: „Jeszcze żaden zespół na świecie nie rozpoczął od wygrywania”. I te słowa powinny przyświecać  wszystkim nam – kibicom i dziennikarzom – gdy obserwujemy rozwój tej drużyny. Trzeba pamiętać, że jest to jedyny żeński zespół w kraju, który od 9 lat nieprzerwanie walczy z przeciwnościami losu (a dopiero od 3 regularnie gra w profesjonalnie przygotowanej lidze czeskiej CAAF). Zawodniczki same organizują każdy trening i każdy mecz, a następnie walczą na boisku z nieraz silniejszymi przeciwniczkami po to, by nieustannie się rozwijać, zbierać doświadczenie i budować. Budować zainteresowanie tym wciąż nowym, „egzotycznym” w Polsce sportem, swoją pewność siebie i siłę sportową zespołu, która któregoś dnia z pewnością zaprocentuje.

Końcowy wynik meczu:

Powiedziały po spotkaniu:

Prague Harpies:

„Jesteśmy zadowolone z przebiegu meczu. Mamy nadzieję utrzymać dobrą passę im dalej będziemy wchodzić w sezon. Udało nam się rozłożyć ciężar punktowania między różne zawodniczki, co jest bardzo dobrym sygnałem. Co również cieszy, nasza defensywa również dotrzymała poziomem do ofensywy i udało nam się zdobywać punkty po przejęciach. Stan kontuzjowanej jest dobry. Prawdopodobnie ma skręconą kostkę, ale dokładniejsze badania zostaną wykonane po powrocie do domu. 

Bardzo szanujemy zespół Sirens jako przeciwniczki od kiedy dołączyły do czeskiej ligi – w poprzednich meczach ligowych, ale i wrześniej w meczach towarzyskich, zawsze stawiały nam ciężkie warunki na boisku. Uwielbiamy z nimi grać! Jesteśmy też bardzo zadowolone z tego, że były pełne trybuny. Jesteśmy szczęśliwe móc brać udział w promowaniu kobiecego futbolu i to zawsze cieszy, kiedy widzimy tak wielu fanów obserwujących nasze zagania. Niezależnie od tego czy są za nami, czy przeciwko nam”  – wypowiedź prażanek po spotkaniu.

Warsaw Sirens:

„Skłamałybyśmy mówiąc, że tak wyobrażałyśmy sobie początek naszego sezonu. (…) Jednak znamy się już na tyle, że wiemy, że nie jest to powód do intensywnych zmartwień. Dopiero się rozkręcamy, a co najważniejsze – nasze rookies złapały dzisiaj swoje pierwsze doświadczenie meczowe!
Nie poddajmy się, od jutra zaczynamy analizę błędów oraz przygotowanie na nasz kolejny mecz, który odbędzie się już za tydzień, 12 września, ponownie na stadionie GKS Świt. Zagramy przeciwko Brno Amazons, które dzisiaj uległy Prague Black Cats 20:30. Szykuje się naprawdę interesujące spotkanie!”  materiał z wypowiedziami z FB Warsaw Sirens
Autor tekstu oraz zdjęć: Paweł Sałata
*

Na koniec przypominamy, że mamy swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia.

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: