Skip to content

Micah Parsons & Trevon Diggs: nowe oblicze Dallas Cowboys

Dallas Cowboys to jeden z najbardziej polaryzujących kibiców zespołów w sporcie, przynajmniej w USA. Są prawdziwym ewenementem – od prawie trzech dekad niczego nie wygrali, ale i tak rokrocznie zajmują pierwsze miejsce na liście najwartościowszych marek sportowych na świecie, wyprzedzając takich hegemonów jak Real Madryt czy Manchester United. W tym roku mają jednak nowe oblicze, które firmują Micah Parsons i Trevon Diggs. Tekst o duecie przygotował Kuba Machowina. Zapraszamy!

Nieco pikanterii całej sprawie dodaje także przydomek Cowboys – to nieśmiertelne już „America’s Team” i określenie to doskonale trafia w punkt, ponieważ tak samo wielu Amerykanów kocha Cowboys, jak i nienawidzi. Co roku wśród memów podsumowujących sezon jednym z proponowanych punktów jest „przestańcie nazywać Cowboys ulubionym zespołem Ameryki”.

Marketingowo i finansowo drużyna z Teksasu ma się jak zwykle wspaniale, ale pod kątem sportowym – mimo dużego talentu – cieniuje od lat, rok w rok powtarzając utarty schemat. Przed sezonem typowani są jak zwykle do występu w Super Bowl, później czar pryska jak bańka mydlana. Dość powiedzieć, że ostatnie mistrzostwo ligi to czasy Hall of Famerów: Troya Aikmana, Emmetha Smitha, Michaela Irvina, Charlesa Haleya, Larry’ego Allena oraz Deiona Sandersa.

Aby uświadomić młodszych kibiców jak dawno temu to było, wypada zaznaczyć, że wyżej wymienieni panowie w większości zbliżają się obecnie do… sześćdziesiątki. Troy Aikman to siwy pan komentujący mecze, tubalny głos Michaela Irvina w studio NFL jest coraz bardziej „dziadkowy”, a Larry Allen ma wyraźne problemy z kilogramami.

Obecni Cowboys to zespół dobry, który został na moment zastopowany przez kontuzję Daka Prescotta. QB Dallas wrócił jednak z powodzeniem, a ekipa z Teksasu zapewniła sobie awans do playoffs. Trzon drużyny posiada wiele jakości – to wspomniany, wracający do formy Prescott, elitarny korpus receiverów, na czele z Amari Cooperem i CeeDee Lambem, a także dobre duo RB – Ezekiel Elliott oraz nieźle rozwijający się Tony Pollard.

Dallas miało jednak pewne dziury w składzie, brakowało przede wszystkim dobregocornerbacka oraz lidera drugiej linii w obronie, po tym jak kontuzje oraz inne kwestie zahamowały karierę Jaylona Smitha, a także przyhamowały progres u Leightona Vander Escha.

I tutaj wystrzelili bohaterowie tego tekstu, a zarazem całego sezonu w Cowboys – Micah Parsons oraz Trevon Diggs.

***

Draft Day

Draft w NFL oraz decyzje podejmowane przez menedżerów, nie zawsze wyglądają jak w „Draft Day” z Kevinem Costnerem. Nie każdy menedżer w NFL ma charyzmę Costnera oraz kochankę asystentkę, a do tego brawurowo pląsa po „parkietach” ligi, niczym „Tańczący z Wilkami”.

To walka o przetrwanie, a wybory dokonywane przez zespół mogą oznaczać natychmiastowy rozwój zespołu, albo popadnięcie w dalszy niebyt. To także nieustanny dylemat – wybieram najlepszego dostępnego gracza na dany moment czy tego, którego akurat potrzebujemy?

Przed tegorocznym draftem czytałem gdzieś, że jeśli w momencie wyboru Cowboys (12. pick) dostępni na tablicy byliby jeszcze Jaycee Horn lub Patrick Surtain II, to któryś z nich poszedłby do Dallas. Ile w tym prawdy było nie wiemy, ale Horn poszedł do Panthers, Surtaina wzięli Broncos, a Cowboys dostali swojego człowieka, czyli tego, kogo akurat najbardziej potrzebowali – lidera drugiej linii obrony, Micaha Parsonsa.

Parsons nie zawiódł i – przynajmniej na TEN moment – jawi się jako najlepszy gracz tegorocznego Draftu, a to, co sobą prezentuje na boisku przerosło oczekiwania wszystkich. Ale o tym później.

Z kolei Trevon Diggs miał taki sobie pierwszy sezon, ale to co pokazuje obecnie, także zaskoczyło wielu, w tym pewnie jego samego. Niespodziewanie wyrósł na najlepszego „złodzieja” piłek w całej NFL oraz skradł serca kibiców, o czym świadczy wybór do Pro Bowl. Oczywiście to nie jest tak, że to drugi Deion Sanders, ale skok jakościowy jest spory i widać to gołym okiem.

Diggs dokonał także czegoś innego, może nawet wartościowszego niż to, co wymieniłem wyżej. Gracz Dallas do tej pory figurował w umysłach fanów jako ten „drugi” Diggs, młodszy brat sławniejszego oraz lepszego brata, Stephona. Dzisiaj optyka się zmieniła – Trevon sam zapracował na uznanie fanów i wydaje się, że to dopiero początek. Ale o tym też za chwilę. I nie będzie aż tak różowo, jak mogłoby się wydawać.

***

Jednorożec

Micah Parsons miał być najlepszym obrońcą w tegorocznym Drafcie i wydaje się, że prognozy te się sprawdziły. Linebacker z Dallas poszedł jednak krok dalej i nie tylko ma w kieszeni nagrodę dla Defensive Rookie of the Year, ale wymienia się go ścisłej czołówce faworytów do nagrody dla… najlepszego obrońcy roku. Całej NFL. Nie tylko rookies.

Parsons porównywany jest do młodego Lawrence’a Taylora, który jako ostatni gracz zdobył zarówno nagrodę Defensive Rookie of the Year, jak i Defensive Player of the Year. Czy 40 lat później Micah powtórzy jego wyczyn? Oczywiście, że nie, ponieważ po laur obrońcy roku sięgnie niesamowity T.J. Watt ze Steelers, ale i tak kariera Parsonsa to póki co światłowód do sławy i chwały.

Linebacker Dallas z początku przymierzany był do roli generała drugiej linii, czyli kogoś kto będzie „quarterbackiem defensywy”, jak kiedyś np. Luke Kuechly, genialny LB Panthers. Jak to mówią jednak, „potrzeba matką wynalazków”. Kiedy kontuzji doznał czołowy pass rusher Cowboys, Demarcus Lawrence, w jego miejsce wstawiono właśnie Parsonsa. Rezultaty?

Micah jest szósty na liście sacków z liczbą 13.0 i to pomimo faktu, że jako pass rusher rozegrał jedynie… około 41% swoich snapów. Przekładając to na język polskich kibiców, uczących się dopiero futbolu – to tak jakby Lewandowski nadal był w czołówce strzelców Bundesligi i to pomimo faktu, że jako napastnik ustawiany jest jedynie przez 41% swojego czasu spędzanego na murawie, bo w reszcie zagrań byłby np. skrzydłowym.

Procentowo Parsons wystawiany jest w „box” jako klasyczny LB w 55% swoich snapów, 41% to defensive line, gdzie atakował jako pass rusher. To pokazuje, jak wszechstronnym jest graczem, a wybierano go przecież w Drafcie jako klasycznego middle linebackera.

Sporty amerykańskie, a przede wszystkim futbol, kochają statystyki. Micah Parsons ponad 21 procent swoich pass rush snapów zamienia na „QB Pressure”, co jest rekordowym osiągnięciem dla debiutanta (poprzedni rekord to dokładnie 16.2 procent i należy ex aequo do Nicka Bosy (2019) oraz… jego brata, Joeya Bosy (2016)).

Jak ważne są to czynniki? Przykładowo inni kandydaci do nagrody Defensive Player of the Year, czyli Myles Garrett oraz T.J. Watt zaliczają odpowiednio 15 oraz 13.7 procent kreowanych „presji na QB”. To pokazuje tylko jaką mocą dysponuje Micah i to pomimo faktu, że… nie jest typowym pass rusherem. Wrzucono go na nową pozycję i okazało się, że jest na niej jednym z najlepszych w lidze.

Fun fact: „sacki” jako statystyka notowane są od 1982 roku, a dane odnośnie „pressure creation %” to domena kilkunastu ostatnich lat.

Rekord sacków dla rookie to 14.5 (Javon Kearse) i Micah ma jeszcze jeden mecz, by go pobić lub chociaż wyrównać. Unikalne dla Parsonsa jest to, że trenerzy rzucają go po całym boisku i – tak naprawdę – w jednej akcji potrafi grać jako „Von Miller”, by w następnej akcji być ustawionym jako „Luke Kuechly”. I tu, i tu Micah jest świetny.

Możemy tylko domyślać się ile tackles lub sacków zaliczyłby w swoim rookie season, jeśli wystawiany byłby wyłącznie jako – odpowiednio – klasyczny middle linebacker lub jako pass rusher. Shannon Sharpe, były znakomity zawodnik NFL, zapytany niedawno o to czy Parsons to najlepszy pass rusher w lidze, odpowiedział stanowczo:

„Nie, nie jest nawet blisko tego (…) Będzie Defensive Rookie of the Year, to najlepszy obrońca w tym roku w Drafcie, ale nie jestem pewien, czy to będzie nawet najlepszy gracz tego Draftu… Jest wyjątkowy, ale nikt nie myśli, że to lepszy pass rusher niż T.J. Watt, czy Myles Garrett… Nie będę nawet wymieniał Aarona Donalda, bo to jakość sama w sobie…”.

Można się z tym zgodzić lub nie, ale ja bym podszedł do tego inaczej. Dysputujemy nad tym, czy Micah to najlepszy pass rusher w lidze, a przecież Parsons nominalnie nim nie jest i nikt przed sezonem nawet go nie widział w takiej roli… Przypomnijmy, że Parsons to przede wszystkim środkowy linebacker i to jest jego podstawowe zadanie w Dallas. A pass rushing? To wisienka na torcie.

Pewne natomiast jedno – Micah to futbolowy to jednorożec i być może zalicza właśnie najlepszy sezon w najnowszej historii tej ligi jeśli chodzi o pierwszoroczniaka, grającego w defensywie.

***

Lawrence Taylor, a może Barry Sanders?

Lawrcene Taylor do dzisiaj uznawany jest za najlepszego – bez podziału na pozycje – obrońcę w historii NFL, a jego resume to gotowy materiał na film o życiu pełnym sławy, chwały, ale także kontrowersji oraz nałogów. „LT” na boisku był zabijaką, ale poza nim był równie barwny, a może i jeszcze barwniejszy. Z anegdotek o nim można stworzyć całkiem ciekawy artykuł, co kiedyś uczynię.

Legenda głosi, iż Taylor tak bardzo kochał „tacklowanie” przeciwnika, że cmokał z zadowolenia oglądając takie akcje, podczas analiz wideo wraz ze sztabem szkoleniowym i partnerami z New York Giants. Może i nie byłoby nic w tym dziwnego, gdy nie fakt, że Taylor cmokał i kiwał głową z zachwytu wydając różne dźwięki nawet, gdy… pokazywano nieudane akcje kolegów z zespołu, blokowanych brutalnie oraz niszczonych przez przeciwników. Taylorowi było wszystko jedno, kogo tratowano – byle „tackles” były mocne.

Oddajmy głos innemu graczowi Giants, Saquonowi Barkleyowi (prywatnie przyjaciel Parsonsa, uczęszczali do tego samego college’u Penn State):

„Nie widziałem czegoś takiego jak on. Jest jak „LT”, mówię szczerze (…) Jest szalony. To jeden z tych graczy, których po prostu oglądam. Nawet jeśli nie mogę obejrzeć jego meczu, zawsze pytam jak mu poszło (…) I nie mówię tak, bo to mój przyjaciel, czy coś. Dla niego tylko niebo jest limitem i jeśli będzie nadal ciężko pracował i zachowa czystą głowę, to może być jeszcze lepszy. I to jest przerażające zważywszy na fakt, jak już jest dobry”.

Warto tutaj przytoczyć także cytat ze Skipa Baylessa, którego absolutnie nie cenię za grosz, ale tutaj akurat muszę się z nim zgodzić:

„Obrona, która w zeszłym roku była katastrofą, dzięki temu dzieciakowi stała się lepsza, powtarzalna i godna zaufania, tak jak ofensywa Cowboys od lat (…) To, jak jest szybki, jak zbliża się do przeciwnika, jego szybkość jest nieznacznie lepsza niż u Garreta, Dondalda czy T.J. Watta. Nie widziałem czegoś takiego”.

Jeśli chodzi właśnie o szybkość i zdolność omijania bloków, to trener Dallas, Mike McCarthy, porównał Parsonsa do… Barry’ego Sandersa. Porównać Linebackera do Running Backa? Może to i dziwne, ale nie w tym wypadku:

„Nic mnie u niego nie dziwi, to naturalny talent. Gdy biegnie, to omija bloki niczym Barry Sanders. Przeciwnicy nie umieją położyć na nim swoich łapsk”.

***

Orzeł i Lew

Parsons wierzy w boską interwencję. Bardzo chciał trafić do Dallas. Tak bardzo, że na sam Draft założył… niebieski garnitur. Wiedział, że Cowboys mogą go nie wybrać, ale po tym, jak Horn i Surtain II zniknęli z tablicy, mówił: „Chcemy Dallas… Jeśli to będzie Dallas, rozpłaczę się”.

Micah czuł, że to może być Dallas, ponieważ wcześniej przypadkowo natknął się na… Michaela Irvina. Uznał to za dobry omen. Czuł też od zawsze, że ma tutaj misję do wykonania. Kiedy jego matka zaszła z nim w ciążę, miała już dwójkę dzieci i dwie różne prace. Ledwo wiązała koniec z końcem. Kiedy rozważała aborcję, zadzwoniła do niej jedna z sióstr z pobliskiego kościoła, siostra Hall.

Spytała mamę Micaha jak się czuje, ale wyczuła, że coś jest nie tak i w końcu pani Parsons powiedziała jej o całej sytuacji. Finalnie matka urodziła chłopca i do dzisiaj mu powtarza:

„Synu, Bóg o Ciebie dba więc każdego dnia postępuj tak, by odpłacić mu za całe dobro, które Cię spotyka”.

Micah jest w lidze debiutantem, ale pracuje za dwóch, by coś osiągnąć. Na tym etapie sezonu jego status to już raczej nie debiutant, a gwiazda ligi. Wiele z jego wypowiedzi cytowanych jest też na okrągło, jak na przykład ta o przestawieniu się z NCAA na NFL:

„Uważam, że NFL nie jest ciężka”

Bufon? A może sodówka uderzyła mu do głowy? Raczej nie, po prostu ciężko pracuje, jest hiper utalentowany i wie, że można sobie pozwolić na odrobinę „swagu”, jeśli jest to poparte boiskową jakością. A u niego jest, więc odrobina bon motów i ciekawych cytatów mu nie zaszkodzi, a wręcz pomoże.

Dzisiaj trzeba być nie tylko świetnym na boisku, ale też ciekawym poza nim. Taka to już jest ta medialna gra, amerykański styl. A młodzi gracze umieją w to grać, budować swoją markę.

Niedawno Parsons mówił w wywiadzie, co go napędza i z czego czerpie motywację. „Gladiator” z Russellem Crowem, a może przemówienia Ala Pacino w „Any Given Sunday”? Skąd! To, co napędza gracza Dallas oprócz gorliwej wiary to… Animal Planet. Nie, to nie żart.

Micah lubi oglądać lwy w akcji i bardzo utożsamia się z tym zwierzęciem, próbując być na boisku właśnie jak lew. Co ciekawe, ma interesujące przemyślenia na ten temat, nawiązując także do kolegi z zespołu, Trevona Diggsa:

„Tre’ to orzeł. Ja to lew. On rządzi w przestworzach. Ja rządzę na ziemi”

Przyjrzyjmy się zatem królowi przestworzy NFL w tym sezonie, czyli aktualnemu „liderowi złodziei”, Trevonowi Diggsowi.

***

Wyjść z cienia brata

Micah Parsons wszedł do ligi z drzwiami i z futryną, ale początki Trevona Diggs nie były wcale takie różowe. Dzisiaj popularny Tre’ jest pełną gębą Pro Bowlerem, choć w zeszłym sezonie dobre występy przeplatał gorszymi. Muszę być tutaj uczciwy – tak jak sacki są dodatkiem do dobrej gry w obronie, tak interceptions są jedynie bonusem w grze ostatniej linii obrony.

Można zaliczać ich całkiem sporo, nie będąc przy tym wcale wybitnym cornerbackiem. Taki kazus stał się udziałem na przykład J.C. Jacksona, który jest co prawda – podobnie jak Diggs – wybitnym „złodziejem” piłek, ale równocześnie jego krycie przeciwników w obronie pozostawiało w zeszłym sezonie wiele do życzenia. Dziś Jackson zrobił w tym zakresie duży postęp postęp, ale nadal zdarza mu się bardziej polować na przechwyt piłki, niż kryć rywala. Takich graczy nazywamy „Ball Hawks”. Diggs jest taki sam.

Tre’ zalicza 0,5 (!) przechwytu w karierze na mecz (14 w 28 spotkaniach), co daję średnią wręcz fe-no-me-nal-ną. Tak jak jednak wspomniałem wcześniej, interceptions to jedynie dodatek do gry, a jeśli chodzi o krycie, Diggs ma nadal sporo do poprawy. Tre’ jest jednak nie tylko liderem NFL nie w INT (11), Pick Sixes (2), ale także w vice liderem w obronionych podaniach („PD”, czyli „passess defended”) – takich zagrań zaliczył już 21 w obecnych rozgrywkach. Ustępuje tylko… J.C. Jacksonowi (22).

Pomimo faktu, iż z oceną gry Diggsa jest duży problem (następny akapit), to fenomenalna ilość INT oraz obronionych podań sprawiła, iż Trevon wyszedł z cienia brata, a walczył o to przez całe życie. Dzisiaj mówi się o nim, że także dostanie jakieś głosy w plebiscycie Defensive Player of the Year, a Michael Irvin porównuje go do samego Deiona Sandersa, co oczywiście jest przesadą przez duże „P”.

Niemniej jednak dzisiaj Tre’ jest szanowanym graczem, a nie zawsze tak było. Kiedy był w szkole średniej, jawił się jako świetny atleta oraz wide receiver, ale nie był jednak na elitarnym poziomie brata. Pięć lat starszy Stephon jest uznaną gwiazdą ligi i rozgrywa obecnie już siódmy sezon, a więc spokojnie możemy uznać go za weterana w NFL. A młodszy Diggs? Gdziekolwiek nie poszedł, słyszał:

„Twój brat to jest gwiazda, nie Ty. Nigdy mu nie dorównasz”

Na ostatnim roku w szkole średniej, Stephon był w rankingach najlepszych młodych zawodników w czołowej dziesiątce w USA, a Trevon w tym samym wieku ledwie na 135 miejscu. Oczywiście to nadal top, ale jednak nie poziom brata. A ci rywalizowali od zawsze. Gdy byli mniejsi, grali w ogrodzie 1 na 1 – raz Steph był receiverem, raz Tre’ cornerbackiem, i tak na zmianę. Wspomina matka braci, Stephanie:

„To było zabawne. Sąsiedzi nie wiedzieli jeszcze, że oglądając „popisy” moich chłopców siedzą w pierwszych rzędach podczas pojedynku przyszłych gwiazd NFL. Kiedy Trevonowi udawało się czasem przechytrzyć starszego o pięć lat brata, ten krzyczał „Jeszcze raz! Dawaj jeszcze raz!”

Mama duetu wiedziała także, że młodszemu z braci jest ciężej, bo wszyscy porównują go do starszego, dlatego „pompowała” Trevona jak tylko mogła:

„Od razu wiedziałam, że młodszy Tre’ jest także utalentowany, dlatego zapewniałam go o tym. Mówiłam mu: „Zobaczysz, będziesz lepszy niż Steph”. Wpajałam mu wiarę we własne możliwości i pokazywałam, że może odnieść podobny sukces jak jego brat”.

Historia rodziny Diggsów jest smutna, ale w żaden sposób nie z powodów kryminalnych. Tutaj zadecydowały względy medyczne. Ojciec braci zmarł w wieku 39 lat, z powodu problemów z sercem. Zostawił żonę oraz osierocił czwórkę dzieci. 15-letni Stephon, chcąc nie chcąc, musiał szybko dojrzeć, stać się dla reszty rodzeństwa ojcem, zwłaszcza dla młodszego Trevona, który tak jak brat grał w futbol. Poszło mu chyba całkiem nieźle, doradzając bratu zarówno w życiu, jak i ćwicząc go 1 na 1 w ogrodzie za domem czy na parkingu.

***

Problem z oceną gry

Po szkole średniej Trevon Diggs trafił do osławionej Alabamy, pod skrzydła najlepszego trenera w futbolu akademickim, czyli Sami-Wiecie-Kogo. Diggs zaczął jako wide receiver, ale po pierwszym roku Nick Saban zaproponował mu, by wrócił do tego, czego uczył się w ogrodzie koło domu oraz w szkole średniej, czyli do… grania jako cornerback. Taką samą strategię Saban zastosował wobec Cyrusa Jonesa w Alabamie w 2013 roku oraz Coreya Webstera w LSU, w 2002 roku. Rezultat? Obaj wymienieni gracze dostali się do NFL w drugiej rundzie Draftu, a później wygrali Super Bowl.

Diggs był pewien, że da radę, ponieważ w szkole średniej praktycznie… nie schodził z boiska, grając jako WR w ataku i jako CB w obronie. Inna kwestia, że nie spodobał mu się ten pomysł, przynajmniej z początku. Konkurencja w ataku była jednak tak silna (Calvin Ridley, Henry Ruggs, Jerry Jeudy, DeVonta Smith), że wolał grać, niż czekać na swoją szansę. Tre’ nie został wide receiverem jak brat, pisana mu była inna droga, która jednak zakończyła się tak, jak u Stephona – w NFL.

Co ciekawe, siedmiu innych cornerbacków zostało wybranych w Drafcie przed Trevonem, zanim ten trafił z 51. numerem do swojej ukochanej drużyny, czyli do Dallas. Więcej – Cowboys to był także ukochany klub ojca Trevona oraz Stephona, wcześnie zmarłego Aarona Diggsa.

Gra Trevona Diggsa, to w dalszym ciągu enigma. Z jednej strony mamy świetne czucie piłki oraz gry, co powoduje dużą ilość przechwytów (INT) oraz obronionych podań (PD). Z drugiej strony Tre’ robi całkiem niedawne błędy J.C. Jacksona, czyli lubi pomylić się w osądzie sytuacji, polując przede wszystkim na piłkę, a nie by zablokować gracza. Eksperci wskazują także na jego słabiutki „run support” – Diggs woli grę powietrzną niż blokowanie biegnącego rywala. A w NFL trzeba jednak robić wszystko.

Przechwyty oraz efektowne touchdowny zawsze przyciągają oczy fanów i kibiców, stąd powołania do Pro Bowl dla Diggsa czy wspomnianego wcześniej J.C. Jacksona. To jednak tylko jedna strona medalu, a rola cornerbacka to także inne obowiązki. Gdyby było inaczej, to właśnie J.C. lub Tre’ uznawani byliby za najlepszych w lidze, a nie taki Jalen Ramsey, który „siadając” na rywala wyłącza z rywalizacji pół boiska.

Jeśli chodzi o miłość fanów i popularność, Diggs wziął ligę szturmem. Kibice kochają interceptions i tak jak Trevona wybrano do meczu gwiazd i nieśmiale zaczęto mówić o głosach w plebiscycie na obrońcę roku, tak ocena jego gry w portalu Pro Football Focus to… miejsce w okolicach 45-50. I to wśród samych cornerbacków. Nawet jeśli PFF w swoich statystykach i opiniach też nie jest nieomylne, to jest to bardzo daleko. Skąd zatem taki dysonans?

Swoje piękne akcje Tre’ przeplata fatalnymi. Żaden inny Cornerback nie „oddał” tylu jardów w ciągu… ostatnich 16 lat! Nie, to nie żart. Kryci przez Diggsa skrzydłowi zaliczyli w tym sezonie już… ponad 1000 jardów. To katastrofa. Styl gry Diggsa jest zero-jedynkowy. Albo zalicza cudowne akcje w obronie, albo beznadziejne. Brak mu stabilności w grze.

I quarterbackowie przeciwnych drużyn doskonale o tym wiedzą. W meczu Chiefs – Cowboys, Patrick Mahomes w kierunku Diggsa rzucał… 10 razy. Wiedział, iż nawet jeśli Tre’ przechwyci jakieś jego podanie, to puści kilka innych, ważnych piłek. Gra Digga to rosyjska ruletka – parę razy się uda, innym razem katastrofa.

Jeśli chodzi o jardy na „coverage snap”, u Diggsa to aż 18 na złapaną próbę. Na czołowych 100 cornerbacków w lidze, zajmuje on w tym względzie miejsce… pod koniec setki. Dodatkowo 40% z tych 18 jardów, zdobywanych jest już po chwycie piłki, czyli dodatkowo nie dość, że Tre’ puszcza podania, to jeszcze słabiutko blokuje i stopuje rywali. Nie mówiąc już o ilości kar, które łapie na boisku. Jest w tym względzie w czołówce ligi, jeśli chodzi o cornerbacków.

Więcej – prawie połowa złapanych podań przez krytych przez Diggsa przeciwników to „1st downs” lub touchdowny. To wiele mówi.

Wniosek:

Trevon Diggs jest w Pro Bowl, może i nawet jakimś cudem dostanie się do All-Pro, ale pod płaszczykiem interceptions, król jest… nagi. Niektórzy twierdzą nawet, że przechwyty Diggsa maskują jeden z najgorszych sezonów w historii, jeśli chodzi o cornerbacków.

Błędy w grze Diggsa nie oznaczają jednak, iż zawsze tak będzie.

***

Miejsce na progres & wsparcie brata

Trevon ma jednak wciąż sporo czasu na usunięcie mankamentów w swojej grze. Jeszcze niedawno był skrzydłowym, dopiero teraz nadrabia pewne braki, wynikające z przestawienia z ataku do obrony. Ma dopiero 23 lata, a więc dużo czasu, by nadrobić zaległości. Wiedzą o tym trenerzy oraz działacze Cowboys, stąd pompują go tylko jak mogą. Tak, jak kiedyś jego mama, Stephanie.

Diggsowi daleko do elity ligi, ale – pomijając tonę błędów – jego styl jest efektowny i pasuje wizerunkowo do najpopularniejszej drużyny w USA. Jak mawia przysłowie „Everything is bigger in Texas”, a Teksas kocha przepych, wielkość i efektowność, więc eksplozywny styl gry Tre’ pasuje tutaj jak ulał. Zdanie to podziela Mike McCarthy:

„Kocha rywalizację, uwielbia te pojedynki 1 na 1 (…) Dużo mówi o nim to, jakich postępów dokonał w swoim drugim roku w lidze. Jest ekscytujący. To specjalny gracz”.

To jednak tylko zasłona dymna. Dopóki Tre’ jest młody i zalicza sporo INT, jego błędy będą tolerowane. Ale tylko do czasu. Następne dwa sezony pokażą, w jakim kierunku idzie jego gra i czy uda mu się wyeliminować słabości. Jeśli nie, zostanie tylko atrakcją kilku sezonów i porównania padające z ust Michaela Irvina („Diggs przypomina Deiona Sandersa”) będą brzmiały jeszcze śmieszniej, niż obecnie.

Dajmy mu jednak czas. Tre’ pokazał już nie raz, że potrafi zaskoczyć wszystkich wokół.

I w końcu udało mu się wyjść z cienia brata. Gdy Trevon był młody, buntował się, chcąc pokazać światu, że nie jest tylko „młodszym Diggsem”, ale kimś więcej. Dzisiaj Tre’ pracuje już na swój własny rachunek, co nie znaczy wcale, że nie docenia tego, co zrobił dla niego brat i tego, że nadal może na nim polegać. Kiedyś się buntował, dziś jest zupełnie inaczej. Oddajmy głos samemu Trevonowi:

„Zawsze o wszystko go pytam, nieważne co by to było. Druga w nocy, dzwonię i pytam go o różne rzeczy (…) Wczoraj w nocy dzwoniłem by spytać go o różne aspekty dotyczące gry i tego, jak radzi sobie z nimi, o jego doświadczenia (…) Jest dla mnie jak ojciec, zawsze o mnie dba”

„Kiedy nasz tata umarł, Steph był młodziutki, ale gdy zaczął dojrzewać zrozumiał, że potrzebuję przewodnika, że jestem jego małym bratem”

„Nigdy nie rozmawiamy o dobrych rzeczach, tylko o tym, co mamy do poprawienia jako zawodnicy (…) On mnie nigdy nie rozpieszczał, nie niańczył, nie nawijał mi makaronu na uszy. Dawał dobre rady i uczył, bym pozostał skromny i pokorny, bym nigdy nie brał niczego jako pewnik”

***

7/11 & „We Dem Boyz”

Duet Diggs i Parsons, z racji swoich numerów boiskowych nazywany jest „7/11″, nawiązując oczywiście do sieci popularnych supermarketów „7eleven”, który swoją siedzibę główną ma właśnie w… Dallas. Motyw ten wykorzystała owa sieć sklepów, oczywiście w kooperacji z Dallas Cowboys. Popatrzcie zresztą sami:

Nie wiem czy Dallas Cowboys dojdą w tym roku do Super Bowl (zapewne nie), albo czy zrobią to za rok lub za następnych 27 lat, ale wiem za to jedno – tę drużynę chce się oglądać. Nawet, jeśli się ich nie lubi.

Cowboys mają potężne bronie po obu stronach boiska. W ataku brylują Dak, Zeke, Lamb czy Cooper, a w obronie drużyna uzyskała nową tożsamość, właśnie za sprawą Parsonsa i Diggsa. To ciekawi młodzi zawodnicy i z przyjemnością będę obserwował, czy Micah i Tre’ to rzeczywiście nowi Lawrence Taylor oraz Deion Sanders. I tak jak Parsons wydaje się pewniakiem na wielką karierę, tak też ciekawi mnie zwłaszcza Diggs – czy uda mu się poprawić mankamenty w grze? W jakim kierunku podąży jego kariera? Za jakiś czas poznamy odpowiedzi.

A wy jaki macie stosunek do Cowboys? Cieszycie się, gdy powinie im się noga? A może jest odwrotnie i widząc kolejne podanie na touchdown Daka Prescotta nucicie pod nosem „We Dem Boyz” Wiza Khalify?

Autor: Kuba Machowina

***

Cytaty pochodzą z:

https://www.dallascowboys.com/news/spagnola-the-divine-journey-of-micah-parsons

https://www.vikings.com/news/trevon-diggs-stefon-diggs-brother-on-guidance-from-childhood-to-combine

https://theathletic.com/3016116/2021/12/15/youre-not-ste-fon-but-he-is-the-nfls-interception-king-how-trevon-diggs-created-his-own-lane/

Dane statystyczne pochodzą z:

https://www.pff.com/news/nfl-nfc-east-playoff-picture-rookie-cornerback-trevon-diggs-interception-record-week-17-2021

*

Mamy też swoją, dedykowaną grupę na facebooku. Zapraszamy do dołączenia. 

https://www.facebook.com/groups/464888500937826/

Leave a Reply

%d bloggers like this: